Teresa Wójcik: Ameryka będzie chciała zablokować budowę Nord Stream II

Gość Poranka WNET opowiedziała o prowokacji dziennikarskiej portalu Energetyka24.com oraz o rozpoczęciu budowy rurociągu Nord Stream II.

Pracownicy portalu Energetyka24.com wymyślili fikcyjnego dziennikarza Piotra Niewiechowicza i sprawdzili, ile fikcyjny przedstawiciel świata mediów jest w stanie ugrać. Jak się okazuje to sporo. Nieistniejący dziennikarz wyciągnął wrażliwe informacje i lobbował u opozycji. Wystarczyło konto na Twitterze i mail.

Redaktorka mówiła również o projekcie budowy Nord Stream II. Zdaniem Teresy Wójcik, niezwykle trudno będzie powstrzymać budowę rurociągu, która godzi w interesy naszego państwa:

  „Łatwiej potrzymać prace na lądzie niż na dnie morza. Budowa już ruszyła, maszyny kopią rowy. Myślę, że powstrzymanie budowy będzie bardzo trudne. Mogłoby to się udać, gdybyśmy przestrzegali prawa unijnego oraz gdyby Ameryka zaczęła bardziej się przeciwstawiać realizacją tego projektu. Z poufnych źródeł dowiedziałam się, że ten nacisk stanie się niebawem silniejszy. Może on objawić się w świecie finansów. Stany Zjednoczone wciąż są potęgą w zakresie międzyarkadowych instytucji finansowych. Myślę, że obecna administracja amerykańska jest na tyle zdeterminowana, że może zablokować możliwość obrotu finansowego”.

Amerykanie będą chcieli zablokować budowę Nord Stream II, ponieważ chcą zarobić na handlu paliwami na rynku europejskim oraz mają na Starym Kontynencie swoje interesy polityczne. „Donald Trump nie może pozwolić sobie na to, aby Rosja wchodziła do Europy tak szerokim frontem, jak to się teraz dzieje”.

Teresa Wójcik zauważyła, że charakter współpracy Niemiec i Rosji przy budowie Nord Stream II jest partnerski: „Nikt w tym układzie nie dominuje, dlatego jest on tak niebezpieczny”.

Dla niemieckiej gospodarki jest to bardzo intratna współpraca. Ponad 7000 ichniejszych firm zarabia na rosyjskim rynku. Teresa Wójcik mówiła także o działaniach Gazpromu, który coraz bardziej jest zainteresowany rynkiem hinduskim.

JN

Karol Marks w Niemczech wciąż żywy

Jan Bogatko opowiedział o obchodach dwusetnej rocznicy urodzin Karola Marksa, które miały miejsce w Trewirze, w zachodnich Niemczech 5 maja.

Dwusetna rocznica urodzin Karola Marksa odbiła się szerokim echem u naszych zachodnich sąsiadów. W obchodach brały udział setki przedstawicieli „ludu niepracującego”, a także politycy z całego świata, w tym przewodniczący KE Jean Claude Juncker, który wygłosił przemówienie na cześć rewolucjonisty w miejscowej katedrze. Obchody te oczywiście nie mogły się odbyć bez protestów ruchu narodowego. Protestowali również chrześcijanie, katolicy, oraz potomkowie ofiar komunistycznego reżimu.

Nasz rozmówca wspomniał także o pomniku Marks,a ufundowanym przez Chińską Republikę Ludową:

„Chińska Republika Ludowa, to wielki bastion socjalizmu na świecie, w którym nadal na różnego rodzaju jubileuszach, wywijają ku czci Mao Tse-tunga i Karola Marksa”.

Warto nadmienić także, iż takich pomników jest w całych Niemczech o wiele więcej, np. monumentalny, mierzący 13 metrów wysokości oraz ważący 40 ton pomnik Marksa, znajdujący się w Chemnitz, który uważany jest przez lewicę za symbol tego miasta, oraz najważniejszy zabytek, ściągający wielu turystów i wyznawców ideologii marksistowskiej.

Na koniec rozmowy redaktor zwrócił także uwagę na wyraźne zbaczanie Niemców w „lewą stronę” co widać już od dłuższego czasu, chociażby na przykładzie spotkania zorganizowanego przez NPD w przygranicznym Ostritz z okazji urodzin Adolfa Hitlera. Obchody te zostały zakłócone przez przedstawicieli Antify oraz środowisk lewackich, których było kilka razy więcej. Media niemieckie mino to przedstawiły zakłamany obraz, krytykując NPD jako niebezpiecznych faszystów, wybielając natomiast pozostałych, mimo ich agresywniejszych działań.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy.

jn

 

Wiele hałasu o nic. Spotkanie niemieckiej czerwonej lewicy z brunatną. Więcej policjantów niż uczestników manifestacji

Kiedy tłumaczyłem pewnemu aktywiście kościelnemu z Rychbachu, że neonaziści to lewica, ten otwarł szeroko usta ze zdziwienia. Oficjalnie bowiem w Niemczech uważa się nazizm za ideologię prawicową.

Jan Bogatko

Miasteczko na Łużycach, maleńki Wostrow, u zbiegu granic polskiej, czeskiej i niemieckiej, gdzie zazwyczaj diabeł mówi dobranoc, przeżywało w weekend z 21 na 22 kwietnia tę chwilę, tę jedyną, na jaką się czeka się czasem nadaremnie całe życie: medialną sławę. (…)

Lewicowo-liberalne (czytaj: neokomunistyczne) media z Polski na wiele dni przed zaplanowanym w tym miasteczku występem kilku grup propagujących nazistowski hałas rozpisywały się (jak GW) o tym, jak to „polscy naziści” wybierają się do swych nazistowskich przyjaciół za Nysę.

Niemieckie media podchwyciły tę informację, zamieściła ją cała tutejsza prasa. I rzeczywiście Polacy przyjechali: polska policja była tutaj obecna, pomagając swym niemieckim kolegom utrzymać porządek (i oczywiście czeskim, zgodnie z nadgranicznymi umowami).

Dzięki enuncjacjom prasowym w niemieckich gazetach oczekiwano wielkiej bitwy na lewym brzegu Nysy. W zasadzie, czuło się podskórnie, liczono na awantury. Określone media w Niemczech, a także i w Polsce, wietrzyły krew. Wiele na to zresztą mogło wskazywać – miejscowa Antifa (terroryści ze skrajnej czerwonej lewicy stalinowskiej) cieszyła się na spotkanie towarzyskie z brunatną lewicą. Pamiętam szarżę Antify na grupę rekonstrukcyjną wojska Księstwa Warszawskiego w Warszawie na marszu Niepodległości w 2011 roku. Kiedy w rozmowie tłumaczyłem pewnemu aktywiście kościelnemu z Rychbachu (miasteczko nieopodal Żytawy, po niemiecku Reichenbach), że neonaziści to lewica, ten otwarł szeroko usta ze zdziwienia. Oficjalnie bowiem w Niemczech uważa się nazizm za prawicową ideologię; tak o tym uczy się dzieci w szkołach, jak gdyby socjalizm w jakiejkolwiek formie mógłby być ideologią prawicy. (…)

Jak zwykle dane o tym, ilu było w Wostrowie brunatnych, a ilu czerwonych, różnią się ewidentnie. Zwyczajowo ci pierwsi, jak i ci drudzy, zawyżają liczbę swych towarzyszy. Ale mimo wszystko to wiele hałasu o nic – wydaje się, że więcej było policjantów niż uczestników imprez po obu stronach

Jak donoszą lokalne media, jeden brunatny zalał się krwią po tym, jak otrzymał w głowę butelką od uczestnika pokojowej imprezy. Ale to za mało krwi przelanej – do tego po „niewłaściwej” stronie, by kamery telewizyjne poszły w ruch. (…)

Burmistrz miasteczka, Marion Prange (bezpartyjna), w niedzielę przed ekumenicznym nabożeństwem (brak informacji o tym, czy aktywiści Antify brali z nim udział) wyraziła wobec dziennikarzy radość z powodu imprezy komunistów (Die Linke) oraz zadowolenie z faktu, że nie doszło do zamieszek (Antifa zbiera zapewne siły na „rewolucyjny 1 Maja” – stałą chuligańską imprezę w Berlinie).

Oczywiście przeciwko komunistom nie protestuje żadna prawica czy umiarkowane centrum, bo nie wypada. A nazistów jest za mało, by byli w stanie zaistnieć.

Tolerowana przez państwo niemieckie ekstrema odreaguje na wystawach i samochodach. Lewacki stołeczny „Der Tagesspiegel”, informując o wydarzeniu, zaprasza do udziału w nim. Pokojowi podpalacze liczą na udział 15 tysięcy uczestników. Można powiedzieć, że jak na stołeczne, wielomilionowe miasto, to garstka. A ponieważ lewacy mają gdzieś państwo, które im dłoń ściska, to nawet nie zamierzają oficjalnie zgłosić swej „pokojowej” demonstracji. Zresztą to już tradycja. Szef resortu spraw wewnętrznych w berlińskim ratuszu, Andreas Geisel (SPD), obiecał „tolerowanie” nielegalnej demonstracji. Pokojowego festynu, jak w Wostrowie, przeciwko stalinowcom w Berlinie nie będzie.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Na lewo marsz !” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr majowy 47/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jana Bogatki pt. „Na lewo marsz!” na s. 3 majowego „Kuriera WNET” nr 47/2018, wnet.webbook.pl

Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować. Geopolityczny tygiel / Jerzy Targalski, „Kurier WNET” 46/2018

Antysemici i ludzie, którzy uważają, że trzeba siedzieć cicho, tak naprawdę są przekonani o tym, że Żydzi rządzą światem. I że my w starciu z Żydami amerykańskimi przegramy. Ja uważam, że wygramy.

Jerzy Targalski

Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować

W związku z kryzysem w stosunkach polsko-żydowskich i atakiem lobby żydowskiego w Ameryce oraz elit politycznych w Izraelu na Polskę, zaczęto mówić dużo o dialogu. Czemu taki dialog służy? Niczemu, poza dwoma celami: zaciemnić sytuację, stworzyć taką atmosferę, żeby nikt już nie wiedział, o co chodzi i żeby można było bezpiecznie skapitulować. Taki cel nie jest godny szacunku. Drugi to przedłużenie całej sprawy. Pod przykrywką bezproduktywnego dialogu toczą się negocjacje. W każdym konflikcie są strony, które liczą, jakie są straty w wypadku przegranej i jakie będą koszty, które trzeba ponieść w razie zwycięstwa. Zatem naszym celem powinno być zwiększenie kosztów przeciwnika, żeby zrozumiał, że nawet gdyby wygrał, będzie to pyrrusowe zwycięstwo i dlatego warto się z nami porozumieć.

Przypominam: Polska będzie miała sojuszników, jeżeli inne państwa będą się bały nas atakować. I to jest jedyny powód, dla którego warto będzie z Polską zawierać sojusze. Co zatem powiedział premier Morawiecki w Monachium; jaki przekaz został skierowany do środowisk żydowskich? Premier Morawiecki – świadomie czy nieświadomie – przekazał środowiskom żydowskim następującą informację: „Jeżeli będziecie nas atakowali, odpowiemy przypomnieniem prawdy o Holocauście. I wtedy wasza religia Holocaustu rozsypie się w proch. A zatem nie atakujcie, bo zlikwidujemy waszą religię Holocaustu, która jest dla was podstawą nie tylko jedności Izraela, nie tylko akcji emigracyjnej do Izraela, ale przede wszystkim podstawą wyciągania pieniędzy od wszystkich pozostałych. Dlatego nie opłaca się Polski atakować”.

Ten przekaz trzeba wzmocnić. Dlatego, czy ktoś jest zwolennikiem, przeciwnikiem, całkowitym, umiarkowanym czy wybiórczym krytykiem premiera Morawieckiego – to wszystko nie ma znaczenia i musi zejść na dalszy plan. Najważniejsza sprawa teraz – bo to jest najważniejszy konflikt, jaki w tej chwili toczymy – to wesprzeć premiera Morawieckiego, żeby nie skapitulował. Żeby się nie załamał, nie wycofał, nie uległ namowom rozmaitych „dialogantów”, co to będą opowiadali, jak to Żydom w Polsce dobrze było, jakby oni o tym nie wiedzieli albo ich to obchodziło – tylko jasno trzymał się tej taktyki:

Będzie prawda o Holocauście i nie utrzymacie swojej religii Holocaustu, chyba, że a) zrezygnujecie z kampanii nienawiści na forum międzynarodowym i w Izraelu przeciwko Polsce, i b) – zrezygnujecie z roszczeń do mienia bezspadkowego.

Na marginesie chciałem przypomnieć, jak wyglądała ustawa reprywatyzacyjna w Czechach w 1991 roku. Zakładała ona – a w grę wchodziło mienie Niemców sudeckich – że żeby odzyskać majątek, trzeba spełniać dwa warunki. Po pierwsze, być obywatelem czeskim, po drugie mieszkać w Czechosłowacji – bo wtedy jeszcze była Czechosłowacja. A zatem takie rozwiązania już były. Wtedy Czechosłowacja, a szczególnie Czechy i premier Klaus, nie byli tak atakowani. Dlaczego? Bo uznawano, że Czechy i tak będą częścią Niemiec, więc atak na Czechy byłby atakiem na Niemcy. Ale też dlatego, że Czesi, mimo opcji niemieckiej, potrafili bronić własnych interesów. Nie merdali ogonkami, nie padali na kolana, nie bili twarzą o ziemię, nie przepraszali, że istnieją. Twardo bronili swoich interesów.

Teraz zastanówmy się, co chcemy osiągnąć my. W tej sprawie zbiegają się interesy co najmniej czterech naszych przeciwników. Są to interesy organizacji żydowskich w Ameryce, które są najbardziej winne temu, że tylu Żydów zginęło w Holocauście, ponieważ to amerykańscy Żydzi odmawiali pomocy swoim braciom na Wschodzie. Następnie – elity żydowskie w Izraelu, które wiedzą, że nienawiść do Polski zwiększa szanse wyborcze, tak jak w Polsce nienawiść do Ukrainy, do Żydów, antysemityzm czy nieustanne polowanie na tak zwanych banderowców. Z tego korzystają nasi wrogowie – Niemcy i Rosja, a za tym stoją jeszcze rozmaici genderyści w Brukseli. Każdy interes jest inny, ale każdy sprowadza się do zniszczenia Polski, do złamania naszego oporu. Musimy się temu przeciwstawić. Jeśli wyłączymy z tego, za pomocą taktyki, o której mówiłem, lobby żydowskie w Ameryce i elity żydowskie w Izraelu, wówczas Niemcy i Rosja stracą instrument. Degeneraci w Brukseli zawsze będą mieli tu, w Polsce, kandydatów na zarządców Polski i nadal targowicę popiera około jednej piątej wyborców. Ale to już jest kwestia naszego stosunku do tych, którzy są zaprzańcami.

Reakcje antysemickie, jak i nawoływanie do dialogu, wynikają z dwóch przyczyn. Po pierwsze – z ogromnego strachu. To jest paradoksalne, że zarówno antysemici, jak i ludzie, którzy uważają, że trzeba siedzieć cicho, tak naprawdę są przekonani o tym, że Żydzi rządzą światem. I uważają, że my w starciu z Żydami amerykańskimi przegramy. Ja uważam, że wygramy. Wygramy, a nasza taktyka powinna polegać na stałym pokazywaniu im: wam się to nie opłaci.

Drugą przyczyną jest przekonanie, że jeśli nie będziemy cicho, jeżeli się nie poddamy, to ucierpią na tym stosunki amerykańsko-polskie; że lobby żydowskie w Ameryce zmusi Stany Zjednoczone do zerwania stosunków z Polską. I za tym znów stoi przekonanie zarówno antysemitów, jak i tak zwanych ugodowców, że polityka amerykańska jest dyktowana przez lobby żydowskie i Izrael. Ja się z tym nie zgadzam.

Dowodem na to, że mam rację, jest choćby to, że Ameryka zabroniła Izraelowi wszcząć wojnę z Iranem i dokonać prewencyjnych nalotów. Cały czas, zarówno za Obamy, jak i teraz, Izrael jest trzymany przez Stany Zjednoczone za gardło, bo one pilnują własnych interesów. Oczywiście są tam wpływy lobby żydowskiego, ale Stany pilnują własnych interesów. Jeżeli będą miały do wyboru sprzedawać nam swoją broń albo nie sprzedawać nic, tylko żebyśmy futrowali organizacje żydowskie w Ameryce, to chyba jest oczywiste, jaką opcję wybierze lobby zbrojeniowe w Ameryce. Lobby zbrojeniowe w USA jest naszym sojusznikiem.

Gdyby Stany Zjednoczone z nami zerwały, bo tak będzie chciało lobby żydowskie, to by znaczyło, że cała polityka amerykańska miała na celu wyłącznie postraszenie Niemców i Rosji, czyli że i tak by z nami zerwali. Moim zdaniem interesy amerykańskie polegają na stałej obecności na naszym obszarze, celem zrównoważenia wpływu Niemiec i niedopuszczenia do sojuszu niemiecko-rosyjskiego.

Co trzeba zrobić? Przede wszystkim trzeba rozszerzyć front i wprowadzić zamieszanie na polu przeciwnika. Po pierwsze, przypomnieć wszystkim państwom i narodom Międzymorza, że jeżeli upadnie Polska, to jako pierwsza, ale oni wszyscy będą płacili tak jak my albo jeszcze więcej. U nas szaulisów nie było. To nie my, to Nachtigall robił pogrom żydowski we Lwowie. To ksiądz Tiso wywoził Żydów słowackich do Oświęcimia. To nilaszowcy mordowali Żydów na Węgrzech. A więc, jeśli się ta operacja uda, będą płacili wszyscy inni.

Druga sprawa: przypomnieć państwom zachodnim, jak uniemożliwiały ratowanie Żydów. I zapytać organizacje żydowskie, zwłaszcza w Ameryce, czy na przykład domagają się odszkodowań od Stanów Zjednoczonych za to, że nie wpuszczając statku Saint Louis, spowodowały śmierć większości jego pasażerów, którzy uciekali przed Hitlerem.

Trzeba pamiętać, że w latach 30. hitlerowcy wysłali dwóch późniejszych wysokich funkcjonariuszy aparatu zagłady do Palestyny, żeby się zorientowali, czy jest możliwe przesiedlenie tam Żydów. Tamci stwierdzili, że nie. Takie były podstawy historyczne decyzji o wymordowaniu narodu żydowskiego. Ale gdyby Zachód zgodził się na przesiedlenie Żydów, tych ofiar by nie było. Gdyby Zachód zgodził się na propozycję Polaków zbombardowania torów do Oświęcimia, tylu ofiar by nie było. Niech wszyscy wiedzą, że oni też będą płacić, nie tylko Polacy.

I sprawa najważniejsza: przypominanie o skali kolaboracji żydowskiej w wymordowaniu narodu żydowskiego. Nie tylko w Polsce, ale na wszystkich możliwych dostępnych forach zagranicznych, w językach obcych. Niech się przeciwnicy zorientują, że tę wojnę przegrają i lepiej, żeby się na czas wycofali, bo poniosą koszty. My zapłacimy, ale i tak jesteśmy nielubiani. A jeżeli oni przegrają, to wszyscy się na nich rzucą. To są nasze argumenty i podstawy pod nasze zwycięstwo. Ale warunek najważniejszy: nie wolno się wycofywać ani chować się pod stół.

Jaka na tym tle jest oferta niemiecka? Bądźcie naszym landem, to was obronimy. Za moich młodych lat mówiło się: „Nie ze mną te numery, Brunner, ty świnio!” Druga oferta to ta, którą Sigmar Gabriel złożył ostatnio, bardziej niebezpieczna: wróćmy do status quo sprzed wojny; my znów będziemy dla was pilnowali Europy. Mam nadzieję, że Ameryka na to nie pójdzie, a my pomożemy jej zrozumieć, że to oszustwo.

Z głupoty, z nienawiści, z chęci zdobycia popularności czy zysku albo pod dyktando Łubianki rozpowszechniane są, oprócz odsądzania od czci i wiary wszystkich Żydów, trzy tezy: że w Polsce będzie okupacja żydowska, że Żydzi dążą do stworzenia państwa wyspowego, czyli zajęcia wszystkich miast na obszarze Międzymorza – co samo w sobie jest wielką głupotą, bo Żydów by nie starczyło – i trzecie, że amerykańskie bazy w Polsce są po to, żeby strzelać do Polaków, gdyby się chcieli buntować przeciwko Żydom. Powtarzają to rosyjscy agenci, a głupcy łykają. Jest to pogląd podsuwany przez Łubiankę, który wykorzystuje strach, rzekłbym, atawistyczny, że w Izraelu nikt o niczym nie myśli, jak tylko o tym, żeby się przesiedlić do Polski i nas zniewolić. Tymczasem podstawowym celem Izraela i pokolenia sabrów, czyli Żydów urodzonych już w Izraelu, jest wzmocnić Izrael. W tej chwili sprowadzają Żydów z Europy Zachodniej do Izraela, a służy temu między innymi ostrzeganie przed zagrożeniem islamskim. I dlatego w ostatnich kilku latach z Francji przesiedliło się do Izraela 30 000 Żydów.

Jakie są cele rosyjskie? Bardzo proste. Z jednej strony chodzi o budowę w Polsce antysemickiej, prorosyjskiej partii narodowej, która zwiąże Polskę z Rosją i spowoduje zerwanie naszych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi. Z drugiej strony chodzi o to samo, co po Kielcach i po Marcu. O przedstawienie Polaków na Zachodzie jako dziczy antysemickiej. Zachód będzie miał usprawiedliwienie, żeby Polaków oddać pod kuratelę Rosjanom albo Niemcom, a najlepiej jednym i drugim, i wtedy będzie z nami święty spokój. Tak więc musimy wykazać, że zaczepianie Polski jest niebezpieczne.

Całe życie walczyłem z antysemitami i doskonale wiem, jaka jest skala nastrojów antysemickich w Polsce, ale też – jakie są ich przyczyny. A przyczyny nowego antysemityzmu w Polsce są dwie: komuniści żydowscy i działalność Wybiórczej. To Wybiórcza jest największym generatorem postaw antysemickich w Polsce – jej ataki na Polskę, Polaków, naszą tradycję i w ogóle na państwo polskie.

Jestem zasypywany listami, że Polska nie ma szans w starciu z lobby żydowskim, że ta wojna z góry jest przez nas przegrana. Nie wiadomo, skąd ci specjaliści wiedzą, że przegramy, ale wiedzą; tylko kapitulacja może nas ocalić. Kapitulacja oznacza, że będziemy płacili do końca świata rozmaite odszkodowania, które mają to do siebie, że rosną w tempie miliarda dziennie. Dlatego takie alarmistyczne nawoływania nie robią na mnie żadnego wrażenia. Co najwyżej przypomina mi się młodość, kiedy mnie przekonywano w 1976, w ‘80, w ‘82 roku, jaka to bezpieka jest potężna, jakie KGB niezwyciężone, a Związek Sowiecki to już wieczny jest i dlatego nie ma żadnego sensu cokolwiek robić.

Kto nie podejmuje wyzwania, ten zawsze przegrywa; szanse na zwycięstwo daje tylko podjęcie walki. Oczekiwanie, że administracja państwowa coś zrobi, jest w Polsce bezcelowe. W Polsce żadna instytucja państwowa nic nie zrobi, ponieważ ci ludzie są sparaliżowani strachem. Polacy mają tę wyższość nad innymi narodami, że potrafią działać bez państwa. Nie musimy mieć rozkazu instytucji państwowych, możemy działać sami. Dlatego od naszej aktywności zależy wynik tej rozgrywki. Chciałem zauważyć, że już pierwszy efekt jest, ponieważ są głosy, że wprawdzie to była bardzo malutka grupka, ale jednak ta symboliczna grupka Żydów kolaborowała. Tyle tylko, że ich kolaboracja była usprawiedliwiona, bo oni ratowali własne życie, biorąc udział w likwidowaniu czy też w mordowaniu swoich braci poprzez wydawanie i sporządzanie list, i tak dalej. Ja na ten temat mam inny pogląd. Uważam, że jeżeli człowiek chce zachować człowieczeństwo, nie może ratować własnego życia, biorąc udział w mordowaniu innych, niewinnych ludzi. Żeby zachować człowieczeństwo, czasem trzeba wybrać śmierć. I to jest ta zasadnicza różnica, jeżeli chodzi o etykę. Tak mnie w domu uczono.

Swojego czasu nastąpił huraganowy atak na Szwajcarię, po którym nastąpiło pewne odprężenie. Tymi, którzy wyciągnęli rękę do zgody, byli działacze żydowscy z Izraela. Ale rolę głównych atakujących wzięły na siebie organizacje żydowskie w Stanach Zjednoczonych.

Myślę, że teraz my jesteśmy na tym samym etapie: zaczęło się pewne odprężenie z Izraelem, w związku z czym należy się spodziewać skoncentrowanego ataku amerykańskich organizacji żydowskich. Dlatego trzeba po raz kolejny przypomnieć (napisał to też Szewach Weiss), że Żydzi amerykańscy są winni obojętności wobec zagłady Żydów wschodnioeuropejskich. I nie przejmować się tymi wszystkimi katastroficznymi zapowiedziami.

W czasie, kiedy kapitulanci będą zbierali pieniądze na odszkodowania, my zastanówmy się nad sytuacją w Turcji. Polityka prezydenta Turcji Recepa Erdoğana jest przez agenturę rosyjską w Polsce przytaczana jako wzorzec dla Polaków. Tak jak Erdoğan, powinniśmy się zdystansować do Ameryki i zbliżyć do Rosji. Zobaczmy, co to Turcji przyniosło.

Przed Erdoğanem polityka turecka opierała się z jednej strony na sojuszu z USA, a z drugiej na wymaganiach: jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, ale nie dajemy nic za darmo. Erdoğan zerwał z tą zasadą i z jednej strony zdystansował się od USA, a nawet popadł z nimi w konflikt, a z drugiej strony zbliżył się do Rosji, zgodził się na Turk Stream, kupił rakiety S400. Co osiągnął?

Jeżeli chodzi o Europę, jest całkowicie izolowany i pozostaje w konflikcie z Niemcami. Jeżeli chodzi o USA, myślał, że swoją polityką żądań, dystansowania się i szantażowania stosunkami z Rosją uzyska od Stanów Zjednoczonych zezwolenie na zajęcie terenów kurdyjskich w Syrii. Nie udało się.

Od Rosji oczekiwał wsparcia w zajęciu enklawy Afrin w płn. Syrii, ale co się okazało? Po pierwsze Kurdowie w Afrinie porozumieli się z Asadem, który jest głównym sojusznikiem Rosji, i Asad wsparł Kurdów. Do tego Kurdowie zaczęli się porozumiewać z Irańczykami i wychwalany przez agenturę sojusz Turcja-Iran-Rosja, który miał podbić pół świata, zaczął trzeszczeć w szwach, ponieważ porozumienie kurdyjsko-irańskie oznacza konflikt między Turcją i Iranem. Rosjanie nie zgodzili się na usunięcie Asada, jak chciał Erdoğan, i zaatakowanie Afrinu przyniosło wojskom tureckim klęskę. Czyli tu też Erdoğan nic nie uzyskał.

Popadł w konflikt z Izraelem, ponieważ Izrael popiera Kurdów. W tej chwili Turcja jest izolowana na wszystkich frontach. W ten sposób okazuje się, że polityka Erdoğana, która miała przywrócić przynajmniej częściowo wpływy osmańskie na Bliskim Wschodzie, zakończyła się przegraną.

Czyli tak naprawdę polityka Erdoğana doprowadziła do tego, że Turcja nie tylko stała się nieprzewidywalnym członkiem NATO, ale znalazła się w okrążeniu sił jej przynajmniej niechętnych. I to jest model zalecany przez opcję prorosyjską w Polsce. Erdoğan miał być wzorcem dobrych stosunków z Rosją i dystansowania się od Stanów Zjednoczonych.

Oczywiście sojusz ze Stanami Zjednoczonymi nie oznacza, że spełniamy każde życzenie, że nie mamy własnych postulatów czy interesów. Skoro zwolennicy kapitulacji uważają, że kręgi żydowskie w Stanach Zjednoczonych będą decydowały o polityce USA wobec Polski i dlatego trzeba natychmiast kapitulować i się porozumieć, to co będzie, jak organizacje żydowskie w Stanach dogadają się z Rosją? Dopiero wtedy nastąpi katastrofa, bo nie dość, że nie będziemy mieli zapewnionego bezpieczeństwa, to jeszcze wcześniej za ten brak bezpieczeństwa zapłacimy haracz.

Wola walki jest nam potrzebna również w stosunkach z Unią Europejską, bo to, że obie strony już się do siebie uśmiechają, to jest teatr dla ludu, ale żądania Unii Europejskiej się nie zmieniły. Co najwyżej dochodzi jeszcze kwestia konfliktu żydowskiego, który Unia chce przeciwko nam wykorzystać.

Oczywiście możemy się uśmiechać, ale jeśli nie będziemy walczyli o nasze interesy, to przegramy. I nie możemy ustąpić, bo to jest kwestia naszego być lub nie być.

Tekst został opracowany na podstawie audycji w TV Republika „Geopolityczny tygiel” i opublikowany za zgodą Autora i TV Republika.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować” znajduje się na s. 4 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl.


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Jerzego Targalskiego pt. „Musimy udowodnić, że nie opłaca się nas atakować” na s. 4 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Berlin–Warszawa i z powrotem. Po zaprzysiężeniu rządu szef dyplomacji i sama kanclerz Niemiec ruszyli do Warszawy

Angela Merkel tak się śpieszyła do Warszawy, że na później odłożyła złożenie w Bundestagu oświadczenia rządowego. Rozmowy z premierem Morawieckim i z prezydentem Dudą były dla niej ważniejsze.

Jan Bogatko

Kiedy pojawiło się doniesienie, że oto po 171 dniach zabiegów, rozmów koalicyjnych i błyskawicznej wizycie w zaprzyjaźnionym Paryżu szef niemieckiej dyplomacji z ramienia koalicyjnej SPD, Heiko Maas, wsiadł do samolotu i poleciał do Warszawy, tejże Warszawy, która jest solą w oku niemieckich mediów lewicowo-liberalnych (a innych między Odrą a Renem brak), zapanowała w Niemczech pewna konsternacja – jak to możliwe? Dlaczego? Czary goryczy dopełniło doniesienie polskich mediów (pomijam znane lewicowo-liberalne) o zamiarze Angeli Merkel udania się w poniedziałek po zaprzysiężeniu jej kolejnego, czwartego z kolei rządu, na rozmowy z premierem Morawieckim i prezydentem Dudą, wrogami publicznymi liberalnej lewicy i jej intelektualnych ofiar w Republice Federalnej. Zaskoczenie było tak wielkie, że nadaremnie by szukać w prasie piątkowej czy weekendowej w Niemczech doniesień o tej wizycie.

Ktoś (zupełnie nieważne kto) zaryzykował nawet stwierdzenie, że do Polski (podobno popadła ona przez politykę rządu „narodowo-katolickiego” w totalną izolację w Europie i na świecie) tak wybitni politycy obozu (demokracji ludowej, chciałoby się powiedzieć, nawiązując do języka „Trybuny Ludu” czy „Neues Deutschland”, jakim te media posługują się na co dzień i od święta) przyjechali, bo są z Polską w złych relacjach! Brawo! Wniosek: gdyby byli z nią w dobrych relacjach, to by nie przyjechali (no, może z wyjątkiem Paryża, ale to przecież wyjątek, a nie reguła).

No to zagadka: z jakim państwem na świecie wszyscy są w najlepszych relacjach? Jasne – z Koreą Północną! Dowód? Niemal nikt tam nie przyjeżdża z polityczną wizytą. Ale wróćmy do naszych baranów: totalna, sprawująca w Polsce rządy przez osiem lat, nigdy nie była zaskoczona blitz-wizytą swej berlińskiej idolki w tak karkołomnym tempie. Jeszcze bardziej totalnych zaskoczył klimat wizyty, o tematach rozmów nawet nie wspominając.

Nadzieje opozycji pozaparlamentarnej w Polsce (to znaczy takiej, która wprawdzie bierze diety poselskie, ale pracuje głównie na ulicy i za granicą w walce z rządem na rzecz jego demontażu, w myśl zasady „po nas potop”) na ostrą krytykę rządu Morawieckiego nie spełniły się. Przeciwnie, kanclerz Angela Merkel przejęła główne przesłanie stratega partii Prawo i Sprawiedliwość, Jarosława Kaczyńskiego, wygłoszone przez niego w Sejmie w związku z przejściową likwidacją granic przez Niemcy w dniach wędrówki ludów: „Pomoc tak, ale na miejscu”. Tak „Plan Kaczyńskiego” zastąpił berlińskie bezhołowie i nadał imigracji do Europy niezbędny porządek, no bo w końcu także i w Niemczech Ordnung muss sein, czy się to podoba, czy nie. (…)

Nadszedł czas i przyszedł Maas. Talent dyplomatyczny (poza nieudolnym występem w relacjach polsko-niemieckich jako szef resortu sprawiedliwości) przyszły minister spraw zagranicznych wykazał w trudnych rozmowach międzyresortowych, głównie z ministrem spraw wewnętrznych Thomasem de Maizière. Umiarkowany frankofil z Kraju Saary (włączonego do Republiki Federalnej Niemiec dopiero w 1957 roku) uważany jest przez jednych za technokratę, przez drugich za polityka pozbawionego raczej wyobraźni. Może to i dobre? Zwłaszcza, że Niemcy miewały już polityków z wybujałą wyobraźnią, co nie najlepiej się dla Niemców kończyło.

No i proszę – ledwie się przeprowadził z gabinetu szefa resortu sprawiedliwości do MSZ, a już do głosu doszła Realpolitik, czego można było doświadczyć w Warszawie. Umiarkowanie, ton rzeczowy, żadnych aluzji, same konkrety. Nie można było tak, Herr Bundesminister, od początku? Niemcy bardzo przestrzegają protokołu. Moja babcia wspominała mi o pewnej „konduktorowej wąskotorowej” spod Poznania i o jej kompleksie wobec „konduktorowej szerokotorowej” ze stolicy księstwa. (…)

No dobrze, ale o co chodziło Merkel w Warszawie? Po pierwsze: o, jak się wydawało zapomniany, Trójkąt Weimarski. Być może stosunek Macrona do Trójkąta, który niegdyś był listkiem figowym Democratic Show w Unii Europejskiej, a dzisiaj – zwłaszcza po Brexicie i problemach w euroklubie – nabrałby znowu znaczenia, przesądził o wyciągnięciu dłoni w kierunku Warszawy? Może krytyka Francji i centralistycznej, aroganckiej nawet polityki Macrona ze strony innych członków Unii Europejskiej wpłynęła na nowe otwarcie Berlina i wolę zapalenia fajki pokoju z Warszawą? Mimo nieporzuconych przez Berlin planów „gospodarczych” budowy Nordstream II Niemcy są zaniepokojone polityką Rosji. Wraca rozsądek? Trzeba mieć nadzieję na dobrą zmianę nad Sprewą. I trzeba Niemcom w tym pomóc.

Cały felieton Jana Bogatki, pt. „Berlin–Warszawa i z powrotem” – jak co miesiąc, na stronie „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr kwietniowy 46/2018, s. 3, wnet.webbook.pl.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na WNET.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Berlin-Warszawa tam i z powrotem” na s. 3 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 46/2018, wnet.webbook.pl

Bogatko: Czy uda się ożywić współpracę w ramach Trójkąta Weimarskiego?

Jan Bogatko skomentował doniesienia na temat próby reanimacji współpracy na linii Polska- Niemcy- Francja.

Angela Merkel po ostatnim spotkaniu z premierem Mateuszem Morawieckim powiedziała, że „zdecydowanie popiera” współpracę Francusko- Niemiecko-Polską w ramach Trójkąta Weimarskiego.

Jan Bogatko skomentował artykuł w niemieckiej gazecie „Die Zeitung”, w którym skomentowano wysiłki Angeli Merkel i Mateusza Morawieckiego w sprawie reanimacji Trójkąta Weimarskiego. W artykule przytaczane są opinie ekspertów, dotyczące tego, czy warto podejmować takie próby, oraz co może z tego wyniknąć:

„Ten artykuł przypomina o tym, że w układzie koalicyjnym między CDU/CSU i SDP znajdują się głosy, że będziemy zabiegać o współpracę z Niemcami oraz Francją. Reanimacja Trójkąta może być jednak bardzo trudna, ponieważ od lat nie ma on już żadnego znaczenia”.

Trójkąt Weimarski ma potencjał, by wewnątrz niego zapadały ważne decyzje dotyczące Unii Europejskiej, zanim wypłyną one na arenę międzynarodową. Niemcy podkreślają, że mogliby włączyć do decydowania o losach Unii Europejskiej małe państwo z Europy środkowo-wschodniej, czyli Polskę.

Zapraszam do wysłuchania artykułu.

jn

 

Merkel: Islam stał się częścią Niemiec

Jan Bogatko skomentował środowe expose Angeli Merkel, która przedstawiła plan działania rządu na najbliższe lata. Kanclerz Niemiec zapowiedziała w nim m.in. zaostrzenie polityki migracyjnej.

 

Angela Merkel wygłosiła w Bundestagu już czwarte expose rządowe. Przedstawiła w nim pięć punktów ważnych dla przyszłości Niemiec oraz Unii Europejskiej.

W pierwszym punkcie Angela Merkel przyjęła stanowisko dotyczące pomagania uchodźcom na miejscu, a nie ściągania ludzi do siebie. Stwierdziła, że nie można powtórzyć sytuacji, która miała miejsce w latach 2015-16, kiedy to rzesze migrantów przekraczało granice Niemiec.

Punkt drugi to wdrożenie ONZ-etowskich programów pomocy. Punkt trzeci to krytyka syryjskiego reżimu  Baszara al-Asada, ale również Rosji w związku z powstępowaniem w Syrii. Punkt czwarty to lepsze pilnowanie granic europejskich. Punkt ostatni dotyczył zaostrzenia polityki migracyjnej.

„Niemcy nadal będą pomagać tym, którzy na to zasługują, jednak Ci, którzy na to nie zasługują, będą musieli je opuścić”.

Zapraszamy do wysłuchania całej korespondencji.

jn

Piotr Cywiński: Tak szybka wizyta Angeli Merkel oznacza, że Niemcy podchodzą do rządu PiS bardzo poważnie

Angela Merkel była pierwszym kanclerzem, która krytykowała swoich poprzedników za zaniedbania polityki ze stroną polską – stwierdził dziennikarz tygodnika „Sieci” i portalu wPolityce.pl.

 

W środę rano, po 171 dniach od wyborów, Bundestag wybrał Angelę Merkel do sprawowania funkcji kanclerza. Jedną z jej pierwszych wizyt będzie spotkanie w Warszawie.

W rozmowie z Łukaszem Jankowskim, Piotr Cywiński wskazał, że tak szybkie spotkanie z polskim rządem jest sygnałem o poważnym traktowaniu naszego kraju. Wynika ona z pragmatycznej polityki Niemiec i uznaniu polskiego rządu za taki, z którym warto rozmawiać. Przypomniał również, że pomimo czarnej prasy wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego spotkała się z nim i jego małżonką.

– Jasne, że z ich punktu widzenia lepszy byłby rząd miękki i realizujący politykę Berlina, ale dostosowują swoją realpolitik do okoliczności. Jak na to nie spojrzeć, jest to sukces Prawa i Sprawiedliwości – stwierdził wymieniając protokół rozbieżności pomiędzy naszymi krajami oraz zbieżność poglądów CSU i CDU z PiS.

 

GS/WJB

Zdzisław Krasnodębski: Niemcy coraz częściej stawiają swoje narodowe interesy ponad solidarnością europejską

Zdaniem wiceprzewodniczącego Parlamentu Europejskiego publikacja Białek Księgi reformy wymiaru sprawiedliwości, pomoże rozwiać wątpliwości wobec działań rządu Prawa i Sprawiedliwości.

Gościem Poranka Wnet był Zdzisław Krasnodębski, wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego z ramienia frakcji Europejskich Konserwatystów i Reformatorów. Polityk Prawa i sprawiedliwości podkreślił, że działania polskiego rządu za zakresie komunikowanie reformy wymiaru sprawiedliwości na arenie europejskiej, pozwolą na obniżenie temperatury sporu: Wydaje się, że Biała Księga jest przekonująca. Stanowi dobre podsumowanie tego, co się dzieje w Polsce. Odsuwa też zarzuty, które padają z ust ludzi, którzy powinny się lepiej orientować w tym, co się stało w polskich systemie sądownictwa.

Tam jest wiele odniesień do kontekstu międzynarodowego, wskazuje się na rozwiązania, jakie są przyjmowane w innych państwach, ale żeby doszło do porozumienia, musiałby się pojawiać dobra wola, a bardziej widać wolę karania Polski, chociaż nie wiadomo dokładnie za co – zaznaczył gość Poranka Wnet.

Zdzisław Krasnodębski przyznał, że opinia o złym stanie niezależności sądów w Polsce, w innych państwach europejskiej jest bardzo silna: Panuje przekonanie, jakoby praworządności w Polsce była zagrożona w takim stopniu, że ostatnio irlandzki sędzia uznał, że nie można przeprowadzić ekstradycji gangstera do Polski, ponieważ nie będzie obiektywnie sądzony. To pokazuje, jak szeroko rozpowszechniony jest czarny PR o Polsce.

Gość Poorana Wnet w kontekście powołania nowego rządu w Niemczech, wskazał, że stan relacji na linii Warszawa-Berlin pozostanie stabilny: Nie wiem, czy nowe otwarcie jest potrzebne. Relacja polsko-niemieckie są dobre, pomijając pewne problemy strukturalne, jak chociażby w kwestiach energetycznych. Niemcy, w tym zakresie, coraz częściej stawiają swoje interesy narodowe ponad zasady solidarnością europejską.

Zdzisław Krasnodębski skomentował wybór nowego sekretarza generalnego Komisji Europejskiej, który kierować będzie korpusem: Martin Selmayr jest osobą, która faktycznie rządzi Komisją Europejską, będąc szefem gabinetu Jean-Claude’a Junckera, ustawiał pracę komisarzy. To był silny tzw. człowiek komisji. Szef KE postanowił swojego najbliższego współpracownika uczynić sekretarzem generalnym Komisji. Sekretarz Generalny zarządza wszystkimi urzędnikami Komisji europejskiej.

ŁAJ

Szef MSW w Niemczech: Będzie kładziony większy nacisk na deportację nielegalnych imigrantów

Sławomir Ozdyk skomentował w Poranku Wnet zapowiedź nowego rządu niemieckiego dotyczącą zaostrzenia polityki wobec imigrantów. Przedstawił również makabryczne morderstwo dokonane w piątek w Niemczech.

Gość Poranka WNET powiedział, że do Niemiec w zeszłym roku przybyło ok. 330.000 legalnych migrantów, a nielegalnych ok. 520 000. Nowy rząd w Niemczech zapowiedział, że liberalna polityka względem migrantów ma niebawem się zmienić:

„Horst Seehofer, minister spraw wewnętrznych ogłosił, że będzie kładziony większy nacisk na deportację nielegalnych imigrantów”.

Jeżeli Seehofer będzie chciał, aby jego partia wyprzedziła znacząco AfD, to będzie musiał coś z tymi deportacjami zrobić- zauważył Ozdyk. Nie będzie to oczywiście łatwym zadaniem, ponieważ w Niemczech istnieje silna opcja polityczna, która potępia deportacje- podkreślił nasz korespondent.

Sławomir Ozyk przedstawiał również sprawę zabójstwa przez Syryjczyka swej żony tylko dlatego, że ona nie była mu posłuszna.

„41-letni syryjski imigrant zamordował przy pomocy noża swoją żonę w przyznanym im przez gminę mieszkaniu socjalnym w Mühlacker.- podaje Al Arabiya.net. Po dokonaniu zbrodni mężczyzna uciekł z synem, usprawiedliwiając swój czyn na nagraniu na żywo na Facebooku. Syryjczyk został po kilku godzinach aresztowany”.

jn