„Rozmówki polsko-ukraińskie” z Eldarem Pedorenko, realizatorem Radia Wnet – 25.03.2022 r.

Eldar Pedorenko opowiada o żywych na Ukrainie tradycjach, militarnym kształceniu od najmłodszych lat, różnicach kulturowych między naszymi krajami i przestrzega przed publicznym smarkaniem na Ukrainie

Pochodzący z Ukrainy pracownik Radia Wnet realizujący na codzień programy antenowe, dziś, w obliczu wojny zaangażowany jest w pomoc uchodźcom z ojczyzny przyjeżdżającym do Polski.

Dzisiejsze „Rozmówki polsko-ukraińskie” rozpoczęliśmy od analizy zmian społeczeństwa ukraińskiego od Euromajdanu w 2013 roku. Eldar tłumaczył także dlaczego wielu mieszkających w Polsce Ukraińców decyduje się tu pozostać i wspierać swoich rodaków na odległość, zamiast dołączyć do Sił Zbrojnych Ukrainy na froncie. Wyjaśnia także jak on i jego rówieśnicy postrzegają kwestię języka rosyjskiego w codziennym użyciu i komentuje obecne poruszenie wokół próby derusyfikacji jego kraju.

W dalszej części rozmowy z Jankiem Olendzki, Pedorenko wyjawia rozmaite ciekawostki na temat życia na Ukrainie. Przestrzega na przykład przed dmuchaniem nosa w miejscach publicznych, które postrzegane jest jako faux pas. Mówi m.in. o głęboko zakorzenionej tradycji kształcenia militarnego, popularności turniejów rycerskich, jak również silnej więzi z obchodami Nocy Kupały.


Link do Instagrama Eldara Pedorenko: https://bit.ly/3D8odfP
Link do Instagrama Janka Olendzkiego: https://bit.ly/3D9dyBo

Józef Roszman o kulturze kaszubskiej: języku, kulinariach, zwyczajach i ciekawostkach z nimi związanych

Gościem „Lata nad morzem” jest Józef Roszman – folklorysta kaszubski oraz były radiowiec, który dzieli się historią swojej rodziny oraz obszaru, którego jest wieloletnim mieszkańcem oraz znawcą.

Kaszuby są regionem o bardzo obszernej i nietypowej specyfice lingwistycznej, w której gość „Lata nad morzem” – podparty latami jej studiowania i praktykowania – zdaje się bezbłędnie odnajdywać. Józef Roszman wyjawia zaskakujące informacje na temat języka kaszubskiego i jego odmian funkcjonujących na różnych obszarach geograficznych.

Kaszubi nie gęsi, też swój język mają. Język jest bardzo specyficzny – ma 76 odmian, a w gminie Puck mamy 23 odmiany. (…) Na Półwyspie Helskim, w Chałupach, mówi się zupełnie inaczej niż w Kuźnicy, a jeszcze inaczej w Jastarni.

Język kaszubski stanowił przedmiot zainteresowania Józefa Roszmana od lat najmłodszych – opanował on wszystkie 76 jego odmian. Zainteresowania folklorysty nie ograniczają się jednak tylko i wyłącznie do języka – przez lata pozostawał on wnikliwym badaczem całej kaszubskiej kultury, która dziś nie jest już tak powszechna jak dawniej. Wliczają się w ten zbiór również kaszubskie kulinaria.

W Pucku będzie miał miejsce 22 Światowy Zjazd Kaszubów i będę serwował tam danie puckich kaprów , czyli tatar z łososia. Są to nasze bałtyckie łososie, których połów stał się dziś jednak bardziej skomplikowany przez zakaz połowu.

Folklorysta podkreśla skomplikowaną sytuację w sektorze rybnym, która skutkuje niekiedy serwowaniem ryb mrożonych – nie jest tak jednak wszędzie, nasz gość poleca udanie się w celu konsumpcji do Jastarni, gdzie połów jest regularny. Gość „Lata nad morzem” opowiedział również o najpopularniejszej wśród Kaszubów używce – tabace.

Kaszubi dawniej nie palili papierosów, tylko zażywali tabakę – każdy szanujący się żonaty mężczyzna miał w kieszeni tabakierkę z krowiego rogu. Kawalerowie mieli tabakierki nieco inne : wypalone w glinie lub wystrugane z drzewa – tak nakazywała tradycja.

Dla Kaszubów tabaka jest nie tylko symbolem kulturowym, ale i środkiem stosowanym m.in. jako lekarstwo na katar, głównie ze względu na zawartość ziół. Regularnym użytkownikiem tabaki jest również gość „Lata nad morzem”, który zdradza nam jej oryginalny skład.

Jest to w 30 procentach tytoń, dodatkowo owoce jałowca, marzanna wonna, mięta dziko rosnąca, młode listki wiśni i młode listki chrzanu – samo zdrowie. Nie pamiętam kiedy miałem ostatnio katar, może 30 lat temu.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

PK

 

 

 

Joanna Staszak: Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich – Na to wydarzenie przybędą nawet górale z Afryki.

Przed Wydziałem Kultury w mieście Zakopane stoi bardzo ważne zadanie. „Kultura Zakopiańska musi pozostać w nienaruszonym stanie”.

Joanna Staszak, naczelnik wydziału kultury w mieście Zakopane mówi o tym, jak ważne dla mieszkańców Podhala jest kultywowanie tradycji. W ciągu całego roku, w Zakopanem, organizowanych jest wiele wydarzeń kulturalnych.

To jest dla nas wspólne spotkanie.

Kultura ludowa Podhala jest kulturą bardzo wysublimowaną, pełną gestów i znaków. Wydział kultury stara się zarazić nią przyjeżdżających w te rejony turystów, którzy podczas swojego pobytu w Zakopanem, często skupiają się jedynie na kupowaniu ciekawych pamiątek:

Mówimy o strojach, tańcach ludowych i wszystkich obrzędach.

Największym zadaniem, które stoi przed wydziałem kultury, jest zachowanie oryginalnej kultury Zakopiańskiej, aby ta przetrwała w stanie nienaruszonym:

W Zakopanym jest wiele takich miejsc, gdzie można spotkać tę kulturę tradycyjną w czystej postaci.

Niecały rok temu, 16 sierpnia, otwarta została Willa Czerwony Dwór, dedykowana twórcom rodzimym. Odbywają się w niej warsztaty rękodzieła ludowego np. warsztaty z haftu białego, haftu kolorowego, malarstwa na szkle i wiele innych:

Co ciekawe, tradycyjnie właściwie każda wieś na Podhalu, a nawet niegdyś każdy ród, miał swoje wzory na strojach naszywane na ubrania góralskie i ta tradycja przetrwała do dzisiaj. Jak dodaje Joanna Staszak, starania o zachowanie oryginalności regionalnych tradycji widać nie tylko w strojach ludowych, ale również w zwyczajach muzykanckich np. podczas konkursów kapel instrumentalistów i śpiewaków ludowych odbywających się przy Międzynarodowym Festiwalu Folkloru Ziem Górskich. Ponadto zapytana o zagrożenia dla kultury, płynące z procesu globalizacji, odpowiada:

Ta nasza góralska kultura zawieziona do globalnej wioski, jest wciąż z nami i jest kultywowana.

Na koniec Joanna Staszak zaprasza na 51 Festiwal Folkloru Ziem Górskich, organizowany od 16 do 24 sierpnia, w Zakopanem. Na to wydarzenie przybędą górale z całego świata:

To największe święto górali.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./M.K.

Bucek: Przeszłość i przyszłość gór to pasterstwo [WIDEO]

Jarosław Bucek, ostatni baca w Gorcach opowiada o pasterskiej wolności, tradycji i o tym, jak robi się góralski ser.

Jarosław Bucek opowiada o tradycji pasterskiej oraz wspomina czasy, w których profesją tą zajmowało się wielu górali. Wspomina czasy, kiedy w Gorcach były trzy Bacówki.

Trzeba powiedzieć, że to była pierwsza miejscowość, którą założono na prawie pasterskim wołoskim tutaj a Podhalu. [Wołosi – przyp. red.] to są ci ślebodni ludzie, którzy przynieśli naszą kulturę, folklor, ubiór i zasadę życia w górach.

Jak mówi baca, bycie pasterzem oznacza bycie człowiekiem wolnym, czyli „ślebodnym”. Na wypasaniu owiec wychowały się całe pokolenia żyjących tu ludzi„głupio by było, by tych owiec nie było”.

Dzisiaj większość młodych decyduje z tego stylu życia, porzuca tradycję i odcina się od tutejszego folkloru, wybierając inny rodzaj pracy. Wolą pracę, w której mają pięciodniowy tydzień pracy i dwa dni weekendu. Tymczasem pasterz nie wie co, to weekend, czy nawet wolna niedziela, gdyż musi być czujny 24/7.  Musi on pilnować swych owiec, chociażby przed wilkami. Jak dodaje, obecnie baca musi „mocno się nagłówkować”, aby zarobić, bo same owce nie są podstawowym źródłem dochodu nowoczesnego górala.

Robimy taki zapomniany już ser, w górach u góroli jest to brusek, stary syr, teraz w tych czasach nazywamy to dojrzewający syr. On leżakuje dość duzo. Robimy go z najlepszego mleka majowego i czerwcowego. […] To jest nasza perełka, którą się chwalimy.

Gość „Poranka WNET” zachwala tradycyjny ser góralski, do którego produkcji, jak podkreśla, używa się najlepszych ziół z nieskażonych terenów. Uchyla przy okazji rąbka tajemnicy produkcji serów. Jak mówi, tradycyjnie oscypki robiło się tylko do św. Jana (24 czerwca), gdyż owce doi się przez pierwszą połowę roku. Obecnie, jak zdradza,  „robimy do połowy lipca czysto owce produkty, potem dowozimy krowie mleko”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

VIII Europejskie Targi Produktów Regionalnych w Zakopanem: Sześć dni wspaniałej zabawy i kulinarnych podróży po Europie

Dzień 45. z 80 / Zakopane – Będzie można popróbować za darmo, ale zachęcam do odwiedzania stoisk, na których będą naprawdę wartościowe produkty regionalne, które warto nabyć – mówiła Helena Buńda.

Na Górnej Równi Krupowej w Zakopanem pełną parą działa miasteczko festiwalowe, w którym odbywają się VIII Europejskie Targi Produktów Regionalnych. Otwarto je dziś i jeszcze przez cały przedłużony do 15 sierpnia weekend będzie można skosztować europejskich wyrobów z certyfikatem żywności regionalnej, w tym „króla wszystkich europejskich serów – oscypków podhalańskich”.

– Targi w Zakopanem to święto wszystkich wartościowych produktów europejskich, takich jak sery, wędliny, pieczywa, soki, wina, oliwy, oliwki, czyli wszystko to, co rośnie w warunkach naturalnych, co jest dla nas zdrowe i najlepsze – powiedziała Helena Buńda, dyrektor Tatrzańskiej Agencji Rozwoju Promocji i Kultury.

Jak co roku w sierpniu na zakopiańskiej Dolnej Równi Krupowej swoje produkty zaprezentują producenci z całej Europy. Będzie można się poznać dziedzictwo kulinarne wielu krajów Europy. Nie zabraknie również wyrobów rękodzieła ludowego.

– Chcemy pokazać, że bardzo często tuż obok nas wytwarzane są produkty wartościowe, o których jednak niewiele wiemy – powiedziała pani Buńda. W tym roku na targach będzie dużo o jagnięcinie – mięsie niedocenianym w Polsce.

[related id= 34238]Sierpień to czas, gdy w Tatrach odpoczywa kilkaset tysięcy turystów z Polski i z całego świata. Dla nich więc Europejskie Targi Produktów Regionalnych będą wyprawą w najciekawsze zakątki autentycznej Polski i Europy – bez tandety i rzeczy, które przez globalizację obecne są w dzisiejszych czasach wszędzie.

– Będzie można popróbować za darmo, ale zachęcam do odwiedzania stoisk, na których będą naprawdę wartościowe produkty regionalne, które warto nabyć – mówiła dyrektor TARPiK.

Celem targów jest także wymiana doświadczeń pomiędzy wystawcami oraz nawiązanie współpracy międzynarodowej.
Podczas targów odbywa się: Festiwal Oscypka i Serów Wszelakich otwierany barwnym korowódem, w którym uczestniczą bacowie, delegacje władz samorządowych, goście zaproszeni i tłumy turystów. Podczas festiwalu pokazana jest m.in. produkcja osypka, różne sposoby jego zastosowania w kuchni. Odbywają się również zawody z udziałem baców i publiczności. „Próba smaku”, czyli konkurs na najlepszy oscypek, gdzie brane są pod uwagę wielkość, kształt i kolor osypka, „Pucenie Oscypka”, „Dojenie i strzyżenie owiec” zawody dla baców, juhasów i honielników.

fot. Luiza Komorowska

Przez cały czas trwania festiwalu odbywają się występy zespołów regionalnych, degustacja potraw góralskich i oscypka, bundzu i żętycy. Nagrody przyznawane są przez komisję konkursową składającą się z baców, starosty tatrzańskiego, inspektora weterynaryjnego, zaproszonych gości i publiczności. Podczas imprezy przeprowadzany jest też konkurs „Na najlepszy produkt Europejskich Targów Produktów Regionalnych”.

Europejskie Targi Produktów Regionalnych skupiają producentów produktów regionalnych i tradycyjnych z kraju i z zagranicy. Mimo tradycyjnego charakteru podczas Targów, obok występów regionalnych,  odbywają się również koncerty gwiazd muzyki popularnej, a także pokazy kulinarne wraz z degustacjami i wszelakiego rodzaju konkursy.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Tomasz Krzyżanowski, tatrzański dramaturg: Janosik to może kierpce czyścić naszemu Staszkowi Kubinowi

Dzień 45. z 80 / Zakopane/ „W Pana Boga wierz, ale Panu Bogu nie wierz”. (…) To jest góralska mentalność i nie ma jeszcze takiego etnologa, naukowca, który potrafiłby to dokładnie wytłumaczyć.

Grafika, która zainspirowała Krzyżanowskiego przy tworzeniu dramatu „Gombica Staska Kubina”

„Bez smreki wyziero słońce, a ja se patrze na góre, na której wyziero krzyż…” – tymi słowami rozpoczął dzisiejszy Poranek Wnet redaktor Witold Gadowski, z pochodzenia góral z Zakopanego, patrząc na Giewont. Zakopane to miejsce szczególne, zimowa stolicy Polski położona w kotlinie u stóp Tatr.

„Zabiłem leśnego i rodzine jego, bo mi nie dał zabić capu rogatego” – to cytat ze sztuki Tomasza Krzyżanowskiego pt. „Gombica Staska Kubina”, dramat w trzech aktach, którego premiera odbyła się w grudniu ubiegłego roku w Teatrze im. St.I. Witkiewicza w Zakopanem. A dzisiaj kolejne przedstawienie. 

– Chodzenie po lesie jest bardzo pouczające i czasami przynosi niesamowite rezultaty, bo daje mi dużo czasu do przebywania z przyrodą, dużo czasu do przemyśleń – powiedział „leśny” z Tatrzańskiego Parku Narodowego Tomasz Krzyżanowski, który pochodzi z Krakowa. Inspiracją do napisania dramatu była grafika odnaleziona w 2004 roku w Krakowie w remontowanym mieszkaniu słynnego krakowskiego malarza profesora Eugeniusz Wańka. Niepozorna szara teczka zawierała 56 rycin wykonanych około 1789 roku przez rzeczywistego świadka tamtych zdarzeń – Ignatza Goertlera de Blumenfelda, leśniczego na terenach tatrzańskich pod panowaniem Habsburgów. Są to rysunki piórkiem i węglem.

– Jest to zbiór bezcenny, bo tam pierwszy raz w historii zobrazowano Morskie Oko, Dolinę Pięciu Stawów (widzianych z Kołowej Turni), Siklawę – największy polski wodospad – powiedział Krzyżanowski. Dla niego największe znaczenie miał jednak jeden rysunek, przedstawiający bandę zbójników i dezerterów, którzy 15 lipca 1809 roku biesiadowali na polanie pod Siwą Skałą (dzisiaj Siwiańskie Turnie).

– Narysowana banda zbójników to: Wincek Bachleda, Józef Łuszczek, Matias Szentiwani, luptok (mieszkaniec regionu Liptowa na dzisiejszej Słowacji. A dowodził nimi harnaś Stanisław Kubin – mówił Tomasz Krzyżanowski. – Leśniczy ścigający dezerterów i zbójników otoczył ich ze swoją grupą. Najpierw ich narysował, a potem, o 4 rano, ich zaatakował.

[related id=34238]Potyczka miała tragiczne skutki, bo zginął jeden służący leśniczego i jeden zbójnik, Józef Łuszczek, którego krzyż do tej pory możemy spotkać w Dolinie Chochołowskiej. Prawdopodobnie jest to krzyż postawiony na jego pamiątkę przez rodzinę. Rysunek, jak sam autor mówi, „sprowokował go do uwiecznienia Staszka Kubina”. To jedyny zachowany do naszych czasów autentyczny dokument traktujący o tej szczególnej grupie rdzennych mieszkańców Podhala, Spiszu i Liptowa, jakimi byli wyjęci spod prawa rozbójnicy.

– Wszyscy wiedzą, kto to był Janosik – powiedział dramaturg. Jego zdaniem „Janosik był Orawiakiem, bo Kierchowa, skąd na pewno pochodził, jest na Orawie”. – Jego mit jest niezasłużony, bo zbójował tylko 18 miesięcy i był popularnym zbójnikiem, rzezimieszkiem, donosicielem, żeby nie określać bardziej dosadnie jego roli… i jeszcze, co ciekawe, wszystko, co zarobił, oddawał swojemu panu, Berżewiczowi, który pozycję magnata zbudował na krzywdzie ludzkiej – podkreślił. Uważa, że tak naprawdę to „Janosik był koncesjonowanym zbójem, który biednych i bogatych rabował”.

– Janosik zginął nie dlatego, że go wydała jakaś piękna Maria czy Helena, ale z powodu zakażenia rany zadanej butelką podczas pijatyki – powiedział Krzyżanowski. – Janosik zmarł po sześciu tygodniach na zakażenie i to jego zwłoki dopiero powieszono za ziebro.

Zdaniem dramaturga mit Janosika częściowo oparto na historii Sztaszka Kubina i to jego postać go zafascynowała.

– Ten chłop z Zakopanego zbójował 11 lat na obszarze między Górami Dynowskimi na Słowacji a Gorcami. Uciekał i wymigiwał się wszelkim regimentom i obławom wojsk nawet, co jest ewenementem, jeśli chodzi o zbójnictwo – opowiadał.

– Janosik to może kierpce czyścić naszemu Staszkowi Kubinowi – podsumował Tomasz Krzyżanowski, dodając, że ze względu na historię góralszczyzny, tradycję góralską, a także uczciwość historyczną powinno się propagować Staska Kubina, a nie jakiegoś Juraja Janosika.

Niestety, jak skończył Kubin, nie wiadomo. Dramaturg ma nadzieję, że kiedyś odnajdą się jakieś materiały na ten temat. Losy reszty kompanów ze zbójeckiej gromady są lepiej znane, wiadomo, że jeden został zastrzelony, drugi powieszony, trzeci zgnił w wiśnickim lochu, czwarty – zmarł od uderzenia siekierą w głowę.

„Żywot góralskich chłopców krótki – dziś wesele, jutro pogrzeb” – zacytował fragment swego dramatu o zbójnikach, których żywot jest twardy, krótki i ślebodny, czyli wolny.

– Śleboda to najwyższa forma wolności wśród górali, to jest jeszcze coś większego niż wolność, którą my mamy w głowach – powiedział Krzyżanowski. – Śleboda to jest to, że możesz se mieć każdą kobietę, każde dutki ukraść, ale musisz zachowywać się po bożemu, czyli „w Pana Boga wierz, ale Panu Bogu nie wierz”. […] To jest góralska mentalność i nie ma jeszcze takiego etnologa, naukowca, który potrafiłby to dokładnie wytłumaczyć.

W wywiadzie również o historii zapinki góralskiej, pochodzącej od Gąbicy, której przypisywano magiczne moce ochronne, o Stanisławie Staszicu i jego spotkaniu z Juhasami, których mylnie nazywał Joasami.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z Tomaszem Krzyżanowskim w części pierwszej Poranka Wnet.

 

Kierownik zespołu „Pogranicze”: Przetrwało to co najlepsze z tego wymieszania Litwinów z Polakami na Suwalszczyźnie

Słowa znane są z kantyczek, ale melodię to już każda wieś ma swoją, a nawet poszczególne grupy śpiewacze mają swoje i to stanowi o bogactwie kulturowym Suwalszczyzny – powiedział Józef Murawski.

„Pogranicze” z Szypliszek na Suwalszczyźnie to unikatowy zespół ludowy, który ma na swoim koncie wiele nagród, jest ceniony za swoją niepowtarzalność, a także umiejętności wielogłosowego śpiewu ludowego, który mimo upływu lat zachował formę etniczną, jaka obowiązywała na przełomie XIX i XX wieku. „Pogranicze” często występuje poza konkursem na przeglądach folklorystycznych. Redakcji Wnet, która dziś gości w Suwałkach, udało się namówić na występ część zespołu, który przybył z okolicznych wsi wokół Szypliszek do naszego mobilnego studia, którego gospodarzem w Suwałkach był redaktor Wojciech Jankowski.

– Nasza praca polega na zbieraniu starych pieśni, odtwarzaniu  i propagowaniu ich – mówi pan Józef Murawski, kierownik artystyczny dwudziestoosobowego zespołu „Pogranicze” oraz twórca ludowy z gminy Szypliszki, specjalizujący się w dziedzinie folkloru muzycznego, tanecznego i obrzędowości na obszarze kulturowego pogranicza polsko-litewskiego.

– Robimy to już 36 lat i dobrze, że zaczęliśmy tak wcześnie, bo wówczas żyli jeszcze starzy śpiewacy, którzy urodzili się na początku XX wieku, a nawet w ostatnim dziesięcioleciu XIX – powiedział gość Poranka Wnet, który stara się utrzymać formę śpiewu, jakiego uczyli go tamci ludzie i „przekazywali to w naturalny sposób, śpiewając razem z nimi”.

Józef Murawski sam pochodzi z rodziny, gdzie tradycyjnie od pokoleń było wielu śpiewaków, a więc on także, śpiewając od najmłodszych lat, przesiąkł tą tradycją. Śpiewali na weselach, pogrzebach, w chórach kościelnych czy teatrach wiejskich działających w ramach Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży.

Od dziecięcych lat interesował się rodzimym folklorem, zbierał stare pieśni, uczył się śpiewać i tańczyć, nie żałował czasu na rozmowy ze starszymi ludźmi na temat tradycji, w tym lokalnej obrzędowości. Jako działacz młodzieżowy organizował zabawy wiejskie, kuligi, ogniska, czasem wspólnie z harcerzami przyjeżdżającymi latem na Suwalszczyznę.

– Tak jak śpiewali nasi dziadkowie, tak my też śpiewamy. Staramy się tego nie zmieniać i zachować formułę pierwotną – tłumaczył kierownik artystyczny zespołu „Pogranicze”, którego nazwa została przejęta od nazwy miejsca, noszącego miano pogranicza od niepamiętnych czasów. Tu śpiewanie tak zwanym wielogłosem łączy dwie narodowości: Polaków i Litwinów oraz tworzy – mimo pewnych odrębności – wspólny obszar, zarówno muzyczny, jak i kulturowy.

– Słowa znane są z kantyczek (śpiewników – przyp. red.), ale melodię to już każda wieś ma swoją, a nawet poszczególne grupy śpiewacze mają swoje i to stanowi o bogactwie kulturowym Suwalszczyzny, gdzie linia melodyczna pieśni litewskich i polskich niewiele się różni – powiedział gość Poranka.

– Przetrwało to, co najlepsze z wymieszania Litwinów z Polakami na Suwalszczyźnie – uważa Józef Murawski, dla którego nie stanowiłoby problemu zaśpiewać coś z repertuaru litewskich zespołów działających na Suwalszczyźnie po stronie litewskiej; przeszkodą nie jest nieznajomość ich muzyki, ale języka litewskiego.

– Nie ograniczamy się do pieśni ludowych, ale śpiewamy również cały kalendarz liturgiczny – powiedział śpiewak z „Pogranicza” – bowiem zespół swoim śpiewem uświetnia wiele uroczystości związanych ze świętami kościelnymi i nabożeństwami, takimi jak nabożeństwa majowe, Gorzkie Żale, czy Dni Krzyżowe, kolędy czy pastorałki. Może dlatego członkowie zespołu, mówiąc o swojej przynależności, bardziej posługują się nazwą swojej parafii – Becejły, chociaż Szypliszki to miejsce, od którego „wszystko się zaczęło”.

Szczególną formą, dziś już w zaniku w Polsce, są śpiewy podczas czuwania przy zmarłym i w ostatniej drodze na cmentarz.

– Tradycja pogrzebu nigdy nie została przerwana i funkcjonuje cały czas – powiedział Józef Murawski.

Kierownik zespołu to skromny człowiek i nie pochwalił się na antenie, że był twórcą sukcesu „Pogranicza” w śpiewie  a capella.

„Pogranicze” od końca lat osiemdziesiątych śpiewa tylko pieśni, które występowały na tym terenie. Od początku istnienia zespół śpiewał wielogłosem, czyli manierą charakterystyczną tylko dla tego małego obszaru Suwalszczyzny (w Polsce jest to drugi po Podhalu region, gdzie występuje wielogłos, choć jest on całkowicie odmienny od podhalańskiego).

Kolejnym etapem w historii zespołu było zorganizowanie „Małego Pogranicza”, które dziś jest zespołem tanecznym. Wyboru tańców dokonano przy współpracy z etnochoreologiem, dr. Dariuszem Kubinowskim z Uniwersytetu im. M. Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Wspólne poszukiwania przyczyniły się do „odkrycia” tańców tego regionu. Wkrótce znalazły się one w repertuarze „Pogranicza”.

Dorosłe „Pogranicze” wraz z „Małym Pograniczem” występowało również w Filharmonii Narodowej , a także w trakcie pobytu papieża Jana Pawła II podczas pielgrzymki w 1999 r. na Wigrach.

[related id=”33425″]Oto, jak zaznaczają na swojej stronie internetowej niektóre nagrody i wyróżnienia zespołu „Pogranicze” z Szypliszek:

1987 –  I nagroda na Ogólnopolskim Festiwalu Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą (oraz nagroda honorowa dziennikarzy redakcji „Burczybasa”);

– I nagroda na Ogólnopolskim Przeglądzie Wiejskich Zespołów Artystycznych w Kielcach;

1989 – nagroda zbiorowa im. O. Kolberga (dla zespołu „Pogranicze”);

1990 – zespół „Małe Pogranicze” zdobywa w Tarnogrodzie I nagrodę za spektakl obrzędowy „Chodzenie z   Ewangelią”. Jednocześnie przyznano nagrodę J. Murawskiemu za scenariusz i reżyserię. W 1998 r. spektakl  został zekranizowany w postaci 30-minutowego filmu, fabularyzowanego przez TVP2, reż. Aleksandra Domańska;

1990 – I nagroda na XIV Festiwalu Zespołów Folklorystycznych Ziem Północnych w Gdańsku (podczas „Jarmarku Dominikańskiego”);

1991 – powtórnie I nagroda na festiwalu w Kazimierzu (fundacji Marii i Jerzego Kuncewiczów);

1992 – nagroda dla „Małego Pogranicza” na Ogólnopolskim Konkursie Pieśni i Muzyki Ludowej w Jaśle;

1994 – nagroda specjalna na XXII Góralskim Karnawale w Bukowinie Tatrzańskiej;

1996 – II nagroda za widowisko „Król Herod” na XXIV Góralskim Karnawale w Bukowinie Tatrzańskiej;

1995 – Nagroda Główna „Taneczny Krąg”  na Ogólnopolskim Konkursie Tradycyjnego Tańca Ludowego w Rzeszowie (w 1992 r. zespół zdobył II nagrodę);

2006 – Nagroda Główna „Baszta” – 40 Ogólnopolski Festiwal Kapel i Śpiewaków Ludowych w Kazimierzu nad Wisłą; wcześniej na festiwalach kazimierskich m. in. dwukrotnie pierwsze nagrody (w latach 1987 i 1991);

2007 – Nagroda Specjalna Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego za szczególne zasługi dla kultury.

Całego Poranka możesz wysłuchać tutaj. Wywiad z Józefem Murawskim w części drugiej.

MoRo