Sędzia Piotr Schab dla Radia Wnet o wniosku o uchylenie jego immunitetu

Sędzia Piotr Schab

Jestem spokojny o rozstrzygnięcie przez Sąd Najwyższy wniosku o uchylenie mojego immunitetu. Argumenty prawne są po mojej stronie – mówi Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych Piotr Schab.

Prokuratura Krajowa poinformowała we wtorek o skierowaniu do Sądu Najwyższego wniosków o uchylenie immunitetów sędziom Piotrowi Schabowi, Michałowi Lasocie, Przemysławowi Radzikowi i Jakubowi Iwańcowi.

Decyzja ta zapadła w sprawie, w której prokurator Piotr Myszkowiec z Wydziału Spraw Wewnętrznych Prokuratury Krajowej zdecydował się wydać polecenie policji na siłowe wkroczenie do biur zastępców rzeczników dyscyplinarnych sędziów sądów powszechnych.

Pisaliśmy o niej na portalu wnet.fm. Z naszych ustaleń wynika, że śledztwo prokuratury prowadzone jest w sprawie czynów zabronionych, których rzecznicy dyscyplinarni nigdy nie popełnili. Nie wydali oni bowiem akt dyscyplinarnych nowym rzecznikom dyscyplinarnym Adama Bodnara, bo ten powołał ich podpisem elektronicznym. A taki podpis, zgodnie z orzecznictwem Sądu Najwyższego, nie działa w procedurze karnej. Sędziowie nie tylko nie popełnili więc przestępstwa, ale wręcz stali na straży prawa. Mimo to prokuratura uznała, że sędziowie nielegalnie przetrzymywali dokumenty. Po szczegóły odsyłamy do poniższego tekstu.

Ciężkie terminy przed prokuratorem Piotrem Myszkowcem

W rozmowie z Radiem Wnet Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych Piotr Schab ocenia wnioski prokuratury o uchylenie immunitetów jemu i innym sędziom jako „absurdalne”

Są one dyktowane względami politycznymi i polityczną rachubą. Chodzi o „przykrycie” paru kwestii, które w ostatnim czasie objawiły się jako, jak sądzę, stawiające władzę w radykalnie złym świetle. Przede wszystkim chodzi tutaj o przestępczą akcję w Krajowej Radzie Sądownictwa z dnia 3 lipca – mówi sędzia Schab.

Podkreśla, że „prokuratura łomem, wiertarką i młotkiem rozstrzygnęła kwestię, która jest uregulowana ściśle w przepisach prawa”. Sędzia zwrócił uwagę, że jego działanie nie może być uznane za „odmowę wydania akt”:

To nieprawda. Zwróciliśmy jedynie uwagę resortowi na jaskrawą wadliwość dekretów ministerialnych o wstąpieniu do spraw ministerialnych rzeczników dyscyplinarnych ad hoc.

Schab podkreśla, że tylko prawidłowo wystawione dekrety mogły stanowić podstawę do udostępnienia prowadzonych przez nich spraw dyscyplinarnych nowym rzecznikom dyscyplinarnym.

Jednak uznano, że narzędzia, którymi zniszczono szafy w biurze Rzecznika Dyscyplinarnego, stanowiącym część Krajowej Rady Sądownictwa, zastępują kwestie uregulowane ściśle w ustawo Prawo o ustroju sądów powszechnych.

Jeżeli nie zgadzano się z naszym postępowaniem, należało skorzystać z przepisów ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych – mówi sędzia Schab.

Chodzi tu o art. 41b §3a, zgodnie z którym:

Organem właściwym do rozpatrzenia skargi dotyczącej działalności zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sądu apelacyjnego lub zastępcy rzecznika dyscyplinarnego sądu okręgowego jest Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych, a skargi dotyczącej działalności Rzecznika Dyscyplinarnego Sędziów Sądów Powszechnych – Krajowa Rada Sądownictwa.

Sędzia mówi, że „nie wniesiono takiej skargi, natomiast policjanci w liczbie kilkudziesięciu wraz z prokuratorami wnieśli do KRS łomy młotki i wiertarki, zastraszając ludzi”.

Sforsowano przeszkody uniemożliwiające osobom postronnym dostęp do akt, bo akta były zabezpieczone zgodnie z przepisami prawa. Wyniesiono je i teraz, zważywszy na to, że ta akcja odbiła się dość szerokim echem społecznym, myślę, że jej odbiór był dość kategorycznie negatywny, przysłania się te konsekwencje absurdalnym wnioskiem o uchylenie immunitetu – ocenia prawnik.

Piotr Schab jest spokojny o rozstrzygniecie wniosków przez Izbę Odpowiedzialności Zawodowej Sądu Najwyższego.

Argumentacja prawna przemawia za naszymi racjami – dodaje.

Sędzia zapowiada, że nielegalne działanie funkcjonariuszy publicznych w tej sprawie spotka się z odpowiedzią prawną.

Reglamentowane informacje o decyzjach Adama Bodnara. Kulisy przejmowania władzy w SO w Warszawie

Zadaliśmy Ministerstwu Sprawiedliwości pytania w trybie dostępu do informacji publicznej, dotyczące działania SO w Warszawie. Resort unika rzetelnej odpowiedzi, co wydarzyło się 1 lipca w instytucji.

W ostatnich dniach opublikowaliśmy kilka tekstów, dotyczących prób odwołania przez Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanny Przanowskiej-Tomaszek i Wiceprezesów Sądu Okręgowego w Warszawie Patrycji Czyżewskiej, Małgorzaty Kanigowskiej-Wajs, Radosława Lenarczyka, Agnieszki Sidor-Leszczyńskiej i Marcina Rowickiego.

Zgodnie z przepisami, aby odwołać władze sądu okręgowego, minister musi skierować wniosek do kolegium sądu. Uzyskanie negatywnej opinii od kolegium uniemożliwia odwołanie prezesów. W pierwszej próbie odwołania sędziów Adam Bodnar odniósł porażkę, którą uznał, przywracając prezesów z zawieszenia. W drugiej kolegium sądu również obroniło prezesów, jednak minister uznał je za zwołane w sposób nielegalny. Według Adama Bodnara sędziowie zebrali się w tym gremium już po tym, jak zostali skutecznie zawieszeni. Dość zawiłe meandry tej sprawy opisywaliśmy w publikacjach z 2 lipca 4 lipca.

Sąd Okręgowy w Warszawie/ fot. WNET

Nasze zaciekawienie wzbudził jednak również sposób komunikowania swoich decyzji Sądowi Okręgowemu w Warszawie przez Adama Bodnara. Po przeanalizowaniu tej kwestii nie możemy ocenić działania ministra inaczej, niż jako generującego w sądzie całkowity chaos.

Największy sąd w Polsce

Na początek przypomnijmy jednak, jakiego rodzaju instytucją jest Sąd Okręgowy w Warszawie, by dobrze zrozumieć wagę tej sprawy. Nie jest to typowy sąd okręgowy. Poza tym, że toczy się tu niezliczona liczba spraw dotyczących najcięższych przestępstw, takich jak zabójstwa, sprawy narkotykowe, zorganizowanych grup przestępczych, a także niezwykle skomplikowane sprawy cywilne, to właśnie w warszawskim sądzie okręgowym prowadzone są niezwykle ważny dla Polaków sprawy frankowe, to tutaj też rozpoznawane są wnioski szefów służb specjalnych o stosowanie kontroli operacyjnej. Choćby chwilowe sparaliżowanie tej instytucji niesie za sobą niepowetowane straty nie tylko dla abstrakcyjnego wymiaru sprawiedliwości, ale dla zwykłych obywateli.

Co oczywiste, sąd, aby normalnie funkcjonował, musi mieć władzę. Każdy z prezesów sądu odpowiada za inne obszary. Są to osoby, które mają pełne ręce roboty i nieustannie podejmują decyzje. Kadrowe, administracyjne, ale też o znaczeniu procesowym.

Tajemne zawieszenie i jego skutki

Mając świadomość znaczenia SO w Warszawie z tym większym zdumieniem zapoznaliśmy się z informacją pochodzącą od ww. prezesów, że decyzja o ich zawieszeniu od 1 lipca 2024 r. przez Adama Bodnara została im dostarczona pod koniec tego dnia, ok. godziny 16. Według ministra sędziowie Ci od północy nie mogli już pełnić swoich funkcji kierowniczych w sądzie. Ale je pełnili i to przez cały dzień. Rodzi to więc oczywiste pytanie o ważność prawną wszystkich ich decyzji. Choćby tak kluczowych, jak te podejmowane w kancelarii tajnej i dotyczące spraw służb specjalnych.

Do sprawy skutków prawnych urzędowania prezesów 1 lipca ministerstwo w żaden sposób się nie odniosło. Twierdzi natomiast, że zgodnie z ustawą po zawieszeniu prezesów zastępuje ich sędzia Janusz Włodarczyk, przewodniczący XI Wydziału Penitencjarnego i Nadzoru nad Wykonywaniem Orzeczeń Karnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Pytanie w trybie dostępu do informacji publicznej

Zapytaliśmy zatem w trybie dostępu do informacji publicznej, którego dnia, o której godzinie i w jaki sposób Ministerstwo Sprawiedliwości wysłało do Sądu Okręgowego w Warszawie pismo, wskazujące sędziego Włodarczyka jako p.o. prezesa sądu, pod nieobecność sędzi Przanowskiej-Tomaszek i jej współpracowników.

Odpowiedź otrzymaliśmy szybko. Nie była to jednak odpowiedź na zadane przez nas pytania. Resort najpierw przytoczył regulacje ustawowe, odnoszące się do sposoby wyznaczania kolejnych sędziów w przypadku braku prezesa czy wiceprezesa sądu. W toku tej wyliczanki doszedł do osoby sędziego Janusza Włodarczyka.

Na koniec Ministerstwo Sprawiedliwości napisało:

Na realizację powyższych uprawnień bez wpływu pozostaje wydanie przez Ministra Sprawiedliwości aktu zawiadamiającego o wykonywaniu funkcji.

To ostatnie zdanie jest nieprawdziwe. Do realizacji uprawnień konieczna jest bowiem… wiedza w sądzie, że ministerstwo wydawało swoje decyzje! Jak już napisaliśmy, w przypadku prezesów wiedza o ich zawieszeniu przyszła dopiero pod koniec dnia. Z kolei nasze źródła w sądzie twierdzą, że sędzia Janusz Włodarczyk rozpoczął swoje faktyczne urzędowanie jako p.o. prezesa dopiero… 2 lipca po godz. 13. Chodzi tu o realne podejmowanie decyzji, z dostępem do systemu informatycznego w zakresie przysługującym władzom sądu.

Wątek pism z „podrzuconej” koperty

Ten chaos informacyjny widoczny jest również w innym wątku tej sprawy, mianowicie odebraniu wiceprezesowi sądu Radosławi Lenarczykowi upoważnień otrzymanych od prezes Przanowskiej. Pismo o cofnięciu upoważnień do wykonywania na posiedzeniach kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie, ale też Sądu Apelacyjnego w Warszawie, praw członka kolegium w zastępstwie prezes Przanowskiej-Tomaszek, podpisane przez p.o. prezesa sędziego Janusza Włodarczyka, wiceprezes Lenarczyk odnalazł na swoim biurku w kopercie. Z uwagi na sposób dostarczenia go, uznał je za pismo „podrzucone”, o czym pisaliśmy już na portalu Radia Wnet.

Jak się dowiedzieliśmy, sędzia Włodarczyk odpisał już sędziemu Lenarczykowi na zadane w tej sprawie pytanie. Kopertę z odwołaniem upoważnień pracownik sądu miał położyć sędziemu Lenarczykowi dopiero po godz. 8 we wtorek, 2 lipca. Fakt istotny dla oceny stanowiska zawartego w komunikacie Ministerstwa Sprawiedliowości, zgodnie z którym sędziemu Lenarczykowi cofnięto upoważnienia 1 lipca.

Dezorganizacja największego sądu w Polsce

Podsumujmy tę sprawę, biorąc w nawias kwestię samej zasadności lub jej braku zawieszania prezesów Sądu Okręgowego w Warszawie. Okazuje się, że przez półtora dnia najważniejszy sąd w Polsce był sparaliżowany z powodu sposobu działania ministerstwa, a konkretnie braku dobrej komunikacji. Przyjmując optykę Adama Bodnara, zgodnie z którą prezesi zostali skutecznie zawieszeni 1 lipca, to przez cały dzień, nie ze swojej winy, bo przy zupełnym braku wiedzy o decyzji MS, wykonywali czynności, jako osoby nieuprawnione. Zastępujący ich sędzia Janusz Włodarczyk… nie mógł ich zastępować, bo najwyraźniej nie wiedział o tym, że został p.o. sądu. Być może wg ministerstwa powinien „z urzędu” wczytać sie w myśli Adama Bodnara, i już o 8 rano, 1 lipca doznać olśnienia, że jest nowym szefem SO w Warszawie.

Zdajemy sobie sprawę, że z punktu widzenia logiki z odpowiedzi, którą otrzymaliśmy w trybie IP nie wynika, że sędzia Włodarczyk nie został poinformowany o tym, że został z mocy ustawy p.o. prezesa. W odpowiedzi resort kluczy. Zakładamy jednak, że gdyby został, to resort by nam o tym powiedział, bo przecież tego dotyczyły nasze pytanie. Poza tym, nie ulega wątpliwości, że sędzia Włodarczyk starałby się nie dopuścić, by zawieszeni prezesi wykonywali swoje czynności. A nic nie wiadomo, by miał to uczynić. Połączone w tej sprawie kropki w nieuchronny sposób tworzą przerażający obraz paraliżu strategicznie ważnej instytucji w polskim systemie sprawiedliwości.

Jedno w tej sprawie pozostaje dobre. Nastrój ludzi Adama Bodnara.

Sprawy uzyskania precyzyjnych odpowiedzi na zadane przez nas pytania w trybie IP nie odpuszczamy. Poprosiliśmy ministerstwo, by zrealizowało swój ustawowy obowiązek w tym zakresie.

Wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie o możliwości „podrzucenia” mu na biurko pism służbowych

Sytuacja w SO w Warszawie zaognia się. Wiceprezes tego sądu Radosław Lenarczyk wystąpił do p.o. prezesa sądu Janusza Włodarczyka z pytaniami w związku z możliwością „podrzucenia” mu pism służbowych.

Wiceprezes Sądu Okręgowego w Warszawie Radosław Lenarczyk to sędzia, który opierając się na upoważnieniu prezes tego sądu Joanny Przanowskiej-Tomaszek, zwołał 1 lipca kolegium sądu, które wyraziło negatywną opinię wobec zamiaru odwołania władz Sądu Okręgowego w Warszawie i kilku sądów rejonowych przez Ministra Sprawiedliwości Adama Bodnara.

Według Adama Bodnara kolegium odbyło się w sposób nielegalny, ponieważ władze warszawskiego sądu miały być zawieszone od 1 lipca. Sędziowie twierdzą jednak, że zgodnie z przepisami kodeksu pracy bieg zawieszenia, o którym dowiedzieli się 1 lipca dopiero w godzinach popołudniowych, już po przeprowadzeniu wielu czynności w sądzie, rozpoczynał się od 2 lipca.

Podrzucone pisma?

Jak dowiedziało się Radio Wnet, na biuro sędziego Radosława Lenarczyka trafiła korespondencja, której sposób dostarczenia może budzić wątpliwości. Dotarliśmy do pisma sędziego Lenarczyka do sędziego Włodarczyka w tej sprawie.

3 lipca po przybyciu do pracy około godz. 11 na moim biurku leżała zaklejona koperta zaadresowana pismem ręcznym do mnie „Sz. P. SSO Radosław Lenarczyk” z pieczątką Oddziału Administracyjnego Sądu Okręgowego w Warszawie oraz adnotacją poczynioną pismem ręcznym „ADM. 013.36.2024”, „ADM 013.35.2024”. W kopercie znajdowały się dwa pisma z dnia 1 lipca 2024 r. zatytułowane odpowiednio: „ODWOŁACZNIE UPOWAŻNIENIA NR 35/2024”, „ODWOŁANIE UPOWAŻNIENIA NR 36/2024”, które zostały podpisane przez Pana Sędziego, jako wykonującego obowiązki Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie, bez jakiegokolwiek pisma przewodniego o przekazaniu mi ww. dokumentów – pisze sędzia Radosław Lenarczyk do p.o. prezesa sądu sędziego Janusza Włodarczyka.

Zdaniem wiceprezesa sądu „w sposób oczywisty zasadnicze wątpliwości musi budzić sposób, prawidłowość  i skuteczność doręczenia mi tych pism, tj. podczas mojej nieobecności w pracy, bez pokwitowania odbioru przeze mnie, brak jakiejkolwiek informacji kto z pracowników sądu przyniósł i położył te pisma na biurku, z czyjego polecenia działał co do takiego sposobu „doręczenia” etc.”.

Podniesione wyżej okoliczności pozwalają na postawienie tezy, że przedmiotowe pisma zostały w istocie „podrzucone” do mojego pokoju podczas mojej nieobecności – czytamy w piśmie.

Kwestia chronologii

Wątpliwości dotyczące chronologii tych zdarzeń skłoniły sędziego Lenarczyka do zadania p.o. prezesa sądu serii pytań:

Zmuszony jestem wystąpić do Pana Sędziego o udzielenie mi także informacji, czy decyzją (dekretem), z jakiej daty, Ministra Sprawiedliwości został Pan wyznaczony jako osoba wykonująca funkcje Prezesa Sądu, a jeżeli to od kiedy, a także kiedy, o której godzinie i w jakiej formie taki „dekret” wpłynął z Ministerstwa Sprawiedliwości do Sądu Okręgowego w Warszawie.

Radio Wnet, które znało wcześniej tę sprawę zwróciło się z podobnymi pytaniami zarówno do Ministerstwa Sprawiedliwości, jak i Sądu Okręgowego w Warszawie w trybie dostępu do informacji publicznej. Czekamy na odpowiedź instytucji.

Chaos na stabilnym poziomie

O sytuacji w Sądzie Okręgowym w Warszawie rozmawialiśmy w zawieszonymi prezesami już po opublikowaniu komunikatu przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Protestują oni przeciwko ocenianiu krytycznym, że kolegium sądu obradowało w nietypowych godzinach.

Sędziowie mają nienormowany czas pracy. Jest on określony wymiarem zadań. Nie jest czymś nietypowym, szczególnie jeśli chodzi o władze sądu, że pracuje się nie tylko w dni powszednie, ale i w weekend, czy w godzinach wieczornych – słyszymy.

Prezesi zwracają też uwagę, że ministerstwo mija się z prawdą, pisząc, że po pierwszym nieudanym odwołaniu Adam Bodnar przywrócił ich „niezwłocznie”.

Protokół kolegium minister otrzymał 19 czerwca, a przywrócił nas do funkcji dopiero 27 i 28 dnia tego miesiąca – zwracają uwagę sędziowie.

Podkreślają, że „w swoim komunikacie ministerstwo nie zmierzyło się z problemem ważności decyzji podejmowanych przez władze sądu 1 lipca. Jak tłumaczyliśmy, decyzja o zawieszeniu sędziów wpłynęła pod koniec dnia, właśnie 1 lipca. Gdyby uznać jej ważność, to pociągnęłoby to za sobą konieczność zakwestionowania legalności wielu kluczowych decyzji, w tym podjętych w ramach działalności kancelarii tajnej”.

Prezesi twierdzą, że sędzia Włodarczyk dopiero po godzinie 13 w dniu 2 lipca otrzymał dostępy np. do zatwierdzania urlopów. Podkreślają, że istnieją duże wątpliwości co do czasu powierzenia mu funkcji p.o. prezesa sądu.

Protestują przeciwko ignorowaniu uchwał organu największego sądu okręgowego w Polsce przez Ministra Sprawiedliwości.

To bardzo niebezpieczne zjawisko dla porządku prawnego. Prześmiewcze potraktowanie kolegium z dnia 1 lipca i określenie go mianem „zebrania sędziów” jest niedopuszczalne. Czy ministrowi nie pomyliły się zebranie Iustitii z powagą obrad kolegium sądu okręgowego? Może zbyt częste spotkania z członkami tych ,,partii sędziowskich” powodują takie luki w znajomości ustawy Prawo o ustrojów sądów powszechnych? – słyszymy z ust rozgoryczonych działaniem ministerstwa prezesów.

Ministerstwo Sprawiedliwości reaguje na działanie prezesów Sądu Okręgowego w Warszawie

SO w Warszawie/ fot. Adrian Gryciuk CC BY-SA 3.0 pl

Pełniącym obowiązki Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie jest sędzia Janusz Włodarczyk. Kolegium, które obroniło prezesów sądu zwołano nielegalnie – twierdzi Ministerstwo Sprawiedliwości.

O sprawie perturbacji w Sądzie Okręgowym w Warszawie informowaliśmy w tekście „Kolejna szarża Adama Bodnara na Sąd Okręgowy w Warszawie. I kolejna porażka”. Opisaliśmy, jak minister podjął kolejną próbę odwołania władz warszawskiego sądu okręgowego i kilku sądów rejonowych. Próba ta, jak stwierdziliśmy, okazała się nieudana, bo prezesi powołując się na przepisy kodeksu pracy uznali, że ich zawieszenie rozpoczyna bieg od 2 lipca. Dzień wcześniej zwołane zostało kolegium sądu okręgowego, które negatywnie zaopiniowało wnioski ministra Adama Bodnara o odwołanie sędziów.

Do opisanego przez nas działania sędziów Ministerstwo Sprawiedliwości odniosło się w komunikacie prasowym opublikowanym w środę.

Nocne kolegium

Resort wraca w nim do wydarzeń zaistniałych podczas pierwszej próby odwołania władz sądu. Podkreśla, że kolegium sędziów, które zostało zwołane 18 czerwca w godzinach nocnych, stanowiło „obejście konsekwencji zawieszenia sędziów funkcyjnych od 19.06.2024 r.”.

Minister Sprawiedliwości bezzwłocznie uchylił decyzje o zawieszeniu prezesów i wiceprezesów Sądu Okręgowego w Warszawie oraz prezesów i wiceprezesów sądów rejonowych okręgu warszawskiego, co do których została wszczęta procedura odwoławcza.  Minister ocenia działania sędziów jako szkodzące integralności wymiaru sprawiedliwości. Działania te, w opinii Ministra Sprawiedliwości świadczą o tym, że dalsze pełnienie przez wymienionych sędziów funkcji jest niezgodne z dobrem wymiaru sprawiedliwości – czytamy w oświadczeniu MS.

Ponowne uruchomienie procedury odwoławczej

Powyższe okoliczności stały się dla Adama Bodnarem przesłanką do wszczęcia 1 lipca ponownej procedury „odwołania osób pełniących funkcje prezesów Sądu Okręgowego w Warszawie oraz sądów rejonowych okręgu warszawskiego”.

Tego samego dnia resort skierował do sędziów pisma informujące o ich zawieszeniu w pełnieniu funkcji kierowniczych w sądach.

W komunikacie Ministerstwo Sprawiedliwości wskazało sędziów, którzy kierować mają sądami w okresie zawieszenie prezesów. W przypadku Sądu Okręgowego w Warszawie jest to sędzia Janusz Włodarczyk. Sędzia ten pełnił dotychczas funkcje Przewodniczący XI Wydziału Penitencjarnego i Nadzoru nad Wykonywaniem Orzeczeń Karnych Sądu Okręgowego w Warszawie.

Wbrew błędnej opinii wyrażonej w jednej z publikacji decyzja Ministra Sprawiedliwości o zawieszeniu w pełnieniu obowiązków prezesów wymienionych sądów jest – zgodnie z jej treścią – skuteczna od dnia jej wydania, tj. od 1 lipca 2024 r. – pisze resort, mając prawdopodobnie na myśli naszą publikacje, wymienioną powyżej.

Jak twierdzi MS, „nieporozumieniem jest stosowanie do decyzji Ministra o charakterze władczym dotyczących sędziów sprawujących jako prezesi sądów funkcje władzy publicznej, przepisów o obliczaniu terminów zawartych w kodeksie pracy, czy kodeksie cywilnym”.

Ministerstwo pisze również, że 1 lipca „pełniący obowiązki Prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie sędzia Janusz Włodarczyk uchylił upoważnienie wystawione przez poprzednią prezes dla sędziego Radosława Lenarczyka”.

Pomimo decyzji o uchyleniu upoważnienia dla sędziego Radosława Lenarczyka 1.07.2024 r. od godziny 20.00 do 4.00 kolejnego dnia w Sądzie Okręgowym w Warszawie odbyło się zebranie, w którym wzięli udział sędziowie: Radosław Lenarczyk, Iwona Strączyńska, Anna Jagodzińska-Bajkowska, Joanna Pąsik, Sebastian Ładoś i Katarzynę Gizińska z upoważnienia Prezesa Sądu Rejonowego w Pruszkowie sędziego Łukasza Kluski – wskazuje MS.

Resort podkreślił, że „Minister Sprawiedliwości stoi jednoznacznie na stanowisku, iż zebranie sędziów, które odbyło się 1.07.2024 r. nie było legalnym kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie i nie było uprawnione do skutecznego zaopiniowania wniosków o odwołanie kierownictwa Sądu Okręgowego w Warszawie i kierownictwa sądów rejonowych okręgu warszawskiego”.

Upoważnienia do uczestniczenia w kolegium wygasły z momentem wydania decyzji o zawieszeniu sędziów zajmujących stanowiska funkcyjne. Tak więc zarówno decyzja o zwołaniu posiedzenia kolegium została wydana przez osobę nieuprawnioną, jak i osoby, które wzięły udział w posiedzeniu nie były do tego uprawnione. W świetle powyższego decyzje podjęte przez zgromadzonych 1.07.2024r. od godz. 20.00 sędziów są bezskuteczne i nie mają wpływu na przebieg procesów związanych z odwołaniem kierownictwa Sądu Okręgowego w Warszawie i kierownictwa sądów rejonowych okręgu warszawskiego – ocenia ministerstwo.

Działania kierownictw sądów Adam Bodnar ocenia jako próbę zachowania „za wszelką cenę, wbrew przepisom ustawy o ustroju sądów powszechnych i wbrew decyzji Ministra Sprawiedliwości, stanowisk funkcyjnych przez osoby wobec których wszczęto procedurę ich odwołania należy potępić i uznać za niezgodne z zasadami etyki sędziowskiej”.

Do tematu sporu o władzę w Sądzie Okręgowym w Warszawie będziemy jeszcze wracali.

Piotr Schab: W siedzibie Krajowej Radzie Sądownictwa miał miejsce akt przestępczy

Featured Video Play Icon

Sędzia Piotr Schab/ fot. WNET

W środę w siedzibie KRS doszło do popełnienia szeregu przestępstw. Dokonał ich prokurator i niestety również policja – mówi rzecznik dyscyplinarny sędzia Piotr Schab.

W środę na polecenie prokuratora Piotra Myszkowca do siedziby Krajowej Rady Sądownictwa wkroczyła policja, która włamała się do szaf pancernych zastępców rzecznika dyscyplinarnego Michała Lasoty i Przemysława Radzika. Celem działania prokuratury było zabezpieczenia akt dyscyplinarnych, które wg śledczych były przetrzymywane nielegalnie.

Nie sposób tego oceniać inaczej, niż jako akty przestępcze. Po prostu włamano się do naszych pomieszczeń, pod pozorem zajęcia dokumentów dla potrzeb postępowania przygotowawczego. Chcę powiedzieć, że tu nie chodzi o postępowanie przygotowawcze, tylko o działanie tzw. specrzeczników ustanawianych – nie powiem ustanowionych skutecznie – przez ministra sprawiedliwości po to, aby umarzać sukcesywnie postępowania dyscyplinarne prowadzone przeciw sędziom, którzy mienią się być obrońcami praworządności – ocenił działania organów ścigania Rzecznik Dyscyplinarny Sędziów Sądów Powszechnych Piotr Schab, który równocześnie jest Prezesem Sądu Apelacyjnego w Warszawie.

Sędzia tłumaczy, że w przekonaniu jego i jego zastępców w toku czynności w budynku KRS „doszło do popełnienia szeregu przestępstw”.

Uczynił to zarówno prokurator kierujący akcją, jak i niestety funkcjonariusze policji. Nie wszystko, podkreślam nie wszystko, można w polskim systemie prawnym wytłumaczyć realizacją poleceń służbowych – zaznacza Piotr Schab.

Kwestia podpisów elektrocznicznych

Sędzia tłumaczy, że cała sprawa miała swoją genezę w wadliwym, według niego, powołaniu przez ministra Adama Bodnara rzeczników dyscyplinarnych ad hoc. Czynności prokuratury i policji miały bowiem miejsce w ramach śledztwa wszczętego z zawiadomienia rzeczników ad hoc, którym sędzia Piotr Schab i jego zastępcy nie wydali akt dyscyplinarnych. Do wydania akt nie doszło, bo rzecznicy ad hoc zostali powołani dekretami podpisanymi elektronicznie, co nie jest dopuszczalne w polskiej procedurze karnej, o czym pisaliśmy na portalu Radia Wnet.

Ciężkie terminy przed prokuratorem Piotrem Myszkowcem

Mamy obowiązek precyzyjnie weryfikować poprawność przedstawionej nam dokumentacji zwłaszcza, że ma ona stanowić podstawę prawną działania rzeczników ustanowionych przez Ministerstwo Sprawiedliwości w sytuacji, w której chodzi o bardzo ważkie postępowania dotyczące losów sędziowskich – mówi sędzia.

Jak zaznacza,” treść zarzutów dyscyplinarnych wobec tych sędziów nie ma żadnego związku z ich aktywnością publiczną, w każdym razie z taką aktywnością, z jakiej ich znamy. I są to ewidentne w naszym przekonaniu delikty dyscyplinarne, o ile tylko dyscyplinarne”.

Uderzono w KRS

Odnosząc się do wątpliwości wokół kwestii, czy czynności prokuratora dotyczyły Krajowej Rady Sądownictwa, Piotr Schab podkreśla, że „zgodnie z ustawą obsługę urzędu rzecznika dyscyplinarnego świadczy Krajowa Rada Sądownictwa”.

KRS zarządza obiektem, a my jako rzecznicy, podlegamy kierownictwu Krajowej Rady Sądownictwa, która jest dysponentem obiektu. Wobec powyższego wtargnięcie do obiektu będącego w zarządzie Krajowej Rady Sądownictwa jest ugodzeniem w jej prestiż i status prawny – ocenia Piotr Schab.

Będzie zawiadomienie o przestępstwie

Sędzia zapowiada złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez prokuratora Piotra Myszkowca i funkcjonariuszy policji.

W skuteczność wystąpień do prokuratury kierowanej przez pana Adama Bodnara nie wierzę, ale to jest mój prawny obowiązek. Jako funkcjonariusz publiczny powziąłem wiedzę o przestępstwie ściganym z urzędu i muszę złożyć stosowne zawiadomienie – podkreśl Schab.

Zapowiada również powiadomienie o sprawie Prezydenta RP Andrzeja Dudę.

Jestem prezydenckim rzecznikiem dyscyplinarnym. Wtargnięto do biura, w którym znajduje się dokumentacja spraw prowadzonych przeze mnie. Nie wyobrażam sobie, aby o powyższym nie poinformować kancelarii prezydenta – zapewnia sędzia.

Zachęcamy do wysłuchania całej audycji na naszym kanale Spotify lub YouTube!

Sądowi Okręgowemu w Warszawie grozi paraliż

Sąd Okręgowy w Warszawie/Adrian Grycuk, CC BY-SA 3.0 PL , via Wikimedia Commons

Pomimo wydania negatywnej opinii przez kolegium SO w Warszawie w kwestii odwołania władz sądu, minister sprawiedliwości Adam Bodnar nie cofnął zawieszenia prezesów.

Sąd Okręgowy w Warszawie jest szczególną jednostką w skali kraju. To największy sąd okręgowy, z 28 wydziałami, z największą liczbą spraw, idącą w setki tysięcy w skali roku. Pełni on również wyjątkowe role. To tutaj toczą się sprawy frankowe (46 tys. w skali roku), tu kierowane są wnioski szefów służb specjalnych o stosowanie kontroli operacyjnych w najpoważniejszych sprawach karnych.

Pomimo znaczenia tej jednostki dla wymiaru sprawiedliwości, a przede wszystkim dla obywateli i ich spraw, resort Adama Bodnara podjął wobec sądu kroki, które mogą całkowicie sąd sparaliżować.

Fiasko operacji odwołania prezesów

We wtorek na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości pojawił się komunikat o wszczęciu procedury odwołania ze stanowisk Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanny Przanowskiej-Tomaszek i wiceprezesów Patrycji Czyżewskiej, Małgorzaty Kanigowskiej-Wajs, Radosława Lenarczyka, Agnieszki Sidor-Leszczyńskiej i Marcina Rowickiego. Równocześnie wszyscy sędziowie zostali zawieszeni, przy czym bieg zawieszenia rozpoczynał się w środę.

Wg informacji Radia Wnet kolegium SO w Warszawie obroniło prezesów, których chce się pozbyć Adam Bodnar. W takiej sytuacji utrzymywanie zawieszenia sędziów jawi się jako nieuzasadnione. Prezesi powinni powrócić do pracy.

Kto zarządza sądem?

Pomimo to wydaje się, że Minister Sprawiedliwości Adam Bodnar nie zamierza cofnąć zawieszenia. Z informacji Radia Wnet wynika, że obecnie prezes sądu i wiceprezesi mają wyłączone dostępy do systemu informatycznego sądu, w zakresie dotyczącym czynności zarządczych.

Zapytaliśmy ministerstwo sprawiedliwości, czy wyznaczyło osoby odpowiedzialne za kierowanie Sądem Okręgowym w Warszawie pod nieobecność zawieszonych prezesów.

Funkcję Prezesa Sądu Okręgowego (SO) w Warszawie może pełnić do 18.12.2024 r. sędzia SO Janusz Włodarczyk, Przewodniczący XI Wydziału Penitencjarnego i Nadzoru nad Wykonywaniem Orzeczeń Karnych SO w Warszawie – czytamy w odpowiedzi przesłanej naszej redakcji.

Według resortu „zgodnie z ustawą o ustroju sądów powszechnych, jeżeli prezes sądu nie został powołany, funkcję prezesa sądu wykonuje przez okres nie dłuższy niż sześć miesięcy, wiceprezes sądu. W sądzie, w którym powołano więcej niż jednego wiceprezesa sądu, funkcję prezesa sądu wykonuje wiceprezes sądu najstarszy służbą. Jeżeli w sądzie nie został powołany wiceprezes sądu, funkcję prezesa sądu, przez okres nie dłuższy niż sześć miesięcy, wykonuje najstarszy służbą sędzia pełniący funkcję przewodniczącego wydziału w tym sądzie”.

W poszukiwaniu podstawy prawnej

Problem jednak w tym, że art. 22b §2 ustawy Prawo o ustroju sądów powszechnych, na który powołuje się ministerstwo, dotyczy sytuacji braku powołania prezesa sądu. I wtedy rzeczywiście ustalanie zastępujących prezesa sędziów dzieje się z moc ustawy we wskazany przez MS sposób. W niniejszej sprawie prezes jest jednak powołany, a został jedynie zawieszony. To zupełnie inna sytuacja, niż ta sformułowana w cytowanym przepisie.

Jeżeli sędzia Janusz Włodarczyk będzie wykonywał obowiązki p.o. prezesa Sądu Okręgowego w Warszawie na podstawie art. 22b §2, to będzie to bardzo kontrowersyjne prawnie. Możliwe są tu również pytania o przekroczenie uprawnień z art. 231 kodeksu karnego.

Zadanie herkulesowe

Niezależnie od tych wątpliwości rodzi się pytanie o wykonalność zadania zarządzania tak gigantycznym organizmem przez jednego sędziego. Władze sądu – dotychczas było to 6 sędziów – wykonuj ogrom czynności, od tak prozaicznych, jak zajmowanie się wnioskami urlopowymi sędziów i pracowników sądu, po najpoważniejsze, związane np. z funkcjonowaniem kancelarii tajnej.

Nasi informatorzy mówią jednoznacznie: „od 19 czerwca, kiedy to rozpoczęło swój bieg zawieszenie prezesów, jednostka stoi”.

Okazuje się, że prezes sądu nie jest nawet w stanie ustalić dalszych losów kancelaryjnych protokołu z posiedzenia kolegium, które rozpoznawało wniosek ministra Adama Bodnara o odwołanie władz sądu.

W ten sposób najważniejszy sąd powszechny w kraju stanął na skraju anarchii. Koszty walki o „przywracanie sprawiedliwości” zapłacą obywatele.

Aktualizacja

Już po publikacji tekstu otrzymaliśmy kolejną odpowiedź z ministerstwa. Wskazało ono, że zgodnie z art. w art. 27 § 3 ustawy o ustroju sądów powszechnych art. 22b § 2 ma zastosowanie również do sytuacji zawieszenia prezesa.

Odpowiedzieliśmy resortowi, że zgodnie z ustawą regulacja ta dotyczy jednak procedury wystąpienia do kolegium sądu w sprawie odwołania prezesów. Ta zaś, jak pisaliśmy, została już zakończona, bo kolegium nie wyraziło zgody na odwołanie władz sądu.

Piotr Schab: Adam Bodnar naruszył art. 231 kodeksu karnego, działając w sprawie prezesów Sądu Okręgowego w Warszawie

Featured Video Play Icon

Piotr Schab/fot. WNET

Sędzia Piotr Schab wyraża wątpliwość, czy Adam Bodnar postąpi zgodnie z prawem i przywróci prezesów SO w Warszawie. Działania ministra ocenia jako przekroczenie uprawnień.

We wtorek na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości pojawił się komunikat o wszczęciu procedury odwołania ze stanowisk Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanny Przanowskiej-Tomaszek i wiceprezesów tego sądu Patrycji Czyżewskiej, Małgorzaty Kanigowskiej-Wajs, Radosława Lenarczyka, Agnieszki Sidor-Leszczyńskiej i Marcina Rowickiego. Wszyscy sędziowie zostali zawieszeni, przy czym bieg zawieszenia rozpoczynał się w środę.

Adam Bodnar wystąpił z wnioskiem do kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie o wyrażenie opinii w sprawie odwołania z pełnionych funkcji sędziów. Zgodnie z przepisami, jeżeli kolegium wyda negatywną opinię, minister winien odstąpić od zamiaru odwołania sędziów z funkcji.

Bodnar przekroczył uprawnienia

Jak dowiedziało się Radio Wnet, taka opinia została wydana przez kolegium jeszcze we wtorek. O komentarz do tej sprawy Jaśmina Nowak poprosiła gościa Poranka Radia Wnet, Prezesa Sądu Apelacyjnego w Warszawie Piotra Schaba.

Według Piotra Schaba Adam Bodnar w ogóle nie powinien wszczynać tej procedury, ponieważ w obiegu prawnym funkcjonuje postanowienie zabezpieczające  Trybunału Konstytucyjnego z kwietnia br., zawieszajace stosowanie przepisów regulujących procesurę wszczętą przez ministra.

Zatem samo zastosowanie tych przepisów było działaniem bezprawnym – mówi Piotr Schab.

Prezes Sądu Apelacyjnego w Warszawie wątpi, czy minister postąpi zgodnie z prawem i przywróci prezesów warszawskiego sądu okręgowego.

Wykazał w szeregu swoich postąpień, że tak samo, jak nie liczy się ze stanowiskiem Trybunału Konstytucyjnego, nie liczy się również z literalnym stosowaniem prawa ustroju sądów powszechnych – wskazuje sędzia.

Wypowiadając się zarówno jako karnista, ale też obywatele, ocenia, że „dochodzi tutaj ewidentnie do przekroczenia uprawnień w płaszczyźnie artykułu 231 kodeksu karnego”.

Takie są fakty – podkreśla Piotr Schab.

Polityczne zarzuty wobec prezesów SO

Zarzuty Adama Bodnara podnoszone przeciwko kierownictwu Sądu Okręgowego w Warszawie Piotr Schab uważa za „całkowicie polityczne”.

Sąd Okręgowy w Warszawie pod obecnym kierownictwem utrzymał linię wzrostu, gdy chodzi o poziom pracy. Utrzymał kadry, utrzymał dyscyplinę i funkcjonował dobrze na tyle, na ile może funkcjonować tak olbrzymi sąd – ocenia sędzia.

Atak na TK

Wracając do sprawy stosunku władzy do sądu konstytucyjnego, Piotr Schab stwierdza, że „próba wulgarnego deprecjonowania Trybunału Konstytucyjnego poprzez obrażanie pani prezes TK, obrażania sędziów, roli tej instytucji jest przeciwskuteczna”.

Państwo polskie, ktokolwiek by nim nie rządził, jednak musi liczyć się z Trybunałem Konstytucyjnym, który dysponuje instrumentarium odnoszącym się wprost do możliwości realnego sprawowania władzy – pokreśla Piotr Schab.

Marsz przez instytucje

Pytano o generalną ocenę sytuacji w polskim wymiarze sprawiedliwości Piotr Schab deklaruje, że „chodzi tutaj o neomarksistowski marsz przez instytucje”.

Na drodze tej rewolucji stoi państwo polskie i jego instytucje. Stąd też mamy sukcesywne rujnowanie Trybunału Konstytucyjnego. Mamy godzenie w osobę pani I Prezes Sądu Najwyższego Małgorzaty Manowskiej, która z pełną szlachetnością i odwagą pełni swoją funkcję. Mamy do czynienia z sukcesywnym rugowaniem, przy użyciu metod całkowicie bezprawnych, prokuratorów Prokuratury Krajowej, łącznie z Prokuratorem Krajowym, kierownictwa poszczególnych sądów apelacyjnych, okręgowych, a także rejonowych – tłumaczy sędzia.

Zdaniem Piotra Schaba „obserwujemy instytucjonalny przewrót, osią którego jest bezprawie”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy z Prezesem Sądu Apelacyjnego w Warszawie na naszym kanale YouTube lub Spotify!

Prezesi Sądu Okręgowego w Warszawie zawieszeni przez Adama Bodnara wracają na swoje stanowiska

Sąd Okręgowy w Warszawie/fot. Adrian Grycuk • CC BY-SA 3.0 pl

Wg informacji Radia Wnet kolegium SO w Warszawie obroniło prezesów sądu, których chce się pozbyć Adam Bodnar. Oznacza to, że zgodnie z przepisami, minister winien cofnąć zawieszenie sędziów.

We wtorek na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości pojawił się komunikat o wszczęciu procedury odwołania ze stanowisk Prezes Sądu Okręgowego w Warszawie Joanny Przanowskiej-Tomaszek i wiceprezesów tego sądu Patrycji Czyżewskiej, Małgorzaty Kanigowskiej-Wajs, Radosława Lenarczyka, Agnieszki Sidor-Leszczyńskiej i Marcina Rowickiego. Wszyscy sędziowie zostali zawieszeni, przy czym bieg zawieszenia rozpoczynał się w środę.

Adam Bodnar wystąpił z wnioskiem do kolegium Sądu Okręgowego w Warszawie o wyrażenie opinii w sprawie odwołania z pełnionych funkcji sędziów. Zgodnie z przepisami, jeżeli kolegium wyda negatywną opinię, minister winien odstąpić od zamiaru odwołania sędziów z funkcji.

Porażka Adama Bodnara

Tymczasem jak dowiedziało się Radio Wnet, właśnie taka negatywna opinia została przez kolegium wydana jeszcze we wtorek. Oznacza to, że Adam Bodnar powinien cofnąć zawieszenie szóstki sędziów.

Przepisy nie wskazują terminu na wydanie takiej decyzji.

Sąd Okręgowy w Warszawie jest najważniejszym sądem tej rangi w Polsce. Prowadzone są w nim najpowazniejsze sprawy, a także jest on jedynym sądem właściwym do rozpoznawania wniosków szefów służb specjalnych o stosowanie kontroli operacyjnej.

Sytuacja, w której taka instytucja zostaje z dnia na dzień pozbawiona wszystkich prezesów jest niecodzienna i bez wątpienia musi negatywnie wpływać na jej funkcjonowanie.

Wysłaliśmy pytanie do Ministerstwa Sprawiedliwości, kiedy można spodziewać się przywrócenia sędziów. Będziemy o tej sprawie dalej informować.

Dagmara Pawełczyk-Woicka: Działanie prezesa Iustitii poza jakimikolwiek granicami

Featured Video Play Icon

Dagmara Pawełczyk-Woicka / Fot. Konrad Tomaszewski

W rozmowie z Krzysztofem Skowrońskiem sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka mówi o ataku na KRS i wzywaniu przez sędziów Iustitii do sparaliżowania Rady poprzez działania bezprawne.

W Poranku Radia Wnet Przewodnicząca Krajowej Rady Sądownictwa Dagmara Pawełczyk-Woicka odniosła się do działania sędziego Krystiana Markiewicza, szefa Stowarzyszenia Sędziów Iustitia, które w sposób bezpardonowy krytykuje sędziów, którzy zostali powołani w procedurze z udziałem zreformowanej w 2018 r. KRS.

Zwróciła uwage, że sędzia Markiewicz w wywiadzie prasowym „beszta ministra konstytucyjnego [Adama Bodnara – WNET]”.

Nie wiem, czy czyni to w porozumieniu z nim, czy też rzeczywiście w go beszta. Takie zachowanie sędziego jest niedopuszczalne. Są pewne zasady. Minister reprezentuje władzę wykonawczą, oczywiście nie wszystko mu wolno. Sędzia orzeka. A tutaj pan sędzia Markiewicz wkracza w dziedzinę władzy wykonawczej, poucza ministra, co on ma zrobić – mówi sędzia Dagmara Pawełczyk-Woicka.

Dziwna rola sędziego Markiewicza

Przewodnicząca KRS zwróciła uwagę, że sędzia Krystian Markiewicz „został szefem nowej komisji do spraw reformy ustroju sądownictwa”.

I on ma za zadanie przygotować projekty ustrojowe. Bierze za to określone, niemałe pieniądze, dodatkowe do pensji swojej sędziowskiej. To jest ponad 10 tysięcy zł. To jest komisja powołana zarządzeniem prezesa Rady Ministrów. I otóż pan sędzia, zapominając o swoich obowiązkach wynikających właśnie z szefowania tejże komisji, nawołuje do działań pozaprawnych. Mówi tak: nie czekajmy na te projekty, które ja mam przygotować i parlament uchwalić, które mają przejść ścieżkę legislacyjną. Przejdźmy do działań faktycznych – tłumaczy sędzia Pawełczyk-Woicka.

Prokurator Krajowy Dariusz Barski dla „GP”: Działania Adama Bodnara to próba obejścia przepisów

Na swoim profilu na portalu X Stowarzyszenie Sędziów Iustitia napisało w czwartek m.in.: „Może być inaczej! I to bez czekania na podpis prezydenta Andrzeja Dudy. Wystarczy zablokować system informatyczny Rady, dezaktywować karty dostępu, wstrzymać wypłatę diet. Do tego nie potrzeba ustawy, wystarczą decyzje ministra Adama Bodnara. Każdy kolejny dzień działania neo-KRS, to kolejny dzień niewykonania wyroków europejskich trybunałów”.

Więc za co on bierze te pieniądze? – pyta Dagmara Pawełczyk-Woicka o sens funkcjonowania Krystiana Markiewicza w nowej komisji.

Podkreśla, że „minister czy premier powołuje dodatkowe ciało, które ma wypracować projekty ustawowe. A szef tej komisji nawołuje do działań faktycznych, pozaustawowych. Czyli te projekty są niepotrzebne. To co on tam robi?”.

To niedopuszczalne, żeby sędzia w taki sposób się wypowiadał. To naprawdę jest przekroczenie wszelkich granic. Tu nie chodzi o swobodę wypowiedzi, bo to nie jest zwykły obywatel. To jest sędzia, który ma stać na straży prawa, przestrzegania prawa przez organy państwa, przez władzę wykonawczą, przez obywateli. Ma rozstrzygać spory – i w taki sposób się wypowiada. Nie budzi to zaufania – stwierdza Pawełczyk-Woicka.

Czarny scenariusz

Sędzia zwraca uwagę, że jako kraj weszliśmy na drogę donikąd. Zastanawia się, co będzie, gdy nastąpi zmiana władzy w państwie.

Będziemy mieć cykliczną weryfikację sędziów i będziemy żyć w kraju zupełnie pozbawionym fundamentów prawnych, chyba że ktoś wprowadzi takie mechanizmy, że żadna inna konkurencyjna partia polityczna nie zdobędzie władzy. Byłby to już reżim z certyfikowaną opozycją. To by było bardzo źle dla kraju – alarmuje szefowa KRS.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy z szefową Krajowej Rady Sądownictwa na Spotify lub Youtube!

Jest Europejski Nakaz Aresztowania za byłym sędzią Tomaszem Szmydtem

SO w Warszawie na wniosek prokuratora wydał w dniu 6 czerwca Europejski Nakaz Aresztowania za Tomaszem Szmydtem, podejrzanym o popełnienie przestęstwa szpiegostwa – poinformowała Prokuratura Krajowa.

Jak informowała Rzecznik Prasowy Prokuratora Generalnego Anna Adamiak w komunikacie z 9 maja 2024 r. dotyczącym postępowania prowadzonego przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy PZ, „zgromadzone dowody jednoznacznie wskazują, że Tomasz Sz. brał udział w wojnie hybrydowej w postaci wojny informacyjnej prowadzonej przez Republikę Białoruś i Federację Rosyjską przeciwko Polsce”.

Prezydent: Winni zabicia polskiego żołnierza muszą ponieść karę

Prokurator wskazywała w komunikacie na uczestnictwo byłego sędziego „w programach propagandowych białoruskich i rosyjskich mediów rządowych, rozpowszechnianie za pośrednictwem swoich kont na portalach społecznościowych, w tym rosyjskojęzycznych, oświadczeń przedstawiających Polskę jako niesamodzielny podmiot w stosunkach międzynarodowych zmierzający do wywołania konfliktu z Rosją i Białorusią, czym działał na szkodę Rzeczypospolitej Polskiej”.

Podejmowane przez Tomasza Sz. działania miały służyć podważaniu międzynarodowej pozycji Polski i prowadzonej polityki międzynarodowej oraz wywołaniu wewnętrznych napięć. Wypowiedzi Tomasza Sz., uwiarygadniane powoływaniem się na status polskiego sędziego, zostały wykorzystane przez władze białoruskie i rosyjskie dla ich celów propagandowych polegających na szerzeniu narracji oskarżającej Polskę o niesamodzielną politykę mającą na celu destabilizację Białorusi i Ukrainy. Zachowanie ww. zostało jednoznacznie ocenione jako realizujące znamiona przestępstwa z art. 130 § 1 i 5 kk – pisała w komunikacie Rzecznik Prokuratora Generalnego prokurator Anna Adamiak.

Europejski Nakaz Aresztowania jest respektowany we wszystkich krajach Unii Europejskiej, a także m.in. w Norwegii, Szwajcarii i Islandii.