Czarnecki o szczycie klimatycznym: jest w tym dużo ideologii a mniej pragmatyzmu

Ryszard Czarnecki, eurodeputowany PiS dziś w Poranku Wnet mówił m.in. o postulatach konferencji klimatycznej. – Kwestie ekologiczne mniej interesują kraje arabskie i Chiny – wskazywał.

Ryszard Czarnecki, który przebywa w Kuwejcie mówił dziś w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim o  sytuacji w tym kraju. Zauważył, że dużą rolę odgrywają tam media społecznościowe.

 

Czarnecki skomentował także trwający w Glasgow szczyt klimatyczny. Zauważa, że należy dbać o ekologię, lecz nie powinno się to odbywać kosztem słabszych państw. Dodał, że:

Jak zaznaczył polityk, takie wydarzenia są naznaczone wieloma postulatami ideologicznymi. To sprawia z kolei, że zapomina się o realnych problemach.

Zachęcamy do wysłuchania całej rozmowy!

K.T/A.N.

Odszedł Stefan Hambura. Pełnomocnik części rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej miał 59 lat

O śmierci prawnika poinformowali w mediach społecznościowych jego najbliżsi. Jej przyczyną był rozległy zawał serca. Hambura zasłużył się wielu Polakom. Dla nas był również Przyjacielem Radia WNET.

Stefan Hambura specjalizował się w obszarze roszczeń cywilnoprawnych. Prowadził m.in. sprawy polskich rodziców, którym urzędy ds. młodzieży (Jugendamt) odebrały dzieci na rzecz niemieckich współmałżonków. Pośród swoich obowiązków służbowych znajdował jednak czas dla Radia WNET. W tym miejscu przypominamy jego wypowiedzi z anteny.

Stefan Hambura o projekcie ustawy anty-447.

Stefan Hambura o szansach Polski na odzyskanie reparacji od Niemiec.

Stefan Hambura o wizycie kanclerz Angeli Merkel zaplanowanej na 2 listopada 2018 r. w Warszawie.

Stefan Hambura ponownie porusza temat reparacji wojennych dla Polski.

Stefan Hambura o gazociągu Nord Stream II.

Stefan Hambura o uległości Prawa i Sprawiedliwości wobec Niemiec.

Stefan Hambura o potencjalnym przyjęciu przez Polskę waluty euro.

Rozmowy te to zaledwie fragment wypowiedzi Stefana Hambury na naszej antenie. Pozostałe mogą Państwo znaleźć na kanale Radia WNET na serwisie YouTube.

A.K.

Marek Miller: JP II był świadom dwuznaczności dziennikarstwa. Bez etyki łatwo staje się ono jedynie prostytucją

– Papież był świadom dwuznaczności naszego zawodu, że jesteśmy zawieszeni między władzą a społeczeństwem. Jako zawód dwuznaczny musimy więc szczególnie często zwracać się do etyki – mówi Marek Miller.

 

 

Marek Miller, założyciel Laboratorium Reportażu, mówi o swojej książce „Katechizm Reportera” opublikowanej przez Oficynę Wydawniczą Volumen. Opis ze strony wydawcy:

Katechizm reportera to próba połączenia wody z ogniem. Ognia pasji poszukującej prawdy, istoty i znaczenia z rwącym strumieniem wydarzeń. Próba poszukiwania oparcia, fundamentu i ostatecznego sensu tej niezwykłej profesji. Wszystko to w „rozmowie” z reporterem – Janem Pawłem II.

Dziennikarstwo to zawód na wskroś ewangeliczny. Jego istotą powinno być bowiem dawanie świadectwa prawdzie. Marek Miller dokonał rzeczy wydawałoby się karkołomnej – przeprowadził spójny, wartki i rzeczowy wywiad z Janem Pawłem II, dialogując wyłącznie z Jego tekstami na temat komunikacji społecznej. Odwołując się do nich, stworzył coś w rodzaju tekstu programowego współczesnego dziennikarstwa. „Rozmówca” Papieża nieprzypadkowo sięga w tytule po termin „katechizm”, który pochodzi od greckiego słowa ‘katēchēsis’ oznaczającego ścieżkę inicjacyjną, swoistą drogę wtajemniczenia w prawdy wiary. Wywód zawarty w książce przypomina bowiem wtajemniczenie, ale w arkana dziennikarstwa – nie na poziomie warsztatowym, lecz zrozumienia istoty, znaczenia i sensu. W czasach dojmującego braku mistrzów to rzecz bezcenna.

Gość Radia WNET mówi, że św. Jan Paweł II doskonale zdawał sobie sprawę z dwuznaczności zawodu dziennikarza, wynikającej z jego zawieszenia pomiędzy władzą a społeczeństwem. W związku z tym osoby zajmujące się dziennikarstwem powinny szczególnie często zwracać się do etyki. W przeciwnym razie „bardzo łatwo dziennikarstwo staje się prostytucją”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Henryk Mucha, PGNiG: Pozytywnie oceniam obecną sytuację. Obsługa klienta online działa świetnie, nie ma ryzyka zwolnień

– PNiG stało się „bardziej cyfrowe” przed czasem. Efekt? Tylko w marcu podpisaliśmy przez internet blisko 2700 umów. Dbamy o pracowników podczas epidemii i nie grozi im zwolnienie – mówi Henryk Mucha.

 

 

Henryk Mucha, prezes PGNiG Obrót Detaliczny, ocenia przygotowanie spółki do obrotu gazem w czasie epidemii koronawirusa. Stwierdza, że obecnie sytuacja rysuje się pozytywnie. Przypomina, że 13 marca razem z szefem grupy kapitałowej PGNiG Jerzym Kwiecińskim podjął on decyzję o zamknięciu do odwołania całej sieci biura obsługi klienta. Krok ten spowodował, że kontakt z klientami firmy możliwy jest wyłącznie poprzez dwa kanały – cyfrowy (za pośrednictwem elektronicznego biura obsługi klienta lub aplikacji mobilnej) lub telefoniczny.

Gość Radia WNET przyznaje, że odnalezienie się w nowej sytuacji było o tyle łatwiejsze, iż do cyfrowej komunikacji PGNiG przygotowywało się przez dwa lata.

Przyznam szczerze, to może nie do końca właściwy moment, ale ten moment, w którym staliśmy się bardziej cyfrowi, nastąpił szybciej. Efekt? Tylko w marcu podpisaliśmy w firmie online blisko 2700 umów  (…). A więc rozwiązanie idealne na ten moment, ale przyznam, liczymy na to, że będziemy mogli jak najszybciej jak to tylko możliwe uruchomić naszą stacjonarną sieć biura obsługi klienta.

Henryk Mucha uspokaja, iż epidemia koronawirusa nie wpłynęła na zwiększenie ryzyka utraty pracy przez osoby zatrudnione w PGNiG.

Po pierwsze, wdrożyliśmy plan zabezpieczenia kryzysowego (…), który daje spółce pełne zachowanie ciągłości biznesowej , po drugie podzieliliśmy naszych kluczowym pracowników na tzw. zespoły rotacyjne, które nie mają ze sobą nawzajem kontaktu, po trzecie wdrożyliśmy rozwiązanie, którego celem jest maksymalizacja osób, które pracują z domu.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Soboń: Wybory korespondencyjne nie są wyzwaniem dla Poczty Polskiej. To znakomita instytucja, choć wymagająca reform

– Jeśli mamy 14 mln adresów w Polsce, nieco ponad 20 tys. listonoszy, to wychodzi ok. 700 przesyłek na jednego listonosza. Poczta Polska podoła więc wyborom korespondencyjnym – mówi Artur Soboń.

 

 

Artur Soboń, sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, odnosi się do przegłosowania w poniedziałek ustawy, na mocy której wybory prezydenckie 10 maja przeprowadzone zostaną wyłącznie w formie korespondencyjnej. Gość Radia WNET jest wielkim entuzjastą tej formy głosowania – stwierdza, że jest ona gwarancją powszechności, tajności, legalności i prawidłowości wyborów. Optuje też za tym, by metodę tę skodyfikować i uregulować prawnie.

Soboń zaznacza, że wybory korespondencyjne nie są zadaniem przekraczającym możliwości Poczty Polskiej. Podkreśla, że pomimo konieczności dofinansowania i wprowadzenia zmian jest ona „wspaniałą instytucją”. Mniema też, iż gdyby nie epidemia koronawirusa, na wokandzie sejmowej znalazłyby się obecnie przepisy mające na celu jej reformę.

Jeśli mówimy o zdolności organizacyjnej Poczty Polskiej do dostarczania przesyłek i do tego, by taką operację [wybory korespondencyjne – przyp. red.] przeprowadzić, to oczywiście to jest możliwe. Jeśli mamy 14 mln adresów w Polsce (…), nieco ponad 20 tys. listonoszy (…), to wychodzi ok. 700 przesyłek na jednego listonosza.

Sekretarz stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych mówi też o zmianach wprowadzonych w kolejnej odsłonie tarczy antykryzysowej. Sam najbardziej liczy na to, iż zostaną w niej zawarte zapisy tworzące mechanizmy ochronne dla przejęć przez inwestorów zagranicznych polskich firm.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Prof. Czarnek: Po Wielkanocy min. Szumowski poinformuje, czy 10 maja odbędą się wybory. Na razie nie ma przeszkód

– Wybory 10 maja nie odbędą się jeśli sytuacja będzie niebezpieczna dla społeczeństwa, zakażenia koronawirusem wzrosną i nie powstrzymamy go dostępnymi środkami – mówi prof. Przemysław Czarnek.

 

 

Prof. Przemysław Czarnek, poseł Prawa i Sprawiedliwości, odnosi się do apeli opozycji o przełożenie terminu wyborów prezydenckich zaplanowanych na 10 maja. Zwraca uwagę, że postulaty te pozbawione są podstaw prawnych – głosowanie zarządzone zostało na wspomniany termin przez panią marszałek Sejmu na podstawie Konstytucji. Jednym ze sposobów zmiany daty przeprowadzenia wyborów byłoby zatem wprowadzenie zmian konstytucyjnych, co gość Popołudnia WNET uważa za mało prawdopodobne. Drugim rozwiązaniem, nad którym myśli rząd, byłoby natomiast podjęcie po Wielkanocy decyzji przez premiera i ministra zdrowia, czy środki podjęte na podstawie stanu epidemii z ustawy z 2008 r. są wystarczające, czy też trzeba będzie podjąć bardziej radykalne działania wynikające ze stanu klęski żywiołowej.

Prof. Czarnek nie wyklucza, że jeśli sytuacja związana z epidemią koronawirusa będzie się pogarszać, konieczne może okazać się wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. Na razie jednak zakreślone w Konstytucji przesłanki do podjęcia tej decyzji nie występują.

Co do samego faktu, czy wybory będą, czy nie będą, jeszcze raz powtarzam – nie zmieniło się nic. Powtarzam to od kilku tygodni. Nie będzie wyborów, jeśli sytuacja będzie niebezpieczna dla społeczeństwa, jeśli wirus będzie się rozprzestrzeniał jeszcze szybciej niż dzisiaj, jeśli nie powstrzymamy go tymi środkami, które mamy. O tym będzie nas pan minister informował po Świętach Wielkanocnych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Lek. Błaszczyk: Chińczycy dobrze wiedzą, że koronawirusem można zakazić się przez podłogę. Nazywają go „ciężkim wirusem”

– Koronawirus nie jest jak wirus grypy, który roznosi się dość daleko. On szybko opada na ziemię, gdzie leży nawet 6-7 h. Dlatego Chińczycy nazywają go „ciężkim wirusem” – mówi lek. Tadeusz Błaszczyk.

 

 

Lek. Tadeusz Błaszczyk, specjalista od medycyny chińskiej, opowiada o spojrzeniu tej gałęzi leczenia na koronawirusa. Drobnoustrój ten nazywany jest w niej gorącym płucem. Wskazuje, że medycyna chińska nie opracowała jeszcze spójnego i kompletnego sposobu na walkę z koronawirusem, a istniejące opisy leczenia zakażenia są bardzo fragmentaryczne i niejasne.

Gość Radia WNET ubolewa, że w Polsce nie przekazuje się wielu informacji związanych z SARS-CoV-2, które w Chinach są dobrze znane już od dłuższego czasu.

Nikt nie mówi o (…) infekcji koronawirusa poprzez podłogę. Chińczycy nazywają tego wirusa „heavy virus” – ciężki wirus, który opada na ziemię. On nie jest tak jak wirus influenzy, który jak się kaszle to nawet do dwóch metrów się roznosi wkoło aerozol. On nie ma dalekiego zasięgu, może niecałego metra, ale te kropelki (…) płynów ludzkich opadają bardzo szybko na ziemię, i na tej ziemi leżą do 6-7 godzin.

W związku z możliwością zakażenia koronawirusem przez podłogę lekarz zaleca, by po każdej wizycie w miejscu publicznym wystawić buty na słońca na 4-5 godzin.

Lek. Błaszczyk zaznacza, że zbyt mało mówi się o wzmacnianiu odporności organizmu, wynikającej głównie z prawidłowego żywienia.

Jeżeli ten wirus przebiega jako wilgotne płuco, czyli tu na przykład nabiał, mleko jest jak najbardziej niewskazane. A ponieważ grupa A jest najbardziej wrażliwa na zakażenie, to już, (…) natychmiast ludzie grupy A nie powinni w ogóle spożywać mleka i nabiału, dlatego że nabiał powoduje osłabienie śledziony, a potem płuc i odporności.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Lisicki: Pozostaję pesymistą. Państwa raczej nie zrezygnują z kontroli obywateli po epidemii, a napięcia wzrosną

– Zawsze rewolucję wywoływały osoby, które miały niewiele do stracenia. Dotychczas było ich niewiele, więc systemy były stabilne. Po epidemii może się to zmienić – mówi Paweł Lisicki.

 


Paweł Lisicki, redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy”, ocenia politykę polskiego rządu w obliczu epidemii koronawirusa. Stwierdza, że wyróżnia się ona bardzo pozytywnie na tle innych państw europejskich. Zwraca jednak uwagę na specyfikę podejścia Szwecji, która wprowadziła absolutne minimum ograniczeń. Stwierdza przy tym, że mimo to porównanie jej polityki do decyzji podjętych przez Wielką Brytanię nie jest w pełni uprawnione.

Moim zdaniem trudno się odwoływać do Szwecji z powodu specyfiki tego kraju i specyfiki kultury szwedzkiej. Po pierwsze, tak duża liczba Szwedów w ogóle mieszka samotnie, więc oni są naturalnie izolowani (…), a po drugie z powodu bardzo daleko idącej dyscypliny społecznej i zaufania do władzy.

Redaktor naczelny tygodnika „Do Rzeczy” dzieli się również swoimi prognozami na przyszłość. Widzi ją w czarnych barwach – uważa, że państwa niechętnie zrezygnują z metod kontroli obywateli, które wprowadziły w związku z epidemią koronawirusa.

Można powiedzieć, że to jest wyjątkowa odpowiedź na wyjątkowe zagrożenie. No to jest prawda, ale też doświadczenie historyczne mówi nam, że jeśli państwo wprowadza tego typu przepisy i one (…) skutkują, to bardzo niechętnie rezygnuje z tej formy kontroli, jaką uzyskuje nad obywatelem.

Lisicki sądzi także, iż po zakończeniu epidemii pierwszy raz od bardzo długiego czasu w Europie mogą pojawić się znaczne napięcia społeczne, spowodowane utratą majątku. Zaznacza, że stabilność systemów demokratycznych opiera się na fakcie, iż bardzo niewielu ludziom opłaca się podważyć wszystko. Zawsze motorem do zmian rewolucyjnych były natomiast grupy ludzi, które miały bardzo niewiele do stracenia. Gość Radia WNET jest zdania, że ich liczba może w najbliższym czasie znacznie wzrosnąć.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

 

Koronawirus utrzymuje się krócej na banknotach i szkle niż na maseczce. Czasopismo „Lancet” przedstawia nowe badania

SARS-CoV-2 w temperaturze pokojowej może przetrwać na drewnie dwa dni, a na maseczce – tydzień. Jednak po poddaniu danej powierzchni klasycznym metodom dezynfekcji wirus szybko znika.

Naukowe czasopismo medyczne „Lancet” przedstawiło wyniki najnowszych badań dotyczących siły zakażania koronawirusa na różnych powierzchniach w temperaturze pokojowej.

Wykazały one, że SARS-CoV-2 może przetrwać na papierze mniej niż trzy godziny, a na drewnie – dwa dni. Wirus na banknotach, szkle, stali nierdzewnej i plastiku znika z kolei po czterech dniach. Rekordzistką okazała się być jednak maseczka ochronna – na jej zewnętrznej warstwie naukowcy lokalizowali koronawirusa nawet po siedmiu dniach od zainfekowania.

Z tego powodu naukowcy podkreślają, iż ważne jest, by nie dotykać zewnętrznej części maski i nie roznosić koronawirusa na odkryte części twarzy. Zaznaczają ponadto, że w świetle nowych ustaleń jeszcze mocniej zalecane jest częste mycie rąk, by pozbywać się potencjalnego zagrożenia na bieżąco.

A.K.

 

 

Indie nie będą produkować środków farmaceutycznych co najmniej do 14 kwietnia. Polska szykuje się na czarny scenariusz

W produktach farmaceutycznych sprzedawanych w UE 26% substancji czynnych pochodzi z Indii. Drugim, jeszcze większym dostawcą są Chiny. Moce produkcyjne obydwu państw są obecnie jednak ograniczone.

Indie całkowicie wstrzymały produkcję surowców w fabrykach farmaceutycznych do 14 kwietnia. Najprawdopodobniej jednak okres ten zostanie wydłużony. Niemniej jednak, w najbardziej optymistycznym wariancie, wznowienie produkcji możliwe jest najwcześniej w maju. W związku z tym wielu polskich lekarzy i producentów leków przygotowuje się na czarny scenariusz.

Część producentów leków poinformowała już niektóre placówki ochrony zdrowia, głównie jednoimienne szpitale zakaźne, że zaleca się oszczędne gospodarowanie produktami leczniczymi takimi jak ibuprofen czy paracetamol.

Z uwagi na ograniczenia produkcyjne niezależne od producenta apelujemy o używanie leków jedynie w sytuacjach niezbędnych (…). Z przykrością informujemy, że realizacja dostaw jest niepewna i nie można wykluczyć, że pod koniec maja nie będziemy w stanie dostarczać wymienionych produktów leczniczych

– poinformowano w piśmie wysłanym przez jednego z polskich producentów.

Marek Tomków, wiceprezes Naczelnej Rady Aptekarskiej, mówi też o innych surowcach pozyskiwanych z Indii, które używane są w leczeniu chorób wywoływanych przez koronawirusa, takich jak zakażenia dróg oddechowych.

Pozyskujemy też z Indii surowce do produkcji antybiotyków, które mogą ratować życie. Na przykład sól erytromycyny (do leczenia zakażeń dróg oddechowych, zakażeń skóry, układu moczowego i przy zakażeniach pooperacyjnych), acyklowir (na półpasiec i opryszczkę).

Sytuacja jest dla Polski o tyle problematyczna, iż obecnie jest ona całkowicie uzależniona od dostaw z Azji, głównie Chin i Indii. Rodzima produkcja surowców w nie wystarcza dla zabezpieczenia podstawowych potrzeb zdrowotnych Polaków.

Przed wybuchem epidemii rząd zapowiedział wzmocnienie polskiego sektora farmaceutycznego w celu zmniejszenia zależności od azjatyckiej produkcji. Plan ten jednak nie został jeszcze zrealizowany, a jego wdrażanie – zdaniem ekspertów – zajęłoby co najmniej trzy lata.

A.K.