Paweł Bobołowicz: Bachmut jest stale ostrzeliwany przez Rosjan. W mieście stoją rozprute rakietami budynki cywilne

Featured Video Play Icon

Bachmut. Zniszczenia spowodowanie rosyjskim ostrzałem. Fot. Paweł Bobołowicz

Korespondent Radia Wnet na Ukrainie o ostrzale Bachmutu, sprzęcie wojskowym przekazywanym Ukraińcom i rozpoczynających się żniwach w obliczu wojny.

Paweł Bobołowicz o Bachmucie, dawnym Artiomowsku. Miasto jest ostrzeliwane przez Rosjan. Jak podkreśla, siła uderzeniowa rakiet jest ogromna. Rosjanie atakują cywilną infrastrukturę.

W mieście stoją rozprute rakietami budynki- budynki cywilne.

Nasz korespondent zauważa, że Rosjanie próbują przerwać linię frontu.

Rosja cały czas stara się przerwać ukraińską linię obrony.

Czytaj także:

Myślę, że niewiele osób ucierpiało w czasie bombardowania Bachmutu – mówi rzecznik prasowy tamtejszej policji

Zwraca uwagę na pochwały płynące pod adresem polskich armatohaubic Krab.

Sytuacja w ostatnich dniach jest ciężka, ale widać, że pomoc państw zachodnich przynosi efekty.

Cały czas w rękach Rosjan jest Zaporoska Elektrownia Jądrowa. Bobołowicz wskazuje na nieprecyzyjność wystrzeliwanych przez Rosjan rakiet. Uderzają one czasem w puste place. Istnieje w związku z tym ryzyko, że rosyjska rakieta trafi w którąś z ukraińskich elektrowni.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk podejmuje temat rozpoczynających się żniw na Ukrainie. Jak wskazuje,

Kilkanaście kilometrów od frontu prowadzone są prace rolnicze.

A.P.

Zbigniew Dąbrowski: rdzenna ludność Ekwadoru żąda zaprzestania wydobycia węglowodorów na ich terenach

Prowadzący audycji Republica Latina o indiańskich demonstracjach w Ekwadorze i projekcie nowej konstytucji Chile.

Zbigniew Dąbrowski kontynuuje temat napięć w Ekwadorze. Przedstawiciele ludności rdzennej protestują przeciwko polityce rządu Guillermo Lasso.

Przede wszystkim jest to polityka ekonomiczna związana z podniesieniem cen paliw […],  poza tym również z planami wydobycia paliw kopalnych na terenach zamieszkałych właśnie przez ludność rdzenną. 

Jak zaznaczają przedstawiciele Konfederacji Rdzennych Narodowości (CONAIE), ich postulaty mają charakter ekonomiczny- nie chcą obalenia rządu. Indianie żądają zaprzestania wydobycia węgla i ropy naftowej na ich terytoriach. Chcą też anulowania długów do 3 tys. dolarów oraz budowy społeczeństwa wieloetnicznego.  Rolę mediatora między protestującymi a stroną rządową pełni ekwadorski episkopat. Opracowywane jest porozumienie.

Czytaj także:

Zbigniew Dąbrowski: kontrowersje wokół Gustavo Petro w Kolumbii, problemy Chilijczyków i rządu Gabriela Boricia

W Chile Zgromadzenie Konstytucyjne opracowało nową konstytucję, która jeśli zostanie zaakceptowana w referendum 4 września,  zastąpi obecną, uchwaloną jeszcze za czasów dyktatury Augusta Pinocheta. Istnieje zgoda co do tego, że konstytucję należy zmienić, jednak nie co do przyjęcia tej obecnie wypracowanej.

Większość Chilijczyków, czyli 48 proc. badanych jest skłonnych zagłosować za odrzuceniem projektu. Natomiast jedynie 31 proc. obywateli Chile myśli o tym żeby poprzeć projekt nowej konstytucji.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Niemcy są tradycyjnie prorosyjscy. W byłym NRD wciąż wierzą, że Stalin podarował im demokrację – mówi Jan Bogatko

Featured Video Play Icon

Niemcy / Fot. RuedigerGrob, Pixabay.com (Pixabay License)

Korespondent Radia Wnet z Niemiec mówi o stosunku naszych zachodnich sąsiadów do Rosji. Wymienia problemy niemieckiej gospodarki.

Rząd niemiecki zmienił co prawda swoje podejście do wojny na Ukrainie, społeczeństwo pozostaje jednak mocno prorosyjskie. Szczególnie mocno widać to w NRD, gdzie mieszkańcy wciąż wierzą, że Stalin podarował im demokrację.

Wielokrotnie rozmawiałem z Niemcami na Wschodzie. Nie potrafią oni zrozumieć, dlaczego Polacy są tak mocno antyrosyjscy.

Czytaj także:

Cezary Gmyz: Niemcy coraz bardziej zdają sobie sprawę, że konfliktu na Ukrainie nie da się rozwiązać bez udziału Polski

Mówi Jan Bogatko. Nasi zachodni sąsiedzi są dużo bardziej od nas uzależnieni Rosji, szczególnie ich surowców energetycznych. Obawiają się, że czy zimą nie zabraknie im gazu. Nie są to jednak jedyne zmartwienia Niemców.

Po raz pierwszy raz od dawna mają ujemny bilans handlowy, a zawsze szczycili się wielkością swojego eksportu. Wiele koncernów niemieckich przeżywa teraz duży kryzys.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z naszym gościem!

K.B.

Antoniuk: Przez ostatnie dwa-trzy lata zakłady produkujące broń na Ukrainie nie działały. Rząd wolał inwestować w drogi

Czernihów/Fot. Dmytro Antoniuk/Radio Wnet

Korespondenci Radia Wnet na Ukrainie Dmytro Antoniuk i Paweł Bobołowicz o sytuacji na froncie.

Dmytro Antoniuk przyznaje, że Rosjanie zajęli obwód ługański. Zauważa, że ponieśli one duże straty, które muszą uzupełnić.

Oni ponieśli straszne tam straty i dlatego żeby iść jakoś dalej to muszą po prostu uzupełnić swoje jednostki nowymi żołnierzami.

Niepokojąca jest sytuacja pod Bachmutem. Walki toczą się od południowego po prawie północny wschód. Najeźdźcy wciąż próbują zdobyć Charków. Pojawiła się informacja, że wojska rosyjskie opanowały Rubiżne.

W Rubiżnym toczyły się walki już ponad kilka tygodni z rzędu i przechodziło z rąk do rąk.

Paweł Bobołowicz o zwiększonych atakach w obwodzie donieckim. Cały czas słychać dźwięk artylerii wroga. Wskazuje, że opuszczenie Lisiczańska było koniecznością.

Wyjście ukraińskich żołnierzy z Lisiczańska było konieczne, żeby ocalić ich życie i zająć lepsze pozycje do obrony.

Ukraińscy obrońcy nie tracą wiary w zwycięstwo.

Czytaj także:

Skala zniszczeń jest niewyobrażalna. Miasta są zmiatane z powierzchni ziemi – Paweł Bobołowicz o sytuacji w Donbasie

Antoniuk mówi, że dysproporcja w zakresie broni wynika z polityki jaką rząd prowadził w latach poprzedzających obecną rosyjską agresję.

Przez ostatnie dwa-trzy lata zakłady produkujące broń na Ukrainie po prostu nie działały. To była decyzja rządu, że całe pieniądze szły np. na budowę dróg,  a nie na wzmocnienie wojska.

A.P.

W rozmowach z Unią polski rząd okazał się naiwniakiem – mówi Paweł Lisicki

Featured Video Play Icon

Redaktor naczelny tygodnika „DoRzeczy” krytykuje brak pragmatyzmu polskich polityków w sprawie wojny na Ukrainie. Uważa, że w relacjach z Unią nasz rząd wykazał się dużą naiwnością.

Paweł Lisicki uważa, że w polskiej debacie na temat wojny na Ukrainie brakuje pragmatyzmu. Podczas gdy Zachód uważa, że nasi wschodni sąsiedzie słabną z każdym dniem, my myślimy zupełnie odwrotnie.

Polacy kierują się niestety swoimi życzeniami i wyobrażeniami, niż rzeczywistymi faktami. Od początku uważałem, że nawet jeżeli Ukraina otrzyma broń, to ma niewielkie szanse na wygraną.

Ukraińcy nie mają też większych niż inni szans na wejście do Unii.

Czytaj także:

Robert Winnicki: premier Morawiecki skapitulował przed Brukselą. Na KPO zarobi rząd, ale zubożeje przeciętny Polak

UE nie jest zresztą w tym momencie najłatwiejszą rzeczywistością do funkcjonowania. Polski rząd cały czas mocuje się w sprawie KPO.

Historia związana z Krajowym Planem Odbudowy przypomina mi kabaret. Polski rząd zdaje się nie słyszeć tego, co Unia do niego mówi. Zadziwia mnie lekkomyślność, z jaką polskie władze oddały się pod kontrolę Brukseli.

Jak bardzo podatne na wpływy rosyjskie są społeczeństwa Zachodu? Czemu polski rząd mówi Polakom co innego niż Unia? Dowiesz się słuchając całej rozmowy z naszym gościem!

K.B.

Radosław Pyffel: Sytuacja w Hongkongu jest bardzo napięta. Mamy do czynienia z buntem pokoleniowym

Featured Video Play Icon

Radosław Pyffel / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Wyścig kosmiczny i przemówienie Xi Jinpinga w Hongkongu. Radosław Pyffel o rozgrywkach politycznych Pekinu.

Radosław Pyffel o wyścigu kosmicznym, w którym jak zauważa, biorą udział nie tylko Stany Zjednoczone i Chiny, ale także Indie, Rosja, czy ZEA. Przypomina, że Amerykanie w 2003 r. wykluczyli Chińczyków z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

Chiny zaczęły rozwijać program kosmiczny samodzielnie. Robią to w sposób planowy i systematyczny.

Pekin postawił na stopniowe budowanie infrastruktury. Chińczycy chcieliby wysłać misję załogową na Marsa ok. 2030 r. Pyffel zauważa, że pierwszy kraj, który osiągnie przewagę w przestrzeni kosmicznej będzie decydować kogo dopuścić.

Czytaj także:

Wystartowała chińska misja załogowa Shenzhou 12

Ekspert ds. chińskich komentuje wizytę przewodniczącego Xi Jinpinga w Hongkongu w 25-lecie zwrócenia go przez Brytyjczyków Chinom. Zgodnie z umową między ChRL a UK była brytyjska kolonia miała przez 50 lat zachować autonomię. W 2047 r. Hongkong stanie się integralną częścią Chińskiej Republiki Ludowej.

Hongkong ma pewnego rodzaju autonomię, czyli ma własne służby mundurowe, ma własną walutę, własną politykę celną, własne granice, uznaje zwierzchnictwo Chin w polityce międzynarodowej.

Xi wyraził w swym przemówieniu zadowolenie z osiągniętej przez Hongkong autonomii. Zastrzeżenia wobec jej praktycznej realizacji zgłaszają Londyn i Tajpej, twierdząc, że Pekin nie wywiązuje się z umowy z 1997 r.

Czytaj także:

Studio Tajpej: jeśli ktoś nie wie jak wyglądałby świat zdominowany przez Chiny, to wystarczy spojrzeć na Hongkong

Pyffel zauważa, że w Hongkongu mamy do czynienia z buntem pokoleniowym.

Sytuacja w mieście jest bardzo napięta.

John Lee zastąpił na stanowisku szefa administracji Hongkongu Carrie Lam, która nie poradziła sobie z buntem społecznym.

Przeciwnicy Pekinu mają zdecydowaną przewagę w mieście.

Rozmówca Jaśminy Nowak wskazuje, że Chiny mają plany ograniczenia znaczenia Hongkongu. Jako alternatywa dla metropolii promowana jest wyspa Hajnan.

Hajnan ma się stać Hongkongiem XXI w.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Pierwsze Strony Gazet: przemówienie Xi Jinpinga w Hongkongu i protesty brytyjskich kierowców

Także o problemach Borisa Johnsona i emigracji mieszkańców Hongkongu za granicę.

Ryszard Zalski o 25. rocznicy powrotu Hongkongu do Chin. Z tej okazji prezydent Xi Jinping wygłosił przemówienie do kameralnego grona hongkońskich oficjeli. Gospodarz Studia Tajpej zwraca uwagę na emigrację mieszkańców Hongkongu za granicę.


Iza Smolarek o problemach Borisa Johnsona. Alex Sławiński o protestach kierowców przeciwko podwyżkom cen paliwa. Drugi tydzień protestują brytyjscy prawnicy. Chcą podwyżki o 25 proc.

Berliński szmatławiec TAZ opisuje niesprawiedliwość i dwulicowość Polaków / Jan Bogatko, „Kurier WNET” nr 97/2022

W Niemczech różnica między tym, co się mówi, co się myśli i co się rzeczywiści robi w związku z konfliktem na Ukrainie, jak głosi fama, trafiło już do leksykonów pod hasłem „podwójna moralność”.

Jan Bogatko

Polskie obozy

Pojawiły się znowu w niemieckich gazetach! Każda metoda jest dobra w walce z przeciwnikiem! Mowa nienawiści jest w Niemczech zakazana. Ale nie u neobolszewików. Tam stanowi ona pożądany instrument politycznej walki.

Tytuł w berlińskim szmatławcu TAZ (znanym z niewybrednych ataków na Polskę) brzmi: Strajk w polskich obozach internowania. Traktują nas jak zwierzęta.

Podpis pod zdjęciem, na którym w ośnieżonej scenerii (wszak mamy dopiero połowę czerwca) widać przy zasiekach z drutu kolczastego patrol polskiej Straży Granicznej, a za nim wóz bojowy, wyjaśnia z kolei, że w obliczu wojny ukraińskiej zapomniano o sytuacji na granicy z Białorusią.

A podtytuł to skrót artykułu: „Ludzie uciekający przed wojną ukraińską do Polski mogą tam poruszać się swobodnie. Innych uciekinierów zamyka się w obozach internowania”.

„Liberalna” gazeta podaje wprawdzie informację, że w piątek przez Zielonymi Świątkami przybyło do Polski z Ukrainy 22 300 osób, a od początku rosyjskiej agresji wjechało tam ponad 3 800 000 Ukraińców. Gazeta dzieli tych ludzi na obie płci, posługując się wymyślonym genderowskim słowem, nie znajdującym się w słowniku języka niemieckiego Duden, do tego nieprzetłumaczalnym na polski, dziwolągiem z dwukropkiem w środku Ukrainer:innen; przez brak zastanowienia i preferując jedynie dwie z nich, wyrządza gazeta krzywdę, wykluczając dziesiątki innych płci, w jakie sama wierzy zgodnie ze świecką religią neobolszewików, której jest misjonarką.

Udało się neobolszewikom w Niemczech znacząco wpłynąć na język powszechnie używany w mediach i na ulicy. Tutaj muszę się cofnąć w czasie do roku bodajże 1992. Wraz z delegacją polskich prawników zwiedzaliśmy byłe więzienie Stasi (niemieckie SB) w Budziszynie. Kiedy w rozmowach, tłumaczonych na oba języki, powiedziałem o niemieckiej minister sprawiedliwości „pani minister” (była nią wówczas Sabine Leutheusser-Schnarrenberger z FDP), towarzyszący nam, rozumiejący polski młody człowiek z „organizacji pozarządowej” zapytał mnie, dlaczego nie mówię „ministerka”, skoro to kobieta. Odpowiedziałem mu, że pani ta reprezentuje tu urząd, a nie płeć, co go nieco dziwiło, ale do końca nie przekonało. Na pewno któregoś dnia pojawi się nowe słowo na określenie osób wszystkich płci razem i osobno, zgodnie z wymogami religii świeckiej w danym okresie. Ale to już inny temat.

TAZ opisuje niesprawiedliwość i dwulicowość Polaków. Otóż ci Ukraińcy/ki mogą się swobodnie poruszać po kraju i pracować, osoby prywatne i państwo oferują im dach nad głową. Im, ale nie wszystkim przybyszom!

Niezorientowany do końca wyznawca neobolszewizmu może mniemać, że w Niemczech, najbardziej demokratycznym od zarania dziejów państwie świata, każdy ubiegający się o azyl ma prawo do mieszkania, pracy i swobodnego poruszania się po Niemczech.

A to nie całkiem tak. Być może nie tylko kwestia językowa sprawia, że Ukrainki (a jest ich znacznie więcej niż Ukraińców) opuszczają Niemcy, udając się na Ukrainę albo do Polski. Wielu Ukraińców karze się tu nadal za pracę na czarno.

Fotoreporterzy, robiąc wstrząsające zdjęcia kobiet i dzieci z krajów kultury półksiężyca, przybywających do Europy w poszukiwaniu lepszego życia, musieli się sporo namęczyć, odpowiednio kadrując zdjęcia, usuwając z nich młodych, wysportowanych mężczyzn. W przypadku Ukraińców praca nie sprawia fotoreporterom aż takich trudności, bo tu rzeczywiście przyjeżdżają kobiety i dzieci, szukające schronienia do czasu powrotu do domu, a nie mężczyźni, których celem jest przygotowanie domu dla sprowadzenia w charakterze osadników bliższych i dalszych członków wielopokoleniowej rodziny.

Jeśli berlińska TAZ przejmuje się losem imigrantów nielegalnie przybywających z Białorusi, to nie kieruje się „liberalnym humanitaryzmem”, lecz ma na uwadze własny interes, jakim jest destabilizacja państwa (przynajmniej w tej postaci), instytucji znienawidzonej przez różnej maści lewaków, socjalistów, komunistów, anarchistów czy neobolszewików, którzy zawłaszczyli pojęcie ‘demokracja’. Nauczył ich tego Józef Stalin, dla którego wszystko inne to faszyzm.

Liberałowie wszystkich krajów łączą się pod tęczowym sztandarem, dopuszczając – nazwijmy to w fazie przejściowej – jako wyjątek zielony sztandar proroka, tak, jak Stalin zezwalał ma msze polowe w „ludowym” wojsku polskim. Ta faza przejściowa ma dopomóc w obaleniu chrześcijaństwa jako głównej przeszkody we wprowadzeniu rewolucyjnej ideologii lewicy. Uważa ona, zadufana w sobie i bogata, że im w tym pomoże, a potem sobie z islamem już poradzi. I tu się niewątpliwie myli. Zresztą jak zawsze.

Berlińska gazeta nie wspomina ani słowem o biurach podróży Łukaszenki, zarabiających krocie w pożądanej twardej walucie na bogatych osadnikach, zmierzających z Azji i z Afryki głównie do Niemiec, owej „Ziemi Obiecanej” co najmniej od chwili zaproszenia, wystosowanego pod ich adresem przez ówczesną kanclerz Niemiec, Angelę Merkel (a które w pewnej mierze zadecydowało o zmierzchu jej ery). Nie wspomina o tym, że tak zwane ucieczki migrantów (których nazywa bez uzasadnienia uchodźcami) odbywają się pod osłoną białoruskich organów bezpieczeństwa. Rozpowszechnia natomiast równie ckliwe, co fałszywe opowieści o „ludziach z Afryki i Azji” brutalnie traktowanych (jeśli udało się im przekroczyć granicę białorusko-polską) przez Polaków.

I tak z reguły trafiają oni – pisze TAZ – „na wiele miesięcy do jednego z około dziesięciu polskich obozów internowania. Chyba trudno o większą dyskryminację” – narzeka berliński organ neobolszewików. Na szczęście w tych „polskich obozach” nie są oni narażeni na napaść rasistów, do czego doszło wobec młodych Ukraińców ze strony muzułmanów w ośrodku dla uchodźców w Szwecji. Tę informacje jednak TAZ przemilcza, bo nie pasuje ona jakoś do „wolnościowej” linii gazety.

Te „polskie obozy” okazują się milsze, niż TAZ je maluje na użytek swych czytelników. Bo co to za „obozy”, skoro można do nich telefonować i przeprowadzać wywiady z „!internowanymi”. Jak na przykład z niejakim Miladem, migrantem z Iranu. Gazeta rozpisuje się o tym, że ów Milad od miesięcy przebywa już w „obozie internowania” w Lesznowoli, 25 kilometrów na południe od Warszawy. Od początku maja 23 migrantów przystąpiło tam do strajku głodowego. Protestują oni przeciwko warunkom w Lesznowoli i domagają się zwolnienia. Są w „obozie” od 7 miesięcy, do Polski przybyli ubiegłej jesieni przez Białoruś. Milad jest ich rzecznikiem – pisze TAZ.

O czym TAZ nie pisze, to o powodach przebywania Milada i towarzyszy w Lesznowoli. Ani o tym, że granicę przekroczył nielegalnie, nie starając się na terenie Białorusi w polskiej placówce konsularnej o wizę wjazdową. A trafić do Lesznowoli można jedynie na podstawie postanowienia sądu.

TAZ powołuje się na mało wiarygodne informacje OKO.press i Grupa Granica, instytucji o tym samym profilu politycznym, co i TAZ, która to gazeta utrzymuje zgoła, że uczestnikom głodówki zagraża śmierć.

A przecież – zwierza się gazecie TAZ Milad z Iranu który z 85 kilogramów wagi schudł do 65 („mimo, że jadłem”), „ludzie przyjechali tutaj dla lepszego życia. A teraz żyjemy w więzieniu”. Uczestnicy głodówki zastanawiają się nad rezygnacją z picia, „ale organizacje pomocowe nam odradziły ten krok”, opowiada Milad. I narzeka, że nie ma tam przymusowego odżywiania, strażnikom jest to obojętne, mówi. Jednego uczestnika głodówki przewieziono do szpitala w Grójcu, dodaje.

Uważa on, że mimo ograniczonego dostępu do informacji, wszyscy tu wiedzą, jak Polska postępowała w okresie minionych trzech miesięcy z przybywającymi tam „Ukraińcami/kami”. „Czym się oni od nas różnią? – pyta Milad. „Dlaczego nie zasługujemy na takie samo traktowanie? Czy to się tłumaczy? To pytanie stawiają tu wszyscy”.

Berliński TAZ mógłby na nie odpowiedzieć Miladowi. Ale nie chce. Woli obłudę. Powołuje się na „zielonego” (w istocie polityka PO) posła Tomasza Aniśkę, który zażądał dopuszczenia „niezależnych”, czyli lewicowych, psychologów do „obozu” w Lesznowoli, by mogli porozmawiać z uczestnikami strajku głodowego. Straż Graniczna – podaje TAZ – nie spełniła tego żądania, informując, że przebywający w ośrodku mają zapewnioną optymalną opiekę medyczną i psychologiczną.

Organizacja Grupa Granica ze zrozumiałych względów jest innego zdania. A TAZ rozpowszechnia niesprawdzone informacje, że od ubiegłej jesieni w lasach przy granicy polsko-białoruskiej umarło z wycieńczenia kilkudziesięciu „uchodźców”. Czytelnicy TAZ stawiają pytania: „Dlaczego nie uważa się Białorusi za bezpieczne państwo? Przecież przewozi ona nawet uchodźców swymi samolotami?” – pyta Alex Foley.

Zwraca on zarazem uwagę na niestosowność używania w Niemczech terminu ‘podwójna moralność’: „W Niemczech różnica między tym, co się mówi, co się myśli i co się rzeczywiści robi w związku z konfliktem na Ukrainie, jak głosi fama, trafiło już do leksykonów pod hasłem „podwójna moralność”. Najpierw powinniśmy pozamiatać pod własnymi drzwiami. Tylu „rusolubów” („Russenversteher”) co na niemieckojęzycznych stronach internetowych nie znajdzie się raczej w całej UE. To wstyd! Jak można to usprawiedliwić moralnie? Nie da się!”.

A czytelniczka VanessaH z kolei cytuje TAZ: „Ludzie przyjechali tutaj dla lepszego życia. A teraz żyją w więzieniu”. – I zauważa: „Nie wolno uchodźców z Ukrainy wrzucać do jednego worka z uchodźcami ekonomicznymi. Zagrożenie na Ukrainie jest realne i jako takie jest uznawane przez wszystkie sąsiadujące państwa. Kto poszukuje tylko dobrobytu, temu nie wolno narażać na szwank prawa azylu”.

Felieton Jana Bogatki pt. „Polskie obozy znajduje się na s. 3 „Wolna Europa” lipcowego „Kuriera WNET” nr 97/2022.

Aktualne komentarze Jana Bogatki do bieżących wydarzeń – co środa w Poranku WNET na wnet.fm.


 

  • Lipcowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana Bogatki pt. „Polskie obozy” na s. 3 „Wolna Europa” lipcowego „Kuriera WNET” nr 97/2022

Grzechy i grzeszki „Wielkiego Brata” Ameryki Łacińskiej

Stany Zjednoczone Ameryki są uważane za Wielkiego Brata Ameryki Łacińskiej. Jak wyglądały te relacje na przestrzeni dziejów i dlaczego Latynosi nienawidzą i kochają swojego Wielkiego Brata z północy?

Stany Zjednoczone Ameryki: „Wielki Brat” Ameryki Łacińskiej, wywołujący u Latynosów skrajne emocje. jedni go szczerzez nienawidzą, inni kochają, jeszcze inni uważają za zło konieczne, zaś inni z kolei za lek na problemy ekonomiczne.

Z pewnością każda z tych opinii ma swoje uzasadnienie. Strategia Stanów Zjednoczonych wobec swojego latynoskiego sąsiada z południa była prosta. Już w XIX wieku takie narodziły się doktryny polityczne, zakładające hegemonię Wielkiego Brata w obydwu Amerykach. Za teorią szły działania. W połowie XIX wieku Stany Zjednoczone wzbogaciły się terytorialnie kosztem swojego meksykańskiego sąsiada. Kolejne dekady to z kolei coraz większe wpływy polityczne, ekonomiczne i wojskowe USA w Ameryce Łacińskiej. Ich kulminacją było powstanie tzw. „republik bananowych” oraz liczne zamachy wojskowe w celu obalenia demokratycznie wybranych rządów, które nie chciały realizować polityki północnoamerykańskiego mentora.

Mimo to na przestrzeni dekad doszło do zmian: zarówno politycznych, jak i społecznych i ekonomicznych. I to zarówno w Ameryce Łacińskiej, jak i samych Stanach Zjednoczonych. Te ostatnie stały się tyglem etnicznym, w którym Latynosi odgrywają coraz większą rolę. Z kolei za największych antyamerykanistów uważani są szefowie niedemokratycznych reżimów populistyczno-lewicowych tzw. „postępowców”.

W najbliższym wydaniu República Latina opowiemy o tym, jak przez ostatnie dwa stulecia Stany Zjednoczone budowały swoje zaplecze w Ameryce Łacińskiej. Opowiemy o wpływach CIA i walce z rzekomym komunizmem oraz o Szkole Ameryk, w której uczono torturowania politycznych wrogów. Także o budowie neoliberalnego państwa w czasie dyktatury Augusto Pinocheta. O powstaniu Panamy, budowie Kanału Panamskiego i podboju hiszpańskojęzycznych Karaibów. Spróbujemy również sprawdzić, czy oskarżenia o „amerykański imperiaizm” są prawdziwe.

To wszystko już dziś o godz. 22H00!

Mam nadzieję, że tym skandalicznym festiwalem zajmie się prokuratura / Jolanta Hajdasz, „Kurier WNET” 97/2020

Protest Centrum Życia i Rodziny przed kinem Muranów w Warszawie, gdzie odbywał się festiwal filmów pornograficznych

Jest naukowo dowiedzione, że pornografia niszczy pewne obszary mózgu, działa dokładnie tak jak alkohol czy narkotyki, a oglądanie takich obrazów prowadzi do trwałych zmian neuronalnych.

Jolanta Hajdasz

Moralne barbarzyństwo

Chciałabym zwrócić dziś uwagę na istotną w mojej ocenie sprawę sprzeciwu wobec publicznej prezentacji pornografii, z jaką mieliśmy do czynienia w Warszawie za sprawą zorganizowanego w kinie Muranów pierwszego w naszym kraju festiwalu filmów pornograficznych. Organizatorzy nazwali go, co prawda, „festiwalem post-pornograficznym”, ale nie wolno mieć złudzeń, iż to jedynie słowny zabieg, mający dać swoiste alibi tym, którzy po prostu promują deprawację i obsceniczność, szukając w niej nieistniejących wartości, a maskując zło w najczystszej postaci, jaką ona ze sobą niesie.

Skandal i moralne barbarzyństwo to jedyne słowa, którymi można określić to działanie; nazywanie go „pseudoartystycznym” jest eufemizmem, który w tym wypadku nie oddaje istoty sprawy.

Dlatego chciałabym pogratulować i podziękować Pawłowi Ozdobie, prezesowi katolickiej organizacji Centrum Życia i Rodziny, która nagłośniła tę sprawę i zorganizowała publiczny protest przeciwko jawnej i publicznej promocji pornografii, przeciwko tej deprawacji i perwersji seksualnej. Media mainstreamowe nazwały ich oczywiście „fundamentalistami” i „katolickimi radykałami”, ponieważ nie można było nie zauważyć protestu – w dniu otwarcia pseudofestiwalu przed kinem organizatorzy protestu i wspierające ich osoby wspólnie odmówiły różaniec i litanię do Najświętszego Serca Pana Jezusa jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko czystości. Zorganizowano również petycję do Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego o powstrzymanie finansowania Kina Muranów i firmy Gutek Film z pieniędzy publicznych; przedsiębiorca otrzymał np. wsparcie finansowe w ramach programu rządowego z Polskiego Funduszu Rozwoju i wielokrotnie jego działania wspierał Polski Instytut Sztuki Filmowej. Pod petycją podpisało się ponad 10 tysięcy osób.

Głos sprzeciwu przeciwko organizatorom takich przedsięwzięć jak festiwal filmów pornograficznych jest ogromnie ważny bez względu na to, czy odpowiada nam stylistyka protestu. Wielokrotnie wśród katolików spotkałam się z opiniami, że myślą dokładnie tak samo jak modlący się na kolanach z różańcem w ręku na ulicy ludzie, ale nie chcą brać udziału w zgromadzeniu tego typu, bo to wygląda jakby modlący się byli niezrównoważeni emocjonalnie.

Chcę więc jasno powiedzieć, że taka postawa jest błędem i trzeba znaleźć w sobie odwagę do działania publicznego. W dzisiejszym świecie zdominowanym przez media trzeba działać błyskawicznie, chcąc zareagować na czas, a sama petycja w sieci zginie w morzu różnego rodzaju protestów i apeli, których dziesiątki trafiają do naszych skrzynek mailowych i naszych aplikacji każdego dnia. Wielki szacunek i wdzięczność dla Centrum Życia i Rodziny, które wzięło na siebie organizacyjny ciężar tego naprawdę ogromnie ważnego protestu.

Piszę o tym festiwalu, jakby był jakimś małym pokazem kilku filmów w jednym kinie. A to przecież było wydarzenie zorganizowane z ogromnym rozmachem.

Były to dziesiątki projekcji filmów, obudowane specyficznymi warsztatami promującymi wszelkie formy dewiacji i kontaktów seksualnych.

Dziś programy te znikają z Internetu i zapewne nie znajdziemy już łatwo informacji na ten temat, nie zobaczymy, ile kosztowały bilety na seanse i bilety umożliwiające udział w szkoleniach i warsztatach. Wydarzenia te są jednak z pogranicza działań przestępczych, pornografia, póki co, jest na szczęście zakazana, więc mam nadzieję, że z urzędu tym skandalicznym festiwalem zajmie się prokuratura.

Filmowy przemysł pornograficzny jest patologią na całym świecie, dotyka i niszczy psychikę nie tylko odbiorców, ale przede wszystkim twórców, aktorów i kobiety aktorki, bardzo często młode osoby nie zdające sobie sprawy z tego, w czym biorą udział i dlaczego. Mówiąc wprost – dorabianie ideologii do promocji skrajnie niebezpiecznych wzorów i postaw jest wyjątkowo szkodliwe. I oczywiście nie chodzi tylko o rozrywkę i zarabianie na niej pieniędzy.

Organizatorzy tego festiwalu filmów pornograficznych wyszli z założenia, że obecnie patriarchalny model społeczeństwa uniemożliwia jego rozwój. Dlatego konieczne jest upowszechnienie wśród opinii publicznej tego, że „pornografia może być czymś dobrym i akceptowalnym”, a by to przeprowadzić, najpierw trzeba zszokować opinię publiczną tak bardzo, aby w zasadzie obezwładnić ją swoimi postulatami i nie dopuścić do żadnej reakcji i odpowiedzi, a potem wszyscy się do tego przyzwyczają i będzie za późno na negację. Tak jest i w tym przypadku.

Jest naukowo dowiedzione, że pornografia niszczy pewne obszary mózgu, działa dokładnie tak jak alkohol czy narkotyki, a oglądanie takich obrazów prowadzi do trwałych zmian neuronalnych. Co więcej, pornografia silnie uzależnia i upośledza kontrolę zachowań seksualnych, a także wyzwala agresję. Ostatecznie kształtuje postawy negujące wartość rodziny i małżeństwa, często promuje proaborcyjne postawy i bezdzietność.

Pornografia stała się wielkim tematem tabu we współczesnym świecie. Coraz rzadziej mówi się o niej jak o przestępstwie, które ma swoje ofiary i tych, którzy na nich żerują. Festiwale kojarzą się, póki co, z czymś pozytywnym, udział w nich jest dla twórców i odbiorców swego rodzaju nobilitacją, więc organizowanie takich przedsięwzięć, jak festiwal filmów post-pornograficznych w Warszawie, idealnie wpisuje się w postawę wspierania czegoś skrajnie niemoralnego i szkodliwego. Warto pamiętać, że są filmy, które można oglądać jedynie z zamkniętymi oczami.

Post Pxrn Film Festival Warsaw (pisowna oryginalna) to pierwszy w Polsce festiwal filmów postpornograficznych. Odbył się w dniach 7–12 czerwca br. w Warszawie. Miejscem pokazów filmów było kino Muranów. W programie festiwalu znalazło się 250 filmów (długo- i krótkometrażowych), według organizatorów imprezy „podejmujących temat cielesności i seksualności na wiele różnych sposobów”. Festiwalowi towarzyszyło szereg warsztatów (większość darmowych, były też biletowane, cena 100 zł/wejście). Ich tematy to m.in przyjemność jako realizacja praw, budowanie tożsamości w kontrze do heteronormy, otwarcie na dotyk i bliskość, niestandardowe techniki seksualne, przekraczanie i rozumienie naszych wewnętrznych tabu, oswajanie transpłciowości, savoir-vivre wobec osób transpłciowych i niebinarnych, warsztaty dla mężczyzn i osób z doświadczeniem funkcjonowania jako facet pt. „Męska czułość”, czyli warsztaty z dotyku i bycia z innymi mężczyznami, czy „Grzeczna już byłam” – warsztaty i promocja książki promowane jako „erotyczna burzy mózgów (i cipki!) [pisownia i interpunkcja oryginalna] wokół kwestii: „Czyje jest kobiece ciało?”, „Ten świat potrzebuje kobiecych orgazmów!”, „Zakochaj się w swojej cipce!”, „Koniec zawstydzania kobiet za sprawianie sobie przyjemności!”.

Artykuł Jolanty Hajdasz pt. „Moralne barbarzyństwo” znajduje się na s. 2 lipcowego „Kuriera WNET” nr 97/2022.

 


  • Lipcowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jolanty Hajdasz pt. „Moralne barbarzyństwo” na s. 2 lipcowego „Kuriera WNET” nr 97/2022