Andrzej Potocki: zbratanie się Michnika z Kiszczakiem było logicznym zakończeniem wieloletniego procesu

Publicysta tygodnika „Sieci” mówi o stanie wojennym i komunistycznych korzeniach tzw. lewicy laickiej. Komentuje ponadto wizytę nowego kanclerza Niemiec Olafa Scholza w Warszawie.

Stan wojenny zmarnował wielu Polakom dziesięć lat życia, przetrącił wiele życiorysów.

Andrzej Potocki wspomina swoją działalność opozycyjną. Jak mówi, do dzisiaj nie potrafi się pogodzić z tym, że twórca stanu wojennego, gen. Wojciech Jaruzelski nie tylko nie został zdegradowany, ale i dostąpił pogrzebu z najwyższymi honorami.

Jaruzelski absolutnie nie zasługuje na zaszczytne miejsce na Powązkach.

Publicysta wspomina spory konserwatywnej części opozycji z lewicą laicką. Ocenia, że sojusz środowiska Adama Michnika z postkomunistami jest naturalną konsekwencją postaw sprzed lat: To co robił Michnik to była kłótnia w rodzinie, on i PZPR wywodzili się z jednego pnia, którym była Komunistyczna Partia Polski.

Niektórzy przedstawiciele KOR otwarcie mówili, że ich celem jest dogadanie się z PZPR przy wykorzystaniu walki „Solidarności”. Przy Okrągły Stole się to spełniło, za czym poszło uwłaszczenie nomenklatury komunistycznej. […] Niestety, najbardziej zasłużeni opozycjoniści klepią biedę.

Poruszony zostaje również temat wizyty nowego kanclerza Niemiec Olafa Scholza w Warszawie. Uwypukla deklaracje o Niemiec o tym, że Polska jest „krajem zaprzyjaźnionym”. Jak jednak ocenia publicysta:

Z racji położenia geostrategicznego i postrzegania Rosji, Polska i Niemcy mają rozbieżne cele.

Zdaniem Andrzeja Potockiego, sytuacja w której Niemcy otwarcie będą dążyć do federalizacji UE jest korzystniejsza od tej, gdy robili to w sposób zakamuflowany. Rozmówca  Łukasza Jankowskiego podkreśla, że w dialogu z Berlinem Warszawa musi twardo bronić swojego stanowiska.

Publicysta mówi też o słabości intelektualnej czołowych działaczy Platformy Obywatelskiej.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Andrzej Gwiazda: Komuniści stanem wojennym wygrali 25 lat dominacji. Po 40 latach jednak mamy Polskę niepodległą

Pacyfikacja „Solidarności”, sterroryzowanie ludzi i uwłaszczenie się obrońców socjalizmu. Andrzej i Joanna Gwiazdowie o stanie wojennym: jego celach i skutkach.


Andrzej Gwiazda wskazuje, że gen. Kiszczak  na spotkaniu ministrów spraw wewnętrznych Układu Warszawskiego stwierdził, iż

Jedynym celem stanu wojennego jest zmiana kierownictwa „Solidarności”.

W listopadzie Stanisław Geremek przyznał w rozmowie z ambasadorem NRD, że rozwiązanie siłowe jest nieuniknione. Dodał, że „S” będzie można przywrócić, gdy sytuacja się uspokoi, ale bez programu gdańskiego. Gwiada stwierdza, że komuniści osiągnęli swój bieżący cel, ale nie ostateczny.

Po 40 latach jednak mamy Polskę niepodległą.

Mówi, że od sześciu lat mamy rząd realizujący polskie interesy. Stwierdza, że komuniści dzięki stanowi wojennemu

Wygrali te 25 lat przedłużenia władzy.

Dygnitarze partyjni i funkcjonariusze służb uwłaszczyli się na majątku państwowym. Pomniejsi służbiści założyli mafie.

Joanna Gwiazda wskazuje na strach, jaki wywołał w ludziach stan wojenny. Podkreśla, że

Nie było potrzeby, żeby wyciągać ludzi o 12 w nocy z łóżek.

Jak ocenia, udało się nastraszyć ludzi. Odnosi się do porozumienia między komunistycznymi władzami a opozycją demokratyczną.

Był taki podział na opozycję konstruktywną i niekonstruktywną.

Joanna Gwiazda stwierdza, że widzieli w jaką stronę „żeglują” Adam Michnik, czy Jacek Kuroń.

Oni chyba mieli jakieś przesłuchy na temat pierestrojki.

Była to taka forma transformacji władzy, która stanu materialnego klasy rządzącej nie uszczuplała. Andrzej Gwiazda stwierdza, że pierestrojka była planowana od 1968 r.

Wiadomo było, że będzie to przekształcenie zarządców we właścicieli.

Było zaplanowane, że klasa rządząca stanie się właścicielską. Była to jedyna metoda, żeby przekonać aparat siłowy.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

„Demiurg”. Wywiad z autorem biografii Adama Michnika / Łukasz Jankowski, Roman Graczyk, „Kurier WNET” nr 84/2021

Przez swoją radykalną publicystykę antylustracyjną, niezmienną od 1992 roku, odwrócił od swojej wcześniejszej postawy… Można mieć do niego żal, ale nie należy wywodzić, że Adam Michnik jest demonem.

Odrzucony demiurg

Łukasz Jankowski rozmawia z Romanem Graczykiem o jednej z najciekawszych postaci ostatnich blisko 60 lat historii Polski, Adamie Michniku. Roman Graczyk jest dziennikarzem, publicystą, pisarzem, autorem biografii politycznych i książek z zakresu służb specjalnych byłej PRL. Rozmowy można wysłuchać na wnet.fm.

Pana najnowsza książka, biografia Adama Michnika pod tytułem Demiurg, to opowieść niejednoznaczna.

Każdy człowiek jest złożony. Nawet wielcy święci mieli nieproste życiorysy, więc tym bardziej mój bohater. Ale jest to życiorys w jakiś sposób wybitny.

Są jednak życiorysy mniej i bardziej złożone. Biografia Tadeusza Mazowieckiego wydawała mi się historią prostszą, bardziej jednoliniową, a biografia Adama Michnika, redaktora naczelnego i twórcy „Gazety Wyborczej”, jednego z istotniejszych opozycjonistów lewej strony opozycji demokratycznej, już tak prosta nie jest. Zacznijmy od tytułu. Demiurg kontrastuje ze zdaniem, które Pan napisał na przedostatniej, 656 stronie swojej książki: „Adam Michnik doznaje dziś w Polsce pewnej formy odrzucenia”. Demiurg – odrzucony.

Demiurg dlatego, że Adam Michnik miał ogromny wpływ na tworzenie sytuacji politycznej, kulturowej, duchowej, intelektualnej, moralnego napięcia wśród Polaków, a na pewno wśród ich elit przez długie dziesiątki lat i prawdopodobnie jest jednym z najbardziej twórczych pod tym względem ludzi. Jego wpływ da się porównać do wpływu Jana Pawła II – to jest ta półka. Więc myślę, że tytuł jest uprawniony.

Jednak ten demiurg, który stworzył świat polskiej polityki, został przez ten świat odrzucony, a przynajmniej przez jego większą część.

Recepcja Adama Michnika jest sinusolidalna, wzrastała do roku 1989, czyli przez jakieś dwadzieścia lat. Jego autorytet rósł, stawał się coraz bardziej niepodważalny, wręcz niedyskutowalny. W latach 80. Adam Michnik stał się takim świeckim świętym. A potem jego pozycja uległa podważeniu. Najpierw w prostym wymiarze, jak wszystko, co w demokracji jest dyskutowalne. To spotykało wszystkich, bo skończyła się jedność dawnego obozu opozycyjnego. Rozpoczęły się normalne dyskusje, swary, jak to zwykle jest, a w przypadku Adama Michnika doszedł element przekonania, że on zawiódł. Niektórzy nawet powiedzą: zdradził, i w tym sensie jego recepcja po ’89 roku w wielu dawniej opozycyjnych kręgach jest niekiedy skrajnie negatywna. O ile o Mazowieckim możemy powiedzieć, upraszczając, że zbliżając się ku starości, zyskiwał jakąś formę akceptacji, pogodzenia się z rodakami, o tyle w przypadku Adama Michnika tak się nie da powiedzieć. Ma oczywiście jakieś wierne grono zwolenników, którzy pójdą za nim w ogień, ale to grono, kiedyś przeogromne, w tej chwili jest niewielkie.

Jan Piekło, były polski ambasador na Ukrainie, członek dawnej studenckiej opozycji demokratycznej w Krakowie, powiedział: kiedyś dałbym się za Adama Michnika pokroić, a teraz nie dałbym za niego złamanego grosza. Ale do tego jeszcze przejdziemy. To jest pierwsza krytyczna biografia Adama Michnika. Jak się ją pisało? Czy trudno było dotrzeć do świadectw, dokumentów? Nie znalazłem w niej cytatów z Pana rozmów z Adamem Michnikiem…

Pisało się trudno, dlatego że zarówno Adam Michnik, jak i dosyć szerokie grono jego bliskich znajomych, przeważnie bardzo mu do dzisiaj życzliwych, odmówiło mi współpracy. To jest sytuacja dosyć nietypowa, ale też znamienna dla zrozumienia tej postaci i jej miejsca w Polsce dzisiaj. Bo bardzo wiele środowisk teraz Michnika odrzuca, nieraz gwałtownie, krytykuje – nieraz niesprawiedliwie, wręcz napada. Ale też jest wokół niego pewna otulina ludzi, którzy wytwarzają strefę milczenia. Pewnie z poczucia potrzeby przyjścia mu na pomoc. Dla wzmocnienia jego bezpieczeństwa – tak to pewnie rozumieją. Jest to sytuacja dziwaczna i niezdrowa. Z tego punktu widzenia ta praca nie była łatwa.

Jak zareagowało środowisko przyjaciół Adama Michnika, kiedy Pan postanowił napisać jego biografię? Co odpowiadali na prośby o wypowiedzi, opinie, własne historie, aby ta biografia była jak najpełniejsza?

Wśród osób, które mi odmówiły – a to jest duża grupa około trzydziestu ludzi – byli nieliczni, którzy dzisiaj nieprzychylnie patrzą na Adama Michnika. Oni mówili: nie warto, nie chce mi się, to sporo czasu; ale w ogromnej większości to były odpowiedzi typu: czy Adam o tym wie, co on o tym sądzi, czy się zgadza, muszę zapytać; niech pan sprawdzi, czy Adam byłby przychylny, a ja się zgodzę lub nie. Nigdy na nich nie naciskałem. Ale wydaje mi się to znamienne dla stosunków, jakie Adam Michnik wytwarza w swoim bliskim otoczeniu. Jego przyjaciele są jakby jego ochroniarzami. To też jest element procesu budowy postaci głównej.

O których fragmentach życiorysu, publicznej i politycznej działalności Adama Michnika szczególnie brakowało Panu wiedzy albo dokumentów?

Chciałbym pogadać z kimś, kto wie coś na temat podróży moskiewskiej Adama Michnika w 1989 roku, chętnie bym dowiedział się czegoś więcej na temat podróży paryskich w 1964 i w 1976 roku. Jakąś wiedzę mam, ale z dokumentów, z opisów, ze wspomnień, a nie od ludzi, którzy brali w tym udział, towarzyszyli mu. Porozmawiałbym też z osobami, które były związane z Adamem Michnikiem w gazecie i mogłyby coś więcej powiedzieć np. o atmosferze wokół afery Rywina. Sporo znalazłoby się takich momentów, gdzie godziłoby się uzupełnić moją narrację o nowe źródła. Te źródła i ta wiedza gdzieś są, ale nie mam do nich dostępu, czego oczywiście żałuję.

Fragmenty, czasami całe podrozdziały Pana książki opierają się prawie wyłącznie na dossier esbeckim Adama Michnika. Są to w zasadzie relacje oficerów służby bezpieczeństwa z działań, spotkań, rozmów Adama Michnika. Na ile te dokumenty były istotne i wiarygodne?

Źródła bezpieczniackie mają tę zaletę, że jeśli SB prowadziła inwigilację, szczególnie tych ważnych postaci, to w sposób bardzo systematyczny. A on był bardzo, bardzo inwigilowany, i to przy użyciu przeróżnych środków i technik operacyjnych: podglądów, podsłuchów, obserwacji zewnętrznej, agentury itd. Dlatego mamy dużo tych informacji. Dzięki temu można wiedzieć, co robił dzień po dniu, niemal godzina po godzinie. Z tego punktu widzenia te materiały są bardzo przydatne i nie do zastąpienia, bo to jest jakby kalendarium, którego nikt zwykle nie prowadzi, a policja polityczna w państwie totalitarnym to robiła.

Natomiast znacznie mniejszy pożytek jest z materiałów analitycznych SB, bo one, jak często wykazuję w tej książce, są po prostu słabe. Nieraz mogłem skonfrontować to, co oni piszą, z innymi źródłami czy z potoczną wiedzą, czy choćby ze zwykłą logiką, żeby wykazać, że analitycy byli na słabym poziomie i słabo zorientowani w niuansach życia towarzysko-środowiskowego Adama Michnika. Nie rozumieli pewnych kodów językowych, jakimi się on i jego przyjaciele czy znajomi posługiwali, wyciągali pochopne wnioski i popełniali bardzo poważne błędy, i to właściwie do końca. Na przykład w 1988 i 1989 roku wnioski, jakie wyciągała SB z jego działań, były kompletnie chybione. W 1988 r. stwierdzili, że on jest ekstremistą antykomunistycznym; to się nijak miało do jego rzeczywistej postawy politycznej, bo on wtedy uważał, że trzeba próbować znaleźć wyjście z klinczu politycznego, czyli próbować dogadywać się z komunistami. Na pewno nie był radykałem, a SB uważała go za radykała. Kulą w płot.

Nawet jeśli ktoś bardzo niechętny Adamowi Michnikowi nie może zaprzeczyć, że jest to znacząca, wręcz wielka postać, która miała ogromny wpływ na rzeczywistość. Narosło wokół niego wiele mitów. Niektóre są związane z jego etnicznym i ideowym pochodzeniem. Słyszałem o tajnych spotkaniach, gdzie przedstawiano go jako złote dziecko, które uratuje pewną formację ideową od utonięcia i wpadnięcia w niebyt. Czy dużo takich mitów Pan poznał?

Adam Michnik sam przyznaje, że co do jego pochodzenia rodzinnego etnicznego i ideowego, to jest prawda – rodzice z KPP i tak dalej. Ale z tego tak naprawdę niewiele wynika. Ukształtował się jako dziecko w tym takim środowisku, ale to nie zdeterminowało jego dalszego postępowania, wręcz przeciwnie. On przekroczył te potencjalne determinanty, zbuntował się…

Czy podczas pisania jego biografii musiał Pan przebijać się przez masę nieprawdziwych informacji, żeby przedstawić realnego człowieka?

Nie, raczej przez masę interpretacji, często z przypisywaniem Adamowi Michnikowi jakichś diabolicznych zamysłów… Na przykład, kiedy on mówi w wywiadzie, że ma szacunek dla chrześcijaństwa, chrześcijaństwo jest podstawą naszej cywilizacji i tak dalej, zaraz się pojawiają interpretacje w rodzaju, że jemu nie chodzi o obronę chrześcijaństwa, tylko o coś zupełnie innego. On ma dziś problem z mitem człowieka o gruntownie złych, antypolskich i antychrześcijańskich intencjach. Cokolwiek zrobi, będzie się musiał z tego tłumaczyć. Jednak co do faktów, nie spotkałem się, żeby w potocznym odbiorze były głęboko skłamane.

Adam Michnik pochodzi z rodziny komunistów przedwojennych, KPP-owskich, a potem tę komunę zwalczał. Jak ewoluował stosunek Adama Michnika do PRL-u i do komunizmu, do marksizmu jako ideologii?

To była ogromna ewolucja, bo jak już wspomniałem, jego rodzice przed wojną byli zaangażowanymi komunistami typu KPP-owskiego właśnie, czyli internacjonalistycznego do bólu… On był bardzo bystry, ciekawy świata i traktując ten świat, który zastał, jako coś naturalnego i swojego, równocześnie zaczął bardzo szybko dostrzegać w nim pewne rysy. Myślę, że on w okolicach 14, 15 roku życia już bardzo dobrze widział, że coś się nie zgadza. Między tym opisem, który dostawał oficjalnie – ze szkoły, z radia, telewizji i może trochę z domu, a tym, co wyczytał w książkach. Zresztą w domu ocena rzeczywistości PRL-owskiej nie musiała być do końca aprobatywna. Najważniejsze, że ten dysonans poznawczy się pojawił.

Może rodzice mieli dystans do rzeczywistości PRL-u, ale matka Adama Michnika napisała podręcznik historii dla liceów, który ja pamiętam jeszcze z domu. Ten podręcznik był u mnie i pewnie w innych domach przykładem tego, jak można zakłamywać historię…

Tak, o tym podręczniku wspominam w swojej książce. Myślę, że rodzice Adama Michnika w latach 50., 60. byli przykładem komunistów, którzy już się do końca nie identyfikowali z ustrojem, który wcześniej współtworzyli. Więc z jednej strony jest ten podręcznik autorstwa Heleny Michnik, praca Ozjasza Szechtera w PRL-owskich organach prasowych, a z drugiej strony, przypuszczam, były jakieś rozmowy domowe, już nie tak bardzo prawomyślne.

I dorasta się wtedy w hipokryzji.

Jak miliony ludzi w tym kraju.

Nie miliony ludzi mieszkały w Alei Przyjaciół, w specyficznej części Warszawy. Nie miliony cieszyły się stumetrowym mieszkaniem, nie miliony były częścią ówczesnego aparatu władzy.

Tak, ale że Polacy żyli w jakimś rodzaju dwójmyślenia. Nawet ci, którzy byli głęboko przeciwni ustrojowi komunistycznemu. Wszystkie środowiska, nazwijmy je poakowskimi, środowiska patriotyczne przez dziesięciolecia popadały w jakąś schizofrenię i uczyły swoje dzieci tej schizofrenii, kiedy na przykład ludzie, starając się o posady czy zdając na studia, ukrywali, kim byli sami, czy kim byli rodzice, że byli w AK, w łagrze itd…

A kiedy Michnik, który przechodzi przez drużyny walterowskie, jest kształcony jak wszystkie dzieci czy większość dzieci elity PZPR-owskiej, komunistycznej, przestaje o sobie mówić „komunista”? Bo czytając Pana książkę i z innych źródeł wiemy, że przez długi czas dojrzałego, świadomego myślenia Michnik identyfikował się z komunizmem.

On się długo uważał za komunistę, myślę, że dłużej niż nim był w rzeczywistości. Sam siebie nazywał komunistą jeszcze w czasie swojego procesu pomarcowego. Tak mówił o sobie w sądzie i tak pisał w liście do rodziców, ale przecież już od kilku lat aktywnie występował przeciwko tej władzy. Jest w tym coś dziwacznego i niespójnego. Trudno powiedzieć, czy on był, czy nie był komunistą i jak długo nim był. W każdym razie to dziwny komunista, którego komuniści wsadzają za kratki na bodajże dwa i pół roku więzienia. Wychodzi z tego więzienia i już o sobie nie mówi, że jest komunistą. Potem ma jakieś sympatie do tego ustroju, ale coraz bardziej śladowe… Myślę, że w roku ’80 już ten ślad wynosił zero.

A czy można o nim powiedzieć, czy on sam powiedziałby, że jest polskim patriotą, że jest częścią Polski nie PRL-owskiej, tylko tej od chrztu Mieszka aż do czasów Solidarności i dostrzega, że system PRL-owski jest jakimś chwilowym stanem nieprzystającym do istoty państwa polskiego?

Jest jego KOR-owski tekst o II RP na 60 rocznicę niepodległości. W tym tekście bardzo wyraźnie pisze o II RP jako autentycznym, prawdziwym państwie polskim – z niemałymi wadami, bo z tym się każdy zgodzi, kto serio traktuje polską historię – ale autentycznie polskim państwie, zakorzenionym w tysiącletniej wcześniejszej historii. I to jest wyraz jego utożsamienia się z polskością tak rozumianą.

Ważny wątek, bez którego nie da się zrozumieć Adama Michnika ani jego środowiska, to pochodzenie z narodu żydowskiego. Na ile kształtowało ono odrębną świadomość? Ten temat pojawia się w pierwszych rozdziałach Pana książki i potem, kiedy opisuje Pan już „Gazetę Wyborczą”. Znaczna część dziennikarzy „Gazety Wyborczej” posyłała dzieci do żydowskiego przedszkola. Sam Adam Michnik – jak pisze Pan w swojej książce – uważa, że nie można rozpatrywać kwestii antysemityzmu bez analizowania działań i grzechów ludności żydowskiej w Polsce. Jeden z poetów powiedział, że Polska to kraj antysemitów i filosemitów, a Pan napisał, że z tego podziału Adam Michnik w latach PRL-u chciał się wyrwać. Jaki jest stosunek Adama Michnika do kwestii żydowskiej?

Mnie się wydaje, że Adam Michnik jako dziecko w ogóle nie miał świadomości swojego żydowskiego pochodzenia, bo trzeba pamiętać, że formacja KPP-owska to byli Żydzi z pochodzenia, ale nie Żydzi z przekonania. Jako internacjonaliści oni już nie byli Żydami. Nie byli też Polakami, rzecz jasna. Nie byli też Rosjanami, chociaż się utożsamiali ze Związkiem Sowieckim, gdzie Rosjanie nadawali ton. Internacjonaliści budowali nowy, wspaniały świat, nowy ład bez dawnych demonów, a te demony były definiowane między innymi przez świadomość narodową. I to była pozycja Ozjasza Szechtera i Heleny Michnik. Adam jako dziecko odziedziczył raczej to niż żydostwo.

Myślę, że żydostwo w ogóle go wtedy nie definiowało, tak jak wielu osób z tego środowiska, urodzonych w pierwszych latach po wojnie. Tych, którzy w ’68 byli studentami i dostali pałką po głowie – i gorzej, powiedziano im: „wy jesteście Żydzi i wasze miejsce jest poza Polską”. I wtedy wiele z tych osób dopiero zaczęło odgrzebywać swoje korzenie rodzinne, i okazało się, że w sensie etnicznym są one żydowskie. To był moment, kiedy część tych ludzi, np. Konstanty Gebert, powiedziało sobie: musimy potraktować nasze żydowskie pochodzenie serio, w sensie: zbliżyć się do żydowskości. I jedni bardziej, drudzy mniej się do tej żydowskości zbliżyli. Inni powiedzieli sobie, tak jak Adam Michnik: „Muszę mieć szacunek dla moich przodków, którzy zginęli w Zagładzie, i nie mogę się wypierać tego pochodzenia, ale z tego nic więcej nie wynika”. Mam wrażenie, że takie jest stanowisko Adama Michnika od momentu brutalnego uświadomienia mu pochodzenia żydowskiego do tej pory. Mam na myśli to, że on w różnych niekończących się sporach polsko-żydowskich, przez te wszystkie lata – i wtedy, i później – zajmował stanowisko wyważone, które powiada: owszem, jedni mają na sumieniu i drudzy też mają na sumieniu. Nie możemy tego zagłaskać, nie możemy chować pod dywan, ale żyjemy razem, tworzymy wspólną Polskę. To jest najważniejsze.

Czy w poglądzie na świat Adama Michnika pochodzenie wpływało na jego stosunek do państwa polskiego, do polskości, do polskiego narodu?

Moim zdaniem w ogóle nie miało wpływu. To, co go we wczesnej młodości kształtowało, to był komunizm jego rodziców i rewizjonizm jego i jego pokolenia. Mam na myśli to, że i starzy komuniści KPP-owscy, i w innym już trochę sensie, ale rewizjoniści – np. Kołakowski i paczka – mieli specyficzny stosunek do polskości. Ci pierwsi w ogóle wypierali polskość, a ci drudzy powiadali: polskość to jest potencjalne zagrożenie, więc trzeba ją wziąć w nawias… Ale żeby Adam Michnik kiedykolwiek mówił, czy nawet myślał o sobie, że nie jest Polakiem – to nie! W tym sensie jego korzenie w ogóle na niego nie oddziaływały.

Adam Michnik miał chwile niesłychanej wielkości. Na przykład w osiemdziesiątym czwartym roku, kiedy odmówił wyjścia z więzienia przy Rakowieckiej. A potem – III Rzeczpospolita i nagle się okazuje, że czasami trudno jest zachować tę chwałę, którą się wyniosło z PRL-u…

Tu jest pewien problem dla wielu dawniejszych admiratorów Adama Michnika i trochę też dla mnie. Ja zauważam jako fakt obiektywny to, że recepcja Adama Michnika się bardzo zmieniła, tego nie możemy kwestionować. Dające się obronić twarde jądro tej zmiany dotyczy tego, co można zarzucić Adamowi Michnikowi – utrzymywanie ciągłości między PRL-em a III RP. To jest jego wielki błąd i to go obciąża. Natomiast moja krytyka nie idzie tak daleko jak krytyka radykalnych dziś przeciwników Adama Michnika. Uważam na przykład, że „Gazeta Wyborcza” obroniła się i broni do dzisiaj w wielu punktach.

Czy Adam Michnik ma janusowe oblicze? W swojej publicystyce zawsze był bardzo manichejski, czarno-biały. Bronisław Wildstein chyba w jednym z kilku swoich alfabetów umieścił dwóch Michników, Adasia i Adama – jeden czarny, drugi biały. Czy Pan opisałby go podobnie, czy to za daleko idące uproszczenie?

Janusowe oblicze polega na tym, że równocześnie mówimy przeciwne rzeczy. Mój obraz Adama Michnika jest taki, że w pewnym momencie on zaprzeczył swojej postawie sprzeciwu wobec komunizmu nie tylko jako ustroju i systemu politycznego, ale jako wielkiej formacji intelektualno-duchowej. Wielkiej w sensie takim, jak nazizm był wielki, bo nadzwyczaj istotny w pewnym momencie historii europejskiej. Otóż Adam Michnik uważał, że komunizm jest głęboko nieludzki. Tak trzeba to powiedzieć. Głęboko nieludzki, bo do głębi niszczy duchowo człowieka. I z tego poglądu jakby się wycofał. Może inaczej: nigdy nie zaprzeczył wprost swoim dawniejszym analizom. Jednak powiedział nie tylko: „uznajemy prawo byłych komunistów do udziału w życiu politycznym III RP”, co byłoby do przyjęcia, ale też: „nie rozliczamy generałów za to, co zrobili”. I tak zaprzeczył swojemu dawniejszemu nastawieniu.

Tak samo rodzajem nieciągłości u Adama Michnika jest to, że bardzo pryncypialnie, gwałtownie i bez jakiegokolwiek niuansowania sprzeciwiał się rozliczaniu agentury. A przecież pamiętamy, że bardzo często przywoływał słynną frazę Herberta: „I niech nie opuszcza cię twoja siostra pogarda dla szpiców”. W 80. latach przestrzegał działaczy Solidarności: „Nie możecie iść na jakiekolwiek rozmowy, chyba że będą to rozmowy w trybie przesłuchania i do protokołu. Tylko tyle wolno, bo reszta jest niebezpieczna, może się źle skończyć”. A więc rozumiał, że agentura to nie jest rzecz błaha, tylko fundamentalna zdrada. Oczywiście jest tysiąc postaci agentury, to inna rzecz, ale jako taka agentura jest zdradą. I potem, poprzez swoją radykalną publicystykę antylustracyjną, niezmienną od 1992 roku do końca, odwrócił od swojej wcześniejszej postawy… W tym sensie ja uważam, że można mieć do niego żal, ale z tego żalu nie należy wywodzić, że Adam Michnik jest demonem i mówić, że „Gazeta Wyborcza” od początku do końca – do kosza, że to jest antypolskie, wrogie i przeciwne demokracji polskiej. Tak nie jest na pewno.

Książka Demiurg. Biografia Adama Michnika jest dostępna w księgarniach. Zachęcam z czystym sumieniem do jej lektury. Dziękuję bardzo za rozmowę.

Wywiad Łukasza Jankowskiego z Romanem Graczykiem pt. „Odrzucony demiurg” znajduje się na s. 5 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021.

 


  • Czerwcowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Wywiad Łukasza Jankowskiego z Romanem Graczykiem pt. „Odrzucony demiurg” na s. 5 czerwcowego „Kuriera WNET” nr 84/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Graczyk: Część ludzi nadal wytwarza wokół Adama Michnika strefę milczenia. To sytuacja dziwaczna i niezdrowa

„Demiurg” – najnowsza książka Romana Graczyka to biografia Adama Michnika, jednej z najbardziej kontrowersyjnych postaci III RP, przez wielu znienawidzonej, ale i przez wielu nadal podziwianej.

Roman Graczyk wskakuje, że życiorys Adama Michnika, choć nie jest jednoznaczny,  dostarcza punktu wyjścia dla lepszego zrozumienia najnowszej historii Polski.

Każdy człowiek jest złożony. (….) Mój bohater miał niełatwy życiorys, ale w pewnym sensie jest to życiorys wielki, wybitny.

Nieprzypadkowy jest tytuł biografii. Autor chciał podkreślić nim wpływ jaki jego bohater wywierał przez lata na wiele aspektów życia Polaków.

Adam Michnik miał ogromny wpływ na tworzenie sytuacji politycznej, kulturowej, duchowej, intelektualnej, na wytworzenie pewnego moralnego napięcia wśród Polaków, a na pewno wsród elit.

Jak zauważa na pewnym etapie autorytet Adama Michnika był olbrzymi. Według pisarza był on niemalże „świeckim świętym.”

Recepcja Adama Michnika jest sinusoidalna. Ona się wzmaga do roku 1989 (…), a potem ulega podważeniu.

Tworzenia biografii tak kontrowersyjnej postaci nie ułatwiały okoliczności. Współpracy odmówił bowiem zarówno sam Adam Michnik jak i jego najbliżsi znajomi i wspólpracownicy.

 To sytuacja nietypowa ale też dosyć znamienna dla zrozumienia tej postaci.

Graczyk podkreśla, że:

Wiele środowisk go orzuca i atakuje (…), ale jest ta otulina ludzi Adma Michnika, którzy wytwarzają wsród niego strefę milczenia. To sytuacja dziwaczna i niezdrowa.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.N.

Jakub Maciejewski: Na lewicy tworzy się cały kult nieróbstwa i żebractwa

Od zawodowego rewolucjonisty do aktywisty. Jakub Maciejewski o polityce kościelnej Adama Michnik oraz podziałach na lewicy i pogardzie wobec pracy.

Jakub Maciejewski komentuje ostatni wywiad Adama Michnika, który odciął się od haseł antykościelnych. Ocenia, że mamy do czynienia z odtrąbieniem taktycznego odwrotu.

Ta wściekła agresja wobec katolików wobec Kościoła sprawiła, że konserwatyści się obudzili. Jarosław Kaczyński potrafi mobilizować takie emocje skupione wokół wspólnoty narodowej.

W obawie przed zdyskontowaniem politycznym tej sytuacji przez PiS Adam Michnik „zatrąbił na odwrót”. Rozmówca Łukasza Jankowskiego wyjaśnia, że autor książki „Kościół, lewica, dialog” chciałby uformować polski Kościół zgodnie z wymaganiami stawianymi mu przez „Gazetę Wyborczą”.

Adam Michnik po prostu wraca do korzeni a nie proponuje coś szczególnie nowego.

Dziennikarz nie zgadza się, żeby GW się skończyła. Wciąż bowiem ma wpływ na intelektualistów. Maciejewski stwierdza, że zawodowy aktywizm to współczesny odpowiednik zawodowych rewolucjonistów. Wskazuje, że lewica zaczyna szkalować pracę.

Tworzy się cały kult nieróbstwa i żebractwa.

Dodaje, że staremu SLD zależy jeszcze na ludziach pracy. Wiosna zaś zainteresowana jest już ideologicznymi szaleństwami.

Akceptują jakieś szalone pomysły ideologiczne, gdzie […] kobietą może być człowiek z penisem, a mężczyzną osoba z macicą.

Przypomina, że elektorat Sojuszu Lewicy Demokratycznej był kiedyś dość konserwatywny.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Trump ewangelizuje politycznie świat nawracając go na konserwatyzm i wartości chrześcijańskie

Polityka jest tak przeżarta korupcją, że wydawało się, że nie ma już nadziei na lepsze jutro i świat pogrąży się w lewicowym szaleństwie, które go zniszczy.

Trump jest najsensowniejszym politykiem ostatnich kilkudziesięciu lat, dlatego, że nie jest politykiem!

Straciłem złudzenia co do polityków – przeżyłem 65 lat, przez całe życie obserwowałem politykę i widziałem upadek praktycznie wszystkich autorytetów oprócz Ronalda Reagana i Margaret Thatcher. Michnik, Wałęsa, Bush jr, niemiecka chadecja, papież Franciszek.

Polityka jest tak przeżarta korupcją, że wydawało się, że nie ma już nadziei na lepsze jutro i świat pogrąży się w lewicowym szaleństwie, które go zniszczy, ponieważ lewica od czasu rewolucji francuskiej niszczy wartości i życia ludzkie. Rosja, Chiny, Wietnam, Kambodża. Lenin, Mao, Che Guevara, Pol Pot.

Na końcu USA, które będąc bastionem rozsądku i konserwatyzmu w nihilistycznym świecie, krajem, który niósł kiedyś nadzieję dla konserwatystów i zwolenników wolności obywatelskiej, zaczął na naszych oczach, w ciągu ostatnich 15 lat zmieniać się w kraj socjalistyczny z wszystkimi związanymi z tym opresjami.

[related id= 127930 side=left] Pewnie stoczyłby się w lewackie piekiełko do imentu, gdyby nie dwie rzeczy:

Second Amendment, czyli Druga Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych wprowadzona w życie 1791 roku wraz z Kartą Praw Obywatela Stanów Zjednoczonych (United States Bill of Rights) zapewniająca każdemu obywatelowi prawo do posiadania i NOSZENIA broni, o czym pewnie wkrótce jeszcze napiszę

właśnie Donald Trump.

Trump obudził nie tylko moją, ale chyba całego konserwatywnego świata nadzieję na zmianę.

Będąc Szawłem, stał się Pawłem, który ewangelizuje politycznie świat nawracając go na konserwatyzm i wartości chrześcijańskie.

Ben Shapiro, jeden z najpopularniejszych i najsensowniejszych konserwatywnych komentatorów politycznych, w krótkim filmiku na YT tłumaczy, dlaczego nie głosował na Donalda Trumpa w 2016 i dlaczego głosuje na niego teraz.

Trzy powody:
1. mylił się co do polityki Trumpa
2. całkowicie mylił się co do jego charakteru – to, co Trump mógł zrobić złego/niewłaściwego już zrobił wcześniej
3. Demokratów całkowicie porąbało

Trump okazał się bardzo konserwatywny, zniósł wiele niepotrzebnych regulacji, wprowadził do Sądu Federalnego (300) i Sądu Najwyższego (3) nowych konserwatywnych sędziów kierujących się oryginalnym przesłaniem zawartym w Amerykańskiej Konstytucji.

Doprowadził do radykalnego zmniejszenia bezrobocia, wzrostu wynagrodzeń i redukcji podatków – w ciągu 3 lat dochód przeciętnej wzrósł o rekordowe 6000 $.

Jego działania doprowadziły do tego, że USA po raz pierwszy w historii są całkowicie samowystarczalne energetycznie, a cena galona benzyny oscyluje wokół 2$/galon, czyli 2 zł/l, co też znacząco poprawiło budżety domowe Amerykanów poruszających się jednak głównie samochodami z silnikami o dużych pojemnościach. Jest to aspekt, na którym skorzystaliśmy też w Polsce, ponieważ na skutek praktycznej likwidacji importu surowców energetycznych przez USA, a nawet jego eksportowi ceny paliw spadły na całym świecie.

[related id=123974 side=right] Prowadzi politykę pro-life. Jedną z jego pierwszych decyzji, która na ustach przedstawicieli amerykańskiej, ale nie tylko amerykańskiej, lewicy wywołała pianę była decyzja o wstrzymaniu subsydiowania wszelkich organizacji wspierających aborcję, w tym giganta aborcyjnego Planned Parenthood, który musiał zamknąć kilkanaście oddziałów, co pewnie przyczyniło się do ocalenia tysięcy żyć ludzkich.
Wstrzymał finansowanie WHO przejętej całkowicie przez lewicową agendę i zajmującą się obecnie praktycznie marketingiem na rzecz Chin. Mam osobiście nadzieję, że w następnej kadencji wstrzyma finansowanie ONZ, o ile ta organizacja nie przestanie zajmować się głównie obroną interesów lewicy na całym świecie.Wycofał UAS z porozumień Szczytu Paryskiego, co powinna zrobić też jak najszybciej Polska.
Wypowiedział  umowę NAFTA pomiędzy USA, Kanadą i Meksykiem, skrajnie niekorzystną dla USA i, jak się okazało, również Meksyku, która stała się furtką do rynku amerykańskiego dla firm chińskich i wprowadził nową korzystną USMCA. Zablokował skrajnie niekorzystną dla gospodarki całego świata umowę TTIP, która praktycznie zniszczyłaby gospodarki narodowe na rzecz przejęcie ich przez firmy globalne.
Wycofał się z niekorzystnego i niebezpiecznego porozumienia z Iranem, które kosztowało USA miliardy dolarów nie dając nic w zamian. Jak ostatnio słusznie zauważył, spodziewa się, że jednym z pierwszych krajów, który zwróci się do niego po reelekcji będzie właśnie Iran, który teraz ma nadzieję na jego przegraną, ale jest w takiej sytuacji społecznej  i gospodarczej, że będzie musiał to zrobić, a on wtedy pomoże im ale wynegocjuje warunki korzystne zarówno dla pokoju światowego, jak i zmęczonego zapaścią gospodarczą irańskiego społeczeństwa.
Jest pierwszym od lat amerykańskim prezydentem, który nie uwikłał USA w nową wojnę. Wycofując amerykańskich żołnierzy z niepotrzebnych wojen zdołał przy tym praktycznie pokonać ISIS i zabić kilku niebezpiecznych terrorystów jak choćby nietykalny dotąd irański generał Soleimani.
Przeniósł ambasadę USA do Jerozolimy jako pierwsze państwo na świecie i doprowadził do podpisania porozumień pokojowych na Bliskim Wschodzie po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat, za co uzyskał już kilka nominacji do Pokojowej Nagrody Nobla.

Zdołał pokonać niepohamowaną dotąd wydawałoby się, ekspansję chińską i zdławić wzrost gospodarczy Chin doprowadzając jednocześnie do zwiększenia przewagi gospodarki US nad chińską.
Jako jedyny polityk światowy wreszcie nie kapituluje przed tzw. pandemią COVID, twierdząc słusznie, że to po prostu kolejna grypa, może i gorsza od zwykłej sezonowej, ale mniej śmiertelna niż H1N1, na którą w samych USA zmarło w 2009 roku przeszło 2 mln osób.

Uważa, że lekarstwo/terapia nie powinno być bardziej szkodliwe niż choroba, którą ma leczyć. Szkoda, że polski rząd zapewniający o ścisłej współpracy militarnej i gospodarczej z USA nie bierze z niego przykładu. Nie mogę tu nie przypomnieć, że WHO uznało w 2009 grypę H1N1 za najszybciej rozprzestrzeniającą się jak dotąd w historii chorobę i zaleciło nieprowadzenie statystyk jej rozprzestrzeniania się!!!

Cóż za różnica w podejściu do problemu pomiędzy rokiem 2009 a 2019!

Wow, sporo jak na 3,5 roku! Czy można się dziwić, że ludzie go kochają a inni politycy, których niemoc, korupcja i lenistwo są jeszcze bardziej widoczne na jego tle, nienawidzą?

Adam Becker

Wszystkie korespondencje Adama Beckera znajdują się tutaj

Aleksander Bondariew: W Grodnie władze przyjęły przedstawicieli protestujących i zgodziły się na pewne ich wymagania

Co przez demokratyzację rozumieją Białorusini i Rosjanie? Aleksander Bondariew o protestach na Białorusi i w Rosji, ich przebiegu i tym, co oznaczają dla władz.

Aleksander Bondariew zauważa, że kiedy mowa jest o tym, czym Białorusini chcą demokratyzacji, to trzeba zdefiniować demokrację.

Demokracja teoretycznie jest po prostu instrumentem przekazywanie władzy ludności wybranym jej przedstawicielom.

Zauważa przy tym, że w krajach takich jak Stany Zjednoczone, czy Polska część ludzi nie chce zaakceptować wyniku demokratycznych wyborów. Na Białorusi zaś wybory „prawie na pewno zostały sfalsyfikowane”, co potwierdziła w swej ocenie Unia Europejska. Nie wiadomo ile głosów faktycznie zdobył urzędujący prezydent.

Bondariew podkreśla pokojowość białoruskich protestów. Ludzie zdejmują buty, kiedy wchodzą na ławki. Zauważa, że w Grodnie władze poszły na ugodę z protestującymi:

Tam przyjęli przedstawicieli protestujących i zgodzili się na pewne ich wymagania. Powstało coś, co oni nazwali Radą Zgody Społecznej.

W obwodzie grodzieńskim wypuszczono aresztowanych. Ludziom powiedziano, że nie muszą prosić o zezwolenie na demonstracje. Nasz gość mówi także o protestach w rosyjskim Kraju Chabarowskim, gdzie ludzie protestują przeciw aresztowaniu jego gubernatora. Zauważa, że jeśli w Rosji i Białorusi będzie dużo takich obwodów, to władza nie będzie mogła stłumić protestów. Bondariew wyjaśnia, że Białorusini i Rosjanie rozumieją przez demokratyzację co innego niż Adam Michnik. Chodzi im o wolność, nie o demokrację liberalną według zachodnich wzorców. Rosyjski dysydent zauważa, że Łukaszenka nie może wzorem gen. Jaruzelskiego oddać władzy w zamian za własność, gdyż tej ostatniej na Białorusi nie ma, a tą pierwszą traci. Wskazuje, że z trzech opozycyjnych kandydatów Łukaszenki wszyscy mają związki z Moskwą.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Rok temu odszedł były premier Jan Olszewski

Działacz opozycji demokratycznej, obrońca w procesach politycznych w okresie PRL i uczestnik Powstania Warszawskiego zmarł 7 lutego 2019 r.

Jan Olszewski urodził się 20 sierpnia 1930 r. w Warszawie. Pochodził z rodziny związanej z Polską Partią Socjalistyczną. Własną działalnosć polityczną rozpoczął, tuż po wojnie, w Polskim Stronnictwie Ludowym.

W latach 1956–1962 należał do Klubu Krzywego Koła, od 1958 do 1961 wchodził w skład zarządu tego klubu. Po rozwiązaniu tej organizacji uczestniczył w spotkaniach u Jana Józefa Lipskiego.  był obrońcą w procesach politycznych m.in. Melchiora Wańkowicza (1964), Jacka Kuronia i Karola Modzelewskiego (1965), Janusza Szpotańskiego (1968), Adama Michnika i Jana Nepomucena Millera. W 1976 uczestniczył w zakładaniu Komitetu Obrony Robotników. Był współautorem pierwszego statutu NSZZ „Solidarność”. Pełnił funkcję pełnomocnika oskarżyciela posiłkowego w procesie zabójców bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Od 6 grudnia 1991 r. przez 6 miesięcy kierował rządem Rzeczpospolitej Polskiej. Po obaleniu tego rządu współtworzył Ruch dla Rzeczpospolitej i Ruch Odbudowy Polski. W latach 1990-1991 i 2005-2006 był zastępcą prezesa Trybunału Stanu.

W dzisiejszym „Popołudniu WNET Jana Olszewskiego wspominał Antoni Macierewicz. Mówił m.in:

Polsce brakuje Jana Olszewskiego. Mówi się, ze nie ma ludzi niezastąpionych. Być może tak jest w normalnych czasach. W momencie, kiedy suwerenność i tożsamość Polski jest tak mocno kwestionowana, ludzi takich jak Jan Olszewski naprawdę bardzo brakuje. […] Całe życie poświęcił walce o niepodległość.

 

Płużański: Kolejne samorządy likwidują nazwiska naszych bohaterów. Trwa walka III pokolenia UB z III pokoleniem AK

Tadeusz Płużański cofaniu dekomunizacji ulic przez samorządy, szkalowaniu żołnierzy wyklętych przez lewicę i wniosku IPN o ekstradycję Stefana Michnika.


Tadeusz Płużański o zmianie nazw ulic w Białymstoku i Żyrardowie. Samorządowi działacze w tych miastach głosowali za zmianą nazw ulic upamiętniających „Łupaszkę” i „Nila”. Nasz gość mówi wprost, że jest to „recydywa komuny”.

Kolejne samorządy likwidują tak długo wywalczane nazwiska naszych bohaterów. Wydawało się, że tak już zostanie. Popełniliśmy pewien błąd, zakładając, że walka już się skończyła.

Wraca stary komunistyczny dyskurs, w którym żołnierze wyklęci byli bandytami, „nie było komuny w Polsce, tylko socjalizm, a naszych księży mordowali bandyci z trzepaka”.

Jeśli nie jest pan Adrian Zandberg, nie jest komunistą, to przynajmniej odwołuje się do tej tradycji.

Przykładem powrotu do tez propagandy komunistycznej są zdaniem Płużańskiego słowa jednego z liderów partii Razem, dla którego w dyskusji na temat Zygmunta Baumana, nie było problemem, „że Bauman był majorem Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego”. Zandberg „dzisiaj entuzjastycznie podchodzi do zmiany ulicy imienia Łupaszki, twierdząc wzorem polskich komunistów, że Łupaszka nie był wcale polskim bohaterem, tylko zbrodniarzem i ludobójcą”. Jednak nie tylko do wypowiedzi przedstawicieli lewicy można się przyczepić. Specyficzne poglądy na temat PRL ma prezes KORWiN  i jeden z liderów Konfederacji:

Ilekroć Janusz Korwin-Mikke schodził na tematy historyczne, to wychwalał gen. Jaruzelskiego, uważał, że to wszystko było legalne i tak należało robić.

Historyk ponadto nie sądzi, że Szwecja zrealizuje Europejskiego Nakazu Aresztowania Stefana Michnika Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie. Albowiem dla świata jest on zasłużonym bibliotekarzem i publicystą.

Prokuratorzy z pionu śledczego udokumentowali 93 zarzuty wobec stalinowskiego zbrodniarza. […] Oczywiście ekstradycja się nie uda, Szwecja nie wyda swego obywatela, zasłużonego bibliotekarza, który pisywał do paryskiej Kultury Jerzego Giedroycia.

Pozytywem Europejskiego Nakazu Aresztowania jest fakt, że „Szwecja musi się odnieść do zarzutów na piśmie” uzasadniając, czemu nie wyda Michnika. Płużański podkreśla, że „trzeba go ścigać do samego końca”. „Dodaje, że Stefan Michnik też nie czuje się komfortowo”. Twierdzi on, że „przeszłość jest jego prywatną sprawą”, a podnoszenie jej jest szkodzeniem jego bratu Adamowi. Gość „Poranka WNET” podkreśla, że

Tu nie chodzi o Adama Michnika, tylko o konkretne zbrodnie konkretnego człowieka.

Stefan Michnik „jest ewidentnym zbrodniarzem komunistycznym”. Poza zbrodniami w okresie stalinowskim „zasłużył się” on późniejszą współpracą z WSI.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Zmarł były premier Polski Jan Olszewski. Miał 89 lat

Polityk odszedł w czwartek wieczorem w warszawskim szpitalu, gdzie przebywał nieprzytomny od kilku dni. Był szefem polskiego rządu od końca 1991 r. do czerwca 1992 r. roku.

Jan Olszewski jako młody człowiek działał w Szarych Szeregach, był również uczestnikiem Powstania Warszawskiego.

Był działaczem opozycyjnym i obrońcą w procesach politycznych. Jako adwokat reprezentował w procesach politycznych działaczy „Solidarności” i organizacji wolnościowych. Bronił m.in. Zbigniewa Romaszewskiego i innych twórców i uczestników Radia „Solidarność”, Zbigniewa Bujaka, Lecha Wałęsy i Jacka Kuronia. Za obronę studentów, którzy organizowali manifestacje antyrządowe został zawieszony w prawach wykonywania zawodu. Był oskarżycielem posiłkowym w procesie morderstwa bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

Pod koniec lat 80. współtworzył Komitet Obywatelski przy Przewodniczącym NSZZ „Solidarność”. Uczestniczył w obradach Okrągłego Stołu jako ekspert ds. reformy prawa i sądów.

W 1991 r. został premierem rządu, jednak stracił stanowisko podczas pamiętnej „nocy teczek”. Zanim wycofał się z polityki był doradcą prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a w 2007 r. szefem komisji weryfikacyjnej WSI. W 2009 roku został odznaczony Orderem Orła Białego. Był również członkiem Kapituły tego orderu.

Od lat chorował na serce. Zmarł w wieku 89 lat.