Rakowski: podczas wizyty prezydenta Iranu w Moskwie zabrakło konkretów. Iran chce nadal balansować między USA a Rosją

Paweł Rakowski / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Ekspert ds. bliskowschodnich omawia stan relacji irańsko-rosyjskich i perspektywy współpracy między obu państwami.

19 stycznia miała miejsce wizyta prezydenta Iranu Ebrahima Raisiego na Kremlu. W jej kontekście Paweł Rakowski omawia politykę zagraniczną Teheranu.

Została zaproponowana Moskwie umowa handlowa na 25 lat. Zabrakło w niej konkretów na temat tego, jak miałaby wyglądać taka współpraca w obliczu trwającej blokady ekonomicznej Iranu.

Ekspert zauważa, że oba państwa eksportują takie same dobra, głównie ropę i gaz. Odnosząc się do kwestii politycznych podkreśla, że w Iranie nie ma chęci do zakończenia resetu z USA.  Jak przypomina rozmówcy Jaśminy Nowak, państwo to przez dziesiątki lat balansowało między obu mocarstwami, i prawdopodobnie będzie taką politykę kontynuować.

Publicysta komentuje ponadto wewnętrzną sytuację w Jemenie w związku z nalotem z terytorium tego kraju na Abu Zabi.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Rakowski: Saudowie wycofują się z Libanu. Izrael szykuje się na uderzenie

Ekspert ds. bliskowschodnich omawia echa głośnego wywiadu byłego szefa wywiadu Arabii Saudyjskiej oraz komentuje sytuację w Libanie i Izraelu.


Paweł Rakowski omawia echa wypowiedzi byłego szefa saudyjskiego wywiadu dla amerykańskiej telewizji. W rozmowie nie zabrakło epitetów pod adresem saudyjskiego następcy tronu.

Al-Jabri ujawnił plany uśmiercenia króla Arabii Saudyjskiej. Al-Salman  miał mieć pierścień umożliwiający zabicie Abdullaha podczas uścisku dłoni.

Sam fakt ukazania się takiego wywiadu jest sporym zaskoczeniem i jest oznaką pogorszenia relacji saudyjsko-amerykańskich.  Jak dodaje ekspert, interesy Arabii Saudyjskie są ponadto zagrożone przez ekspansję Hezbollahu.

Były szef saudyjskiego wywiadu stwierdził również , że obecność dyplomatów Arabii Saudyjskiej w Libanie nie ma sensu.

Bejrut staje się 32 prowincją Iranu.

Rozmówca Jaśminy Nowak komentuje też manewry armii izraelskiej, która przygotowuje się na okoliczność wojny obejmującej Liban i Syria. Poruszony zostaje temat problemów wewnętrznych izraelskiego rządu.

Izrael doskonale wie, że Hezbollah jest poważnym przeciwnikiem, spodziewa się szeroko zakrojonego ataku. Naftali Bennet może być zmuszony do jakiejś formy konfrontacji, czego przez 12 lat unikał Benjamin Netanjahu.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Beata Błaszczyk: ponad 20 mln Afgańczyków może grozić śmierć z głodu. Talibowie zagarniają pomoc humanitarną dla siebie

Wolontariuszka stowarzyszenia Szkoły dla Pokoju o afgańskiej katastrofie humanitarnej: głodzie, rządach talibów i handlu dziećmi.

Beata Błaszczyk stwierdza, że o Jemenie mówi się od 2018 r., że to największa katastrofa humanitarna świata.

W tej chwili Afganistan staje się miejscem równie wielkiej katastrofy. To może być ponad 20 mln osób, którym może grozić śmierć z głodu.

Sytuacji nie poprawia fakt, że wysyłana do tego kraju pomoc humanitarna jest zagarniana przez talibów.

Nauczyciele protestują, że nie dostają pieniędzy za swoją pracę. Błaszczyk wyjaśnia, że od 41 dni edukację mogą odbierać tylko dziewczynki do 14 roku życia.

Wolontariuszka stowarzyszenia Szkoły dla Pokoju Zauważa, że Afganki mają już doświadczenia tajnego nauczania z czasów pierwszych rządów talibów. Mówi, że rodziny nie mające jak nakarmić swych dzieci sprzedają je. Zauważa, że dzieci wykorzystywane są do zamachów.

Przecież w 2009 roku 13-lentni zamachowiec samobójca zabił trzech brytyjskich żołnierzy. Ładunek wybuchowy zdetonował jego młodszy brat. Takie rzeczy się zdarzały. Dzieci były kupowane właśnie w takim celu.

Nasz gość dodaje, że można pomagać Afgańczykom, którzy są w Polsce.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

 

Szef związku zawodowego niemieckich policjantów apeluje o tymczasowe wprowadzenie kontroli na granicy z Polską

Niemieccy policjanci ostrzegają przed rosnącą liczbą imigrantów przedostających się z Białorusi przez Polskę do Niemiec. Obawiają się powtórki z 2015 r.

Od kilku miesięcy błyskawicznie wzrasta liczba zatrzymań.

W tych słowach skierowanych do ministra spraw wewnętrznych RFN Horsta Seehofera, Heiko Teggatz ostrzega przed napływem imigrantów do Niemiec. Zdaniem przewodniczącego  związku zawodowego policji federalnej trzeba odwołać się do środków zastosowanych w 2015 r., czyli do tymczasowego przywrócenia kontroli na granicy z Polską.

Teggatz zauważa w swym liście do szefa niemieckiego MSW, że nie można pozwolić na powtórzenie się sytuacji z 2015 r. Wskazuje, że obecnie dochodzi problem bezpieczeństwa sanitarnego, gdyż „liczba zakażeń na  SARS-CoV-2 jest nadal bardzo wysoka, szczególnie w krajach pochodzenia migrantów (Irak, Syria, Jemen, Iran, Afganistan itp.)”.

A.P.

Źródło: Bild. de

Błaszczyk: w Jemenie trwa niewyobrażalna katastrofa humanitarna. Każdego dnia giną dzieci

Przedstawicielka stowarzyszenia „Szkoły dla Pokoju” mówi o sytuacji w Jemenie, gdzie trwa wojna domowa. Wskazuje, jak można pomóc mieszkańcom tego kraju.

Beata Błaszczyk relacjonuje, że wojna domowa w Jemenie nie wydaje się być bliska końca:

To niewyobrażalna dla nas katastrofa. Miliony Jemeńczyków cierpią głód i natychmiast potrzebują pomocy.

Tragiczne skutki konfliktu dotykają również najmłodszych.

Każdego dnia giną dzieci. Tylko w marcu było 5 ataków na szkoły.

Nieliczne w Jemenie szpitale mają ograniczone możliwości funkcjonowania z powodu braku prądu i niedoborów personelu.

Jak wskazuje rozmówczyni Jaśminy Nowak, organizacje charytatywne muszą płacić za możliwość udzielania pomocy potrzebującym mieszkańcom Jemenu.

Również Szkoły dla Pokoju, za każdym razem, gdy chcą przeprowadzić dystrybucję żywności, muszą mieć zezwolenie władz.

[related id=134040 side=right]Więcej informacji na temat możliwości pomocy dla Jemenu można znaleźć tutaj.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Times of Israel: Irański statek szpiegowski zaatakowany na Morzu Czerwonym

6 kwietnia telewizja Al-Arabija poinformowała o ataku na irański statek szpiegowski, który miał miejsce wczoraj na Morzu Czerwonym u wybrzeży Erytrei. Wiadomość potwierdził „Times of Israel”.

Jak poinformował wczoraj portal „Times of Israel” na podstawie mediów arabskojęzycznych, 6 kwietnia nieopodal wybrzeża Erytrei został zaatakowany irański statek handlowy, należący do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej. Do tej pory nikt nie przyznał się do przeprowadzenia ataku.

Izraelski portal podaje, że pływający pod przykrywką statku handlowego „Saviz” został ostrzelany rakietami niedaleko Jemenu. Według TI jednostka była w rzeczywistości okrętem szpiegowskim należącym do Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Agencja Reuters nie potwierdziła jeszcze doniesień arabskich i izraelskich mediów, dodając, że nie uzyskała m.in. komentarza władz irańskich na ten temat. Jak wiadomo, pierwsze doniesienia na temat ataku na irański okręt pochodzą od saudyjskiej telewizji „Al-Arabija”, która w tej kwestii miała opierać się na własnych źródłach.

Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej stanowi obok Armii Islamskiej Republiki Iranu, jedną z dwóch gałęzi irańskich sił zbrojnych. Jednostka odpowiada m.in. za zwalczanie ruchów niechętnych ustrojowi Iranu jako republiki islamskiej, a także wspieranie proirańskich organizacji zbrojnych poza granicami kraju i zwalczanie zewnętrznych wpływów w Iranie.

N.N.

Źródło: Onet, media

Rakowski: Saudyjski następca tronu i premier Izraela chcą stworzyć sojusz militarny wymierzony w Iran i Turcję

Paweł Rakowski o zmianach na Bliskim Wschodzie wobec napięć na linii Waszyngton-Rijad: propozycji tzw. bliskowschodniego NATO i wizycie szefa rosyjskiej MSZ w Arabii Saudyjskiej.


Paweł Rakowski komentuje odwołanie przez premiera Izraela wizyty w Emiratach Arabskich. Tam miał spotkać się z następcą tronu Arabii Saudyjskiej Mohammadem ibn Salmanem, co mogłoby oznaczać sformalizowanie traktatu pokojowego między oboma państwami. Netanjahu ostatecznie odwołał wizytę. Według jednej wersji zrobił to ze względu na chorobę żony. Inna wersja głosi, że Jordania odmówiła przelotu izraelskiego samolotu. Z wizyty w Jerozolimie wycofał się jordański następca tronu Husajn ibn al-Abdullah. Jak zauważa Rakowski,

[Mohammad ibn Salman i Binjamin Netanjahu] to w obecnej konfiguracji politycznej, po zmianie lokatora w Białym Domu, ludzie spaleni, których tak właściwie obecna administracja amerykańska chciałaby wyeliminować z polityki.

Wyjaśnia koncepcję tzw. bliskowschodniego NATO, które złośliwi nazywają Wielkim Izraelem. Saudowie są zawiedzeni USA. Arabię Saudyjską zasypują rakiety z Jemenu. W rezultacie polityki Waszyngtonu ibn Salman kieruje swój wzrok ku Tel-Awiwowi.

Panowie chcą stworzyć układ sojuszy militarnych wymierzonych bezpośrednio w Irak i Turcję.

Czemu nowa amerykańska administracja dystansuje się od Rijadu? Wynikać to może z jej ideologicznego zacietrzewienia. Możliwe też, iż ropa nie jest już tak istotna dla Amerykanów.

Mamy reset amerykańsko irański, który tak właściwie wygląda jak wygląda, czyli w ogóle nie wygląda. Jest to jeden wielki chaos.

Nasz korespondent przypomina, że do rewolucji irańskiej dwoma filarami amerykańskiej polityki na Bliskim Wschodzie byli szaf Iranu i król Arabii Saudyjskiej. Po 1979 r. pozostali Amerykanom Saudowie, a obecnie także z nimi zepsuła się współpraca.

Rozmówca Jaśminy Nowak komentuje wizytę Siergieja Ławrowa w Arabii Saudyjskiej. Stwierdza, że jest ona naturalną reakcją na spór między Rihadem a Waszyngtonem. Przypomina, że Związek Sowiecki był wrogiem Królestwa Arabii Saudyjskiej. Obecnie Kreml oferuje Saudom mediację ws. Jemenu i Iranu oraz wsparcie w kwestii Syrii. W kontekście tej ostatniej dziennikarz przypomina, że w Syrii muszą się odbyć w tym roku wybory prezydenckie. Para prezydencka jest obecnie chora na koronawirusa.

Pojawiła się propozycja żeby do czasu wyborów władzę przejął rząd wojskowy.

Przeprowadzone pod nadzorem wojskowych wybory prezydenckie miałyby być bardziej obiektywne.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Rakowski: Chińczycy mają pomysł na zagospodarowanie demografii arabskiej. Bliski Wschód to ponad połowa surowców Chin

Co łączy produkty chińskie i Mahometa? Jak Pekin chce skorzystać z muzułmańskiej siły roboczej? Jakie znaczenie ma dla ChRL Republika Islamska? Paweł Rakowski o roli Chin na Bliskim Wschodzie.

Gdyby nie Chiny, to islam by nie powstał.

Paweł Rakowski przypomina, że w skutek  toczonych na przełomie VI i VII w. wojen rzymsko-perskich wodne szlaki handlowe zostały zamknięte na dekady. W takiej sytuacji

Chińczycy uruchomili szlak jemeński, czyli do tych karawan arabskich, które wędrował przez pustynię arabską z męskimi przyprawami czy też wszystkim kadzidło. Doszedł też chiński biznes

Przyszły prorok islamu był zaś karawaniarzem. Zyski wypracowane dzięki chińskim towarom przyczyniły się w ten pośredni sposób do powstania nowej religii światowej.

Dla Chin Bliski Wschód, tak samo jak dla Zachodu, to jest miejsce surowcowe, jak i też tranzytowe.

Korespondent zauważa, że Państwo Środka ma w przeciwieństwie do Okcydentu pomysł, jak wykorzystać demografię arabską. Muzułmańska siła robocza zostanie zagospodarowana w Iranie, dokąd Chińczycy przenoszą część swojej produkcji. Ta ostatnia staje się coraz kosztowniejsza w samych Chinach. Pekin zaś woli skupić się na nowoczesnej technologii, nie na prostej produkcji np. koszulek. Wśród istotnych gospodarczo miejsc dla Chińczyków znajdują się Zatoka Ormuz i port w Dubaju.

Model biznesowy Chin jest bardzo bardzo prosty, tzn. z jednej strony import surowców, a z drugiej eksport towarów.

Do powodzenia takiego modelu konieczny jest wolny przepływ surowców i towarów. W związku z tym nie podoba im się wzmacnianie przez Amerykanów swej obecności w Zatoce Perskiej. Amerykanie mogliby bowiem zdecydować się w ostateczności na zablokowanie Zatoki.

Bliski Wschód to jest prawie ponad 50 proc. surowców energetycznych, który dociera do Chin.

Szlaki handlowe można by przeprowadzić przez Jemen, jednak ten tkwi w wojnie domowej. Korzystnie dla chińskich inwestycji położony jest Oman. Rakowski wskazuje, że dla samego Iranu lepsze jest balansowanie między Stanami Zjednoczonymi i Chinami niż zbytnie związanie się z Pekinem. Balansowaniu sprzyja zapowiedziany przez nową administrację amerykańską reset w stosunkach z Teheranem.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Jastrzębski: reset katarsko-saudyjski może przyczynić się do osłabienia Iranu

Emir Kataru podziękował „braciom w Królestwie Arabii Saudyjskiej za szczodre przyjęcie” oraz „siostrzanemu Kuwejtowi za jego nieocenioną pomoc”.

Al-Arabiya

  1. Katar z radością przyjmuje deklarację Królestwa Saudyjskiego o chęci odnowienia relacji z Dohą i otwarcia granic między Katarem a Arabią Saudyjską

Po podpisaniu we wtorek w saudyjskim mieście Al-Ula deklaracji kończącej waśni między Katarem a Arabią Saudyjską, Bahrajnem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Kuwejtem, Omanem i Egiptem, Emir Kataru Szejk Tamim bin Hamad Al Thani zatweetował, że uczestnicząc w Szczycie w Al-Ula, ma poczucie historycznej odpowiedzialności i spełnienia nadziei obywateli. Napisał także, że jego uczestnictwo ma na celu zaleczenie wyrwy powstałej między arabskimi narodami i zrealizowanie nadziei na lepsze jutro dla regionu.

Emir Kataru podziękował „braciom w Królestwie Arabii Saudyjskiej za szczodre przyjęcie” oraz „siostrzanemu Kuwejtowi za jego nieocenioną pomoc”.

Katar przyjął z aprobatą Deklarację z Al-Ula, którą przyjęto na marginesie 41 spotkania Wysokiej Rady Współpracy Zatoki Arabskiej, zwanej w Polsce Radą Współpracy Zatoki Perskiej.

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Kataru oświadczyło, że szczyt Półwyspu Arabskiego nastąpił w decydującym momencie i stanowi przedłużenie wspólnego wysiłku oraz zwycięstwo w imię wyższego dobra. Szczyt ten stanowi także konsolidację dobrego sąsiedztwa oraz wzajemnego szacunku.

MSZ Kataru podkreśliło także, iż Deklaracja z Al-Ula stała się dopełnieniem szczerych wysiłków i przyjaźni niedawno zmarłego Emira Kuwejtu Szejka Sabaha Al-Ahmada Al-Jabera As-Sabaha. Jego pojednawczą misję kontynuował obecny Emir Kuwejtu Szejk Nawwaf Al-Ahmad Al-Jaber As-Sabah, napisało MSZ Kataru.

Katar docenił także starania USA podjęte w celu zbliżenia odmiennych poglądów. Katarskie ministerstwo podkreśliło również, że jedność szeregów na Półwyspie Arabskim oraz przywrócenie jedności narodów regionu na podstawie solidarności, wzrostu i stabilności zawsze stanowiło priorytet Kataru.

Ze swojej strony Książę Koronny Arabii Saudyjskiej Muhammad bin Salman podkreślił, że Porozumienie z Al-Ula podpisane przez przywódców Rady Współpracy Zatoki Perskiej kładzie nacisk na arabską i islamską solidarność oraz stabilność w celu wzmocnienia więzów łączących narody państw Zatoki Perskiej.

Saudyjski Minister Spraw Zagranicznych Faysal bin Farhan powiedział, że Szczyt Al-Ula zakończył rozdział niesnasek i całkowicie odnowił stosunki dyplomatyczne między członkami Rady oraz Egiptem.

Bin Farhan dodał, że Deklaracja z Al-Ula nie ma związku z Iranem lub jakimkolwiek innym krajem, lecz ma przede wszystkim na celu urzeczywistnienie zbliżenia między państwami regionu. Saudyjski minister dodał, że liderzy regionu będą współpracować, aby skoordynować swoją politykę regionalną.

Również ONZ wypowiedziało się na temat podpisanej deklaracji. Rzecznik Sekretarza Generalnego ONZ Farhan Haq wyraził aprobatę dla otwarcia przestrzeni powietrznej oraz granic lądowych i morskich pomiędzy Arabią Saudyjską i Katarem.

Z kolei Rada Bezpieczeństwa Narodowego USA nazwał podpisanie deklaracji „śmiałymi krokami ku rozwiązaniu konfliktu w zatoce”. Instytucja dodała, że jedność zatoki jest sprawą najwyższej wagi dla urzeczywistnienia wzrostu gospodarczego i bezpieczeństwa regionu. Waszyngton stoi u boku swoich partnerów w Radzie Współpracy Zatoki Perskiej na nowym etapie współpracy.


Komentarz: Oto zakończył się katarski kryzys dyplomatyczny, znany również jako Oblężenie Kataru lub Blokada Kataru. Wbrew zapewnieniom saudyjskiego ministra spraw zagranicznych, wydarzenie to ma kluczowe znaczenie dla rozgrywki na bliskowschodniej szachownicy.

Przypomnijmy, że wspomniany kryzys rozpoczął się 5 czerwca 2017 roku, kiedy Arabia Saudyjska, ZEA, Bahrajn i Egipt zerwały stosunki dyplomatyczne z Katarem oraz zakazały zarejestrowanym w tym państwie statkom powietrznym i morskim korzystania z ich przestrzeni powietrznej oraz dróg morskich. Arabia Saudyjska zablokowała także jedyne lądowe przejście graniczne Kataru, rozdzielając setki rodzin. Do blokady dołączyła później Jordania, sama inicjatywa zaś została poparta przez Malediwy, Mauretanię, Senegal, Dżibuti, Komory, Jemen i libijski rząd w Tobruku.

Koalicja saudyjska uzasadniła blokadę uwikłaniem Kataru w finansowanie terroryzmu, czym Katar miał złamać umowę zawartą między członkami Rady Współpracy Zatoki Perskiej z 2014 roku. Ponadto, Arabia Saudyjska i inne państwa skrytykowały katarski kanał Al-Jazeera za stronniczość, a także relacje Kataru z Iranem. Katar przyznał się do udzielania pomocy niektórym grupom islamistycznym takim jak Bractwo Muzułmańskie, ale zaprzeczył wspierania grup powiązanych z Al-Kaidą czy ISIS. Co więcej, Katar zapewnił, że wspierał USA w ramach Wojny z Terrorem, a także w interwencji przeciwko ISIS.

Blokada utrudniła dostawy do małego arabskiego państwa, ale po pewnym czasie sytuacja uległa poprawie dzięki zintensyfikowanemu importowi z Iran i Turcji. Katar nie przystał na żądania Arabii Saudyjskiej, które uwzględniały osłabienie katarskich stosunków dyplomatycznych z Iranem, powstrzymanie współpracy wojskowej z Turcją i zamknięcie kanału Al-Jazeera.

Pierwsze miesiące blokady zmusiły rząd Kataru do dofinansowania gospodarki w wysokości 38,5 miliarda dolarów, co stanowiło ekwiwalent 23 procent PKB. Pomimo blokady, banki międzynarodowe HSBC, Goldman Sachs i inne próbowały naprawić swoje stosunki z Katarem. Blokada nie powstrzymała także eksportu katarskie gazu do ZEA i Omanu.

Dziś jednak widzimy, że Saudowie zdecydowali się puścić w niepamięć tak dawne pretensje, jak i żądania. W mojej opinii reset w stosunkach katarsko-saudyjskich powinien być widziany w kontekście ostatniej normalizacji stosunków Izraela z państwami arabskimi. Owa normalizacja zdaje się przejawem wywiązywania się administracji Donalda Trumpa z podjętych obietnic. Stanowi także element jej planu, w którym Iran zostaje jeszcze bardziej wyalienowany i otoczony sojuszem nieprzychylnych mu państw. Zakończenie waśni izraelsko-arabskich oraz skierowanie relacji na Półwyspie Arabskim ku unifikacji, może doprowadzić do stworzenia frontu antyirańskiego. Sam saudyjski Książę Koronny Muhammad bin Salman nie krył się z motywacją stojącą za szczytem w Al-Ula, mówiąc: „Dziś istnieje nagląca potrzeba zjednoczenia naszych starań (to jest starań państw Półwyspu) i skonfrontowania się z otaczającymi nas wyzwaniami, zwłaszcza zagrożeniami stanowionymi przez irański reżim nuklearny, program rakietowy i irański plan sabotażu i zniszczenia”.

Jest prawdopodobne, że na horyzoncie widnieje wznowienie walk w Jemenie, tym razem służącym ostatecznemu stłamszeniu powstania Hutich. Czy Iran utrzyma się dzięki wymianie swej ropy naftowej za wenezuelskie złoto? Pozostaje nam obserwować.


Al-Arabiya

  1. Prezydent Iranu powiedział, że chaos w amerykańskim Kapitolu ujawnił kruchość zachodniej demokracji

Prezydent Iranu Hassn Rouhani powiedział w czwartek, że chaos wywołany przez popleczników Donalda Trumpa w amerykańskim Kapitolu ujawnił kruchość zachodniej demokracji.

Irański lider stwierdził, że „niestety grunt (w Ameryce) jest podatny na populizm pomimo zaawansowania naukowego i przemysłowego. Pojawił się populista i poprowadził swój kraj ku katastrofie w ciągu tych ostatnich czterech lat. Mam nadzieję, że cały świat i następni rezydenci Białego Domu wyciągną z tego lekcję”.

Rouhani wyraził nadzieję na zmianę polityki administracji Joe Bidena.

Jastrzębski: Jeżeli Biden wygra, to powróci amerykańska polityka bliskowschodnia z czasów Obamy

Wygrana Bidena może zagrozić stosunkom saudyjsko-amerykańskim z jednej strony, z drugiej zaś zwiększyć migrację Somalijczyków do USA.

Al-Jazeera

1. Biden a Trump: w jaki sposób różni się ich podejście do kwestii Bliskiego Wschodu

Al-Jazeera porównała sposoby prowadzenia polityki zagranicznej obu kandydatów na prezydenta USA, zwłaszcza w kontekście polityki bliskowschodniej.

Biden, jak przekonuje Al-Jazeera, choć będąc demokratą, reprezentuje jastrzębi, interwencjonistyczny styl prowadzenia polityki zagranicznej, ma za sobą bogate doświadczenie polityczne i od dłuższego czasu był obecny w strukturach Waszyngtonu.

– Biden jest zestrojony z tym, co waszyngtoński establishment chce osiągnąć w sprawach zagranicznych – powiedział Ahmed Bedier, prezes United Voices.

Biden mówił jasno, że będzie dążyć do odbudowy sojuszy Ameryki i amerykańskiego przywództwa.

– Biden chce powrotu Ameryki do retorycznego przywództwa wolnego świata – powiedziała Emma Ashford ekspertka Instytutu Katona.

Trump, tymczasem, nie jest politykiem z wykształcenia. Jego ulubioną metodą jest załatwianie interesów politycznych podczas szczytów z głowami państw.

W kontekście konkretnych działań na Bliskim Wschodzi i Azji Środkowej, Trump powiedział, że “chce zakończyć wszystkie niekończące się wojny w regionie, że jest im przeciwny i istotnie zaczął wycofywać wojska amerykańskie z Afganistanu,” Bedier powiedział Al-Jazeerze.

Tymczasem, jak zauważył ekspert, Biden chce utrzymać część jednostek w Afganistanie, aby dalej zwalczały działania terrorystyczne.

Co się tyczy Iranu, Trump zerwał Umowę Nuklearną – owoc pracy administracji Baracka Obamy. Biden, z kolei, chce przywrócić tenże umowę.

Sprawa Palestyny w wymiarze faktycznym nie zmieni się, bez względu na to, który kandydat wygra, uważa Bedier, zaznaczając, że największą zmianę w bliskowschodniej polityce USA będzie można zauważyć w stosunku do Arabii Saudyjskiej.

Należy pamiętać, że polityka zagraniczna USA w stosunku do Arabii Saudyjskiej będzie wpływać na cały sojusz pod przywództwem Saudów, w którego skład wchodzą Zjednoczone Emiraty Arabskie, Bahrajn i Egipt.

– Wydaje się, że Biden będzie chciał zawiesić pomoc dla Arabii Saudyjskiej, jaką USA świadczą w ramach Wojny Domowej w Jemenie. Biden chce także pociągnąć [Księcia Koronnego Arabii Saudyjskiej] Muhammada bin Salmana do odpowiedzialności za zabójstwo dziennikarza Jamala Khashoggiego i inne przykłady łamania praw człowieka. Jest to bardzo różne od zachowania Trumpa, który powiedział, że uratował skórę Muhammadowi bin Salmanowi. Jeśli Biden wygra, to straci na tym cała koalicja saudyjska – powiedział Bedier.

Odnośnie do Syrii, ekspert wspomina, że Trump wycofał siły amerykańskie z kraju, lecz także zebrał sporo krytyki za pozostawienie kurdyjskich milicji samym sobie. „Biden chce w jakiś sposób przywrócić wsparcie dla Kurdów, a także zatrzymać parę oddziałów sił USA w Syrii przy granicy z Turcją”, tłumaczył Bedier.


Komentarz: Zaczynając od końca, należy pamiętać, że Trump obiecywał wycofać siły amerykańskie z Bliskiego Wschodu. Chodziło mu o sprowadzenie „amerykańskich chłopców” do domu. Miało to też służyć odbudowie amerykańskiego przemysłu, wzmocnienia amerykańskiej siły roboczej. Trump spełnił swoje obietnice… choć istotnie pozostawił Kurdów na lodzie, co wiele środowisk, w tym byli członkowie sił USA, uznało za „ katastrofalny cios zadany wiarygodności USA jako sojusznika”. Ponadto, wycofanie odziałów amerykańskich z Północnej Syrii pozwoliło bojownikom ISIS na ucieczkę z obozów dla osób przemieszczonych, a także odbudowanie niektórych struktur terrorystycznych. 

Co prawda 17 października 2019 roku, to jest w ostatnim dniu ofensywy rozpoczętej 9 października, Wiceprezydent USA Mike Pence ogłosił, że Waszyngton i Ankara wypracowały 5-dniowe zawieszenie broni w Syrii, wzamian za całkowite wycofanie się kurdyjskich sił SDF ze swoich pozycji na syryjsko-tureckiej granicy. Zaledwie 5 dni później, Rosyjski Prezydent Władimir Putin i Turecki Prezydent Recep Tayyip Erdogan podpisali własne porozumienie i od tamtego momentu to już Moskwa i Ankara decydowały o przyszłości Kurdów.  

Wznawiając amerykańską obecność w Syrii, Biden będzie chciał odbudować pozycję USA jako stróża wartości demokratycznych na Bliskim Wschodzie z jednej strony, z drugiej zaś rozgrywającego w tzw. wojnach proxy w krajach gorzej rozwiniętych. 

To także walka o sprawiedliwość i szanowanie praw człowieka pogorszy relacje USA pod administracją Bidena z saudyjską rodziną królewską, a zwłaszcza Księciem Koronnym MBS. Warto przypomnieć sobie słowa Donalda Trumpa, który powiedział, że nie można oczekiwać, iż warty 110 miliardów dolarów deal na zakup amerykańskiego uzbrojenia przez Saudów zostanie tak po prostu utopiony, w domyśle z powodu zabójstwa dziennikarza Washington Post Jamala Khashoggiego. 

Pociągając Księcia Koronnego MBS do odpowiedzialności, a wiadomo, że Książe bezpośrednio kontaktował się z organizatorami zabójstwa Khashoggiego w saudyjskim konsulacie w Stambule 2 października 2018 roku, Joe Biden odbuduje pozycję USA jako obrońcy wartości demokratycznego świata, ale nastąpi to dużym kosztem. Prawdopodobnie Saudowie zdecydują się szukać uzbrojenia gdzie indziej. Być może spojrzą w kierunku Moskwy, a to dofinansuje skarbiec Putina. Z pewnością Saudowie nie zaprzestaną wojny w Jemenie, a to dlatego, że wspierani przez Iran Huti mają w zasięgu swych rakiet balistycznych południowe miasta sudańskie. Skoro Saudowie nie zrezygnują z wojny w Jemenie, to jeszcze bardziej podkopie to relacje z Waszyngtonem. 

Z kolei Egipt może stracić wsparcie USA w konflikcie dyplomatycznym z Etiopią o Tamę Odrodzenia powstającą w górnym biegu Nilu i zagrażającą bezpieczeństwu wodnemu Egiptu. Bez wątpienia koalicja saudyjska straci na zwycięstwie Joe Bidena. 

Jest jeszcze jeden kraj, tym razem północnoafrykański, którego losy mocno zależą od tego, który wygra w wyborach. Jest to Somalia, która od uzyskania niepodległości w 1960 była na celowniku wielu amerykańskich przywódców z powodu swej strategicznej lokalizacji.

Owa strategiczność wynika z ulokowania Somalii u wód Oceanu Indyjskiego i z Zatoką Adeńską na północy. Jest to rejon przecinania się szlaków handlowych. Aż do 30 tys. statków przewożących dobra takie jak ropę naftową czy żelazo przepływa przez Zatokę Adeńską, kierując się albo na Ocean Indyjski lub Morze Śródziemne.  

W czasach Zimnej Wojny Somalia zmieniała strony, raz trzymając z Zachodem, a raz ZSRR. W 1991 roku władzę w Somalii przejęły lokalne milicje, USA musiało zamknąć swoją ambasadę i przyglądać się rozwojowi sytuacji, to jest chaosowi i katastroficznemu głodowi. W 1992 roku US pod Georgem Bushem seniorem dostało zgodę od ONZ, aby wysłać jednostki wojskowe do obrony konwojów z żywnością dla Somalii. Skończyło się to tragiczną bitwą o Mogadiszu w październiku 1993 roku, której wydarzenia przybliża film Ridleya Scotta “Helikopter w ogniu” (Black Hawk Down).  

Kiedy w Białym Domu zasiadł Donald Trump, liczba amerykańskich operacji przy użyciu dronów osiągnęła rekordowe liczby, zwiększając liczbę strat w ludności cywilnej. Wzrosła również liczba jednostek amerykańskich obecnych na somalijskim terytorium, dokładnie z 650 do 800 żołnierzy. Somalijczycy wierzą, że z Trumpem jako prezydentem ich los się nie zmieni.  

Inaczej może się stać, jeśli zwycięży Joe Biden, zwłaszcza że reprezentantką stanu Minesota w Izbie Reprezentantów jest somalijska uchodźczyni Ilhan Omar, członkini partii demokratycznej. Ponadto, Biden obiecał znieść tzw. zakaz imigracyjny nałożony przez Trumpa na imigrantów muzułmańskich, co może wielce ułatwić migrację Somaliczyków z ich kraju do USA, gdzie mogą mieć większe szanse na godne życie. 

Reasumując, w większości aspektów polityka bliskowschodnia Bidena będzie odgrzaniem polityki z czasów rządów Baracka Obamy.


Thomson Reuters Foundation

1. Sadzenie drzew zamiast grzywny

Firmy łamiące prawa środowiskowe w północnym emiracie Ras Al-Kaimah w Zjedonoczonych Emiratach Arabskich mają możliwość sadzić drzewa, zamiast płacić grzywny zgodnie z rządową inicjatywą stworzoną, by zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych.

Mając na celu zasadzenie 10 tys. sadzonek w 2020 roku, Urząd Ochrony Środowiska i Rozwoju w Ras Al-Khaimah, że w pierwszym roku działania projektu, aż 20 ton dwutlenku węgla może zostać zaabsorbowane przez posadzone drzewa.

Dyrektor generalny Urzędu Ochrony Środowiska Saif Al-Ghais powiedział, że bazując na poprzedniej kampanii, w ramach której posadzono milion i jedno drzewo, projekt ma na celu zaangażowanie przedsiębiorstw w walkę z wyzwaniami klimatycznymi i środowiskowymi.

W ramach programu przedsiębiorstwa otrzymują darmowe drzewka i nie muszą płacić grzywny tak długo, jak pokrywają koszty sadzenia i utrzymania roślin.

Niemniej, firmy muszą sądzić drzewa o wartości równej wysokości grzywny, przy czym każda sadzonka musi kosztować około 11$. Firmy nieposiadające wystarczająco dużej przestrzeni, mogą sądzić drzewa w pobliżu szkół lub miejsc kultu. Przewiduje się, że jedno dorosłe drzewo pochłonie niemal 22 kg CO2 w skali roku, mówi Al-Ghais.

Drzewa sadzone w ramach programu to akacje i jadłoszyn popielaty.

Zjednoczone Emiraty Arabskie to bardzo suchy kraj, gdzie latem temperatura sięga nawet 50 stopni Celsjusza. Co więcej, średnia roczna temperatura ma podnieść się o 2,9 stopni Celsjusza w roku 2050 w porównaniu z okresem 1961-1990.

Ekstremalnie wysokie temperatury potęgowane przez zmianę klimatu stanowią zagrożenie dla morskich habitatów przyrodniczych Zjednoczonych Emiratów Arabskich, podczas gdy sztormy mogą niszczyć infrastrukturę i osłabiać bezpieczeństwo żywnościowe oraz zdrowie publiczne, pisze Thomas Reuters Foundation, cytując Ministerstwo Zmiany Klimatu i Środowiska.

Mimo że ZEA nie przyjęło ogólnokrajowego planu redukcji emisji CO2, którego państwo to wygenerowało 282 mln ton w 2019, to rząd wziął na siebie kilka zobowiązań środowiskowych, w tym zapewnienie, że 50 procent miksu energetycznego państwa będzie stanowić czysta energia i że osiągnie ono zerową emisyjność CO2 do 2050 roku.

Aisha al-Sarihi, badaczka klimatu i energii w Centrum Badań Ropy Naftowej Króla Abdullaha w Arabii Saudyjskiej powiedziała, że jeżli uda się w ramach projektu wchłonąć więcej CO2 niż wyprodukować, to już będzie coś.

– W innym przypadku projekt zachęci przemysł mocno bazujący na węglu, aby się rozrastać kosztem środowiska – powiedziała Al-Sarihi.