Jan Mazur: Nadleśnictwo Stuposiany jest okupowane przez inicjatywę „Dzikie Karpaty”

Jan Mazur o proteście ekologów w Stuposianach, ich związkach z protestami w Puszczy Białowieskiej i postulatach. Także o działaniach Nadleśnictwa i dziejach Puszczy Karpackiej.

Mamy problem z ludźmi, którzy działali kiedyś w Obozie dla Puszczy.

Jan Mazur wskazuje, że na rzecz zaniechania prac w bieszczadzkich drzewostanach  działa jako „Dzikie Karpaty”„te same 15 osób”, które wcześniej działały w Puszczy Białowieskiej. Nadleśniczy Nadleśnictwa Stuposiany podkreśla, że

Ciągle działamy pod kątem tego, by zachować ciągłość lasu.

Kierują się przy tym wielopokoleniowym doświadczeniem. Jan Mazur wskazuje, że aktywiści są obecni w nadleśnictwie od trzech lat. Wskazuje, że teren Puszczy Karpackiej używany był jeszcze przed wojną. Po wojnie, ze względu na Akcję „Wisła”, były one pod „przymusową ochroną” wskutek wysiedlenia ludności. Później sytuacja wróciła do normy.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Albert Litwinowicz: Mimo, że mieszkamy w lesie, nie możemy z tego lasu korzystać. Wozi się drewno do lasu

Jaki skutek dla Hajnówki ma wyrok TSUE ws. Puszczy Białowieskiej? Albert Litwinowicz o braku drewna w lesie, utracie miejsc pracy i postulatach, by rozszerzyć park narodowy na całą Puszczę.

Decyzja Trybunału do była kropka nad i szkodliwych dla nas działań dla naszej gminy.

Albert Litwinowicz wskazuje, że na stanie gminy Hajnówka odbiły się decyzje takie jak zwiększanie obszarów ochronnych. Decyzja TSUE dołożyła się do problemów mieszkańców. Podstawowym surowcem gospodarki gminy było drewno. Jednak nie można go teraz pozyskiwać z Puszczy Białowieskiej, mimo, że zalega w nim ono w wielkich ilościach. Cierpią na tym lokalni rzemieślnicy. W tartakach przetwarza się drewno sprowadzane z innych części kraju. Rezultatem jest więc

Absurdalna sytuacja, że wozi się drewno do lasu.

Wójt gminy Hajnówka wskazuje na ograniczenia w funkcjonowaniu gminy. Żeby wydać pozwolenie na wybudowanie domu potrzebuje ona dodatkowych zezwoleń z innych instytucji. Zauważa, że

Gminy nie stać na wymianę pieców u wszystkich mieszkańców, mówi się, że nie wolno nam palić drewnem, ale nie ma żadnej pomocy.

Aktywiści przekonują, że mieszkańcom Hajnówki będzie lepiej, jeśli cała Puszcza Białowieska będzie parkiem narodowym. Nasz gość się z tym jednak nie zgadza, stwierdzając, że

W obecnym systemie prawnym samorząd nie może popierać na swoim terytorium parku narodowego.

Oznacza to bowiem dla niego uszczerbek na dochodach i miejscach pracy.

K.T./A.P.

Hampel: Wprowadzając pojęcie drzewostanów stuletnich stworzono wylęgarnię dla kornika

Jak zaczęła się gradacja kornika drukarza w Puszczy Białowieskiej? Artur Hampel o tym, jakie decyzje doprowadziły puszczę do obecnego stanu.


Artur Hampel zdradza jakie zwierzęta żyją w Puszczy Białowieskiej. Przedstawia historię jej niszczenia przez kornika drukarza. Wszystko zaczęło się w 2008 r., kiedy grupa ekologów postulowała, aby nie wycinać drzew zasiedlonych tudzież zainfekowanych przez kornika. Nasz gość wyjaśnia, że

Z takich drzew wylatuje kornik pierwszej generacji.

Chodzi o lasy gospodarcze, na terenie których są rezerwaty, nie o park narodowy. Regionalna dyrekcja ochrony środowiska w Białymstoku przekazała sprawę dalej. Przejął ją generalny dyrektor ochrony środowiska, który przez długi czas nie wydawał decyzji w tej czasie. Jednocześnie w drzewach rozwijał się kornik drukarz. Ostatecznie wraz z wprowadzeniem pojęcie drzewostanów stuletnich, gdzie nie można było przeprowadzać cięć sanitarnych „stworzono wylęgarnię dla kornika”.

Obniżony został etat cięć bardzo autorytarnie przez ówczesnego ministra.

Od 2012 r., jak mówi publicysta, trwa gradacja kornika drukarza, która obecnie wyhamowała ze względu zmniejszenie się liczby drzew na których można żerować.

W drugiej części rozmowy Artur Hampel odnosi się do słów Pawła Sałka. Stwierdza, że dziwi go przerzucanie odpowiedzialności na organizacje międzynarodowe oraz TSUE. Wskazuje, że organizacje te nie ponoszą żadnej odpowiedzialności.

Powinno to dać sygnał politykom, że to oni za to odpowiadają i będą pociągani do odpowiedzialności, jeśli nie prawnie, to politycznie.

Informuje, że aktywiści „dopuszczają się coraz bardziej agresywnych zachowań”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

RFN chce odejść od węgla do 2038 r. i otwiera nową elektrownię węglową. Rybińska: Kto otwiera bloki węglowe na 18 lat?

Aleksandra Rybińska o wojnie domowej w Libii i o tym czemu Rosja naciskała na zawieszenie broni oraz o niemieckim odchodzeniu od węgla, ekologach przykutych do drzew lasu Hambach i Grecie Thunberg.

Aleksandra Rybińska o sytuacji w Libii. W Berlinie negocjowano zawieszenie broni między walczącymi stronami: oficjalnym rządem w Trypolisie a siłami gen. Chalify Haftara. Na jego ostatniego nacisk by zgodził się na zawieszenie broni wywierała Rosja, z której pochodzą najemnicy wspierający libijskiego wojskowego. Moskwie bowiem, jak zauważa, dziennikarka nie zależy na zwycięstwie generała, gdyż wtedy ten mógłby się od niej uniezależnić. Lepsza z perspektywy Kremla jest więc obecna sytuacja. Rybińska podkreśla, że w Libii podobnie jak w Syrii krzyżują się interesy wielu graczy polityki międzynarodowej. Turcja wspiera rząd w Trypolisie, z którym podpisała umowę na wydobycie libijskich złóż gazu. Libijskimi surowcami interesują się także Włoch i Francja, a Niemców ten kraj zajmuje jako element szlaku migracyjnego do Europy. Nieobecni zaś są Amerykanie. Dziennikarka mówi także o odchodzeniu Niemiec od węgla, które zgodnie z zawartym porozumieniem ma nastąpić do 2038 r.

Rząd federalny porozumiał się z krajami związkowymi w których wydobywa się węgiel, takimi jak: Nadrenia-Północna Westfalia, Saksonia, Saksonia-Anhalt […] które wydobywają głównie węgiel brunatny.

Do tej daty zamknięte mają być niemieckie elektrownie węglowe. Oznacza to, że nowo otwarta elektrownia węgla kamiennego Datteln IV funkcjonować będzie, zgodnie z ustaleniami, jedynie 18 lat. Odejście od węgla jest dobrą wiadomością dla ekologów broniących lasu Hambach z którego zostały, jak mówi rozmówczyni Krzysztofa Skowrońskiego, tylko dwa lub trzy kilometry. Zlikwidowana zostanie bowiem kopalnia odkrywkowa dla której wycięto większość liczącego tysiące lat lasu. Zaprzestanie wycinki nie oznacza jednak, że ekologowie zejdą z drzew do których się przykuli. Jest to bowiem, jak stwierdza Rybińska, ich praca. Dziennikarka tygodnika „Sieci” mówi też o przyjeździe kontrowersyjnej 16-letniej aktywistki Grety Thunberg do Polski.

Okazało się niedawna, że jej konto w mediach społecznościowych prowadzi jej ojciec, pracownik ONZ-u zresztą. Ona w zasadzie wszystko, co mówi czyta z kartki. Ktoś próbował przeprowadzić z nią wywiad bez kartki i nie potrafiła powiedzieć pół zdania.

Nastolatka pojawiła się w Kleszczowie, by nagrać film o zakładzie w Bełchatowie.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Prof. Jan Szyszko: Sprawą odstrzału dzików powinni zająć się fachowcy – naukowcy i myśliwi [VIDEO]

To jest atak na polską produkcję żywności i polskie łowiectwo. Ktoś chce upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – mówi w Poranku WNET prof. Jan Szyszko, były minister środowiska.


Sprawa masowej redukcji populacji dzików nie schodzi z pierwszych stron gazet i nie opuszcza serwisów społecznościowych. W ciągu dwóch tygodni okazało się, że większość Polaków zna się nie tylko na dzikach i polowaniach, ale także na trzodzie chlewnej. Zdaniem gościa Poranka WNET, prof. Jana Szyszko, byłego ministra środowiska sposób prowadzenia przez media i organizacje ekologiczne dyskusji na ten temat sprawia wrażenie ataku na polską żywność i polskie łowiectwo.

– Zacznijmy od tego, że sprawa dotyczy ASF, choroby totalnie niszczącej wielkie hodowle trzody chlewnej – mówi Jan Szyszko. – Dzik jest nosicielem tej choroby wirusowej. Rzeczywiście Polski Związek Łowiecki, leśnicy, część naukowców konsekwentnie działają w kierunku ograniczenia problemu, jaki niesie ze sobą afrykański pomór świń. Natomiast niektórzy politycy i ludzie o wielkim sercu, którzy nie mają pojęcia o funkcjonowaniu przyrody, doprowadzają do tego, że obecny huk medialny jest ogromny i przeszkadza w tym, co powinno być zrobione czyli w ograniczeniu możliwości infekcji wirusa ASF w stosunku do hodowli zamkniętych, hodowli trzody chlewnej. Te działania pod publikę powodują ogromną dezinformację w społeczeństwie.

Zdaniem gościa Poranka WNET nagłaśniany ostatnio pomysł że myśliwi mają strzelać masowo do prośnych loch jest absolutną nieprawdą.

– Po pierwsze jest to sprzeczne z prawem, po drugie jest to sprzeczne z kodeksem etyki łowiectwa polskiego i to jest grzech – wylicza Szyszko. I dodaje: – Trzeba rozsądnie i etycznie ograniczyć populację dzika. Pamiętajmy, że ASF nie jest problemem choroby człowieka, nie jest problemem dla dzika, to jest problem choroby dla hodowli trzewnych. Problem dotykający wielkich hodowli, ale również rodzinnych gospodarstw. Populacje zamknięte muszą być poddane pełnej bioasekuracji. Ona z jednej strony polega na rozrzedzeniu populacji dzika, z drugiej na eksporcie mięso hodowanego. Przede wszystkim pamiętajmy jednak, żeby oddać sprawę profesjonalistom.

Politycy i organizacje ekologiczne zdaniem gościa Poranka WNET są zakłamani. Dlaczego?

– Wtedy kiedy jest okres polowań ci ludzie, którzy są za aborcją, chodzą i przeszkadzają w polowaniach – opowiada. – Nie dają rozrzedzać populacji dzika, która musi być rozrzedzana. Czy tu jest jakaś logika?

Czy fermy norek to naprawdę cierpienie dla zwierząt i zanieczyszczenie dla środowiska, czy to tylko propaganda ekologów?

Dzień 63. z 80/ Szczecin / Poranek WNET – Często informacje, które rozpowszechniają organizacje ekologiczne, są informacjami nieprawdziwymi albo bardzo, bardzo naciągniętymi – mówi dr Lidia Błaszczyk.

W Poranku ze Szczecina telefonicznie połączyliśmy się z zoologiem dr Lidią Błaszczyk, pracującą w Zakładzie Anatomii Zwierząt na Wydziale Biotechnologii i Hodowli Zwierząt Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologii w Szczecinie. Aleksander Wierzejski zapytał o fermy norek oraz o próby ograniczenia tych hodowli za pomocą ustaw.

O fermach norek mówi się, że to cierpienie dla zwierząt i duże zanieczyszczenia dla środowiska. Takie informacje wzbudzają wiele emocji, jednak często są one po prostu nieprawdziwe.

Lidia Błaszczyk podkreśliła, że fermy zwierząt hodowlanych w Polsce spełniają zgodne z prawem standardy, że „działają doskonale” – są nowoczesne i dobrze zorganizowane. Gdyby zwierzęta cierpiały, tak jak o tym mówią organizacje ekologiczne, produkt końcowy, jakim jest futro, byłby bardzo słabej jakości.

– W zależności od jakości futra uzyskujemy cenę za nie. Kupcy żądają tylko i wyłącznie futer dobrej jakości – podkreślił nasz gość. Gdy dobrostan na fermie jest zakłócony, futra nie sprzedają się.

W województwie zachodniopomorskim działają fermy, które są jednymi z największych i najlepiej zorganizowanych ferm tego typu w Europie. W większości są to firmy całkowicie polskie, a produkt – futro – jest eksportowany w prawie 100 procentach. Zapewniają tysiące miejsc zatrudnienia w rejonach popegeerowskich, gdzie pracy brakuje. Zyski dla państwa uzyskiwane ze sprzedaży futer wynoszą 4% ogólnej produkcji rolnej. Są to ogromne kwoty.

Fermy norek „to miejsce, w którym utylizuje się odpady z hodowli innych zwierząt, z produkcji drobiu, ryb. Norki karmione są odpadami, które inaczej zatrułyby środowisko”.

[related id=35752]Utylizacja tych odpadów na fermach norek jest więc możliwa, inaczej kosztami byłyby obciążone fermy drobiu i firmy przetwórstwa rybnego, a tak naprawdę – ponieważ przełożyłoby się to na ceny tych produktów – konsumenci. – O tym, ile kosztuje utylizacja takich środków, organizacje ekologiczne nie mówią.

Aleksander Wierzejski zapytał, kto jest największym konkurentem Polski na rynku futer. Duńczycy są największym producentem norek na świecie. Drugie miejsce zajmują Chiny, na trzecim jest Polska.

– Organizacje ekologiczne mówią często, że to kraje Trzeciego Świata hodują zwierzęta futerkowe. To jest nieprawda – powiedziała Lidia Błaszczyk, podkreślając, że nie możemy Danii nazwać krajem Trzeciego Świata.

Na koniec rozmowy nasza rozmówczyni stwierdziła, że konkurenci Polski bardzo ucieszyliby się z zamknięcia polskich hodowli. Oznaczałoby to dla nich większy zysk.

Całej audycji można posłuchać tutaj. Wywiad z dr Lidią Błaszczyk w części drugiej.

MW

Minister Jan Szyszko: Ekolodzy będą musieli zapłacić za szkody w Puszczy Białowieskiej, jakie spowoduje ich działalności

W 2014 roku rząd PO-PSL bezprawnie wpisał Puszczę Białowieską na listę światowego dziedzictwa przyrodniczego. Sprawa trafi do prokuratury – poinformował w Sejmie minister środowiska Jan Szyszko.

Jutro do Białowieży przyjadą ambasadorzy z 12 krajów, aby na miejscu ocenić sytuację w Puszczy Białowieskiej, której dotyczy trwający od kilkunastu miesięcy spór miedzy rządem a częścią opozycji wspieranej przez organizacje ekologiczne. Minister środowiska osobiście przedstawi zebranym ambasadorom swój plan ratowania puszczy. Jutrzejsza wizyta dyplomatów jest jednym z elementów przygotowywania gruntu pod zmianę kwalifikacji w księdze dziedzictwa UNESCO, a która ma dotyczyć Puszczy Białowieskiej. Lasy białowieskie są obecnie traktowane jako dziedzictwo przyrodnicze, co nie pozwala na aktywną ochronę przyrody.

Ministerstwo podkreśla, że decyzja o wpisaniu Puszczy Białowieskiej na listę dziedzictwa była nielegalna, ponieważ nie odbyły się konsultacje społeczne oraz nie dopełniono innych formalności. Dlatego teraz rząd będzie starał się o zmianę kwalifikacji z dziedzictwa przyrodniczego na dziedzictwo przyrodniczo-kulturowe.

Profesor Jan Szyszko podkreśla, że lasy białowieskie od wieków były wykorzystywane i „uprawiane” przez człowieka. – Puszcza Białowieska to jeden z najlepiej udokumentowanych przypadków gospodarowania lasami. To jest las, który był użytkowany przez ludzi od stuleci. Najpierw mamy dokumentację na podstawie map tzw. wchodu dla okolicznych mieszkańców. Następnie mamy zdjęcia pokazujące, jak puszczę wykorzystywał człowiek w okresie międzywojennym, kiedy dochodziło do rabunkowej gospodarki leśnej na tych terenach.

Cała polska część Puszczy Białowieskiej wchodzi w skład regionów chronionych przez unijny pogram Natura 2000, w ramach dyrektyw ptasiej i siedliskowej, ze względu na unikalne warunki przyrodnicze, które obecnie są niszczone przez gradację kornika czy podnoszenie się wód gruntowych i bagiennienie niektórych rejonów Puszczy. Zdaniem ministerstwa środowiska decyzja poprzednich rządów o radykalnym zmniejszeniu liczby etatów na terenie nadleśnictw Białowieża, Hajnówka i Browsk oraz ograniczeniu prac leśnych doprowadziła do sytuacji, kiedy chronione środowiska i gatunki zaczynają znikać z terenów puszczy.

– W 2011 roku rozpoczęto proces wpisywania Puszczy Białowieskiej na listę światowego dziedzictwa UNESCO jako dziedzictwo przyrodnicze nietknięte ręką człowieka, co oznacza, że [na jej terenach] nie można prowadzić żadnych prac leśnych. Obecnie z jednej strony Komisja Europejska grozi Polsce karami za zanikanie obszarów chronionych w ramach dyrektyw ptasiej i siedliskowej, co jest spowodowane zaprzestaniem prac leśnych, a z drugiej UNSECO mówi, że nie wolno w ogóle prowadzić żadnych prac ochrony aktywnej – podkreślał w rozmowie z Radiem Wnet minister środowiska.

Profesor Szyszko wskazywał, że Lasy Państwowe, ogromnym nakładem środków, przeprowadziły pełną inwentaryzację Puszczy Białowieskiej. W ramach badań utworzono rejony badawcze o wymiarach 200 na 200 metrów na terenie całej puszczy, na których badano występowanie 1200 wybranych gatunków fauny i flory. Na podstawie pełnej inwentaryzacji mają być prowadzone dalsze badania – jak gospodarka leśna wpływa na stan środowiska i stanowisk chronionych w programie Natura 2000.

– Postanowiliśmy, że na 2/3 powierzchni trzech nadleśnictw składających się na gospodarską część Puszczy Białowieskiej będą przeprowadzane prace leśne mające na celu ratowanie siedlisk wyznaczonych w ramach programu Natura 2000, a reszta, czyli 1/3 terenów, zostanie pozostawiona sama sobie, tak jak tego chce część opozycji i środowiska ekologiczne. Sytuacja będzie monitorowana i będzie pokazywane, jakie wyniki przyniesie zaniechanie działań człowieka. Od teraz te osoby, które żądają wstrzymania prac leśnych, będą odpowiedzialne za zniszczenia powstałe wskutek wstrzymania prac ochronnych – podkreślił minister Jan Szyszko.

Jak podkreślił minister środowiska jego celem jest „rozwiązanie skargi Komisji Europejskiej w sprawie działań leśników w Puszczy Białowieskiej, którzy prowadzą pracę leśne w celu uratowania obszarów objętych unijnymi dyrektywami ptasią i siedliskową, przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości”. – Dążę do tego, by stanąć przed sądem z Komisją Europejską, aby bronić koncepcji ochrony przyrody w ramach programu Natura 2000. […] W tej chwili leżą 4 miliony metrów sześciennych drewna, giną gatunki, a miejscowa ludność nie ma czym napalić w kominku.

Wątpliwości budzi brak planu alternatywnego ze strony ministerstwa w wypadku gdyby rząd przegrał proces z Komisją Europejską przed Europejskim Trybunałem Sprawiedliwości, co skutkowałoby dotkliwymi karami dla Polski. Niepewne jest również powodzenie zmiany kwalifikacji w księdze dziedzictwa UNESCO, do czego próby były już bezskutecznie wykonywane w zeszłym roku.

Odważne decyzje ministra Szyszki mogą cieszyć leśników, ale jeśli Ministerstwo Środowiska będzie równie skuteczne w sporze z Brukselą, jak w przypadku reformy unijnego systemu pozwoleń na emisję CO2 sprzed kilku miesięcy, to sprawa Puszczy Białowieskiej może stać się bardzo kosztownym problemem dla rządu.

ŁAJ