Przewodnicząca „S”: W Ministerstwie Zdrowia dochodziło do brutalnego mobbingu. Prokuratura i minister nie reagują

Prokurator Renata Śpiewak 17 marca 2017 umorzyła śledztwo w sprawie znęcania się nad pracownikami Ministerstwa Zdrowa. W sumie było ok. stu pokrzywdzonych. Sprawa była zgłaszana dwukrotnie.

 

Joanna Koczaj-Dyrda, przewodnicząca „Solidarności” w Ministerstwie Zdrowia, która jeszcze jako główny specjalista w Wydziale Kontroli Departamentu Ubezpieczenia Zdrowotnego Ministerstwa Zdrowia zdecydowała się przeciwstawić mobbingowi i nękaniu pracowników przez przełożonych, gościła dziś u Krzysztofa Skowrońskiego w Poranku Wnet.

Były to uderzenia w twarz, także naruszanie nietykalności cielesnej przez pukanie w czoło i pytanie, czy tam jest mózg. Odbywało się to przy innych pracownikach z uwagi na to, że sprawcy bezkarnie i w sposób rażący to okazywali. Były to też wulgarne odzywki i wyzwiska. Było to zmuszanie pracowników do pozostawania bez potrzeby po godzinach w pracy do późnych godzin, także w Wigilię, groźby typu „zaraz was dorwę”, „zaraz ci przyłożę” etc…

Działo się to od roku 2012 aż do lipca 2015, kiedy to dyrektor generalny Marcin Antoniak nie został pozbawiony stanowiska, ale przeniesiony do innego urzędu.

– Przekaz, jaki mamy, m.in. z powodu decyzji o umorzeniu, jest taki, że my jako ofiary przemocy jesteśmy bezsilni, a sprawcy są bezkarni. Dlatego nadal panuje strach.

Prześladowanie Joanny Koczaj-Dyrdy zaczęło się w 2014 r. od nagłego zlecenia jej przeprowadzenia kontroli. Kontrole miały odbyć się w dwóch miejscach jednocześnie. Nacisk na ich przeprowadzenie spowodowany był aferą medialną dotyczącą dwóch szpitali, w których miały odbyć się te kontrole. O nieprawidłowościach w tych szpitalach pisał dwa lata temu tygodnik „Wprost”. Kontrola miała się odbyć ad hoc, bez żadnego przygotowania, tylko dlatego, że minister Sławomir Neumann chciał coś powiedzieć mediom.

– Miałam polecenie wejść do dwóch jednostek, chociaż jestem jedną osobą. Nie udało mi się to, więc poniosłam konsekwencje dyscyplinarne.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

lk

Komentarze