Piotr Witt: Zwycięstwo armii sowieckiej nad faszyzmem to mit założycielski ZSRR

Korespondent Radia Wnet we Francji demaskuje rosyjskie kłamstwa dotyczące II Wojny Światowej.

Piotr Witt wyjaśnia w jaki sposób w Związku Radzieckim i teraz w Rosji przedstawiana jest II Wojna Światowa. Sowieci próbowali wmówić całemu światu, że pokonanie Niemiec, to wyłącznie ich zasługa.

Bezpośrednio po wojnie istniała jeszcze narracja, że pokonanie Hitlera to wspólne dzieło Brytyjczyków, Amerykanów i ZSRR. Później jednak komuniści zaczęli przemilczać zasługi byłych sojuszników.

Taka wersja zdarzeń jest oczywiście nieprawdziwa. Korespondent Radia Wnet przypomina, że radziecka armia na początku wojny z Niemcami była w fatalnej kondycji.

Jej trzon stanowiła bosa, słabo uzbrojona piechota. Nie miała ona szans w walce z nazistowskim wojskiem. Dopiero dostawy uzbrojenia i żywności od Amerykanów i Brytyjczyków wyrównały szanse.

K.B.

Borys Tynka: Odessie nie grozi szturm. Miasto jest ostrzeliwane

Odessa/ Fot. Pixabay/reksik004

Przewodnik po Odessie o ataku rakietowym na miasto i sytuacji w Charkowie.

Ogromne centrum handlowe Riviera, które znajduje się na obrzeżach Odessy […] zostało niestety trafione rakietą.

Borys Tynka zauważa, że Odessa została zaatakowana tego samego dnia, którego Władimir Putin składał w Moskwie kwiaty na monumencie poświęconym Miastom-Bohaterom ZSRR wśród których są Kijów i Odessa. Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego potwierdza, że miastu nie grozi szturm.

Władze wojenne cały czas powtarzają, że siły rosyjskie nie mają możliwości, […] aby cokolwiek zagrozić Odessie.

Do Odessy pomoc dociera cały czas. Trudniejsza jest sytuacja w Charkowie.

Tam nie ma możliwości rozwożenia pomocy humanitarnej po okolicznych wsiach. Po prostu miasto cały czas jest zagrożone.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dmytro Antoniuk: To, co Zachód nam przekazuje jest absolutnie niewystarczające. Potrzebujemy nowoczesnej broni

Korespondent Radia Wnet na Ukrainie o kolaboracji władz ukraińskich miejscowości z okupantem, wyzwolonych miastach i niewystarczającej pomocy Zachodu.

Dmytro Antoniuk mówi o przypadkach kolaboracji burmistrzów zajętych miast z okupantem. Okupanci ustanowili swojego burmistrza w Mariupolu, przedstawiciela dawnej partii opozycyjnej (obecnie zakazanej). Burmistrz Rubiżnego służy wrogowi pomocą i informacją na temat obrońców.

Podobna sytuacje są też w niektórych innych zajętych przez wroga miejscowościach, ale to są pojedyncze przypadki.

Sumy zostały wyzwolone. Ludzie wracają do Irpienia.

Teraz tam trwają prace, żeby oczyścić gruzy.

Alex Sławiński: Brytyjczycy coraz bardziej wspierają Ukrainę, nie tylko pomocą humanitarną, ale też militarnie

Korespondent Radia Wnet na Ukrainie podkreśla, że pomoc militarna Zachodu jest niewystarczająca. Przekazywany sprzęt pochodzi z czasów ZSRR.

Sto czołgów nowoczesnych mniej więcej miały nam dostarczyć Niemcy i była już zgoda na to ministra spraw zagranicznych Niemiec, ale kanclerz Niemiec Schultz powstrzymał tą w dostawę  mówiąc, że  muszą jeszcze otrzymać zgodę od wszystkich krajów Unii Europejskiej.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

Dr Patey: postawa twarda wobec wojny na Ukrainie, nawet jakaś interwencja wojskowa, nie musi prowadzić do najgorszego

Featured Video Play Icon

Ekspert Warsaw Institute o wizycie Joego Bidena w Brukseli, twardej postawie wobec Rosji i ambiwalentnym stanowisku Turcji.

Dr Mariusz Patey sądzi, że wizyta amerykańskiego prezydenta w Brukseli ma służyć przedyskutowania wspólnego stanowiska z europejskimi partnerami. Przywódcy zachodni próbują zatrzymać wojnę na Ukrainie bez bezpośredniego włączenia się w konflikt militarnie.

Realizacja scenariusza w którym NATO wchodzi do gry wiąże się z wieloma ryzykami, o których nie chcę nawet wspominać.

Ekspert Warsaw Institute przypomina, że próbowano powstrzymywać Hitlera środkami dyplomatycznymi. Francja przeliczyła się licząc, że konferencja monachijska zaspokoi niemiecki apetyt.

Postawa twarda, nawet jakaś interwencja wojskowa, nie musi prowadzić do najgorszego.

Dr Patey przypomina, że w wojnie koreańskiej uczestniczył tandem Stalin-Mao. Nie wybuchła wówczas III wojna światowa.

Kolejny epizod to był kryzys kubański. […] Związek Sowiecki uznał, że  […] będzie można z Kuby zrobić lądowy lotniskowiec Związku Sowieckiego.

Wówczas, jak mówi, Chruszczow się cofnął. [Sowieci zgodzili się na wycofanie swych instalacji z Kuby w zamian za gwarancje bezpieczeństwa dla wyspy i wycofanie amerykańskich rakiet z Turcji- przyp. red.] Rozmówca Magdaleny Uchaniuk mówi także o roli Turcji w obecnym konflikcie.

Turcja wielokrotnie już była używana przez służby specjalne rosyjskiej i rozgrywana na terenach poradzieckich.

Przypomina, że Turcja wsparła abchaskich separatystów. Podobnie było w Osetii Płd. i Gagauzji. Wskazuje, że w Syrii i Libii Turcja znalazła się po przeciwnej stronie niż Rosja.

Nadal Turcja chciałaby zjeść ciasto i mieć ciastko.

Nasz gość dodaje, iż w interesie Ankary jest utrzymanie integralności i niezależności Ukrainy. Jednocześnie nie chce ze względów gospodarczych za bardzo antagonizować Rosji.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Był w przeszłości Układ Warszawski, może powinien powstać Pakt Kijowski? / Sławomir Matusz, „Kurier WNET” 92/2020

Jeśli NATO nie funkcjonuje należycie, najrozsądniejszym wyjściem wydaje się budowanie nowego sojuszu, który będzie uzupełniał NATO, z państwami, które są zagrożone bezpośrednią agresją Rosji.

Sławomir Matusz

Nowy sojusz i wielka koalicja? Czy tylko Pakt Kijowski?

Jestem przerażony tym, co się dzieje w Kazachstanie. Ze względu na los tego narodu i państwa, humanitarną katastrofę. Ale też ze względu na sytuację Ukrainy i naszą, bo w znaczący sposób rośnie potencjał militarny Rosji. W ciągu kilku tygodni do 120-tysięcznej armii rosyjskiej, stojącej w pobliżu granicy z Ukrainą, może dołączyć 40 albo 50 tys. żołnierzy z Kazachstanu i drugie tyle z Białorusi. I Rosja nie będzie nawet musiała przewozić ich sprzętu wojskowego, przywiezie tylko ludzi, bo da im identyczne uzbrojenie z własnych zapasów. Nie będzie więc żadnego problemu logistycznego. I można żołnierzy z Kazachstanu przewieźć w sposób niemal niezauważony.

W ten sposób Putin rozwiąże dwie sprawy: wzmocni siły stojące w pobliżu granic Ukrainy i Polski oraz osłabi zdolności Kazachstanu do samoobrony, całkowicie podporządkowując sobie ten kraj. Dokona jego aneksji i doczepi do federacji jak Białoruś, w ramach narzuconego jakiegoś porozumienia KAZACH-ZBIR lub z podobną nazwą.

Niezależnie od wyników rozmów między Rosją a USA, NATO i OBWE, sytuacja przypomina tę sprzed II wojny światowej, a rozmowy w Genewie konferencję z Monachium w 1938 roku, kiedy to społeczność międzynarodowa zaakceptowała żądania Niemiec i zabranie Czechom Sudetów.

Chamberlain po konferencji wrócił do Londynu obwieszczając triumfalnie Anglikom, że załatwił pokój. Kilka miesięcy po konferencji Hitler zajął całą Czechosłowację, a rok później napadł na Polskę, wszczynając II wojnę światową. Putin jest obecnie tak samo wiarygodny jak niegdyś Hitler, realizuje podobny scenariusz – stawiając Zachodowi żądania i obiecując pokój po ich spełnieniu.

W razie napaści na Polskę będziemy musieli stawić wtedy opór „sojuszowi” Rosji, Białorusi i Kazachstanu, przymuszonego do wojny. Czyli połączonych armii, liczących ponad 250 tys. żołnierzy. Mimo dużej, realnej groźby nie możemy słuchać i usprawiedliwiać naszych generałów, którzy wszem i wobec głoszą, że nie mamy jak się obronić, a Rosjanie w ciągu kilku dni dojdą do Warszawy i my nie będziemy w stanie nic na to poradzić. Tym bardziej, że wielu z tych generałów odpowiada za redukcję Wojska Polskiego i likwidację wielu jednostek armii. Takie opinie to przejaw tchórzostwa generałów, którzy je wygłaszają, sianie defetyzmu, albo celowe straszenie Polaków. Nie po to ich kształciliśmy i sowicie opłacamy, by teraz głosili, że jesteśmy bezbronni. To działanie na szkodę Polski i przejaw służalczej, uległej postawy wobec Rosji. Generałowie, którzy wygłaszają takie opinie, będąc odpowiedzialnymi za taki stan, w większości absolwenci rosyjskich akademii, służą w istocie Putinowi. To użyteczni idioci, jeśli nie zdrajcy na usługach rosyjskiej propagandy. W razie rzeczywistej wojny oni mogą pomagać Rosji po to, by oszczędzić Polsce strat, kierując się logiką: im szybciej rosyjskie wojska zajmą Polskę, tym mniej będzie ofiar i strat po obu stronach, więc trzeba pomóc Rosji (nie Polsce). Takimi „argumentami” kierował się Jaruzelski, który domagał się interwencji Moskwy w 1981 roku.

Generałowie, dla których ważna jest Polska i niepodległość, będą zawsze szukali jakiegoś rozwiązania, możliwości wygranej, ocalenia Polski, a nie przekonywali naród, że nie warto podejmować walki, szkoda się bronić, lepiej się zawczasu poddać.

Całokształt polityki niemieckiej i francuskiej sprawia, że w razie wojny nie możemy liczyć na ich skuteczną pomoc. Bundeswehra jest od lat w głębokim kryzysie. Niemcy posiadają 244 czołgi Leopard 2, z czego mniej niż połowa jest sprawna. Podobnie jest z lotnictwem. Z powodu braku pilotów ponad połowa śmigłowców i samolotów niemieckich nie może być użyta w walce. Francuskie siły pancerne to około 200 przestarzałych już czołgów Leclerc. Z sześciu niemieckich okrętów podwodnych tylko jeden jest sprawny. W razie wojny będziemy musieli czekać kilka tygodni na pomoc NATO, a do tego czasu musimy stawić opór sami. Jedną z przyczyn tej sytuacji jest to, że Niemcy przestali być wschodnią flanką NATO, którą stała się Polska po przystąpieniu do państw atlantyckich. Teraz my jesteśmy państwem buforowym dla Niemiec, więc Niemcy czują się bezpiecznie. Do tego budowa Nord Stream budzi obawy o lojalność sojuszników. Niemcy, zamykając elektrownie atomowe, narażają się na rosyjski szantaż energetyczny. Raz, że nie mają czym się bronić; dwa – po przystąpieniu Niemiec do wojny Rosja wstrzyma im dostawy gazu. Z tego samego powodu nie powinniśmy kupować żadnego uzbrojenia od Niemiec i Francji, bo w razie wstrzymania dostaw gazu odmówią nam nowego uzbrojenia i części do starego.

Jedyne, na co możemy liczyć, to osłona lotnicza ze strony USA. Musimy więc szukać realnego oparcia wśród państw bezpośrednio zagrożonych ze strony Rosji. A są nimi: będąca poza strukturami NATO Ukraina, Rumunia, Turcja i inne państwa w Europie Wschodniej. Zagrożone są również państwa skandynawskie: pozostające poza NATO Finlandia i Szwecja oraz Norwegia.

I te państwa – w przeciwieństwie do Niemiec – wzmacniają swój potencjał obronny. Finlandia zamówiła niedawno 64 myśliwce F-35, a Norwegia 54 F-35. Szwecja i Finlandia rozbudowują nadbrzeżną obronę rakietową. Oba państwa, w razie wojny, mogą zablokować ruch okrętów rosyjskich stacjonujących w Zatoce Botnickiej, a razem z Polską całkowicie zablokować rosyjską marynarkę wojenną i szlaki dostaw drogą morską do Obwodu Kaliningradzkiego i Petersburga. Podobnie jest z Morzem Śródziemnym i Czarnym. Wstęp na Morze Śródziemne dla okrętów i łodzi podwodnych zagradza Cieśnina Gibraltarska, a wejścia na Morze Czerwone broni Turcja. Ani okręty podwodne Rosji, ani nawodne nie mają żadnych szans wedrzeć się przez cieśniny na Bałtyk, Morze Śródziemne i Morze Czarne. Wszystkie europejskie akweny są dla rosyjskich okrętów zamknięte i mogą one pływać jedynie dookoła Europy.

Jeśli NATO nie funkcjonuje należycie, najrozsądniejszym wyjściem wydaje się budowanie nowego sojuszu, który będzie uzupełniał NATO, z państwami, które są zagrożone bezpośrednią agresją Rosji.

Ukraina od wielu lat chce przystąpić do NATO, ale na przeszkodzie stoją względy formalne. Ostatnio Szwecja i Finlandia wyraziły taką wolę, jednak nie wiadomo, czy zostaną przyjęte. Historia pokazuje, że potrafiliśmy się obronić przed imperium rosyjskim i wielokrotnie wygrywaliśmy z nim wojny, ale wtedy byliśmy dużym państwem – w czasach Jagiellonów. Teraz też możemy stworzyć podobną i co najważniejsze – skuteczną strukturę militarną i polityczną, czyli sojusz w oparciu o Ukrainę, Rumunię i innych sąsiadów, którzy zechcą do niej przystąpić, razem ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą oraz państwami skandynawskimi: Szwecją Finlandią, Norwegią i Danią oraz Turcją, Grecją, Włochami. Czy taki sojusz jest możliwy? Wydaje się, że tak. Jak duży będzie? To zależy od tego, ile państw do niego przystąpi, ale z pewnością większość z nich będzie zainteresowana nową inicjatywą obronną. Przynależność do NATO nie stoi na przeszkodzie, by wstępować w inne sojusze militarne, nieantagonistyczne wobec NATO. Przy bierności i bezczynności Niemiec nie powinno im to przeszkadzać. Należąc formalnie do NATO, faktycznie są państwem neutralnym, obniżając skuteczność paktu. Konstruując nowy pakt, zapewnimy im bezpieczeństwo bez ponoszenia kosztów.

Był w przeszłości Pakt Warszawski. Teraz może powstać Układ Kijowski, jeśli miejscem założenia będzie Kijów. Zależnie od ilości członków, Układ Kijowski będzie dysponował siłami od około pół miliona do półtora miliona żołnierzy, bez USA. To skutecznie odstraszy Rosję, a wszelkie protesty przeciwko przyjmowaniu nowych państw do NATO zawisną w powietrzu, bowiem się zdezaktualizują.

Polska propozycja sprawi, że staniemy się liderem – nie tylko w Europie, ale i na świecie, a Ukraina znajdzie się w geopolitycznym centrum. Stanom Zjednoczonym ten projekt może się spodobać i mogą go poprzeć (jak poparły Trójmorze), bo zjednoczy państwa, które chcą się bronić, być aktywne i modernizować swoje armie. Sympatii Stanów Zjednoczonych do Polski możemy być pewni, bo pomysłodawcą i pierwszym Polakiem w NATO był Tadeusz Kościuszko, który zakładał akademię West Point – uczelnię wojskową, którą kończą wszyscy wyżsi oficerowie i dowódcy amerykańscy. Na dziedzińcu tej uczelni stoi popiersie Tadeusza Kościuszki i wszyscy jej absolwenci wiedzą, kim był, czym się zasłużył dla USA, skąd pochodził i w naturalny sposób darzą go sympatią i mają sentyment do Polski. Dlatego odwiedziny w Krypcie św. Leonarda w Katedrze na Wawelu, gdzie Kościuszko został pochowany, powinniśmy wpisać do programu każdej wycieczki do Polski żołnierzy USA.

To Kościuszko przerzucał pierwsze mosty między USA i Europą, o czym wszyscy powinniśmy pamiętać.

Dyskutujemy o tym, jak pomóc Ukrainie, a także, jak sami mamy się obronić. Ukraina jest państwem biednym. Potrzebuje uzbrojenia, a jednocześnie zagrożone są upadkiem nowoczesne zakłady produkujące silniki do samolotów i śmigłowców Motor Sicz w Zaporożu. Wynika to z powiązań gospodarczych po rozpadzie ZSRR. Jednocześnie my i nie tylko my potrzebujemy śmigłowców i samolotów. Pisząc „nie tylko my”, myślę o innych państwach Europy Wschodniej, które weszły bądź aspirują do NATO, których nie stać na drogie zachodnie i amerykańskie uzbrojenie.

Zagrożone upadkiem zakłady Motor Sicz chciały wykupić Chiny. Nie doszło do tego dzięki interwencji USA. Prezydent Wołodymyr Zełenski zapowiedział dekretem nacjonalizację Motor Sicz. My nie mamy helikopterów, a chcemy i musimy je kupić. Należałoby rozważyć, czy nie pomóc Ukrainie w ratowaniu tych zakładów, część technologii kupując i przenosząc do Polski, a w oparciu o ich silniki, we współpracy z Ukraińcami, rozpocząć produkcję nowoczesnych i jednocześnie relatywnie tanich śmigłowców i samolotów dla nas oraz państw Europy Wschodniej. W ten sposób pozbawilibyśmy Rosję dostaw silników lotniczych i części zamiennych do nich, a to oznaczałoby dalszy upadek rosyjskiego lotnictwa. Część produkcji można eksportować do Indii, które jej potrzebują.

Rosja jest państwem agresywnym, ale gospodarczo i militarnie słabym. Świadczy o tym nie tylko jej PKB, ale potencjał produkcyjny i eksportowy. Rosja modernizuje swoją armię na miarę możliwości, ale one nie są obecnie wielkie.

Nie ma na to pieniędzy. Ponad 90% rosyjskiego uzbrojenia zostało wyprodukowane w czasach ZSRR. Nowoczesnej broni, czołgów T-14 i myśliwców Su-57 Rosja ma niewiele, po około 20-40 sztuk. Najnowszy samolot Su-75, mający konkurować z F-35, to zaledwie komputerowa wizualizacja. Trzeba przypomnieć, że Niemcy pod koniec II wojny światowej dysponowały najnowocześniejszą wówczas bronią: rewolucyjnymi rozwiązaniami technicznymi: rakietami V-2 i V-3, myśliwcami odrzutowymi Horten Ho 229 (latające bez kadłuba skrzydło) i Messerschmitt Me 262 Schwalbe. Ta broń nie odegrała jednak żadnej roli w czasie wojny, gdyż Rzesza nie zdążyła rozwinąć jej produkcji. Z wyjątkiem rakiet V-1 i V-2 były to prototypy, które latały w ilości kilkunastu lub kilkudziesięciu sztuk. Podobnie jest teraz z nową rosyjską bronią. Prototypy wojen nie wygrywają, a często trafiają do muzeów jako zabytki techniki.

Po II wojnie światowej ZSRR wchłonął wiele państw, a inne uczynił państwami satelickimi, organizując je w Układzie Warszawskim. Wraz z upadkiem ZSRR i rozpadem Układu Warszawskiego, nowa Rosja straciła nie tylko dawnych sojuszników, ale i odbiorców broni, którą wcześniej szeroko eksportowała.

ZSRR eksportował broń: czołgi, samoloty, śmigłowce, karabiny – także do Chin, Mongolii, Indii, Jemenu, Egiptu, Algierii, Angoli, Libii, Sudanu, Mozambiku, NRD (wschodnich Niemiec), Polski, Zairu, Indonezji, Iranu, Iraku, Etiopii, Finlandii, Kuby, Wietnamu, Korei Północnej, Wenezueli i innych mniejszych państw. Czołgi z literką T i samoloty Mig oraz Su eksportowano w dziesiątkach tysięcy sztuk. Sprzedaż broni na tak wielką skalę umożliwiała tworzenie nowych konstrukcji, nowych modeli i wdrażanie ich do produkcji, bo byli odbiorcy i były pieniądze z eksportu.

Obecnie nikt rosyjskiej broni nie kupuje. Chiny i Indie produkują już własne samoloty. Kilka lat temu Indie podpisały z Rosją umowę na opracowanie myśliwca V generacji. Miał nim być Su-57. Ale że w samolot nie spełniał oczekiwań odnoście do właściwości stealth, Hindusi wycofali się z umowy. Rosja podpisała nową umowę z Brazylią na dostawę Su-57, ale nie będą to tysiące ani setki egzemplarzy, ale kilkadziesiąt samolotów – 50 albo 60. Nie więcej, bo Brazylia więcej samolotów nie potrzebuje. Ostatnie wielkie zakupy Indii to 1600 czołgów T-72S, kupionych od Rosji w latach 2006–2010. Obecnie Indie zmieniają dostawców i rozwijają własny przemysł. Niedawno zrezygnowały z samolotów rosyjskich i kupiły 36 samolotów Dessault Rafale. Szukają dostawcy na 1700 czołgów nowej generacji. Indie zbroją się, ale nie chcą już rosyjskiej broni. W ostatniej dekadzie Rosja swoje śmigłowce sprzedała do Angoli – 8 sztuk w 2016 roku, do Kenii – 8 sztuk. Ostatnio Bangladesz zdecydował się na zakup 8 śmigłowców szturmowych Mi-28NE za 480 mln dolarów. Takie są obecnie możliwości eksportowe Rosji, przez co nie ma możliwości rozwoju produkcji i ograniczone są możliwości modernizacji uzbrojenia.

Warto dodać, że chociaż Putin ogłosił w odpowiedzi na zachodnie sankcje, że Rosja stanie się samowystarczalna i rozwinie w krótkim czasie własną produkcję, według danych z Moskwy to się kompletnie nie udało.

Obecnie Rosja sprowadza zza granicy ponad 75% butów i odzieży, ponad 80% sprzętu elektronicznego, artykułów AGD i części samochodowych, ponad 50% chemii domowej i kosmetyków, płacąc za to gazem i ropą oraz innymi surowcami. Przypomnijmy, że przed rozpadem ZSRR w Polsce kupowaliśmy rosyjskie zegarki, telewizory, lodówki, młynki do kawy i inne sprzęty. Podobnie było w pozostałych państwach RWPG. Teraz w sklepach nie kupimy nic Made in Russia.

Artykuł Sławomira Matusza pt. „Nowy sojusz i wielka koalicja? Czy tylko Pakt Kijowski?” znajduje się na s. 6 i 7 lutowego „Kuriera WNET” nr 92/2022.

 


  • Lutowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Sławomira Matusza pt. „Nowy sojusz i wielka koalicja? Czy tylko Pakt Kijowski?” na s. 6 lutowego „Kuriera WNET” nr 92/2022

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Studio Tajpej: Chiny czują się przyblokowane, bo mają u swoich wybrzeży amerykańskich sojuszników

Raport dyrektora FBI i rywalizacja na Pacyfiku. Ryszard Zalski o kradzieży danych przez Państwo Środka i strategii Pekinu wobec tzw. drugiego łańcucha wysp.

Ryszard Zalski komentuje wystąpienie szefa FBI na temat kradnięcia danych przez Państwo Środka.

Christopher Wray przedstawił stan zagrożenia szpiegostwa i wykradania tajemnic przez rząd Chin. Mimo działań amerykańskich służb sytuacja ta ulega pogorszeniu.

Amerykańskie władze podkreślają, że groźba jest większa niż w czasie zimnej wojny ze strony ZSRR. Według raportu

Chińskie władze kradną więcej danych niż wszystkie kraje razem wzięte.

Zalski zauważa, że wykradane przez ChRL dane są używane także do rozwijania sztucznej inteligencji. Wskazuje, że chińskie władze nie chcą dopuścić swych firm technologicznych do IPO w USA.

Dane te są dla Pekinu na tyle ważne, że nie chce on, aby je miały także państwa zachodnie.

Prowadzący Studia Tajpej mówi także o rywalizacji na Pacyfiku. Wskazuje, że tzw. pierwszy łańcuch wysp otaczających Państwo Środka, to w większości sojusznicy USA.

Chiny czują się przyblokowane, bo mają u swoich wybrzeży amerykańskich sojuszników.

Pekin postanowił rozszerzyć swoje wpływy w tzw. drugim łańcuchu wysp. Chodzi m.in. o Guam, Wyspy Salomona, Vanuatu. Zaczyna się od dominacji ekonomicznej.

Potem, oczywiście już poza kontrolą władz lokalnych często, Chińczycy czy to ulokują tam swoje wojsko, czy jakoś przebudowują te placówki na takie bardziej o charakterze militarnym.

A.P.

Waszczykowski: Rozmowy USA z Rosją to zwycięstwo Putina. Powinniśmy odrzucić szantaż i nie podejmować dyskusji

Witold Waszczykowski / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Europoseł PiS o rozmowach amerykańsko-rosyjskich: ambicjach Władimira Putina, dążeniach Waszyngtonu i błędzie polityki appeasementu.

Witold Waszczykowski sądzi, że rozmowy amerykańsko-rosyjskie już przyniosły przełom i to niekorzystny dla nas.

Jest to zwycięstwo Putina.

Moskwa żąda twardych zobowiązań nieprzyjęcia Ukrainy do NATO i praktycznej demilitaryzacji flanki wschodniej Sojuszu.

Powinniśmy odrzucić szantaż i w ogóle nie podejmować dyskusji.

Były minister spraw zagranicznych ocenia, że błędem jest szukanie kompromisowych rozwiązań. Zaznacza, że polityka appeasementu nigdy się nie sprawdzała. Stwierdza, że mrzonką są rachuby Stanów Zjednoczonych, że w konflikcie z Chinami po stronie Waszyngtonu staną Niemcy i Rosja.

Obu tym państwom zależy na rozwoju relacji z Chinami.

Waszczykowski podkreśla, że kompromis z Rosją oznaczałby odejście od zasad Paktu wykształconych przez ostatnie 30 lat. Zgodnie z nimi,

Każde państwo europejskie ma suwerenne prawo do wyboru swojej drogi rozwoju, wyboru sojuszy i nie dawaliśmy innym państwom prawa zamykania tej drogi.

Rozmówca Anny Nartowskiej zauważa, że Rosja od lat zabiega o „bliską zagranicę”.

Interesy Rosji kończą się na jej granicach.

Obecnie toczą się rozmowy amerykańsko-rosyjskie. Są one, jak zauważa nasz gość, spełnieniem ambicji Putina, aby tak jak kiedyś świat zależał od decyzji podejmowanych wspólnie przez Waszyngton i Moskwę. Dodaje, że tak jak w Monachium w 1938 r. i w Jałcie w 1945 r. państwa zainteresowane nie są zaproszone na konferencję na którym decyduje się o ich losie.

Ukraińcy mają być tylko zaproszeni na spotkanie specjalne z NATO, a potem  NATO ma rozmawiać z Rosją.

Europoseł PiS stwierdza, że także rozmowy w ramach formatu normandzkiego odbywają się w zasadzie ponad głowami Ukraińcom. Dodaje , że jako sąsiad Rosji i Ukrainy nie możemy sobie pozwolić na obojętność. Trzeba podkreślać, że mamy do czynienia nie z „kryzysem ukraińskim”, ale konfliktem rosyjsko-ukraińskim.

Jest deficyt braku woli.

Waszczykowski zauważa, że Kazachstan może być kolejnym punktem realizacji wielkomocarstwowych planów Putina. Bunty społeczne w tym kraju mogą być sprowokowane przez Rosję. Kreml w zamian za interwencję domaga się od władz Kazachstanu rosyjskich baz wojskowych na jego terytorium, uznania aneksji Krymu i przywilejów dla ludności rosyjskojęzycznej.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Paweł Jabłoński: zachodni politycy są gotowi kupować chwilę spokoju za cenę ustępstw wobec Rosji

Paweł Jabłoński

Wiceminister MSZ o dążeniach Kremla do odbudowy rosyjskiej strefy wpływów, stosunkach polsko-amerykańskich, federalizacji Unii Europejskiej i rozmowach w Turowie.

Paweł Jabłoński mówi na temat rosyjskiego zagrożenia.

Mamy do czynienia z sytuacją niezwykle niebezpieczną na wschodzie. […] Putin chciałby powrotu do sytuacji sprzed 1989 r.

Prezydent Rosji podkreśla, że rozpad ZSRR był geopolityczną tragedią. Chciałby on odbudowy rosyjskiej strefy wpływów w Europie. Wiceminister MSZ ocenia, że widać zmianę stanowiska Waszyngtonu wobec Kremla, które staje się mniej spolegliwe wobec Rosji. Odpiera zarzut jakoby stosunki polsko-amerykańskie pogorszyły się po zmianie administracji, gdyż polski rząd stawiał na współpracę z Donaldem Trumpem.

Dla części naszej opozycji nasz rząd jest winny wszystkiemu na świecie.

Wskazuje, że Stany Zjednoczone skupiają się na rywalizacji z Chinami. Zaznacza, że Polska jest w ścisłych dobrych stosunkach ze Stanami Zjednoczonymi pomimo zmiany prezydenta z Donalda Trumpa na Joe Bidena.

Przyznaje, że widać wśród oddalonych od Rosji państw europejskich tendencję do kupowania sobie spokoju w zamian za ustępstwa wobec Kremla. Przypomina agresję na Gruzję i Ukrainę.  Jak dodaje, nie ustały próby nielegalnego przekraczania polskiej granicy.

Następnie omawia problem federalizacji Unii Europejskiej oraz pozycji Polski w UE. Zanacza, że orzeczenie TSUE ws. Rumunii wzbudziło kontrowersje nie tylko w tym kraju. Trybunał stwierdził, że każdy sędzia krajowy jest sędziom europejskim. Jak podkreśla nasz gość, TSUE interpetuje postanowienia traktatu rozszerzająco uzurpując sobie kolejne kompetencje. Wywołuje to opór nie tylko w tzw. krajach nowej Unii. Francja ma głosować nad ustawą deklarującą wyższość francuskiego prawa nad unijnym. Kraj ten odrzucił w 2005 r. konstytucję europejską, gdyż oznaczałaby ona wyższość prawa wspólnotowego nad francuskim. Tymczasem

Są tacy politycy w Polsce, którzy chcieliby zrezygnować z suwerenności Polski, bo uważają, że im się to opłaca.

Rozmówca Jaśminy Nowak odnosi się także do rozmów w Turowie. Deklaruje, że relacje z Czechami były przez większość ostatniego 30-lecia dobre. Komentując odwołanie polskiego ambasadora w Pradze stwierdza, że

Jeżeli polscy urzędnicy i dyplomaci mówią rzeczy niezgodne z prawdą, to wprowadzają w błąd.

Dodaje, iż rozmowy z tworzącym się rządem rozmowy na temat ostatecznego charakteru porozumienia są trudniejsze.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

K.T./A.P.

Likwidacja Stowarzyszenia Memoriał przez Putina. Prof. Legucka: to ogromny cios i wielka hańba dla współczesnej Rosji

Featured Video Play Icon

Analityczka ds. Rosji w programie „Europa Wschodnia”, przedstawicielka PISM komentuje likwidację Stowarzyszenia Memoriał przez Władimira Putina.

Prof. Agnieszka Legucka wypowiada się na temat likwidacji Stowarzyszenia Memoriał przez prezydenta Federacji Rosyjskiej – organizacja zajmowała się badaniem zbrodni stalinowskich. Analityczka uważa, że jest to dowód nieumiejętność rozliczania się Rosji ze swoją przeszłością.

To ogromny cios i wielka hańba dla współczesnej Rosji. Przybito niemalże ostatni gwóźdź do tego, jak współczesna Rosja rozlicza się ze swoja przeszłością.

Zadaniem Stowarzyszenia było ustalenie – na bazie dostępnych dokumentów – czy dane wydarzenie można było zaliczyć jako zbrodnię stalinowską. Jak twierdzi gość „Kuriera w samo południe”, na chwilę obecną mamy do czynienia z idealizacją Związku Sowieckiego.

Związek Sowiecki postrzega się tylko w kontekście wielkiego państwa, industrializacji i skoku cywilizacyjnego.

Zdaniem Profesor cały proceder jest próbą politycznego zdyskredytowania całego Memoriału – oraz jego działacza, Jurija Dmitrijewa –  w procesie karnym.

Ta organizacja została uznana za tzw. zagranicznego agenta. Będąc „agentem” jest obowiązek podawania tej informacji. Stowarzyszenie podobno nie robiło tego regularnie.

Dodaje, że – mimo ogólnokrajowego charakteru działalności organizacji oraz wszystkich kontrowersji wokół tematu, wielu Rosjan jest świadomych istnienia Stowarzyszenia.

Niepozytywne jest to, że 70% Rosjan nie wie i nie słyszało nigdy o Stowarzyszeniu Memoriał. Rosjanie nie interesują się tym, co jest związane z polityką.

Gość „Kuriera w samo południe” komentuje również bieżącą, napiętą sytuację międzynarodową. Jej zdaniem konflikt zbrojny na skalę międzynarodową nie leży w interesie prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Pełnoskalowa wojna nie jest Putinowi na rękę.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Kozakiewicz: Moja psychika zadziałała. Pobiłem sześć rekordów olimpijskich na jednych zawodach

Władysław Kozakiewicz opowiada o letnich igrzyskach w Moskwie w 1980 r., podczas których pobił sześć rekordów olimpijskich oraz pokazał wygwizdującej go radzieckiej publice słynny „Gest Kozakiewicza”.

W środowym „Popołudniku Artystycznym” Izy Smolarek i Aleksa Sławińskiego gości sportowiec, polityk i autor słynnego „gestu Kozakiewicza” pokazanego radzieckiej publiczności podczas zwycięskiego skoku na Letnich Igrzyskach Olimpijskich w Moskwie w 1980 roku, Władysław Kozakiewicz. Były sportowiec mówi o trudnych okolicznościach, w jakich przystępował do moskiewskich igrzysk:

Taka sytuacja, taki okres czasu, taka historia. Ten okres 1980 r. to były duże przemiany w Europie, a w Polsce szczególnie. Była i bieda i puste półki, strajki i Wałęsa – zaznacza rozmówca Izy Smolarek

Władysław Kozakiewicz przybliża słuchaczom swoje zmagania podczas Igrzysk Olimpijskich w Montrealu. Były to pierwsze igrzyska w karierze sportowca, w czasie których skacząc z kontuzją stopy zajął 11. miejsce:

W 1976 r. w Montrealu nikt nie miał szansy mnie zwyciężyć, a mimo to nie miałem medalu, bo w próbnym skoku roztrzaskałem sobie staw skokowy i nie było później szans na normalne skakanie. Cztery lata później następna olimpiada, a w międzyczasie wygrywałem wszystko. (…) Przyszedł rok olimpijski w Moskwie. Krótko przed olimpiadą poprawiłem rekord świata. (…) Złapałem kontuzję (…) dwa miesiące przed olimpiadą – opowiada były olimpijczyk.

Legendarny sportowiec komentuje też pamiętne igrzyska w Moskwie. 30 lipca 1980 r. zdobył tytuł mistrza olimpijskiego w skoku o tyczce z wynikiem 5,78 m ustanawiając nowy rekord świata. Podczas konkursu wykonał w stronę wygwizdujących go rosyjskich kibiców „gest Kozakiewicza”, który stał się znanym symbolem sprzeciwu wobec radzieckiego imperializmu. W odpowiedzi na zachowanie sportowca i jego zdjęcie, które obiegło prasę na całym świecie, radziecki ambasador w PRL dążył do odebrania Kozakiewiczowi medalu, unieważnienia uzyskanego rekordu i dożywotniej dyskwalifikacji za obrazę narodu ZSRR. Jak tłumaczy były sportowiec, nie planował takiego gestu za to z niezwykłą precyzją i starannością przygotowywał się do olimpijskiego występu:

Tu moja psychika zadziałała. (…) Zmierzyłem rozbieg. (…) Oddawałem skoki automatycznie, do każdego się przygotowywałem. (…) Pobiłem sześć rekordów olimpijskich na jednych zawodach – podkreśla Władysław Kozakiewicz.

Władysław Kozakiewicz dotyka również tematu oszustw, które miały miejsce w większości dyscyplin podczas moskiewskich igrzysk. Nasz gość podejrzewał, że jego konkurenci także zamierzają łamać zasady:

Moskiewskie Igrzyska Olimpijskie wyglądały tak, że Sowieci robili wszystko żeby ich zawodnicy wygrywali. W każdej dyscyplinie były oszustwa. (…) Gwizdali na Polaków. (…) Ja też myślałem, że w skoku o tyczce mogą nas oszukać – przyznaje były zawodnik.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.