Największa w historii awaria mediów społecznościowych

W poniedziałek wieczorem miliony użytkowników straciło możliwość korzystania z najpopularniejszych portali społecznościowych, takich jak Facebook, Instagram, Messenger czy WhatsApp

Cały świat mógł wczoraj odczuć skutki problemów sieciowych, które spowodowały zakłócenie pracy takich gigantów jak Facebook, Instagram czy WhatsApp. Około godziny 18 użytkownicy wysłali ponad 10 tysięcy zgłoszeń dotyczących zakłóceń pracy aplikacji oraz braku możliwości zalogowania się na swoje konta. Wielu użytkowników przeniosło się w na chwilę na inne, działające portale, między innymi Twittera, który przywitał nowych użytkowników tweetem:

Awaria trwała około 6 godzin, odniósł się do niej szef Facebooka, Mark Zuckerberg, który przeprosił wszystkich użytkowników za problemy.  Oświadczenie wydał również Santosha Janardhana, szef infrastruktury firmy:

Nasze zespoły inżynierów twierdzą, że zmiany w konfiguracji routerów szkieletowych koordynujących ruch sieciowy między centrami danych były główną przyczyną problemu”.

W skrócie oznacza to błędy w komunikacji między aplikacjami a resztą internetu.

Awaria Facebooka spowodowała spadek ceny akcji portalu na giełdzie o prawie 5%, a wartości rynkowe o 17%, co jest największym spadkiem firmy od niemal roku. Według portalu Bloomberg, wartość majątku Zuckerberga zmalała o ponad 6 miliardów dolarów, co spowodowało jego przesunięcie w rankingu najbogatszych ludzi na świecie na szóste miejsce.

Kalifornijska spółka mierzy się ostatnio również z innymi problemami – dziennik „The Wall Street Journal” ujawnił, że badania przeprowadzone przez Facebooka, a opublikowane w ich wewnętrznej komunikacji, wykazały, że Instagram jest szkodliwy dla milionów młodych osób, zwłaszcza nastolatek, u których „korzystanie z aplikacji przyczynia się do zaburzenia wizerunku własnego ciała”.

K.B.

 

 

Miernik: bardziej patrzymy teraz na produkty jakościowe, które maja realny potencjał, a nie na nowości dla samej nowości

Gościem „Poranka Wnet” jest Łukasz Miernik – broker innowacji Centrum Innowacji i Transferu Technologii Uniwersytetu Medycznego, który opowiada o swojej pracy.

Trwa Wielka Wyprawa Radia Wnet, której kolejnym przystankiem jest Łódź – gościem „Poranka Wnet”, prosto ze stolicy województwa łódzkiego, jest Łukasz Miernik – broker innowacji Centrum Innowacji i Transferu Technologii Uniwersytetu Medycznego, który opowiada o specyfice swojej pracy – polega ona na pozyskiwaniu innowacji z rynku i staraniach o ich wdrożenie.

Jest to przedstawiciel handlowy dość specyficznej branży, jaką jest innowacja – zwłaszcza w medycynie.

Broker zbiera innowacje wytworzone przez naukowców i studentów, z drugiej strony pozyskuje je od młodych przedsiębiorców, startupów i poszukuję partnerów biznesowych, którzy sprawią, że możliwe będzie skuteczne wdrożenie projektu na rynek. Łukasz Miernik wspomina również o wadach i zaletach wśród konsekwencji pandemii na rynku.

Covid zwiększył świadomość konsumentów o zagrożeniach biologicznych wokół nas, co może grozić, jeśli nie będziemy dbać o higienę i czystość w naszym środowisku.

Gość „Poranka Wnet” jako główną wadę wskazuje natomiast dominację tematu pandemii, co przyczyniło się do przykrycia wcześniejszych problemów, które nie zniknęły.

Temat pandemii pojawił się na ustach całego świata w jednym momencie i przykrył realne problemy, którymi się do tej pory zajmowaliśmy.

Broker komentuje również sytuację na rynku startupów – minął już początkowy boom na zakładanie działalności, gdy akceptowane były nawet niezbyt obiecujące pomysły. W chwili obecnej liczą się jakość i pragmatyzm.

Bardziej patrzymy teraz na produkty jakościowe, które maja realne możliwości wdrożenia – nie nowości dla samej nowości.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

PK

Cezary Głuch: Korporacje są obecnie silniejsze niż rządy. Widać to na przykładzie Stanów Zjednoczonych

Gościem ,,Kuriera w samo południe” był Cezary Głuch, inwestor, właściciel bloga independenttrader.pl, autor czterotomowej serii ,,Inteligentny Inwestor XXI wieku”.

Gość wytłumaczył, czym spowodowany jest proces inflacji i jakie czynniki go przyspieszają. Podkreślił, że wartość pieniądza spada głównie przez zwiekszanie jego ilości w obiegu:

Kraje, które są rozsądnie zarządzane, pilnują, aby ilość banknotów w obiegu zwiększała się w tempie 2%/3% rocznie. W naszym kraju jest to 9%/10%, co przekłada się na szybszą inflację. GUS i Eurostat zaniżają inflację, bo wtedy można pochwalić się wzrostem gospodarczym.

Koszyk dóbr i usług, który bierze się za podstawę inflacji, można odpowiednio zmodyfikować. Cezary Głuch zaznaczył, że tzw. ,,inflacyjny koszyk” może składać się z towarów niereprezentatywnych, dobranych tak, aby zaniżać lub zawyżać rzeczywistą inflację. Dodał, że interes w nierzetelnym przedstawianiu tych danych mają przede wszystkim rządy:

Rządzącym zależy, aby obniżyć inflację. Jeżeli pomanipuluje się odpowiednio statystyką, można zasymulować wzrost gospodarczy. Jest wiele czynników motywacyjnych, dla których pewne instytucje zaniżają realną inflację.

Inwestor stwierdził, że inflacja dewaluuje zadłużenie, dlatego jest rządowi na rękę. Nazwał ten proces ,,ukrytym podatkiem”, uderzającym w ludzi posiadających zasoby gotówkowe. Polak, który nie inwestuje swoich pieniędzy, rocznie może tracić nawet do 10% rzeczywistej wartości posiadanych oszczędności. Ekonomista zwrócił także uwagę na bardzo niski poziom stóp procentowych w naszym kraju. Stwierdził, że jest to sytuacja niezwykle niebezpieczna:

Jeśli w pewnym momencie Rada Polityki Pieniężnej podniesie stopy procentowe, powiedzmy, do 5%, wtedy raty niektórych kredytów mogą ulec podwojeniu. Aby wyrównać inflację, stopy powinny wzrosnąć do poziomu 5,4%.

Określił Polskę jako kraj nieprzyjazny inwestorom; wysoka inflacja nie sprzyja trzymaniu w naszym kraju kapitału. Bliskie zeru stopy procentowe przy jednoczesnej wysokiej inflacji w dłuższej perspektywie mogą doprowadzić do ogromnego kryzysu gospodarczego. Według ekonomisty stopy procentowe powinny utrzymywać się na poziomie rzeczywistej inflacji. Inwestor zauważył, że wielu Polaków próbuje dziś swoje oszczędności ulokować na rynku nieruchomości:

Nie jest to dobre rozwiązanie, gdyż ceny nieruchomości są obecnie na nienaturalnie wysokim poziomie.

Gość wyjaśnił, czym jest tempo cyrkulacji waluty – określił tym mianem szybkość wydawania pieniędzy. Wysoka inflacja sprzyja chętnemu pozbywaniu się gotówki, jednak w obliczu pandemii nie jest to takie oczywiste. Inwestor zaznaczył, że jeśli ludzie boją się utraty pracy, to zaczynają oszczędzać, co obniża tempo cyrkulacji waluty i pozwala chwilowo zahamować gwałtowny wzrost inflacji. Odniósł się także do popularnych i szeroko ostatnio, w obliczu nadchodzącego kryzysu, omawianych sposobów inwestowania:

W złoto, metale szlachetne inwestuje się wtedy, kiedy mamy negatywne rzeczywiste stopy procentowe, a taką sytuację – w wymiarze globalnym – mamy teraz. Złoto kupione w postaci fizycznej, np. monet, daje Ci niezależność od systemu. Opłaca się kupować również srebro, ma ono dużo większy potencjał do wzrostu, lecz jest bardziej nieprzewidywalne, stąd złoto na początek jest lepszym rozwiązaniem.

Inwestor wspomniał, że oprócz metali szlachetnych w jego inwestycyjnym portfelu znajdują się również akcje:

Posiadam głównie akcje małych i średnich firm, także polskich. Moja część akcyjna jest większa niż część metali szlachetnych.

Krytycznie odniósł się do pomysłu wprowadzenia dochodu gwarantowanego, postulowanego przez Światowe Forum Ekonomiczne. Zauważył, że nie będzie to dochód bezwarunkowy, lecz wypłacany jedynie jednostkom posłusznym systemowi. Stwierdził ponadto, że obecny system ekonomiczny to korporacjonizm, w którym duże firmy, wspierane przez opłacanych przez nie lobbystów, unikają płacenia podatków, a na małe i średnie przedsiębiorstwa nakłada się kolejne daniny:

Od dawna mamy korporacjonizm. Korporacje są silniejsze niż rządy, pokazuje to przykład Stanów Zjednoczonych. Chińczycy kilka lat temu rozpoczęli atak na największe korporacje w danym kraju, i udało im się zaprowadzić porządek. W Polsce biurokracja utrudnia działanie głównie małym i średnim przedsiębiorstwom.

Na koniec zauważył, że bankructwo nie jest zjawiskiem jednoznacznie negatywnym:

Bankructwo jest jednym z elementów gospodarki kapitalistycznej, oczyszczającym gospodarkę z podmiotów nierentownych. Sztuczne ratowanie firm, czy państw, jest drogą do nikąd, co pokazuje przykład Grecji.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

S.S.

Świdziński: Pekin dokręca śrubę sektorowi High Tech

Dyrektor analiz portalu Strategy & Future o deklaracjach członków japońskiego rządu odnośnie Tajwanu, przerwanym debiucie chińskiego Ubera na nowojorskiej giełdzie i opuszczeniu Afganistanu przez USA.

W ostatni poniedziałek wicepremier Japonii Taro Aso stwierdził że sytuacja wokół Formozy staje się niezwykle napięta, a jeżeli na Tajwanie doszłoby do znaczącego incydentu musiałoby to zostać uznane za egzystencjalne zagrożenie dla Japonii.

Albert Świdziński komentuje wypowiedź zastępcy szefa japońskiego rządu. Wskazuje, że w czerwcu wiceszef japońskiego MON stwierdził, iż „niezależność Tajwanu od Chin powinna stać się czerwoną linią”. Obecnie wicepremier Aso deklaruje, że Japonia będzie razem ze Stanami Zjednoczonymi bronić niepodległości wyspy, gdyby doszło do incydentu. Kancelaria premiera wydała oświadczenie zaprzeczające jakoby wypowiedź Aso była stanowiskiem japońskiego rządu.

Tymczasem 30 czerwca na nowojorskiej giełdzie zadebiutowała DIDI Global, czyli tzw. chiński Uber. Aplikacja służąca dzieleniu się samochodami została wyceniona w dniu debiutu na 70 mld dolarów (14 dol. za akcję). Następnego dnia cena za akcję wzrosła do 17 dolarów. Oznacza to, że po Alibabie firma DIDI jest chińską firmą z najlepszym debiutem na amerykańskiej giełdzie. Jednak już 2 lipca chińskie władze rozpoczęły audyt przedsiębiorstwa. Jest on wymagany wobec firm, które chcą przesyłać dane osobowe za granicę.

Pekin postanowił wyprowadzić cios już po tym, jak amerykańscy inwestorzy zdążyli zainwestować  swój kapitał w DIDI. Świdziński przypomina, iż listopadzie 2020 r. wstrzymano pierwszą ofertę publiczną Ant Group.
Ocenia, że mamy do czynienia z „dokręcaniem śruby” sektorowi High Tech przez Państwo Środka. Według Wall Street Journal DIDI miała być ostrzegana wcześniej przez chińskie władze.

W czwartek prezydent Stanów Zjednoczonych poinformował, że ostatni amerykańscy żołnierze opuszczą Afganistan do 31 sierpnia, a więc przed wyznaczonym początkowo terminem 11 września.

[related id=149479 side=right] Jak zauważa dyrektor analiz portalu Strategy & Future, Amerykanie opuścili bazę w Bagram po angielsku, nie informując o tym, Afgańczyków. Tymczasem talibowie chwalą się, że kontrolują już 85 proc. kraju. Do kontrolowanych przez nich obszarów dołączyło miasto Islam Kala, stanowiące ważny, graniczący z Iranem punkt handlowy.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Sebastian Stodolak: Wielki Reset to może być metafora. Mówi się, że po pandemii czeka nas hiperinflacja

Sebastian Stodolak o największych funduszach inwestycyjnych, ich wpływie na rynki finansowe i o tym, co mają one wspólnego z porzuceniem parytetu złota.

[BlackRock] To jest jeden z największych funduszów zarządzających kapitałem na świecie mający już w tym momencie niemal 9 bilionów aktywów pod swoją opieką. Takich funduszy olbrzymich jest więcej.

Sebastian Stodolak wyjaśnia, że fundusze są powiernikami pieniędzy, którymi zarządzają, nie ich właścicielami. Wskazuje, że fundusz BlackRock prowadzi akcję inwestowania w wielu krajach. Jest on obecny także na polskiej giełdy. W Polsce zainwestował w spółki Skarbu Państwa takie jak Orlen, czy KHGM.

Fakt faktem, że te fundusze są mocno zrośnięte z organizmem państwa mocno od niego też w dużej mierze spółki zależne.

Nasz dziennikarz wyjaśnia w jaki sposób fundusze finansowe związały się z państwem rosnąć przy tym w siłę. Ocenia, iż przyczyną nie była deregulacja gospodarki za Reagana, jak sądzą niektórzy, lecz to, co nastąpiło jeszcze za Nixona. Tym momentem była kreacja pustego pieniądza, czyli zerwanie z mechanizmem parytetu złota.

Prezydent  Stanów Zjednoczonych Richard Nixon zerwał jakąkolwiek wymieniano dolara na złoto, co było de facto ogłoszeniem niewypłacalności Stanów Zjednoczonych.

Europejskie banki centralne dostrzegały, że USA prowadzą politykę inflacyjną. Tymczasem inne waluty powiązane były z dolarem. W związku z tym banki centralne zaczęły domagać się realizacji wymienialności dolarów na złoto. W rezultacie zerwania ze standardem złota

Umożliwiono kreację pieniądza niezakotwiczoną w żadnym towarze.

Na stronie FED można przeczytać, że przed 2008 r. baza monetarna była ponad sześciokrotnie mniejsza niż obecnie. Wzrosty dotyczyły także euro i złotówki. Kreację taniego kredytu ułatwiają niskie stopy procentowe.

Ponadto Stodolak przedstawia postać Laurence’a D. Finka, czyli właściciela BlackRock. Zaczynał on jako syn właściciela sklepu. Udało mu się wymyśleć skuteczny model biznesowy.

Gość Poranka Wnet ustosunkowuje się do idei Wielkiego Resetu. Według dziennikarza ów reset może być wielką metaforą na niepewność, która jest udziałem największych. Zalanie gospodarki pieniędzmi jest wielkim eksperymentem.

Może się po pandemii coś zupełnie niespodziewanego. Mówi się już w tym momencie o np. hiper inflacji, że jest taka groźba.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Dietl: Firmy technologiczne mogą się u nas bardzo dobrze rozwijać. Trzeba złączyć komponent informatyczny z produkcyjnym

Prezes Giełdy Papierów Wartościowych o pomyśle wprowadzenia waluty euro w Polsce, negatywnych skutkach unii walutowych oraz o sytuacji na polskiej giełdzie, rozwoju informatyki i opiece zdrowotnej.


Zdaniem Marka Dietla przystąpienie Polski do strefy euro nie byłoby najlepszym pomysłem. Komentując słowa Ludwika Koteckiego, który stwierdził, że Polska powinna przyjąć euro, gdyż wykluczyłoby to kwestię Polexitu, stwierdza, że nie wie, czy byłoby to korzystne polityczne, natomiast na pewno nie byłoby ekonomicznie.

Wystarczy spojrzeć na historię zjednoczenia Niemiec przez pryzmat właśnie unii walutowej.

Unia walutowa bowiem będzie nam przeszkadzać w rozwoju gospodarki kraju. Dietl powołuje się na kraje Europy Południowej, które nie zyskały gospodarczo na przyjęciu europejskiej waluty. Na przyjęciu tej samej waluty co RFN nie skorzystało NRD. Jak bowiem wskazuje, Niemcy Zachodnie wpompowały w ciągu trzech dekad w tyle ile Polska otrzymałaby inwestycji z Unii w ciągu 150 lat. Na unii walutowej tracą gospodarki mniej konkurencyjne. Obecnie naszemu krajowi unia walutowa tylko by przeszkadzała. Wskazuje, że

Jednym z narzędzi budowania konkurencyjnej gospodarki jest własna waluta.

Sądzi, że gdyby Polska przystąpiła za trzy lata do strefy euro straciłaby, tak jak na unii walutowej straciły Niemcy wschodnie. Nasz gość mówi również o kondycji polskiej Giełdy Papierów Wartościowych, wskazując, że

Jesteśmy w tej chwili drugą najszybciej rosnącą pod kątem obrotu giełdą Unii Europejskiej.

Jest to, jak wyjaśnia prezes Giełdy Papierów Wartościowych zasługa inwestorów indywidualnych. Wielu emitentów zostało dotkniętych kryzysem, przy czym dla części branż- gier komputerowych, medycznej, obecna sytuacja jest szansą.

To, że firmy technologiczne mogą się w Polsce w bardzo dobrych warunkach, tanio finansować  i dzięki temu szybko się rozwijać, jest olbrzymią szansą.

Dietl wskazuje, że w Polsce firmy informatyczne mogą się dobrze rozwijać. Trzeba połączyć komponent informatyczny z elementem produkcyjnym, aby wspierać rozwój polskiego przemysłu związanego z automatyzacją. Rządzący powinni tworzyć warunki do inwestycji w informatykę. Stwierdza, że trzeba wspierać nauczycieli w rozwijaniu swych kompetencji cyfrowych, aby mogli rozwijać talenty dzieci w tej mierze. Rozmówca Katarzyny Adamiak Sroczyńskiej odnosi się także do sytuacji w opiece zdrowotnej. Wskazuje, że

Powstanie luka pokoleniowa jeśli chodzi o pielęgniarki.

Zaznacza, iż potrzebna jest budowa infrastruktury miękkiej związanej z systemem opieki zdrowotnej.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Jerzy Bielewicz o wynalezieniu szczepionki na koronawirusa: Będzie szczepiła nie tylko ludzi, ale i rynki finansowe

Dziennikarz „Gazety Bankowej” analizuje reakcję światowych rynków giełdowych na informację o szczepionce przeciw koronawirusowi i na wyniki wyborów prezydenckich i do Kongresu USA.


Jerzy Bielewicz komentuje wzrosty na światowych giełdach po ogłoszeniu wynalezienia szczepionki na koronawirusa:

Szczepionka będzie szczepiła nie tylko ludzi, ale i rynki finansowe.

Gość „Poranka WNET” mówi również o tym, że giełda USA pozytywnie zareagowała na utrzymanie przez Republikanów większości w Kongresie:

Rynki mają fobię na punkcie dojścia lewicy do pełni władzy. Utrzymanie równowagi władzy to dobra wiadomość.

Dziennikarz „Gazety Bankowej” nie jest zaskoczony wzrostem notowań PKN Orlen i Polskiej Grupy Energetycznej:

Już niedługo ropa naftowa będzie równie poszukiwanym surowcem jak przed pandemią.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T / A.W.K.

Kohut: Większość głosów w USA została już oddana. W stanach wahających się różnica jest w granicach błędu statystycznego

Giełda, Covid-19, napięcia rasowe i Latynosi. Andrzej Kohut o o ostatniej prostej kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych.


Andrzej Kohut wskazuje na trzecią falę Covidu w Stanach Zjednoczonych. Powrócił także temat konfliktów rasowych. W Filadelfii doszło do zamieszek po tym, jak funkcjonariusz policji 28 października zastrzelił 27-letniego Afroamerykanina. Tymczasem kończy się kampania prezydencka. Jak wskazuje ekspert ds. międzynarodowych, większość z Amerykanów już oddała głos. 70-80 proc. głosów oddanych zostało we wcześniejszym głosowaniu. Niemniej jednak walka Donalda Trumpa z Joe Bidenem jest zaciekła.

W skali całego kraju Joe Biden utrzymuje przewagę 6-7 proc. w skali kraju.

Mimo iż Demokrata ma lepsze sondaże niż Republikanin, to nie wiadomo, kto wygra wybory. W niektórych stanach przewaga jednego kandydata nad drugim wynosi bowiem zaledwie 0,8 punktu procentowego. Kandydaci różnią się pod względem podejścia do walki z pandemią. Siłą ubiegającego się o reelekcję prezydenta jest zaufanie, jakim się cieszy ze strony inwestorów.

Giełda sprzyja Donaldowi Trumpowi- ona wciąż rośnie i wciąż bije rekordy.

Nasz gość przyznaje, że mniejszości generalnie nie głosują na Republikanów. W przypadku Donalda Trumpa wyjątkiem mogą być Amerykanie pochodzący z Kuby i Wenezueli. Wśród nich urzędujący prezydent może zyskać wiele głosów, gdyż

Doświadczenie socjalizmu jest u nich bardzo mocne i bardzo negatywne.

Trump podkreśla, że Joe Biden wraz z innymi Demokratami chce wprowadzić w USA socjalizm, co trafia do tych społeczności.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Pieniędzy nawet Polakom nie brakuje, ale są źle ulokowane. Problem ma charakter bardziej ideologiczny niż ekonomiczny

Jeżeli kupię akcje, moje 10 000 za jakiś czas będzie warte 20 000 lub więcej, lub mniej. Trzymanie tej kwoty w banku gwarantuje realnie tylko mniej, bo bank daje obecnie oprocentowanie subinflacyjne.

Andrzej Jarczewski

Polska giełda powstała w roku 1991 jako gotowa, choć początkowo bardzo skromna kopia giełd zachodnich. Spójrzmy na to nie z punktu widzenia moralnego, ale arytmetycznego. Oto zgromadziłem trochę pieniędzy, jako zapłatę za pewne – wytworzone przez siebie – dobra, sprzedane na rynku. Produkuję w garażu drony. Dobrze mi idzie, dziedzina jest rozwojowa, zapowiadają się duże zamówienia, więc chcę zbudować porządną fabrykę.

Niestety moje „trochę pieniędzy” nie wystarczy nawet na projekt, nie mówiąc już o budowie hal produkcyjnych i ich wyposażeniu. Żaden bank nie udzieli mi kredytu, bo nie mam zabezpieczenia. Ale znam kilku posiadaczy podobnego mikrokapitału. Zakładamy spółkę akcyjną, spełniamy pewne warunki i wchodzimy na giełdę, żeby zgromadzić środki pozwalające rozbudować naszą chałupniczą produkcję do skali przemysłowej. Uzyskujemy w ten sposób kapitał podstawowy, na koszty dalszych inwestycji zaciągamy kredyt i budujemy fabrykę. O biznesie bez kredytu (czyli zadłużenia fabryki) nawet nie myślę; tego nikt rozsądny na świecie nie robi.

Każdy drobny ciułacz, który kupił akcje na giełdzie, jest z punktu widzenia przedsiębiorstwa – inwestorem, ale z własnego punktu widzenia jest zawsze graczem.

Patrzę teraz na ten zakup jego (gracza) oczyma i myślę tak: mam oto dziesięć tysięcy złotych, które mogę zaryzykować na zakup akcji. Jest to gra, czyli poniekąd rozrywka, więc akceptuję pewne koszty, choćby takie, jak „bilet wstępu”. Ale – jak w każdej grze – chciałbym jednak wygrać. Jeżeli kupię akcje fabryki dronów, moje dziesięć tysięcy za jakiś czas może być warte dwadzieścia tysięcy lub więcej, lub mniej. Tymczasem trzymanie tej kwoty w banku gwarantuje tylko mniej (realnie), bo bank daje obecnie oprocentowanie subinflacyjne.

Jeżeli będzie mi sprzyjać szczęście (nadal występuję tu w roli dostarczyciela kapitału), pomnożę swój wkład nawet i kilkakrotnie. Ale biorę też pod uwagę możliwość nagłego pogorszenia mojej sytuacji osobistej lub rodzinnej. Będę wtedy musiał natychmiast uruchomić większą gotówkę na leczenie lub na jakiś inny nieznany mi dziś cel.

Mogę więc włożyć pieniądze tylko w takie miejsce, z którego da się je szybko wyjąć. Giełda taką możliwość zapewnia, choć niestety nie gwarantuje, że wtedy, kiedy będę potrzebował pieniędzy, kurs moich akcji będzie wyższy niż w dniu zakupu. Mogę sporo stracić.

Nie wiem, jaki będzie kurs akcji w czarnej dla mnie godzinie. To ode mnie nie zależy w żadnym stopniu. Wzbogacę się lub moim kosztem wzbogaci się ktoś inny. Na tym polega gra, zwana przez drugą stronę rynku „inwestowaniem”. Gdyby giełda nie pozwalała wycofać pieniędzy w dowolnej chwili (z oczywistym dwudniowym opóźnieniem), nigdy bym żadnej akcji nie kupił. Pomijam na razie „bańki giełdowe”, czyli wyceny oderwane od wyników. Pomijam też oszustwa giełdowe, które powinny być (a nie są) bezwzględnie zwalczane. To są przykre zakłócenia, które jednak nie niweczą idei głównej. Podobnie: kiedyś złoczyńcy napadali na gościńcach, teraz przenieśli się do internetu, co nie znaczy, że gościniec był zły kiedyś, a internet teraz.

Moralność w zgodnej z regulaminem grze giełdowej, podobnie jak w szachach i futbolu, nie ma nic do rzeczy. (…) Fakt, że jedni na tym zarabiają, a inni tracą, jest oczywistym, naturalnym i akceptowanym skutkiem ubocznym funkcjonowania giełdy.

(…) Zbadajmy, czym – pod rozpatrywanym względem – różni się giełda od gier losowych. Tu i tam każdy uczestnik wpłaca jakieś pieniądze. Nie robi tego po to, żeby te pieniądze stracić, ale po to, żeby je pomnożyć. W eurojackpot obstawia się jakieś numerki w zestawie, którego wartość w chwili zakupu wynosi 12,50 zł. Po losowaniu może się jednak okazać, że ten zestaw liczb jest wart 97 milionów. Gość zarobił na zmianie kursu, nie wykonując żadnej absolutnie pracy. Ot, przechodząc obok kiosku, kupił przypadkowy kupon. Czy wobec tego gry losowe też uznamy za niemoralne? A zakup złotej monety, która w pół roku zdrożała o 50%? (…)

Podstawowa różnica między loteriami a giełdami polega na tym, że – uczestnicząc w loterii – nie staję się współwłaścicielem żadnego przedsiębiorstwa. Kupuję los, wygrywam lub przegrywam i nic mnie z niczym nie wiąże. Natomiast kupując mieszkanie, złoto lub akcje, uczestniczę w rynku! Wypadam dopiero wtedy, gdy tej własności się pozbywam. (…)

Nikt przy zdrowych zmysłach nie zarządzi prohibicji na gry losowe. W przeciwnym razie osiągnie takie sukcesy jak ci, co wprowadzali prohibicję na alkohol w USA czy w ZSRR. Człowiek jest istotą moralną, ale w granicach rozsądku. Pije i gra.

Możemy stawiać sensowne granice naszym chuciom (Dekalog), możemy też każdy zakaz doprowadzić do absurdu i zinterpretować totolotka lub giełdę, lub handel nieruchomościami jako kradzież. Podciągamy wtedy pod moralny zakaz czynność najzupełniej normalną, co jest o tyle groźne, że osłabia powagę mądrych zakazów i całej moralności.

Zakup jednej akcji nic nie znaczy, ale ideologia potępiająca lub gloryfikująca giełdę może mieć znaczenie decydujące dla rozwoju danego kraju w danej epoce (…) Jeżeli ktoś oszukuje, np. wykorzystuje zatajone przed innymi informacje do manipulowania kursem – wtedy kategorie moralne mają zastosowanie. W uczciwej grze giełdowej – podobnie jak w uczciwym futbolu – nie mają. (…)

Nie twierdzę, że giełda i szerzej – gospodarka ma być lub może być niemoralna. Piszę tylko, że moralność jest kategorią nierelewantną w ocenie prawidłowych zjawisk ekonomicznych, zgodnych z powszechnie znanymi i akceptowanymi regułami. Tabliczka mnożenia nie jest ani moralna ani niemoralna. Ona jest! Istnieje niezależnie od naszych ideologii.

Cały artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Kapitały Polaków II” znajduje się na s. 12 październikowego „Kuriera WNET” nr 76/2020.

 


  • Od lipca 2020 r. cena wydania papierowego „Kuriera WNET” wynosi 9 zł.
  • Ten numer „Kuriera WNET” można nabyć również w wersji elektronicznej (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) w cenie 7,9 zł pod adresem: e-kiosk.pl, egazety.pl lub nexto.pl.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Andrzeja Jarczewskiego pt. „Kapitały Polaków II” na s. 12 październikowego „Kuriera WNET” nr 76/2020

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Witt: Dwaj posiadacze nieruchomości paryskich sprzedali cały swój stan posiadania

Piotr Witt o pandemii koronawirusa we Francji, zmianach klimatycznych na świecie i zagadkach francuskiego rynku nieruchomości


Piotr Witt mówi, że w związku z przepisami sanitarnymi nie może przylecieć z Paryża do Polski. W paryskim metrze można usłyszeć między innymi, iż co dziesiąty człowiek umiera na nową chorobę.

Prof. Didier Raoult mówi, że najbardziej boi się strachu.

Tymczasem od wiosny śmiertelność na Covid-19 spadła tysiąckrotnie, osiągając w Marsylii 0,1 promila.

Następnie nasz korespondent odnosi się do pożarów w Kalifornii. Prezydent Donald Trump „nie wierzy w zmianę klimatu”, „dlatego trzeba go zmienić”. We Francji zmieniono z kolei klimatologa. Phlip Verdier został wyrzucony z programu telewizyjnego w którym ośmielił się poddać w wątpliwość to, czy to człowiek opowiada za ocieplenie klimatu.

Paryż w ostatnim czasie stał się miastem rekordowo zagadkowym.

Jedną z nich jest to, „czemu dwaj posiadacze nieruchomości paryskich sprzedali cały swój stan posiadania”. Więcej na ten temat przeczytać będzie można w październikowym Kurierze Wnet. Korespondent przypomina, że baron James de Rothschild polecał inwestować w papiery dłużne państwa jako najpewniejsze. Po nich za najbezpieczniejszą inwestycję uważa się nieruchomości.

Prawo nakazuje w Paryżu wywieszać zezwolenie budowlane w widocznym miejscu przed placem budowy. W najgęściej zaludnionym mieście świata każdy taki nowy afisz przejmuje strachem.

W stolicy Francji zagęszczenie wynosi 24,5 tys. osób na km², przebijając pod tym względem Bombaj i Hongkong.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.