Wolne (?) media w Ameryce Łacińskiej (cz. I)

Cama de periódico; Merche Lazaro/flickr.com/CC BY 2.0

W dzisiejszym wydaniu República Latina rozpoczynamy cykl poświęcony sytuacji na rynku medialnym Ameryki Łacińskiej i to zarówno w kontekście historycznym, jak i współczesnym.

Nie bez przyczyny wolne media nazywane są czwartą władzą w społeczeństwach demokratycznych świata. Również w Ameryce Łacińskiej. Czy aby jednak na pewno wolne media są wolnymi mediami, o które się walczy?

Media są obecne w Ameryce Łacińskiej niemal tak długo, jak ta część globu została odkryta dla nowożytnego świata. Już bowiem na przełomie XVI i XVII wieku pojawiły się pierwsze drukowane artykuły, będące prekursorem współczesnych gazet. Te z kolei pojawiły się w Ameryce Łacińskiej jeszcze w epoce kolonialnej, tzn. w pierwszej połowie XVIII wieku. W przypadku mediów elektronicznych: radia, telewizji, czy internetu historia istnienia tych mediów w Ameryce Łacińskiej niemalże pokrywa się z historią ogólnoświatową.

Czy jednak w przypadku Ameryki Łacińskiej możemy mówić o wolności mediów? Coroczne raporty pozarządowej organizacji Reporterzy Bez Granic pokazują, że niekoniecznie. Co więcej, poza nielicznymi wyjątkami, państwa latynoskie znajdują się raczej w dolnej części tych zestawień. I to nie tylko kraje, w których demokracja ewidentnie szwankuje, takie jak Kuba, Wenezuela, czy Nikaragua. Ponadto dodać należy, że Ameryka Łacińska jest być może najniebezpieczniejszym regionem świata dla pracy dziennikarza. Najlepszym przykładem są tu ostatnie przypadki morderstw popełnionych na dziennikarzach w Meksyku.

Jak obecnie wygląda sytuacja mediów w Ameryce Łacińskiej? Czy istnieją tu obiektywne i wolne media? Jak struktura właścicielska mediów wpływa na obiektywną pracę ich dziennikarzy? Kto jest właścicielem mediów w Ameryce Łacińskiej? Czy media mogą przynosić dochód ich właścicielom? Jak wyglądają powiązania mediów z władzą? Jakie ryzyko podejmują w swej pracy dziennikarze pracujący w latynoamerykańskich mediach? Czy media kreują rzeczywistość w Ameryce Łacińskiej? Jak wygląda rynek mediów internetowych? I wreszcie, czy w Ameryce łacińskiej istnieje cenzura w mediach?

Dzisiejszą audycją rozpoczynamy cykl poświęcony sytuacji na latynoskim rynku medialnym. W kolejnych audycjach opowiemy sobie o rynku mediów i pracy dziennikarzy w Ameryce Łacińskiej. Zarówno w kontekście historycznym, jak i współczesnym.

Zapraszamy już dziś o godz. 22H00!

 

Lex TVN. Tomasz Kostuś: Procedowanie tej ustawy było z naruszeniem prawa. Godzi w wolne media, wolne sądy, wolne wybory

Poseł Koalicji Obywatelskiej o złamaniu regulaminu Sejmu oraz o obronie wolnych mediów. Nie zmienia się zasad w trakcie gry – mówi gość Radia Wnet.

Tomasz Kostuś o ustawie lex TVN, która została przegłosowana przez Sejm. Podkreśla, że wolne sądy, wybory i media to fundamenty demokracji.

Ta ustawa godzi w wolne media, wolne sądy, wolne wybory.

Poseł Koalicji Obywatelskiej stwierdza, że procedowanie tej ustawy było niezgodne z prawem. Dodaje, że ustawa jest sprzeczna z umowami gospodarczymi ze Stanami Zjednoczonymi oraz umowami unijnymi.

Procedowanie tej ustawy było z naruszeniem prawa.

Podkreśla, że nastąpiło ewidentne złamanie regulaminu Sejmu. Zaznacza, że Lex TVN jest sprzeczne z konstytucją, prawem unijnym i umowami handlowymi ze Stanami Zjednoczonymi.

Grupa Discovery to jeden z największych amerykańskich graczy.

Wskazuje, że na początku lat 90. strona polska i amerykańska zadeklarowały wzajemne wsparcie dla inwestycji. Kostuś stwierdza, że Polska jest już teraz traktowana jako kraj o niestabilnym prawie. Podkreśla, że Amerykanie to nasi sojusznicy.

Kto będzie inwestował w Polsce jeżeli właśnie tak rządzący będą interpretować prawo.

Rozmówca Magdaleny Uchaniuk stwierdza, że przez 30 lat TVN nikomu nie przeszkadzał.

Nie zmienia się zasad w trakcie gry.

Odnosi się do uwagi, że nad Sekwaną obowiązuje surowsze prawo niż to zaproponowane w nowelizacji. Zaznacza, że we Francji jest całkiem inne prawo i warunki, więc tamtejszych rozwiązań nie można przenosić na grunt Polski.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Michał Karnowski: Sytuacja w USA pokazuje, że demokracja liberalna wchodzi w fazę coraz większego zamordyzmu

Publicysta tygodnika „Sieci” mówi o histerii rozpętanej przeciwko Donaldowi Trumpowi oraz współczesnym zagrożeniom dla wolności słowa.


Michał Karnowski komentuje wszczęcie procedury impeachmentu przeciwko Donaldowi Trumpowi. Prezydent USA jest oskarżany o podżeganie do rozruchów pod Kapitolem.

Rozpętując nagonkę przeciwko prezydentowi media amerykańskie złamały wszelkie reguły – ocenia publicysta. […] Demokracja liberalna wchodzi w fazę coraz większego zamordyzmu.

W opinii gościa „Poranka WNET” obwinianie Trumpa za ostatnie zamieszki jest „histerią”. Jak zauważa, dużą część odpowiedzialności za zaistniałą sytuację ponosi ochrona Kongresu, słabo obstawiając protesty z 6 stycznia.  Michał Karnowski dostrzega analogię między sytuacją w USA, a wydarzeniami w Polsce, gdzie opozycja chciała na przełomie 2016 i 2017 roku dokonać puczu.

Donald Trump uzyskał głosy ponad 70 milionów Amerykanów, a tamtejszy establishment traktuje go jak śmiecia.

Rozmówca Łukasza Jankowskiego wskazuje, że konserwatyści nie mogą polegać jedynie na mediach społecznościowym, muszą budować własne, silne media tradycyjne.

Tak jak w PRL-u musimy wykuwać własne nisze wolności, musimy ich bronić. (…) Sfery wolności będą trwały tak długo, jak długo trwają rządy Zjednoczonej Prawicy.

Michał Karnowski wskazuje na paradoks, że media społecznościowe, które długo wydawały się oazą wolności, są w istocie narzędziem zniewolenia.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T. / A.W.K.

Billa Gatesa nie lubię i chciałbym, żeby wybory prezydenckie były w maju/ Krzysztof Skowroński, „Kurier WNET” 71/2020

Słucham Radia Wnet i jestem dumny, że tworzę je i w nim pracuję. Niezależne media, nawet jeśli nie są w stanie zmienić losów świata, to przynajmniej pozwalają nam zachować godność bycia sobą.

Krzysztof Skowroński

Billa Gatesa nie lubię i chciałbym, żeby wybory prezydenckie były w maju. I to zdanie niech w tym majowym „Kurierze WNET” wystarczy za polityczny komentarz. Bo w tych dwóch prostych twierdzeniach zawiera się zarówno mój stosunek do pandemii i globalnej destrukcji, jak i polskiej polityki. Nie chcę obowiązkowych szczepionek, dronów mierzących temperaturę, aplikacji kontrolujących, z kim się spotykamy, sieci 5G, rządów finansowej oligarchii i chińskich komunistów. Nie ufam Światowej Organizacji Zdrowia i poecie publikującemu wiersz na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej”.

Groteskowi są politycy, którzy w piątym roku brutalnej kampanii wyborczej twierdzą, że jej nie ma. Mierzi mnie zakłamanie świata i melodia wyśpiewywania przez wielkie media.

Dlatego z przyjemnością napiszę tu o radiu, którego słucham. A słucham Radia Wnet i jestem dumny, że je tworzę i w nim pracuję. W czasie pandemii nadajemy z siedemnastu studiów: studia-bazy w budynku PAST-y, studia Prawy Brzeg, Studia Ochota, Podkowa, Warmia, Biała Podlaska, Brwinów, Zwycięzców; studia w Krakowie i Wrocławiu, Studia 37 w Dublinie, studia Londyn i Studia Dziki Zachód w Arizonie; studia Los Angeles, studia Bejrut, Wilno i Lwów. W każdym z tych miejsc tworzymy i z nich na żywo nadajemy audycje radiowe. Pandemia ujawniła, że możemy z szybkością światła przemieszczać się po całym świecie. Dołączyli do nas nasi słuchacze, którzy stali się radiowymi reporterami. Dzięki temu docierają do nas informacje z pierwszej ręki z każdego miejsca na ziemi.

Ale nie to jest fenomenem Radia Wnet. W czasie zarazy, gdy informacje napawają pesymizmem, nam udało się w naturalny sposób dołączyć do tego radość z życia. Jesteśmy jednym z nielicznych mediów, które w czasie izolacji społecznej eksplodowało energią, zmieniło się na lepsze, nabrało wigoru i odmłodniało o 30 lat, nie tracąc swojej wysokiej jakości.

Nie tylko młodość i twórcza siła zwyciężyła, ale też uruchomiliśmy Solidarnościową Akcję Radiową. Jesteśmy gotowi, by wspierać darmową reklamą małe rodzinne firmy, producentów, sprzedawców, małe wydawnictwa, księgarnie, studyjne kina, teatry, akcje charytatywne i inicjatywy społeczne.

Ksiądz profesor Józef Tischner zdefiniował wolność jako możliwość bycia sobą u siebie. I my chcemy być u siebie i dać z siebie tyle, ile możemy, by pomóc innym. Ale i my potrzebujemy solidarności innych. Niezależne media, nawet jeśli nie są w stanie zmienić losów świata, to przynajmniej pozwalają nam zachować godność bycia sobą. A „Kurier WNET” jest sobą, ale nie u siebie. Na czas pandemii musiał schować się do internetu. Wprawdzie w nabrał tu kolorów, ale nie wyobrażamy sobie, by długo tkwił w wirtualnej niewoli.

„Kurier WNET” jest klasyczną – choć niecodzienną – gazetą. Siłą naszej gazety są teksty przelane na papier, a przyjemnością czytelnika jest przewracanie kolejnych stron. I to na pewno wróci.

„Nie ma wolności bez solidarności”, a ja dodam: „nie ma solidarności bez miłości”. Niech te słowa Jana Pawła II, wypowiedziane w Gdańsku, towarzyszą nam przy lekturze majowego „Kuriera WNET”; wszak 18 maja przypada setna rocznica urodzin naszego papieża-Świętego.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, na s. 1 majowego „Kuriera WNET” nr 71/2020.

 


  • Do odwołania ograniczeń związanych z obowiązującym w Polsce stanem epidemii, „Kurier WNET” będzie można nabyć jedynie w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.

O wszelkich zmianach będziemy Państwa informować na naszym portalu i na antenie Radia Wnet.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego, Redaktora Naczelnego „Kuriera WNET”, na s. 1 majowego „Kuriera WNET” nr 71/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ambasada Palestyny: Izraelska armia zaatakowała siedzibę telewizji „Palestyna” aresztując przy tym trójkę dziennikarzy

Prezenterkę Dana Abu Shamsia, redaktorkę Christine Renawi i fotografa Amir Abd Rabbouh aresztowały siły izraelskie po rajdzie na jerozolimską siedzibę Palestine TV -podaje polska Ambasada Palestyny

Jak informuje na swojej stronie na portalu Facebook Ambasada Państwa Palestyny w Warszawie :

Dziś rano izraelska armia zaatakowała siedzibę telewizji „Palestyna” w Jerozolimie, a także aresztowała dziennikarzy: prezenterkę Dana Abu Shamsia, redaktorkę Christine Renawi, fotografa Amir Abd Rabbouh.

Jest to kolejna akcja izraelska przeciwko Palestine TV, lokalnej stacji finansowanej przez Autonomię Palestyńską. Poprzednią podjęła w listopadzie, co spotkało się z potępieniem Komitetu Obrony Dziennikarzy (Committee to Protect Journalists). Jak informuje organizacja na swojej stronie, według władz izraelskich stacja nadając w Jerozolimie narusza umowę z 1994 r. Jak skomentował  ówczesny rajd przedstawiciel CPJ  na Bliski Wschód i Afrykę Płn. Ignacio Miguel Delgado:

Izraelskie władze muszą przestać używać policji i służb specjalnych do tłamszenia lokalnych mediów.

Dodawał, że jeśli Izrael uważa, że łamane jest prawo, to powinno być to rozwiązane przed sądem, a nie w ramach niespodziewanych interwencji i zamykaniu redakcji. Jak komentuje obecną sytuację Ambasada Państwa Palestyny w Warszawie:

Naruszanie międzynarodowych traktatów i umów stało się „codziennym rytuałem” Izraela; konwencja genewska z 12 sierpnia 1949 r. oraz dwa dodatkowe protokoły z 8 czerwca 1977 r., w szczególności art. 79 protokołu dodanego dotyczącego ochrony dziennikarzy wykonujących poważne zadania dziennikarskie w obszarach konfliktu zbrojnego.

Zadaje retoryczne pytanie: „Jak długo jeszcze? Czy to nie czas, aby powstrzymywać izraelskie naruszenia !?”.

A.P.

„Układ”, który zniszczył niepokornego dziennikarza i wydawcę, wyciąga pieniądze ze „skarbonki bogatyńskiej”

– Były nawet ustawy, które obowiązywały przez 2-3 godziny, żeby mógł przykładowo jakiś transport z alkoholem przejechać. To był system dochodów ówczesnej władzy – powiedział wydawca Zdzisław Szostek.

– W swoim czasie pan Braun ocenił, że na Dolnym Śląsku pewien schemat się udał i to jest trochę przerażające, bo jeśli się udał, to znaczy, że my nadal w tym układzie funkcjonujemy – powiedział Zdzisław Szostek, były wydawca. Jego zdaniem jest

to schemat wypracowany „jeszcze przez obce mocarstwo”, bo przypomnijmy, że  Władimir Putin w swoim czasie stacjonował w Dreźnie, czyli odpowiedniku Dolnego Śląska po stronie niemieckiej.

– Tam byli specjaliści od wprowadzania nowych systemów, które miałyby rządzić jak perpetuum mobile, bo po co cały czas kontrolować politycznie, skoro zrobimy taki system, który sam się będzie kontrolować – powiedział rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

Jego zdaniem jest to w ten sposób ustawione, że nie można nawet przedstawić dowodów, konkretnych dokumentów na jego istnienie.

Układ musi się finansować

– Układ zawsze musi czemuś służyć, układ musi się z czegoś finansować – powiedział Szostek, który przypomniał o szeregu mafijnych porachunków, jakie miały miejsce w okolicach Bogatyni w latach 90.[related id=29143]

– Pod koniec lat 90. na Dolnym Śląsku mieliśmy do czynienia z grupami przestępczymi zajmującymi się przemytem papierosów, alkoholu, handlem żywym towarem. Później nagle wszystko znikło – powiedział Szostek, który uważa, że „został zrobiony rachunek sumienia”. Przypomniał, że wówczas do władzy doszło SLD i nie potrzebowało już „przerzucać alkoholu przez granicę, ponieważ mogło to zrobić na zasadzie ustaw dla siebie przygotowanych”. Jego zdaniem miała tu miejsce koordynacja działań.

– Były nawet ustawy, które obowiązywały przez dwie-trzy godziny, żeby mógł przykładowo jakiś transport z alkoholem przejechać. To był system dochodów ówczesnej władzy – powiedział Szostek.

– System bardzo szybko się zmienia i przyjmuje nowe formy. Kiedyś forma łapówki była bardzo prosta, czyli konkretnie koperta – powiedział Szostek. System łapownictwa jednak szybko dostosował się do dzisiejszych realiów, bo „układ” zaczął do swych celów wykorzystywać m.in. giełdę.

– Dekadę temu ktoś mówił komuś, żeby sobie kupił akcje firmy X, która nic nie znaczyła… po kilku miesiącach w sposób niewytłumaczalny z ekonomicznego punktu widzenia kurs akcji rósł o kilkaset procent – powiedział Szostek.

– Jeżeli tego procederu jeszcze nie upublicznili, bo przecież tym zajmowały się urzędy skarbowe, to kto wie, być może jeszcze to trwa – zastanawiał się rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

Bogatynia – „tu są pieniądze”

– Afera paliwowa, chyba wszyscy w kraju pamiętamy – nie została do końca wyjaśniona, a to tu się wszystko zaczęło od wystawiania lewych faktur – powiedział Szostek, dla którego Bogatynia to jest „ewenement”.

To bogata gmina ze względu na elektrownię i kopalnię. Zwrócił uwagę na fakt, że mało mówi się o tej miejscowości nawet wtedy, gdy to jest coś dobrego. Informacje są stąd podawane zawsze w formie szczątkowej.

– W mojej opinii jest to idealna skarbonka jakiegoś „układu” – powiedział Szostek, który uważa, że mimo iż władza się zmienia, a w Bogatyni zawsze są „te same buty”, bo „tu są pieniądze”.

– Bogatynią rządziło SLD, a potem przejęła schedę Platforma – powiedział Szostek, którego zdaniem kolejni politycy, którzy przejmują tu stery rządów, po prostu przejmują też korzyści płynące z „układu”.

– Przedsiębiorstwa wrzucają do skarbonki – powiedział, pytany o to, kto wrzuca do skarbonki. W jego opinii wokół Bogatyni jest dużo osób, firm, instytucji, które wyciągają stąd pieniądze, bo to taka „dojna krowa”.

Czy jest w Polsce wolne dziennikarstwo?

– Po wyborach wielka euforia, ale po trzech miesiącach każdy zauważa, że tylko nazwiska się zmieniły, ale system nadal funkcjonuje – powiedział Zdzisław Szostek, kiedyś wydawca dużej, wpływowej „Gazety Powiatowej” na Dolnym  Śląsku, o którego działalności informowało już Radio Wnet cztery lata temu. Poważne kłopoty zaczęły się, gdy Zdzisław Szostek zadecydował, że chce być niezależny. Wycofano jego pismo z kiosków Ruchu, po prostu kolporterzy odmówili dystrybucji, reklamodawcy zrezygnowali z dawania ogłoszeń i wkrótce gazeta zbankrutowała.

Podczas swej pracy dziennikarskiej Szostek liczył, że kolejne ekipy, które dochodziły do władzy, będą chciały rozliczyć poprzedników i w jakiś sposób będzie mógł przekazać informacje na temat różnych afer i przekrętów mających miejsce na Dolnym Śląsku, ale po kolejnych wyborach okazywało się, że nikt nie chce go słuchać: „znowu ściana”.

Uważa, że bez względu na wynik wyborów presja „układu” była coraz większa i w końcu ktoś podjął decyzję o tym, żeby „zablokować pismo, zlikwidować gazetę”.

– Byłem pozbawiony źródła dochodu i musiałem zamknąć gazetę – powiedział Szostek, który rozgrywkę, jaką „układ” z nim prowadził, przyrównuje do partii szachów. Rządzący doprowadzili do sytuacji, w której „musiałem upaść, ale teraz każdy mówi to nie my, my mamy ręce czyste„.[related id=29013]

– Chciałem się przekonać, jako autor wielu publikacji o tak zwanych nieprawidłowościach, czy nie mamy tu do czynienia z jakąś mafią – mówił Szostek.

– Jeszcze żyję! Tylko pytanie, jak to życie ma wyglądać? – wydawca nie może znaleźć pracy, chociaż „niby się miało wszędzie dobrych znajomych”. „Wszyscy odwrócili się”, nawet ci, którzy w czasach wydawania gazety kibicowali niepokornemu dziennikarzowi.

– Dla pozostałych dziennikarzy, szczególnie tych lokalnych, mój przykład działa odstraszająco – powiedział Szostek. Uważa, że jest przestrogą dla młodych, którzy chcieli uprawiać prawdziwe dziennikarstwo.

– Czy jest ta wolność dziennikarska w naszym kraju? – pyta Szostek, który mimo problemów jest dumny z tego, co robił, i chciałby, aby w Polsce było wielu dziennikarzy takich jak on, którzy będą mieli odwagę podejmować trudne i ryzykowne tematy.

– Dziennikarstwo to nie praca, to styl życia – podkreśla – „trzeba to poczuć” i nawet „śnić na sposób dziennikarski”. Dzięki dziennikarstwu, gdy całkowicie posypało się jego życie zawodowe i prywatne, znalazł siłę, aby nie dać satysfakcji tym, którzy chcieliby zobaczyć jego nekrolog. „Walczy o siebie”, być może opublikuje książkę.

MoRo

Fragmenty wywiadu ze Zdzisławem Szostkiem, który przeprowadził Krzysztof Skowroński, zostały opublikowane w dzisiejszym Poranku Wnet w części 3 i 4. Chcesz posłuchać, kliknij tutaj

OSIEM lat niezależnych Mediów WNET! Docieramy do źródeł, zwracamy uwagę na niebezpieczeństwa i pomagamy zrozumieć świat

Polska ma wielką szansę stać się wzorem dla innych państw. W sens działania i naprawy Rzeczpospolitej trzeba jeszcze raz uwierzyć, nie dopuszczając do siebie fałszywych informacji płynących ze świata.

Krzysztof Skowroński

Media WNET obchodzą swoje ÓSME urodziny. Mamy świadomość, że udało nam się stworzyć wspólnie z Państwem wolne, opiniotwórcze media, które mogą zwracać uwagę na niebezpieczeństwa i pomagać zrozumieć świat, niezależnie od grup interesów i zewnętrznych wpływów. Od lat należą do nich Radio WNET i „Kurier WNET”. Dwa miesiące temu uczyniliśmy następny krok: stworzyliśmy nowy portal, WNET.fm, który powstał dzięki Państwa wsparciu.

Wiemy, że nasza publicystyka, nasze „Poranki WNET” i podróże do źródeł wywierają wpływ na to, co myślimy, i wnoszą nową wiedzę o Polsce i świecie. Taką podróżą do źródeł była największa jak dotąd pod względem logistycznym wyprawa naszego radia do stolic szeroko rozumianej Grupy Wyszehradzkiej. Chcieliśmy poznać u źródeł wiedzę i stosunek do Polski i Polaków, a także nastawienie do współpracy w ramach Grupy naszych sąsiadów i partnerów.

„Grupa Wyszehradzka istnieje tylko teoretycznie”. Taki wniosek po spotkaniach dziennikarzy WNET z przedstawicielami mediów, gospodarki, kultury i polityki państw tworzących tę grupę byłby przesadzony. Ale dziś już z pełnym przekonaniem możemy stwierdzić, że w poszczególnych stolicach różną wagę przywiązuje się do V4. Pozycja Wyszehradu jest najmocniejsza w Warszawie, ale też Polsce najbardziej zależy na jak najbliższym związku z trzema pozostałymi stolicami.

Racją stanu Polski jest próba wyrwania się z rosyjsko-niemieckiego okrążenia. Idąc w kierunku południowym: najdłuższą granicę mamy z Czechami, a Praga, niestety, jak wynika z naszych rozmów, ma bardzo letni stosunek do Wyszehradu.

Jeden z czeskich dziennikarzy powiedział nam w „Poranku WNET”, że gospodarczo Czechy są jednym z niemieckich landów i dla niego nie ma w tym nic złego. Proste stwierdzenie faktu. Czesi są pragmatyczni, a Wyszehrad jest dla nich jedną z form współdziałania w ramach Unii Europejskiej, i to znajdującą się poza podium.

Z naszego punktu widzenia nie to jest najgorsze, że Czesi przywiązują małą wagę do relacji wyszehradzkich, ale że ich świadomość zjawisk zachodzących w Polsce jest odbiciem tego, co o Polsce myślą urzędnicy Unii Europejskiej, niemiecka prasa i biuro przy ulicy Czerskiej. Dziennikarz specjalizujący się w polskich sprawach, który kształtuje opinię publiczną nad Wełtawą, uważa, że Polska jest krajem prawie faszystowskim. To na pewno nie sprzyja integracji i wspólnym projektom w ramach V4. Jednak mamy atut w naszych stosunkach z Czechami – na pewno jest nim zakupiony przez Orlen koncern naftowy Unipetrol.

Podobna, choć trochę lepsza z naszego punktu widzenia jest sytuacja w Bratysławie. Kraj strefy euro – to określa sytuację gospodarczą Słowacji. Jeśli będzie tworzona Europa dwóch prędkości, Słowacy liczą na to, że znajdą się w jądrze takiej Europy.

Oczywiście naszym największym sojusznikiem są Węgry. Polityczny most, który udało się wybudować między Warszawą i Budapesztem, jest naprawdę imponujący. W stosunkach polsko-węgierskich nie ma żadnego udawania. Relacja i sojusz są mocne i prawdziwe.

Ale i tu jest kropla dziegciu. Mamy związek polityczny, znaczące relacje gospodarcze, ale w dziedzinach najbardziej wrażliwych Węgrzy zdają sobie sprawę, że energetycznie związani są z Rosją, a ich największym partnerem gospodarczym są Niemcy.

Z krajów, które odwiedzili w maju dziennikarze WNET, najciekawszym partnerem wydaje się Rumunia. Wydaje się, że tu zbieżność interesów gospodarczych jest największa.

Jeśli miałbym w jednym zdaniu zamknąć doświadczenie płynące z wyprawy „Poranka WNET”, powiedziałbym, że Polska jest krajem dość samotnym, a jej przyszła siła oddziaływania zależy od tego, czy potrafi poradzić sobie z własną gospodarką; że atrakcyjność relacji buduje się przede wszystkim na eksporcie kapitału i bez tej możliwości wysiłkowi Polski grozi zniweczenie.

Mam jeszcze jedną uwagę na marginesie naszej wizyty. Gdy przebywaliśmy w Budapeszcie, wszyscy najważniejsi politycy węgierscy z premierem Orbánem byli, podobnie jak nasza premier Beata Szydło i przywódcy innych państw, w Pekinie. I tu narracje we wszystkich stolicach są identyczne. Każda z nich uważa, że będzie logistycznym centrum Jedwabnego Szlaku i w każdej z nich nadzieje są związane z napływem chińskiego kapitału. Przyszłość to Chiny, a nauka płynąca z wiedzy, że kapitał ma narodowość, została w tym wszystkim zapomniana.

Warto czasami przypomnieć sobie, jak zakończyły się inwestycje w koleje dla Tybetańczyków, że w Chinach rządzą komuniści, którzy zachowali autorytarny sposób sprawowania władzy. A do tego kapitał wielkich korporacji produkujący w Chinach (np. Apple Inc., producent iPhone’a) łączy najgorsze korporacyjne metody zarządzania z postkomunistyczną opresją.

Mam wrażenie, że to bezrefleksyjne podejście i prześciganie się w zachęcaniu Chińczyków do inwestycji jest bardzo podobne w swojej istocie do otwarcia granic dla muzułmańskich przychodźców. W obu wypadkach następuje zderzenie kultur, przy czym nasza europejska kultura staje się każdego dnia coraz bardziej bezradna.

W tej sytuacji warto przyjrzeć się działaniom Unii Europejskiej, która z jednej strony wspiera wielkie korporacje poprzez traktaty, takie jak CETA i TTIP, z drugiej zaś osłabia więzi wspólnotowe, domagając się relokacji i przymusowego osiedlania przychodźców.

Ta walka jest naprawdę poważna i nikt nie ma kryształowej kuli, dzięki której poznałby najbliższą nawet przyszłość. Nie mamy kuli, ale mamy media. Ale żeby były wolne, żeby mogły opowiadać o świecie, muszą mieć źródła utrzymania. Najważniejszym jest społeczność. Oczywiście są media publiczne, ale doświadczenie uczy, że one nie wystarczą. Dlatego warto o tym pomyśleć, zanim zostanie zrealizowany plan, w którym wolność człowieka będzie wartością reglamentowaną.

Radio WNET czeka teraz wielki objazd Polski, w czasie którego często będziemy nadawać z miejsc, w których już byliśmy. Interesuje nas ocena dobrej zmiany, ale też zaangażowanie w dyskusje na temat konstytucji. Mamy świadomość, że bez remontu fundamentów nie uda się stworzyć bezpiecznego państwa, a Polska – tak wynika z naszego doświadczenia – ma wielką szansę stać się wzorem dla innych państw. Jednak aby do tego doszło, należy uruchomić kolejną falę energii pozytywnej zmiany.

W sens działania i naprawy Rzeczpospolitej trzeba jeszcze raz uwierzyć, nie dopuszczając do siebie bełkotu i fałszywych informacji płynących ze świata. Aby to osiągnąć, nie wolno nam zapominać o źródłach i musimy docierać do źródeł. To wspólnie możemy i będziemy robić. To się uda.

Wszystkim, którzy poświęcili Mediom WNET swój czas i wysiłek albo przeznaczyli na ich istnienie i rozwój swoje pieniądze, bez których, niestety, nawet najbardziej ofiarne poświęcenie nie przyniosłoby efektów – zarówno tym, którzy nasze Media tworzą, jak i tym, którzy z nich korzystają – z okazji ÓSMYCH urodzin składam najserdeczniejsze życzenia.

Życie jest piękne!

Artykuł wstępny redaktora naczelnego „Kuriera Wnet” Krzysztofa Skowrońskiego znajduje się na s. 1. czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł wstępny Krzysztofa Skowrońskiego na s. 1 czerwcowego „Kuriera Wnet” nr 36/2017, wnet.webbook.pl