Witold Waszczykowski: część elit europejskich ocenia, że antyrosyjskie sankcje będą dotkliwsze dla Europy niż dla Rosji

Featured Video Play Icon

Witold Waszczykowski / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Były minister spraw zagranicznych o unijnej odpowiedzi na rosyjską agresję, europejskiej architekturze bezpieczeństwa, stanowisku Ankary wobec przyjęcia Finlandii do NATO i sporze Warszawy z Brukselą

Witold Waszczykowski komentuje sprawę unijnych sankcji na Rosję. Zauważa, że część państw UE jest w 100 proc.  zależna od surowców z Rosji.

 Annalena Baerbock przestrzegała, że na sankcjach na Rosjach bardziej ucierpią mieszkańcy Unii niż Rosjanie. Straszyła niepokojami społecznymi z powodu drogiej benzyny.

Jak zauważa gość Poranka Wnet, istnieje przekonanie, że bez Rosji nie można budować architektury bezpieczeństwa w Europie.

Polityk stwierdza, że Niemcy i Francja nie dążyły do zakończenia konflikt na Donbasie, lecz do jego zamrożenia. Chodziło o to, by można było normalnie robić interesy z Rosją.

Czytaj także:

Witold Waszczykowski: Unia Europejska nie jest klubem altruistów, trzeba w niej umieć walczyć o swoje

Waszczykowski komentuje stanowisko tureckiej głowy państwa wobec akcesji Finlandii i Szwecji. Sądzi, że prezydent Recep Tayyip Erdoğan może chcieć ugrać korzyści finansowe dla swego kraju w zamian za zgodę na rozszerzenie NATO.

Rosjanie chcą mieć wokół siebie bufor państw nienależących do Sojuszu.

Polityk podejmuje także temat nacisków wywieranych przez Komisję Europejską na polski rząd. Przestrzega, że w ramach procedury praworządności Bruksela będzie nam narzucać rozwiązania ideologiczne.

Ustępstwa są szalenie niebezpieczne, bo stworzy się precedens.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Tomasz Grzywaczewski: jedyną drogą do obrony światowego pokoju jest złamanie Rosji

Featured Video Play Icon

Podróżnik i pisarz mówi o wojnie na Ukrainie. Podkreśla stałe niebezpieczeństwo grożące światu ze strony Rosji. Ma nadzieję, że trwający konflikt zmieni podeście Zachodu do Władimira Putina.

Tomasz Grzywaczewski podkreśla ciągłość rosyjskiej polityki zagranicznej na przestrzeni wieków. Od 200 lat Rosja rzuca cień na region Europy Środkowo – Wschodniej, pozostaje krajem zbrodniczym. Jest też jednak słabsza niż była w XVIII czy XIX wieku.

Wydawało się, że po nieudanym oblężeniu Kijowa Rosjanie będą w stanie przeprowadzić duże uderzenie na Donbas. Nic takiego nie miało miejsca. Nieudolność rosyjska jest porażająca.

Gość Radia Wnet zaznacza, że Rosja stanowi stałe zagrożenie dla bezpieczeństwa światowego. Władimir Putin jest zdeterminowany by podbić Ukrainę i zwasalizować pozostałe kraje Europy Środkowo – Wschodniej.

Tomasz Grzywaczewski zauważa, że obecna wojna może zmienić myślenie części polityków Zachodu. Mordów i zbrodni dokonywanych na Ukrainie nie da się tak łatwo zignorować, jak to miało na przykład miejsce w przypadku wojny w Czeczenii. Wciąż znajdują się jednka kraje prezentujące postawę prorosyjską.

K.B.

Mariusz Staniszewski: Rosja to kraj zacofany, prymitywny, niezdolny do tworzenia wielkich idei

Mariusz Staniszewski

Kult siły i tyrania oraz korumpowanie zachodnich polityków. Ekspert WEI o różnicy między Rosją a Zachodem i o tym, jak Kreml wypaczył swój obraz w Europie.

Mariusz Staniszewski wskazuje, że Rosja opiera się na innym modelu stosunków państwo-człowiek niż Zachód. Rosjanie chcą silnego, imperialnego państwa. Zauważa, że przemoc instytucjonalna nie jest w tym kraju niczym nowym.

Jeżeli mamy do czynienia z tym, czym mamy na Ukrainie, z bestialstwem, ludobójstwem, to nie jest dla Rosjan czymś szczególnie dziwnym. Oni taki rodzaj taki sposób prowadzenia wojny uznają za normalny.

Mówiono żołnierzom wprost, że Niemców trzeba zmienić także fizycznie, zostawiając im radziecką krew.

Piotr Witt: Zwycięstwo armii sowieckiej nad faszyzmem to mit założycielski ZSRR

 

Jak stwierdza ekspert WEI, Rosjanie posyłają swoje dzieci na studia na Zachodzie, ale to nie oznacza, że chcą one później być częścią Zachodu.

Chodzi o to kim chce być Rosja, kim chcą być Rosjanie.

Staniszewski stwierdza, że obecnie Kreml nie ma ideologii, którą mógłby ekspandować tak jak komunizm. Zamiast tego stworzono system korupcyjny wiążący z Rosją zachodnich polityków.

Donald Tusk mógł zająć stanowisko szefa Rady Europejskiej tylko wtedy kiedy wykazał w kręgach brukselskich, że nie jest antyrosyjski.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Wojciech Cejrowski: w historii Rosji nie zdarzyło się, aby lud zbuntował się przeciw carowi

Gospodarz Studia dziki zachód komentuję sytuację w amerykańskiej polityce. Odnosi się również do niedawnej wypowiedzi papieża Franciszka dotyczącej wojny na Ukrainie.

Wojciech Cejrowski odnosi się do wywiadu udzielonego przez papieża Franciszka, w którym ten miał rzekomo zasugerować, że do ataku na Ukrainę Putina sprowokowało NATO. Pojawiają się głosy, że głowa Kościoła nie jest należycie informowana o tym co dzieje się na Ukrainie.

Takie tłumaczenie jest niedorzeczne. Oznaczałoby one, że wcześniej z przekazywaniem informacji w Watykanie nie było problemu, a teraz jest. Możliwe, że pontyfikat Franciszka to dopust Boży, mający nas skłonić do refleksji.

Oburzenie swoimi słowami, wywołuje nie tylko Franciszek, ale również Joe Biden. Parę dni temu nazwał wyborców Donalda Trumpa najbardziej ekstremistyczną grupą w historii Stanów Zjednoczonych.

Demokraci mają w tym momencie problem z wyłonieniem potencjalnego kandydata na prezydenta w następnych wyborach. Konflikt trwa również u Republikanów. Ścierają się frakcje Donalda Trumpa i Georga Busha. Na razie w prawyborach na prawicy wygrywają kandydaci popierani przez tego pierwszego.

Wojciech Cejrowski komentuje również postawę części polityków europejskich optujących za łagodzeniem sankcji wobec Rosji. Jego zdaniem jest to wyraz ich słabości. Z drugiej strony, niedorzeczna jest również wiara w to, że kary nakładane na Federację, spowodują bunt społeczny.

Lud rosyjski nigdy nie zbuntuje się przeciwko carowi, bo car wsadza do więzienia szybciej, niż ludzie wychodzą na ulicę.

K.B.

Czarnecki: sankcje UE przeciwko Rosji mają zbyt wiele wyjątków. Czas gra na korzyść Kremla

Europoseł PiS o niekonsekwencji i opieszałości części krajów UE w obliczu rosyjskiej agresji na Ukrainę, oraz o braku pomocy dla Polski jeżeli chodzi o organizowanie przyjmowania uchodźców.

Ryszard Czarnecki omawia politykę Unii Europejskiej wobec agresji rosyjskiej na Ukrainę. Ubolewa nad tym, że część krajów zamierza wyłamać się z sankcji.

Polityk wyraża obawę, że rosyjska ofensywa w Donbasie w końcu zacznie przebiegać po myśli Kremla. Zwraca uwagę na to, że Unia Europejska musi podjąć szeroko zakrojone działania na rzecz pomocy uchodźcom. Jak podkreśla, Polska nie otrzymała jeszcze na ten cel żadnych pieniędzy, w przeciwieństwie do Turcji, która otrzymała obfite środki nie będąc nawet członkiem UE.

A.W.K.

Czytaj też:

Dr Michał Patryk Sadłowski: przy konsekwencji Zachodu, siły rosyjskie mogą zostać całkowicie zneutralizowane

Dr Wdzięczak: techniczne bankructwo Rosji może nastąpić jeszcze w maju

Featured Video Play Icon

Ekonomista omawia sytuację rosyjskiej gospodarki i ocenia skuteczność sankcji Zachodu.

Dr Janusz Wdzięczak porusza kwestię antyrosyjskich sankcji gospodarczych. Jak wskazuje, rosyjskie zbrodnie w Buczy i innych podkijowskich miejscowościach zwiększyły jedność Zachodu jeżeli chodzi o wyłączanie systemu SWIFT rosyjskim bankom. Jak wskazuje ekspert, Rosja jest niewypłacalna od początku agresji na Ukrainę. Przewiduje, że oficjalne ogłoszenie bankructwa technicznego Federacji Rosyjskiej może być ogłoszona jeszcze w maju.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Czytaj też:

Iwona Wiśniewska: Sankcje nie są w stanie zatrzymać wojny na Ukrainie. Mają zwiększyć jej koszta

Szefowa MSZ Niemiec: nie ma możliwości powrotu do czasów sprzed 24 lutego

Minister Spraw Zagranicznych Niemiec, Annalena Baerbock, wyraziła swój stosunek do obietnic Władimira Putina. Mówi o warkach niezbędnych do zniesienia sankcji nałożonych na Rosję.

Szefowa resortu spraw zagranicznych Republiki Federalnej Niemiec, w wywiadzie dla „Bild am Sonntag”, wyraziła swoją opinię na temat tego, jak w przyszłości mogą wyglądać relacje niemiecko-rosyjskie. Zaznaczyła, że nie ma możliwości powrotu do czasów sprzed inwazji Rosji na Ukrainę. Jej zdaniem, prezydent Władymir Putin nie zasługuje na zaufanie polityków Europy Zachodniej.

Nigdy więcej nie możemy polegać wyłącznie na obietnicach Putina.

W oczach niemieckiej polityk, w geopolitycznym porządku Europy, 24 lutego stanowi cezurę.

Chodzi o coś więcej niż brak wojny, chodzi o bezpieczeństwo życia w wolności. Jednak porządek pokojowy, jaki znaliśmy w Europie, został nieodwracalnie zburzony przez Putina.

Annalena Baerbock wypowiedziała się także na temat warunków, jakie muszę zostać spełnione, by móc znieść sankcje nałożone na Federację Rosyjską.

Zawieszenie broni może być tylko pierwszym krokiem. Dla nas jest jasne, że sankcje mogą zostać zniesione tylko wtedy, gdy Rosja wycofa swoje wojska.

Szefowa MSZ Niemiec stwierdziła, że nie powinno się przystawać na zawarcie pokoju na warunkach rosyjskich. Baerbock uważa, że taki stan rzeczy byłby szkodliwy nie tylko dla Ukrainy.

Pokój na warunkach dyktowanych przez Rosję nie przyniósłby ani Ukrainie, ani nam w Europie bezpieczeństwa, którego pragniemy. W najgorszym wypadku byłoby to zaproszenie do kolejnej wojny – jeszcze bliżej naszych granic.

Źródła: Forsal, TVP Info

K.K.

I Putin, i rosyjski rząd jasno deklarowali, że nie akceptują samodzielności ukraińskiej na arenie międzynarodowej

Niemcom potrzebna była Ukraina jako obszar penetracji gospodarczej i zaplecze surowcowe. Kiedyś, żeby to mieć, musieli tam ustanowić własną władzę. Teraz może liczyli na to, że posłużą się Rosjanami.

Piotr Sutowicz

Niemcy a sprawa ukraińska

To, że Niemcy, jako mocarstwo o aspiracjach co najmniej ogólnoeuropejskich, mieli i mają jakieś plany wobec wschodu Europy, jest pewnikiem od dawna.

Oczywiście można podążać utartym szlakiem historyków starej daty i przywoływać niemieckie ambicje, jeszcze średniowieczne, skierowane ku Polsce, poparte osadnictwem. Można po raz kolejny mówić o dążeniach do podboju ziem wschodnich przez zakon krzyżacki, można mówić o rozbiorach Polski, które być może dla Prus były przyczółkiem do czegoś więcej.

Warto wyjść od pewnego konkretnego rozwiązania politycznego, które Niemcom się prawie udało zrealizować, a zamysł, który im wtedy przyświecał, jest pewnie tym, o co im chodzi w stosunku do Europy Wschodniej, a szczególnie do dziś „będącej na tapecie” Ukrainy.

Traktat(y) brzeski(e)

Tak naprawdę były dwa traktaty brzeskie: jeden pomiędzy Cesarstwem Niemieckim i państwami centralnymi a Ukrainą, i drugi, z sowiecką Rosją. Oba zostały zrealizowane na przestrzeni lutego i marca 1918 roku. Pierwszy z nich, podpisany 9 lutego 1918 roku, sankcjonował istnienie Ukraińskiej Republiki Ludowej, która wyłoniła się jako byt po rewolucji bolszewickiej w Rosji. Samodzielne istnienie tego organizmu zostałoby przez bolszewików szybko zakończone, ale w akcję jego ratowania szybko włączyły się Niemcy, które były zainteresowane przede wszystkim realizacją swego własnego interesu na wschodzie. Wojska cesarskie wydatnie pomogły Ukraińcom w podtrzymaniu bytu państwowego, a dyplomaci państw centralnych, realizując niemiecki interes, nie oglądając się na żadne szczegóły prawno-międzynarodowe, szybko uznali istnienie państwa, które traktat wprowadzał w określoną orbitę polityczno-strategiczną, czyniąc zeń zaplecze surowcowo-materiałowe słabnącego berlińskiego suwerena.

Drugi traktat, podpisany z bolszewikami 3 marca tego samego roku, zobowiązywał ich w kwestii ukraińskiej do uznania przyjętego stanu rzeczy. Poza tym odpychał państwowość rosyjsko-bolszewicką daleko na wschód, poza obszar późniejszych republik nadbałtyckich i Finlandii. Po niemieckiej stronie pozostawała też większość Białorusi.

Z jednej strony traktat ten dawał uznanie międzynarodowe bolszewikom, z drugiej jednak Niemcy mogli odtąd spokojnie realizować na wschodzie swoje cele wojenne.

Można chyba zaryzykować twierdzenie, że dokument ten był najpełniejszym wyrazem niemieckich dążeń w tym kierunku. Wydaje się, że późniejsza polityka Hitlera, a właściwie strategów III Rzeszy – bo sam Hitler miał chyba wizję całkowicie odrealnioną i obłąkańczą, trudną do jakiejkolwiek racjonalizacji – szła właśnie tamtym trybem.

Traktat z Ukrainą, zbudowaną na niemieckie potrzeby, zawierał też odniesienia do Polski. Niemcy, chyba zresztą nie tylko oni, lubili oddawać komuś to, co do nich nie należało i tutaj też oddali Ukrainie Chełmszczyznę i część Podlasia, Austro-Węgry zaś zobowiązywały się wyodrębnić Galicję Zachodnią. Oczywiście rzecz, póki co, odbywała się na papierze, trwałość Republiki Ukraińskiej była niewielka, a przegrywając wojnę na froncie zachodnim, Niemcy musiały swoich planów dominacji na wschodzie chwilowo zaniechać. Oczywiście Ukraina w tej koncepcji miała być terytorialnie rozległa, co nie zmienia faktu, że byłaby niesamodzielnym gospodarczym zapleczem Niemiec, całkowicie podporządkowanym ich polityce gospodarczej i z pewnością międzynarodowej również. Można patrzeć na oba traktaty jak na praktyczne wkroczenie w realizację koncepcji Mitteleuropy. Miejsce Polski jako małego kraiku, obejmującego okolice Warszawy, Lublina i Kielc, też było tu znaczące.

Dziś

Można zapytać, co ma to wspólnego z sytuacją dzisiejszą? Wydaje się, że tego typu koncepcje bywają trwałe, ich życie jest dłuższe niż żywot ustrojów politycznych, a nawet koncepcji filozoficznych, które miałyby głosić koniec egoizmów narodowych czy imperializmów. Niemniej obecna sytuacja na Ukrainie jest ciekawa i w rzeczywistym planom niemieckim względem Ukrainy trzeba by się dobrze przyjrzeć.

Po pierwsze, warto się zastanowić, czy niemieckie elity gospodarcze i polityczne wiedziały o planach rosyjskich w kwestii Ukrainy.

To akurat jest o tyle proste, że w doniesieniach medialnych zarówno prezydent Putin, jak i funkcjonariusze rządowi jasno deklarowali, że nie akceptują samodzielności ukraińskiej na arenie międzynarodowej, a co za tym idzie, jej suwerenności w kwestii przynależności do obozów politycznych czy, tym bardziej, militarnych. Realna aneksja Krymu i powstanie powołanych w 2014 roku bytów politycznych w Doniecku i Ługańsku jasno pokazały, że Rosja będzie Ukrainę krok po kroku rozrywać. Oczywiste jest, że ze względów strategicznych najpierw będzie dążyć do odcięcia tego państwa od Morza Czarnego i spychania go na zachód, aż do zupełnego ubezwłasnowolnienia bądź unicestwienia.

Po drugie, co do samego wybuchu wojny, wszyscy od początku roku widzieli, że rzekome rosyjskie ćwiczenia wyglądają na coś więcej, chociaż wielu zwykłych zjadaczy chleba, w tym piszący te słowa, uważało, że to kolejna prowokacja, a zbrojne działania, jeśli nastąpią, będą zmierzały do kolejnego wyszarpnięcia jakiegoś powiatu czy dwóch, by przybliżyć Rosję do uzyskania lądowego połączenia Donbasu z Krymem. Takie wnioski nasuwały się choćby na skutek patrzenia na mapę i były poniekąd logiczne. Tymczasem Rosja chciała pójść „po całości”. Pierwsze dni wojny wskazywały na wolę obalenia rządu w Kijowie i osadzenia tam jakichś swoich namiestników. Jeżeli jest to założenie słuszne, to działanie to zakończyło się klęską.

Nawet jeśli Rosjanie w ciągu najbliższych miesięcy zajmą Kijów i stworzą w nim swój rząd, choćby nie wiadomo z kogo złożony, to koszty polityczne i gospodarcze tego będą opłakane, a wynikająca z tego działania destabilizacja polityczno-gospodarcza przeciągnie się na długie lata.

Inna rzecz, że z perspektywy mocarstwa mającego plany na 100–200 lat, nie oglądającego się na nic, w tym na poziom dobrobytu wewnętrznego, sprawa wygląda inaczej.

Hipotezy

Ludzie, którzy zajmują się polityką na poważnie, a nie jedynie komentują to, czego dowiadują się z mediów, pewnie się niektórych rzeczy domyślali albo nawet wiedzieli. Analitycy amerykańscy i nie tylko oni na pewno zaobserwowali zmianę socjologiczną w społeczeństwie ukraińskim, które chyba przestało się uważać za gałąź wielkiej „cywilizacji rosyjskiej” czy czegoś podobnego. Może nawet z czasem, na skutek tzw. doświadczeń historycznych, na Ukrainie dojdzie do głosu przekonanie, iż naród ten jest od moskiewskiego ośrodka etniczne starszy i to on, a nie „moskwicini” ma prawo do bycia pierwszym na Rusi. I może nowy nacjonalizm ukraiński skieruje się na wschód, zamiast skłaniać się ku okcydentalizmowi.

Jak będzie i co będzie, to się okaże. W każdym razie Ukraińcy zachowali się inaczej niż tego, że się tak wyrażę, Rosjanie od nich oczekiwali.

Armia ukraińska okazała się inna niż ta w roku 2014 i stawiła opór. Oczywiście mogła to uczynić dzięki uzbrojeniu dostarczonemu przez NATO, a właściwie, co godne jest podkreślenia, przez Anglosasów i Turków oraz podobno trochę przez nas, a także dzięki swojemu dowództwu i przekonaniu żołnierzy co do tego, że bronią „swoich”.

Czy Rosjanie o tym nie wiedzieli? Pytanie jest ważne, bo na razie na gruncie logiki tego nie można wyjaśnić. Być może odpowiedzią byłaby teza, że wojna została wywołana na użytek wewnątrzrosyjski. Coraz więcej osób o tym mówi i pisze, ale na dzień dzisiejszy twierdzenie takie pozostaje jedynie hipotezą. Tych zresztą, bardziej z gatunku fantastyki niż analityki, może być więcej. Tu i ówdzie słyszy się, że powolność postępów rosyjskich jest zamierzona, że celem ich działań jest wyludnienie państwa ukraińskiego, a potem dopiero zagospodarowywanie go na nowo. Jeśli byłaby to prawda, znaczyłoby to to, że Rosjanie zdawali sobie sprawę z niemożności ponownej absorpcji ludności Ukrainy do swego imperium oraz ni mniej, ni więcej, tylko to, że za ziemie Ukrainy gotowi są zapłacić każdą cenę. Pytanie tylko, w czyim imieniu to robią.

Postawa Niemiec

Politycy Niemiec od początku zachowywali się standardowo, tzn. najpierw ukryli się pod przykrywką pacyfizmu, apelując o pokój i zakończenie walk, a jednocześnie wypowiadali się stanowczo przeciwko takim sankcjom narzuconym na Rosję, które tej ostatniej mogłyby zaszkodzić. Moją uwagę zwróciło coś jeszcze. Otóż chyba drugiego, a najpóźniej trzeciego dnia wojny pojawiły się z niemieckiej strony oferty udzielenia schronienia prezydentowi i władzom Ukrainy. U nas z kolei najpierw usłyszałem głos byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego (pewnie pojawiło się tego więcej), że życie Zełenskiego jest zagrożone. Wszystkie te wypowiedzi, przez chwilę nagłaśniane medialnie, padały właśnie w kontekście przemyślenia przez tego ostatniego możliwości opuszczenia Kijowa i udania się choćby do Niemiec. Brzmiało to jak propozycja czysto humanitarna, ale mogło być tak, że była ona nią tylko w pewnym sensie.

Należy chyba rozważyć opcję taką, że część niemieckich elit było zaznajomionych z całością planu rosyjskiego.

Nie jest to wcale takie niemożliwe, biorąc pod uwagę powiązania gospodarcze obu krajów i rolę niektórych niemieckich polityków na Kremlu, że przywołam tylko byłego kanclerza Gerharda Schrödera, od którego teraz niby się tak wszyscy odcinają, ale nie będę niebywałym prorokiem, jeśli stwierdzę, że jest to konieczna na tym etapie poza. Fakt niepowodzenia akcji rosyjskiej, w czym mieli swój udział zarówno Ukraińcy, jak i jakaś koalicja amerykańsko-brytyjska z pewnym wkładem Polski, przy lekkiej przychylności Turcji, Niemców prawdopodobnie zirytował. Owo zaproszenie Zełenskiego do siebie było ostatnią deską ratunku w tamtej chwili. Ale były ukraiński komik okazał się zawodnikiem wcale twardym i Niemców nie posłuchał. Następnie były ofensywy dyplomatyczne i medialne, które Niemcy przegrali, musieli się dołączyć do sankcji, najpierw były nieco kosmetycznych, a potem, pod amerykańskim naciskiem, coraz bardziej dotkliwych dla gospodarki Berlina. Oczywiście dla nas też będą, ale to zobaczymy gołym okiem.

Niemcy znalazły się w odwrocie. W dyskusji wewnętrznej media krytykują własny rząd – co w tym państwie nie jest takie oczywiste – powodując wahania opinii publicznej. Sami przedstawiciele władz dodają amunicji, którą się w nich strzela, w postaci słynnych hełmów i wielkiej debaty co do ich dostarczenia tudzież przywózki na Ukrainę jakichś starych gratów, które nazwano bronią. Tu nasuwa się kolejny wniosek: rząd Niemiec nie ma planu B w tej kwestii i dopiero musi go wypracować. Na razie zaczyna od osłabiania polskich wysiłków poprzez inspirację doniesień o rzekomym dążeniu naszego państwa do rewizji granic, rozbioru Ukrainy itp., co ma osłabić polską aktywność dyplomatyczną, a w każdym razie doprowadzić do wzrostu nieufności Ukraińców względem Polaków, a tym samym – uchodzących za naszych inspiratorów anglosaskich mocodawców. W podobnym duchu zdawała się brzmieć wypowiedź z 25 marca Marszałka Senatu, który ewidentnie zamierzał wzbudzić niepewność Ukraińców co do intencji działania polskich władz względem Rosji. Z czasem takich enuncjacji układających się w formę ofensywy propagandowej będzie przybywało.

…i znów traktat brzeski

Ktoś może powiedzieć, że owszem, bardzo to wszystko możliwe, ale co ma wspólnego z traktatem brzeskim? Spójrzmy na niego po nowemu. Niemcom potrzebna była Ukraina jako obszar penetracji gospodarczej i zaplecze surowcowe; o tym pisałem wyżej. Kiedyś, żeby osiągnąć cel, musieli ustanowić w tym państwie własną władzę polityczną. Teraz mogli liczyć na to, że brzydką robotę zrobią za nich Rosjanie.

To Rosjanie będą tym złym bandytą, od którego wszyscy z niesmakiem będą się odwracać, ale uzależnienie Europy od surowców zrealizowane rękami Niemców da tym ostatnim kontrolę zarówno nad dostawcą, jak i odbiorcą, a Ukraina bez względu na to, kto będzie formalnym rządcą, zajmie miejsce przeznaczone jej przez niemieckich planistów.

Być może liczyli też na to, że Rosjan trochę ograją. Przecież NATO, bez względu na swoją słabość, po akcji ukraińskiej Putina będzie musiało mocniej ulokować się w republikach bałtyckich, a gwarantem tego posadowienia będą mogły stać się właśnie Niemcy.

Na pełne zwycięstwo rosyjskie na Ukrainie trzeba też patrzeć z perspektywy polskiej: nasze państwo w jego wyniku zostałoby pozbawione jakiejkolwiek perspektywy wschodniej. Linie przesyłowe gazu z Odessy czy też transporty z Chin stałyby się zależne od woli nowych realnych suwerenów. Z czasem można by Polskę odciąć od surowców dostarczanych przez Bałtyk, do czego użyto by broni „ekologicznej”, na przykład potrzeby ochrony „żaby ropuchy” albo „paskudnicy zwyczajnej” albo czegoś tam jeszcze, czemu rurociągi do Polski przeszkadzałyby w rui, a cała akcja byłaby opłacana pieniędzmi z rosyjskiego gazu.

W każdym razie przebudowa dokonywana rękami Rosji wcale nie musi dla Niemców oznaczać czegoś złego. Na razie mechanizm się zaciął.

Okazało się, że na świecie są inni gracze, którzy nie patrzą spokojnie na to, co dzieje się w Europie Wschodniej, ale kto wygra tę rozgrywkę, trudno powiedzieć.

Na koniec muszę dodać, że to, co zebrałem tu w postaci powołań się na doniesienia medialne i obserwacje, nie rości sobie prawa do pełnego obrazu sytuacji. Na dobrą analizę potrzeba po prostu czasu.

Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Niemcy a sprawa ukraińska” znajduje się na s. 8 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 94/2022.


 

  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.

    Artykuł Piotra Sutowicza pt. „Niemcy a sprawa ukraińska” na s. 8 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 94/2022

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Artur Deska: Niemcy i Francja pomagają Ukrainie, bo trzeba, nie dlatego, że uważają to za słuszne

Dyrektor Caritas w Drohobyczu mówi o odbiorze wojny przez społeczność miasta. Komentuje też postawę różnych państw wobec trwającego konfliktu.

Artur Deska mówi o nastrojach panujących w Drohobyczu. Wszelkie informacje o rosyjskich atakach rdzenni mieszkańcy przyjmują z mieszanką obawy i złości. W dużo gorszym stanie psychicznym są ulokowani w mieście uchodźcy.

Drohobycz jest bezpieczny, nie został jeszcze ostrzelany. Mimo to część uchodźców chce z niego uciekać nie tyle do Polski, co aż na zachód Europy.

Gość Radia Wnet uważa, że długość trwania wojny zależy w dużej mierze od społeczności międzynarodowej. Jej postawa wobec wojny jest jednak mocno zróżnicowana.

Są kraje, które mocno angażują się w pomoc Ukrainie, ale są też takie, jak np. Niemcy i Francja, które nie chcą porażki Rosji.

K.B.

Jan Maria Jackowski: wojna na Ukrainie zresetowała pewne koncepcje polityczne w Europie

Jan Maria Jackowski / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Senator Rzeczpospolitej Polskiej mówi o zmianie podejścia polityków europejskich do Federacji Rosyjskiej.

Jan Maria Jackowski uważa, że wojna na Ukrainie wyraźnie pokazała, że Polska w swej polityce zagranicznej nie może opierać się na Federacji Rosyjskiej.

Nasz kraj w konfrontacji z imperialną polityka Moskwy ma jeden wybór, być częścią Zachodu. Rosja, poprzez swoją propagandę, próbuje wbić klin między Polskę. Jest to kolejna odsłona wojny hybrydowej.

Senator zwraca uwagę, że konflikt za naszą wschodnią granicą spowodował powolną zmianę myślenia polityków innych europejskich państw. Dobrym przykładem są tutaj Niemcy.

Sądzili oni, że będą w stanie oswoić Rosję poprzez włączenie jej we własny obieg gospodarczy. Ta koncepcja okazała się fałszywa. Należy jednak pamiętać, że Berlin i Moskwa mają wielowiekową tradycję wzajemnej współpracy.

K.B.