Jerzy Bielewicz o wynalezieniu szczepionki na koronawirusa: Będzie szczepiła nie tylko ludzi, ale i rynki finansowe

Dziennikarz „Gazety Bankowej” analizuje reakcję światowych rynków giełdowych na informację o szczepionce przeciw koronawirusowi i na wyniki wyborów prezydenckich i do Kongresu USA.


Jerzy Bielewicz komentuje wzrosty na światowych giełdach po ogłoszeniu wynalezienia szczepionki na koronawirusa:

Szczepionka będzie szczepiła nie tylko ludzi, ale i rynki finansowe.

Gość „Poranka WNET” mówi również o tym, że giełda USA pozytywnie zareagowała na utrzymanie przez Republikanów większości w Kongresie:

Rynki mają fobię na punkcie dojścia lewicy do pełni władzy. Utrzymanie równowagi władzy to dobra wiadomość.

Dziennikarz „Gazety Bankowej” nie jest zaskoczony wzrostem notowań PKN Orlen i Polskiej Grupy Energetycznej:

Już niedługo ropa naftowa będzie równie poszukiwanym surowcem jak przed pandemią.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T / A.W.K.

Jerzy Bielewicz: Nieograniczony dodruk pieniądza przyniósł uspokojenie na rynkach finansowych

Publicysta „Gazety Bankowej” komentuje decyzje rządów światowych o interwencji w gospodarkę. Ocenia, że była ona konieczna, aby uniknąć „gospodarczego Armagedonu” i „dantejskich scen” na ulicach .

 

Jerzy Bielewicz mówi o gospodarczych konsekwencjach epidemii koronawirusa odnotowuje, że rynki finansowe pozytywnie zareagowały na interwencję rządów w gospodarkę w obliczu epidemii koronawirusa.

Na początku wydawało się, że system finansowy nie przekazuje tych impulsów dalej, rynki były w ciągłym spadku. Jednak teraz widać, że ten nieograniczony dodruk pieniądza przyniósł pewne uspokojenie.

Publicysta ocenia, że gdyby do takiej interwencji nie doszło, miałyby miejsce „dantejskie sceny” w wielu miejscach na świecie, ponieważ ludzie nie mieliby pieniędzy . Jak przewiduje, obecny dodruk pieniędzy będzie kontynuowany. Jest to konieczne do powstrzymania masowego upadku przedsiębiorstw:

Obecny kryzys ma inną charakterystykę niż poprzedni. Gdyby  rynek długu ugiął się pod koronawirusem, mielibyśmy Armageddon.

Zdaniem Jerzego Bielewicza obecne uwarunkowania polityki monetarnej można bez problemu porównać do sytuacji wojennej. Rozmówca Łukasza Jankowskiego przewiduje, że banki centralne będą konttynuować dodruk gotówki.  Gdyby nie on, ceny podstawowych towarów drastycznie by wzrosły.

Rynek długu stał się całkowicie niewiarygodny. Dzięki skupowaniu papierów rządowych rynek wciąż działa. Już teraz należy się zacząć zastanawiać nad nowym kształtem systemu.

Jerzy Bielewicz krytykuje pojawiające się w ostatnim czasie postulaty zawieszenia notowań giełdowych.

Gość „Popołudnia WNET” wskazuje, że obecny kryzys nie dotyka firm telekomunikacyjnych i innych, które ułatwiają kontynuowanie interakcji między ludźmi w warunkach społecznej kwarantanny. Mówi, że jednym z najważniejszych wyzwań gospodarczych jest podtrzymanie dotychczasowej struktury własnościowej.

Po kryzysie świat się zmieni, będzie działał zupełnie inaczej. Idzie fala upadłości, nieruchomości będą obracane po bardzo niskiej cenie. Włsność jest tym co najcenniejsze, i co trzeba chronić za wszelką cenę

Jerzy Bielewicz ocenia, że rządowy program ma dobre założenia, wymaga jednak jeszcze dopracowania.

Poruszony zostaje również temat  podejścia Donalda Trumpa do pandemii. Jerzy Bielewicz mówi, że prezydent USA chce swoim współobywatelom dać nadzieję na lepszą przyszłość po ustaniu zarazy.

Nie poddajmy się liberalnej narracji CNN i innych niechętnych Trumpowi mediów.

Jak mówi rozmówca Łukasza Jankowskiego, pomysły wypłacania przez państwo pensji dla pracowników sektora prywatnego jest w obliczu obecnego kryzysu dość powszechne.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Independent Trader: Przyczyną kryzysu jest to, że banki centralne od dawna działają wbrew zdrowemu rozsądkowi

Świat czeka scenariusz podobny do tego, który spotkał Polskę w latach 80. i na początku 90. – przestrzega ekspert.


Twórca portalu Independent Trader analizuje sytuację ekonomiczną na świecie w związku z pandemią koronawirusa. Prognozuje, że globalne spowolnienie gospodarcze potrwa do 2021 roku:

Światowe instytucje finansowe wyprzedają co tylko mogą, żeby nabyć trochę wolnej  gotówki. Na rynkach mamy pełną panikę.

Zdaniem rozmówcy Krzysztofa Skowrońskiego, mamy obecnie do czynienia z „odreagowaniem” bardzo długiej, trwającej ponad 10 lat hossy, choć, oczywiście, pandemia koronawirusa też ma ogromne znaczenie.

Kulminacja zarażeń w Europie i USA nastąpi zapewne w połowie kwietnia.

Póki co, nie udaje się ustabilizować globalnej sytuacji gospodarczej. Ekspert wskazuje, że obecnie trudno będzie zastosować taką samą metodę walki z kryzysem gospodarczym, jak to było w 2008 roku. Wówczas radykalnie obniżono stopy procentowe. Dzisiaj stopy są bezprecedensowo niskie, w niektórych krajach nawet ujemne. Zabieg ten miał na celu zdewaluowanie globalnego zadłużenia.

Banki centralne od dawna nie robią niczego, co bazowałoby na zdrowym rozsądku. w 1971 roku dług światowy był na poziomie 100 % PKB. Dzisiaj sięga 350%.

Dodruk pieniędzy przy równoczesnym ograniczeniu podaży dóbr i usług spowoduje gwałtowny skok inflacji.

Rynki światowe przyzwyczaiły się do niskich stóp procentowych. Próby ich podwyższenia napotkały na silny opór.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego stwierdza, że dobrym pomysłem na poradzenie sobie z kryzysem byłby kontrolowany upadek banków. Rządy jednak obawiają się do tego dopuścić. Jak mówi twórca portalu Independent Trader, czeka nas gwałtowny wzrost cen metali szlachetnych. Dodaje, że obecne kryzysy są konsekwencją odejścia od systemu Bretton Woods, który zakładał oparcie walut na parytecie złota i dążenie do usztywnienia kursów.

Będziemy mieli podobny scenariusz do taki, który przeżyła Polska w latach 80. i 90. Za działania bankierów centralnych płaci zawsze klasa średnia.  Ludzie nie rozumieją działania systemu finansowego, dlatego oskarżają polityków o doprowadzenie do kryzysu.

Jak dodaje ekspert:

Ceny akcji były w ostatnim czasie tak wysoko wycenione, że mają z czego spadać.

Gość „Popołudnia WNET” wskazuje, że próby ograniczenia obrotu gotówkowego mogą w ostatecznym rozrachunku doprowadzić do masowego okradania społeczeństw:

Eliminacja gotówki leży jedynie w interesie sektora finansowego. Po każdym kryzysie rządy dokręcają śrubę. Gotówka to wolność i prywatność, której musimy bronić.  Niektórzy mówią, że koronawirus przenosi się przez banknoty. Nie wiem czy się z tego śmiać, czy płakać. Politycy, którzy tak mówią, są na smyczy światowej finansjery.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego wysuwa tezę, że:

Już dzisiaj żyjemy w świecie Orwellowskim, nie zdając z tego sprawy. Rządy nakręcają spiralę strachu, by przeforsować zmiany, na które ludzie normalnie by się nie zgodzili.

Wskazany zostaje przykład rozsądnej, zdaniem naszego gościa, Szwajcarii, która zamiast wycofywać gotówkę, wprowadza banknoty o coraz wyższych nominałach.

Gość „Popołudnia WNET” ocenia, że Donald Trump jest pierwszym od dawna prezydentem USA, który prowadzi politykę prawdziwie proamerykańską, hamując korzystne dla Chin tendencje globalistyczne.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

 

Thomas: Stany Zjednoczone, Singapur i Chiny zyskują przez Brexit. Mówienie o twardym Brexicie to burza w szklance wody

David Thomas o tym, kto i jak zyskuje i traci na Brexicie, czemu jest on taki trudny, do czego niemieckie banku potrzebują brytyjskich rynków finansowych i co się zmieniło w handlu polsko-brytyjskim.

David Thomas mówi o istocie gospodarki Wielkiej Brytanii dla całej Europy w kontekście brexitu. Dla europejskich banków istotne znaczenie ma brytyjski rynek finansowy.

Londyn był 200 lat temu rynkiem hurtowym dla finansów całego świata.

W latach 20. XX w. uniezależniły się od niego Stany Zjednoczone, ale Londyn pozostaje ważny dla banków francuskich czy niemieckich. Te ostatnie potrzebują instrumentów finansowych oferowanych przez angielskie instytucje. Dominacja Londynu jest kwestią tradycji historycznej i angielskich struktur prawnych, które sprzyjają instytucjom finansowym. Stwierdza, że „prawo unijne stara się coraz bardziej ograniczyć bonusy w systemie finansowym”.

Stany Zjednoczone, Singapur i Chiny zyskują przez Brexit.

Beneficjentami wyjścia Wielkiej Brytanii z UE będą największe światowe gospodarki poza europejskimi. Stwierdza, że od początku wiedziano, że z brexitem będą się wiązały straty gospodarcze. Pozostaje pytanie, jak przeprowadzić wyjście UK z UE, by narobić jak najmniej szkód. Stwierdza, że część firm np. przeprowadziło się z Wysp za Ocean przez niepewność związaną z Brexitem.

Unia Europejska wie, że musi być deal [umowa] i Wielka Brytania wie, że musi być deal.

Zdaniem naszego gościa, jeśli w wyborach zwyciężą konserwatyści, to do brexitu na pewno dojdzie. Dodaje przy tym, że medialny szum o Brexit bez umowy to „storm in a teacup” [burza w szklance wody — przyp. red.]. Przywrócone zostaną bariery celne, z taryfami czy bez. Natomiast europejskie produkty stracą na konkurencyjności względem chińskich i amerykańskich.

Miałem spotkania z różnymi civil servants [urzędnikami państwowymi] w Londynie. Oni byli dumni, że w Wielkiej Brytanii robili gold plating do każdego prawa unijnego.

Thomas przyznaje, że Brexit wiąże się z chęci uniknięcia unijnych regulacji. Dodaje przy tym, że Wielka Brytania, będąc w Unii, w maksymalny sposób modelowali prawo unijne, przy jego implementacji (tzw. gold plating), tak by bardziej odpowiadało ono brytyjskim interesom.

Dużo polskich produktów przyjeżdża do Anglii przez Niemcy, gdzie stemplują polskie produkty jako niemieckie i biorą za to marże.

Przewodniczący Brytyjsko-Polskiej Izby Handlowej mówi także o stosunkach ekonomicznych między Polską a Wielką Brytanią. Zauważa zmianę, jaka miała miejsce w ciągu ostatniej dekady. 10 lat temu to UK z Polski płynęły: żywność, meble, części samochodowe itd. Obecnie głównym przedmiotem wymiany handlowej są usługi, czy outsourcing.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Czeka nas „zimna wojna 2.0”? Donald Trump jest gotów do eskalacji wojny handlowej z Chinami

Stany Zjednoczone nie chcą z Chinami mieć handlowej zimnej wojny, ale są gotowe do eskalacji wojny handlowej, jeśli Chiny nie podpiszą wkrótce porozumienia handlowego- twierdzi Michael Pillsbury.

Michael Pillsbury, jeden z głównych doradców amerykańskiego prezydenta przekonuje, że Donald Trump nie chce nowej „zimnej wojny” w relacjach z Chinami, jednakże brak porozumienia handlowego będzie oznaczał rozluźnienie relacji Pekinu i Waszyngtonu.

Jeśli wkrótce nie dojdzie do zawarcia porozumienia handlowego między Chinami i USA, prezydent Donald Trump gotowy jest do eskalacji wojny celnej.

Powiedział Michael Pillsbury, doradca amerykańskiego prezydenta.
W wywiadzie dla hongkońskiego dziennika „South China Morning Post” Pillsbury zwrócił uwagę, że prezydent Trump wciąż ma pole do działania w kwestii wywierania presji na Chiny.

Czy prezydent ma opcje zaostrzenia wojny handlowej? Tak cła mogą być podniesione. To są cła na niskim poziomie, który mógłby być podniesiony z 50 do 100%.

Dodał, że krytycy Trumpa mylili się, przyjmując, że amerykański prezydent blefuje, zapowiadając totalną wojnę handlową. Poza cłami, jak zauważył, dysponuje on również innymi środkami nacisku, m.in.związanymi z rynkami finansowymi i giełdą na Wall Street.

Michael Pillsbury to ekspert ds. Chin w waszyngtońskim Hudson Institute. Uznawany jest za głównego zewnętrznego doradcę Donalda Trumpa w kwestiach relacji z Chinami, choć sam — także w wywiadzie udzielonym w Hongkongu twierdzi, że to amerykański prezydent jest „głównym autorytetem w sprawach Chin”.

A.P.