Odchodzi generacja polityków Bońskiej Republiki. Klaus Kinkel (1936-2019)

Starsza generacja polityków niemieckich miała więcej skrupułów w realizacji narodowych interesów. Profesor Krzysztof Miszczak wspomina zmarłego Klausa Kinkela, szefa Niemieckiego MSZ w latach 90-tych

 

Gościem południowej audycji Radia WNET był profesor Krzysztof Miszczak, wykładowca w Instytucie Studiów Międzynarodowych – Zakładzie Bezpieczeństwa SGH, radca generalny  w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, specjalista od zagadnień niemieckich, europejskich i dalekowschodnich. Profesor wspominał zmarłego szefa niemieckiej dyplomacji z lat 90-tych Klausa Kinkela.

Klaus Kinkel był politykiem starej gwardii z Republiki Federalnej, współpracownikiem Hansa-Dietricha Genshhera, jego następcą na stanowisku ministra spraw zagranicznych, a wcześniej pierwszym cywilnym szefem BND (niemieckiego wywiadu). Jako szef dyplomacji był inicjatorem Międzynarodowego Trybunału Karnego d.s. Jugosławii. To był też polityk, który przeprowadził zmianę niemieckiej ustawy zasadniczej jeżeli chodzi o udział wojsk niemieckich w misjach pokojowych.

 

Profesor mówił też o różnicach między starą a nową generacją polityków niemieckich, zwłaszcza w kwestii stosunku do historii i poczucia niemieckiej winy a także o dzisiejszym obliczu niemieckiego liberalizmu . W dalszej części rozmowy m.in. o europejskich koncepcjach prezydenta Francji i o obradach Ogólnochińskiego Zgromadzenia Przedstawicieli Ludowych.

AO

Joanna Wulfert: Padłam ofiarą Jugendamtu. Uprowadzili i zastraszali mojego syna. Nigdy nie wrócił do domu [VIDEO]

– Gdy miałam problemy wychowawcze z synem po śmierci męża, zwróciłam się z prośbą o wsparcie do Jugendamtu. Ten urząd uprowadził moje dziecko. Nigdy już nie wróciło do domu – mówi Joanna Wulfert.


Joanna Wulfert, Polka mieszkająca na co dzień w Niemczech, mówi o odebraniu jej jedynego syna przez tamtejszy Urząd ds. Zarządzania Młodzieżą – Jugendamt. Przed dziesięciu laty, gdy kobieta zaczęła mieć problemy wychowawcze z dzieckiem po śmierci męża, zwróciła się ona do wspomnianego organu z prośbą o wsparcie przy opiece nad dojrzewającym synem.

Padłam ofiarą tej instytucji, która uprowadziła moje dziecko w białych rękawicach. Dziecko po dziesięciu dniach przebywania w ośrodku zostało bez mojej wiedzy wymeldowane. Zawładnięto moim dzieckiem, nie pozwolono mi kontaktować się z nim, a mojemu dziecku zabroniono się kontaktować ze mną.

Wulfert zaznacza, że była jedną z nielicznych matek, której przy odebraniu syna nie pozbawiono praw rodzicielskich. Fakt ten zmotywował ją do zorganizowania konferencji, na której oświadczyła, że rezygnuje z pomocy Jugendamtu. Urząd nie wziął jednak pod uwagi słów gościa Poranka i dalej zastraszał dziecko. Grożono mu, że jeśli będzie chciało wrócić do domu, nigdy w życiu nie otrzyma żadnego rodzaju pomocy od tej instytucji. Syn miał wtedy 17,5 roku. Matka ze łzami w oczach mówi, że ten nigdy do jej domu nie wrócił.

Generalnie rzecz biorąc, dzieci nie wracają do domu. Indoktrynacja jest tak daleko posunięta, że dzieciom wmawia się, że rodzice wyrzucili dziecko z domu i że nie chcą mieć z nim kontaktu. Przekonuje się je, że ich przyszłością jest opiekun Jugendamtu – tak było też w przypadku mojego syna, jedynego syna.

Kobieta opowiada, że uprowadzenie jej dziecka spowodowało, że zaczęła szukać pomocy na terenie Niemiec i Polski. Zaczęła coraz częściej jeździć do drugiego z krajów i szukać wsparcia u organów rządowych. Przez pierwsze lata nie odnosiła sukcesów, jednak w 2016 r. została zaproszona na konferencję „Dobro dziecka jako cel najwyższy”, po której rozpoczęła się jej intensywna współpraca z resortem sprawiedliwości.

Z wielkim sukcesem, muszę przyznać, osiągnęłam swój pierwszy cel – po 9 miesiącach przyczyniłam się do zwrócenia uprowadzonych dzieci polskiej kobiecie w Berlinie.

Gość Poranka podkreśla, że liczba odbieranych przez Jugendamt dzieci z roku na rok wzrasta – o ile w momencie, gdy odebrano Woulfert syna zabierano ok. 38-40 tysięcy dzieci rocznie, o tyle obecnie jest to ok. 90 tysięcy dzieci. Tego rodzaju działania sankcjonowane są przez niemieckie prawo, w myśl zapisów którego pracownik omawianej instytucji pozostaje nietykalny. Kobieta zwraca uwagę, że niemiecki urząd nie jest jedynym organem uprowadzającym bezpodstawnie dzieci – podobnie postępuje brytyjskie Social Service czy norweskie Barnevernet.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

 

Potocki: Spór USA-Niemcy przybiera na sile. Pozostaje nam obserwować, co USA zrobią ws. embarga na niemieckie samochody

Państwem które zyskało najwięcej na tej konferencji okazał się „gołąbek pokoju”, czyli Chiny, które zaproponowały bardzo ugodową politykę zarówno wobec USA jak i Rosji – mówi Andrzej Potocki

Z red. Andrzejem Potockim, obecnym na Konferencji Bezpieczeństwa w Monachium, rozmawiamy o konferencji oraz zrealizowanych i niezrealizowanych planach uczestniczących w niej delegacji.

Konferencja nie skończyła się zwycięstwem USA.

– Miał tam miejsce swoisty pojedynek na przemówienia, między wiceprezydentem Pencem, a kanclerz Merkel. Obserwatorzy uważają, że kanclerz wygrała, a jej przemówienie było jednym z najbardziej gniewnych w jej karierze – opowiada Potocki. -W przemówieniu Amerykanina pojawiła się groźba w postaci hipotetycznej sytuacji, w której Trump zarządza stan wyjątkowy gospodarki amerykańskiej i pod tym pretekstem, bez zgody Kongresu nałożyć embargo na niemieckie samochody.

Czy można to uznać za wypowiedzenie wojny handlowej? Merkel zripostowała,  że największa fabryka BMW znajduje się w Północnej Karolinie. Innymi punktami zapalnymi w stosunkach między mocarstwami są m. in. sprawa Nord Stream 2 oraz polityki wobec Iranu.

Nieoczekiwanie, państwem które zyskało najwięcej na tej konferencji okazał się „gołąbek pokoju” czyli Chiny. – Zaproponowały bardzo ugodową politykę, zarówno wobec USA jak i Rosji – opowiada gość Poranka WNET. I dodaje: – Spór USA-Niemcy przybiera na siłę, z polskiego punktu widzenia pozostaje nam jedynie obserwować, co USA zrobią ws. embarga na niemieckie samochody.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

 

Kuczyński: Jeśli Merkel jest wszystko jedno, czy gaz płynie przez Ukrainę, czy przez Bałtyk, to sama sobie zaprzecza

Ekspert od spraw rosyjskich Grzegorz Kuczyński ocenia wydarzenia mijającego tygodnia, skupiając się przede wszystkim na konferencjach: warszawskiej i monachijskiej

Ekspert od spraw rosyjskich Grzegorz Kuczyński uważa, że głównym zagadnieniem szczytu w Soczi, na którym spotkały się Rosja, Iran i Turcja, była wojna w Syrii. Przypomina, że wszystkie trzy kraje mają w tym regionie sprzeczne interesy, a łączy je jedynie niechęć do Ameryki. Co więcej – uważa, że szczyt zakończył się porażką Putina i Erdogana, gdyż wbrew oczekiwaniom nie przyniosło kompromisu.

Kuczyński odnosi się również do wyników rozmów na konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Dziwi się słowom Angeli Merkel, kanclerz Niemiec, która oświadczyła, że Ukraina musi być tranzytowym dla rosyjskiego gazu, ponieważ jej czyny przeczą temu stwierdzeniu – chodzi o budowę Nord Stream 2, czyli de facto omijanie Ukrainy w dystrybucji gazu. W Poranku WNET ocenia również przyszłe stosunki izraelsko-rosyjskie.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

Wypowiedź polskiego ambasadora: „W Polsce panuje większy pluralizm w mediach niż w Niemczech” wywołała oburzenie Niemców

Wielkie niemieckie stacje telewizyjne ARD i ZDF zawsze krytykowane są jako telewizja państwowa. Naczelni redaktorzy czy dyrekcje studiów dbają o to, by nie emitować materiałów krytycznych wobec rządu.

Jan Bogatko

O tym, że w Polsce wolności mediów nie ma po tym, jak władzę przejęła (czy były wybory?) z rąk koalicji liberalnych demokratów i PSL prawicowo-nacjonalistyczna (jakim to przymiotnikiem niemieckie media ją opatrują) partia Prawo i Sprawiedliwość, Niemcy wiedzą ze swych jakże wolnych mediów. (…) Zgodnie z rankingiem [organizacji Reporterzy bez Granic] Polska zajmuje od względem wolności pracy miejsce 58 (na 181 państw!) i na mapie wolności mediów tej organizacji zaznaczona jest kolorem ciemnożółtym (jak Węgry czy Ukraina), a nie białym, jak oczywiście Niemcy, w których np. media publiczne są całkowicie pod kontrolą rządzących partii i dla inaczej myślących nie ma tam miejsca, co ilustruje sprawa Claudii Zimmermann z WDR. (…)

Wywołała ona burzę na łamach niemieckich mediów (w większości krytykujących dziennikarkę za jej swobodę wypowiedzi). (…)

Claudia Zimmermann odważyła się na rzecz niespotykaną. Mianowice zarzuciła ona była w jakiejś audycji radia holenderskiego, w samym epicentrum tak zwanego „kryzysu uchodźczego”, że media publiczne w Niemczech „dostały nakaz relacjonowania przebiegu wydarzeń zgodnie ze stanowiskiem rządu”.

WDR zareagowało z oburzeniem na słowa pani Zimmermann, zdementowało tę wypowiedź i… pozbyło się dziennikarki. Wydaje mi się, że dziś korzysta ona w większym stopniu z wolności słowa, niż w czasach pracy w WDR, który tę wolność ewidentne ograniczał. Udzielając wywiadów bardziej niszowym mediom, Zimmermann mówi, że „przede wszystkim wielkie stacje telewizyjne ARD i ZDF zawsze krytykowane są jako telewizja państwowa i moim zdaniem tak jest w istocie. Zbyt mało poświęca się krytycznej uwagi rządowi. Nie wynika to z tego, że dziennikarze nie są dobrzy. To system funkcjonuje z góry na dół. Naczelni redaktorzy czy dyrekcje studiów dbają o to, by nie emitować krytycznych materiałów”. (…)

Wolność słowa jest dobrem niezwykle cennym. O tym, że można słono zapłacić za korzystnie z tej wolności, przekonał się niemiecki bloger Michael Stürzenberger.

W 2017 roku sąd w Monachium skazał go na sześć miesięcy pozbawienia wolności za rzekome „rozpowszechnianie materiałów propagandowych organizacji antykonstytucyjnych”. Jakiej to zbrodni w państwie wolnych mediów dopuścił się Stürzenberger? A więc: jako ilustrację do swego materiału autor zamieścił zdjęcie bonzy NSDAP z hakenkreuzem na ramieniu. Tym samym – stwierdził prokurator – sprowokował on możliwość ożywienia antykonstytucyjnych dążeń w Niemczech. Problem polega na tym, że zdjęcie, jakie zamieścił, ilustrowało historyczny sojusz islamu z narodowym socjalizmem. Dokładnie to samo zrobiła monachijska lewacka SZ w artykule z 16 czerwca 2016 r., pt. Hakenkreuz i Półksiężyc. Prawo tego nie zabrania, ale co wolno… (…)

„Za mało pluralizmu? Polski ambasador krytykuje niemieckie media”. Deutschlandfunk w dwa tygodnie po frankfurckiej dyspucie zebrał się na odwagę i przełamał milczenie: „Polski ambasador krytykuje niemieckie media. W porównaniu z Niemcami, w Polsce panuje faktyczny pluralizm w mediach. Stawiając takie tezy, polski ambasador Andrzej Przyłębski wywołał oburzenie – także w polskich mediach i wśród medioznawców. Dlaczego akurat teraz ambasador pokazuje się z niedyplomatycznej strony? – pyta Deutschlandfunk, zamieszczając materiał Martina Sandera opatrzony zdjęciem ambasadora z podpisem: „Obok mediów niemieckich polski ambasador w Niemczech, Andrzej Przyłębski, krytykuje także prywatne polskie media”. (…)

Wielka szkoda, że Deutschlandfunk na tej pierwszej tezie Przyłębskiego kończy. Może jakiś czytelnik czy słuchacz miałby ochotę poznać dalsze? Dla wywołania większego oburzenia niemieckich ekspertów, którzy oczywiście na sprawach polskich znają się dużo lepiej niż ambasador (co do tego autor nie ma chyba wątpliwości) Sander cytuje Andrzeja Przyłębskiego:  – Państwo łatwo mogą sobie wyobrazić, na jakich argumentach opiera się moja krytyka mediów niemieckich: przede wszystkim materiały o moim kraju, o Polsce, jakich muszę być świadkiem od trzech lat, to znaczy od chwili zmiany rządu w moim kraju. W „FAZ”, w „Die Welt”, w „Die Zeit”, w „Tagesspiegel“, i tak dalej, i tak dalej.

Cały felieton Jana Bogatki pt. „Wolność, wolność ponad wszystko” – jak co miesiąc, na stronie 3 „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr lutowy 56/2019, gumroad.com.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia  na gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Wolność, wolność ponad wszystko” na s. 3 „Wolna Europa” lutowego „Kuriera WNET” nr 56/2019, gumroad.com.

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Doleśniak-Harczuk: Niemcy mogą tracić nawet 7 miliardów dolarów rocznie. W Berlinie zrobiło się nerwowo

Niemcy brną w ślepą uliczkę odwracania się od Sanów Zjednoczonych. Widoczne to jest na każdym kroku – mówi w Poranku WNET Olga Doleśniak-Harczuk, publicystka ,,Nowego Państwa”

Publicystka ,,Nowego Państwa”, specjalistka od zagadnień niemieckich, Olga Doleśniak-Harczuk przedstawia, co się wydarzyło podczas ostatniej konferencji bezpieczeństwa w Monachium. Kanclerz Angela Merkel broniła na niej projekt Nord Stream 2, przypominając, że nawet „za czasów Zimnej Wojny Związek Radziecki był naszym partnerem gospodarczym”, krytykowała też strategię USA.

– Niemcy brną w ślepą uliczkę odwracania się od Sanów Zjednoczonych. Widoczne jest to na każdym polu – oznajmia publicystka.

Doleśniak-Harczuk sugeruje, że podejście Merkel może tłumaczyć tym, że chce być w tej relacji mentorką. W końcu w polityce jest aktywna od 40 lat – Trump dopiero od 2015. W dodatku Merkel nie jest zadowolona z tego, że obecny prezydent jest chodzącym zaprzeczeniem Baracka Obamy, prezydenta, który rządził USA przez większość jej kadencji. Prezydenta, z którym miała dodatkowo dobre osobiste relacje.

Gdy ostatnio Trump zapowiedział, że nałoży cła na produkty z Europy, między innymi na samochody z Niemiec w otoczeniu kanclerz Merkel „zrobiło się nerwowo”. Doleśniak-Harczuk wylicza, że Niemcy mogły stracić nawet 7 miliardów dolarów rocznie, więc to przede wszystkim gospodarka, a nie NATO, czy Konferencja w Warszawie podgrzewają atmosferę w stosunkach pomiędzy Waszyngtonem a Berlinem.

Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

 

Bogatko: Niemcy krytycznie o Konferencji Bliskowschodniej. Ale uważają, że nie wywoła nowego podziału Europy

Niemieckie media zauważają, że Polska nie odstąpiła od umowy atomowej z Iranem, więc nie wyłamała się z europejskiej solidarności – mówi w Poranku WNET nasz niemiecki korespondent Jan Bogatko.

Jan Bogatko o krytycznych głosach niemieckich dziennikarzy dotyczących konferencji bliskowschodniej w Warszawie. Media zza Odry uważają, że spotkanie na szczycie, które odbywa się w środę i czwartek (13-14 lutego) w naszej stolicy jest podporządkowywaniem się Polski Izraelowi i Stanom Zjednoczonym. – Jest to przejawem zazdrości – uważa Bogatko.

– Niemieckie media zauważają, że Polska nie odstąpiła od umowy atomowej z Iranem, więc nie wyłamała się z europejskiej solidarności – mówi Jan Bogatko.

Niemieccy dziennikarze pytają także, czemu Amerykanie nie chcieli, by konferencja miała miejsca np. w Baden-Baden. „Die Welt” uważa, że Polska „gra o Fort Trump”, o stałą bazę amerykańską w Polsce. Jednak, jak uważają media, „nowego podziału Europy raczej nie będzie”. Bogatko uważa reakcje niemieckie na to wydarzenie za dość wstrzemięźliwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jaki jest zwyczajny ton tamtejszych mediów, gdy Polska próbuje prowadzić niezależną od Berlina politykę zagraniczną

Więcej w porannym wydaniu Radia WNET. Zapraszamy do wysłuchania rozmowy!

mf

Dudek: Unijny kompromis dot. Nord Stream 2 nie jest idealny, lecz wymusza na Niemczech stosowanie prawa UE

– Dzięki porozumieniu UE dotyczącego Nord Stream 2 polski głos w tej sprawie nie cichnie. Konsekwentnie odnosimy sukcesy w walce z dużo silniejszym przeciwnikiem: Niemcami – mówi Jerzy Dudek.

Jerzy Dudek, ekspert Klubu Jagielońskiego w zakresie energetyki, mówi o porozumieniu przedstawicieli Parlamentu Europejskiego, Rady Unii Europejskiej i Komisji Europejskiej w sprawie projektu nowelizacji dyrektywy gazowej. Zostało ono zawarte w nocy z wtorku na środę i dotyczy Nord Stream 2. Na mocy dokumentu prawu unijnemu podlegać będzie tylko ostatni odcinek gazociągu leżący na terenie wód terytorialnych Niemiec. Pozostałe części instalacji z kolei musiałyby zostać wynegocjowane przez Niemcy i Rosję w odrębnej międzynarodowej umowie. Tę natomiast i tak zobowiązana byłaby zatwierdzić Komisja Europejska, reprezentując tym samym interes również innych krajów wspólnoty.

Gość Poranka zaznacza, że przyjęcie kompromisu kończy niemieckie uniki wobec stosowania względem siebie przepisów unijnych dotyczących Nord Stream 2. Wskazuje również na hipokryzję instytucji wspólnotowych w tej sprawie, przywołując przypadek South Stream. Gazociąg ten, mający biec z Bułgarii do Rosji, nie leżał w sferze interesów Niemiec, w związku z czym Komisja Europejska zgodnie z przepisami zatrzymała jego budowę.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Bogatko: Niemcy wyczekują mesjasza pod postacią Roberta Biedronia. Wierzą, że jego nowa partia zbawi Polskę

Jan Bogatko przedstawia opinie niemieckich dziennikarzy dotyczące wystartowaniu partii Roberta Biedronia. A oceniają oni, że tworzący nową siłę polityk jest nadzieją na koniec wojny polsko-polskiej.

– Absolutna religijna ekstaza i uniesienie laickich mediów w Niemczech, komentujących fakt utworzenia nowej partii politycznej na lewym spectrum. Zachwyt jest obecny w niemal wszystkich niemieckich artykułach – komentuje Jan Bogatko.  Niemieckie gazety wymieniają postulaty partii Biedronia, w tym między innymi wyższe świadczenia socjalne, większa ochrona środowiska i zwierząt oraz mniejsza obecność kościoła katolickiego w życiu publicznym.

Media niemieckie wiążą wielkie nadzieje z nowo powstałą partią Wiosna, wiedzą, może ona umożliwić wejście Roberta Biedronia  do Parlamentu Europejskiego a w dalszej perspektywie może on nawet zostać prezydentem Polski. Cytują również popierających Biedronia Polaków: „Biedroń zakończy wreszcie wojnę polsko-polską, w której nasz kraj trwa od trzech lat, czyli od czasu rządów PiS”.

Zapraszam do wysłuchania całej korespondencji!

JN

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Upadek poprawnego politycznie dziennikarza, który posunął się za daleko, pisząc kłamstwa na temat Stanów Zjednoczonych

Redaktor uchodzącego za poważny lewicowego (bo nie ma w Niemczech innych) magazynu „Der Spiegel” poległ na polu medialnej ch(w)ały. Gdyby pisał bajki o Polsce, nadal zbierałby prestiżowe nagrody.

Jan Bogatko

Nigdy nie był osamotniony; jest produktem propagandy po rewolucji ’68. Produktem przykazania o „poprawności politycznej”, o służbie na rzecz „liberalnej demokracji” i obronie różnie definiowanych przez polityków lewicy „naszych wartości”. Takich dyspozycyjnych „ludzi pióra” można liczyć w Niemczech na pęczki. (…)

Gdyby Claas Relotius chciał pisać o „polskim nazizmie”, o faszystach maszerujących ulicami Warszawy 11 listopada! O „prawicowo-nacjonalistycznym” polskim rządzie, o polskim antysemityzmie, o urodzinach Führera w Wodzisławiu Śląskim, a nawet o polskich obozach zagłady – nie miałby potrzeby pisać do swej (byłej) redakcji, że jest chory i wymaga pomocy.

Ale Relotius, pewien przychylności swych lewackich przyjaciół, wziął się za dość śliski temat. Wymyślił (a sprzedał jako fakt!) makabryczną historię pewnej kobiety, podróżującej po Ameryce, by zgłaszać się do więzień w charakterze świadka egzekucji (w USA jeszcze nie zakazano kary śmierci dla zbrodniarzy). Był to dla Relotiusa i jego wyczekujących poprawnej prawdy czytelników doskonały temat, ukazujący z całą ostrością i bez osłony prawicowe, trumpowskie, republikańskie barbarzyństwo.

Jakie to wstrząsające! Dreszcz przeszywa wrażliwego, nie tylko niemieckiego czytelnika, zapoznającego się na łamach magazynu „Der Spiegel” czy przedruków w prasie lokalnej albo zagranicznej z trzymającym w napięciu do ostatniego zdania artykułem o pewnym Jemeńczyku, przez pomyłkę osadzonym przez armię amerykańską w obozie w Guantanamo Bay. Barbarzyńcy mieli przetrzymywać biedaka przez 14 lat w izolacji, torturując go puszczaniem na cały regulator piosenki Bruce’a Springsteena Born in USA. Sam czytałem o tym w pełnych oburzenia niemieckich gazetach. Straszne! Sęk w tym, że to wszystko lipa. Wyssane z palca. Jak i pierwsza wspomniana wyżej historia – wierutne kłamstwo. A przecież przy odrobinie dobrej woli można było zdemaskować tego „malowanego ptaka”. FAZ pisze, że – jak podaje „Columbia Journalism Review” – dział kontroli faktów w redakcji magazynu „Der Spiegel” jest największy na świecie i podobno lepszy od słynnego działu gazety „New Yorker”. Zatem nasuwa się nieładne podejrzenie, że nie tylko Relotius kłamał. Nikt nie skontaktował się z rzekomą turystką na egzekucje, nikt nie zajrzał do oficjalnej listy internowanych w Guantanamo.

Relotius pisał to, co jego czytelnicy chcieliby przeczytać, by artykuł potwierdził ich odczucia. Podobnie zachowują się w zasadzie korespondenci mediów niemieckich w Polsce. Piszą na „społeczne zamówienie”, jak określano dawniej „socjalistyczne dziennikarstwo”. Albo oddają głos jednej stronie politycznej sceny, oczywiście tej poprawnej. Fakty muszą się zgadzać z poglądami, nie na odwrót. (…) Ludzie mają uprzedzenia i jeśli media je potwierdzają, to są przekonani, że czytają prawdę.

Czy nie składano mi kondolencji w związku z likwidacją niezależnego wymiaru sprawiedliwości w Polsce? Tak, składano. W USA jest niewątpliwie mniej szmalcowników, aczkolwiek też ich nie brak.

Czy sprawa Relotiusa wywoła reakcję konsumentów niemieckich mediów? Może. Jestem tu bardzo ostrożny w ocenie. W gazecie „Handelsblatt” z sierpnia 2018 roku (a więc sprzed afery magazynu „Der Spiegel”) w artykule Hansa-Petera Siebenhara czytam: „spadek zaufania wobec mediów jest wynalazkiem populistów. Wiarygodność niemieckich mediów nawet wzrasta – zwłaszcza dzienników”.

Cały felieton Jana Bogatki pt. „Relotius nie jest sam – jak co miesiąc, na stronie 3 „Wolna Europa” „Kuriera WNET”, nr styczniowy 55/2019, gumroad.com.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co czwartek w Poranku WNET na wnet.fm.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia  na gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Felieton Jana Bogatki pt. „Relotius nie jest sam” na s. 3 „Wolna Europa” styczniowego „Kuriera WNET”, nr 55/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego