Rosjanie liczyli na sześciokrotną przewagę nad wojskiem ukraińskim, a w rzeczywistości walczą jeden do jednego

Pierwszy rzut strategiczny poszedł. Natomiast Rosjanie nie sformułowali drugiego rzutu, bo nie ogłosili mobilizacji. Dlaczego? Szczerze powiem – nie wiem. Ważne jest, że tego drugiego rzutu nie było.

Płk Piotr Lewandowski, Magdalena Uchaniuk, Łukasz Jankowski

Z płk. Piotrem Lewandowskim, byłym dowódcą bazy w Redzikowie, członkiem misji m.in. w Iraku i w Afganistanie, rozmawiają Magda Uchaniuk i Łukasz Jankowski. Rozmowa odbyła się 29 marca br.

W swojej analizie dotyczącej działań na Ukrainie pisze Pan, że na początku wszystko szło zgodnie z planem Rosjan. Co się stało, że armia rosyjska walczy tak źle?

Początek operacji, której, co istotne, Rosjanie nie nazwali wojną, przebiegał w zasadzie zgodnie z planem. Nie udało im się wprawdzie zająć Kijowa specjalną operacją powietrzną, która zakończyła się spektakularną porażką, ale jednostki pancerne zmechanizowane przez pierwsze trzy dni parły do przodu. Moim zdaniem plan rosyjski wyglądał trochę jak inwazja talibów na Afganistan.

Oni myśleli, że Ukraina nie będzie walczyć. To jest też kwestia szowinizmu rosyjskiego: postrzegali swoich sąsiadów jako takich gorszych Rosjan.

Przez pierwsze trzy dni czołówki rosyjskie od północnego zachodu i od wschodu doszły pod Kijów, z południa zajęto Chersoń – ten początek nie był zły. A potem przytrafiły się miasta: Sumy, Charków, Czernihów, gdzie Rosjanie zostali zatrzymani przez równorzędne siły, czyli ukraińskie jednostki pancerne zmechanizowane i ich lekką piechotę (to popularne pojęcie, więc umówmy się, że tak będziemy tę formację nazywać), wyposażone w najnowocześniejszą zachodnią broń przeciwpancerną, które zaczęły te czołówki po prostu odcinać, a Rosjan było najzwyczajniej w świecie za mało.

Rosjanie w ciągu pierwszych trzech dni posuwali się ze średnią prędkością 80 kilometrów na dobę. Początkowo wyglądało to niemalże jak Blitzkrieg. Będziemy pewni, co się stało, dopiero po wojnie; na razie możemy przypuszczać.

Mimo wszystko Rosjanie mieli zaskoczenie operacyjne. Strategicznego, czyli na poziomie polityczno-militarnym – nie, bo Ukraina wojny się spodziewała. Natomiast na poziomie operacyjnym, czyli czysto wojskowym, pewne zaskoczenie uzyskali, bo nikt nie wiedział, którego dnia ta wojna się zacznie.

I na tych kierunkach, mówiąc kolokwialnie, armia ukraińska trochę zaspała, bo z kierunku białoruskiego w zasadzie bez większych walk Rosjanie doszli do przedmieść Kijowa. Dopiero w późniejszej fazie w Buczy ogniem artyleryjskim zniszczono rosyjską kolumnę, ale to był już rosyjski drugi rzut, który ogniem artylerii zaczęto odcinać od pierwszego rzutu. Natomiast na kierunku południowym ta operacja musiała być przygotowana jako niezależna wcześniej, po 2014 roku. I tę operację zaplanowano bardziej zgodnie z rosyjską doktryną wojenną: ich oddziały zmechanizowane rajdowym manewrem zajęły Chersoń – notabene jedyne duże miasto, które Rosjanom się udało do tej pory zająć – bo Ukraińcy nie zdążyli przygotować obrony.

Jako Polska śledzimy rozwój rosyjskiej doktryny wojennej, która zakłada, że na głównych kierunkach uderzeń Rosjanie będą mieli trzykrotną przewagę. Na kierunkach przełamania, czyli ciężkich walk (takie walki obserwujemy w Sumach, w Czernihowie), oni zakładali, że będą mieli przewagę nawet sześciokrotną. A tak naprawdę walczą jeden do jednego. Ich armia po prostu nie jest do tego przygotowana.

Ich piechota w znakomitej większości składa się z żołnierzy poborowych, 19–20-letnich chłopaków, powołanych do wojska z myślą (tych poborowych), że odsłużą dwa lata, pojadą na strzelnicę, zaliczą 1–2 poligony i wrócą do domów. I tych chłopaków rzucili przeciwko wysoce zmotywowanym żołnierzom ukraińskim.

A przypominam, że znakomita część żołnierzy ukraińskich ma doświadczenia bojowe z rejonu działań operacji antyterrorystycznej, czyli Ługańsk, Donieck.

Tutaj muszę nadmienić, że ja nie wierzę w narrację, że ci żołnierze myśleli, że to są ćwiczenia. Nie, im powiedziano, że to będzie wyglądało jak ćwiczenia. I te w zasadzie dzieciaki, słabo przygotowane, bo taktyki walk miejskich Rosjanie nie ćwiczyli, i to widać – żadnego miasta się nie udało zdobyć – rzucono przeciwko ukraińskim weteranom.

Oczywiście drugi rzut to były już jednostki powietrzno-desantowe, rozpoznawcze, specnaz, żołnierze zawodowi, ale oni również sobie nie poradzili, bo musieli współpracować z tymi żołnierzami z poboru, którzy absolutnie nie są przygotowani do tego typu walki. (…)

Najnowsze dane ze Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy: od początku wojny wojsko rosyjskie straciło 17 tysięcy żołnierzy, niemal 600 czołgów, 303 systemy artyleryjskie, 127 samolotów i 129 śmigłowców. To są liczby z 29 marca.

Tak, są portale, które analizują szczegółowo dostępną dokumentację fotograficzną i liczą te straty. Potwierdzone straty strony rosyjskiej to 350 do 400 czołgów, z czego mniej więcej 150 Rosjanie stracili w wyniku bezpośredniego ostrzału. Reszta to są straty o charakterze niebojowym. Charakter niebojowy to są usterki techniczne, ewentualnie brak paliwa, czyli to sprzęt, który został po prostu porzucony. Czyli trzykrotnie więcej czołgów Rosjanie stracili nie w wskutek bezpośredniego ostrzału, ale w wyniku strat niebojowych; tak wynika z analiz internetowych. Straty ukraińskie w czołgach wyliczane są jako trzykrotnie niższe.

Jednak porównanie strat czołgów ukraińskich i rosyjskich nie świadczy dramatycznie źle o taktyce Rosjan, bo jeżeli się naciera, nie jest dyskredytująca strata trzykrotnie większej ilości czołgów – odciętych od piechoty, niszczonych ogniem z granatników, płonących w miastach. Natomiast procent strat niebojowych – już tak.

Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, rosyjskie czołgi konstrukcyjnie są bardziej skomplikowane od np. amerykańskich czy niemieckich. Bo ich technologia wymusza, że coś, co czołgi zachodnie rozwiązują relatywnie prosto, u Rosjan jest konstrukcyjnie skomplikowane i ich czołgi są najzwyczajniej w świecie awaryjne. Natomiast dyskredytujące jest to, że one są porzucane; były porzucane (bo w tej chwili już takich zdjęć jest coraz mniej). Porzucano je dlatego, że Rosjanie nie mieli tyłów i jeżeli czołg się zepsuł, a w każdej chwili mogła się pojawić piechota z granatnikami, to załogi po prostu uciekały. Na pewno miało tu też swój wpływ niskie morale; tak że tak wysoki procent strat niebojowych rzeczywiście jest dyskredytujący.

W pierwszych dniach mówiono, że Rosjanie chcą działać jak Amerykanie w Pustynnej Burzy, czyli najpierw naloty, artyleria, a potem wjeżdżamy jak po swoje. Szybko się okazało że jednak nie zdobyli pełnej kontroli w powietrzu ani innych przewag. A mimo to weszli kolumnami pancernymi. Jak to o nich świadczy?

Pojawia nam się tutaj kluczowy aspekt przewagi informacyjnej i świadomości pola walki. Strona ukraińska dysponuje absolutną przewagą informacyjną, którą uzyskała dzięki wsparciu natowskiemu. Mam na myśli samoloty AWACS, które krążą nad naszymi głowami, tudzież cały pozostały obszar rozpoznania radioelektronicznego, radiowego, walki radioelektronicznej. To wsparcie NATO dla Ukrainy jest bezcenne.

Ukraińcy mają obraz pola walki prawie w czasie rzeczywistym. Czyli widzą, gdzie Rosjanie są, gdzie się koncentrują, jakie manewry wykonują. Natomiast Rosjanie mają niewielką wiedzę na temat działań ukraińskich.

Rosyjskie rozpoznanie satelitarne obecnie jest po części mitem. Oni nie dysponują obrazowym rozpoznaniem satelitarnym na poziomie natowskim, nawet się do niego nie zbliżają. Natomiast, owszem, mają samoloty walki radioelektronicznej, rozpoznania radioelektronicznego, mają systemy zakłócania, bo chwalili się, że potrafią zakłócić obraz satelitarny.

Przed wojną mówiono w analizach o możliwej przewadze Rosjan w tej dziedzinie. Pokazywano, jak wyłączono wszelkie systemy radiolokacyjne jednego z amerykańskich okrętów bojowych i kilkakrotnie przelatywał nad nim rosyjski MiG namierzający, który mógł ten statek zatopić. Rosjanie pokazywali, że mogą wyłączać kluczowe dla wojsk natowskich systemy.

Owszem, pojawiała się narracja, że Rosjanie stworzą tak zwaną bańkę antydostępową. Czyli na kilku poziomach zakłócą sygnały satelitarne, GPS itd., itp. Mało tego, twierdzili że tę zdolność sprowadzili do poziomu batalionowych grup bojowych czy taktycznych i posiadają do tego sprzęt. Ale przyszedł moment, kiedy zabrzmiało „sprawdzam”. Jedno to jest osiągnąć pełną zdolność, a drugie – osiągnąć standardy w wykorzystywaniu tej zdolności. W jakimś miejscu na chwilę taką zdolność udało im się osiągnąć. Ale niestety w armii rosyjskiej standardem to się nie stało.

W armiach zachodnich, jeżeli armia osiąga jakąś zdolność, przekuwa ją się na powszechny standard. W armii rosyjskiej tak się nie dzieje.

I my nie widzimy tego zakłócania radioelektronicznego, tych niesamowicie tajnych urządzeń, które miały zakłócić odbiór satelitarny. Notabene one się pojawiły na polu walki, bo pierwsze egzemplarze dostały się już w ręce Ukraińców. Ale one po prostu nie spełniają swojej roli.

Cały wywiad Magdaleny Uchaniuk i Łukasza Jankowskiego z płk. Piotrem Lewandowskim, pt. „Dlaczego armia rosyjska walczy tak źle?” znajduje się na s. 13 dodatku „Ukraina walczy” do kwietniowego „Kuriera WNET” nr 94/2022.

 


  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Wywiad Magdaleny Uchaniuk i Łukasza Jankowskiego z płk. Piotrem Lewandowskim, pt. „Dlaczego armia rosyjska walczy tak źle?” na s. 13 dodatku „Ukraina walczy” do kwietniowego „Kuriera WNET” nr 94/2022

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Całe spektrum możliwych działań niepożądanych tzw. szczepionki antycovidowej prędzej czy później wyjdzie na jaw

Z jakiegoś powodu dziedzina wakcynologii mRNA nie jest świadoma, że sekwencje mRNA często integrują się z genomami ludzi i innych organizmów. To wzbudziło moje zainteresowanie jako naukowca.

Tomislav Domazet-Lošo

Wraz z wprowadzeniem pierwszych szczepionek COVID-19 mRNA w 2020 roku, media głównego nurtu bardzo agresywnie twierdziły, że cząsteczki mRNA nie mogą być zintegrowane z genomem. Bardzo mnie to zdziwiło, ponieważ wiem, że sekwencje mRNA integrują się z genomami i że jest to ważny mechanizm powstawania nowych genów.

To dziwne twierdzenie skłoniło mnie do poszukania więcej informacji w literaturze dotyczącej wakcynologii mRNA. Początkowo założyłem, że problem rozwiązano za pomocą jakiejś inżynierii genetycznej, która sprawia, że cząsteczki mRNA szczepionki są odporne na integrację z genomem.

Jednakże, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, odkryłem, że z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu dziedzina wakcynologii mRNA nie jest świadoma, że sekwencje mRNA często integrują się z genomami ludzi i innych organizmów. Ta bardzo dziwna niekonsekwencja wzbudziła moje zainteresowanie jako naukowca. (…)

Można powiedzieć, że nasze komórki nie życzą sobie obecności obcego mRNA wewnątrz siebie. Z tego powodu nasze ciała pełne są RNaz – enzymów, które niszczą cząsteczki mRNA. Enzymy te obecne są na powierzchniach naszego ciała, w przestrzeniach pozakomórkowych oraz wewnątrz komórek.

Jeśli jednak obce mRNA przedostaną się do cytoplazmy naszych komórek, czujniki komórkowe wykrywają ich obecność i uruchamiają kaskady molekularne, które zatrzymują zwykłe procesy komórkowe, uniemożliwiając obcym mRNA przeprogramowanie naszego transkryptomu i zintegrowanie się z naszym genomem.

Należy podkreślić, że biologia retropozycji nie jest mało znaną dziedziną naukową. Przeciwnie, retrotranspozony L1 i retropozycja mRNA są badane od ponad 40 lat. Opublikowano na ten temat ogromną liczbę prac naukowych w najlepszych czasopismach naukowych, a retropozycja jest uznanym problemem biomedycznym, szczególnie w genetyce nowotworów. Pełne szczegóły można znaleźć w mojej pracy, która jest publicznie dostępna na serwerze OSF Preprints.

Transpozony, czyli skaczące geny, zostały odkryte przez Barbarę McClintock w 1950 roku. Jej odkrycie spotkało się początkowo z dużą podejrzliwością, a nawet wrogością, ale znacznie później otrzymała za nie Nagrodę Nobla. (…)

Początkowo myślałem, że badacze wakcynologii mRNA wzięli cząsteczki mRNA ze szczepionek i specjalnie przetestowali ich potencjał integracji genomowej, lub, ewentualnie, że genetycznie zmodyfikowali szczepionkowe cząsteczki mRNA w sposób, który zapobiega ich integracji genomowej.

Jednakże, ku mojemu całkowitemu zaskoczeniu, moje bardzo szczegółowe badania literatury dotyczącej wakcynologii mRNA, dokumentów WHO i dokumentów organów regulacyjnych ujawniły, że potencjał integracji genomu cząsteczek mRNA szczepionki nigdy nie był testowany, w żadnej formie i w żadnych okolicznościach.

Później znalazłem prace naukowe, w których inni badacze zauważyli zasadniczo to samo, aczkolwiek niebezpośrednio.

Powtórzę i podkreślę: wakcynologia mRNA nigdy nie badała, czy szczepionkowe cząsteczki mRNA integrują się z ludzkim genomem. (…)

Po pierwsze: nieprawda, że cząsteczki mRNA nie mogą być zintegrowane z genomem, dobrze służyła do ukrycia faktu, że szczepionki mRNA są szczepionkami genetycznymi lub, innymi słowy, terapią genową. Terminy te są używane w literaturze naukowej przez wakcynologię mRNA, ale zostały wyparte w narracji publicznej i medialnej przez nieprawdę, że cząsteczki mRNA nie mogą być zintegrowane z genomem.

Po drugie: nieprawda, że sekwencje mRNA generalnie nie mogą być zintegrowane z genomem, posłużyła za wymówkę dla nieprzeprowadzenia badań nad możliwą integracją mRNA szczepionki, choć takie badania należało przeprowadzić.

Po trzecie: błędne przekonanie, że cząsteczki mRNA nie mogą być zintegrowane z genomem, posłużyło do uzasadnienia całkowitego braku badań nad genotoksycznością i rakotwórczością szczepionek. W dokumentach EMA (European Medicines Agency – Europejskiej Agencji Leków) wyraźnie stwierdzono, że w ocenie szczepionek mRNA nie przeprowadzono żadnych badań na temat genotoksyczności i rakotwórczości. Można zatem stwierdzić, że wszystkie efekty związane z genotoksycznością i rakotwórczością szczepionek mRNA są możliwe. Fakty te są jednak ignorowane w narracji mediów głównego nurtu, a co za tym idzie, w wiedzy publicznej. (…)

A teraz dochodzimy do najbardziej dramatycznej części moich badań: mRNA w szczepionce firmy Pfizer jest genetycznie zmodyfikowaną syntetyczną cząsteczką, która ma różne unikalne sztuczne właściwości. Wszystkie one mają jedną wspólną cechę: zwiększają prawdopodobieństwo integracji szczepionkowego mRNA z naszymi genomami. Wyróżnię kilka z tych interwencji inżynieryjnych.

Obecność ogona poli-A w cząsteczce mRNA Pfizer została już wspomniana i powiedzieliśmy, że integracja z genomem poprzez elementy L1 zależy od istnienia tego ogona poli-A. Oprócz ogona poli-A, cząsteczka mRNA Pfizera naśladuje architekturę naszych natywnych cząsteczek mRNA. Ta właściwość automatycznie zwiększa szanse na integrację z genomem. Ponadto mRNA Pfizera jest niewidzialne dla naszych czujników komórkowych, odpowiedzialnych za wykrywanie i zapobieganie integracji obcych cząsteczek mRNA z naszymi genomami. Ta inżynieryjna modyfikacja celowo i drastycznie zwiększa prawdopodobieństwo, że mRNA firmy Pfizer zostanie zintegrowane z naszymi genomami.

W dodatku cząsteczki mRNA firmy Pfizer mają znacznie dłuższy okres półtrwania niż nasze przeciętne natywne cząsteczki mRNA, co oczywiście zwiększa prawdopodobieństwo, że cząsteczki mRNA Pfizera zostaną zintegrowane z naszymi genomami.

Prawdopodobieństwo integracji genomu mRNA szczepionki zależy również od stężenia mRNA szczepionki w pojedynczej dawce, które jest ogromne. Ilość cząsteczek mRNA w pojedynczej dawce szczepionki Pfizer lub Moderna COVID jest tak duża, że w zasadzie może przeprogramować każdą komórkę jądrową naszego organizmu. Jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że nanocząsteczki lipidowe niosące cząsteczki mRNA szczepionki są rozprowadzane praktycznie po całym organizmie, to jasne jest, że prawdopodobieństwo integracji mRNA szczepionki z naszymi genomami jest dodatkowo zwiększone przez połączenie jej ogromnej dawki i szerokiej biodystrybucji.

Kolejnym ważnym aspektem wpływającym na prawdopodobieństwo integracji genomowej mRNA szczepionki jest liczba otrzymanych dawek. Z każdą dodatkową dawką wzrasta prawdopodobieństwo integracji genomowej mRNA szczepionki.

Wreszcie – prawdopodobieństwo integracji genomowej mRNA szczepionki zależy od podziałów komórkowych.

Im częściej dzielą się komórki organizmu, tym większe jest prawdopodobieństwo integracji sztucznie zsyntetyzowanych cząsteczek szczepionkowego mRNA. Nietrudno zauważyć, że ze względu na ten aspekt prawdopodobieństwo integracji mRNA jest jeszcze bardziej zwiększone u ludzi młodych, kobiet w ciąży oraz dzieci urodzonych i nienarodzonych.

Powstaje logiczne pytanie: czy szczepionki COVID mRNA są celowo zaprojektowane do integracji z naszymi genomami? Wszystkie dane sugerują, że nie można wykluczyć takiej możliwości.

I kolejne pytanie: czy szczepionki mRNA są wynikiem badań i rozwoju tzw. podwójnego zastosowania? Czy opracowanie szczepionki mRNA było tylko pretekstem do opracowania broni biologicznej?

Z drugiej strony, analiza ewolucyjna, którą przeprowadziłem, pokazuje, że możliwe jest pójście w kierunku rozwoju szczepionek mRNA odpornych na integrację. Tak więc inne i bezpieczniejsze podejście inżynieryjne do rozwoju szczepionek mRNA jest w zasadzie możliwe. Dlaczego ta droga nie została jeszcze obrana?

Tomislav Domazet-Lošo jest profesorem nadzwyczajnym w Szkole Medycznej Katolickiego Uniwersytetu Chorwackiego i starszym współpracownikiem naukowym w Instytucie Ruđera Boškovića. Jego badania naukowe koncentrują się na genetyce ewolucyjnej, biologii rozwoju i medycynie ewolucyjnej.

Z angielskiego przetłumaczyła Maria Słoniowska.

Cały artykuł Tomislava Domazeta-Lošo pt. „Szczepionka anty-covid to terapia genowa” znajduje się na s. 1 i 5 lutowego „Kuriera WNET” nr 92/2022.

 


  • Lutowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Tomislava Domazeta-Lošo pt. „Szczepionka anty-covid to terapia genowa” na s. 1 lutowego „Kuriera WNET” nr 92/2022

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Postęp jest naturalny i niepowstrzymany. To dobrze czy źle? / Wacław Kruszewski, „Kurier WNET” nr 90-91 2021/2022

Postęp techniczny nas nie zniszczył, a przeciwnie, wzmocnił i dopomógł w rozwoju. Korzyści z niego nie rozkładają się równomiernie, ale to sprawa polityki i mentalności człowieka i różnic kulturowych.

Wacław Kruszewski

Sztuczna inteligencja. Jaśniejsza strona mocy

Po przeczytaniu w poprzednim numerze (89/2021) „Kuriera WNET” tekstu p. Adama Gnieweckiego A kiedy fikcja ciałem się stanie odniosłem wrażenie, że wśród szerokiej gamy aspektów pozytywnych i negatywnych rozwoju inteligencji maszynowej, autor dostrzega i podkreśla głównie te ostatnie. Obawy związane z nowymi, rewolucyjnymi wynalazkami chyba będą towarzyszyć nam zawsze.

Wszystkiego można użyć w złym albo dobrym celu. Dla wynalazcy dynamitu, Alfreda Nobla, z przekonań pacyfisty, fakt, iż zawdzięczał swoją fortunę „narzędziom śmierci”, był wielkim problemem natury moralnej.

W końcu XIX w. testamentem przeznaczył swój majątek na stworzenie funduszu, z którego dochody miały być dzielone w formie 5 nagród za osiągnięcia naukowe oraz na polu zbliżenia między narodami, rozbrojenia i krzewienia idei pokojowych.

Po wynalezieniu ciężkiego karabinu maszynowego uznano, że wojny staną się tak mordercze, iż zniweczą ludzkość albo przestanie się je prowadzić.

Na przekór wieszczeniu zagłady ludzkości przy okazji pojawiania się nowych odkryć nauki i techniki, wciąż istniejemy, stale rozwijamy się i mnożymy.

Około roku 1820 był nas miliard, a obecnie 8 miliardów. Żyjemy coraz dłużej, przynajmniej w krajach korzystających z postępu technicznego, czyli rozwiniętych. Zatem, per saldo, postęp techniczny nas nie zniszczył, a przeciwnie, wzmocnił i dopomógł w rozwoju. Fakt, że korzyści z niego obecnie nie rozkładają się równomiernie na wszystkich mieszkańców Ziemi, to raczej sprawa polityki i mentalności człowieka oraz różnic kulturowych. Powstanie zaawansowanej sztucznej inteligencji na pewno nas odmieni, ale czy zniszczy ona ludzkość, czy też będzie służyć jej pożytkowi, zależy od jej twórcy i użytkownika, czyli człowieka.

W artykule przytoczono dość katastroficzne wizje autora artykułu oraz wielu najtęższych głów, np. Stephena Hawkinga, Elona Muska i innych, w tym głos uczonych z Towarzystwa Maxa Plancka, którzy „twierdzą, że przy obecnym poziomie techniki ludzkość nie ma szans na kontrolowanie superinteligentnej AI, zdolnej do ocalenia lub zniszczenia ludzkości”. Właśnie, „ocalenia lub zniszczenia ludzkości”. Czy na podstawie historii przygody ludzkości z techniką nie należałoby przychylić się raczej do pierwszej części werdyktu – czyli „ocalenia ludzkości”? Nie mam pewności, czy udoskonalenie istoty ludzkiej na drodze manipulacji genetycznych, czego da się dokonać jedynie przy pomocy SI, nie uczyni nas zdrowszymi, mądrzejszymi i sprawniejszymi.

Przez tysiąclecia ludzie marzyli o eliksirze młodości, siły, mądrości i nieśmiertelności. To właśnie SI może pomóc te marzenia spełnić. Przynajmniej częściowo.

Postęp jest genetycznie wbudowany w naszą naturę, a więc naturalny i niepowstrzymany. To cecha, którą cieszy się tylko jeden gatunek stworzeń zamieszkujących naszą planetę – homo sapiens. Dzięki odwadze wprowadzania nowości w życie przedwczorajsze marzenia wczoraj „ciałem się stały”, a dzisiaj są powszedniością.

W regionach wysokiej kultury technicznej, gospodarczo rozwiniętych, ludzie stają się coraz bardziej samotni. Izoluje ich od siebie także postęp, w postaci wszelkich elektronicznych komunikatorów, pozornie zastępujących tak istocie ludzkiej potrzebne kontakty osobiste, rozmowy o swoim wnętrzu, o problemach mikro i makro świata, dzielenie się emocjami. Ta samotność powoduje cierpienie, alienację. Słowem – unieszczęśliwia.

Polecam amerykański dramat filmowy z 2013 r. Ona (tytuł org. Her; scenariusz i reżyseria Spike Jonze). Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości. To historia rozwiedzionego, samotnego trzydziestoparolatka, któremu przelotne kontakty z kolegami z pracy i nielicznymi znajomymi nie zaradzają uczuciowej pustce i poczuciu samotności. Sytuację zmienia wmontowanie do jego komputera panelu SI – miłej, mądrej, czułej kobiety o czarującym, lekko matowym głosie, która wirtualnie spędza z nim, za pośrednictwem terminala wielkości małego notesika, całe dnie i noce. Są razem w pracy, w sklepie i na wakacjach. Rozumieją się świetnie. Zwierzają się sobie. Rozmawiają o jej i jego osobistych i intymnych, skrywanych przed światem, problemach. Relacja jest obustronna. Jakby byli dla siebie stworzeni. Ona wyznaje mu miłość, a on ją odwzajemnia. Stają się parą, a jednemu trudno żyć bez drugiego. Z dość ponurego, przybitego, przegranego życiowo faceta bohater staje się radosnym, promieniującym optymizmem i dobrym humorem mężczyzną.

Może ktoś czytający te słowa zechce film zobaczyć, więc nie zdradzę dalszego ciągu i zakończenia. Ale czy w obliczu poczucia samotności, z powodu której cierpi wielu, nie jest to, choćby sztuczne i tymczasowe, jakieś rozwiązanie? Może tak, gdy już możliwości SI na to pozwolą. Nawet z najwierniejszym psem nie pogadasz. Najwyżej możesz się wygadać. A to nie to samo.

Co do wojen, czyż nie lepiej, by zamiast ludzi walczyły ze sobą z drony i roboty dowodzone przez sztuczną inteligencję? Gdy któraś ze sztucznych stron analitycznie i szybko stwierdzi, że już nie ma szans na zwycięstwo, podda się. Zamiast żołnierzy i ludności cywilnej zniszczone zostaną maszyny, a ludziom pozostanie uznanie wyniku ich zmagań.

Czy nie lepiej, że, jak podaje autor artykułu o SI, podczas ostatnich walk Izraela z Hamasem armia izraelska, dzięki wsparciu sztucznej inteligencji, „osiągnęła więcej w czasie 50 godzin walki niż podczas 50 dni wojny w roku 2014 roku”? Sadzę, że skrócenie konfliktu oszczędziło wiele istnień ludzkich i cierpień ludności cywilnej.

Bomba atomowa to dzieło ludzkiej myśli i jednocześnie potencjalnie straszliwa broń masowej zagłady, ale z drugiej strony możliwe, że jej wynalezienie i związany z nią obustronny lęk przed skutkami jądrowego starcia uchronił nas, jak dotychczas, od następnej wojny światowej. Za to jest pewne, że prace nad techniką jądrową, oprócz wielu innych pożytków, przyniosły nam rozpowszechnione, czyste i wydajne elektrownie atomowe. Tragiczne wypadki z nimi związane zdarzają się bardzo rzadko i są coraz mniej prawdopodobne.

Trudno nie zgodzić się z tezą p. A. Gnieweckiego, że przyszła sztuczna inteligencja będzie chciała rozwijać się i eksplorować wszechświat, szczególnie, iż to samo sugerował nieżyjący już Stephen Hawking.

Genialny wizjoner Stanisław Lem już w latach 60. ubiegłego wieku, choćby w opowiadaniach Przyjaciel albo Rozprawa, przewidział stworzenie prawie doskonałej sztucznej inteligencji i jej niebezpieczną tendencję do samodzielności.

Lem, podobnie jak ja, upatrywał przewagi człowieka i jego zwycięstwa nad zbuntowanymi maszynami w człowieczeństwie i nieprzewidywalności zachowań ludzkich dla logicznie, zimno i racjonalnie kalkulującego automatu.

We wszechświecie musi istnieć inne od naszego życie rozumne. Wśród trylionów gwiazd przynajmniej część musi być otoczona planetami i jeśli na jednym milionie z wielu ich miliardów panują warunki, w których może powstać życie i rozwinąć się w formę rozumną, to tak się stało albo tak się stanie. Czemu Ziemia miałaby być wyjątkiem? W takim razie we wszechświecie istnieją niezliczone cywilizacje od nas starsze, młodsze i nasze równolatki. Cywilizacje starsza od naszej o np. milion lat wyprzedziły nas w rozwoju niewyobrażalnie. Musiały już bardzo dawno zbudować wysoko zaawansowane myślące maszyny, coś w rodzaju naszej, raczkującej jeszcze, SI.

Jeśli, mimo iż w kosmos wysyłamy ogromne ilości uporządkowanych sygnałów – fal elektromagnetycznych, cywilizacje te nie reagują, to albo nas nie zauważyły, albo nie widzą sensu komunikowania się z „pierwotniakami”, albo już zniknęły, wyniszczone przez maszyny, które same skonstruowały. A te z kolei nie są zainteresowane relacjami z prymitywną biologią.

Może tak wyglądają końce cywilizacji? Unicestwiają je ich własne dzieła – szczytowe i ostatnie osiągnięcia.

Mam nadzieję, że dotyczy to tylko części planet, na których rozwinęły się istoty rozumne. Tuszę, że inni, rozumni i rozsądni mieszkańcy pozostałych umieli poskromić maszyny i wprząc je do służby. Ale i oni nie są zainteresowani nawiązaniem życia towarzyskiego z Ziemianami, w porównaniu z nimi, istotami na progu rozwoju.

Jak wspomniałem na początku, autor artykułu A kiedy fikcja ciałem się stanie akcentuje mocniej niebezpieczeństwa niż pożytki płynące z rozwoju SI. Może do rozważań o niebezpieczeństwach towarzyszących powstaniu rozwiniętej sztucznej inteligencji warto dołączyć optymistyczną myśl o jej stronach pozytywnych i szczęśliwej koegzystencji z nią człowieka. Pod warunkiem kontrolowania inteligencji sztucznej przez mądrość naturalną oraz wynikający z niej rozsądek i umiarkowanie.

Od Redakcji: Zapraszamy PT Czytelników do kontynuowania dyskusji na powyższy temat oraz o wszelkich poruszanych w naszej gazecie zagadnieniach.

Artykuł Wacława Kruszewskiego pt. „Sztuczna inteligencja. Jaśniejsza strona mocy” znajduje się na s. 1 i 13 grudniowo-styczniowego „Kuriera WNET” nr 90-91/2021.

 


  • Grudniowo-styczniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Dr Protasowicki: cyberataki stały się zjawiskiem powszechnym. Zagrożeni są wszyscy użytkownicy Internetu

Źródło: Gerd Altmann/ Pixabay.com

Ekspert ds. bezpieczeństwa informacyjnego omawia raport Zrzeszenia Producentów i Dystrybutorów Sprzętu Elektronicznego i Oprogramowania nt. wykradania danych w sieci.

Ukazał się raport Zrzeszenia Producentów i Dystrybutorów Sprzętu Elektronicznego i Oprogramowania nt. cyberataków w Polsce. W styczniu odnotowano ich wzrost o 37, a zagrożonych było 65% użytkowników. Dr Igor Protasowicki ocenia, że budzące niepokój dane są i tak zaniżone.

W Internecie, tak jak na drogach, musimy się kierować zasadą ograniczonego zaufania.

Jak wskazuje ekspert, dla bezpieczeństwa naszych danych należy bezwzględnie korzystać z dwuetapowego systemu logowania. Rozmówca Anny Nartowskiej postuluje opracowanie kompleksowej strategii zarządzania bezpieczeństwem informacji. Przypomina, że wzrost naszej aktywności w Internecie, wywołany popularyzacją pracy zdalnej, stanowi silną zachętę dla osób wyłudzających dane.

Zagrożone są tak samo sektory: wojskowy i cywilny; zarówno przedsiębiorcy, jak i zwykli użytkownicy. […] Stosowanie się do specjalnej polityki bezpieczeństwa informacyjnego powinno być dla nas priorytetowe.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

 

Dr Protasowicki: w sieci jesteśmy bombardowani informacjami. Bardzo negatywnie wpływa to na nasze bezpieczeństwo

Specjalista z zakresu bezpieczeństwa informacyjnego, teleinformatycznego i energetycznego analizuje zagrożenia dla naszej prywatności i własności, które można napotkać w cyberprzestrzeni.

Dr Igor Protasowicki omawia metody wykradania danych w Internecie. Wskazuje, że użytkownicy mają bardzo ograniczone środki do zabezpieczania się przed wyłudzeniami i podszywaniem pod inne osoby.

Niektóre strony są podrabiane tak dobrze, że udaje się im uzyskać certyfikat bezpieczeństwa.

Ekspert zwraca uwagę na konieczność zachowania daleko idącej ostrożności w obliczu nieznanych linków. Podkreśla, że wielość treści w Internecie usypia naszą czujność i zwiększa ryzyko związane z obecnością w sieci.

Do naszych haseł do kont bankowych. powinniśmy dodawać kod jednorazowy. Wtedy samo złamanie hasła nic złodziejowi nie da.

Jak dodaje dr Protasowicki, żaden bank nigdy nie wyśle nam wyciągu w otwartej wiadomości. Z kolei w prawdziwych SMS-ach z alertami Rządowego Centrum Bezpieczeństwa nigdy nie znajdą się żadne linki.

Ponadto, nigdy nie powinniśmy ufać otwartym sieciom w przestrzeni publicznej. Z takich sieci nie należy korzystać.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Agata Śmieja: za 5 lat w Polsce może być 300 tysięcy pojazdów o napędzie elektrycznym

Prezes fundacji „Czyste powietrze” o korzyściach z rozwoju sektora samochodów elektrycznych i programie dofinansowań do ich zakupu.

Agata Śmieja tłumaczy sens inwestowania w samochody elektryczne. Zapewnia, że technologia ta bardzo się rozwinęła.

Docelowo za 5 lat w Polsce ma być 300 tysięcy pojazdów o napędzie elektrycznym.

Kluczowa dla realizacji tej prognozy jest budowa stacji do ładowania.  Gość „Kuriera w samo południe” informuje, że w Polsce są do wyboru 42 modele elektrycznych aut.  Dodaje, że istnieje możliwość dofinansowania w wysokości 27 tysięcy.

Maksymalny koszt auta przy dofinansowania to 24o tysięcy. Jeżeli ktoś jest w stanie wydać wyższą kwotę, to znaczy, że wsparcia nie potrzebuje.

Jak wskazuje Agata Śmieja, maksymalny zasięg samochodu elektrycznego bez ładowania sięga 700 km.  Podkreśla, że:

Największą zaletą samochodów elektrycznych jest to, że nie emitują spalin.

Rozmówczyni Adriana Kowarzyka uwypukla konieczność walki ze smogiem. Jak podkreśla, jego negatywne skutki objawią się z opóźnieniem.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dr Chocian: trwa walka o prymat energetyczny w Europie Środkowej. Nie możemy się pozbywać własnych łańcuchów dostaw

Prezes Fundacji Konstruktywnej Ekologii „Eco pro bono” o rozwoju energetyki jądrowej w Polsce i konieczności odrzucenia pomysłów całkowitej rezygnacji z węgla.

Dr Grzegorz Chocian wskazuje na powiązanie między ekologią a bezpieczeństwem. Jak mówi, niestabilne źródła energii są jednocześnie szkodliwe dla środowiska.  Jak mówi ekspert, nie można ograniczać badania emisyjności jedynie do CO2.

Nie można krytykować jednej technologii tylko promując drugą, bo jest to wtedy zwykły lobbing.

Gość „Kuriera ekonomicznego” uwypukla problem składowania turbin wiatrowych, które wyłączono z użycia.  Postuluje głębokie przemyślenie kwestii magazynowania odpadów radfioaktywnych.

Ekspert omawia też kwestię planów budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Podkreśla, że ewentualności wystąpienia katastrofy nie wolno lekceważyć  Wskazuje ponadto, że całkowita rezygnacja z węgla nie jest właściwym kierunkiem.

Skrajność poglądów wynika z lobbingu. Trwa walka o to, kto będzie dostawcą energii w Europie Środkowej. Polska nie może się pozbyć własnych łańcuchów dostaw, inaczej będzie na łasce zewnętrznej.

W opinii dra Chociana protesty przeciwko energetyce atomowej często służą nachalnemu promowaniu technologii gazowych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Ireneusz Zyska: Prosumenci w Polsce nie płacą opłaty przesyłowej zmiennej. Ten koszt pokrywają wszyscy odbiorcy energii

Pełnomocnik rządu ds. odnawialnych źródeł energii o produkcji energii na własne potrzeby i wsparciu dla niej rządu oraz o wodorze i węglu w polskiej energetyce.

Ireneusz Zyska ubolewa nad odrzuceniem przez Senat nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii. Spodziewa się, że Sejm odrzuci weto Senatu. Jak tłumaczy, dotychczasowy system rozliczeń dla prosumentów już się nie sprawdza.

Polska ma bardzo atrakcyjny obecnie model rozliczeń. On był dobry kilka lat temu kiedy staraliśmy się zachęcić i dać taki impuls do rozwoju energetyki obywatelskiej.

Stwierdza, że Polska ma korzystny system rozliczeń. Zauważa, że rząd przeznaczył na rozwój fotowoltaiki prosumenckiej 1,8 mlda zł.

Jak zauważa, prosumenci w Polsce nie płacą opłaty przesyłowej zmiennej stanowiącej 40 proc. cen energii. Pokrywają go wszyscy konsumenci energii. Obecnie prosumenci mają prawo do zwrotu nadwyżek energii przekazywanych przez okres słoneczny.

Prosumenci w nowym modeli będą mogli zaoszczędzić 50 proc. energii elektrycznej konsumowanej przez gospodarstwo domowe.

Wiceminister klimatu i środowiska informuje, że dofinansowany zostanie zakup przydomowych magazynów energii. Wyjaśnia, że jest to konieczne.

Spotkaliśmy się też z dość powszechnym zjawiskiem marnowania instalacji fotowoltaicznych i to jest bardzo niekorzystne zjawisko, bo prosument nie czuje tego ciężaru, że dzisiaj ponosi koszty magazynowania energii w sieci.

Zyska zauważa, że piki produkcji energii doprowadzaja do awarii na sieci i w gospodarstwach domowych. Wskazuje, że zwrot nakładów inwestycyjnych w fotowoltaice jest dużo szybszy. W przypadku programu Mój Prąd jest to pięć lat.

Rozmówca Adriana Kowarzyka stwierdza, że prosument nie czuje teraz, iż ponosi koszty magazynowania energii. Jeśli ktoś produkuje więcej energii niż potrzebuje to staje się przedsiębiorcą. Zaznacza, że trzeba przenosić ciężar bezpieczeństwa energetycznego na poziom lokalny. Mówi także o Polskiej Strategii Wodororowej.

Kładziemy nacisk na rozwój polskich technologii polskiego przemysłu.

Na rozwój elektromobilności i paliw alternatywnych zapisane zostały na te cele ogromne środki. Samorządy mogą aplikować.

Nasz gość zwraca uwagę na problemy Niemców, których media ostrzegają przed niedostatkami energii. Mieszkańcy RFN-u i Austrii stoją przed widmem blackoutów.

Stwierdza, że zima może być dotkliwa, szczególnie dla państw Europy Zachodniej. My bowiem mamy jeszcze węgiel w miksie energetycznym. Zaznacza, że elastyczność bloków energetycznych jest niezwykle ważna. Nie należy ulegać głosom, że trzeba już teraz wycofać się z węgla.

Węgiel będzie nam jeszcze potrzebny przez blisko trzy dekady po to, aby zbudować nowy system elektroenergetyczny.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K./A.P.

Andrzej Bętkowski: w kopalni Jaźwica odbyła się inauguracja Klastra Wodorowego

Zielony wodór, laboratoria Głównego Urzędu Miar i Krajowy Plan Odbudowy. Marszałek województwa świętokrzyskiego o inwestycjach w regionie.

Andrzej Bętkowski komentuje inaugurację działalności Klastra Wodorowego w kopalni Jaźwica będącej częścią świętokrzyskich Kopalni Surowców Mineralnych.

Zamiarem tego klastra będzie produkcją tak zwanego zielonego wodoru, a więc wodoru czystego który będzie zastępował te tradycyjne paliwa.

Wskazuje, że jeszcze niedawno nad wspomnianą kopalnią wisiało widmo upadłości. Zielony wodór ma zasilać pojazdy używane w kopalniach, a także kielecką komunikację miejską.

Marszałek województwa świętokrzyskiego dodaje, że są w połowie innej ważnej inwestycji.

Jeden z urzędów centralnych, które są w naszym kraju, a więc Główny Urząd Miar swój korpus laboratoryjny realizować będzie właśnie w Skarżysku.

Do 2023 r. ma zostać oddanych sześć laboratoriów. Kolejne dwa, których koszt budowy wynosi ok. 190 mln zł, chcą wpisać do Krajowego Planu Odbudowy. Pieniądze z tego ostatniego, jak zaznacza gość Poranka Wnet, już by się przydały.

Ze smutkiem, w jakiś sposób patrzymy na przeciągające się proces, kiedy ostatecznie Krajowy Plan Odbudowy będzie mógł być wdrażany. Okres, w którym będziemy te środki mieli do wykorzystania nam się skraca i może prowadzić do pewnych perturbacji w wydatkowaniu tych środków.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dawid Augustyn: uczestnictwo w rynku kryptowalut jest wielką lekcją odpowiedzialności i dojrzałości

Redaktor naczelny magazynu fxmag.pl o genezie bitcoina oraz szans i zagrożeń wynikających z inwestowania w kryptowaluty.

Dawid Augustyn mówi o poruszaniu się na rynku kryptowalut. Wskazuje, że są one świetną przeciwwagą dla systemu opartego na złocie.  Podkreśla, że gwarantują one większą równość na rynku. Jak zwraca uwagę, zamysłem stworzenia bitcoina była jego deflacyjność.

Dewaluacja pieniądza zmniejszyła zaufanie do całego systemu, powstała więc alternatywa, w której niepotrzebny jest pośrednik.

Rozmówca Adriana Kowarzyka postuluje zmianę sposobu myślenia o kojarzących się w Polsce bardzo negatywnie spekulantach:

Spekulant to osoba, która zdejmuje ryzyko z tych, którzy chcą się go wyzbyć.

Gość „Kuriera ekonomicznego”  opowiada ponadto o początkach bitcoina. Zwraca uwagę, że postać jego wynalazcy jest owiana tajemnicą. Jak dodaje, inwestor, który przetrzymałby bitcoina od początku jego wprowadzenia do dziś, niewyobrażalnie pomnożyłby swój majątek

To brzmi bardzo łatwo tylko w teorii. Wejście do tego systemu to wielka lekcja odpowiedzialności i dojrzałości.

Ekspert podaje, że rocznie na skutek utraty hasła przepada 4% globalnych zasobów bitcoina.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.