Prof. Bogdan Musiał: Niemcy nie znajdą argumentów na rzecz niewypłacania Polsce reparacji

Skan z: II Wojna Światowa: Wojna obronna Polski 1939 r.; Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1979

Prof. Bogdan Musiał omawia raport nt. strat wojennych Polski podczas II wojny światowej.

Prof. Bogdan Musiał podkreśla, że Polska nigdy nie zrzekła się reparacji.

Polska jest jedynym krajem w Europie, który nie ma umowy rekreacyjnej w jakiś sposób zawartej z Niemcami.

Historyk wyjaśnia, że nieotrzymanie przez Polskę reparacji to wina ZSRR. Zgodnie z zawartą umową Moskwa miała wypłacić reparacje wojenne dla Polski ze swojej części. Jednak faktycznie to Polska dopłacała do otrzymywanych reparacji.

Polska przez lata de facto płaciła reparacje Związkowi Sowieckiemu, który napadł na nasz kraj wspólnie z Niemcami. To smutny paradoks.

Czytaj także:

Tomasz Rzymkowski: chcemy zapewnić uczniom dostęp do lokalnych strzelnic

W latach 50. Włochy uzyskały reparacje wojenne od Niemiec, podobnie jak Węgry i Czechosłowacja. Prof. Musiał podkreśla, że raport to dopiero otwarcie debaty.

Niemcy nie znajdą argumentów na rzecz niewypłacania Polsce reparacji.

A.P.

Jan K. Ardanowski: w wyniku Zielonego Ładu czeka nas spadek produkcji żywności, wzrost kosztów, bankructwa gospodarstw

Były minister rolnictwa o sytuacji na granicy z Białorusią, rozmowie Angeli Merkel z Alaksandrem Łukaszenką, Narodowym Holdingu Spożywczym, utracie zaufania wsi i Nowym Zielonym Ładzie.

Jan Krzysztof Ardanowski wskazuje na ataki na polskich funkcjonariuszy. Nie można pozwolić, aby w strefie przygranicznej kręcił się „nie wiadomo kto”. Sądzi, że nawet przy bardziej precyzyjnych zapisach opozycja i tak by tego nie poparła. Zaznacza, że opozycja, która szkodzi Polsce w Unii Europejskiej, zawsze będzie szukać dziury w całym. Poseł PiS komentuje rozmowy kanclerz Niemiec Angeli Merkel z prezydentem Białorusi Alaksandrem Łukaszenką. Ocenia je za bardzo źle.

Jest to łamanie solidarności europejskiej.

Szefowa niemieckiego rządu podjęła decyzję bez konsultacji z Polską. Ardanowski porównuje to do układu monachijskiego w 1938 r., kiedy to mocarstwa decydowała o losie Czechosłowacji, która nie miała we własnej sprawie nic do powiedzenia.

Były minister rolnictwa mówi także o powołaniu Narodowego Holdingu Spożywczego.  Stwierdza, że prace prawnicze zostały zakończone.

Jestem absolutnie przekonany, że on jest niezbędny.

Podkreśla, że holding powinien działać już od dawna. Wskazuje na sytuację na rynku owoców, gdzie zagraniczne firmy oferują polskim rolnikom „śmiesznie niskie ceny” za ich zbiory.

Gość Kuriera w samo południe nie wie, czy uda się odbudować zaufanie polskiej wsi do Prawa i Sprawiedliwości. Zostało ono utracone przez propozycję tzw. piątki dla zwierząt. Sama inicjatywa została już porzucona. Wskazuje, że minister rolnictwa Kowalczyk był przeciwko „piątce dla zwierząt”. Nie znaczy to jednak, że łatwo uda mu się odbudować zaufanie wyborców. Ardanowski podkreśla, że potrzebna jest współpraca z organizacjami rolniczymi.

To, czego nie było ze strony pana ministra Pudy, który notabene na obszarze jemu powierzonym nie znał się w ogóle, ale jednocześnie nie umiał rozmawiać z rolnikami. Życzę, żeby Kowalczykowi, żeby on potrafił.

Poruszony zostaje także temat unijnego Nowego Zielonego Ładu. Rozmówca Anny Nartowskiej dziwi się poparciu unijnego komisarza ds. rolnictwa dla tych zmian. Wskazuje, że

Niechęć rolników europejskich do zielonego ładu jest w tej chwili już czymś absolutnie oczywistym ludzie się tego obawiają.

Zielony Ład zmusi Unię Europejską do importu żywności z innych kontynentów, głównie z Ameryki Południowej. Wskutek wprowadzenia unijnych propozycji.

Czeka nas spadek prodykcji żywności, wzrost kosztów, bankructwa gospodarstw.

Jak wyjaśnia rozwiązania te promują Niemcy, którzy liczą na sprzedaż swojej techniki do krajów z których będą sprowadzać żywność.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Mało znany dramat czechosłowackiego Kościoła katolickiego w czasach komunizmu/ Grzegorz Kita, „Kurier WNET” 83/2021

Wraz z końcem komunizmu odnowiono struktury kościelne i otwarto klasztory. Jednak daleko im do stanu sprzed roku 1948. Ziemia Czeska, a zwłaszcza jej część północno-zachodnia, jest terenem misyjnym.

Grzegorz Kita

AKCE K (Akcja K)

Gdy w lutym 1948 r. komuniści w wyniku przewrotu przejmowali całość władzy w Czechosłowacji, dla uważnych obserwatorów jasne było, że jednym z następnym ich celów będzie rozbicie i podporządkowanie sobie Kościoła katolickiego.

Sytuacja w tym kraju po wojnie była na pierwszy rzut oka inna niż w pozostałych państwach, przez które przeszła Armia Czerwona. Wojska sowieckie po pokonaniu III Rzeszy wycofały się z terytorium państwa. Oficjalnie działały partie i stronnictwa niezwiązane z partią komunistyczną. Prezydentem był po powrocie z emigracji człowiek, który pełnił tę funkcję przed 1938 rokiem – Edward Benesz.

Przeprowadzone w 1946 roku wybory w Czechach wygrali zdecydowanie komuniści. Na Słowacji sytuacja już nie była taka klarowna, gdyż tam, jak na Węgrzech, wygrała Partia Drobnych Rolników. Przywódca Komunistycznej Partii Czechosłowacji Klement Gottwald sprawował funkcję premiera, ale nie posiadał większości w parlamencie. Pozycja komunistów w latach 1945–48, wydawać by się mogło, słabła, gdyż w przeciwieństwie do swoich towarzyszy z sąsiednich państw, nie udało im się zdobyć pełnej władzy. Niekomunistycznym liderom politycznym wydawało się, że ich kraj będzie swoistym pomostem pomiędzy Wschodem a Zachodem. Prezydent Benesz zapewnienie, że tak właśnie będzie, uzyskał ponoć od samego Stalina na Kremlu. Jednakże wobec zaostrzenia się sytuacji międzynarodowej po blokadzie Berlina i złamaniu przez Sowiety wszelkich zobowiązań międzynarodowych, jasne stawało się, że stanie okrakiem na barykadzie niedługo się skończy. Przekonał się o tym minister spraw zagranicznych Czechosłowacji Jan Masaryk, syn założyciela Czechosłowacji, Tomasza Gary Masaryka. Po początkowej akceptacji planu odbudowy gospodarczej Europy, zwanej planem Marshalla, musiał on w połowie 1947 r. pod naciskiem Stalina odrzucić go. Jak miał wtedy powiedzieć: w tamtej chwili przestał być ministrem suwerennego kraju.

Na połowę roku 1948 zaplanowano wybory do parlamentu. Wszystkie dostępne wtedy badania opinii publicznej przewidywały zdecydowaną przegraną komunistów. Wśród sił niekomunistycznych panowało powszechne przekonanie, że uda się ich pozbawić mocy poprzez demokratyczne mechanizmy. Jakże złudne były to nadzieje, już wkrótce przekonali się wszyscy aktorzy sceny politycznej w Czechosłowacji.

Otóż członkowie partii komunistycznej w ramach rządu mieli pełną kontrolę nad resortami siłowymi. Poprzez różnego rodzaju prowokacje i działania odśrodkowe, rozbijali i osłabiali opór wobec poczynań komunistów. Poza tym tworzyli ze swoich zwolenników zbrojne i półlegalne tzw. milicje ludowe. Ludzie ci w odpowiednim momencie i czasie mieli być zbrojnym ramieniem partii w momencie przejmowania władzy. Moment taki nadarzył się pod koniec lutego 1948 r., kiedy to do dymisji podali się niekomunistyczni ministrowie w proteście przeciwko praktyce działania organów bezpieczeństwa. Osłabiony fizycznie i izolowany prezydent Benesz, wbrew nadziejom w nim pokładanym, ich dymisje przyjął. Komuniści przejęli pełnię władzy.

Na stanowisku ministerialnym pozostał minister spraw zagranicznych Jan Masaryk. Nie na długo. Dwa tygodnie po przewrocie znaleziono go martwego na podwórzu gmachu ministerstwa, któremu szefował. Wypadł z okna w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Ostatnim akordem przewrotu było uchwalenie nowej konstytucji państwa, której podpisania odmówił coraz bardziej schorowany i opuszczony przez wszystkich prezydent. W czerwcu ogłosił on swoją dymisję. Jego następcą został Gottwald, Benesz zaś zmarł trzy miesiące później w swoim domu. Jego pogrzeb był manifestacją i zarazem pogrzebem systemu tzw. III Republiki Czechosłowackiej i mrzonek o tym, że można będzie zachować niepodległość i neutralność między Wschodem a Zachodem.

Ale zatrzymajmy się nad tym, jakie było miejsce Kościoła katolickiego w procesie stopniowego przejmowania całej władzy przez komunistów.

Paradoksalnie po 1945 roku czerwoni stroili się w piórka obrońców tej instytucji i wiernych przed represjami i prześladowaniem ze strony państwa. Aby to zrozumieć, należy wiedzieć, że po 1918 r. państwo Czechosłowackie budowane było w opozycji do katolicyzmu w myśl hasła „Precz z Rzymem! Precz z Wiedniem!”. Katolicy, mimo że stanowili większość społeczeństwa, byli marginalizowani.

Dlatego winę za rozpad Czechosłowacji po 1938 r. przypisywano polityce Masaryka i Benesza, którzy antagonizowali i marginalizowali wierzących. Wyrazem odrzucenia tej polityki było zwrócenie się sił na emigracji i w kraju ku ludziom wierzącym i wartościom chrześcijańskim. I tak prezydentem został praktykujący i wierzący katolik, Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, Emil Hacha. W odłączonej Słowacji prezydentem został działacz narodowy Josef Tiso. Na emigracji premierem rządu Czechosłowacji był ksiądz Jan Sramek. Na te postacie patrzymy dziś przez pryzmat ich późniejszej działalności, jednak wtedy powierzenie im tych funkcji było wyrazem rozczarowania i braku akceptacji dla antykatolickiej polityki Pierwszej Republiki Czechosłowacji.

Dlatego po 1945 roku Gottwald i inni działacze komunistyczni nie odważyli się otwarcie stanąć przeciwko Kościołowi – tak hierarchicznemu, uosabianemu przez prymasa i więźnia niemieckich obozów koncentracyjnych, Josefa Berana, jak i wiernym. Komuniści uczestniczyli w uroczystościach religijnych, takich jak procesje i odpusty, i przemawiali na nich. Zapewniali o swoim poszanowaniu dla wierzących i ich praw. Uwieńczeniem tego i punktem kulminacyjnym było słynne Te Deum w katedrze w Pradze po zaprzysiężeniu Klementa Gottwalda na prezydenta w lipcu 1948 roku. Prezydent, po raz pierwszy w historii tego świeckiego państwa, zaproszenie na nabożeństwo przyjął. Umocnieni we władzy komuniści nie mogli jednak długo tolerować Kościoła, które swoje centrum miał poza granicami państwa i w swojej istocie był niezależną od żadnej władzy świeckiej instytucją.

Do rozpoczęcia prześladowań wykorzystano tzw. cud w Cihosti.

W grudniu 1949 r. w Cihosti w środkowych Czechach, podczas niedzielnej Mszy świętej, stojący w głównym ołtarzu krzyż zaczął się w nienaturalny sposób przechylać. Świadkami tego byli obecni w kościele wierni. Odprawiający Mszę św. proboszcz, ks. Józef Toufar, nie zauważył niczego, gdyż wtedy Msze odprawiane w rycie przed soborowym, czyli tyłem do ludzi.

Wydarzenie to wywołało spore poruszenie w parafii i okolicy. Zaczęły się pielgrzymki do Cihosti. Nie uszło to uwadze komunistycznych władz, które aresztowały proboszcza i torturami próbowały zmusić do przyznania się, że skonstruował mechanizm, który poruszał krzyżem. Zamęczono go i zakopano w nieoznakowanej mogile przy więzieniu w Pradze. Komuniści metody te stosowali wszędzie, nieważne pod jaką szerokością geograficzną rządzili. Śmierć księdza pokrzyżowała plany reżimu na wytoczenie mu publicznego procesu. Miał to być sąd nad całą hierarchią kościelną, która według nich stała za zabobonem i podburzaniem nastrojów wiernych do czynnego oporu wobec Partii i Państwa.

W kwietniu 1950 r. zlikwidowano jednej nocy wszystkie męskie klasztory i zgromadzenia zakonne. Zamknięto w kilku zbiorczych klasztorach 2376 zakonników, przymuszając ich do pracy w polu i na budowach. Byli np. zmuszani do przerzucania obornika gołymi rękami. Przetrzymywano ich przymusowo bez żadnych procesów i wyroków sądowych. Antyludzkie i brutalne akcje organów komunistycznej bezpieki spowodowały wiele szkód na zdrowiu i życiu tych często starszych i schorowanych ludzi. Zakonnicy, którzy stawiali opór, byli zamykani do klasztornych kaplic na wielodniowy karcer. Kara ta była tym bardziej dotkliwa, że pozbawiano ich możliwości skorzystania z toalety. Komuniści zniszczyli wiele cennych książek i rękopisów. Niezagospodarowany majątek klasztorny w postaci budynków i ich wyposażenie uległy częściowemu lub całkowitemu zniszczeniu.

Na prawie 40 lat zanikło jawne życie monastyczne i klasztorne w tym kraju. Jednak nie oznacza to, że go nie było tam wcale. Przez cały okres komunizmu tajnie wyświęcano za granicą (głównie w Polsce) kleryków i zakonników. W prywatnych domach działały konspiracyjne zgromadzenia zakonne.

Jak opowiadał jeden z księży, przejmujący nieraz był widok podczas odprawiania Mszy świętej, gdy grupa dorosłych ministrantów podczas Przeistoczenia nagle wyciągała do przodu swoje prawe ręce. To znaczyło ni mniej, ni więcej jak to, że tajnie współkoncelebrowali mszę.

Po zniszczeniu zakonów przyszła kolej na rozbicie oficjalnej hierarchii kościelnej. Nadarzyła się ku temu okazja, gdyż prymas Beran postanowił działać adekwatnie do sytuacji. Na dzień Bożego Ciała w roku 1951 przygotował on ostry list pasterski, w którym informował wiernych o prześladowaniach duchownych i zachęcał świeckich do walki o ich podstawowe prawa.

Organy bezpieczeństwa na ten dzień przygotowały prowokację. W katedrze zamiast wiernych byli agenci tajnych służb. Gdy arcybiskup zaczął czytać odezwę, zgromadzeni zaczęli buczeć, klaskać i tupać nogami. Nabożeństwo przerwano, arcybiskup został odprowadzony od ołtarza do swojej rezydencji. I tak było we wszystkich diecezjach. W następstwie tego wydarzenia święto Bożego Ciała i inne katolickie święta zostały zniesione jako dni wolne od pracy. Internowani lub umieszczeni w izolacji zostali wszyscy biskupi i arcybiskupi diecezjalni. Przestały istnieć kapituły diecezjalne i inne struktury kościelne. Wielu księży zostało siłą usuniętych z parafii i zmuszono ich do powrotu do stanu świeckiego. Gdy w latach 90. ub. wieku odrodziły się struktury kościelne, tym, którzy założyli rodziny, ale wyrazili chęć powrotu do stanu duchownego, pozwolono na to.

Sam kardynał Beran był więziony i przetrzymywany w różnych miejscach. W roku 1963 odzyskał wolność, jednak uniemożliwiono mu podjęcie obowiązków duszpasterskich. Gdy go więziono, jemu i towarzyszącej mu siostrze zakonnej dosypywano do pożywienia afrodyzjaków. Odpowiednie służby były ciągle w gotowości, by nakręcić kompromitujący materiał filmowy.

W 1965 r. pozwolono mu wyjechać do Rzymu, gdzie zmarł w 1969 roku. Rok wcześniej, po inwazji wojsk państw Układu Warszawskiego na Czechosłowację, wydał przejmującą odezwę do swoich rodaków. Został pochowany w bazylice św. Piotra obok papieży, jako jedyny nie-papież. W kwietniu 2018 r. jego doczesne szczątki powróciły do Pragi i z honorami państwowymi pochowano je w katedrze praskiej.

Symbolem trwania i męczeństwa stał się kardynał Szczepan Trochta, mianowany w 1947 roku biskupem diecezji Litomerice w zachodnich Czechach. W roku 1951 został odsunięty z swojej diecezji. W 1954 r. został skazany na 25 lat pozbawienia wolności. Więziony i męczony, wyszedł na wolność w roku 1960. Z zakazem podjęcia obowiązków biskupich przebywał w domu pomocy społecznej pod nadzorem organów bezpieczeństwa do 1968 roku. Wtedy to, w ramach odwilży Praskiej Wiosny, powrócił do swojej diecezji i ponownie objął obowiązki biskupa tejże. Zmarł w roku 1974. W jego pogrzebie uczestniczył ówczesny arcybiskup krakowski kardynał Karol Wojtyła. Nie pozwolono mu koncelebrować mszy pogrzebowej. Dopiero na cmentarzu przy trumnie powiedział, że chowamy męczennika.

Wraz z końcem komunizmu odnowiono struktury kościelne i ponownie otwarto klasztory. Jednak daleko im do powrotu do stanu sprzed roku 1948. Ziemia Czeska, a zwłaszcza jej część północno-zachodnia, jest terenem misyjnym. Zdewastowane świątynie, cmentarze i miejsca kultu będą jeszcze długo przypominać o tragicznych czasach prześladowań.

Artykuł Grzegorza Kity pt. „Akce K” znajduje się na s. 13 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021.

 


  • Majowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Grzegorza Kity pt. „Akce K” na s. 13 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Korwin-Mikke o otruciu Nawalnego: Absolutnie nie wierzę, że zrobili to Rosjanie. Twórca nowiczoka jest w USA

W jaki sposób rząd Mateusza Morawieckiego szkodzi interesom Polski? Czym skończyłoby się wprowadzenie demokracji na Białorusi? Janusz Korwin-Mikke o Swiatłanie Cichanouskiej i Aleksieju Nawalnym.


Poseł odpowiada na pytanie o otrucie Aleksieja Nawalnego. Rosyjskim zamachem było zabójstwa Aleksandra Litwinienki, jednak w przypadku rosyjskiego opozycjonisty, a wcześniej Siergieja Skripala, sądzi, że mamy do czynienia z operacją fałszywej flagi. Mówi, że obecnie 20 krajów na świecie, w tym Stany Zjednoczone i inne państwa NATO, potrafią robić nowiczok.

Jaka jest różnica między otruciem Litwinienki,  a otruciem Juszczenki, Srkipala i w tej chwili Nawalnego? […] Taka, że Litwinienko nie żyje, a tamci żyją. Czy pan wierzy, że agenci pana Putina mają obecnie najsilniejszą truciznę świata, a nie potrafili otruć trzech facetów?

Nie sądzi by Nawalnego mogli zabić Chińczycy, gdyż oni nie chcą teraz ingerować w sytuację na Białorusi. Przypomina zabicie Bin Ladena przez amerykańskie służby, które jego zdaniem było mistifikacją. Przywódca Al-Kaidy miał bowiem, jak twierdzi, nie żyć już od 10 lat.

Proszę sobie wyobrazić, iż po oświadczeniu pana Jacka Kurskiego, że to dzięki telewizji TVP JE Andrzej Duda wygrał wybory. Po tym oświadczeniu Republika Federalna Niemiec i cała Unia Europejska uznaje że wybory są nieważne i zaprasza przedstawiciela Konfederacji pana Bosaka do Berlina gdzie […] wręcza mu klucze do domu polskiego i uznaje pana Bosaka za prezydenta Polski.

Prezes partii KORWiN komentuje wręczenie przez premiera Mateusza Morawieckiego kluczy do Domu Białoruskiego Swiatłanie Cichanouskiej. Ocenia gest szefa polskiego rządu jako wtrącanie się w wewnętrzne sprawy Białorusi. Podkreśla, że działania takie jedynie umacniają poparcie dla białoruskiej głowy państwa:

Mit dobrego Baćki się skończył. Im bardziej Unia Europejska atakuje Łukaszenkę, tym bardziej rośnie mu poparcie.

Wskazuje, że nieuznawanie prezydenta Białorusi zmusza go do godzenia się na warunki, jakie dyktuje mu rosyjska głowa państwa. Z tego powodu rząd Mateusza Morawieckiego działa w jego ocenie wbrew interesowi Polski. Odnosząc się do opuszczenia przez byłą kandydatkę na prezydenta Białorusi swojego kraju były działacz opozycji antykomunistycznej stwierdza, że

Ja sobie przypominam, że jak był rok 82 i stan wojenny, proponowano ludziom internowanym żeby wyjechali i oni odmawiali i dalej siedzieli siedzieli internowani. […] Moi koledzy internowani odmawiali. Propozycję nie do odrzucenia.

Janusz Korwin-Mikke ocenia, że sto tys. protestujących w Mińsku nie jest aż tak dużą liczbą biorąc pod uwagę, że mieście tym mieszkają dwa miliony ludzi. Podkreśla, że nie jest miłośnikiem Łukaszenki, który jest „byłym dyrektorem PGR-u i ma poglądy socjalistyczne”. Zaznacza przy tym, że

Jego Ekscelencja Aleksander Łukaszenka zdał egzamin. Przez dwadzieścia parę lat udało mu się oprzeć zakusom Rosji przyłączenia Białorusi do Rosji i to dość sprawnie, mimo, że robiliśmy wszystko by wepchnąć Łukaszenkę do Moskwy.

Jeden z liderów Konfederacji zwraca uwagę na dominację kultury rosyjskiej u naszych wschodnich sąsiadów. Wyraża obawę, że w przypadku wprowadzenia demokracji na Białorusi jej mieszkańcy przegłosują przyłączenie swego kraju do Federacji Rosyjskiej. Dodaje, że nie po raz pierwszy w historii polskie władze działają wbrew interesowi swego kraju:

Jeżeli ktoś np. by mówił że gdyby Rosja chciała zająć Białoruś, to my będziemy mogli zająć Grodno […] to jest tak, jak „Hitler może zająć Czechosłowację, a my se weźmiemy Zaolzie”.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Prof. Majewski: Putin chce przekonać czytelnika, że podczas wojny Polska padła ofiarą swojej własnej polityki

Historyk z Uniwersytetu Warszawskiego, dr hab. Piotr M. Majewski mówi o wizji historii wyłaniającej się z tekstów prasowych prezydenta Rosji. Zapowiada dalsze antypolskie wypowiedzi Władimira Putina.

 

Profesor Piotr Maciej Majewski komentuje artykuł Władimira Putina w „National Interest”. Wyraża zdziwienie faktem zabierania przez polityka głosu w sprawach interpretacji historii.

Niepokoić musi fakt, że Putin  konsekwentnie zapowiada rewizję przeszłości.

Władimir Putin w swojej retoryce określa traktat wersalski główną przyczyną II wojny światowej:

Prezydent Rosji zmierza do umniejszenia rangi paktu Ribbentrop-Mołotow.

Historyk odpiera tezy rosyjskiego prezydenta o udziale II RP w rozbiorze Czechosłowacji:

Aneksja Zaolzia – wielki błąd ówczesnej Polski – nie była koordynowana z władzami III Rzeszy.

Gość „Kuriera w samo południe” przywołuje wspomnienia Józefa Becka, który zapewniał, że Polska nie maiła zamiaru odchodzić od sojuszu z Francją i Wielką Brytanią.

Putin chce przekonać czytelnika, że podczas wojny Polska padła ofiarą swojej własnej polityki, a Sowieci nie mieli wyjścia i musieli wkroczyć na polskie terytorium.

Profesor Majewski zwraca również uwagę na to, że Władimir Putin kłamie, zaprzeczając współpracy z III Rzeszą przed wybuchem wojny niemiecko-sowieckiej 22 czerwca 1941 r.

Pakt Ribbentrop-Mołotow zawierał tajny protokół, który miał charakter jednoznacznie agresywny.

Rozmówca Adriana Kowarzyka mówi, że tekst sygnowany nazwiskiem prezydenta Federacji rosyjskiej pisał sztab historyków. Prognozuje, że Polska dalej będzie przedstawiana przez Kreml jako współwinna zbrodniom hitlerowskim.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Czescy politycy solidarnie reagują na rosyjską krytykę polityki historycznej ich państwa. Wyjątkiem komuniści

Prezydent Czech Milosz Zeman grozi, że nie przyjedzie na obchody Dnia Zwycięstwa do Moskwy.

 

 

Politolog Grzegorz Kita mówi o rosyjskim sprzeciwie  wobec ustanowienia w Czechach dnia pamięci ofiar inwazji sowieckiej w 1968 r.  Opowiada o czesko-rosyjskich relacjach, które aż do inwazji Sowietów były dość przyjazne, Czechosłowacja przychylnie patrzyła na swojego wschodniego sąsiada ze względu na jego krytyczną postawę wobec układu monachijskiego, który oznaczał praktyczną jej  likwidację:

Inwazja państw Układu Warszawskiego była cezurą, która naruszała to prosowieckie nastawienie Czechów.

Jak mówi gość „Kuriera w samo południe”, Rosjanie zareagowali na ustanowienie nowego święta „bardzo brutalnie, bardzo stanowczo”.  Poruszona zostaje również kwestia praskiego pomnika marszałka Iwana Koniewa, dowódcy wojsk sowieckich wyzwalających Pragę w 1945 r.  Monument jest często dewastowany, władze miejskie zaczynają mieć dość ciągłego usuwania skutków aktów wandalizmu.

Grzegorz Kita podkreśla zdecydowaną reakcję prezydenta Milosza Zemana, który w odpowiedzi na rosyjską krytykę ustanowienia nowego dnia pamięci stwierdził, że rozważa rezygnację z uczestnictwa w obchodach rocznicy zakończenia II wojny światowej 9 maja w Moskwie. Podobnie stanowczą postawę wykazali przedstawiciele wszystkich sił politycznych poza komunistami.

Politolog określa stosunek Czechów do Rosjan mianem „pragmatyczno-neutralnego”. Wspomina o tym, że sam prezydent Zeman opuścił partię komunistyczną po Praskiej Wiośnie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.