Smoliński: W sprawie Mariana Banasia nie toczy się żadne postępowanie

Kazimierz Smoliński mówi o formie oświadczenia, która przedstawiała wersję wydarzeń związaną ze swoim majątkiem, które wygłosił Marian Banaś.

 

 

Kazimierz Smoliński komentuje przesłuchanie Mariana Banasia przed komisją sejmową mówiąc, że opozycja stoi w rozkroku. Z jednej strony nie chce ona, aby Banaś pełnił swoją funkcję, z drugiej zaś strony chce obsadzenia wiceprezesów. Komisja pozytywnie zaopiniowała dwie kandydatury.

Marian Banaś w formie oświadczenia przedstawił swoją wersję wydarzeń związaną ze swoim majątkiem, podkreślając, że nie było tam miejsca na żadne nieprawidłowości. Nasz gość twierdzi, że jest zasada domniemania niewinności. Szef NIK podkreślał dzisiaj, że ma dokumenty na wszystko, a także w czasie sprzedał swoją nieruchomość. Poseł PiS dodaje, że prowadzenie biznesu nie jest przestępstwem, a jeśli ktoś twierdzi, że dochodził do sutenerstwa, to powinien zawiadomić o tym prokuraturę. Zarzuty te określa jako gołosłowne.

Nasz gość odnosi również się do możliwości kandydatury Rafała Trzaskowskiego w prawyborach prezydenckich Platformy Obywatelskiej. Są głosy w tej partii, że byłby on najlepszym kandydatem. „Mając 48 senatorów na stu, dostaliśmy jednego wicemarszałka” -mówi polityk.

Dodaje, że także w komisjach zostali potraktowani gorzej, niż to wynikało z parytetu. Z tego powodu PiS przedstawił czterech kandydatów do Krajowej Rady Sądownictwa. Odnosi się do przebiegu wyborów do KRS. Członek Krajowej Rady Sądownictwa odnosi się do zarzutów polityków Konfederacji, którzy zwracają uwagę na duży odsetek przyjmowanych przez Polskę imigrantów. Podkreśla, że potrzeba rąk do pracy w polskiej gospodarce. Imigranci pracują i się asymilują. „Jest to strata dla Ukrainy, nie dla nas” – mówi. Odnosi się także do niemieckiej polityki historycznej. Zauważa, że Niemcy nie chcą oddać tego, co zrabowali z Polski w czasie II wojny światowej. Smoliński stwierdza, komentując kwestię ponownej ekshumacji w  Jedwabnem, że jest ona z polskiego punktu widzenia potrzebna. Jednocześnie należy uważać, żeby nie popsuć sobie i tak już nadwyrężonych stosunków ze środowiskami żydowskimi.

A.P./M.N.

Kaleta: Okrzyki „precz z komuną” posłów opozycji, którzy wprowadzili Cimoszewicza, Millera i Rosatiego są niepoważne

Poseł Sebastian kaleta zastanawia się nad kolejnymi krokami, do których podczas obrad mogą posunąć się posłowie opozycji, porównując ich do stadionowych chuliganów.

 

Sebastian Kaleta, poseł PiS mówi o wczorajszym głosowaniu nad wyborem sędziów do Krajowej Rady Sądownictwa oraz Trybunału Konstytucyjnego:

Sprawa głosowania do KRS-u wywołała trochę chaosu, ponieważ wielu posłów miało problem z głosowaniem, był harmider na sali. Podczas wcześniejszych głosowań problemy mieli posłowie opozycji, podczas wczorajszych wydaje się, że większość sali miała problem […] Ten system głosowania wydaje się być dosyć archaiczny, te maszynki, ale ostatecznie udało się to głosowanie przeprowadzić.

Podczas głosowania nad wyborem sędziów do trybunału Konstytucyjnego posłowie opozycji, a szczególnie reprezentanci Lewicy wznosili okrzyki „precz z komuną” oraz podnosili kartki z napisami „hańba”. Konieczne było ogłoszenie 5-minutowej przerwy w obradach:

Cała ta sytuacja była skrajnie niepoważna i tutaj trzeba jasno powiedzieć, że prym wiodła Pani Jachira, która przygotowała kartoniadę […] to są niepoważne zachowania opozycji, które niestety godzą w powagę sejmu.

Gość „Poranka WNET” odnosi się również do okrzyków „precz z komuną”, które biorąc pod uwagę przeszłość niektórych z posłów opozycji, brzmiały nieco groteskowo:

Posłowie Platformy Obywatelskiej, którzy wprowadzili w tym roku Cimoszewicza, Millera do parlamentu europejskiego, a kiedy Platforma Obywatelska krzyczała „precz z komuną”, z ich ław śmiał się Dariusz Rosati.

Na koniec rozmowy Sebastian Kaleta określa kandydaturę posłanki Magdaleny Biejat z Lewicy na przewodniczącą komisji polityki społecznej i rodziny za nietrafioną.

A.M.K.

Mitera: Wyroku Trybunału można obalić jedynie poprzez zmianę konstytucji

Rzecznik Krajowej Rady Sądownictwa o ponownym wniosku skierowanym przed sędziów Trybunału Konstytucyjnego

 

 

Maciej Mitera komentuje najnowszy wniosek w sprawie KRS skierowany przez sędziów trybunału.

Opinia ta nie spełnia standardów „opinii”, jest krzywdząca- mówi nasz rozmówca.

Zastrzeżenia dotyczą zmian legislacyjnych, które wcale nie są drobnymi zmianami według naszego rozmówcy. Propozycja „Kukiz 15″ aby wybierano sędziów trybunału w wyborach powszechnych, jest ciekawym pomysłem do rozważenia, według Macieja Mitery, który dodaje, że aby było to możliwe, należy wpierw zmienić konstytucję. Dodaje, że:

Pewne zmiany legislacyjne są po prostu przemodelowaniem całego systemu sądownictwa w oparciu o zmiany konstytucji.

Wyrok trybunału jest wciąż oczekiwany, dlatego też nie można polegać jedynie na opinii rzecznika, która jest niewiążąca. Sposób powoływania członków KRS ujawnia nieprawidłowości, które mogą zagrozić jej niezależności od organów władzy ustawodawczej i wykonawczej. Wszelkie etapy dowodowe są zamknięte.

Na koniec rozmowy Mitera zaznacza:

Na każdy etapie można wznowić postępowanie. Naszym celem jest doprowadzenie do dodatkowego wysłuchania, aby sędziowie trybunału zapoznali się z naszymi racjami.

M.N.

 

 

Dr Bartłomiej Wróblewski: Wyrok TSUE ws. zmian w polskich sądach niewiele wnosi. Ma za to wątpliwe podstawy prawne

– TSUE część swojego wyroku dotyczącą KRS oparł na kontrowersyjnych podstawach prawnych, m.in. na szeroko pojętej zasadzie pomocniczości. To niebezpieczne – mówi dr Bartłomiej Wróblewski.

 

Dr Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości, odnosi się do wydanego 24 czerwca wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej w sprawie skargi, jaką na zmiany w polskim sądownictwie złożyła Komisja Europejska. KE zaskarżyła do unijnego ciała sądowniczego przepisy z 2017 r., po których wprowadzeniu sędziowie powyżej 65. roku życia zostali automatycznie przeniesieni w stan spoczynku.

Gość Popołudnia stwierdza, że znaczenie werdyktu nie jest zbyt duże, ponieważ Polska wycofała się z będących przedmiotem sporu rozwiązań. Zwraca przy tym uwagę na kontrowersyjne podstawy prawne orzeczenia, jakimi są: szeroko pojęta zasada pomocniczości oraz art. 19 ust. 1. Traktatu o Unii Europejskiej. Ten drugi brzmi następująco: „Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej obejmuje Trybunał Sprawiedliwości, Sąd i sądy wyspecjalizowane. Zapewnia on poszanowanie prawa w wykładni i stosowaniu Traktatów. Państwa Członkowskie ustanawiają środki zaskarżenia niezbędne do zapewnienia skutecznej ochrony sądowej w dziedzinach objętych prawem Unii”.

Dr Wróblewski odnosi się również do obowiązującej od stycznia 2018 r. nowelizacji ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa. W myśl zapisów dokumentu wprowadzono obieralność członków tej instytucji przez Sejm. Wcześniej sędziów do KRS wybierały środowiska sędziowskie.

„Uważam, że sytuacja, w której sędziowie decydują o sędziach była jednym z tych elementów najsłabszych w polskim sądownictwie. Prowadziła do wielu wewnętrznych nieprawidłowości, wręcz czasami patologii. Sytuacja obecna, w której w KRS nadal są sędziowie, ale jednak sędziowie, którzy są wybierani, mają demokratyczną legitymację, jest sytuacją na pewno konstytucyjnie dopuszczalną i wydaje mi się, że też lepszą. No bo to jednak wpływ społeczeństwa, choćby pośredni, na sądy jest w tym momencie większy”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Wszystko wskazuje na to, że prezydent podpisze ustawy o SN i o KRS / Jan Maria Jackowski w Radiu WNET [VIDEO]

Senator w Poranku WNET skrytykował falandyzację prawa, na której opiera się dotychczasowa działalność KRS, a także brak apolityczności wielu sędziów. Zapraszamy do obejrzenia rozmowy z Poranka WNET.

 


Manifest polityczny KRS czy bałagan w Ministerstwie Sprawiedliwości? / Dwugłos w Radiu WNET na temat asesorów sądowych

Na pytanie, czy za sprzeciwem KRS wobec powołania asesorów stoi polityka czy też KRS słusznie wytyka błędy ministerstwu sprawiedliwości, odpowiadali Tomasz Rzymkowski i Bartłomiej Wróblewski.

Dzisiaj w Poranku WNET Łukasz Jankowski przeprowadził dwie rozmowy dotyczące wtorkowej decyzji Krajowej Rady Sądownictwa o zgłoszeniu sprzeciwu wobec powołania przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę na asesorów 265 absolwentów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Asesorowie to tzw. sędziowie na próbę. Po czterech latach orzekania jako asesorowie mogą oni następnie zostać sędziami już bezterminowo.

Najpierw na ten temat wypowiedział się Bartłomiej Wróblewski, prawnik konstytucjonalista.

Zdaniem posła Bartłomieja Wróblewskiego z PiS, decyzja KRS o sprzeciwie wobec powołania asesorów przez ministra Zbigniewa Ziobrę jest to „rodzaj wyrazistej manifestacji politycznej”. – Powoływanie się na argumenty natury czysto formalnej i w konsekwencji odrzucenie 265 kandydatur, i odmowa powołania ich na asesorów nie może być inaczej odczytywana – powiedział w Poranku WNET.

Poseł PiS stwierdził też, że KRS mogła wcześniej wskazać braki formalne, wtedy na pewno zostałyby uzupełnione. Nie przekonują go podawane przez KRS argumenty, że któraś osób powołanych na asesora zmieniła nazwisko w związku ze ślubem. Zwrócił też uwagę na skalę decyzji KRS – dotyczy ona 265 osób. Tymczasem środowisko sędziowskie i KRS od dawna mówią, że sędziów brakuje.

Cała sprawa jest zdaniem Bartłomieja Wróblewskiego kolejnym argumentem za tym, że głęboka reforma wymiaru sprawiedliwości to konieczność. Podkreślił przy tym wagę profesjonalizmu w działaniach rządzących. Każdy błąd będzie bowiem wykorzystany do tego, żeby „reformę zatrzymać, spowolnić, osłabić”.

Inaczej zupełnie tę sprawę widzi poseł Kukiz’15, Tomasz Rzymkowski, który jako członek Krajowej Rady Sądownictwa z ramienia Sejmu uczestniczył w wydawaniu uchwały.

– Wiele rzeczy w życiu widziałem, ale takiego bałaganu nie spodziewałem się. Inni członkowie zespołu, też parlamentarzyści, nie tylko sędziowie, również przecierali oczy ze zdumienia, że można w takich warunkach pracować i podejmować decyzje, które będą kształtowały rzeczywistość polskiego wymiaru sprawiedliwości na lata – powiedział Tomasz Rzymkowski w Poranku WNET.

Poseł opisał procedurę powoływania asesorów. KRS, zgodnie z nowelizacją prawa o ustroju sądów powszechnych, ma prawo kontroli następczej. Najpierw minister sprawiedliwości powołuje asesorów i odbiera od nich przysięgę, a następnie KRS ma miesiąc na zgłoszenie sprzeciwu do kandydatur na asesorów.

Tomasz Rzymkowski twierdzi, że dokumentów, które powinny być zebrane przez ministerstwo sprawiedliwości w toku procedury przed powołaniem asesorów, nie było; te które były, były – jak to określił – kuriozalne. Podał kilka przykładów. Jeden asesor sześciokrotnie popełnił wykroczenia drogowe, a zgodnie z przepisami powinien być nieposzlakowanej opinii. Dwie panie asesor są na urlopach macierzyńskich do przyszłego roku. Zamiast dyplomu ukończenia studiów przedstawione było zaświadczenie o średniej ocen.

Gdy 30 października przyszedł kurier z dyplomami ukończenia przez asesorów Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury, okazało się, że dyplomy miały datę właśnie 30 października. – Te dokumenty powinny być w posiadaniu ministerstwa sprawiedliwości przynajmniej na chwilę przed podjęciem decyzji o powołaniu kogoś na asesora – powiedział poseł Kukiz’15.

– Krajowa Rada Sądownictwa stwierdziła, że nie jest w stanie ocenić, na jakiej podstawie ministerstwo sprawiedliwości powołało te osoby na asesorów – stwierdził Tomasz Rzymkowski. Na pytanie, czy skala nieprawidłowości uzasadniała złożenie sprzeciwów w odniesieniu do wszystkich powołanych asesorów, powiedział, że w zespole w ramach KRS, w którym pracował, zajmującym się 67 osobami, tylko jedna miała komplet dokumentów, a wszystkie dokumenty powinny zostać zebrane wcześniej, przed powołaniem ich na asesorów.

Na koniec rozmowy poseł Rzymkowski zarzucił Zbigniewowi Ziobrze, że odpowiada za paraliż polskiego wymiaru sprawiedliwości. Jest bowiem ponad 1000 wakujących stanowisk sędziowskich, a minister sprawiedliwości nie rozpisuje na nie konkursów.

Zapraszamy do wysłuchania obu rozmów w części drugiej i piątej Poranka WNET.

JS

Wróblewski: Projekty prezydenta idą w tym samym kierunku co wcześniejsze ustawy przygotowane przez PiS [VIDEO]

Zdaniem posła PiS projekty zawierają kilka ciekawych propozycji, ale przemyślenia wymaga zwłaszcza procedura „jeden poseł – jeden głos”, gdy przy wyborze członków KRS nie będzie większości 3/5.

W Poranku WNET u Antoniego Opalińskiego i Łukasza Jankowskiego gościł poseł PiS Bartłomiej Wróblewski. Tematem rozmowy był ogłoszone przez prezydenta projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa.

Poseł nie zapoznał się jeszcze z tekstami projektów ustaw, ale zna ich założenia. Ocenia, że idą w tym samym kierunku, co wcześniejsze projekty PiS. Jest w nich kilka ciekawych propozycji, jest jedna istotna różnica i pominięcie jednej kłopotliwej kwestii. Pominięte jest uprawnienie ministra sprawiedliwości do występowania w okresie przejściowym do prezydenta  o wyznaczenie sędziów Sądu Najwyższego. To powoduje obniżenie temperatury dyskusji.

Poseł jest umiarkowanym optymistą i uważa, że projekty prezydenta powinny zostać przepracowane w Sejmie. Doprecyzowania wymaga jego zdaniem procedura rezerwowa wyboru sędziów do KRS. Zgadza się z koncepcją, żeby członków KRS wybierać 3/5 głosów. Potrzebna jest jednak procedura rezerwowa, gdy takiej większości nie uda się osiągnąć. Według niego trzeba iść w kierunku prostych pomysłów, na przykład, że takiej sytuacji wybór nastąpi większością zwykłą albo że w równych częściach wyboru dokonają Sejm i Senat.

Po 1989 roku nie udało się zbudować takich mechanizmów, żeby ci co mają większość nie brali wszystkiego. PiS tego doświadczało przez wiele lat. Propozycji prezydenta „jeden poseł – jeden głos” nie odrzuca, ale jest to rozwiązania tak nietypowe, że trzeba je przemyśleć.

Prezydent wskazał, że ministerstwo obrony narodowe, ministerstwo sprawiedliwości i ministerstwo spraw zagranicznych to są te resorty, z którymi ma największą różnicę zdań. Bartłomiej Wróblewski twierdzi, że wynika to z przyjęcia „nieszczęśliwego rozwiązania ustrojowego”. Za te dziedziny odpowiadają właściwi ministrowie, ale jednocześnie prezydentowi dane są bardzo istotne kompetencje, jak mianowanie generałów czy ambasadorów. Rozdzielenie kompetencji powoduje powstawanie różnicy zdań. Pojawia się ona niezależnie od tego kto rządzi.

Czy zatem konflikt, który obserwujemy, to wynik różnicy zdań co do tempa „dobrej zmiany” czy też to system polityczny narzuca spór między prezydentem a rządem? Poseł tutaj ponownie stwierdził, że spory na linii prezydent-rząd pojawiały się już wcześniej. Powiedział też, ze element osobisty jest bardzo istotny. Trzeba według niego przekonywać aktorów tych zdarzeń, żeby wszystkie trudne kwestie były ucierane i żeby nie przenikały do mediów liberalnych.

Bartłomiej Wróblewski został jeszcze zapytany o to, co sądzi o nowym projekcie ustawy o Sądzie Najwyższym. Nie ma w nim usunięcia wszystkich sędziów SN. Wprowadzona jest granica wieku 65 lat – po osiągnięciu której prezydent będzie wyrażać zgodę na dalsze zajmowanie stanowiska sędziego Sądu Najwyższego. Poseł powiedział, że ustawy zaproponowane przez PiS w lipcu zakładały „pewną selekcję” sędziów SN. Nie ma pewności, czy znaczna część sędziów SN by nie pozostała. Zatem – jeśli spojrzeć, jak to określił gość, „na chłodno” – to różnice wcale nie są duże. Nie jest zatem uzasadniony frontalny atak na propozycje prezydenta. Idą one w tym samym kierunku, co lipcowe propozycje PiS.

Całej rozmowy można wysłuchać w drugiej części Poranka WNET.

JS

 

Obejrzyj również ten wywiad na naszym kanale YouTube!

Paweł Grabowski z Kukiz’15: Imponuje mi, z jaką odwagą prezydent podszedł do reformy wymiaru sprawiedliwości

O tym, czym różni się opozycja totalna od normalnej, na przykładzie reakcji na prezydenckie projekty ustaw o SN i KRS oraz o tym, co o nich sądzi klub parlamentarny Kukiz’15 w rozmowie Poranka WNET.

Paweł Grabowski, prawnik, poseł klubu Kukiz’15, był dziś gościem Witolda Gadowskiego w Poranku WNET.

Czym różni się opozycja totalna od normalnej? Zdaniem posła doskonale pokazują to wczorajsze wydarzenia. Prezydent przedstawił długo oczekiwane projekty ustaw. Wskazał wątpliwość, co do zgodności z Konstytucją RP pewnego rozwiązania, i od razu zaproponował zmianę Konstytucji, żeby ustawy mogły wejść w życie.

We wprowadzeniu większości 3/5 głosów przy wyborze sędziów do KRS chodzi o to, żeby w Sejmie budować konsensus, żeby nie było „okładania się, bicia, kto silniejszy”, żeby nie było tak, że ten, kto ma połowę głosów, ten może wszystko. Według drugiej propozycji każdy poseł mógłby zagłosować na jednego kandydata do KRS.

Co robi opozycja? PO w ogóle nie idzie na spotkanie z prezydentem. Zdaniem Pawła Grabowskiego jest to zwykłe chamstwo. Tymczasem Kukz’15 proponuje różne rozwiązania. Jeśli coś nie uda się w jeden sposób, proponuje inny. A Platforma się obraża. Ryszard Petru co prawda idzie na spotkanie, ale mówi tam, że nie zgadza się na zmiany.

Zdaniem gościa Poranka to Konstytucja generuje konflikt. Debata jest emocjonalna – „kto kogo bardziej kijem będzie okładał”. Wczorajsze wydarzenia pokazały, kto jakie ma intencje. [related id=39566]

PiS ze spokojem przyjął propozycje prezydenta. Zdaniem posła Kukiz’15 po prostu je analizuje – zastanawia się, jakie te rozwiązania miałyby przełożenie na nowy kształt KRS przy obecnym stanie posiadania PiS w Sejmie.

Paweł Grabowski powiedział, że imponuje mu odwaga prezydenta, z jaką podszedł do reformy, jak daleko idące i jak różne propozycje przedstawił. Klubowi Kukiz’15 one się podobają: skarga nadzwyczajna, izba dyscyplinarna w SN, wprowadzenie czynnika obywatelskiego przy wyborze członków KRS. Prezydent był też przygotowany na to, że część opozycji nie będzie zainteresowana zmianą Konstytucji – przedstawił nowe propozycje.

Opozycja totalna, gość stwierdził, że jest zainteresowana jedynie trwaniem chaosu. Z kolei PSL działa na zasadzie „troszkę tu, troszkę tam”, „żeby zawsze być po stronie tych, co mają rację”. PSL jest jednak istotnym czynnikiem przy budowaniu większość konstytucyjnej. A PO sama swoich posłów wykluczyła z debaty.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w trzeciej części Poranka WNET.

JS

Senator Piotr Andrzejewski: Cele prezydenta i Zjednoczonej Prawicy są zgodne, różnią się sposobem ich realizacji

W Poranku WNET senator PiS Piotr Andrzejewski skomentował przedstawione wczoraj przez prezydenta propozycje zmian w ustawach o SN i o KRS. Być może będziemy mieli do czynienia z „reformą na raty”.

Dziś prezydenckie projekty ustawy o Sądzie Najwyższym i o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa miały wpłynąć do parlamentu. Witold Gadowski w Poranku WNET zapytał senatora Piotra Andrzejewskiego, czy miał okazję już się z nimi zapoznać.

Teksty ustaw nie były jednak jeszcze dostępne. Senator zapowiedział, że będą teraz rozważane wszelkie warianty reakcji na te projekty. Uważa, że zakres celów przedstawionych przez prezydenta jest zgodny z celami Zjednoczonej Prawicy i jej oczekiwaniami. Ocena środków do ich realizacji może się różnić. Być może doprowadzi to do tego, że reforma będzie „reformą na raty”. Pierwsza część – zmiany prawa o ustroju sądów powszechnym już zostały uchwalone.

Senator wyjaśnił, dlaczego zmiany w wymiarze sprawiedliwości rozpoczęte zostały od Trybunału Konstytucyjnego, od Sądu Najwyższego i od Krajowej Rady Sądownictwa. Otóż uważa on, że głębokie zmiany postępowania cywilnego i karnego są niemożliwe wobec zapowiedzi ich blokowania przez te organy. Do tego doszła politycznie zaangażowana, sprzeczna z zasadą niezależności i niezawisłości postawa niektórych sędziów.

Cała refleksja nad podziałem władz jest, zdaniem Piotra Andrzejewskiego, zachwiana. Podział ten powinien obowiązywać, ale nie tak, że jedna z władz jest zupełnie niezależna od pozostałych. Większość – władza ustawodawcza – ma prawo decydować o sposobie wyboru sędziego, o funkcjonowaniu sądów powszechnych, o sposobie wyboru sędziów do KRS, o tym, jak wybierani mają być kandydaci na sędziów.

Imperium – władza mianowania sędziów – należy, jak podkreślił senator, do prezydenta. Tymczasem jego uprawnienia sprowadza się do czystej formalności i spełnienia obowiązku. Jeżeli prezydent ma prawo mianować sędziów, to – uważa Piotr Andrzejewski – wątpliwe jest domaganie się zmiany konstytucji.

Czy to wszystko wróży przesilenie pomiędzy prezydentem a rządem i Prawem i Sprawiedliwością? Gość Poranka uważa, że jest zbieżność celów i linii politycznej. Sposób ich realizacji jest odmienny. Prezydent stara się zasugerować rozwiązania. Te jednak należą do władzy ustawodawczej. „Może być różnica zdań, ale nie nazywałbym tego konfliktem”. Jeżeli prezydent będzie miał wątpliwości, to skieruje uchwalone ustawy do Trybunału Konstytucyjnego.

Całej rozmowy można posłuchać w części pierwszej Poranka WNET.

JS

Dr Wojciech Lizak: TK i sądy w Polsce uszły spod demokratycznej kontroli i zaczęły ograniczać wolę narodu

Dzień 63. z 80 / Szczecin / Poranek WNET – O roli sądownictwa jako „ogranicznika” demokracji, o sędziach jako arystokracji funkcjonalnej oraz o tym, co naprawdę narusza reguły demokratyczne.

[related id=35867]W Poranku WNET w Szczecinie Aleksander Wierzejski rozmawiał z historykiem, doktorem Wojciechem Lizakiem. Gość audycji niedługo wygłosi w szczecińskim Klubie Gazety Polskiej wykład, w którym dokona porównania różnych systemów prawnych. Tego tematu również dotyczyła dzisiejsza rozmowa

Doktor Lizak uważa, że reforma systemu sądowego w Polsce, łącznie z Trybunałem Konstytucyjnym, była koniecznością: – Władza sądowa wbrew woli ustawodawcy i wbrew tradycji europejskiej uszła spod demokratycznej kontroli. Stała się osobnym pionem niezależnym od nikogo i praktycznie rzecz biorąc, zaczęła reprezentować swoje interesy plus interesy wąskich grup społecznych, które można nazwać oligarchią.

Gość Poranka zwrócił uwagę na to, że duża część polskich rozwiązań konstytucyjnych została w sporej mierze skopiowana z Niemiec. Dotyczy to także instytucji sądu konstytucyjnego. W Niemczech jest on elementem mechanizmów ustrojowych, które wprowadzono po II wojnie światowej, mających zabezpieczyć przed tym, „żeby znowu w systemie demokratycznym nie wyrodził się faszyzm”.

W Polsce przyjęcie modelu sądu konstytucyjnego wzorowanego na niemieckim spowodowało, że Trybunał Konstytucyjny zaczął pełnić podobną rolę jak w Niemczech – ograniczenia woli narodu wyrażonej w wyborach parlamentarnych – i uszedł spod kontroli parlamentarnej. Tę sytuację – zdaniem doktora Lizaka – należało zmienić. Jest on zdania, że trudno dziwić się PiS-owi, iż doprowadził do przywrócenia między władzą ustawodawczą a Trybunałem Konstytucyjnym zasad sformułowanych przez Monteskiusza. Teraz próbuje podobnie postąpić z całym sądownictwem i „odzyskać w imieniu ludu, czyli suwerena”, kontrolę nad nim.

Gość Radia WNET ocenia, że w Polsce sądy stały się tzw. arystokracją funkcjonalną – praktycznie rzecz biorąc, nie podlegają kontroli. Przykładem jest Krajowa Rada Sądownictwa – na 25 osób w niej zasiadających jedynie siedem pochodzi spoza środowiska prawniczego. Dochodzi do tego, że sądy coraz częściej zaczynają stanowić prawo, co do tej pory było zastrzeżone dla parlamentu. Stanowi to naruszenie reguł związanych z trójpodziałem władzy.

[related id=35720]Wojciech Lizak twierdzi zatem, że nieprawdziwy jest obraz przedstawiany na Zachodzie, według którego w Polsce są łamane reguły demokratyczne. Jest wręcz przeciwnie – PiS ma zamiar przywrócić kontrolę demokratyczną. To się w zachodnich mediach i wśród tamtejszych polityków nie podoba, gdyż patrzy się tam na sądownictwo w Polsce w ten sposób, że ma ono ukrócić ochlokratyczne zapędy demokracji, „bo jak wiadomo, faszyzm tutaj się szerzy”. Dlatego potrzebna jest „arystokracja” (niepochodząca z wyboru), która faszyzm powstrzyma.

– Pion niezależnych od suwerena organów władzy jest według nich ostoją demokratycznego państwa prawa. Bo tak to się w tej chwili nazywa – nie państwo demokratyczne, ale demokratyczne państwo prawa, gdzie stoją tzw. strażnicy praworządności. Oni mają być praktycznie wyłączeni spod kontroli. Zgodnie z oświeceniową zasadą mają ten głupi, prymitywny lud uczyć wszystkiego: kultury, demokracji, norm europejskich, cywilizacyjnych.

Zamęt wokół reformy sądownictwa według doktora Lizaka jest spowodowany tym, że PiS ze swoją ideą nie potrafi dotrzeć do społeczeństwa. Wiedza o tym, co się stało z polskim sądownictwem po 1989 roku, „jest, praktycznie rzecz biorąc, żadna”. A wbrew temu co się mówi na Zachodzie, to po 1989 roku zostały złamane podstawowe zasady cywilizacji europejskiej. Cała dyskusja o sądownictwie toczy się wewnątrz bardzo wąskich elit.

Na Zachodzie dochodzi do „swoistego powiązania” – jeżeli Trybunał Konstytucyjny w Niemczech powstał, żeby nie wyrodził się tam znowu faszyzm, to im bardziej będzie nakręcana atmosfera, że Polska zmierza w kierunku autokratycznym („czytaj: faszystowskim”), „tym bardziej będzie potrzebny w Polsce niezależny od nikogo pion sądowniczy na czele z Trybunałem Konstytucyjnym”.

[related id=35752]Na stosunek zachodnich elit do Polski ma wpływ także to, że według teoretyków praw człowieka u podstaw faszyzmu leżą silne tożsamości, oparte na religijności i narodzie. Jest to oczywiście absurdalne, ale tak oni uważają.

Cały temat gość Poranka podsumował mówiąc, że dla funkcjonowania ustroju demokratycznego nie potrzeba jego zdaniem instytucji sądu konstytucyjnego. W Holandii („u Timmermansa”), w Szwecji, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii takowych nie ma. „Niech ktokolwiek powie, że demokracja w Holandii czy Szwajcarii się chwieje”.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części drugiej Poranka WNET ze Szczecina.

JS