Grzegorz Kucharczyk: Rok temu spłonęła katedra Notre-Dame, a teraz mamy koronawirusa. Traktuję to jak znaki Opatrzności

– Rok temu spłonęła katedra Notre-Dame, a teraz panuje epidemia koronawirusa. Traktuję to jak znaki Opatrzności i cieszę się, że nie jestem jedyny – mówi Grzegorz Kucharczyk.

 

 

Grzegorz Kucharczyk, historyk i autor książek, opowiada o swojej publikacji, która została wydana w styczniu tego roku. Jest nią „Chrystofobia. 500 lat nienawiści do Chrystusa i Kościoła”. Opis ze strony ŚwiatKsiążki.pl:

Czy nazizm, komunizm i faszyzm są przyrodnim rodzeństwem liberalizmu? Czy korzenie XX-wiecznych obozów zagłady można wyprowadzać z francuskiej rewolucyjnej Wandei?  Kto upomni się o ofiary rewolucji i religijnych prześladowań, wyciągnie na światło dzienne pudrowaną prawdę o ich katach i zbrodniczych ideologiach? Panorama historii nieznanej i skazanej na niepamięć politycznej poprawności: prześladowania Kościoła w Europie: od reformacji, poprzez rewolucję francuską i XIX–wieczny liberalizm po faszyzm, nazizm i komunizm. Ucisk i męczeństwo chrześcijan w krajach islamskich w XX wieku i naszym stuleciu. Karty kroniki Kościoła, które próbuje się dziś przemilczeć lub obłudnie tłumaczyć ceną postępu. W podręcznikach i encyklopediach niewiele znajdziemy wzmianek o oporze angielskiego ludu i duchowieństwa wobec narzuconej „reformy Kościoła” w XVI wieku, o bohaterstwie wandejskich czy belgijskich chłopów, którzy bronili chrześcijaństwa przeciw barbarzyństwu rewolucjonistów francuskich w XVIII. A także o ofiarach bezwzględnej walki, jaką z Kościołem toczył liberalizm i totalitaryzmy, w Niemczech, we Włoszech, Rosji, Hiszpanii, Meksyku…

Gość Radia WNET dzieli się również swoimi refleksjami na temat bieżących wydarzeń. Zwraca uwagę, że epidemię koronawirusa rok wcześniej poprzedził pożar katedry Notre-Dame w Paryżu. Uważa, że obydwa wydarzenia są ze sobą powiązane i stanowią znaki kierowane do ludzi przez Opatrzność. Cieszy się przy tym, iż nie jest on jedyną osobą zauważającą tę prawidłowość i wyciągającą z niej te same wnioski.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Lisicki: Bogactwo niemieckiego Kościoła nie przekłada się na jego siłę duchową. To rozsadnik szaleństw i herezji

Co ma Marcin Luter do kryzysu niemieckiego Kościoła, co o Polsce mówił kard. Gerhard Müller i czemu list polskich ambasadorów do Donalda Trumpa można nazwać zdradą? Odpowiada Paweł Lisicki.

Paweł Lisicki o wywiadzie rzece z kardynałem Gerhardem Ludwigiem Müllerem. Publikacja odbiła się niewielkim echem.

Chyba w zeszłym tygodniu kard. Müller mocno się wypowiedział, żeby być wiernym Polsce św. Jana Pawła II i nie ulegać tej fali rewolucji LGBT, która teraz nad Polskę nadciągnęła.

Tymczasem zdaniem redaktora Polaków powinno zainteresować to, co kard. Müller mówił w wywiadzie o charakterze niemieckiego Kościoła. Kościół katolicki w Niemczech nie należy do biednych- zanotował on 7 mld euro przychodów w zeszłym roku, ale za bogactwem materialnym nie idzie bogactwo duchowe. Co roku od 100 do 220 tys. osób oficjalnie opuszcza niemiecki Kościół. Jednocześnie niemieccy duchowni, w tym hierarchowie pozwalają sobie na wypowiedzi całkowicie niekatolickie, a wręcz antykatolickie.

W zeszłym tygodniu przeczytałem artykuł jednego z niemieckich biskupów, który w kontekście debaty nt. LGBT, stwierdził, że Kościół musi zmienić swoje nastawienie do homoseksualizmu, zaakceptować go jako równouprawnioną orientacje, bo w przeciwnym razie nauka Kościelna znajdzie się na marginesie.

Tydzień później jeden z niemieckich księży ujawnił się jako homoseksualista, za co nie poniósł żadnych konsekwencji.

Rozmówca redaktora naczelnego tygodnika „Do Rzeczy” stwierdził, że powodem takiego stanu Kościoła za Odrą są: reformacja Marcina Lutra z 1517 r., sytuacja Kościoła w XIX w. oraz protestantyzacja katolicyzmu po II wojnie światowej. Niemcy zostały zjednoczone przez protestanckie Prusy, które po zjednoczeniu przeprowadziły wymierzony w katolicyzm Kulturkampf. Dominacja protestantów wyrobiła u niemieckich katolików do dziś niezabliźnione „piętno poczucia niższości”. W latach 50. i 60. XX w. rozpowszechniły się w niemieckim katolicyzmie nurty teologiczne pragnące zatrzeć różnice między katolicyzmem a protestantyzmem.

Oprócz spraw dotyczących wiary Lisicki dotyka tematu wizyty Donalda Trumpa 1 września 2019 r. Fakt, że Trump już drugi raz odwiedza Polskę, świadczy, jego zdaniem, o wyjątkowej pozycji Polski. Następnie komentuje list 23 byłych polskich ambasadorów  do prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Taki list trudno nie nazywać jako zdrada […] Zastanawia mnie, jak ci ludzie funkcjonowali wcześniej. Najpierw pracowali w polskiej dyplomacji, potem za granicą i teraz okazuje się, że ci ludzie w ogóle nie rozumieją to, na czym polega podmiotowa polityka […] Podpisując się pod listem dali jasne świadectwo, że nie rozumieją, czym jest suwerenna polityka kraju […] To coś absolutnie niebywałego; istne kuriozum.

Zdaniem dziennikarza sygnatariusze tego apelu przekładają w praktyce wewnętrzny spór polityczny nad interes państwa polskiego.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T/A.P.

Marcin Nowak: Od 1290 r. Nysa stała się stolicą jednego z najbogatszych księstw, dlatego nazywana była Śląskim Rzymem

Wyjątkowość Nysy polega na tym, iż to właśnie ona, stała się ostoją katolicyzmu w czasach reformacji, a także siedzibą dla biskupa Wrocławskiego, który sprawował władzę na tym terenie.

Marcin Nowak historyk, przewodnik turystyczny, podkreśla, że z turystyką związał swoje życie już wiele lat temu:

To jest taka pasja, która staram się realizować na co dzień.

Gość Poranka wyjaśnia również, dlaczego Nysa nazywana jest Śląskim Rzymem. Okazuje się, iż przydomek ten przylgnął do miasta bardzo dawno temu:

W dawnych czasach panowała moda na porównania.

Na Śląsku bywało, że Ślązacy bardzo często porównywali np. Śląska Jerozolima to Góra Świętej Anny, Śląskie Carcassonne to Paczków, a nazwa Śląski Rzym powstała ze względu na to, że już od roku 1290 Nysa stała się stolicą samodzielnego, potężnego, jednego z najbogatszych księstw na Śląsku:

W okresie rozbicia dzielnicowego powstało kilkanaście potężnych samodzielnych księstw, między innymi Nysa.

Była ona o tyle wyjątkowa, iż na jej „tronie” zasiadał biskup Wrocławski, który de facto rządził tymi terenami. Biskupi z Wrocławia sprowadzili się na te tereny w XIII wieku. Te obszary stały się dla nich miejscem do polowania i odpoczynku. Z czasem zaczęły przebiegać tutaj szlaki handlowe, a także odkryto w tej okolicy złoto. To spowodowało, że biskupi z Wrocławia właśnie w tym miejscu postanowili utworzyć swoje księstwo, swoje miasto.

W późniejszych czasach Śląsk został przejęty przez protestantów. Był to reformacji. Wtedy to właśnie Nysa stała się miejscem, gdzie biskupi rezydowali, podejmowali decyzje o losach diecezji i prowadzili akcję kontrreformacji:

Nysa stała się ostatnia ostoja katolicyzmu

Jak zaznacza gość Poranka, w samej Nysie znajduje się również wiele obiektów, które nawiązują do tych, które możemy zobaczyć w samym Rzymie i we Włoszech:

Takich porównań jest bardzo dużo.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K./M.K.

 

Paweł Lisicki: Kościół katolicki od lat 60. przechodzi załamanie. Widać je po stosunku do innych religii i wyznań

W Poranku WNET Paweł Lisicki i Cezary Gmyz rozmawiali o książce „Luter. Ciemna strona rewolucji” oraz o sytuacji w Niemczech, gdzie społeczeństwo jest dziś podzielone jak nigdy dotychczas.

Gośćmi Poranka WNET byli dzisiaj Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, i Cezary Gmyz, korespondent Telewizji Polskiej w Niemczech.

Pierwszym tematem była niedawno wydana książka Pawła Lisickiego pt. „Luter. Ciemna strona rewolucji”. Książka ta jest krytyką stosunku papieża Franciszka i jego współpracowników do protestantyzmu i osoby Marcina Lutra oraz prezentacją tego, jak zmieniał się stosunek przedstawicieli Kościoła katolickiego do protestantyzmu.

Autor książki twierdzi, że Marcin Luter przez papieża Franciszka i bliskich mu hierarchów traktowany jest jako osoba o autorytecie porównywalnym ze świętymi katolickimi i jedna z największych postaci w historii Kościoła katolickiego. Tworzony jest obraz jedności między katolikami i protestantami. Jedność ta jest jednak iluzoryczna, gdyż na jej ołtarzu składana jest prawda co do dogmatów i prawda historyczna.

Paweł Lisicki pyta, co łączy papieża i prymaskę luterańską w Szwecji Antje Jackelén. Jest ona typową lewaczką, zwolenniczką kapłaństwa kobiet, związków homoseksualnych itp. Tak naprawdę jej związek z papieżem jest tylko taki, że byli razem na zdjęciu.

Omawiana książka jest trzecią z serii książek dotyczących stosunku Kościoła katolickiego do innych religii. Poprzednie dotyczyły islamu („Dżihad i samozagłada Zachodu”) i „religii holocaustu” („Krew na naszych rękach”). Pokazują one załamanie, które zdaniem Pawła Lisickiego Kościół katolicki przechodzi od lat 60. XX wieku. Najwyraźniej widać je właśnie w stosunku do innych religii i wyznań. Redaktora „Do Rzeczy” niepokoi „czyszczenie pamięci”, z którym mamy do czynienia. Nie oznacza to, że jest przeciwnikiem dociekania prawdy. Utraciliśmy po prostu podstawową umiejętność rozpoznawania tego, co prawdziwe, słuszne i dobre.

Cezary Gmyz, który powiedział o sobie, że jest konserwatywnym protestantem, jest krytykiem szaleństw, jakie mają miejsce wśród protestantów skandynawskich. Jego zdaniem Marcin Luter, gdyby to widział, jako człowiek impulsywny wściekłby się.

Autor omawianej książki zwrócił uwagę, że katolicy zawsze odróżniali urząd papieski od osoby papieża. Natomiast Marcin Luter krytykował samą instytucję papiestwa jako zdegenerowaną. Był to jeden z wyznaczników protestantyzmu – nie, że jakiś papież się myli, ale że urząd papieża jest dziełem antychrysta. Reformacja miała bardzo złe skutki. Bezpośrednim była na przykład wojna chłopska w 1525 roku, w której zginęło 100 tysięcy ludzi. Bardzo ważne były też skutki pośrednie. Takim była nowa koncepcja państwa, którego władca świecki ma również władzę duchową.

Druga część rozmowy dotyczyła sytuacji w Niemczech, którą Cezary Gmyz obserwuje z bliska, gdyż mieszka w Berlinie jako korespondent Telewizji Polskiej. Zauważa w Niemcach bardzo dużą zmianę, która nastąpiła od jego poprzedniego pobytu w tym kraju. Społeczeństwo jest obecnie bardzo podzielone. Podział ten ma swój początek w 2015 roku, kiedy rozpoczął się kryzys imigracyjny po zaproszeniu uchodźców do Niemiec przez Angelę Merkel.

Drugim bardzo poważnym problemem w Niemczech jest dominacja państwowych mediów, „dziennikarstwo dworskie”, poprawność polityczna i wysokie kary za tzw. mowę nienawiści. Wolność mediów jest tam dużo mniejsza niż w krytykowanej przez niemieckich polityków Polsce. Dziennikarze mają dużo mniejszy dostęp do polityków, zwłaszcza do kanclerz. Nie ma praktycznie możliwości zadania jej trudniejszego pytania. Niemcy nie dowiadują się o wielu wydarzeniach, np. o bardzo dużej liczbie incydentów na tle rasistowskim, których według oficjalnych statystyk jest ponad sto na dzień. Efektem tego jest orwellowskie dwójmyślenie – ludzie boją się głośno mówić, co myślą.

Rozmowa w dziewiątej i dziesiątej części Poranka WNET. Zapraszamy do słuchania.

JS