Tomasz Siemoniak: Donald Tusk jest naturalnym kandydatem na premiera. Nikt nie może go posądzić o brak przywódczych cech

Featured Video Play Icon

Tomasz Siemoniak / Piotr Drabik, Wikimedia Commons (CC BY 2.0)

Kto mógłby być kandydatem na premiera opozycyjnej koalicji? Poseł PO o debacie liderów opozycji, wspólnej liście wyborczej oraz o sprzedaży stacji paliw i rafinerii Lotosu.

Tomasz Siemoniak komentuje najnowsze wydarzenia polityczne w Polsce. Ocenia, że debata opozycyjnych liderów nie jest dobrym pomysłem. Stwierdza, że starają się nie przekreślać żadnych rozwiązań.

Wydaje mi się, że lepiej rozmawiać właśnie o konkretach programowych na poziomie polityków tych wszystkich partii a nie konfrontować liderów.

Siemoniak odnosi się do wypowiedzi Szymona Hołowni, który stwierdził, że jeśli opozycja pójdzie w jednym bloku, to znów przegra z PiS-em. Stwierdza, że gdyby partie takie jak Polska 2050 zbyt wcześnie ogłosiły, że będą na wspólnej liście, to ludzie mogliby stwierdzić, że nie ma sensu na nie głosować.

Poseł Platformy Obywatelskiej potwierdza słowa Donalda Tuska, że jego ugrupowanie ma tarcia na scenie politycznej z Lewicą.

Te wątpliwości, które podniósł Donald Tusk są prawdziwe.

Odnosi się do możliwości porzucenia formy Koalicji Obywatelskiej na rzecz samej Platformy. Nie sądzi, aby było to zasadne podkreślając, że

Siła Koalicji Obywatelskiej bierze się z siły Platformy Obywatelskiej.

Poseł PO odnosi się do propozycji Ludwika Dorna, aby znaleźć wspólnego opozycyjnego kandydat na premiera technicznego. Stwierdza, że trudno byłoby znaleźć kogoś kompletnie nowego. Przypomina premiera Jerzego Buzka, który nie był liderem politycznym.

Mamy Donalda Tuska, mamy Szymona Hołownię, mamy Władysława Kosiniak-Kamysza, mamy liderów lewicy.

Oni powinni ustalić kto będzie przyszłym premierem. Nasz gość wskazuje na przykład Mario Draghiego.

Deputowany odnosi się również do fuzji PKN Orlen i Lotos. Stacje tego ostatniego kupi węgierski MOL, a udziały w rafinerii Saudi Aramco. Siemoniak uważa, że prezes Orlenu Daniel Obajtek niepotrzebnie dokonuje fuzji.

 Ja w tej fuzji jakieś wielkie ambicje prezesa Obajtka, który chciałby kierować coraz większymi firmami.

Jest pewien, że prezes Orlenu ma ambicję zostać premierem. Rozmówca Łukasza Jankowskiego ostrzega przed możliwymi wpływami rosyjskimi za pośrednictwem węgierskiego koncernu. Wręcz sądzi, że to oddawanie części majątku na Wschód.

Chodzi o to, czy idziemy na Wschód, czy na Zachód. Wczoraj był krok na Wschód.

Zaznacza, że  nie ma nic przeciwko saudyjskiemu Armaco. Zaznacza przy tym, że

Jak mamy świetnie prosperującą rafinerię z siecią stacji paliwowych to należy się zastanowić.

Widzi w tej transakcji przewagę polityki nad biznesem.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Ostrołęka: Orlen buduje elektrownię gazową nowej generacji. USA gratuluje

Grupa Orlen zamierza wybudować w Ostrołęce nowoczesną elektrownię gazowo-parową, bazującą na technologii Stanów Zjednoczonych. Amerykański dyplomata gratuluje Polsce.

PKN Orlen zamierza wybudować nową elektrownię gazową w Ostrołęce. Należąca do grupy Orlen spółka celowa Energi CCGT Ostrołęka podpisała już aneks do dotychczasowej umowy, zakładający zmianę technologii zakładu z węglowej na gazowo-parową. Jak podkreśla prezes Orlen, Daniel Obajtek, ma być to istotny krok w kierunku transformacji systemu energetycznego na rozwiązania przyjazne środowisku. Szef spółki stwierdził również, że nowa inwestycja powinna być opłacalna biznesowo, a także przyczynić się zapewnienia stabilizacji cen energii elektrycznej na polskim rynku:

W strategii Orlen2030 zakładamy nie tylko wzrost mocy odnawialnych źródeł energii do poziomu przeszło 2,5 gigawatów, ale także osiągnięcie 2 gigawatów mocy w elektrowniach gazowych – komentował Daniel Obajtek.

Aneks do kontraktu na budowę elektrowni Ostrołęka C został podpisany w piątek. Dokument zakłada m.in. zamianę bloku na węgiel na blok parowo-gazowy o mocy 745 MW o wartości ok. 2,5 mld zł. Jak podkreśla Grupa Orlen:

Projekt węglowy został zamknięty i rozliczony bez kar – informuje spółka.

Co więcej, podczas konferencji prasowej w Ostrołęce w ubiegłym tygodniu prezes Orlenu zaznaczył, że „od budowy elektrowni gazowej w Ostrołęce nie ma odwrotu” a „decyzja zapadła”. Ponadto, Daniel Obajtek akcentował również korzystny charakter kontraktu, który wpłynął na ostateczną decyzje o podjęciu się inwestycji:

Mamy prawo wycofywać się z inwestycji, których rentowność jest zagrożona, i kontynuować inne, korzystne – mówił Daniel Obajtek.

Spółka Orlen wskazuje, że projekt elektrowni w Ostrołęce jest inspirowany technologią Stanów Zjednoczonych. Do sprawy nawiązał m.in. chargé d’affaires ambasady USA w Polsce, Bix Aliu. Dyplomata pogratulował Polsce i Orlenowi na Twitterze: Gratuluję GE Polska i PKN Orlen! Dzięki wynegocjowanemu porozumieniu powstanie w Ostrołęce elektrownia gazowa najnowszej generacji. Cieszę się, że technologie firm z USA pomagają Polsce osiągać cele związane z czystą energią – czytamy we wpisie.

N.N.

Źródło: TVP Info

Dlaczego w Polsce nie miałoby być ani jednej prorządowej gazety? / Jan Martini, „Wielkopolski Kurier WNET” nr 84/2021

Trzymam kciuki za obecny rząd, sądzę, że na sytuację w kraju wpływają wywiady państw wrogich i zaprzyjaźnionych, oglądam TVP Info, podczytuję „Gazetę Polską” i jestem notorycznym heteroseksualistą.

Jan Martini

Kupuję u Obajtka

Trzymam kciuki za obecny rząd, mam spore zaufanie do Kaczyńskiego, wierzę w skuteczność szczepionek i konieczność przystąpienia do Funduszu Odbudowy, sądzę, że na sytuację w kraju wpływają wywiady państw wrogich i zaprzyjaźnionych, oglądam TVP Info, ukradkiem podczytuję „Gazetę Polską” i jestem notorycznym heteroseksualistą.

Jest to zestaw poglądów niepoprawnych politycznie, z którymi lepiej się nie afiszować w dobrym towarzystwie i to zarówno prawicowo-konserwatywnym, jak i lewicowo-postępowym. Jednak poglądy te nie są pozbawione racjonalnych podstaw, co spróbuję uzasadnić.

Podczas urządzania Europy po okresie napoleońskim na kongresie wiedeńskim (1815) najtrudniejszą częścią rokowań była „kwestia polska”. Nie inaczej było w Wersalu i Jałcie. Można przypuszczać, że także na konferencji w Reykjaviku w 1986 r. mogło być podobnie. Oficjalnie prezydent Reagan z sekretarzem Gorbaczowem prowadzili rokowania rozbrojeniowe, ale konferencja miała też swoją część tajną, o której niewiele wiadomo, ale trudno sobie wyobrazić, by nie omawiano tam spraw związanych z Polską. Jedno jest pewne – nie było żadnego powodu, aby po „upadku komunizmu” ofiarować nam niepodległość za friko. Natomiast były powody do utworzenia z Polski strefy buforowej o skromnym zakresie podmiotowości, którego to statusu musiałyby doglądać wspólnie wszystkie zainteresowane strony (a było ich co najmniej trzy).

Wiadomo, że główny architekt „odprężenia”, Henry Kissinger, uważał, że to zjednoczone Niemcy powinny zagospodarować tę część Europy, którą formalnie opuścili Rosjanie, zostawiając jednak swoje „zasoby kadrowe”.

Wygląda na to, że Amerykanie reprezentację swoich interesów z przyczyn praktycznych powierzyli w znacznym stopniu lokalnym mniejszościom żydowskim, do których mieli sympatię i zaufanie.

Myślę, że ustalenia lat 1985–1987 zostały zakomunikowane nam w formie rokowań „okrągłego stołu”. To jest tylko moja prywatna teoria spiskowa, ale sądzę, że w tajnych rokowaniach mogły zostać ustalone takie szczegóły jak status rosyjskich baz wojskowych w Polsce (proponowano „eksterytorialne centra współpracy gospodarczej polsko-rosyjskiej”), gwarancje „braku represji” dla komunistów i związane z tym utrzymanie ciągłości kadrowej w sądownictwie, „przewerbowanie na stronę amerykańską” SB (po kosmetycznej weryfikacji i zmianie nazwy), pozostawienie bez zmian WSI – filii sowieckiego GRU – służby, która tylko w Polsce i Rumunii nadzorowała proces „budowy demokracji” („pierestrojkę” w innych krajach prowadziły służby cywilne).

Jednak najbardziej degradującym państwo działaniem była likwidacja znacznej części przemysłu i wielka redukcja sił zbrojnych. Projektanci przemian ustrojowych w Polsce zdawali sobie sprawę, że Polacy nigdy nie zaakceptują statusu „strefy buforowej” ani jakiegoś „zarządu powierniczego”, który proponował George Soros, dlatego ważna była propagandowa otoczka „transformacji ustrojowej”. Najpierw jedna blondynka oznajmiła, że „skończył się komunizm”, następnie zdolni publicyści skutecznie wmówili nam, że teraz jest „wolna Polska”. Te słowa były odmieniane przez wszystkie przypadki jako opis sytuacji po 1989 r., co starszym z nas przypominało znaną z PRL u „Polskę wyzwoloną”. Wielu z nas, zbyt dosłownie traktując tę „wolność”, dziwiło się, dlaczego rząd nie wyrzuci bezczelnego ambasadora, dlaczego ulegamy naciskom itp. Problem w tym, że oni na nas mają „lewarowanie” (kij), a my na nich nie.

Dr Jerzy Targalski pisał: „Uleganie naciskom wynika z wielu czynników – ze słabości własnego państwa, jego powiązań gospodarczych i sojuszniczych, szukania przez znaczą część obywateli poparcia przeciwko własnemu rządowi we wrogich państwach, degeneracji własnej klasy politycznej – a nie tylko z jakości rządzących”.

Poza Targalskim, który przeanalizował przebieg „pierestrojki” w krajach bloku komunistycznego, historycy wielkim łukiem omijają przemiany 1989 r., obawiając się, że przypadkowe odkrycie może narazić na szwank ich karierę akademicką. Ludziom interesującym się polityką pozostaje intuicja i kojarzenie coraz liczniej pojawiających się faktów. Jarosław Kaczyński jako „insider” w procesie przemian zna tych faktów znacznie więcej niż my, ale i on nie zna tajemnic ustaleń międzynarodowych. Na tle innych polityków wyróżnia się trafnością diagnozy i zdolnością do skutecznego działania. Wiedzą o tym wrogowie Polski, bo tylko jego próbowano fizycznie wyeliminować.

Po doświadczeniu z Wałęsą mamy ograniczone zaufanie do przywódców politycznych. Jednak są twarde dowody, że Kaczyński jest politykiem samodzielnym, a nie narzędziem w ręku sił zewnętrznych. Pisałem już na łamach „Kuriera WNET”, że tylko partia Porozumienie Centrum Kaczyńskiego NIE była kontrolowana przez służby w trakcie „budowania sceny politycznej” III RP. Ryszard Opara – człowiek kojarzony z „wojskówką”, a więc dobrze zorientowany, powiedział mi osobiście, że „PiS to dziady” (w przeciwieństwie do innych partii mających do dyspozycji ogromne kapitały). Najlepszym dowodem jednak, że PiS nie jest partyjną ekspozyturą wrogów Polski, jest huraganowy atak mediów krajowych i zagranicznych. Trwa on od początku istnienia partii Kaczyńskiego do dziś.

Otwarte zakwestionowanie przez Kaczyńskiego ustaleń okragłostołowych mogłoby zrujnować dzieło życia Henry’ego Kissingera i Zbigniewa Brzezińskiego, którzy od dziesięcioleci pracowali nad neutralizacją i „ucywilizowaniem” Rosji. Istniała obawa, że Polska pod rządami „nacjonalistów” zaburzy z trudem uzyskany ład europejski i stanie się zarzewiem nowej zimnej wojny. Dlatego Brzeziński do samej śmierci pienił się z wściekłości na PiS i Kaczyńskiego, a także domagał się, aby zaprzestać drążenia „sprawy smoleńskiej” (naciski amerykańskie widać i dziś choćby w kłopotach Ewy Stankiewicz z publikacją swojego filmu).

„Wolna Polska” w założeniu architektów „ładu pojałtańskiego” miała być kontrolowana przez konsorcjum wywiadów pilnujących swoich interesów w ramach wzajemnego porozumienia. Każda z „zainteresowanych stron” starała się nadzorować życie polityczne i gospodarcze kraju poprzez swoje „zasoby” – media, partie, organizacje „pożytku publicznego” czy polityków.

Pojawienie się znaczącej siły politycznej starającej się o poszerzenie podmiotowości Polski spowodowało zaniepokojenie i zmobilizowało do działania „aliantów”. Po wygraniu przez PiS wyborów w 2005 r. wydawało się oczywistością, że powstanie koalicja 2 partii o rodowodzie solidarnościowym – POPIS. Niestety ludzie dysponujący Donaldem Tuskiem wysunęli zaporowe warunki – zażądano, by wszystkie kluczowe resorty powierzono politykom PO, gdyż „PiS nie zna się na gospodarce”. Także partia będąca odwiecznym koalicjantem praktycznie wszystkich rządów od 1947 r. (wtedy jako ZSL) nie zniżyła się do koalicji z „nacjonalistami”. Rozpoczęła się budowa „kordonu sanitarnego” wokół partii Kaczyńskiego, mówiono, że PiS „nie ma zdolności koalicyjnych”. Gdy rozwiązanie „kwestii polskiej” wziął w swoje ręce Wł. Putin, nastąpił „złoty wiek” przyjaźni Polski z całą „wspólnotą międzynarodową”, a zwłaszcza z sąsiadami (i krajami bardziej odległymi) – czas niepodzielnej władzy koalicji PO/PSL.

Media światowe zachwycały się polskimi mężami stanu – Tuskiem i Komorowskim, zwłaszcza że zobowiązali się oni do spłaty roszczeń Światowej Organizacji Restytucji Mienia Żydowskiego. Jak ujawnił WikiLeaks, w tym celu nasi przywódcy zamierzali sprzedać polskie lasy.

Jednak władza w Polsce zmieniła się, a Jarosław Kaczyński oświadczył „tym, co myślą, że coś im się od Polski należy za II wojnę światową”, że dopóki on ma wpływ na sytuację, Polska nie będzie nic płacić. Sprawa z pewnością powróci, bo Żydzi mający długą, 4 tys. lat liczącą historię, mogą poczekać na korzystną konstelację władzy w Polsce (jak w Serbii, która zgodziła się płacić „po dobroci”). Aby nie czekać jednak zbyt długo, środowiska żydowskie popychają koło historii za pomocą swoich możliwości „lewarowania” międzynarodowego i oddziaływania na opinię publiczną w Polsce przez nieprzejednaną krytykę rządów PiS.

Mniejszość żydowska w przedwojennej Polsce, choć licząca ponad 3 mln i mająca swoje Żydowskie Koło Poselskie, miała mały wpływ na politykę państwa. Sytuacja diametralnie zmieniła się po II wojnie światowej, gdy znacznie mniejsza ilość ocalałych Żydów uzyskała wielkie znaczenie w pokonanym kraju. W powojennej Polsce Rosjanie, wprowadzając komunizm, wykorzystywali innowacyjne talenty polskich Żydów. Kilkadziesiąt lat później tę samą zdolność wykorzystali Amerykanie, „implementując” kapitalizm…

George Soros w książce Uderwriting Democracy opisał swój wkład w budowę kapitalizmu w Polsce. Poprosił gen. Kiszczaka o znalezienie człowieka, który mógłby być twardym egzekutorem gotowego planu. Generał skontaktował go z Bronisławem Geremkiem, który znał takiego człowieka o nazwisku Balcerowicz.

Dr Leszek Balcerowicz, będąc niegdyś wykładowcą Wyższej Szkoły Nauk Społecznych przy KC PZPR, właśnie przestał być komunistą i był do wzięcia. Dziś jako autor „Planu Balcerowicza” z piedestału swojego autorytetu wzywa polskich współobywateli, by „nie kupować u Obajtka”.

Czy trzeba patrzeć władzy na ręce? Można spotkać zacnych ludzi, wyborców PiS, którzy deklarują, że nie czytają „Gazety Polskiej”, bo to „prorządowa propaganda, a prasa powinna patrzeć władzy na ręce”. Dlaczego w Polsce nie ma być ani jednej prorządowej gazety, skoro np. w Niemczech praktycznie wszystkie są prorządowe?

Jako ludzie o poglądach konserwatywnych jesteśmy w tym szczęśliwym położeniu, że nie musimy patrzeć władzy na ręce, bo robią to bardzo wnikliwie inni – posłowie Joński i Szczerba, autorytety moralne, artyści, profesorowie, publicyści, Helsińska Fundacja Praw Człowieka, ONZ, Unia Europejska i wiele, wiele innych. Naprawdę nie ma konieczności, by do tego znakomitego grona dołączyła „Gazeta Polska”. Powinno się mieć wielkie uznanie dla tej gazety i red. naczelnego Tomasza Sakiewicza, bo po Smoleńsku tylko ta redakcja wyraziła wątpliwości co do oficjalnej wersji wydarzenia.

W obecnych czasach w każdej katastrofie lotniczej w pierwszej kolejności jako przyczynę rozpatruje się terroryzm, lecz u nas natychmiast wykluczono zamach czy niesprawność techniczną samolotu.

Osobiście słyszałem, jak bodaj 3 dni po wydarzeniu minister Sikorski w telewizji CNN poinformował świat, że przyczyną był „błąd pilota podczas próby lądowania w trudnych warunkach atmosferycznych”. Taką wersję powieliły wszystkie media w Polsce (bez „Gazety Polskiej” i „Naszego Dziennika”), co świadczy o rozmiarach agenturalnego opanowania rynku medialnego.

Redaktor Sakiewicz zainicjował tworzenie Klubów Gazety Polskiej działających bez żadnych dotacji, lokali czy grantów od Sorosa, a ostatnio rzucił wyzwanie Facebookowi, tworząc Albiclę. Kluby to autentyczny ruch obywatelski zrzeszający ludzi zatroskanych losem kraju i gotowych do bezinteresownego działania dla jego dobra. To klubowicze – emerytowani pedagodzy – pomagali przy maturach w czasie, gdy nauczyciele („wojsko Broniarza”) byli łaskawi strajkować. Ostatnio ludzie z klubów związani ze służbą zdrowia służą jako wolontariusze przy szczepieniach. Jakoś nie widać obficie dotowanych aktywistów „tęczowych” w takiej roli.

Osobiście czuję powinowactwo z red. Sakiewiczem, bo i jego i mój dziadek byli nagrodzeni medalem Orląt za obronę Lwowa w 1918 r. Również nie ma potrzeby, by TVP patrzyła władzy na ręce; niech pozostanie głównym (i praktycznie jedynym) kanałem komunikacji rządu ze społeczeństwem.

Że telewizja publiczna robi dobrą robotę, świadczą wyniki wyborów, a także wciąż ponawiane żądania opozycji, by zlikwidować TVP Info (a przynajmniej „ściągcie Rachonia” jak domagał się jeden z polityków).

Poparcie ze strony tych nielicznych mediów, które nie są w dyspozycji środowisk opozycyjnych, jest bardzo istotne. W skład rządu wchodzi grupa ludzi mniej lub bardziej zdolnych, mniej lub bardziej kompetentnych, mniej lub bardziej zaangażowanych ideowo, zarabiających raczej przeciętnie. Pracują oni w skrajnie trudnych warunkach pod bezustannym furiackim atakiem sfanatyzowanej totalnej opozycji, wrogich mediów i gremiów zagranicznych. Takiej presji z pewnością nie ma żaden inny rząd w UE. Równocześnie oczekiwania wobec rządu są ogromne. Ze strony wyborców Zjednoczonej Prawicy często słychać „rządzą już 6 lat i nie zrobili nic”, a agentura podrzuca teksty typu „PiS PO jedno zło”.

Osiągnięcia gospodarcze Zjednoczonej Prawicy są bezsporne, choć słyszy się, że to efekt nadzwyczaj korzystnej koniunktury światowej. To mit. Najlepsza koniunktura przypadała na rządy PO/PSL; według danych IMF WEO w latach 2010–2014 światowa gospodarka rosła najszybciej (średni wzrost światowego GDP w latach 2010–2014 to 4,06 wobec 3,46 w latach 2015–2019). Dlaczego inne kraje nie notowały takich wyników mimo tych samych warunków zewnętrznych? A może mieliśmy (i mamy) dobry rząd?

Rację mają politycy opozycji uważający, że Fundusz Odbudowy może zadziałać jak fundusz wyborczy Zjednoczonej Prawicy, ale chyba muszą się z tym pogodzić. Raczej nikt nie uwierzy w karkołomne kalkulacje, że pieniądze będą „zamrożone” do czasu, aż w Polsce władzę obejmą „właściwi” ludzie.

Trzaskowski skarżył się, że jego ciężka praca została zniweczona przez Lewicę. Jest on znany z pracowitości; oczywiście nie w Warszawie na odcinku śmieci czy ścieków, ale knując w Brukseli. Niestety ma on wielu wpływowych kolegów od Sorosa i już niejednokrotnie odczuwaliśmy skutki jego „pracowitości”. Obawy Solidarnej Polski, że FO spowoduje ograniczenie suwerenności (przez pogłębienie integracji europejskiej), mogą być zasadne. Ale w obecnych warunkach politycznych nie ma możliwości jego odrzucenia. Poza tym jest on po prostu korzystny – umożliwia ogromny impuls rozwojowy, co przełoży się na poszerzenie podmiotowości kraju. Uciążliwości członkostwa w Unii Europejskiej dotyczą nie tylko nas, choć w nas uderzają najmocniej (histeria z „praworządnością”, dekarbonizacja).

Słaba to pociecha, ale inni też mają kłopoty – np. zalew imigrantów, limity połowowe. Były premier Włoch M. Salvini jest ciągany po sądach za to, że starał się nie wpuścić nielegalnych imigrantów. Oskarżony jest o „kidnaping” (uprowadzenie), bo w myśl konwencji trzeba ratować rozbitków na morzu…

Ale korzyści z przynależności do Unii przeważają. Przynajmniej na razie. Trudno sobie wyobrazić, że politycy PO sami sobie wymyślili kuriozalny pomysł z blokowaniem FO. Czyżby Borys Budka, wbrew opiniom elektoratu Platformy, ryzykował działania na szkodę własnej partii? Donald Tusk w całej swojej działalności nie był ani przez 5 minut politykiem samodzielnym, co sam przyznał, mówiąc o „macherach z zaplecza”, którzy „przestawiają wajchy”. A więc to może Niemcy polecili przez niego swoim polskim wyrobnikom taką akcję, aby pozbyć się niechcianego FO i zwalić winę na „antyeuropejski reżim PiS”?

Musimy brać pod uwagę istnienie także „niemieckich onuc” obok dobrze już znanych „ruskich onuc”. To miło, że Rosja nie umieściła nas na liście państw wrogich, jednak wojna informacyjna, jaką toczy ona z Zachodem, jest wymierzona głównie w USA i Polskę. Podlegamy stałym atakom, których celem jest podważenie zaufania do rządu i wywołanie podziałów. Rosjanie koncentrują swoje działania na wyborcach prawicy i co gorsza, osiągają założone cele. Istnieje szereg portali propagujących wiadomości typu „amerykański naukowiec powiedział” lub „w Davos ustalili”.

Podczas gdy postkomuniści i liberałowie szczepią się na potęgę, „antyszczepionkowcy” wywodzą się głównie z wyborców konserwatywnych; mogą się więc spełnić nadzieje pewnego dyżurnego profesora „Gazety Wyborczej”, że covid zdziesiątkuje wyborców PiS, a opozycja wygra głosami młodych. Dziś nawet najbardziej natchnieni politycy Konfederacji nie kwestionują już istnienia pandemii, a skuteczność szczepionek jest widoczna gołym okiem. Dobrze poinformowani Izraelczycy wiedzieli, że warto się szczepić, a szczepienia wcale nie ograniczają płodności (gdyby tak było, naprzód zaszczepiliby Palestyńczyków).

Prześladowanie gejów w Polsce?

Z inicjatywy ambasadora Danii 48 akredytowanych w Polsce ambasadorów pochyliło się z troską nad smutnym losem polskich gejów, napominając rząd polski, że prześladowanie osób LGBT jest niestosowne.

Można by powiedzieć, że jest to wydarzenie bezprecedensowe w dziejach dyplomacji, ale to już drugi wybryk tego rodzaju w stosunku do rządu polskiego. Świadczy to o słabości polskiego państwa, które widocznie nie zareagowało na podobną reprymendę zeszłoroczną z inicjatywy Belgii. Ta bezczelna interwencja w wewnętrzne sprawy kraju, sprzeczna ze statusem służby dyplomatycznej, na pierwszy rzut oka ma jeden cel – chodzi oczywiście o wywieranie presji na rząd, by dołączył do „cywilizowanego świata”, uznając małżeństwa homoseksualne.

Jednak incydenty tego rodzaju mają wiele celów – jest to po prostu fragment wojny hybrydowej toczonej przeciw Polsce od 2015 r. Akcja ma przekonać adresatów międzynarodowych i krajowych, że Polska jest enklawą zacofania rządzoną przez nacjonalistów bliskich faszyzmowi, którzy niszczą niezależne sądownictwo, wolną prasę, prześladują mniejszości i ograniczają wolność obywateli. Na Facebooku koszalińskiego KOD-u jest zdjęcie młodego człowieka w tęczowych skarpetkach z transparentem „przestańcie nas zabijać”.

Absurdalność hasła dla Polaków jest oczywista, gdyż nikt nie zabija w Polsce gejów. Jednak taki przekaz jest adresowany do zagranicy (podobnie jak „urodziny Hitlera” w Wodzisławiu). Ktoś usłużny mógł podsunąć takie zdjęcie ambasadorowi Danii… Świat obiegły zdjęcia polskich „znaków drogowych” z wielojęzyczną informacją o „zakazie wstępu osób LGBT”. Polski polityk poinformował na forum Parlamentu europejskiego, że „są w Polsce miejsca, do których on nie może wejść”. Wszystko to służy budowaniu klimatu niechęci wokół naszego kraju rządzonego przez tych, którzy „nie powinni”.

Całe swoje życie zawodowe miałem styczność z osobami homoseksualnymi (moja pierwsza praca po studiach – akompaniator do baletu w operze). Nigdy nie zauważyłem jakichś form ostracyzmu towarzyskiego w stosunku do kolegów z przypadłością homoseksualną.

Nie mieli oni też żadnych trudności z awansem. Wręcz przeciwnie – są pewne stanowiska (np. dyrektor opery), których uzyskanie chyba ułatwia taka orientacja seksualna. Na niwie artystycznej wielu gejów osiąga piękne rezultaty; pozbawieni obowiązków rodzinnych, całą swoją energię mogą poświęcić sztuce. Ci geje, których znałem, byli normalnymi ludźmi i z pewnością nie uczestniczyli w błazeństwach, przebierając się za psy, nosząc stringi i czerwone peruki.

Od 1973 r., gdy amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne przegłosowało niewielką większością głosów usunięcie homoseksualizmu z rejestru zboczeń seksualnych (aberratio sexualis), stosunek do gejów przeszedł długą drogę. To oczywiste, że muszą mieć równe prawa, ale nie większe. Prezydent Warszawy uznał jednak, że geje mają ciężkie życie i zafundował im dom schadzek w mieście. Takie przybytki oczywiście istnieją w wielu miejscach na świecie, ale są to przedsięwzięcia prywatne. Natomiast pomysł, żeby taką działalnością zajmowały sią władze miasta (za pieniądze podatników!), jest rzeczywiście pionierski. Ponieważ nie wszyscy geje czują się komfortowo ze swoją orientacją, a pewne przypadki dają się stosunkowo łatwo przemienić, powinna być taka możliwość. Jednak aktywiści gejowscy uważają terapię reparatywną za ciężkie przestępstwo, co jest jaskrawym ograniczeniem wolności tych, którzy pragną się poddać kuracji.

Orientacja heteroseksualna jest niewątpliwie naturalniejsza, a najdobitniej świadczą o tym kompatybilne „interfejsy”, na których umieszczone są nasze sensory seksualne. Dość obrazowo określa to nazewnictwo angielskich końcówek na przewodach elektrycznych; wtyczka to końcówka męska (male), a gniazdo – żeńska (female). Jak widać, problematyka „gejowska” jest kolejnym polem do walki z rządem PiS.

Pamiętajmy, że ewentualny upadek obecnej ekipy rządzącej spowoduje niechybnie powrót do władzy „Europejczyków polskojęzycznych”, czyli „lewicy laickiej”, czyli postkomuny, czyli środowisk postubeckich, a oddech ulgi w Europie będzie tak głośny, że zbudzi noworodki w Bombaju i spowoduje takie zjawiska atmosferyczne jak huragany i tajfuny.

Poparcie rządu nie jest zatem jedynie poparciem mniejszego zła. Łatwo zapominamy, co zostało osiągnięte. Czy jakiś inny rząd po 1989 r. zrobił dla Polaków więcej?

Artykuł Jana Martiniego pt. „Kupuję u Obajtka” znajduje się na s. 3 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 84/2021.

 


  • Czerwcowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.

 

Artykuł Jana Martiniego pt. „Kupuję u Obajtka” na s. 3 czerwcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 84/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Daniel Obajtek: Nie wymieniamy dziennikarzy. Myślimy wręcz, żeby wzmocnić ich warunkami pracy i płacy

Prezes PKN Orlen tłumaczy sprawę związaną z odprawami dziennikarzy Polska Press. Jak podkreśla Daniel Obajtek: Pieniądze, jakie Orlen wypłaca na odprawy dla dziennikarzy Polska Press nie są publiczne.

W niedzielnej rozmowie na antenie Programu Pierwszego Polskiego Radia, prezes PKN Orlen poinformował, że polski koncern paliwowy wypłacił odprawy dziennikarzom Polska Press, którzy zdecydują się rozwiązać umowy o pracę za porozumieniem stron. Jak zaznaczył Daniel Obajtek kwoty przeznaczone na odprawy nie pochodzą z funduszy publicznych:

Nie są to pieniądze publiczne. To my wpłacamy do budżetu państwa ok. 36 mld zł co roku i nie mamy żadnych państwowych pieniędzy – mówił na antenie Polskiego Radia Daniel Obajtek.

Prezes PKN Orlen dodał również, że rezygnacja ze stanowiska, a w konsekwencji tego otrzymanie odprawy jest decyzją dobrowolną pracowników Polska Press. Zdaniem Daniela Obajtka żaden z pracowników nie został zwolniony:

Nikt nie zmusza pracowników, żeby te odprawy brali. (…) Nie wymieniamy dziennikarzy, myślimy wręcz, żeby wzmocnić ich warunkami pracy i płac – podkreślał szef Orlenu.

Prezes PKN Orlen został również zapytany o kwestie przestrzegania zasady wolności słowa. Jak podkreśla Daniel Obajtek – nie jest on w żadnej mierze jej przeciwnikiem, a ponadto, przyczynił się on do ułatwienia dostępu do prasy w Polsce:

Orlen nie jest w żadnej mierze przeciwnikiem wolności słowa. (…) Przez postępowania układowe i oddłużenie Ruchu, polska prasa od prawa do lewa ma wreszcie płacone – zaznaczył Daniel Obajtek.

Grupa medialna Polska Press to jedna z największych grup wydawniczych w Polsce. Jest właścicielem ok. 20 dzienników regionalnych, prawie 120 tygodników lokalnych oraz ponad 500 witryn online.

Źródło: Onet.pl

N.N.

Daniel Czyżewski: Dla Orlenu nadszedł chyba czas skupienia się na konsolidacji, a nie na kolejnych przejęciach

Daniel Czyżewski o planach przejęcia PGNiG przez PKN Orlen, inwestycjach w odnawialną energię i o tym, czy można się spodziewać dalszych przejęć.

Daniel Czyżewski komentuje próbę przejęcia PGNiG przez PKN Orlen. Stwierdza, że zostało to dosyć niespodziewanie ogłoszone w czerwcu zeszłego roku na konferencji z premierem Mateuszem Morawieckim i prezesem Danielem Obajtkiem.

Chwilę wcześniej Komisja Europejska wyraziła zgodę na przejęcie Lotosu.

Zauważa, że było zaskoczeniem także dla części akcjonariuszy Orlenu. Daniel Obajtek deklarował, że przyjęcie ma nastąpić w ciągu 12 miesięcy stwierdzając, że Komisja Europejska nie powinna robić problemu, gdyż PGNiG jest spółką gazową, a nie paliwową.

To się potwierdziło po jakimś czasie, bo pierwotnie oczywiście pisma zostały wysłane do Komisji Europejskiej, która stwierdziła, że polski organ UOKiK może decydować w tej sprawie.

Jak wskazuje Czyżewski, przejęcie spółki stanowi część strategii prezesa Obajtka, który pragnie stworzenia potężnego koncernu multienergetycznego. Zauważa, że wiele koncernów energetycznych inwestuje w energię odnawialną.

Norweski Equinor wcześniej dawny Statoil. W 2020 roku wykazał, że 40,9 proc. zysków miał właśnie z OZE.

Jakich dalszych przejęć możemy się spodziewać? Jak ocenia redaktor energetyka24.pl, nadszedł czas dla Orlenu skupienia się na konsolidacji tego co już przejmuje, zamiast na kolejnych przejęciach.

Chyba czas jest powoli na to, żeby właśnie nauczyć się funkcjonować w tym nowym nowej formie, a nie na kolejne przyjęcia.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Stanisław Żaryn: w sprawie prezesa Obajtka mamy do czynienia z próbą zbicia kapitału politycznego przez opozycję

Rzecznik ministra-koordynatora ds. służb specjalnych mówi o działaniach CBA zmierzających do zbadana zarzutów stawianych prezesowi PKN Orlen, Danielowi Obajtkowi.

Stanisław Żaryn mówi o rozpoczęciu przez CBA procedury, której celem jest zbadanie zasadności zarzutów stawianych prezesowi PKN Orlen Danielowi Obajtkowi. Wskazuje, że wokół tej sprawy narosło wiele plotek, rozpowszechnianych przez polityków opozycji. Gość „Popołudnia WNET” ubolewa nad tym, że debata na temat działalności prezesa Orlenu nie jest uczciwa.

Obecny prezes Orlenu był już w przeszłości w zainteresowaniu #CBA. (…) Te działania nie dały podstawy do tego, by postawić zarzuty.

Rzecznik ministra-koordynatora ds. służb specjalnych mówi ponadto o tym, że w Polsce coraz bardziej widoczny jest wpływ obcej agentury, zwłaszcza rosyjskiej.

Polska jest coraz ciekawszym krajem dla służb obcych. Obserwujemy coraz agresywniejsze działania FR wobec Polski. Służby mają przed sobą wiele wyzwań.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dr Tomasz Rzymkowski: Jestem zadowolony z Daniela Obajtka jako managera. Reszta rzeczy mnie nie interesuje

Dr Tomasz Rzymkowski o majątku prezesa PKN Orlen, nauczaniu stacjonarnym i powrocie młodzieży do szkół oraz o sporach na lewicy.

Dr Tomasz Rzymkowski w odpowiedzi na pytanie o majątek prezesa PKN Orlen stwierdza, że nie interesuje go cudza własność. Stwierdza, że:

Daniel Obajtek nie jest politykiem- jest menadżerem.

Polityk nie ma wątpliwości odnośnie rabatu dla Obajtka przy zakupie mieszkania. Stwierdza, że jeśli ktoś ma to powinien złożyć zawiadomienie do CBA.

.@TRzymkowski#PopołudnieWNET: Jestem bardzo zadowolony i dumny z tego, w jaki sposób Orlen funkcjonuje. (…) Jestem zadowolony z Daniela Obajtka jako managera, reszta rzeczy mnie nie interesuje#RadioWNET

— RadioWnet (@RadioWNET) March 16, 2021

Jak mówi wiceminister edukacji i nauki, obecna sytuacja epidemiczna nie sprzyja rozważaniom o powrocie dzieci do nauczania stacjonarnego. Informuje, że 590 tys. osób związanych z edukacją zgłosiło się do szczepień. Zaszczepionych zostało już 85 proc. z nich. „Nie mamy twardych danych, że dzieci są nośnikiem koronawirusa”- wskazuje.

 Wyszczepienie nauczycieli nie wystarczy, gdyż wraz z otwarciem szkół zwiększa się mobilność społeczna.

Dr Rzymkowski przyznaje, że ma wątpliwości, czy nauczanie zdalne w pełni zastępuje zwykłe. Sądzi przy tym, że jak ktoś chce się uczyć to będzie to robić.

Młodzież, która nie chce się uczyć i tak by się nie uczyła.

Gość Popołudnia WNET informuje, że zgodnie z planem od 1 września uczniowie wrócą już do szkół, a studenci od 1 października na uniwersytety. Odnosi się także do wyborów RPO.

Komentuje sytuację na lewicy, gdzie Urszula Kuczyńska jest atakowana przez młodych radykałów za stwierdzenie, że woli być nazywana kobietą niż „osobą z macicą”. Stwierdza, że grożenie „grobami z wapnem” podlega pod paragraf.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Artur Soboń: Transformacji energetycznej musi towarzyszyć pomoc publiczna. Ten proces musi być sprawiedliwy

Gościem Poranka WNET był Artur Soboń wiceminister aktywów państwowych, który mówił m.in. o procesie transformacji energetycznej.

Artur Soboń mówił o procesie transformacji górnictwa. Trwa kolejna runda rozmów ze związkowcami m.in. odnośnie zasad  wygaszania kopalń węgla kamiennego w ciągu niespełna trzech kolejnych dekad.

Rozpoczęliśmy prace w pięciu spółkach górniczych kontrolowanych przez państwo, (…) gdzie w kilku zespołach (…) umówiliśmy się, że w połowie grudnia przedstawimy program pomocy społecznej i od tego czasu rozmawiamy o szczegółach tego projektu – powiedział.

Rozbieżności dotyczą m.in. kwestii wynagrodzeń czy gwarancji zatrudnienia. Strony rozmów zakładają, że do podpisana porozumienia dojdzie jeszcze w marcu.

Chcemy, by te rozmowy zakończyły się zawarciem umowy społecznej.  Będzie ona podstawą do wystąpienia z końcem marca do KE z wnioskiem prenotyfikacyjnym, dotyczącym transformacji górnictwa

[related id=137510 side=left]Jak wskazuje polityk zgoda Komisji Europejskiej jest konieczna, aby można było subsydiować górnictwo w blisko 30-letnim okresie jego wygaszania. Artur Soboń podkreśla, również, że proces transformacji energetycznej nie może obejść się bez pomocy publicznej.

Wskazywał na kroki, które są konieczne, by zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski.

Mówił także o różnicy zdań w Zjednoczonej Prawicy odnośnie planu transformacji energetycznej.

Różnica między nami a Solidarną Polską jest nie w diagnozach, (…) a w propozycjach. My dajemy propozycje jak ta transformacja ma wyglądać, a Solidarna Polska ogranicza się do krytyki oczywistych elementów.

Odniósł się również do zarzutów formułowanych w ostatnim czasie wobec prezesa Orlenu Daniela Obajtka. Jego zdaniem jest on gwarantem dokończenia ważnych procesów.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!


A.N.

Palade: Scena polityczna jest zupełnie inna niż 12 miesięcy temu

Marcin Palade o najnowszych sondażach i tym, co się zmieniło w ciągu ostatniego roku oraz o doganianiu innych państw po pandemii i perspektywie trzeciej kadencji PiS.


Marcin Palade komentuje najnowsze sondaże. Wskazuje, że zachowania ludzi są trudne do przewidzenia ze względu na trwającą pandemię.

Ta scena polityczna jest zupełnie inna niż 12 miesięcy temu.

Zauważa, że w ciągu ostatniego roku miały miejsce wybory prezydenckie, a potem orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego. Ocenia, że najbliższe miesiące mogą pozwolić Zjednoczonej Prawicy na odbudowanie poparcie po poradzeniu sobie ze skutkami pandemii. Nasz gość odnosi się także do taśm Daniela Obajtka. Kto stoi za ich ujawnieniem?

Inspiracja może płynąć zarówno wewnątrz obozu rządzącego, ale też z zewnątrz.

Socjolog mówi o świecie po pandemii. Zauważa, że w krajach takich jak Izrael i Emiraty Arabskie zniesiono już restrykcje ze względu na zaszczepienie większości populacji. Wskazuje, że Polska jest w lepszej sytuacji jeśli chodzi o bezrobocie i zadłużenie niż kraje Europy Południowej.

Palade odnosi się do możliwości zamiany Porozumienia i Solidarnej Polski na posłów Kukiz’15. Te pierwsze formacje dysponują ponad 30 posłami, a tych ostatnich jest czterech.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

O(…)ie się, k(…)a, od prezesa Obajtka! Przeprowadzę tu jego błyskotliwą obronę/ Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego

Przeczytanie stu lektur i najwyższe stopnie naukowe nie zapewnią takiej wiedzy, jaką posiadł Daniel Obajtek. Dlatego, jak w tytule, tylko ładniej: odczepcie się wszyscy od prezesa Obajtka!

Pięknie zacząłem, prawda? Myślę, że nawet Adam Michnik nie powstydziłby się takiego zdania. W końcu, wiele lat temu nie mniej pięknie bronił generała Kiszczaka. Ale nie myślcie, że poprzestanę na eufemizmach. O nie! Przeprowadzę za chwilę błyskotliwą obronę, nazwijmy ją pcimską.

Udowodnię, że Daniel Obajtek jest osobą idealną na stanowisko prezesa Orlenu. Udowodnię też, że w nagranych rozmowach z Szymonem ani razu nie przeklął. A lekcja, jaką powinniśmy wynieść po odsłuchaniu całości, to umiejętność wytrwałej, codziennej pracy dla osiągnięcia sukcesu w biznesie. I jeszcze, że wierność małżeńska nie jest na sprzedaż za żadne pieniądze.

Zacznijmy jednak od najpoważniejszego zarzutu sformułowanego przez „Gazetę Wyborczą”. Będąc wójtem, Daniel Obajtek nie mógł prowadzić działalności gospodarczej. A z nagrania (odsłuchałem całość, 2 h 20 min.) rzeczywiście wynika, że taką działalność prowadził. I to jest dla mnie przykład na ułomność polskiego prawa. I to prawo powinniśmy zmienić, a nie prezesa Obajtka. Nie mówimy tu przecież o prezydencie państwa, ale o wójcie Pcimia.

Idąc tym tropem, sołtys mojej wsi nie mógłby nawet zaorać pola pod ziemniaki na sprzedaż. A Daniel Obajtek, będąc wójtem, przecież nie orał, tylko doradzał, jak prowadzić pług. I to, zauważmy, nie w swojej gminie, co skutkowałoby konfliktem interesów. Właśnie takie przypadki powinny być przyczynkami do zmiany wadliwego prawa.

Drugi zarzut, czyli próba wykończenia firmy wujów, jest co najmniej humorystyczny dla mnie i każdego prowadzącego działalność gospodarczą. Walka konkurencyjna to chleb powszedni każdego polskiego przedsiębiorcy, który nie jest monopolistą.

Każdy z nas chce znać ceny konkurenta/ów. I każdy z nas chce zaproponować potencjalnemu kontrahentowi warunki wystarczające dla podjęcia współpracy. Po to, żeby kupował od nas, a nie od konkurenta. To norma w biznesie.

Niepokojąco brzmi jedynie fraza wypowiedziana przez Obajtka o prowizji dla pracownika firmy-odbiorcy odpowiedzialnego za wysokość obrotów. To podpada pod działanie korupcyjne na niekorzyść kontrahenta. Jak mogę to wytłumaczyć? Nie stosuję tego, chociaż dawno, dawno temu musiałem zwalczyć w sobie taką pokusę. Pokusę korupcyjną, która dużą część rynku w kryzysowych latach opanowała. Ale skoro „Gazeta Wyborcza” się nie czepia, to czemu ja mam to robić? A ponieważ uwaga ta sformułowana jest bardzo oględnie, to uczynienie z niej zarzutu prawnego byłoby co najmniej karkołomne.

Zarzut ostatni, czyli język. Podliczono co do jednej wszystkie k(…)y wypowiedziane nie tylko przez Obajtka (20% całości), ale też Szymona (80%) i wszystkie złożono na barki prezesa Orlenu. Inne słowa też. Po prawej stronie internetu odezwały się słowa oburzenia na „przekleństwa”, wraz z jednoczesnym wytłumaczeniem tego syndromem Touretta, na jaki rzekomo cierpi lub cierpiał Prezes. Od czasu pomroczności jasnej syna Lecha Wałęsy nie spotkałem się z podobnie dowcipnym wytłumaczeniem ludzkiej przypadłości. Ale to tylko wulgaryzmy, a nie przekleństwa. Ani prezes Obajtek, tym bardziej Szymon, ani razu nie przeklęli. Bo przekleństwo to życzenie nieszczęścia dla jakiejś osoby. Niech cię szlag trafi! – to jest przekleństwo. Żebyś się smażył w piekle! – to jest przekleństwo. Życzenie wystosowane przez Daniela Obajtka pod adresem wujów (60–65 l.), że mogliby wreszcie przejść na emeryturę, w żadnym razie przekleństwem nie jest.

Gdy tylko przestaniemy się podniecać brzydkimi słowami, dostrzeżemy w nagraniach prawdziwy wymiar codziennej działalności gospodarczej. Krew, pot i łzy powszednich zmagań o przetrwanie i rozwój własnej firmy. Naszych firm

Poznamy prawdziwy wymiar budowania gospodarki i niepodległości gospodarczej Polski. Naszymi firmami narodowymi powinni zarządzać ludzie, którzy takie doświadczenie zdobyli własną walką i życiem. Przeczytanie stu lektur i najwyższe stopnie naukowe nie zapewnią takiej wiedzy, jaką posiadł Daniel Obajtek. Dlatego, jak w tytule, tylko ładniej: odczepcie się wszyscy od prezesa Obajtka!

Na koniec, jako mieszkaniec mentalnego Podkarpacia, któremu czasem zdarza się użyć dosadnego określenia, zaapeluję do Polaków zamieszkujących resztę kraju: pomińcie wszystkie brzydkie słowa, jakich użył Szymon. I weźcie go za wzór moralności. Nie, nie żartuję. Pod koniec nagrania pyta go trochę sarkastycznie Obajtek, czy dla dobra firmy nie podłożyłby się starej pannie – właścicielce hurtowni (potencjalny duży odbiorca). Co odpowiada Szymon? „Wykluczone, tylko własnej żonie się podkładam”. Czyż nie są to piękne w swojej prostocie słowa?

Jan A. Kowalski

PS A wiecie, że w Mediach Wnet, nawet poza anteną, nie wolno używać brzydkich słów? Prezes Skowroński zabronił! I bardzo dobrze, i bardzo dobrze 😊