Holenderska diecezja w przeciągu pięciu lat zamknie 99 kościołów – informuje Vatican News

W wyniku drastycznego spadku liczby wiernych, w ciągu pięciu lat w diecezji Haarlem-Amsterdam zostanie zamkniętych 60 proc. kościołów, jednak na tym ten proces się nie zakończy.

Holenderski biskup diecezjalny Jan Hendriks poinformował o znacznej redukcji liczby parafii. Obecnie w diecezji, której przewodniczy duchowny znajdują się 164 otwarte kościoły. W ciągu pięciu lat zamkniętych zostanie 99 z nich. Następnie planuje się postąpić tak samo z kolejnymi 37 świątyniami. Tym sposobem, za dekadę z początkowej liczby 164 kościołów, otwartych pozostanie 28. Mowa o diecezji obejmującej m.in. stolicę Holandii oraz, położony na zachód od Amsterdamu, Haarlem.

Powód takiej decyzji nie zaskakuje. Jest nim duży spadek liczby wiernych chodzących do kościoła. Wikariusz generalny diecezji – ks. Bart Putter – wyjaśnia: „liczba uczestników mszy maleje drastycznie już od wielu lat. […] W latach pięćdziesiątych do kościoła uczęszczało około 80 proc. katolików na terenie diecezji, dziś – tylko 3 proc”.

Jednak holenderscy duchowni wierzą w zmianę tej sytuacji na lepsze, tak też w redukcji liczby parafii upatrują szansę na skuteczniejsze działanie ewangelizacyjne: „Naszym celem jest utworzenie 28 żywych wspólnot parafialnych, które będą ewangelizować.”

Jezuita Krzysztof Dudek, autor tekstu na portalu Vatican News, który opisuje decyzję biskupa, powołuje się także na słowa jednego z proboszczów parafii wspomnianej diecezji. Wynika z nich, że zamknięte mogą zostać wszystkie wiejskie parafie:  „wszystkie parafie, które pozostaną, będą najprawdopodobniej znajdować się w miastach”.

K.K.

Źródło: vaticannews.va

Czytaj także:

Arkadiusz Gołębiewski: Każda edycja naszego festiwalu to coś nowego

 

Ks. prof. Cisło: Staliśmy się dla Ukraińców kimś ogromnie ważnym

Po powrocie z Ukrainy ks. prof. Waldemar Cisło wskazuje, że „80 % wsparcia, jakie dociera za wschodnią granicę, pochodzi z Polski i organizacji katolickich, jak Caritas i Pomoc Kościołowi w Potrze”.

W trakcie pobytu na Ukrainie ks. prof. Waldemar Cisło z bliska widział, co dzieje się z pomocą humanitarną, jaka przyjeżdża z Polski. Był w Czerwonogrodzie, gdzie dotarł konwój PKWP, sfinansowany przez IŁ Capital. Przebywał w Buczy, miejscu okrutnych zbrodni na cywilach, a także w Kijowie i we Lwowie.

Dyrektor sekcji polskiej Stowarzyszenia podkreśla:

Nie znudźmy się pomocą. Po kilku latach media zapominają o wojnie.

Zauważa, że zadaniem dla Kościoła jest upominać się o najbiedniejszych.

Na miejscu pozostali głównie najbardziej potrzebujący; ci, którzy nie są w stanie uciec albo przez zły stan zdrowia, albo brak pieniędzy.

W kraju wojny potrzeba ciągłego wysiłku humanitarnego. Doświadczenia ze Lwowa wskazują, że w pierwszych dniach rosyjskiej agresji do centrum pomocowego za wschodnią granicą docierało kilkanaście tirów dziennie.

Teraz, jeśli w tygodniu przyjedzie ich kilka, to jest dobrze. Choć trzeba przyznać, że ta pomoc jest bardziej ukierunkowana, czyli przyjeżdża to, co najpotrzebniejsze: żywność, ciepła odzież i leki.

Silne obawy Kościół na Ukrainie wiąże z nadchodzącą zimą.

Diecezje i księża chcą się przygotować na mrozy. Kupują nawet małe piecyki, żeby na każdej parafii było co najmniej jedno większe pomieszczenie dla ludzi, których nie będzie stać na opał.

Zupełnie nowym wyzwaniem dla duszpasterstwa stała się trauma, jaka dotyka ludzi w obliczu ogromnego cierpienia. Na potrzebę dostępu do psychologów i terapii zwracał uwagę PKWP ks. bp Witalij Krywicki, biskup kijowsko-żytomierski.

Więcej o tym można przeczytać tutaj: https://pkwp.org/newsy/wizyta_pkwp_na_ukrainie_bog_stad_nigdy_nie_wyjechal

Czytaj także:

Program Wschodni: działalność odeskiego oddziału Związku Polaków na Ukrainie, rosyjska propaganda w Besarabii

 

Nasz ważny cywilizacyjny ideał moralności altruistycznej jest zagrożony / Teresa Grabińska, „Kurier WNET” 98/2022

Jan Paweł II na nowo ukazał zagrożenia moralności altruistycznej: materializmem ontycznym i praktycznym, ochlokracją, imperializmem rasowym oraz bolszewizmem w totalizacji zarządzania globalnego.

Teresa Grabińska

Zagrożenie ideału moralności altruistycznej

Sto lat temu Florian Znaniecki (1882–1958) opublikował obszerny esej pt. Upadek cywilizacji zachodniej. Po pierwszej wojnie światowej, w wyniku której runął dotychczasowy porządek polityczny Europy i której przebieg ukazał barbarzyństwo ludów cywilizacji zachodniej, wielu myślicieli podjęło rozważania na temat kryzysu kultury w najbardziej rozwiniętej części ówczesnego świata.

Kryzys społeczny, objawiający się kryzysem kultury, nie następuje nagle, lecz jest skutkiem długotrwałych przemian ewolucyjnych. Okrucieństwo, skala zniszczenia i liczba ofiar pierwszej wojny światowej ujawniły w dramatyczny sposób od dawna toczącą się erozję ideałów cywilizacji zachodniej.

Określone ideały są, według Znanieckiego, wyznacznikami ludzkiej wspólnotowości i różnią ją od zwierzęcej zbiorowości; są przekroczeniem natury w kierunku kultury. Cywilizacja zaś jest określona przez pewien typ kultury, wytworzonej przez daną społeczność w postaci więzi dla niej charakterystycznych.

Więzi te powstają w procesie urzeczywistniania ideałów, a „[i]deał jest to wyobrażenie jakiejś nowej formy życia, wywołujące i organizujące te czynności, których jego urzeczywistnienie wymaga”.

Znaniecki wyróżnił siedem ideałów cywilizacji zachodniej: 1i) panowanie nad przyrodą, 2i) bogactwo, 3i) tożsamość narodową, 4i) moralność altruistyczną, 5i) religijność, 6i) piękno, 7i) poznanie. Interesująca byłaby dyskusja trafności diagnozy Znanieckiego lub jej porównanie z innymi podobnymi klasyfikacjami i definicjami cywilizacji, jak np. z koncepcją rozwiniętą przez Feliksa Konecznego (1882–1949). W tym przypadku już na pierwszy rzut oka widać zasadniczą różnicę między podejściem socjologicznym pierwszego i podejściem historycznym drugiego myśliciela. Dla Konecznego w jego dziele O wielości cywilizacji, inaczej niż dla Znanieckiego, cywilizacja jest czymś szerszym niż kultura, a cywilizacja zachodnia nie jest jednolita, lecz na obszarze Europy w jej różnych miejscach występują głównie trzy cywilizacje: bizantyńska, łacińska i turańska, które są specyficznie zabarwione kulturami narodowymi.

Już tylko powierzchowny ogląd ujęć Znanieckiego versus Konecznego pozwala wskazać na historyczny, niejako wewnętrzny dynamizm przemian kulturowych Konecznego w porównaniu z pewną statycznością kultury, która podlega zewnętrznym wpływom podnoszenia lub obniżania ideałów danej cywilizacji (zagrożeń). Koncepcja Konecznego zdaje się dostarczać bardziej poręcznego i syntetycznego instrumentarium do opisu i diagnozy historycznych przemian w Europie XX w. – jako kolejnych starć cywilizacji.

Z kolei konfrontacja ideałów Znanieckiego z wyróżnionymi przez niego współczesnymi mu (i dalej obecnymi) czterema zagrożeniami: 1z) materializmem, 2z) wzrostem ochlokracji, 3z) imperializmem rasowym i 4z) bolszewizmem pozwala wniknąć w niejako wewnętrzny mechanizm systematycznej ewolucji społeczeństw ku ideałom albo przeciw nim.

Z punktu widzenia encyklik społecznych Jana Pawła II (1920–2005) szczególnie interesujące są zagrożenia dla ideału moralności altruistycznej. Ideał ten Znaniecki – po pierwsze – traktował jako pochodny koniecznej podstawy kultury, wyznaczonej przekraczaniem przez człowieka danych naturalnie warunków egzystencji. Miałby się on uwidaczniać w „działalności moralnej” dążącej do „przezwyciężania cierpienia ludzkiego”. W ten sposób moralności nadał Znaniecki charakter interwencyjny. Jego urzeczywistnianie przypisał zarówno religiom, jak i świeckim nurtom reformatorskim.

I tu już powstaje wątpliwość odnośnie do jednakowego traktowania obu wskazanych czynników, gdyż ten religijny zwykł kształtowanie relacji międzyludzkich odnosić do bytu nadprzyrodzonego, podczas gdy świecki, często podobnie akcentujący wartości, skupia się na czysto ludzkich wytworach niematerialnych i materialnych. Więcej, Znaniecki pokładał nadzieję właśnie w owych przemianach społecznych, gdy pisał, że trwałe usunięcie przyczyn ludzkiego cierpienia wymaga „nie tylko silnych uczuć altruistycznych”, lecz także „wielkiej i trwałej potęgi społecznej”. Ponadto w tym widział postęp rozwijania owej moralności altruistycznej, zapoczątkowany – według niego – przez religię w postaci „upowszechnienia współczucia dla cierpienia”.

Znaniecki stwierdził, że fundament religijny ideału moralności altruistycznej stracił na aktualności z powodu rozwoju nauk przyrodniczych, co nie oznacza równocześnie wygaśnięcia potrzeby wiary w porządek świata. Tę zaś spełniają kolejne ideologie (doktryny), w tym te, „które formalnie odrzucają wszelką religię i otwarcie zwalczają istniejące wierzenia”.

Ideał moralności altruistycznej (4i) wiąże się zatem z ideałem religijności (5i). A ten ideał, niezależnie od postępu wiedzy i naukowego wyjaśniania świata, potwierdza „nieporównaną wartość i solidarność moralną ludzi jako istot duchowych oraz ich nieograniczony postęp do wspólnego najwyższego celu – absolutu duchowego”.

A więc podniesiona powyżej wątpliwość zostaje złagodzona: jednak ludzkie życie indywidualne, jak i grupowe ma cel ostateczny, przekraczający te wyznaczone przez czysto racjonalną analizę takiej lub innej rzeczywistości.

Jacques Maritain (1882–1973) w książce Dziewięć wykładów o podstawowych pojęciach filozofii moralnej wyraźnie wskazał na ów cel ostateczny, jakim jest Bóg chrześcijan. Osiąganie zaś celu ostatecznego – w rozumieniu personalisty – wymaga, po pierwsze, kwalifikowania moralnego własnego czynu i spełniania go ku urzeczywistnieniu dobra; po drugie, odczuwania powinności czynienia dobra (aktem wolności DO), przekraczającego racjonalną analizę otaczającej rzeczywistości i po prostu wolność OD; po trzecie, uznania aktem wiary porządku wyższego niż ten odkrywany empirycznie, tj. „Dobra samoistnego”.

U św. Tomasza z Akwinu (1225–1274) i personalistów, jak Maritain i Karol Wojtyła – Jan Paweł II, ujęcie finezyjnej relacji między rozumem i wolą w podejmowaniu czynu i jego oceny moralnej nie pozwala na to, aby sama wolna wola decydowała o moralności (vide „Kurier WNET”, nr 73 i 77).

Konieczny jest udział intelektu (rozumu), który – jak pisał Étienne Gilson (1884–1958) w Tomizmie – „porusza wolę, przedstawiając jej swój przedmiot, mianowicie byt i prawdę, (…) przez co umieszcza akt woli we właściwym sobie gatunku, w przeciwieństwie do aktów spełnianych przez władze zmysłowe lub czysto naturalne”.

Podobne do nich akty, ze względu na spontaniczność chcenia, zostały w doktrynie luterańskiej uznane za decydujące w wyborze czynu. A ta z kolei od pół tysiąca lat kształtuje cywilizację zachodnią wbrew tradycji łacińskiej. Maritain określił ten przewrót w łonie chrześcijaństwa „immanentyzacją”, która „sprowadza istotę moralności do doskonałej spontaniczności chcenia, do doskonałego potwierdzenia naszej niezależności. Im większa autonomia, im bardziej moja subiektywność jest wolna w wyrażaniu swej witalności, tym bardziej akt moralny jest moralny, szlachetny, czysty”.

Ta irracjonalizacja, subiektywizacja i indywidualizacja kwalifikacji moralnej czynu w chrześcijaństwie zreformowanym otrzymała swoje uzasadnienie w koncepcji Thomasa Hobbesa (1588–1679), który w dziele Lewiatan czyli materia, forma i władza państwa kościelnego i świeckiego wprost stwierdził brak ontycznie rozumianego dobra. Oto bowiem „wyrazy: ‘dobry’, ‘zły’, ‘godny wzgardy’ są zawsze używane z uwzględnieniem osoby, która się nimi posługuje. Nie ma bowiem rzeczy, która by po prostu i bezwzględnie była dobra, zła, czy godna wzgardy, którą by można było wziąć z natury; pochodzi od osoby człowieka (…) albo osoby tego, kto społeczność reprezentuje; albo od rozjemcy czy sędziego”. I tak moralność została sprowadzona do indywidualnych chceń, temperowanych w zorganizowanej zbiorowości ludzkiej przez ustawodawcę i sędziego.

Znaniecki uważał, że ideał religijności, rozumiany szerzej niż w konkretnym wyznaniu, bo nakierowany na wzrost moralności altruistycznej, powinien być rozwijany zarówno w kulcie danego wyznania, jak i w wychowaniu, edukacji, działalności misjonarskiej oraz reformatorskiej. I słusznie wyszedł poza czysto utylitarne wartości (vide „Kurier WNET” nr 76) w kierunku rozwinięcia w człowieku „pożądania do zadań idealnych”.

Zagrażają zaś moralności altruistycznej cztery wymienione czynniki (1z – 4z): materializm, bo sprowadza wszelką emocjonalność i duchowość do procesów naturalnych, właściwych materii (substancji przyrodzonej, cielesności) oraz akcentuje praktyczne wartości życia; ochlokracja, bo zagraża kierowaniu społecznością przez rzeczywiste autorytety także moralne, jej służące (mędrców, tzw. arystokrację umysłową); imperializm rasowy, bo oznacza faworyzowanie pewnych społeczności kosztem innych; bolszewizm zaś z racji wdrażanych trendów antykulturowych i propagowania nihilizmu moralnego.

Większość argumentacji Znanieckiego na rzecz wymienionych zagrożeń jest nie tylko poprawna jak na czasy mu współczesne, ale wszystkie te zagrożenia są nadal aktualne, a niektóre z nich przybrały znacznie bardziej wyrafinowaną postać – jak neomarksizm, neoeugenika, transhumanizm (vide „Kurier WNET” nr 81, 86, 89), postmodernizm. Nie zauważył jednak Znaniecki podstawowego rozłamu w ujednoliconej przez niego cywilizacji zachodniej, i to już od 500 lat, od czasów reformacji. Analiza w trybie Konecznego ten moment rozłamu nie tylko by uchwyciła, ale ujawniła jego istotny wpływ na proces delatynizacji i w efekcie dechrystianizacji (w rycie zachodnim) kultury europejskiej.

Nauka społeczna Kościoła (NSK) nie zwraca się wprost przeciwko innym niż katolickie odmianom chrześcijaństwa. Jednak od encykliki Leona XIII (1810–1903) Rerum novarum (Rzeczy nowe), wraz z renesansem myśli tomistycznej w łonie NSK rozwija się personalistyczna ontologia człowieka (osoby ludzkiej), który jako taki jest obdarzony godnością oraz zdolny do rozpoznawania zła i dobra własnego czynu, ale zawsze w matrycy obiektywnej, odniesionej do istoty Boskiej (vide „Kurier WNET” nr 73). Indywidualistycznie rozumiana wolność – jako przede wszystkim dowolność, ale również bez ograniczenia źródłem Kantowskiego imperatywu kategorycznego, jest wykluczona i zastąpiona wolnością do czynienia dobra w sposób oryginalny dla każdej osoby.

Jan Paweł II w pierwszej encyklice społecznej Laborem exercens (Powołany do pracy) z 1981 roku połączył pesonalistycznie pojętą moralność z kondycją wspólnoty osób, które w solidarnym wysiłku budują więzy społeczne zgodnie z moralnością altruistyczną, ufundowaną na miłości społecznej (zwanej właśnie solidarnością), opartej na przykazaniu miłości bliźniego.

Więzi te mają nie tylko, jak u Znanieckiego, usuwać cierpienie, lecz przede wszystkim doskonalić moralnie do osiągnięcia celu ostatecznego (zbawienia). Czasem odpowiednie przeżywanie cierpienia jest jedną z form doskonalenia.

Powszechną formą doskonalenia życia jednostkowego i wspólnotowego jest praca. Jednak nie może być ona przymusem, ale zawsze oryginalną kreacją podmiotowości i potwierdzeniem godności osoby ludzkiej. Każda społeczność buduje pracą materialne podstawy swej egzystencji. Są one ważne, ale bardziej dla niej jako całości niż dla poszczególnego jej członka. Obowiązuje bowiem „prawo osobistego posiadania jako podporządkowane prawu powszechnego używania, uniwersalnemu przeznaczeniu dóbr” (vide „Kurier WNET” nr 87).

W encyklice Sollicitudo rei socialis (Troska społeczna) z roku 1987 Jan Paweł II rozwinął tezy encykliki Pawła VI (1897–1978) Populorum progressio (Postęp ludzkości) i skupił się przede wszystkim na tych zjawiskach współczesnych (obecnie występujących w jeszcze większym nasileniu), którymi są: fałszywie pojęty postęp społeczny, wzrost dywersyfikacji bogactwa między najbogatszymi (według World Inequality Report 2022 1% populacji dysponuje 38% światowego bogactwa) i najbiedniejszymi; zniewolenie ekonomiczne i polityczne wielu populacji; alienacja społeczna i degeneracja moralna członków społeczności nie tylko z powodu skrajnej nędzy, lecz i w sytuacji zaspokojenia wielu potrzeb w społecznościach bogatych; wszczynanie kolejnych wyniszczających wojen; nadmierna technicyzacja środowiska naturalnego i ludzkiego. Jan Paweł II kolejny wezwał ze stolicy Piotrowej do solidarnej współpracy „wszystkich, aby życie ludzkie uczynić »bardziej ludzkim«, gdyż to co się osiągnie, nawet jeśli niedoskonałe i tymczasowe, nie przepadnie ani nie będzie daremne”.

W encyklice Centesimus annus (Stulecie) z 1991 roku, czyli w wiek po ogłoszeniu Leonowej encykliki społecznej, Jan Paweł II ukazał „rzeczy nowe” w czasach jemu współczesnych. Oto najważniejsze z nich: załamanie się w 1989 roku politycznego systemu komunizmu i odrodzenie zniewolonych narodów Europy, upowszechnianie się postaw ateistycznych, „szalony” wyścig zbrojeń, rozwój konsumizmu (społeczeństwa konsumpcyjnego), degradacja środowiska naturalnego, rozpad rodziny.

Mimo pewnych symptomów poszerzania wolności Jan Paweł II zwrócił uwagę na nowy totalitaryzm, który zagraża „transcendentnej godności osoby ludzkiej, będącej widzialnym obrazem Boga niewidzialnego i właśnie dlatego z samej swej natury podmiotem praw, których nikt nie może naruszyć: ani jednostka czy grupa, ani też klasa, naród lub Państwo. Nie może tego czynić nawet większość danego społeczeństwa”.

W ten sposób Jan Paweł II, nie posługując się terminologią Znanieckiego, przedstawił w nowej postaci wyróżnione przez niego zagrożenia moralności altruistycznej: materializmem ontycznym i praktycznym, ochlokracją czyli zdegenerowaną demokracją, imperializmem rasowym przejawiającym się w niszczeniu kultur etnicznych i narodowych oraz bolszewizmem w totalizacji zarządzania globalnego.

Artykuł Teresy Grabińskiej pt. „Zagrożenie ideału moralności altruistycznej” znajduje się na s. 12 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 98/2022.

 


  • Sierpniowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Teresy Grabińskiej pt. „Zagrożenie ideału moralności altruistycznej” na s. 12 sierpniowego „Kuriera WNET” nr 98/2022

Kolumbia i Wenezuela wymieniają ambasadorów. Dąbrowski: Pojawiły się głosy, że rząd Gustavo Petro zdradza Juana Guaidó

Prowadzący audycji República Latina o rozmowach między Bogotą a Caracas, nadziejach wenezuelskiej opozycji, kampanii wyborczej w Brazylii i słowach prezydenta Meksyku.

Zbigniew Dąbrowski mówi na temat starań o unormowanie relacji dyplomatycznych między Kolumbią a Wenezuelą. Oba kraje zerwały stosunki w 2019 roku, gdy rząd Ivana Duque uznał Juana Guido za p.o. prezydenta Wenezueli. Obecnie obie strony mianowały swych ambasadorów w Bogocie i Caracas.

Pojawiły się głosy oburzenia, że oto rząd Gustavo Petro zdradza swojego dotychczasowego sojusznika, czyli Juana Guaidó.

Prowadzący audycji República Latina zauważa, że akredytacja dyplomaty mianowanego przez Nicolasa Maduro nie oznacza cofnięcia uznania dla Guaidó. Podaje przykład Polski, która godzi te dwie rzeczy. Wskazuje, że przywrócenie relacji handlowych i dyplomatycznych między oboma krajami jest istotne ze względu na dużą wenezuelską diasporę w Kolumbii.

Może rozpoczęte zostaną relacje dyplomatyczne takie bardzo podstawowe natomiast jest duża szansa, że one się po prostu nie będą dalej rozwijały.

Wenezuelska opozycja liczy na wznowienie rozmów z rządem ws. demokratyzacji kraju. Ma ona nadzieję, że wybory w 2024 r. będą demokratyczne.

Czytaj także:

Zbigniew Dąbrowski o inauguracji Gustava Petro i wojnie domowej w Kolumbii

Do wyborów prezydenckich przygotowuje się Brazylia.  Głównym kontrkandydatem, ubiegającego się o reelekcję prawicowego Jaira Bolsonaro jest reprezentujący lewicę Luiz Inácio Lula da Silva. Dąbrowski zauważa, że jeszcze niedawno urzędująca głowa państwa miała w sondażach kilkunastoprocentową przewagę nad Luli da Silvą. Obecnie stopniała ona do różnicy jednocyfrowej.

Rząd Jaira Bolsonaro skutecznie walczy z inflacją.

Nie wiadomo jednak, czy Bolsonaro wystarczą do reelekcji sukcesy jego rządu na polu gospodarki. Walka polityczna między rządem a opozycją trwa także w Meksyku.

Czemu prezydent Meksyku Andrés Manuel López Obrador oskarża opozycję o żerowaniu na tragedii ludzkiej? Dowiesz się słuchając całej rozmowy!

A.P.

Rzecznik Episkopatu: 20 lat temu Jan Paweł II zawierzył świat Bożemu Miłosierdziu

20 lat temu, 17 sierpnia 2002 roku, Ojciec Święty Jan Paweł II, w krakowskich Łagiewnikach, dokonał Aktu Zawierzenia Świata Bożemu Miłosierdziu.

Rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Leszek Gęsiak SJ powiedział:

To zwieńczenie jego dążeń do rozpowszechnienia kultu Bożego Miłosierdzia na całym świecie i wyznanie, że tylko Bóg może uratować świat.

Rzecznik Episkopatu podkreślił, że Jan Paweł II odegrał wielką rolę w zwróceniu uwagi świata na Boże miłosierdzie.

To właśnie Bożemu miłosierdziu była poświęcona jego encyklika Dives in misericordia wydana w pierwszych latach posługi piotrowej. Papież Polak w roku 2000 ustanowił Święto Miłosierdzia Bożego oraz kanonizował Siostrę Faustynę Kowalską, której objawiał się Jezus Miłosierny.

Aktu zawierzenia rodzaju ludzkiego Bożemu miłosierdziu, Ojciec Święty Jan Paweł II dokonał pod koniec swojego pontyfikatu, w czasie ostatniej pielgrzymki do Polski.

Papież tym aktem oddał świat i każdego człowieka miłosierdziu Boga, wyznając, że tylko Bóg – właśnie poprzez swoje miłosierdzie – może świat uratować i uczynić go lepszym.

Zwrócił też uwagę na to, że kult Bożego miłosierdzia jest elementem łączącym pontyfikat Jana Pawła II z posługą obecnego papieża Franciszka.

Główne obchody 20. rocznicy dokonania Aktu Zawierzenia Świata Bożemu Miłosierdziu odbędą się już w najbliższą niedzielę, 14 sierpnia, w Bazylice Bożego Miłosierdzia w Łagiewnikach. Uroczystości rozpoczną się Mszą św. pod przewodnictwem abp. Marka Jędraszewskiego o godz. 10, podczas której zostaną także poświęcone dwa Dzwony Nadziei dla Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Winnicy w diecezji kamieniecko-podolskiej w Ukrainie oraz dla kościoła Miłosierdzia Bożego w Lower Chittering w diecezji Perth w Zachodniej Australii.

Przygotowanie do jubileuszu rozpoczęło się już rok temu, 22 sierpnia 2021 roku, w czasie VIII Pielgrzymki Czcicieli Bożego Miłosierdzia do Łagiewnik. Przez kolejnych 11 miesięcy, od września do lipca, w modlitwę mogły się włączyć  sanktuaria i kościoły Bożego Miłosierdzia na wszystkich kontynentach.  Od 12 czerwca trwa natomiast nowenna tygodni bezpośrednio przygotowująca do uroczystości rocznicowych. Nowenna zakończy się 13 sierpnia.

Czytaj także:

Kościół wspomina dziś św. Jakuba Starszego. Kim był jeden z najbliższych uczniów Chrystusa?

 

Obchody dnia św. Jakuba trwają w Hiszpanii cały tydzień – mówi ksiądz Piotr Gąsiorek

Hiszpania / Fot.Pixabay,com

Polski ksiądz mieszkający na Gibraltarze opowiada o specyfice miejsca swojej posługi. Wyjaśnia, jak w Hiszpanii świętuje się dzień św. Jakuba.

Dziś Kościół wspomina św. Jakuba Starszego (więcej o tej postaci piszemy TUTAJ). Najbardziej czci się go w Hiszpanii. W IX wieku w obecnym Santiago de Compostela odnaleziono jego ciało i od tego momentu rozpoczęto pielgrzymowanie do grobu Apostoła.

Świętowanie święta św. Jakuba rozciąga się na cały tydzień. Kulminacyjnym momentem obchodów jest noc z 24 na 25 lipca. Dzisiejszy dzień jest w Hiszpani wolny od pracy.

Mówi ks. Piotr Gąsiorek. Czy na Gibraltarze również świętuje się 25 lipca. Jak wygląda życie na tym zamorskim terytorium Wielkiej Brytanii? Dowiedzą się państwo słuchając całej rozmowy z naszym gościem!

K.B.

Kościół wspomina dziś św. Jakuba Starszego. Kim był jeden z najbliższych uczniów Chrystusa?

Św. Jakub był bratem Jana Ewangelisty. Jako pierwszy z Apostołów poniósł śmierć męczeńską (miało to miejsce w Jerozolimie). Jak jednak doszło do tego, że jego ciało znalazło się aż w Hiszpanii?

A idąc dalej, ujrzał innych dwóch braci: Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swoim Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. I rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi”. Oni natychmiast, zostawiwszy sieci, poszli za Nim.

Tak powołanie św. Jakuba relacjonuje Ewangelista Mateusz. O życiu apostoła przed spotkaniem Jezusa wiemy niewiele. Był rybakiem i współpracował ze świętym Piotrem, na co wskazuje piąty rozdział Ewangelii św. Łukasza. Mieszkał nad Jeziorem Galilejskim, prawdopodobnie w Betsaidzie. Jego matką była Salome, jedna z kobiet, która wiernie towarzyszyła Jezusowi w czasie jego wędrówek.

Bliski uczeń Jezusa

Jakub musiał cieszyć się dużym szacunkiem wśród apostołów. Ewangeliści Łukasz i Mateusz podając imiona Dwunastu wymieniają go na trzecim miejscu, Marek umieszcza tuż za Piotrem. Sam Chrystus również cenił syna Zebedeusza. Jakub był obecny przy wskrzeszeniu córki Jaira, przemienieniu na Górze Tabor, czy w czasie Modlitwy w Ogrójcu. Z fragmentów Pisma Świętego możemy też wywnioskować nieco o charakterze Apostoła. Wydaje się, że mógł odznaczać się porywczością, gdyż wraz ze swym bratem chciał zesłać ogień na samarytańskie miasto, które nie zgodziło się przyjąć jego Mistrza (Łk 9, 55 – 56). Pierwszy apostolski męczennik był również dość ambitny. Poprzez swoją matkę poprosił Jezusa, aby mógł zasiadać wraz z Janem po dwóch stronach tronu Mesjasza w Królestwie Niebieskim (Mt 20, 20 – 28).

Męczeńska śmierć i grób w Hiszpanii

Jak pisałem już wyżej, św. Jakub był pierwszym apostołem, który poniósł śmierć męczeńską. Ścięto go mieczem za panowania Heroda Agryppy I. Władca Judei (panował w niej od 41 roku) chciał pokazać, że jest członkiem żydowskiego narodu. Uległ więc namowom kapłanów i starszych i rozpoczął prześladowania chrześcijan. Według Euzebiusza z Cezarei Jakub miał ucałować swojego kata przed wykonaniem wyroku. W ten sposób nawrócił go na chrześcijaństwo.

Apostoł stracił więc życie w Jerozolimie, której był biskupem. Dlaczego więc jego grób znajduje się w Hiszpanii? W VII wieku Arabowie zajęli Jerozolimę. Chrześcijanie bojąc się zniszczenia grobu świętego, przenieśli jego ciało do Hiszpanii, dokładnie do Santiago de Compostela. Ciekawe jest pochodzenie nazwy miasta położonego w północno – zachodniej Hiszpanii. Pierwszy człon to połączenie dwóch słów z ludowej łaciny „Sant Iacob” (Święty Jakub). Wykrzykując imię świętego hiszpańscy rycerze ruszali do boju z arabami. Jakub miał bowiem ukazać się Europejczykom w czasie jednej z bitew z muzułmanami, ubrany w zbroję. Drugi człon nazwy to również zlepek łacińskich słów, konkretnie campus staelle (pole gwiazdy). Według legendy ciało Apostoła miało bowiem zaginąć i w cudowny sposób się odnaleźć. Drogę wskazała gwiazda.

Kult Świętego Jakuba

Bohater naszej opowieści najbardziej czczony jest oczywiście w Hiszpanii, której jest patronem. Jego grób był w średniowieczu trzecim najpopularniejszym miejscem pielgrzymek, zaraz po Jerozolimie i Rzymie. Wstawiennictwa świętego wzywają pielgrzymi, a na wschodzie również rybacy.

Źródło: Biblia.wiara.pl, szlakjakuba.com

Naśladowca św. Wojciecha. Kim był Brunon z Kwerfurtu?

Św. Brunon z Kwerfurtu/Domena publiczna

Dziś Kościół Katolicki w Polsce wspomina postać św. Brunona z Kwerfurtu. Kim był i jakie zasługi dla Polski miał ten benedyktyński mnich?

Brunon przyszedł na świat w arystokratycznej rodzinie grafów niemieckich w Kwerfurcie w 974 roku. 12 lat później rozpoczął naukę w szkole katedralnej w położonym niedaleko Magdeburgu. Po jej ukończeniu przyjął święcenia kapłańskie, a w 995 roku został kanonikiem katedralnym w Magdeburgu. Niedługo potem mianowano go kapelanem na dworze cesarza Ottona III. Młody duchowny szybko zaprzyjaźnił się z władcą.

Życie zakonne

W 997 roku wyruszył z cesarzem do Rzymu. Tam postanowił porzucić dworską karierę i wstąpić do zakonu Benedyktynów. Jego nowym domem stało się opactwo na Awentynie. Brunon przybrał imię Bonifacy. W 999 roku złożył śluby zakonne.

Działalność misyjna

Brunon w krótkim czasie zaprzyjaźnił się z Romualdem (późniejszym świętym). Razem z nim udał się do pustelni w Pereum niedaleko Rawenny, gdzie tworzyły się podwaliny pod przyszły zakon kamedułów. W 1001 roku Otton III i Bolesław Chrobry zwrócili się do Romualda z prośbą o wysłanie mnichów, w celu ewangelizacji Słowian Nadodrzańskich. Zostało tam posłanych 5 mnichów (wszyscy zginęli śmiercią męczeńską). Dołączyć chciał do nich Brunon. Romuald wysłał go jednak najpierw do Rzymu, aby uzyskał dla misji odpowiednie przywileje papieskie. Papież Sylwester II przekazał Brunonowi paliusz, czyli ustanowił go biskupem misyjnym. Młody zakonnik otrzymał prawo do mianowania biskupów na obszarze prowadzenia misji. W 1002 roku Brunon udaje się do Niemiec i wiąże się z dworem następcy Ottona III Henrykiem II. W 1004 roku przyjmuje święcenia biskupie w Magdeburgu. Prowadzi rozległą działalność misyjną. Udaje się na Węgry, do Kijowa, a nawet do plemienia Pieczyngów żyjących nad Morzem Czarnym. Działania ewangelizacyjne Brunona były sponsorowane przez Bolesława Chrobrego.

Śmierć

Brunon w 1009 roku przybył do Polski i zdecydował się na rozpoczęcie misji wśród plemienia Jaćwingów. Nad Bugiem udało mu się ochrzcić jednego z tamtejszych książąt Nothimera. Niedługo potem przybył w rejon Pojezierza Suwalskiego. Tam został zamordowany przez Jaćwingów wraz z 18 swoimi towarzyszami. Miało to miejsce 9 marca 1009 roku. Bolesław Chrobry wykupił ciało zamordowanego biskupa, nie wiemy jednak gdzie zostało pochowane. Między 1019 a 1025 Brunon został kanonizowany.

Przywiązanie do Polski

Brunon nie urodził się co prawda w naszym kraju, mocno go jednak pokochał. Szczególnie przywiązany był do Bolesława Chrobrego. Dał temu wyraz w 1007 roku. Henryk II sprzymierzył się z pogańskim plemieniem Luciców w celu najechania naszego kraju. Gdy Brunon się o tym dowiedział postanowił odwieść niemieckiego władcę od tego pomysłu. Napisał do niego list, w którym zganił go za przymierze z poganami. Uważał, że jest ono niegodne chrześcijańskiego władcy. Pytał Henryka II:czy nie uważasz tego za grzech, gdy chrześcijanina zabija się na ofiarę pod chorągwią demonów?
Młody biskup zachwalał też w liście politykę prowadzoną przez Bolesława Chrobrego. O przyszłym królu pisał, że kocha go jak duszę swoją i więcej niż swoje życie. Ostateczne list Brunona nie przyniósł zamierzonych efektów, gdyż Henryk II i tak najechał Polskę. Warto jednak docenić starania przyszłego świętego.

K.B.

Źródło: PolskieRadio24.pl, Opoka, Deon

Racje żywnościowe dla uchodźców w Bidibidi mogą znów się zmniejszyć. Może zacząć szerzyć się głód – mówi ks. Antosiak

Misje - Afryka/Źródło: UNHCR.

Misjonarz z Papieskiej Fundacji Pomocy Kościołowi w Potrzebie opisuje życie i problemy uchodźców z Sudanu Południowego, którzy zamieszkali w obozie Bidibidi w Ugandzie.

Afryka zaczyna odczuwać coraz bardziej wojnę na Ukrainie. Rosną ceny żywności, trudniej też organizować jej transport. Głodem zagrożone są mocno osoby przebywające w obozie dla uchodźców w Bidibidi w Ugandzie.

Ich racje żywnościowe zmniejszyły się o połowę w czasie pandemii. Teraz mogą być jeszcze mniejsze. Oznaczałoby to, że mieszkańcy obozu otrzymywaliby już porcje głodowe.

Czytaj także:

Sekretarz Generalny ONZ: musimy zrobić wszystko, co w naszej mocy, aby zapobiec masowemu głodowi

Osoby zamieszkujące obóz w Bidibidi to głównie uchodźcy z Sudanu Południowego. Około 2/3 z nich stanowią dzieci poniżej 18 roku życia. W obozie nie ma prądu. Okresowo pojawiają się też problemy z wodą. W porze suchej mieszkańcy obozu muszą przemierzyć po nią kilkanaście kilometrów. Nierzadko jest ona kiepskiej jakości.

K.B.

W październiku około 20 osób wyjedzie na misje – Monika Mostkowska o działalności Fundacji Salvatti

Misje - Afryka/Źródło: UNHCR

Monika Mostkowska mówi o działalności Pallotyńskiej Fundacji Misyjnej Salvatti. Opisuje jak wygląda proces przygotowania wolontariuszy do wyjazdu na misje.

Monika Mostkowska mówi o działalności Fundacji Salvatti. Wysyła ona wolontariuszy na misje do wielu ubogich krajów. Ochotników można podzielić na trzy grupy.

Pierwsza grupa to studenci, druga pracownicy korporacji szukający zmian w życiu. Wolontariuszami zostają też osby po piędziesiątce, które wychowały juz dziec, a wciąz mają wiele energii do działania. 

Czytaj także:

Na misje? Mówię tak! I Riksza Miłosierdzia odc. 89

Przygotowanie ochotników do wyjazdu na misje trwa kilka miesięcy. Od kwietnia do października odbywają się comiesięczne zjazdy.

Rezygnują jedynie osoby, które nie potrafią znaleźć swojego miejsca na ziemi. Przychodzą do Fundacji, bo przeżywają jakiś trudny okres w życiu. 

K.B.