Jacek Saryusz-Wolski: Unia wypowiedziała nam wojnę. Jej celem jest budowa europejskiego superpaństwa

Jacek Saryusz-Wolski / Fot. Prywatny album Saryusza-Wolskiego

Europoseł PiS o agresywnej postawie Rosji, zwołanej przez prezydenta Andrzeja Duda Radzie Bezpieczeństwa Narodowego oraz o tym, jak Zachód powinien zareagować na zagrożenie ze strony Moskwy.

Prezydent Andrzej Duda postanowił o zwołaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Format ten jest, jak mówi Jacek Saryusz-Wolski uzasadniony, gdyż atak Rosji na Ukrainę jest bardzo prawdopodobny. W Unii Europejskiej prowadzona jest polityka ugłaskiwania Rosji. Stwierdza, że  kraje Europy Środkowo-Wschodniej czują się lepiej reprezentowane poprzez NATO niż przez Unię Europejską. Na Ukrainie wprost się mówi o tym, że

Niemcy w tym kryzysu są de facto sojusznikiem Rosji, a nie Ukrainy.

Europoseł podkreśla, że nie można się dać zwieść wizji wspólnej polityki obronnej Unii Europejskiej jako alternatywie dla NATO. Francję i Niemcy będzie się układać z Rosją.

Szereg krajów NATO wysyła broń na Ukrainę.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego mówi także o sporze polskiego rządu z Komisją Europejską. Mówi, że trzeba zaskarżyć Komisję za niewypłacanie środków z Funduszu i wycofać się z tego ostatniego.

Nie możemy żyrować czegoś, z czego nie korzystamy.

Należy także wetować wszystko związane z pakietem klimatycznym Fit for 55.

Celem wojny jest uległość Polski.

Pacyfikacja naszego kraju pozwoli na budowę superpaństwa europejskiego, a w dalszej kolejności eurazjatyckiego od Lizbony do Władywostoku, w którym prym będą wiodły Niemcy i Rosja.

Polska stałaby się wasalem rządzonym przez elity kompradorskie.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Wojskowy zamach stanu w Mali. Stefanik: po raz drugi od 9 miesięcy państwo jest zarządzane przez puczystów

Korespondent polskich mediów we Francji komentuje kolejny w ostatnim czasie przewrót wojskowy w Mali

Zbigniew Stefanik mówi o przewrocie wojskowym w Mali. Przypomina, że to już druga tego rodzaju sytuacja w ostatnim czasie, poprzedni miał miejsce w maju.

Wszyscy zatrzymani, w tym prezydent i premier podali się do dymisji.

Ostatnie wypadki jeszcze bardziej zmniejszają szansę kraju na osiągnięcie stabilności. Korespondent przewiduje, że wzrosną wpływy dżihadystów w Mali:

Prawdopodobnie dojdzie do scenariusza afgańskiego, czyli negocjacji dżihadystów z Francją. Nie należy się spodziewać, że przyniosą one rozwiązanie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

 

Mjanma: 510 osób zabitych przez birmańskie siły bezpieczeństwa od początku lutego

„Strzelają do nas jak do ptaków, nawet w naszych domach” – relacjonuje Agencji Reuters jeden z protestujących w mieście Mjingjan. Liczba ofiar trwających już drugi miesiąc protestów stale rośnie.

W sobotę 27 marca, w birmański „Dzień Armii” doszło do ponownego rozlewu krwi na ogromną skalę.  Zastrzelono wówczas 90 protestujących, a dzień później doszło m.in. do rzucania granatami w manifestantów. Protestujący Birmańczycy od blisko 2 miesięcy domagają się przywrócenia obalonych władz cywilnych i uwolnienia szefowej rządu, noblistki Aung San Suu Kyi.

Bilans ofiar cywilnych wśród protestujących, nieuzbrojonych Birmańczyków stale rośnie. Od zamachu stanu 1 lutego 2021 potwierdzono już śmierć ponad 500 obywateli. Jak podaje Stowarzyszenie Pomocy Więźniom Politycznym w Birmie – potwierdziliśmy 510 ofiar śmiertelnych – informuje organizacja.

Według stowarzyszenia, faktyczna liczba ofiar może jednak różnić się od oficjalnych statystyk i być znacznie wyższa. Wynika to z tego, że setki osób aresztowanych w trakcie dwóch miesięcy protestów uznaje się za zaginione.

Zgodnie z informacją birmańskiego portalu „Myanmar Now” w ostatnią sobotę śmierć poniosło przynajmniej 114 osób, wśród nich młodzież poniżej 16. roku życia. Jak relacjonuje dla Agencji Reuters jeden z manifestantów z miasta Mjingjan:

Strzelają do nas jak do ptaków, nawet w naszych domach. (…) Ale mimo to będziemy protestować. Musimy walczyć, aż do upadku junty – podkreśla mężczyzna.

Stosowany przez birmańskie siły bezpieczeństwa terror potępiają Wielka Brytania, UE i USA – jednak medialna krytyka to póki co jedyny wyraz wsparcia ze strony państwa zachodnich wobec protestujących obywateli Mjanmy. Do sobotniej krwawej rozprawy z demonstrantami doszło w dniu sił zbrojnych, podczas gdy dzierżący władzę generał Ming Aung Hliang zapewniał publicznie o chęci chronienia obywateli i dążeniu do demokracji.

Podczas birmańskich oficjalnych uroczystości 27 marca obecny był wiceminister obrony Rosji, Aleksander Fomin, a także przedstawiciele Chin i Indii. Jak podkreślił w trakcie wydarzenia szef junty, Ming Aung Hliang:

Rosja jest naszym prawdziwym przyjacielem – cytuje generała Reuters.

N.N.

Źródło: Reuters

Dr hab. Lubina: Trudno wyobrazić sobie zbrodnię, której birmańska armia jeszcze nie popełniła

Dr hab. Michał Lubina o wczorajszych wydarzeniach w Mjanmie: Armia spacyfikowała jedną z dzielnic Rangunu; oddziały armii podjechały pociągiem podmiejskim i zaczęły rzucać w ludzi granatami.

W dzisiejszym „Kurierze w Samo Południe” ekspert ds. dalekowschodnich, dr hab. Michał Lubina, mówi o najnowszych wydarzeniach w Mjanmie. W sobotę 27 marca w birmański „Dzień Armii” zastrzelono 90 protestujących, dzień później doszło m.in. do rzucania granatami w manifestantów:

Armia spacyfikowała jedną z dzielnic Rangunu, w ten sposób, że oddziały armii podjechały pociągiem podmiejskim i zaczęły rzucać w ludzi granatami. Jeden człowiek stracił rękę, kilku pozostałych jest rannych. W niedzielę birmańska armia spaliła jednego człowieka żywcem oraz ostrzelała myśliwcami trzy wioski Karenów. Ponadto zabiła kilkoro dzieci i jedną kobietę.

Politolog wskazuje na całkowity brak poszanowania Praw Człowieka w działaniach, którymi birmańska armia terroryzuje swoich obywateli w trakcie pacyfikacji protestów:

Wcześniej armia birmańska miała na koncie ostrzelanie porodówki, pobicia lekarzy, grabarzy. zabójstwa dzieci. To jest długa lista zbrodni. Trudno wyobrazić sobie taką zbrodnię, której ta armia jeszcze nie popełniła.

Rozmówca Adriana Kowarzyka podkreśla, że jedyną nadzieję w kwestii wolności Mjanmy stanowi fakt, że Birmańczycy nadal próbują walczyć – ponieważ pomoc ze strony międzynarodowej jest znikoma:

Naprawdę chciałbym żeby w tej sytuacji było widać „światełko w tunelu”. Chyba jest nim jedynie fakt, że ludzie wciąż walczą – chociaż nie wiem czy to dobrze, bo w efekcie więcej ich ginie. Natomiast ludzie wciąż walczą, mamy tak naprawdę ludowe powstanie przeciwko armii.

Ekspert próbuje również zmierzyć się z pytaniem dotyczącym źródła terroru stosowanego przez przywódców birmańskiej armii:

Podstawowe pytanie, które ciśnie się na usta to: dlaczego birmańska armia stosuje takie metody? Na to nie ma dobrej odpowiedzi, ale najpopularniejszą jest taka, że birmańska armia od 80 dekad walczy z partyzantami w różnych częściach kraju. Na początku byli to komuniści, później różne powstania mniejszości etnicznych – spośród których większość pokonali – i tak birmańska armia zachowywała się zawsze na pograniczach. Z tą różnicą, że było to pogranicze. Świat tego nie widział, a oni przenoszą teraz te nawyki na własną ludność.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Dr Lubina: Krwawe masakry w Mjanmie, ponad 200 osób zabitych

– Ustalenie liczby ofiar jest trudne […] Dziś otrzymałem informację, że wciągu ostatnich dwóch dni zginęło kolejne 180 osób. To by znaczyło, że całość sięgnęła 400 osób – oznajmia politolog.

W dzisiejszej rozmowie w „Kurierze w samo południe” Radia WNET dr Michał Lubina, politolog, badacz stosunków międzynarodowych specjalizujący się w problematyce współczesnej Mjanmy, mówił m.in. o kreatywnych formach obecnych protestów obywatelskich w Mjanmie:

Dzisiejsza forma protestów jest dosyć hybrydowa, bo rzeczywiście walczą obecnie w niektórych częściach Rangunu i Mandalaj, natomiast te miejsca, w których nie walczą wyglądają tak, że na ulicach poukładali kokosy z hasłami „Precz z reżimem” albo „Zwróćcie nam wolność” i cała ulica jest wyłożona takimi obiektami.

Badacz opowiada o rozmaitych formach i instalacjach artystycznych, powstających na birmańskich ulicach w ramach trwających od początku lutego protestów:

Wcześniej poustawiali na ulicach tradycyjne birmańskie wańki-wstańki – lalki wykonane z papier-mache, przypominające kobietę, również z podobnymi hasłami. Jest to bardzo ładny symbol, bo w domyśle oznacza zdanie – „jak nas popchniecie to my wstaniemy”.

Politolog odnosi się również do opublikowanych niedawno przez ONZ danych, z których wynika, że w ciągu trwających już kilkadziesiąt dni protestów zginęło blisko 150 osób. Prawdopodobnie oficjalne statystyki są znacznie zaniżone:

Ustalenie liczby ofiar jest trudne. Może sięgać ona nawet 200 osób – Birmańczycy ją zwiększają, ale nie jest to pewne. Dziś otrzymałem od birmańskiej znajomej informację, że w ciągu ostatnich dwóch dni zginęło kolejne 180 osób. To by znaczyło, że całość sięgnęła 400.

Zachęcamy do wysłuchania całej audycji!

N.N.

18 ofiar śmiertelnych tłumienia protestów w Mjanmie. Dr hab. Lubina: Jak na generałów birmańskich to wciąż wersja light

Czemu generałowie dokonali przewrotu? Ekspert ds. dalekowschodnich o represjach wobec protestujących Mjanmarczyków, końcu kadencji Min Aung Hlainga i o tym, jak generałowie przegrali we własną grę.


Dr hab. Michał Lubina informuje, że w Mjamnie podczas tłumienia protestów przez armię zginęło już, według oficjalnych danych 18 osób. Prawdopodobnie zginęło ich jednak więcej.

Mamy […] większą liczbę ofiar śmiertelnych. Pierwsze były już w pierwszym tygodniu, ale to były pojedyncze natomiast teraz już mamy w okolicach w okolicach 20-30.

Mówi, iż wśród sił policyjnych tłumiących demonstracje są przebrani  żołnierze.  Rozpędzają oni demonstracje przy użyciu gazu łzawiącego, granatów hukowych i pobić. Wojskowi chcą zastraszyć obywateli. Dr hab. Lubina wyjaśnia, że choć w Mjanmie zginęło już 18 osób, to reakcja junty wciąż nie jest tak krwawa jak w 1998 r.

Jak na generałów birmańskich to jest wciąż wersja light.

W 1998 r. w ramach tłumienia protestów armia po prostu strzelała do protestujących. Zginęło wówczas 3000 osób.  Nie można wykluczyć, że także obecnie wojskowi uciekną się do takich kroków.

Przez ostatnie pięć lat opozycyjny rząd cywilny cały czas rządził w stanie zagrożenia, że armia może wejść i dokonać zamachu stanu.

[related id=137595 side=right] Ekspert ds. dalekowschodnich wyjaśnia, że armia była w wygodnej pozycji mając dużą liczbę przywilejów i współdzieląc się władzą z cywilnym rządem  Aung San Suu Kyi.  Czemu więc zdecydowała się na zamach stanu. Wyjaśnia, że są trzy teorie na temat tego, czemu junta zdecydowała się na zamach stanu. Pierwsza, zakładająca, że wojskowi faktycznie wierzyli oni, iż wybory zostały sfałszowane, nie jest jego zdaniem przekonywująca. Zwycięstwo opozycji było bowiem przytłaczające.

Druga linia interpretacji jest taka, że generał Min Aung Hlaing, szef junty obecnej czynił to z pobudek osobistych. Jemu się kończyła kadencja głównodowodzącego armii, a tą kadencję mógł przedłużyć tylko rząd cywilny. Oczywiście by zrobił, ale przecież nie za darmo politycznie.

Trzecia teoria mówi, iż generałowie nie mogli już funkcjonować w koegzystencji z cywilnym rządem. System w którym rząd jest cywilny, ale wojskowi mają zagwarantowane przywileje nazwano „zdyscyplinowaną demokracją”. Rząd noblistki, jak mówi dr hab. Lubina starał się „odcinać armię od złoba”, a wybory parlamentarne okazały się kompletną porażką dla armii. W rezultacie

Generałowie przegrywali w grze którą sami stworzyli.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Próba zamachu stanu w Armenii? Wojsko żąda dymisji premiera Paszyniana

Armenia, zamach stanu?

Wojsko Armenii żąda dymisji premiera Paszyniana. Ten mówi o zamachu stanu i dymisjonuje szefa Sztabu Generalnego Onika Gaspariana.

Wojsko Armenii żąda dymisji premiera Nikoli Paszyniana w kontekście jego polityki po konflikcie z Azerbejdżanem w 2020 r. Premier mówi o próbie zamachu stanu. Stanowisko stracił szef Sztabu generalnego Onik Gasparian.

-pisze na Twitterze BBC.

 

O zamachu stanu Paszynian napisał na Facebooku:

Oświadczenie sztabu generalnego uważam za próbę zamachu stanu. Wzywam naszych zwolenników do przyjścia teraz na Plac Republiki – napisał Paszynian

W Erywaniu trwają protesty przeciwników premiera, którego krytykuje się za to jak zakończył się konflikt o Górski Karabach.

Repetowicz: Konflikt o Górski Karabach się nie skończył, ale wszedł w fazę zawieszenia. Rosjanie mogą robić co chcą

Protesty opozycji rozpoczęły się po podpisaniu przez Paszyniana porozumienia z Azerbejdżanem o zawieszeniu ognia w Górskim Karabachu 9 listopada. Kilkanaście partii opozycyjnych zapowiedziało wówczas kontynuowanie protestów aż do skutku, tzn. do odejścia premiera, krytykowanego za „kapitulację” i zdradę interesów państwa. Sam Paszynian wielokrotnie oświadczał, że nie ustąpi.

 

Źródło: Radio Wnet, Biełsat, BBC

J.S.

Protesty w Mjanmie. Dr hab. Lubina: rozlew krwi jest nadal realny

Ekspert ds. dalekowschodnich omawia aktualną sytuację społeczno-polityczną w Mjanmie. Kreśli perspektywy przyszłości kraju. Mówi o tym, jak rozwój sytuacji w Birmie postrzegają Chiny, Rosja i USA.


Dr hab. Michał Lubina mówi o rozpoczętym dzisiaj strajku generalnym w Mjanmie [dawnej Birmie-przyp. red.]. Ocenia, że nie przyczyni się do zmiany sytuacji politycznej w kraju, chyba że wydarzy się cud. Pozostałe scenariusze dla kraju, zdaniem eksperta, są albo złe, albo fatalne.

Wszystko wskazuje na to, że strajk nie ruszy generałów. Pozostają oni lojalni wobec instytucji-matki, jaką jest armia.

Niewykluczone, że ziści się scenariusz tajski, polegający na łagodnym powstrzymywaniu strajków i czekaniu aż samoistnie wygasną.

[related id=136874 side=right]Obywatelom daje się do wyboru rządy różnych przedstawicieli armii, co w opinii gościa „Popołudnia WNET” jest jak „wybór kata”. Dr hab. Lubina zauważa, że ludzie, którzy całe dorosłe życie spędzili na walkach przygranicznych, niekoniecznie muszą wiedzieć, jak się zarządza państwem.

Masowy rozlew krwi jest niestety nadal realny. Mam jednak nadzieję, że generałowie zrozumieją, że nie opłaca się strzelać do ludzi.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego odnotowuje delikatną reakcję Stanów Zjednoczonych na rozwój sytuacji w Mjanmie. Wynika to ze świadomości ograniczonych wpływów w regionie.  Gość „Popołudnia WNET” zwraca uwagę, że Amerykanie mieli dobre relacje z poprzednim rządem birmańskim. W opinii eksperta wydarzenia w Mjanmie są korzystne dla Chin i Rosji.

Politolog charakteryzuje ponadto protesty w Mjanmie. Dużą część ich uczestników stanowią ludzie młodzi. Manifestacje mają charakter oddolny, podobnie jak w Hongkongu pozbawione są wyraźnego przywództwa.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Zamach stanu w Birmie. Dr hab. Lubina: to bardzo korzystna sytuacja dla Chin i Rosji

Adiunkt w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ komentuje przejęcie władzy w Birmie przez tamtejsze wojsko. Wskazuje, że dotychczasowy rząd zrobił wiele dla poprawy sytuacji w kraju.

Dr hab.  Michał Lubina komentuje sytuację polityczną w Birmie, gdzie doszło do zamachu stanu. To już czwarte takie zdarzenie w historii tego kraju.

To fatalna sytuacja. Przez ostatnie 10 lat rządzący wyciągali kraj z nędzy, teraz wszystkie te osiągnięcia zostały zakwestionowane.

Do tej pory państwem rządziła partia kierowana przez Aung San Suu Kyi.  Teraz birmańscy generałowie przypomnieli, że „władza pochodzi z luf karabinu”. W opinii eksperta spowoduje to ponowną izolację kraju na arenie międzynarodowej i uzależnienie od Chińskiej Republiki Ludowej:

Wygląda to tak, jakby ktoś nam puścił stary film, w którym kraj biedniał, a społeczeństwo było prześladowane.

Rozmówca Jaśminy Nowak relacjonuje, że rozwój sytuacji w Birmie spotkał się z potępieniem USA i Australii, z kolei po stronie wojska stanęła Tajlandia.

Niestety, Zachód ma ograniczone możliwości wpływania na to co dzieje się na szczytach birmańskiej władzy.

Dr hab. Lubina ocenia, że cofnięcie przejęcia władzy przez wojskowych jest mało prawdopodobna. Jak dodaje:

Wszyscy na tej sytuacji przegrywają, generałom będzie się teraz bardzo ciężko rządziło.

Omówione zostaje również podejście Rosji do rozwoju wypadków w Birmie. Kreml prawdopodobnie będzie drugim, po Chinach, zwycięzcą tamtejszego zamachu stanu.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Zamach stanu w Mali. Wojskowi obalili prezydenta i biorą odpowiedzialność wobec narodu i historii

Zbuntowani wojskowi dokonali drugiego od 2012 roku zamachu stanu w Mali i przejęli władze w kraju. Ostatni przewrót doprowadził do przejęcia części terytorium na północy kraju przez dżihadystów.

Prezydent Ibrahim Boubacar Keita, premier Boubou Cisse i kilku urzędników państwowych zostało aresztowanych w wyniku zamachu stanu przeprowadzonego 18 sierpnia przez zbuntowanych malijskich żołnierzy. Po zatrzymaniu przez żołnierzy, prezydent Ibrahim Boubacar Keita podał się do dymisji, a wojskowi zapowiedzieli, że w „rozsądnym czasie” zostaną przeprowadzone nowe wybory.

Wojskowy sformowali Narodowy Komitet Ocalenia Ludu (CNSP), który jak powiedział Ismael Wague, zastępca szefa sztabu malijskich sił powietrznych: „zdecydował się wziąć odpowiedzialność wobec narodu i historii” za dalsze losy państwa.

Od czerwca w Mali trwają protesty zorganizowane przez opozycyjną koalicję M5-RFP i Ruch 5 czerwca, którego liderem jest imam Mahmoud Dicko. Demonstrujący na ulicach Bamako, wzywali prezydenta Keitę do ustąpienia ze stanowiska z powodu korupcji i braku poczucia bezpieczeństwa.

Protesty mają także podłożone polityczne, gdyż w marcu tego roku Trybunał Konstytucyjny zmienił wyniki wyborów w 31 okręgach wyborczych i tym samym zapewnił prezydentowi Keite większość parlamentarną.

Swój sprzeciw wobec zamachu stanu i destabilizacji sytuacji w Mali wyraziły już Stany Zjednoczone, Francja, Organizacja Narodów Zjednoczonych i przewodniczący Unii Afrykańskiej Faki Mahamat. Prezydenta Keita został wybrany na stanowisko siedem lat temu w demokratycznych wyborach, zdobywając 77% głosów poparcia. W 2018 roku udało mu się zdobyć reelekcję z wynikiem 67% głosów.

To nie pierwsze raz kiedy w Mali dochodzi do zamachu stanu. Taka sytuacja miała już miejsce w 2012 roku i doprowadziła do wybuchu rebelii muzułmańskich fundamentalistów, którzy zajęli część północnego terytorium państwa. W odpowiedzi, Francja wraz ONZ rozpoczęła w 2013 roku misję pokojową w celu ustabilizowania sytuacji w Zachodniej Afryce i zwalczania dżihadystów.

Źródło: 9news/france24/euroactiv

M.K.