Spowiednik mafii: mafia w Polsce nadal istnieje. Dzisiaj panuje wokół niej cisza

Eneas de Troya / flickr.com / CC-BY-2.0

Artur Górski, autor książki „Przemytnik” o stylu życia polskich gangsterów, ich cechach osobowościowych i powiązaniach z biznesem i polityką.

Artur Górski jest autorem licznych książek dotyczącej polskiej mafii. W rozmowie z Katarzyną Adamiak zaprzecza, jakoby w swoich publikacjach gloryfikował gangsterów i ich działalność:

Odpierałem ten zarzut już kilkaset razy. Nikt tak wyraźnie nie pokazał polskiej przestępczości zorganizowanej. Pokazaliśmy luksus, w jakim pławili się ci ludzie, ale to w żadnym razie nie była gloryfikacja. Zło lubi otaczać się rzeczami luksusowymi.

Czytaj także: Były podoficer kontrwywiadu: Egzekucja „Nikosia” ma drugie dno. Dlaczego polskie służby nie pomogły w jej wyjaśnieniu?

Dziennikarz wskazuje, że obraz mafiosa jako ćwierćinteligenta jest nieprawdziwy. Uwypukla powiązania mafii z biznesem i polityką. Jak zwraca uwagę, polskie struktury można uznać za mało rozwinięte na tle tych, które funkcjonowały za naszą wschodnią granicą.

W Rosji liczba zabójstw była taka, jak u nas przez dziesięciolecie.

Przytoczona w rozmowie zostaje głośna sprawa śmierci Krzysztofa Olewnika, syn płockiego przedsiębiorcy. Wszyscy podejrzani o zabicie Olewnika zmarli w więzieniu, oficjalną przyczyną śmierci każdego z nich było samobójstwo.

Sprawa Olewnika skupia jak w soczewce Polskę po transformacji ustrojowej, pokazuje jak funkcjonuje struktura mafijna.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

 

Cejrowski: firma, której przewodził dr Fauci finansowała zakazane badania w laboratorium w Wuhan

Gospodarz „Studia Dziki Zachód” o eksperymentach wykonywanych w chińskim laboratorium i niespełnionych nadziejach na ucywilizowanie ChRL.

W Kolumbii z kolei wielki sukces, bo amerykańskie służby z Kolumbii bliskimi złapały ogromnego mafioso jakiegoś.

Wojciech Cejrowski mówi, że w przypadku gangstera nie bawiłby się długotrwały proces, tylko szybko skazał na śmierć za np. oszustwa podatkowe. Stwierdza, że skoro to ogłosili, to oznacza, że mają go już dobrze zabezpieczonego. Jednak nie tylko kolumbijski gangster powinien wylądować w więzieniu.

Dr Fauci zasługuje na ciężkie więzienie, bo 15 razy przed Kongresem stwierdzał jako szef instytucji, że absolutnie, nigdy […] w żadnym wypadku,m w żadnym zakresie firma której przewodził nie finansowała zakazanych badań w laboratoriach Wuhan. Po tych wszystkich oświadczeniach instytucja powiedziała, że wbrew temu co mówi dr Fauci finansowali badania w wojskowych laboratorium biologicznej w Wuhan.

Gospodarz „Studia Dziki Zachód” stwierdza, że jest to absurdalne na wielu poziomach. Podkreśla, że w Chinach wszystkie laboratoria tego typu są wojskowe. Oznacza to, że

Finansujemy wroga swojego w zakresie wojskowym.

Powraca do swojej tezy, że parlamentarzyści powinni pełnić swojej funkcji nie dłużej niż dwie kadencje. Zauważa, że dr Fauci miał doświadczenie, którego wagę podkreśla Krzysztof Skowroński. Dodaje, iż w Stanach Zjednoczonych rutynowo wymienia się dużą część urzędników wraz ze zmianą prezydenta.

Cejrowski przypomina deklaracje Billa Clintona, że dzięki przeniesieniu zachodniej produkcji do Chin, te się ucywilizują.

Wyniesienie przemysłu do Chin to była akcja za pieniądze, bo jest taniej produkować PPG  w Chinach.

Nowa partia Adama Bielana. Bortniczuk: niedobrze jest być teraz kojarzonym z Jarosławem Gowinem

Były polityk Porozumienia ocenia, że partia ta pogrąża się w degrengoladzie. Wskazuje, że konserwatywna tożsamość ugrupowania wicepremiera Gowina jest coraz bardziej wątpliwa.

Ani ja, ani moi koledzy nie chcemy być kojarzeni z Porozumieniem, choć uważamy że w tym sporze mamy rację i będziemy chcieli to udowodnić w sądzie. […] Nikt nie może prywatyzować partii politycznych.

[related id=145018 side=left] Kamil Bortniczuk mówi o przygotowaniach do utworzenia nowej partii przez byłych polityków Porozumienia Jarosława Gowina. Wskazuje, że do niedawna był zwolennikiem pozostawienia konfliktu z wicepremierem Gowinem za sobą:

Muszę przyznać, że moi koledzy mieli rację. To środowisko każdy gest pojednawczy odebrałoby jako słabość.

Zdaniem posła Bortniczuka formacja Jarosława Gowina popada w degrengoladzie, a przejawem tego są próby współpracy z opozycją oraz przyjęcie do własnych szeregów byłej posłanki Lewicy Moniki Pawłowskiej.

Nie wiadmo, czy Porozumienie jest nadal partią konserwatywną.

Ponadto, polityk wskazuje, że nie chce być kojarzony z partią, której wiceprezes był podejrzewany o powiązania z mafią.

Kamil Bortniczuk deklaruje, że nowe ugrupowanie Adama Bielana będzie chciało dołączyć do koalicji Zjednoczonej Prawicy.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dziambor: Nie ma możliwości byśmy na złość PiS-owi zagłosowali za rządem opozycji w spółce z Zandbergiem i Czarzastym

Artur Dziambor o podatku od reklam, niekompetencji rządu, dotkliwości lockdownu oraz o możliwości przejęcia przez opozycję władzy jeszcze w tej kadencji.

Artur Dziambor krytykuje nowy podatek medialny. Sądzi, że proponowana nowa opłata wynika z braku kompetencji rządu. Musi on bowiem nakładać nowe podatki, ze względu na rozbuchane programy socjalne. Nie przekonują go porównania naszego kraju do Niemiec, Hiszpanii, czy Wielkiej Brytanii. Zaznacza, że w tych krajach stopa życia jest wyższa.

U nas ten lockdown dla tych przedsiębiorców, którzy faktycznie nie dostali żadnej zapomogi jest drastyczny. My się zaś porównujemy z bogatymi Niemcami, gdzie lockdown jest częściowo nawet surowszy niż w Polsce, ale ich na to po prostu stać.

Zdaniem posła Konfederacji ludzie nie rozumieją prezentowanej przez rząd tabeli przychodów mediów prywatnych i płaconych przez nie podatków. Wskazuje, że mylą przychód z dochodem. Z samej tabeli wynika, że w poprzednich latach TVN wykazywał straty. Z tego wynika  fakt, że płacone przezeń podatki były tak niskie. Według Dziambora władza powinna raczej uszczelniać obecne podatki niźli wprowadzać nowe.

Dodaje, że nie było żadnej mafii, ani żadnego spisku, lecz po prostu

Były dziury w tym systemie, które mądrzy przedsiębiorcy i doradcy podatkowi potrafili genialnie wykorzystywać, żeby de facto okradać państwo.

Niemniej zgadza się, iż wielkie koncerny zagraniczne powinny płacić podatki w naszym kraju, zgodnie z obowiązującym prawem.

Polityk dodaje, że ciężko o tym merytorycznie dyskutować w sytuacji, w której propozycje rządowe są de facto atakiem na jedną stację. Prowokuje to skrajne emocje, które nie służą dyskusji. Dodaje, że ustawa musi jeszcze pojawić się w Sejmie.

Poseł Konfederacji ocenia również nowe pomysły Platformy Obywatelskiej, które zostały przedstawione w Józefowie w ubiegłą sobotę.

Niezależnie od „zaklęć” lidera Platformy, nie ma szans na to, aby PiS stracił władzę jeszcze za tej kadencji. Żeby do tego doszło musiałoby się wyłamać 40 posłów. Zaznacza, że

Dodaje, że nie wyobraża sobie także współpracy z Prawem i Sprawiedliwością, gdyż dla Konfederacji najważniejsze są kwestie gospodarcze i fiskalne. Pod tym zaś względem, programy obu formacji są sprzeczne.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Maciejewski: Strategia działania LGBT jest rozrysowana od lat 90. W Polsce falochronem jest Kościół

Gwałt, hedonizm, męska prostytucja i propaganda. Jakub Maciejewski przedstawia w dzieje ruchu LGBT – od Karla H. Ulrichsa przez Magnusa Hirschfelda po wydarzenia lat 60. w USA i książkę z 1989 r.


Jakub Maciejewski wyjaśnia, że aby zrozumieć źródła ruchu LGBT musimy się cofnąć do połowy XIX w., kiedy to

Prawnik Karl Heinrich Ulrichs rozpoczyna krucjatę by zdepenalizować akty homoseksualne.

Saski dziennikarz, który, jak informuje nasz gość, padł ofiarą homoseksualnego gwałtu w młodości, wymyślił nowe określenie na tych, których dawniej zwano samcołożnikami. Zgodnie z klasyfikacją Ulrichsa ludzie dzielić się mieli na 7 płci, wśród których byli uringowie, czyli homoseksualni mężczyźni. Dzieło Sasa kontynuował urodzony w Kołobrzegu Magnus Hirschfeld, który w 1919 r. założył Instytut Seksuologiczny w Berlinie. Plany depenalizacji homoseksualizmu przerwało dojście nazistów do władzy, które zastało Hirschfelda za granicą.  Pochodzący z żydowskiej rodziny lekarz nie wrócił już do Niemiec. Gość „Poranka Wnet” wskazuje na praktyczne wnioski idei, jakie założyciel pierwszej organizacji działającej na rzecz homoseksualistów, głosił:

Był to człowiek, który w wieku 70 lat żył w seksualnym trójkącie z czterdziestoletnim asystentem i dwudziestoletnim asystentem, zresztą z Chin.

Publicysta tygodnika „Sieci” informuje, że kolejnym kamieniem milowym ruchu LGBT były zamieszki , jakie miały miejsce w 1969 r. w klubie gejowskim w Stonewall. To, czym było to ostatnie tłumaczy w słowach:

Mafia, narkotyki, prostytucja, zwłaszcza męska.

Jakub Maciejewski wymienia książkę z 1989 r. „After the Ball” (ang. „Za ciosem”) autorstwa Marshalla Kirka i Huntera Madsena. Pisarze wskazują w niej, jak środowisko LGBT powinno realizować swe postulaty.

Tworzy się kompletnie fałszywą narrację jakoby krytycy ideologii LGBT uderzali wprost w osoby homoseksualne.

Podstęp ruchu polega na tym, że w imieniu homoseksualistów wypowiadają się tylko ci, którzy nie mają problemu z epatowaniem przed światem swoim życiem seksualnym. Dziennikarz opierając się o publikacje autorów ze środowiska gender stwierdza, iż LGBT jest faktycznie ideologią. Polskę chroni przed nią autorytet Kościoła, w tym św. Jana Pawła II. Z tego powodu, jak mówi, obecnie podważa się wiarygodność Kościoła i atakuje się nawet papieża-Polaka.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Karnowski: Za spotkaniem w Yad Vashem w ramach Światowego Forum Holocaustu stoi rosyjski oligarcha Wiaczesław Kantor

Za odebraniem głosu Polskiemu prezydentowi na Światowym Forum Holocaustu może stać Rosja. Według Michała Karnowskiego spotkanie w Yad Vashem jest próbą użycia holocaustu do bieżącej polityki.


Prezydent Andrzej Duda nie jedzie do Jerozolimy na Światowe Forum Holocaustu. Uroczystość odbywa się z okazji wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, jednak prezydent Polski, w przeciwieństwie do prezydentów Rosji czy Niemiec, według założeń organizatorów miał nie mieć możliwości wygłoszenia przemówienia:

Bardzo dobra dedycja. Z moim informacji wynika, że za decyzją i Yad Vashem [Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holocaustu – przyp. red.] kryje się inspiracja rosyjska. Ten partner instytucji bardzo naciskał właśnie na to, aby polski prezydent nie zabrał głosu. […] To może być czymś w rodzaju kolejnego uderzenia ze strony Rosji na polu historycznym.

Zdaniem Michała Karnowskiego, obecność prezydenta Andrzeja Dudy jedynie autoryzowałaby całe wydarzenie, które wydaje się być mocno nacechowane politycznie. Jak donosi wpolityce.pl za organizacją całego spotkania stoi rosyjski oligarcha Wiaczesław Mosze Kantor:

To spotkanie w Yad Vashem jest dziwną i nieetyczną próbą użycia holocaustu do bardzo bieżącej polityki rosyjskiej i izraelskiej, na to nakłada się kontekst gotującego, wrzącego w tej chwili bliskiego wschodu. Może paradoksalnie okazać się, że dobrze, że w czymś tak nie ładnie pachnącym my brać udziału nie będziemy.

Michał Karnowski komentuje także doniesienia o działaniach marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego w związku z wysuwanymi wobec niego oskarżeniami o branie łapówek, kiedy pracował jako lekarz w szczecińskim szpitalu:

Miał być on symbolem innej jakości, uczciwego sprawowania władzy, dialogu ze wszystkimi, zakończeniu wojny polsko-polskiej, zupełnie nowej jakości człowieka, który wchodzi właśnie na pierwszy polityczny plan. Myślę że po kilku miesiącach widać jednak obraz mniej optymistyczny.

Jak zauważa, marszałek Tomasz Grodzki charakteryzuje się niebywałą pychą i egoizmem oraz nie do końca krystaliczną przeszłością. Zdaniem gościa „Poranka WNET”, negatywne świadectwa płynące ze szczecińskiego szpitala brzmią wiarygodnie i zasługują na ich dokładne sprawdzenie:

Pewne ogony przeszłości moim zdaniem ciągną się za panem marszałkiem Grodzkim. Z takim podziwem obserwowałem wczoraj akcję polegającą na wystawieniu kontruderzenia i przedstawieniu pana, który okazał się być byłym pracownikiem Urzędu Bezpieczeństwa, jako osoby dającej świadectwo moralności, ale to nie znosi moim zdaniem pytań o to czy pan Marszałek Grodzki rzeczywiście wszystko ma w porządku jeśli chodzi o to, jak się zachowywał jako ordynator, dyrektor szczecińskiego szpitala.

Karnowski odnosi się również do sprawy gróźb Zbigniewa S. wobec ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro i jego rodzinie. Atak na Ziobrę określa jako mafijny:

To składa się na potężny, mafijny atak idący w kierunku kierownictwa prokuratury i ministerstwa sprawiedliwości […] pewne biznesy mafii się kończą, w tym VAT-owskie […] te mafie bardzo w tej chwili przerzuciły się w ostatnich latach na operacje związane z wyłudzaniem VAT-u i to jest mocno przykracane. Trudnej handlować narkotykami […] kończą się jakieś możliwości parasoli ochronnych wynikające z wpływu mafijnego na politykę czy wymiar sprawiedliwości.

Zdaniem publicysty, tego rodzaju praktyki są piętnowane przez rząd Prawa i Sprawiedliwości, co może powodować chęć zemsty ze stron mafii i gangów. Nasz gość komentuje również wiosenne wybory prezydenckie.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K. / K.T.

Murdzek: Problem mafii vatowskich nie należał do priorytetów Rostowskiego, dlatego zostawił go wiceministrom

Wojciech Murdzek z Komisji Śledczej ds. VAT mówi o niedawnym przesłuchaniu Jacka Rostowskiego i o tym, co z niego wynika dla oceny byłego ministra.

W odpowiedzi na zarzuty, że Rostowskiemu nie pozwolono na słowo wstępu przed pytaniami, Murdzek stwierdza, że byłemu ministrowie dwukrotnie dawano szansę na wystąpienie w części zamkniętej posiedzenia komisji, ale nie skorzystał z nich. Zdaniem posła Rostowski kierował się tutaj względami na aspekt medialny.

Jak to możliwe, że przez 6 lat świadomości, że jest problem przestępstw vatowskich i uciekają setki milionów, nawet miliardy nie mamy w dokumentach nad którymi pracuje komisja, dokumentu z osobistym podpisem ministra Rostowskiego?

Minister stwierdził, że na pewno podpisywał decyzję o zniesieniu sankcji vatowskich. Problem mafii vatowskiej, jak komentuje Murdzek, nie należał do priorytetów byłego ministra finansów, który zostawiał te kwestie swoim wiceministrom. Ostatnie zeznania Rostowskiego nie wniosły nic przełomowego do oceny postawy i działań byłego ministra. W związku z tym członek komisji przewiduje, że jeśli nie pojawią się nowe dokumenty lub nowe zeznania ze strony świadków, który by coś wniosły do sprawy, to przesłuchania Rostowskiego wkrótce się zakończą.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz !

A.P.

Z notatnika Witolda Gadowskiego / Splot interesów związanych z produkcją i handlem substancjami odurzającymi w Bogatyni

Tabletki zawierające pseudoefedrynę są w ilościach hurtowych skupowane przez handlarzy. Po czeskiej stronie granicy gangi produkują z nich metamfetaminę, sprzedawaną potem w klubach i na dyskotekach.

Przy okazji pobytu w Bogatyni Krzysztof Skowroński zapytał Witolda Gadowskiego o „układ bogatyński” związany z przestępczością narkotykową.

Zainteresowanie Witolda Gadowskiego Bogatynią rozpoczęło się w związku z głośną śmiercią w Egipcie młodej kobiety pochodzącej właśnie z Bogatyni. Dziennikarz stwierdził, że nazywanie układem splotu interesów, których centrum jest Bogatynia, to przesada. Jednak prawdą jest, że te niejasne sprawy istnieją i zgodnie z wiedzą dziennikarza zbiegają się w osobie burmistrza Bogatyni.

Wystarczyło, że opublikował kilka informacji, które są znane wszystkim mieszkańcom miasta nieuwikłanym w żadne układy, by burmistrz powiedział o nim, że jest nieobiektywny i atakuje bezpodstawnie.[related id=29031]

– Od farmaceutów z okolicy wiem, ze do kilku aptek w Bogatyni dostarczana jest duża ilość tabletek Cirrus zawierających pseudoefedrynę. Te tabletki są w ilościach hurtowych, bez recept, skupowane przez handlarzy, a potem np. gangi wietnamskie tuż za granicą po stronie czeskiej produkują z nich metaamfetaminę, wyjątkowo niedobry i źle wpływający na układ nerwowy syntetyczny narkotyk, który jest potem rozprowadzany po dyskotekach i nocnych klubach. O tym oczywiście p. burmistrz nie wiedział, tak przynajmniej stwierdził oficjalnie – powiedział rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

Wszystkim w mieście wiadomo także, że jedyny na cmentarzu w Bogatyni kiosk jest prowadzony przez człowieka karanego za przestępstwa kryminalne i nadal podejrzewanego o sprzedawanie w tym kiosku  niedozwolonych rzeczy. Burmistrz musi o tym wiedzieć, bo takie sprawy nie mogą dziać się w mieście bez jego wiedzy, uważa Witold Gadowski.

Burmistrz jednak oświadczył, że nic mu na ten temat nie wiadomo. Na twierdzenie Witolda Gadowskiego, że w Bogatyni istnieje przestępczość narkotykowa, zwołał posiedzenie rady miasta, na którym obwołał dziennikarza fantastą.

Śmierć Magdaleny Ż. do dziś nie została wyjaśniona. Śledztwo w tej sprawie jest nadzorowane przez prokuraturę w Jeleniej Górze. Równolegle parę osób prywatnie prowadzi dochodzenie i zbiera informacje na własną rękę. Jeżeli oficjalne śledztwo nie przyniesie efektu, wówczas zostaną opublikowane wyniki śledztw prywatnych i dojdzie do konfrontacji posiadanych informacji.

Witold Gadowski powiedział, że na razie nie będzie mówił o najnowszych osiągnięciach tych prywatnych dochodzeń, żeby nie przeszkadzać w oficjalnie prowadzonym śledztwie. Przyznał, że nie ma jednak dobrego zdania o prokuraturze jeleniogórskiej i nie przypuszcza, żeby uzyskała satysfakcjonujący efekt.

Przypomniał sprawę Fabryki Maszyn Górniczych ze Zgorzelca. Dochodziło tam do nadużyć i dwóch pracowników usiłowało temu przeciwdziałać. W odwecie postanowiono postawić im zarzuty, kilku prokuratorów nie chciało podjąć się tej niejasnej sprawy. W końcu to kuriozalne, jak je nazwał Witold Gadowski, śledztwo poprowadziła właśnie prokuratura w Jeleniej Górze.

Podczas sesji rady miasta Bogatyni 7 maja 2017 roku przedstawiciel policji powiedział, że z roku na rok rośne liczba przestępstw dotyczących środków odurzających, z czego 40% jest ujawnianych. W zeszłym roku odnotowano tych przestępstw ponad 200, o kilka więcej niż rok wcześniej. Znaczna część została popełniona w mieście i gminie Bogatynia. Zarekwirowano ponad 32 000 porcji marihuany, 10 000 porcji amfetaminy. Ilości te w porównaniu do obszaru gminy są ogromne, porównywalne z ilościami z miast tej wielkości co Legnica, Jelenia Góra czy Wałbrzych. W dwóch przypadkach interweniowało Centralne Biuro Śledcze.

Burmistrz Bogatyni został zaproszony do Poranka, jednak nie skorzystał z zaproszenia.

Spotkani mieszkańcy miasta chwalili go m.in. za to, że kiedy Solidarność zwracała się do niego, udzielał jej pomocy.[related id=29013]

Krzysztof Skowroński wypytał także Witolda Gadowskiego o sytuację polityczną w Warszawie, gdzie Tomasz Lis rozpaczliwie i bezskutecznie nawoływał zwolenników sfrustrowanego, tracącego władzę i pieniądze establishmentu do wyjścia na ulice. Dziennikarz przytoczył też ciekawą rozmowę damy z dżentelmenem – Moniki Olejnik z Lechem Wałęsą.

Tego wszystkiego można posłuchać w piątej części Poranka Wnet z Bogatyni.

MS

 

„Układ”, który zniszczył niepokornego dziennikarza i wydawcę, wyciąga pieniądze ze „skarbonki bogatyńskiej”

– Były nawet ustawy, które obowiązywały przez 2-3 godziny, żeby mógł przykładowo jakiś transport z alkoholem przejechać. To był system dochodów ówczesnej władzy – powiedział wydawca Zdzisław Szostek.

– W swoim czasie pan Braun ocenił, że na Dolnym Śląsku pewien schemat się udał i to jest trochę przerażające, bo jeśli się udał, to znaczy, że my nadal w tym układzie funkcjonujemy – powiedział Zdzisław Szostek, były wydawca. Jego zdaniem jest

to schemat wypracowany „jeszcze przez obce mocarstwo”, bo przypomnijmy, że  Władimir Putin w swoim czasie stacjonował w Dreźnie, czyli odpowiedniku Dolnego Śląska po stronie niemieckiej.

– Tam byli specjaliści od wprowadzania nowych systemów, które miałyby rządzić jak perpetuum mobile, bo po co cały czas kontrolować politycznie, skoro zrobimy taki system, który sam się będzie kontrolować – powiedział rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

Jego zdaniem jest to w ten sposób ustawione, że nie można nawet przedstawić dowodów, konkretnych dokumentów na jego istnienie.

Układ musi się finansować

– Układ zawsze musi czemuś służyć, układ musi się z czegoś finansować – powiedział Szostek, który przypomniał o szeregu mafijnych porachunków, jakie miały miejsce w okolicach Bogatyni w latach 90.[related id=29143]

– Pod koniec lat 90. na Dolnym Śląsku mieliśmy do czynienia z grupami przestępczymi zajmującymi się przemytem papierosów, alkoholu, handlem żywym towarem. Później nagle wszystko znikło – powiedział Szostek, który uważa, że „został zrobiony rachunek sumienia”. Przypomniał, że wówczas do władzy doszło SLD i nie potrzebowało już „przerzucać alkoholu przez granicę, ponieważ mogło to zrobić na zasadzie ustaw dla siebie przygotowanych”. Jego zdaniem miała tu miejsce koordynacja działań.

– Były nawet ustawy, które obowiązywały przez dwie-trzy godziny, żeby mógł przykładowo jakiś transport z alkoholem przejechać. To był system dochodów ówczesnej władzy – powiedział Szostek.

– System bardzo szybko się zmienia i przyjmuje nowe formy. Kiedyś forma łapówki była bardzo prosta, czyli konkretnie koperta – powiedział Szostek. System łapownictwa jednak szybko dostosował się do dzisiejszych realiów, bo „układ” zaczął do swych celów wykorzystywać m.in. giełdę.

– Dekadę temu ktoś mówił komuś, żeby sobie kupił akcje firmy X, która nic nie znaczyła… po kilku miesiącach w sposób niewytłumaczalny z ekonomicznego punktu widzenia kurs akcji rósł o kilkaset procent – powiedział Szostek.

– Jeżeli tego procederu jeszcze nie upublicznili, bo przecież tym zajmowały się urzędy skarbowe, to kto wie, być może jeszcze to trwa – zastanawiał się rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego.

Bogatynia – „tu są pieniądze”

– Afera paliwowa, chyba wszyscy w kraju pamiętamy – nie została do końca wyjaśniona, a to tu się wszystko zaczęło od wystawiania lewych faktur – powiedział Szostek, dla którego Bogatynia to jest „ewenement”.

To bogata gmina ze względu na elektrownię i kopalnię. Zwrócił uwagę na fakt, że mało mówi się o tej miejscowości nawet wtedy, gdy to jest coś dobrego. Informacje są stąd podawane zawsze w formie szczątkowej.

– W mojej opinii jest to idealna skarbonka jakiegoś „układu” – powiedział Szostek, który uważa, że mimo iż władza się zmienia, a w Bogatyni zawsze są „te same buty”, bo „tu są pieniądze”.

– Bogatynią rządziło SLD, a potem przejęła schedę Platforma – powiedział Szostek, którego zdaniem kolejni politycy, którzy przejmują tu stery rządów, po prostu przejmują też korzyści płynące z „układu”.

– Przedsiębiorstwa wrzucają do skarbonki – powiedział, pytany o to, kto wrzuca do skarbonki. W jego opinii wokół Bogatyni jest dużo osób, firm, instytucji, które wyciągają stąd pieniądze, bo to taka „dojna krowa”.

Czy jest w Polsce wolne dziennikarstwo?

– Po wyborach wielka euforia, ale po trzech miesiącach każdy zauważa, że tylko nazwiska się zmieniły, ale system nadal funkcjonuje – powiedział Zdzisław Szostek, kiedyś wydawca dużej, wpływowej „Gazety Powiatowej” na Dolnym  Śląsku, o którego działalności informowało już Radio Wnet cztery lata temu. Poważne kłopoty zaczęły się, gdy Zdzisław Szostek zadecydował, że chce być niezależny. Wycofano jego pismo z kiosków Ruchu, po prostu kolporterzy odmówili dystrybucji, reklamodawcy zrezygnowali z dawania ogłoszeń i wkrótce gazeta zbankrutowała.

Podczas swej pracy dziennikarskiej Szostek liczył, że kolejne ekipy, które dochodziły do władzy, będą chciały rozliczyć poprzedników i w jakiś sposób będzie mógł przekazać informacje na temat różnych afer i przekrętów mających miejsce na Dolnym Śląsku, ale po kolejnych wyborach okazywało się, że nikt nie chce go słuchać: „znowu ściana”.

Uważa, że bez względu na wynik wyborów presja „układu” była coraz większa i w końcu ktoś podjął decyzję o tym, żeby „zablokować pismo, zlikwidować gazetę”.

– Byłem pozbawiony źródła dochodu i musiałem zamknąć gazetę – powiedział Szostek, który rozgrywkę, jaką „układ” z nim prowadził, przyrównuje do partii szachów. Rządzący doprowadzili do sytuacji, w której „musiałem upaść, ale teraz każdy mówi to nie my, my mamy ręce czyste„.[related id=29013]

– Chciałem się przekonać, jako autor wielu publikacji o tak zwanych nieprawidłowościach, czy nie mamy tu do czynienia z jakąś mafią – mówił Szostek.

– Jeszcze żyję! Tylko pytanie, jak to życie ma wyglądać? – wydawca nie może znaleźć pracy, chociaż „niby się miało wszędzie dobrych znajomych”. „Wszyscy odwrócili się”, nawet ci, którzy w czasach wydawania gazety kibicowali niepokornemu dziennikarzowi.

– Dla pozostałych dziennikarzy, szczególnie tych lokalnych, mój przykład działa odstraszająco – powiedział Szostek. Uważa, że jest przestrogą dla młodych, którzy chcieli uprawiać prawdziwe dziennikarstwo.

– Czy jest ta wolność dziennikarska w naszym kraju? – pyta Szostek, który mimo problemów jest dumny z tego, co robił, i chciałby, aby w Polsce było wielu dziennikarzy takich jak on, którzy będą mieli odwagę podejmować trudne i ryzykowne tematy.

– Dziennikarstwo to nie praca, to styl życia – podkreśla – „trzeba to poczuć” i nawet „śnić na sposób dziennikarski”. Dzięki dziennikarstwu, gdy całkowicie posypało się jego życie zawodowe i prywatne, znalazł siłę, aby nie dać satysfakcji tym, którzy chcieliby zobaczyć jego nekrolog. „Walczy o siebie”, być może opublikuje książkę.

MoRo

Fragmenty wywiadu ze Zdzisławem Szostkiem, który przeprowadził Krzysztof Skowroński, zostały opublikowane w dzisiejszym Poranku Wnet w części 3 i 4. Chcesz posłuchać, kliknij tutaj