Adam Abramowicz: Czas skończyć z reżimem ryczałtowego ZUS-u

Projekt wprowadzenia małego ZUS-u dla najmniej zarabiających przedsiębiorców pojawił się w połowie zeszłego roku. Po rekonstrukcji rządu część polityków PiS liczy na wprowadzenie
zmian.

O polityce gospodarczej rządu Mateusza Morawieckiego oraz nadziejach przedsiębiorców
rozmawialiśmy z Adamem Abramowiczem, posłem Prawa i Sprawiedliwości, przewodniczącym
Parlamentarnego Zespołu na rzecz Wspierania Przedsiębiorczości i Patriotyzmu Ekonomicznego oraz
przedsiębiorcą.

Kiedy powstał nowy rząd i nowe ministerstwo, to pani minister Jadwiga Emilewicz kilka razy
zapowiedziała w mediach, że ten projekt ruszy. Uchwalmy projekt ustawy o małej działalności
gospodarczej i pokażmy, że można złamać dogmat ryczałtowego ZUS-u – podkreślił Adam Abramowicz.

Poseł dodał, że nowy rząd oznacza nowe otwarcie w kontaktach z przedsiębiorcami, czego dowodem
jest powołanie Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii :
Teraz rząd chce postawić na inwestycje i wprowadza wiele ulg dla inwestorów. Zapewnia też
bezpieczeństwo prowadzenia obrotu gospodarczego, czego nie było wcześniej. Uchwalono klauzulę
pewności prawa. Teraz prawo nie może być interpretowane wstecz i egzekwowane wstecz. Prawo może
być nowelizowane tylko „do przodu”.

Wprowadzono ulgi inwestycyjne oraz program Firma na Start, który pozwala uniknąć płacenia ZUS-u
przez pierwsze pół roku, a także instytucje incydentalnej działalności gospodarczej, dającej pełną
wolność osobom, które prowadzą np. sprzedaż owoców czy grzybów przy drogach – wyliczał polityk PiS,
wskazując na dotychczasowe dokonania rządu w zakresie wspierania małych przedsiębiorców i na
kwestię zmiany funkcjonowania programu Specjalnych Stref Ekonomicznych:

Polska jedną strefą ekonomiczną. Te strefy ekonomiczne, które działały do tej pory, były dostępne tylko
dla wielkich korporacji, a niedostępne dla małych i średnich polskich przedsiębiorstw. (…) Teraz, jeżeli
firma spełni warunki stwarzania miejsc pracy, będzie mogła korzystać z tych samych ulg, co korporacje,
a inwestować będzie mogła w miejscu zamieszkania.

Poseł Adam Abramowicz wskazał również na pojawienie się nowych akcentów w polityce fiskalnej
państwa, które mają zacząć dominować w drugiej połowie kadencji:

System został uszczelniony (przyciśnięto złodziei, co widzimy w wynikach wpływów z VAT) i teraz
chcemy przedsiębiorcom dać możliwość bezpiecznego prowadzenia działalności gospodarczej. Podatki
w Polsce nie są wysokie, a chcę przypomnieć, że nasz rząd obniżył je dla najmniejszych firm do 15
procent. To są bardzo niskie podatki jak na europejskie standardy. Nie wysokość podatków jest
problemem, tylko skomplikowanie prawo i jego ciągle nowelizacje.

Kolejną ważną kwestią podnoszoną przez polityka była zmiana w systemie płacenia przez
przedsiębiorców składek do ZUS:

Polska jest jednym z nielicznych krajów, w którym bez względu na osiągany dochód funkcjonuje
ryczałtowy ZUS. Dotąd było możliwe, że państwo zabierało przedsiębiorcom cały dochód, jeżeli ktoś
zarabiał na przykład 1200 złotych.

Zdaniem Adama Abramowicza taki system zmusza wielu przedsiębiorców do uciekania w szarą strefę:
Teraz chcemy dać oddech tym przedsiębiorcom, których na pewno nie stać na zapłacenie pełnej
wysokości stawki ZUS. Jest projekt, który mówi, że za każde 200 złotych przychodu składka będzie
wynosić 32 złote, jeżeli więc ktoś będzie zarabiał w przedziale 200–400 złotych, to zapłaci 64 złote
składki do ZUS.

Jak podkreślił poseł, obawy o znaczący ubytek w budżecie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych są
nieuzasadnione:
Najniższa emerytura jest gwarantowana prawem i składki odkładane w ramach mechanizmu małego
ZUS-u pewnie nie wystarczą na uzbierania wyższego świadczenia. Ale osoby, którym ryczałtowy ZUS
nie pozwala na prowadzenie działalności gospodarczej, pracują w szarej strefie i nie odprowadzają
składek, a kiedy przejdą na emeryturę, mogą zwrócić się o zasiłek socjalny, który jest niewiele niższy od
najniższej emerytury, więc tutaj budżet ZUS-u nic nie straci.

 

ŁAJ

Najważniejszym zadaniem dla nowych resortów gospodarczych będzie pobudzenie prywatnych inwestycji

W czwartek na wspólnej konferencji Jadwiga Emilewicz i Jerzy Kwieciński wyjaśniali, jak będzie wyglądać polityka gospodarcza po rekonstrukcji rządu i podziale superresortu, czyli Ministerstwa Rozwoju.

Kierownictwo polityczne Zjednoczonej Prawicy zdecydowało, że przez drugą część kadencji sprawy związane z rozwojem przedsiębiorczości i technologii, a  także wdrażaniem polityki spójności i negocjowaniem jej na kolejną perspektywę, zostaną podzielone – powiedziała Jadwiga Emilewicz na wspólnej konferencji z ministrem Jerzym Kwiecińskim.

Zdaniem nowej Minister Przedsiębiorczości i Technologii rozdzielenie ministerstw nie powodowało większych trudności:

Podział jest prosty, bo ministerstwa dzielą się działami rządowymi. Ministerstwu Przedsiębiorczości i Technologii będzie podlegał dział „gospodarka”, a Ministerstwu Inwestycji i Rozwoju dział „rozwój regionalny”.

W Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii będę zajmować się szeroko rozumianą polityką gospodarczą, która została zapisana w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, a podział ministerstw ma służyć jeszcze szybszemu wdrażaniu jej założeń – podkreśliła minister Emilewicz.

Wśród priorytetów dla nowych ministerstw wskazała również pomoc polskim firmom, nad którą pracuje rząd:

Obok Konstytucji dla Biznesu (pakietu ponad 180 rozwiązań prawnych, które usprawnią kontakty przedsiębiorców z państwem),  przygotowanej jeszcze w Ministerstwie Rozwoju,  a która w najbliższych dniach opuści parlament i będzie czekać na podpis prezydenta, opracowujemy kolejny pakiet wsparcia dla przedsiębiorstw.

Wśród priorytetów ministerstwa przedsiębiorczości minister Emilewicz wymieniła jeszcze „kwestię czystego powietrza i sprawienie, by w Polsce żyło się nam bardziej komfortowo i nie dochodziło do sytuacji, że  więcej osób umiera od złego powietrza, niż w wypadkach komunikacyjnych. Dodała, że  trzecim obszarem działalności  ministerstwa będą nowe technologie i większe wydatki na innowacje. Obecnie ministerstwo jest takim to start-upem, ale dla innowacyjnych firm również szykujemy nowe propozycje – podkreśliła Jadwiga Emilewicz.

W swoim przemówieniu minister Jerzy Kwieciński wskazał na przewodnią rolę resortu Inwestycji i Rozwoju w pilotowaniu realizacji „Planu Morawieckiego”:

Obydwa ministerstwa już teraz działają bardzo sprawnie, a sam podział został  w zasadzie przeprowadzony. W tej chwili musimy to tylko przełożyć na język prawny w ramach statutów naszych ministerstw. Ponieważ nasze ministerstwa obejmują dwa odrębne działy w ramach administracji rządowej, to stworzenie nowych nie nastręczało specjalnych problemów w podziale kadr i finansów. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju dalej będzie koordynować wdrażanie Strategii na Rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i programów rozwojowych. To będzie nasze główne zadanie.

Nadal będziemy się bardzo poważnie zajmować polityką zagraniczną w obszarze promocji polskiej gospodarki, co leży w gestii resortu minister Emilewicz, ale w kwestiach europejskich, dla nas bardzo ważnych, np. tych  związanych z pozycją naszych firm, czy z przyszłością budżetu UE, będziemy działać wspólnie i to nie tylko w Warszawie, ale też w naszym przedstawicielstwie w Brukseli – zaznaczył Jerzy Kwieciński.

Minister Inwestycji i Rozwoju podkreślił, że to właśnie inwestycje będą najważniejszych zadaniem dla nowego resortu. Kolejnym bardzo ważnym działaniem będzie realizacja programów współfinansowanych ze środków europejskich. Nadzór nad programami zostanie przy Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. Trzecią kwestią (kto wie, czy nie najważniejszą w najbliższych miesiącach), będą  inwestycje.

Gospodarka bardzo dobrze nam się rozwija, ale niewątpliwie chcemy przyspieszyć inwestycje, zarówno te publiczne, jak i prywatne i chcemy w tej kwestii koordynować wysiłki całego rządu. Zmiana otoczenia funkcjonowania firm ma decydujący wpływ na inwestycje i w tym obszarze będziemy współpracować z minister Emilewicz – podkreślił na koniec wystąpienia minister Jerzy Kwieciński.

W kontekście działań rządu, mających na celu zdynamizowanie tempa inwestycji, głos zabrała również minister Jadwiga Emilewicz:

Zakres inwestycyjny będzie bardzo mocno łączył działania nowych ministerstw. Mamy bardzo wyraźne cele zawarte w SOR w ramach wzrostu inwestycji prowadzonych przez polskie firmy, ale też bezpośrednich inwestycji zagranicznych, ale  takich, które pociągną za sobą nowoczesne technologie.

ŁAJ

Prof. Grażyna Ancyparowicz: Reforma emerytalna Mateusza Morawieckiego może być powtórką z OFE [VIDEO]

Zdaniem prof. Ancyparowicz istotną przyczyną dobrej sytuacji finansów publicznych są mniejsze wydatki inwestycyjne sektora publicznego, szczególnie w zakresie projektów infrastrukturalnych.

Gościem Poranka Wnet była prof. Grażyna Ancyparowicz, ekonomista, członek Rady Polityki Pieniężnej oraz Narodowej Rady Rozwoju, która odniosła się do sytuacji budżetowej państwa oraz kondycji całego sektora finansów publicznych – Deficyt w roku 2018 zaplanowano na dość bezpiecznym poziomie, ale mówimy tylko o budżecie państwa, bo trudno w tej chwili przewidzieć, jakie będą wyniki samorządów, zwłaszcza jeżeli będą prowadzone szerokim frontem inwestycje finansowane w ramach funduszy unijnych. (…) Liczę, że w tym roku uda się utrzymać deficyt w ryzach i dalej będziemy poniżej tej magicznej granicy trzech procent PKB.

Mnie wyniki budżetowane za rok 2017 nie cieszą aż tak bardzo, bo dochody rosły tak, jak miały rosnąć, z wyjątkiem VAT-u, którego ściągalność była wyraźnie wyższa od zakładanej. (…) Jedną z przyczyn tak dobrej kondycji  jest kwestia wydatków majątkowych, czyli inwestycji rządowych i samorządowych – podkreśliła prof. Grażyna Ancyparowicz.

Zdaniem gościa Poranka Wnet premierowi Morawieckiemu udało się istotnie zmienić strukturę posiadaczy polskiego długu: Co prawda cały czas się zadłużamy, ale wolniej niż w poprzednich latach. Jednak cieszy to, że część długu udało się przenieść na rynek krajowy. Kiedyś większość naszego długu była w rękach nierezydentów, teraz jest to tylko 30 procent naszego długu publicznego.

W rozmowie z członkiem Rady Polityki Pieniężnej nie mogło zabraknąć pytań o politykę pieniężną:   Jeżeli nie pojawią się żadne sygnały, że w Polsce jest prowadzona jakaś wybujała akcja kredytowa (a nic na to nie wskazuje), a wszystkie impulsy inflacyjne będą efektem bazy, albo czynników niezależnych, to jest bardzo prawdopodobne, że stopy przez cały ten rok nie ulegną zmianie.

Jednym z czynników, który sprzyja utrzymaniu w ryzach budżetu sektora publicznego, jest prowadzona przez Radę polityki Pieniężnej polityka utrzymywania niskich stóp procentowych  – podkreśliła w Poranku Wnet prof. Grażyna Ancyparowicz.

Profesor odniosła się również do prezentowanych przez premiera Morawieckiego planów reformy emerytalnej: Pojawiają się próby wprowadzania obowiązkowego filara kapitałowego w systemie emerytalnym i równocześnie zatrważająca informacja, że do niego mają być wpłacane jakieś składki powitalne z funduszy pracy w wysokości 250 złotych na jedną osobę. Jeśli je pomnożymy przez 16 milionów pracujących, to taka operacja sprawi, że fundusz pracy przestanie faktycznie istnieć.

Obawiam się, że cały ten pomysł wziął się z tego, że OFE  nie mogą inwestować w obligacje, ale jeśli  jednocześnie przeprowadzi się reformę OFE i wprowadzi Pracownicze Plany Kapitałowe, to  OFE znowu staną się instrumentem wysysającym pieniądze publiczne z systemu ubezpieczeń do prywatnych funduszy – podkreśliła prof. Grażyna Ancyparowicz.

Studio Dublin 12.01.2018 – Irlandzkie media o spotkaniu J. – C. Junckera z premierem M.Morawieckim. Gość Bogdan Feręc.

W STUDIU DUBLIN informacje z Republiki Irlandii. Tym razem o doniesieniach korespondentów Irish Times i Irish Independent oraz RTE o rozmowie Jean-Claude’a Junckera z premierem Mateuszem Morawieckim.

Irlandzkie media sporo uwagi poświęciły roboczej kolacji w Brukseli, między premierem Polski Mateuszem Morawieckim a przewodniczącym Komisji Europejskiej Jean-Claudem Junckerem. Jak doniósł Irish Times:

„Obecny był także wiceprzewodniczący Komisji Franz Timmermans, który – jak wyraził się irlandzki dziennikarz „wspomina symboliczne razy, które otrzymał od poprzedniej premier Beaty Szydło”.

 

W STUDIU DUBLIN także o:

  • przygotowaniach irlandzkiego gabinetu Leo Varadkara do II tury rozmów z premier rządu brytyjskiego Teresą May w sprawie Brexitu. Unijni liderzy popierają stanowisko Irlandii, ale z perspektywy Dublina sprawy wyglądają zupełnie inaczej niż z Londynu czy Brukseli. Dlatego premier Irlandii Leo Vardkar szuka sprzymierzeńców w stolichach Europy. Wizja granicy między Irlandia Północną a Republiką „miękkiej lub twardej” jest dla irlandzkich władz absolutnie kluczowa, zarówno z powodów gospodarczych, jak i bezpieczeństwa. Nikt na Szmaragdowej Wyspie nie spodziewa się, by rząd mógł w tej sprawie ustąpić. Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że rząd Varadkara jest w na granicy parlamentarnego przetrwania.- Dublin ma świadomość, że ma obecnie dużą siłę negocjacyjną, bo bez jego zgody nie będzie można przejść do drugiej fazy negocjacji, a do tego ma pełne poparcie państw członkowskich. Oczekuje od Londynu namacalnego zapewnienia, że tej granicy nie będzie po Brexicie – mówią komentatorzy.
  • słów kilka o decyzji Komisji ds. Publicznych Irlandii (Standards in Public Office Commission), która nakazała Amnesty International zwrot około 160 tys. dolarów, które organizacja ta otrzymała od fundacji Georga Sorosa na proaborcyjną kampanię w tym kraju. Według orzeczenia komisji pieniądze zostały przekazane z pogwałceniem prawa;
  • oraz o gotowości irlandzkiego prezydenta Michaela Higginsa, że jest gotowy do pełnienia funkcji przez kolejne siedem lat. Oficjalną decyzję o ewentualnym kandydowaniu ma jednak podjąć dopiero w maju.

 

Bogdan Feręc, nasz ekpert i cykliczny, obok Kamili Turzyńskiej i Piotra Słotwińskiego, gość Studia Dublin.

W gronie gości i ekspertów – Bogdan Feręc, załozyciel i szef portalu Polska-IE.com – najważniejszego portalu informacyjnego w Irlandii, partnera Radia WNET i Studia Dublin. Nasz ekspert, tak oto mówi o misji serwisu Polska-IE:

POLSKA-IE Naszym celem jest prezentowanie spraw, które mają bezpośredni wpływ na życie polskiej emigracji na Zielonej Wyspie. Prezentujemy informacje, które przybliżają polityczne zasady funkcjonowania państwa, opisują zasady działania gospodarki i pokazują sprawy, na które każdy może mieć wpływ. Portal Polska-IE powstał w 2014 roku i był odpowiedzią na niszę, jaka powstała w rynku mediów polonijnych w Irlandii.

Już wkrótce w serwisie Polska-IE zakładka Radia WNET.

Tomasz Wybranowski

Całej audycji Słuchaczki i Słuchacze możecie posłuchać tutaj:

https://www.mixcloud.com/tomaszwybranowski/studio-dublin-5012018-irlandzkie-media-o-spotkaniu-junckera-z-morawieckim-gość-bogdan-feręc/

Premier Morawiecki dzień 33 i 34: Z wizytą u rolników, na łączach z wiceprezydentem USA i nagrodą od biznesu

W piątek Mateusz Morawiecki przebywał z wizytą na Mazowszu i Podlasiu, zwiedzając zakłady mleczarskie, gdzie zapowiedział nowe ustawy, wspierające polskich rolników w ekspansji na zagraniczne rynki.

O sytuacji polskiego przemysłu rolno-spożywczego premier Morawiecki mówił na spotkaniu z producentami mleka z okolic Wysokiego Mazowieckiego:

Na początek swojego wystąpienia premier Morawiecki zwrócił uwagę na istotny aspekt dziedzictwa dla mieszkańców polskiej wsi – Zacznę od tego, że niedaleko stąd stoi jeden z pomników Żołnierzy Wyklętych, który upamiętnia ostatniego dowódcę 6 Brygady Wileńskiej Kazimierza Kamińskiego pseudonim “Huzar” ze swoimi żołnierzami. Dla mnie dzisiaj takimi bohaterami też jesteście państwo, rolnicy, dlatego zaczynam dzień od tego, że jem oczywiście polski serek z polskiego mleka, myślę, że od czasu do czasu również z Mlekovity, a potem przystępujemy z panem ministrem Jurgielem do dyskusji na temat problemów polskiej wsi. Nie jest sztuką na salonach brukselskich mówić ich językiem, tylko sztuką jest mówić o problemach właśnie polskiego rolnictwa o tym, żebyśmy nie zostawiali rolników samych, żeby nie byli w gorszej pozycji niż ich konkurenci z zachodniej Europy.

– Różne rzeczy się mówi, czasami nie do końca przemyślane, na temat różnych polityków, ale pan minister jest osobą wielce nie tylko zasłużoną dla polskiego rolnictwa, ale mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że bardzo dba o nasze rolnictwo razem z wiceministrem oraz z innymi ministrami – podkreślił Mateusz Morawiecki.

W rozmowie z rolnikami nie zabrakło również osobistych akcentów oraz kwestii modernizacji polskiej produkcji rolnej – Cieszę się, że zacząłem też od tej pięknej obory, moje dzieciństwo spędzałem na wsi, powiedziałem już panu gospodarzowi, panu Grzegorzowi, że nawet byłem kiedyś sprawny w fachu dojenia krów, są gospodarze w Pęgowie pod Obornikami Śląskimi, którzy mogą to poświadczyć jeszcze dzisiaj. (…) Dobrze, że jest automatyzacja, bo żeby spółdzielnia mogło zatrudniać prawie tysięcy pięć osób, to musi być automatyzacja i bardzo się cieszę, że polskie rolnictwo się modernizuje. Często mówi się, że rolnicy to sól ziemi, i to jest oczywiście prawda, ale ja bym chciał tę sól troszeczkę osłodzić, wyższymi zyskami i lepszymi marżami, żebyście jak najlepiej mogli sprzedawać swoje produkty po całym świecie, a Polska stała się potęgą w produkcji rolno-spożywczej.

Przemyśl rolno-spożywczych produkcja rolno-spożywcze jest dla mnie również absolutnie kluczowa i ona może również być bardzo dochodowa. To jest coś, w co bardzo głęboko wierzę, że tak właśnie zrobimy. Jesteśmy dzisiaj na czwartym miejscu w Europie w produkcji mleka, a w niektórych produktach jesteśmy już na podium, ale życzę państwu, żebyśmy wskoczył na podium w mleku i w innych produktach. Wierzę, że to jest absolutnie możliwe – zaznaczył szef polskiego rządu.

Prezes Rady Ministrów odniósł się do kwestii ochrony polskiej ziemi, stawiając ją jako jeden z głównych elementów polityki rządu w obszarze polityki rolnej – Szanowni państwo. Jan Paweł II jak przybywał na polską ziemię, to wykonywał zawsze taki piękny gest, całował polską ziemię, bo rzeczywiście to jest ziemia, która nie tylko rodzi owoce, daje życie czy daje nam utrzymanie, ale też jest to ziemia naszych przodków, której winniśmy szacunek i obronę. Będziemy bronić tej polskiej ziemi przed wyzbyciem się jej, ale też będziemy mądrze zabiegać o interesy polskich rolników i polskiej ziemi w całej Unii Europejskiej. To jest to, co robimy, na co na pewno będę kładł ogromny nacisk.

Chciałem podziękować wszystkim rolnikom za przechowanie tej wspaniałej wartości polskiego patriotyzmu. Dzisiaj patriotyzm polega też na tym, żebyśmy jak najlepiej rządzili się na polskiej wsi, a nasz rząd będziemy dbali o to, żebyśmy wszyscy razem rzeczywiście jak najlepiej. Dziękuję państwu za to wszystko, co robicie za to, że razem walczymy o lepszą Polskę – tak premier zakończył swoje wystąpienie po spotkaniu z producentami rolnymi.


Następnym przystankiem w piątkowej podróży premiera był zakład mleczarski należący do spółdzielni Mlekovita:

Wincenty Witos powiedział kiedyś, że największym dobrem nie jest samo gospodarstwo, nie jest nawet majątek, tylko jest nim wolną ojczyznę i dzięki tej wolnej ojczyźnie możemy dzisiaj naszą gospodarkę prowadzić w taki sposób, żeby ona dawała godną pracę dawała, jak najlepsze życie naszym rodzinom. O to chodzi nam również w naszej polityce rolnej oraz w naszej polityce promocji produkcji rolnej i rolno-spożywczej. Rolnicy i mieszkańcy wsi to ta część Polski, która jest absolutnie niezbędna i kluczowa, dla normalnego funkcjonowania całego kraju – podkreślił premier Mateusz Morawiecki.

Szef rządu zwrócił uwagę na brak równości w Unii w kwestii przepływu towarów – Praca rolników musi być doceniania, polskie produkty muszą być również doceniane, nie może być tak, że wręcz niemożliwe jest sprzedawać produkty polskie do innych sieci, do sieci zagranicznych. Na przykład sieciach sklepów w zachodniej Europie nie ma polskiego masła na półkach, w Danii na przykład, a jest duńskie masło w polskich sklepach. Parę lat temu minister do spraw gospodarki w rządzie duńskim powiedział, że niemożliwe jest to, żeby polskie masło było w sieciach duńskich sklepu, a przecież wszyscy jesteśmy w jednej Unii Europejskiej. No to jak to jest, że ktoś może nam blokować sprzedaż naszego masła, a my jesteśmy otwarci dla wszystkich producentów zagraniczny.

Dzisiaj jesteśmy wzorem jednolitego rynku Unii Europejskiej, my dzisiaj jesteśmy bardzo otwarci na produkty zagraniczne, również produkty rolne to w różnych sieciach zagranicznych są przecież tygodnie włoskie, tydzień portugalski, tydzień hiszpański, tydzień francuski bardzo pięknie, ale apeluje również o to, żeby w Polsce przede wszystkim był tydzień Polski co najmniej raz w miesiącu w każdej sieci tydzień Polski a tak naprawdę Przecież produkty polskie powinny tutaj być sprzedawane w ogromnej większości tak, jak to jest w krajach zachodnich, które bronią swoich rynków, pomimo że jesteśmy wszyscy częścią jednolitego rynku europejskiego – wskazywał Prezes Rady Ministrów.

W czasie wystąpienia Mateusz Morawiecki mówił również o planach na przeszłość rządu w otwieraniu nowych rynków dla polskich rolników – bardzo zależy mi na tym, żeby wszyscy rolnicy mieli ułatwiony dostęp ze swoją produkcją rolną również na rynki Zachodnie, żebyśmy eksportowali i eksponowali śmiało i odważnie na wszystkie rynki. Właśnie dlatego pan minister Jurgiel wdraża pakiet pięciu ustaw, które dotyczą promocji polskiej żywności, jej jakości, konkurencyjności czy właśnie wzmocnienia pozycji tych rozproszonych naszych producentów naszych rolników względem wielkich dominujących sieci zagranicznych.

No tak się złożyło przez ostatnie 27 lat, mogę powiedzieć niestety, że wielkie sieci są zdominowane przez kapitał zagraniczny. Jesteśmy częścią Unii Europejskiej szanujemy to, ale proszę o takie patriotyczne zachowanie się również tych sieci niech one traktują polskich producentów, polskich rolników nie tylko z szacunkiem należnym każdemu człowiekowi, ale przede wszystkim w tych relacjach handlowych cena skupu cena sprzedaży cena zakupu cena sprzedaży będziemy się na pewno bardzo przyglądać, żeby nie było nadużywania pozycji dominującej – mówił w zakładach Mlekovity premier Morawiecki.

Zdaniem szefa rządu polscy rolnicy powinni w większym niż dotychczas wymiarze współpracować, aby łatwej poruszać się po wspólnych rynku – promujemy to, co również jest i powinno być znakiem firmowym całej a naszej produkcji rolnej, czyli grupy producenckie. Grupa producencka ma większą siłę, większe możliwości sprzedaży swoich produktów jest lepiej wyposażona w instrumenty marketingowe sprzedażowe dystrybucyjne ,tak jak polski transport pokazał, że może być liczącym się graczem branżą w całej Unii Europejskiej. (…) chciałem jeszcze raz z tego miejsca poprosić, zaapelować do wszystkich producentów do wszystkich też sieci dystrybucyjnych, żeby polskie produkty miał znalazły należyte miejsce na półkach, żebyśmy nie byli dyskryminowani względem tego, jak polskie produkty traktowane są za granicą. Patriotyzm Polski patriotyzm dotyczy również polskich produktów.

Po wystąpieniu premiera był czas na pytania, które dotyczyły m.in. kwestii rozwoju programu budowy elektrycznego samochodu i wątpliwości czy zwolnienia zawarte w nowych legislacjach nie będą promować osób bardziej zamożnych, które stać na zakup samochodów nieemisyjnych – nie chcemy, aby regulację służyły osobą bardziej zamożnym, dlatego wolimy się nie spieszyć z nowymi regulacjami [w zakresie elektoromobliności] i wolimy je bardzo dobrze przemyśleć i prowadzić działania w taki sposób, żeby wzrost sprzedaży popyt zainteresowanie samochodami elektrycznymi rosół. Obecnie prowadzimy jeden strategiczny program i to jest program promocji i sprzedaży autobusów elektrycznych, które są już zamawiane przez 46 samorządów. Na to kładziemy nacisk, ponieważ to jest program, który ma szansę jednocześnie wzmocnić zdecydowanie produkcję polskich autobusów i poprawić środowisko i ochronę zdrowia w Polsce na tym nam oczywiście bardzo zależy.


 

W piątek wieczorem doszło do rozmowy telefonicznej między premierem Morawieckim a wiceprezydentem USA:

Współpraca dwustronna, bezpieczeństwo energetyczne, w tym Nord Stream 2, współpraca wojskowa i przemysłów obronnych, współpraca gospodarcza – to tematy telefonicznej rozmowy premiera Mateusza Morawieckiego z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych Mike’em Pence’em.

Jak poinformowała Kancelaria Premiera, wiceprezydent Stanów Zjednoczonych złożył gratulacje Mateuszowi Morawieckiemu w związku z objęciem przez niego urzędu premiera w imieniu prezydenta Donalda Trumpa i własnym. Przekazał mu również gratulacje z okazji z 100–lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.

Premier Mateusz Morawiecki wskazywał na silne więzi łączące oba kraje. Wyraził nadzieję na utrzymanie dynamicznych kontaktów na najwyższym politycznym poziomie – poinformowała Kancelaria Premiera. Jak podkreślał premier Morawiecki, dla Polski kluczowe jest bezpieczeństwo, zarówno na poziomie obronnym, jak i bezpieczeństwo energetyczne – Z zadowoleniem przyjmujemy amerykańskie wsparcie dla dywersyfikacji źródeł energii, m.in. dostaw gazu z USA do Polski, w tym poparcie dla projektu Baltic Pipe. Jest to tym bardziej istotne, że sektor infrastrukturalny, energetyczny, transportowy oraz IT są ważnym obszarem współpracy w kontekście Inicjatywy Trójmorza – czytamy w komunikacie po rozmowie przedstawicieli Polski i USA.

Wiceprezydent USA i premier Mateusz Morawiecki umówili się na rozmowy w Waszyngtonie. W najbliższym czasie zostaną ustalone szczegóły dotyczące spotkania. Jednocześnie wiceprezydent Mike Pence przyjął zaproszenie przyjazdu do Polski.


Wyjaśniły się, przynajmniej na chwilę losy Ministerstwa Cyfryzacji, które będzie pod zarządem premiera, ale bieżącymi pracami będzie zarządzał dotychczasowy wiceminister.

Morawiecki będzie sprawował nadzór nad Ministerstwem Cyfryzacji. Jak donosi RMF FM, obowiązki szefa tego resortu pełnić będzie Marek Zagórski, który dotychczas był w nim sekretarzem stanu. Podobno zadania są rozdzielone. Te ważniejsze będzie wykonywał premier, a codzienne decyzje Zagórski.

Resort z dwoma szefami to jednak prawdopodobnie tylko chwilowa sytuacja. Ma zostać bowiem wybrany nowy minister cyfryzacji, który pokieruje resortem samodzielnie. Nie wiadomo, jednak kiedy to nastąpi.


 

Premier Mateusz Morawiecki otrzymał w sobotę wieczorem Super Wektora 2017 – nagrodę przyznawaną przez Pracodawców Rzeczypospolitej Polskiej.

W uzasadnieniu stwierdzono, że Morawiecki: najpierw nakreślił odpowiednią strategię rozwoju, a następnie przekonał do jej realizacji siły polityczne i oddał w niej należne miejsce przedsiębiorcom.
Super Wektory przyznawane są za osiągnięcia wybitne, których konsekwencje wykraczają daleko w przyszłość. Nagrodą honorowani są ludzie – którzy swoją ciężką pracą, twórczym myśleniem i aktywną działalnością przyczyniają się do wspólnego dobra, potrafią wznieść się ponad podziały, są otwarci na argumenty innych oraz utożsamiają się z celami całego społeczeństwa – czytamy na stronie internetowej Pracodawców RP.

Przeprowadzę ustawę frankową do połowy 2018 roku – powiedział specjalnie dla Radia Wnet nowy szef Komisji Finansów

Andrzej Szlachta, nowy przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych przedstawiał w rozmowie z Radiem Wnet swoje plany i priorytety w zakresie polityki finansowej państwa.

Jednym z głównych celów nowego przewodniczącego komisji budżetowej będzie odblokowanie prac nad ustawą o pomocy osobom posiadającym kredyty frankowe:

Czas ustabilizować pracę, tej kluczowej dla Sejmu, komisji. Mamy zaległości, mamy nierozwiązane sprawy dotyczące frankowiczów. Ustawa była propozycją pana prezydenta, ale ze wsparciem strony rządowej. Uruchomię pracę w podkomisjach stałych, tak żeby ta sprawa została załatwiona. Do końca tego półrocza chciałbym w korelacji z rządem  doprowadzić do uregulowania tej sprawy. Jeśli dalej będziemy obserwować takie zjawisko sukcesywnego wzrostu poboru podatków, to otworzy się przestrzeń możliwości finansowych do uregulowania [kwestii kredytów frankowych]. Bo każde rozwiązanie, które ma dać jakieś zadośćuczynienia frankowiczom, musi zakładać częściowe przejęcie skutków finansowych przez rząd, a w części przez banki – podkreślił w rozmowie z Radiem Wnet Andrzej Szlachta

Nowy przewodniczący mówił również o kulisach wyłaniania kandydata na fotel przewodniczącego komisji – Decyzja o wyborze na przewodniczącego bardzo ważnej komisji, jest decyzją polityczna. Najważniejszy głos ma kierownictwo naszego klubu. Były rozmowy z wiceprzewodniczącą Masłowską, z Januszem Szewczakiem oraz ze mną.  Po rozmowie z marszałkiem Terleckim, dostałem propozycję.

Zdaniem przewodniczącego Szlachty temperatura sporu politycznego w komisji finansów bywała zbyt wysoka, co utrudniało pracę legislacyjną i  dbanie o finanse państwa – Myślę, że ostry dyskurs nie jest sprzyjający również dla koalicji. Dlatego trzeba szukać tych obszarów, gdzie merytoryczne propozycje opozycji powinny być dostrzegane. Rozmowa, dialog i mało konfrontacji, taką mam wizję tej komisji.

Jak podkreślił nowy szef komisji finansów, w nadchodzących dniach najważniejsze będzie spotkanie z nową minister finansów i wspólne ułożenie prac komisji, które uwzględnią również projekty poselskie – Teraz musimy poczekać na efekty [uszczelnienie systemu podatkowego] ustaw, które Sejm przyjął w zeszłym roku, ponieważ opozycja podkreślała, że zbyt głęboko wykraczamy w monitorowanie działań operacyjnych podmiotów gospodarczych. My z naszych analiz wiedzieliśmy, że uszczerbek wpływów do budżetu wyniósł w ostatnich latach prawie 200 mld złotych. […] Wprowadzenie nowych zapisów [ustaw podatkowych], może spowodować zobiektywizowanie poboru podatków, a duże podatki to możliwość realizacji wielkich projektów państwowych.

Z przewodniczącym Andrzejem Szlachtą rozmawialiśmy również o założeniach polityki finansowej w sytuacji coraz lepszej kondycji budżetu – Myślę, że przy takim optymizmie w gospodarce i tak dobrych prognozach deficyt może być znacznie niższy od zakładanego. I teraz musimy się zastanowić czy idziemy w kierunku prorozwojowym i progospodarczym, utrzymując deficyt na poziomie około 40 mld zł, czy spróbujemy z nadwyżek spłacać stare zadłużenie. […] W przypadku wzrostu dochodu będziemy działać prorozwojowo. Ostre przykręcania kurka deficytowego byłoby nieadekwatne do programu gospodarczego premiera Morawieckiego – podkreślił pod koniec rozmowy Andrzej Szlachta od czwartku 11 stycznia nowy przewodniczący sejmowej Komisji Finansów Publicznych.

ŁAJ

Elżbieta Rafalska dla Radia Wnet : Powołanie Komitetu Społecznego poprawi jakość legislacji

Dzisiaj rano na antenie Polskiego Radia wicepremier Beata Szydło poinformowała o powstaniu Komitetu Społecznego przy Kancelarii Premiera. Na początek komitet zajmie się polityką prorodzinną.

W styczniu odbędzie się pierwsze posiedzenie komitetu społecznego przy Radzie Ministrów, na czele którego stanęła Beata Szydło. Wicepremier poinformowała o tym w Polskim Radiu 24.

Beata Szydło wyjaśniła, że w prace komitetu społecznego będą zaangażowani ministrowie lub osoby przez nich wskazane. Powiedziała, że członkowie komitetu będą oceniać powstające projekty prawne oraz zajmą się przygotowywaniem nowych inicjatyw.

O współpracę z wicepremier Szydło pytaliśmy minister rodziny Elżbietę Rafalską – Z góry zakładamy, że każda współpracą musi być dobra. I współpraca z panią premier Beatą Szydło na pewno będzie dobra, tak samo jak w przypadku wszystkich resortów [kiedy Beata Szydło była szefem rządu].

– Kompetencja resortów są wyraźnie ustalone w ustawie o działach. Komitet społeczny ma szerokie kompetencje i one się opierają na zasadzie współpracy. Nie wiedzę żadnych przeszkód w aby współpraca szła dobrze – podkreślił minister Rafalska.

Szefowa resortu rodziny, pracy i polityki społecznej porównała działanie Komitetu Społecznego do pracy komitetu ekonomicznego na czele którego szefem, przed objęcie teki premiera, był Mateusz Morawiecki – Mamy przykład działania komitetu ekonomicznego, który był zespołem międzyresortowym i on zawsze służy pogłębieniu wiedzy, znalezieniu najlepszych rozwiązań, wyjaśnienia wątpliwości, zanim ustawom nada się bieg związany z konsultacjami społecznymi to jest dobra ścieżka.

 

ŁAJ

Program ochrony brzegów Bałtyku istnieje od 15 lat, ale to w praktyce fikcja / Tomasz Hutyra, „Kurier WNET” 42/2017

Czy mamy jeszcze siłę, my – naród, aby naprawdę powstać z kolan i naciskać na polityków, którzy nie potrafią uczciwie postępować, na prokuratorów, na sędziów, którzy nie mogą znaleźć drogi do prawdy?

Tomasz Hutyra

Chocholi taniec na morskim brzegu

Według wyliczeń Państwowego Instytutu Geologicznego sztormujące polskie morze zabiera rocznie około 50 ha lądu, generując średnio straty w skali jednego roku w graniach 500 milionów złotych. Dlatego w dniu 28 marca 2003 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej uchwalił wieloletni program ochrony brzegów morskich, zabezpieczając w ustawie środki budżetowe na ten cel w kwocie 911 000 tysięcy złotych w okresie od 2004 r. do 2023 r. Gdybyśmy dokonali prostego rachunku matematycznego i przemnożyli roczne straty przez okres trwania programu ochronnego, to znaczy przez 20 lat, to zauważylibyśmy potencjalne 10 miliardów zaoszczędzone w naszym budżecie, a zatem słuszność podjęcia decyzji o przeciwdziałaniu skutkom niszczycielskiego morskiego żywiołu nie podlega żadnej wątpliwości.

Ustawowy limit finansowania programu ochronnego nie objął środków pochodzących z europejskich funduszy rozwojowych. W ramach Programu określono zadania wykonawcze i kontrolne jednostek państwowych odpowiedzialnych za jego wdrożenie. Główne cele ochrony brzegów morskich oparto na budowaniu nowych systemów ochronnych oraz rozbudowywaniu i utrzymywaniu już istniejących instalacji ochrony brzegów morskich przed erozją morską i powodzią od strony morza, monitorowaniu brzegów morskich, prac i badań dotyczących ustalenia aktualnego stanu brzegu morskiego na całej długości polskiego wybrzeża.

Opaska Westerplatte, luty 2017. Fot. T. Hutyra

Nadzór nad programem powierzono w ustawie ministrom właściwym dla spraw gospodarki morskiej, a samą realizację programu zlecono poszczególnym dyrektorom urzędów morskich. Warto zwrócić uwagę na kilka założeń zawartych w załączniku do ustawy, w którym przedstawiono szczegółowy plan nakładów na realizację programu. W punkcie pierwszym znajdziemy Zalew Wiślany oraz wydatki przeznaczone na sztuczne zasilanie, umocnienia brzegowe oraz monitoring i badania dotyczące ustalenia aktualnego stanu brzegu morskiego w kwocie 457 000 tys. złotych. W punkcie drugim zapisano między innymi ochronę umocnień brzegowych na półwyspie Westerplatte, sztuczne zasilanie oraz umocnienia brzegowe w Orłowie. W punkcie czwartym znajdziemy odwodnienie oraz umocnienie brzegowe Klifu Jastrzębia Góra, a w Ustce – sztuczne zasilenia wraz z budowlami wspomagającymi ochronę brzegu morskiego.

Mając powyższe na uwadze, możemy łatwo wyartykułować przynajmniej kilka wniosków. Pierwszy z nich, podstawowy, to taki, że władza ustawodawcza, jaką jest Sejm Rzeczypospolitej Polskiej, wypełniła swój fundamentalny państwowy obowiązek i wytyczyła na kolejne lata drogi postępowania prowadzące w kierunku bezpieczeństwa państwa w obszarze ochronnym brzegów morskich. Wniosek drugi – zabezpieczono na ten cel środki w budżecie i wyznaczono poszczególne urzędy do jego realizacji.

Z uwagi na to, iż wieloletni program ochrony brzegów morskich funkcjonuje w przestrzeni publicznej już od prawie piętnastu lat, warto byłoby się przyjrzeć, jak wygląda jego realizacja i wdrażanie oraz jakie przynosi efekty w skali naszego kraju. Jednym ze źródeł do analizy może być Najwyższa Izba Kontroli oraz wynikające z jej działalności wnioski pokontrolne. Dla przykładu przypatrzmy się jednemu z nich, wygenerowano go w listopadzie 2009 roku pod nazwą „Informacja o Kontroli Brzegów Morskich”. W podsumowaniu wyników kontroli, zawierającej się w ocenie kontrolowanej działalności, możemy przeczytać: „Najwyższa Izba Kontroli negatywnie ocenia działalność administracji morskiej w zakresie realizacji wieloletniego Programu ochrony brzegów morskich”.

Czytając dalej opracowanie, znajdziemy coś takiego: „Ministrowie właściwi do spraw gospodarki morskiej nierzetelnie nadzorowali realizację Programu oraz nie podejmowali działań w celu pozyskania środków pozabudżetowych na jego finansowanie. Dyrektorzy urzędów morskich część środków otrzymanych na realizację Programu wykorzystali niezgodnie z przeznaczeniem, udzielali zamówień publicznych bez stosowania lub z naruszeniem trybów i zasad ustawy z dnia 29 stycznia 2004 r. Prawo zamówień publicznych, zwanej dalej „ustawą pzp”, oraz nie zawsze naliczali kary umowne za przeterminowanie wykonania przedmiotu umowy. Działania dyrektorów urzędów morskich na rzecz pozyskania środków pozabudżetowych były nieskuteczne – do końca 2008 r. nie uzyskali żadnych środków.

Na końcu raportu znajdziemy wykaz osób odpowiedzialnych za zaistniałe nieprawidłowości, zatrudnionych w administracji państwowej. Możemy natrafić między innymi na byłych ministrów infrastruktury Marka Pola, Jerzego Polaczka, Rafała Wiecheckiego, Cezarego Grabarczyka, czy wreszcie Marka Gróbarczyka, obecnego ministra gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Pośród rzeszy dyrektorów urzędów morskich między innymi odnajdziemy Andrzeja Królikowskiego, Andrzeja Borowca czy Mariusza Szuberta.

Wyniki kolejnej kontroli, za lata 2010–2012, przynoszą zaskakujące tezy. Z jednej strony znajdziemy w raporcie zdanie: „Najwyższa Izba Kontroli ocenia pozytywnie, mimo stwierdzonych nieprawidłowości, wykonywanie przez urzędy morskie zadań związanych z wykorzystaniem 1224 mln zł na realizację 13 zadań inwestycyjnych objętych kontrolą”, a z drugiej strony takie oto stwierdzenie: „Finansowe skutki nieprawidłowości ujawnionych w wyniku kontroli NIK wyniosły 39,2 mln zł, tj. 3,2% kwoty przeznaczonej na realizację zadań inwestycyjnych objętych kontrolą”.

W takim razie, mając powyższe na uwadze, nasuwa się autorska sugestia, iż musimy być bardzo bogatym państwem, skoro 40 milionów złotych nieprawidłowości skutkuje pozytywnymi ocenami działalności administracji morskiej w obszarze szeroko pojętej gospodarki morskiej! Jednakże jeszcze bardziej może zadziwiać takie stwierdzenie autorów kontroli: „Ujawnione nieprawidłowości były konsekwencją nieprzestrzegania przez pracowników urzędów morskich obowiązujących przepisów i procedur. Wystąpieniu tych nieprawidłowości nie zapobiegł minister właściwy do spraw gospodarki morskiej, do obowiązków którego należało sprawowanie nadzoru nad działalnością dyrektorów urzędów morskich”.

Mijają lata od wprowadzenia ustawy o ochronie brzegów morskich, zmieniają się poszczególne rządy, opcje polityczne, czy wreszcie niektóre tylko układy personalne, ale problem z niszczycielską działalnością morza pozostaje niezmienny, a kilka faktów po prostu zadziwia.

Pierwszy z nich będzie niezmiernie charakterystyczny dla naszej państwowości. Otóż przychodząca nowa władza zawsze mówi o rozliczeniach poprzedników, tylko jakoś nigdy tego nie robi! Dlaczego? A dlatego, że na przykład w takich raportach NIK możemy znaleźć z imienia i nazwiska, jak i zajmowanego stanowiska, osoby bezpośrednio odpowiedzialne za opisane nieprawidłowości, jednakże powtarzające się podczas kolejnych wymian władzy wykonawczej. Dlatego żadnych rozliczeń nie ma i nie będzie, a problemy będą tylko narastać.

Poniżej wymienię tylko kilka z nich. Problem numer jeden to tak zwane podwodne progi spowalniające, wybudowane na dnie morza na wysokości Klifu Orłowskiego, oddalone od brzegu morskiego kilkadziesiąt metrów. Według doktor Agnieszki Kubowicz-Grajewskiej: „Pomimo ochrony brzegu bilans osadów plaży i podbrzeża jest ujemny. W okresie 2007–2009 z powierzchni plaży ubyło ok. 5 870 m³, a z podbrzeża, w latach 2006–2010, ok. 23 201 m³ osadu. Negatywne zmiany abrazyjne zaszły również na klifie. W latach 2006-2007 w południowej części cypla linia korony klifu cofnęła się o 1–2 m (Kwoczek 2007). Po październikowym sztormie z 2009 roku krawędź klifu przesunęła się w stronę lądu od ok. 2 m w rejonie cypla do 12 m na południe od niego.

Efektywność progów, szczególnie w okresie sztormów, jest niewielka. Przy wysokościach fal rzędu 0,5–1,1 m w obszar osłonięty przedostaje się od 59 do 76% falowania przy średnim poziomie morza. (…) Okresy, w których progi powinny spełniać swoje funkcje, to przede wszystkim okresy sztormowe, przypadające na jesień i zimę. To właśnie w tym czasie strefa brzegowa jest szczególnie narażona na niszczycielską siłę morza. Tymczasem efektywność progów w czasie sztormów jest niewielka”.

Tyle Pani doktor z Pracowni Geofizyki Morskiej Uniwersytetu Gdańskiego. A co na to Urząd Morski w Gdyni? – „Progi kamienne o koronie zanurzonej, wybudowane w latach 2005–2006 w rejonie Klifu w Orłowie, stanowią podstawowy element ochrony brzegu morskiego w tym rejonie, (…) spełniają założone przez projektantów zadania”. Mało tego, ów urząd rozważa zbudowanie kolejnych tego typu konstrukcji, a rzeczywistość?

Zdjęcia nie mogą przecież kłamać – robiłem je w miarę regularnie w okresie sztormowym jesienią i zimą 2016 roku oraz zimą 2017 roku. Morze rozbijało się o klif, a plaża północna praktycznie zanikła. Plaża południowa, czyli na południe od mola w Orłowie, również znajdowała się zawsze całkowicie pod wodą.

A zatem nasuwa się kilka pytań. Pierwsze z nich: kto ma rację – Pani Doktor czy pracownicy Urzędu Morskiego? Działacze społeczni oddali sprawę w ręce tak zwanej władzy sądowniczej, aby to ona rozstrzygnęła ów problem. Cóż, jak to często bywa, prokurator znalazł paragraf do umorzenia śledztwa, dopatrując się przedawnienia sprawy, a sąd odrzucił skargę na działanie prokuratora, motywując swoją decyzję brakami formalnymi. Koszt budowli, jak podaje Urząd Morski, to 1,5 miliona, ale straty w krajobrazie z tego tytułu mogą być niewycenialne.

Problem numer dwa – ochrona brzegu morskiego na półwyspie Westerplatte. W roku 2012 firma Warbud rozpoczęła prace budowlane w tym rejonie, kończąc w terminie inwestycję. Wybudowano coś na podobieństwo gdyńskiego bulwaru nadmorskiego, mającego na celu spełnienie dwóch funkcji: ochronnej i turystycznej. Bulwar w Gdyni istnieje i ma się dobrze od roku 1976, a bulwar Westerplatte został zamknięty zimą bieżącego roku. Uderzyło w niego kilka sztormów, a jeden silniejszy zniszczył go w takim stopniu, że możemy mówić o katastrofie budowlanej. Co na to prokurator? Umarza śledztwo. Co na to Urząd Morski? Podobno znalazł się ekspert, Pan Profesor, i znalazł przyczynę katastrofy w wyjątkowych warunkach pogodowych, tak jakby ten jeden krytyczny sztorm przekroczył swoją normę i uderzył w brzeg morski z siłą amerykańskiego tajfunu, niszcząc go prawie doszczętnie.

Dziwnym trafem konstrukcja była poddana morskiej presji przez kilka lat i ten fakt zgłaszał do Urzędu Morskiego wykonawca, stwierdzając w swoich pismach, że jednak coś niedobrego dzieje się z tą budowlą. Urząd Morski jako inwestor i nadzorca prawdopodobnie nie robił w tej sprawie zupełnie nic. Dzieła zniszczenia dokonało morze. Tak się składa, że w okresie jesienno-zimowym wieją wiatry, a one pobudzają ruch morskiej wody, wytwarzając fale, a te na końcu uderzają w brzeg morski… Straty z tego tytułu to na początek koszt inwestycji, czyli około 12 milionów złotych.

Problem numer trzy – Klif Jastrzębia Góra. Według Urzędu Morskiego faktycznie z konstrukcją ochronną brzegu morskiego dzieje się coś niepokojącego i ów urząd wystąpił do Państwowego Instytutu Geologicznego w sprawie ewentualnej współpracy mającej na celu uratowanie konstrukcji. Pytanie wypadałoby postawić takie na przykład: dlaczegóż to za pierwszym razem nie wystąpiono do geologów w sprawie współpracy? Kto zaprojektował zatem tę konstrukcję, że po pierwsze nie podjął szerszych konsultacji, a po drugie prawdopodobnie zaprojektował ją źle? Pomijam fakt, że będąc całkowitym laikiem w tej dziedzinie, sam widzę jedną z prawdopodobnych przyczyn, czyli zastosowanie koszy kamiennych. Gdy bije w nie fala, to logiczne musi być, że kamienie pośrodku kosza zaczynają pracować, przemieszczać się, by w efekcie końcowym napierać na siatkę drucianą, która je utrzymuje warstwowo. Siatka ulega wreszcie przetarciu, kamienie wysypują się z koszy i dochodzi do obsuwiska, co można ewidentnie na miejscu zauważyć. Straty z tego tytułu? Któż by się tym przejmował… Koszt budowli około 11,5 miliona.

Problem numer cztery – Rafa Ustka. Jak zapewniał inwestor, w miejscu osadzenia konstrukcji miało się narodzić swoiste podwodne życie. Na dnie osadzono ją tak, jak odwrócone durszlaki, a przez nie miała się przelewać fala morska i jednocześnie ulegać na nich spowolnieniu. Ktoś nie dopilnował inwestycji, a ktoś inny nie zastosował zbrojenia w tych betonowych instalacjach. Efekt końcowy – gruzowisko na dnie morza w odległości około 200 metrów od linii morskiej. Koszt budowli – 150 milionów złotych. Winnych oczywiste nie ma, a prokuratorzy wszystko odrzucają od siebie, umarzają, tak jakby sprawy nie było.

Jeden podstawowy wniosek końcowy. Jeżeli założymy, że we wnioskach pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli wskazane zostały osoby z najwyższych stanowisk administracyjnych w państwie, odpowiedzialne z imienia i nazwiska, ale kolejna zmiana władzy nie podejmuje żadnych działań, bowiem na karuzeli kręcą się od lat ci sami urzędnicy, to możemy postawić przykrą dla nas wszystkich następującą tezę: nigdy nie będzie rozliczeń, gdyż panowie i panie kryją się nawzajem! A gdy nie będzie rozliczeń osób odpowiedzialnych za nieprawidłowości wskazane niemalże palcem przez NIK, to nie będzie porządku w naszym państwie, a tym samym środki budżetowe pochodzące z podatków płaconych przez ogół ciężko pracującego społeczeństwa będą dalej marnotrawione.

Kiedy my, Polacy, zakończymy ten chocholi taniec? Czy wreszcie politycy odpowiedzialni za powyższy stan rzeczy, pochodzący ze wszystkich opcji politycznych, zabiorą się za uczciwe przestrzeganie prawa? Mam wątpliwości, niestety. Politycy, wiadomo, jak to się mówi, kręcą lody, ale zwykli obywatele również nie przejawiają woli przestrzegania prawa.

Prawie każdy z nas przyzwyczaił się już do jego łamania, a zaczyna się zupełnie niewinnie – od niezapiętych pasów w samochodzie poprzez przekraczanie prędkości, a kończy grubo, tak jak na przykład policjanci w aferze Amber Gold czy wielu, wielu innych naszych rodaków… Policjanci nic nie widzieli i nic nie słyszeli, urzędnicy kontrolujący nie rozumieli, a politycy, mając ręce w kieszeniach, wygłaszali swoje kwieciste mowy o tym, jak jest nam wszystkim super!

Czy mamy jeszcze siłę, my – naród, do tego, aby naprawdę powstać z kolan i naciskać z każdej strony na tych polityków, którzy nie mogą, nie potrafią uczciwie postępować, na tych prokuratorów, którzy nie chcą pracować, na tych sędziów, którzy nie mogą znaleźć drogi do prawdy?

Przecież możemy się zrzeszać, możemy wspólnie organizować różne formy protestu i naciskać na władzę oraz administrację państwową, aby w końcu podjęto prawdziwe reformy prowadzące do takich zmian, by w naszym państwie kasa się nie marnowała i tak po prostu się zgadzała, jak w warzywniaku!

Jestem jednak realistą i niestety nie widzę żadnych szans na jakiekolwiek zmiany strukturalne. Może kolejne kroczące za nami pokolenia dokonają rewizji naszej rzeczywistości? Nadzieja przecież umiera ostatnia…

Artykuł Tomasza Hutyry pt. „Chocholi taniec na morskim brzegu” znajduje się na s. 6 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 36 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Tomasza Hutyry pt. „Chocholi taniec na morskim brzegu” na s. 6 grudniowego „Kuriera WNET” nr 42/2017, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Czy rząd stworzy polskiego Facebooka?/ wiceminister cyfryzacji Krzysztof Szubert w Radiu WNET [VIDEO]

W Poranku WNET o tworzeniu przez Unię Europejską jednolitego rynku cyfrowego Unii Europejskiej oraz o planach rządu w zakresie cyfryzacji mówił pełnomocnik rządu RP ds. jednolitego rynku cyfrowego.


Produkt Krajowy Brutto – czego jest miarą i jak się go liczy / dwudziesta audycja „Czy fortuna kołem się toczy?”

PKB jest miarą wartości dóbr i usług nowo wytworzonych na terenie kraju w ciągu roku. Produkt Krajowy Brutto mierzy wielkość gospodarki i jest jednym z podstawowych wskaźników makroekonomicznych.

Bywa, że Produkt Krajowy Brutto, nazywany w skrócie PKB, jest mylony z przychodami budżetu państwa. Możemy zapewne stwierdzić, że są to naczynia połączone, ale tak samo możemy powiedzieć o innych wskaźnikach ekonomicznych, jak stopa bezrobocia czy inflacja.

PKB jest miarą wartości dóbr i usług nowo wytworzonych na terenie kraju w ciągu roku. Produkt Krajowy Brutto mierzy wielkość gospodarki i jest jednym z podstawowych wskaźników makroekonomicznych określających efekty pracy społeczeństwa.

Gdy w mediach słyszymy o PKB, najczęściej pojawia się wartość procentowa, która określa dynamikę tego wskaźnika, czyli jego wzrost albo spadek w porównaniu do wartości Produktu Krajowego Brutto w poprzednim roku. Rzadziej usłyszymy, że np. w 2016 roku wartość PKB wyniosła 1851,2 mld złotych i była to liczba blisko sześciokrotnie wyższa od dochodów budżetu państwa w tym roku.

Współcześnie do obliczenia wielkości gospodarki, czyli PKB stosuje się trzy metody: wydatkową, dochodową i produkcyjną. I właśnie ta pierwsza jest najpopularniejsza i najczęściej słyszymy o niej w przekazach medialnych.

Stosujący metodę wydatkową przyjmują, że Produkt Krajowy Brutto jest w przybliżeniu równy sumie wydatków na produkty finalne, czyli takie, które są przeznaczone do sprzedaży i nie podlegają dalszemu przetworzeniu; produkty, które trafiły do swoich odbiorców lub powiększyły stany magazynowe.

Obliczając PKB tą metodą sumujemy wydatki na dobra konsumpcyjne (produkty i usługi) wytwarzane w kraju, wydatki na krajowe dobra inwestycyjne, wydatki rządowe na wytwarzane w kraju finalne produkty i usługi (z wyłączeniem płatności transferowych, czyli np. emerytur, rent, zasiłków, subwencji i dofinansowań) oraz zmianę stanu zapasów, która może być liczbą dodatnią lub ujemną, ponieważ w danym roku wartość stanów magazynowych mogła się zwiększyć lub zmniejszyć. Żeby zakończyć obliczanie PKB, od tej sumy odejmujemy wielkość łącznego importu, który był uwzględniony w składnikach wcześniejszego dodawania, ponieważ PKB mierzy wielkość gospodarki danego kraju.

Ciekawym wskaźnikiem umożliwiającym porównywanie gospodarek różnych państw jest PKB per capita, czyli Produkt Krajowy Brutto podzielony przez liczbę mieszkańców kraju. W rankingu państw według PKB per capita w dolarach amerykańskich, który został opublikowany przez Międzynarodowy Fundusz Walutowy w październiku 2017 roku, Polska zajmuje 57 miejsce wśród 188 zaprezentowanych państw. Na podium znalazł się Luksemburg, Szwajcaria i Norwegia. Natomiast Polska wyprzedziła m.in. Chorwację, Rosję i Brazylię.

Kolejnym wskaźnikiem porównawczym jest PKB wyrażone z uwzględnieniem parytetu siły nabywczej per capita. Dane pochodzą z tego samego raportu Międzynarodowego Funduszu Walutowego i pokazują siłę nabywczą ludności w różnych krajach. W tym rankingu Polska zajmuje  44 pozycję. Na pierwszym miejscy znalazły się Katar, Luksemburg i Singapur, a za Polską uplasowały się m.in. Węgry, Republika Południowej Afryki i Ukraina.


Projekt „Pieniądz – historia i teraźniejszość. Zarządzanie finansami – zagrożenia i szanse” – realizowany z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.