Grozi nam rząd światowy? Bank Japonii przejął kontrolę nad większością japońskich korporacji. To samo będzie w Europie

Independent Trader o tym, jak banki centralne przejmują kontrolę nad państwami i korporacjami, możliwości wyeliminowania gotówki na rzecz światowej kryptowaluty i przykładzie Grecji, Włoch i Islandii.


[related id=112421 side=left]Cezary Głuch odnosi się do wywiadu z Bogdanem Szafrańskim, który komentował decyzję Systemu Rezerwy Federalnej o skupowaniu korporacyjnych papierów dłużnych. Jest to, jak mówi, dalszy etap oddalania się naszego systemu ekonomicznego od wolnego rynku. Ten zaczął się kończyć po decyzji Nixona o zerwaniu powiązania dolara ze złotem.

Żadne prawa podaży i popytu nie mają tutaj zastosowania.

Obecnie w Stanach „niesamowita bańska na obligacjach łupkowych”. Korporacje wydobywające łupki „leciały na stratach”, na co mogły sobie pozwolić, gdyż „FED gwarantował wypłatę w przypadku bankructwa”. Obecnie bank centralny będzie skupował ich dług, by dalej mogły wydobywać ropę, choć przynosi to tylko straty.

Japonia jest jednym wielkim poligonem doświadczalnym, jeśli chodzi o działania banków centralnych.

Trader 21 zauważa, że skupowanie ETF-ów przez bank centralny rozpoczęło się w Kraju Kwitnącej Wiśni już „trzy czy cztery lata temu”. W skupowanych funduszach inwestycyjnych ulokowane są akcje. ETF-y posiadają więc akcje japońskich korporacji, a  akcjonariuszem 85% ETF-ów jest Bank Japonii.

Bank centralny tak naprawdę przejął kontrolę nad większością japońskich korporacji. To samo za kilka lat stanie się w Europie i w Stanach Zjednoczonych.

[related id=102664 side=right]Independent Trader podkreśla, że  „tak długo jak ludzie się nie obudzą i nie zobaczą jak mocno są okradani przez politykę banków centralnych, tak długo banki centralne będą kontrolować działania, bo to w ich interesie”. Przypomina, że politykę, jaką od kryzysu 2008 r. prowadzą banki centralne 15 lat temu realizowały wyłącznie banki krajów  Trzeciego Świat, gdzie działania takie, poprzedzały hiperinflację. Przypomina, że ta ostatnia polega na ucieczce inwestorów od krajowej waluty na rzecz innych walut lub aktywów materialnych.

Bank centralny może szantażować rządy poszczególnych państw.

Gość „Kuriera w samo południe” zauważa, że kraje takie, jak Włochy i Hiszpania uzależnione są od ciągłego skupowania długu. Kiedyś ograniczeniem dla dalszego zadłużania się była wiarygodność papierów dłużnych. Obligacje tych państw oprocentowane były na 10%, a krajów bardziej wiarygodnych, jak Niemcy, Holandia, Luksemburg na 3-4%. Później jednak wkroczył Europejski Bank Centralny, który wygenerował z powietrza miliardy euro wypaczając ten mechanizm.

Głuch przypomina sytuację Grecji, która w 2008 r. nie mogła ogłosić bankructwa i dewaluacji własnej waluty, bo tej ostatniej nie miała. W rezultacie przez kolejną dekadę musiała „utknęła w pułapce długu”, a Grecy „potrzebowali 10 lat, żeby ich gospodarka przestała się kurczyć”. Inaczej postąpiła Islandia, która część długu wzięła na siebie, a część odpisała w procesie bankructwa.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Prof. Marks: Wody się u nas nie szanuje, bo uważa się, że ona jest. Poziom rzek zależy od tego, co się z tą wodą robi

Prof. Leszek Marks o przyczynach suszy w Polsce, zmianach i anomaliach pogodowych, skutkach tych ostatnich oraz sposobach, by się przed nimi zabezpieczyć.


Prof. Leszek Marks tłumaczy, że przez ostatnie dziesięciolecia zmieniło się przemieszczanie mas powietrza:

Mamy mały niż islandzki, a wyż azorski jest słaby. Zaczęły dominować masy powietrza, które przybywają z północy […] O tej porze roku Arktyka jest zamarznięta i to powietrze nie ma możliwości, żeby nabrać wilgoci z Atlantyku.

Dodaje, że takie zjawiska są znane. Jest to zjawisko naturalne i współczesne zmiany klimatyczne mogą co najwyżej go modyfikować.

Geolog mówi także o złej gospodarce wodnej w Polsce, wskazując, że „poziom rzek zależy od tego, co się z tą wodą robi”. Przypomina zdewastowanie przez człowieka jeziora Aralskiego.

Wody się u nas nie szanuje, bo uważa się, że ona jest.

Zauważa na Cyprze opady są praktycznie tylko w okresie zimowym. Wyspa jednak prowadzi politykę zapobiegającą negatywnym konsekwencjom tego zjawiska. Tymczasem w Polsce „od 40 lat trwa budowanie zbiornika na Świńskiej Porębie”. Trzeba na poważnie wziąć się za budowę zbiorników retencyjnych.

Pracownik Uniwersytetu Warszawskiego wskazuje na anomalie klimatyczne, do których należy przeoczona w Polsce powódź w Egipcie, która jest „zjawiskiem niesamowitym”. W wyniku intensywnych opadów samochody w Kairze zostały zalane do wysokości metra.

Ludzie pływali na deskach. […] Dzieci kąpały się na ulicach, jak na basenie.

Przypomina, że „4200 lat temu, kiedy kończyło się Stare Państwo w Egipcie też były takie anomalie pogodowe”. Intensywne deszcze zniszczyły wówczas budynki z cegły mułowej. Dodaje, że także Imperium Majów „musiało upaść, bo był okres nawracającej suszy”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Słowenia i Islandia w czasie zarazy. Goście Studia 37 Dublin: Liliana Wiadrowska i Olga Knasiak

Cień pandemii okrył cały świat. Na szczęście życie toczy się dalej. Wszyscy mają nadzieję na powrót do normalności. Na Islandii i w Słowenii nowa zaraza jest pod kontrolą. O tym opowiadają moi goście.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z Lilianą Wiadrowską, Polką na Bałkanach, z pięknego Mariboru:

https://www.mixcloud.com/tomaszwybranowski/s%C5%82owenia-moja-mi%C5%82o%C5%9B%C4%87-czyli-polka-na-ba%C5%82kanach-radiowo-z-lilian%C4%85-wiadrowsk%C4%85-tomasz-wybranowski/

 

Liliana Wiadrowska – Polka na Bałkanach. Fot. archiwum własne.

Liliana Wiadrowska to młoda, pełna energii, pasji i gracji Polka mieszkająca w Mariborze, która swoje życie związała ze Słowenią. Prowadzi swój video-blog w kanale YouTube, gdzie opowiada o życiu pod niebem Bałkanów i biznesowych historiach.

Tutaj znajdą Państwo link do zaułka YT „Polka Na Bałkanach”: https://www.youtube.com/channel

O swoich (i nie tylko) perypetiach życia w Słowenii i licznych podróżach po Bałkanach opowiada z humorem, czasem ironią i nieprzeciętnością rozkoszowania się chwilą.

W naszej rozmowie na antenie Radia WNET nie mogło się obyć bez jednego wątku: czas zarazy a Słowenia.

Co ciekawe, pierwszy potwierdzone zachorowanie na koronowirusa Covid – 19  słoweńskie medyczne statystyki odnotowały 4 marca, czyli tego samego dnia, co i w Polsce.

Z perspektywy 20 kwietnia 2020 roku Słowenia powoli przygotowuje się by powoli powracać do normalności. Od kilku dni krzywa zachorowań stopniowo się spłaszcza.

Słoweńcy, którzy nie na żarty przerażeni byli wypadkami u sąsiadów, zaczęli przysłowiowo dmuchać na zimne, aby za wszelką nie dopuścić do powtórzenia włoskiego scenariusza. – mówi Liliana Wiadrowska.

Liliana Wiadrowska Fot. zbiory własne.

Stan epidemii w Słowenii ogłoszono 16 marca. Stało się to już po zamknięciu granic z Włochami. Władze kraju wprowadziły tym surowe obostrzenia z całkowitym zamknięciem szkół, centr handlowych, wszystkich sklepów i marketów z artykułami budowlanymi i punktów usługowych. Jedynie czynne pozostały apteki i sklepy spożywcze.

Aby zatrzymać obywateli Słowenii i rezydentów w domach i praktycznie wykluczyć możliwość przemieszczania się, władze wstrzymały całkowicie transport publiczny. Z dnia na dzien zatrzymano cały transport lokalny, miejski, międzymiastowy i międzymiastowy. Zabronione jest także opuszczanie miejsc zamieszkania.

Zamknięto także kościoły i zrezygnowano na pewien czas z nabozeństw. Jak twierdzi Liliana Wiadrowska nie tylko jej, jako osobie wierzącej, ale i niewierzącym, czy agnostykom brakuje dźwięku bijących dzwonów.

Ta cisza podczas spacerów i normalnego rytmu dnia była niepokojąca i smutna. Nie uderzył w mieście żaden kościelny dzwon. To było bardziej niż dziwne uczucie. Na szczęście znów zaczęliśmy słyszeć dzwony z tą tylko różnicą, że teraz nawołują one do nabożeństw online.

Słoweńcy przestrzegają zaleceń swojego rządu, choć nie zawszez nim się zgadzają. Mimo obaw drugiej fali epidemii, każdy z utęsknieniem i pewną dozą niecierpliwości czeka na powrót do normalności.
W Wielki Czwartek rząd słoweński zapowiedział stopniowe łagodzenie restrykcji. I tak 15 kwietnia otwarto serwisy samochodowe.

 

                    Na Islandię nadchodzi wiosna. Rząd łagodzi pandemiczne obostrzenia 

 

Olga Knasiak, mój kolejny radiowy gość, to „Polka na Islandii”. Od 15 lat mieszka, pracuje i realizuje swoje marzenia na tej bajkowej wyspie. Na co dzień mama 6 letniego Vincenta. Pracuje jako kadrowa i księgowa w firmie instalacyjnej. Hobbistycznie bloguje i kocha podróżować. Islandię nazywa swoim domem. Jest dumna, że opanowała język islandzki (co nie jest najłatwiejszym wyzwaniem lingwistycznym) i śpieszy z pomocą innym.

 

Olga Knasiak, autorka bloga „Polka na Islandii”. Fot. Holograph Studio Reykjavik.

Tutaj wysłuchają Państwo rozmowę z Olgą Knasiak:

https://www.mixcloud.com/tomaszwybranowski/olga-knasiak-i-opowie%C5%9B%C4%87-polski-na-islandii-w-cieniu-pandemii-radio-wnet-tomasz-wybranowski/

Nasza rozmowa o jej emigracyjnych perypetiach i Islandii odbywa się w cieniu zarazy Covid – 19.  Zgodnie z planem islandzkiego rządu i słowami premier Islandii Katrín Jakobsdóttir, minister sprawiedliwości Áslaug Arna Sigurbjörnsdóttir i minister zdrowia Svandís Svavarsdóttirod, od 4 maja 2020 roku zmianie ulegnie zakaz dotyczący organizowania zgromadzeń. Liczba osób biorących w zgromadzeniach zostanie zwiększona z 20 do 50 osób. Ale podczas każdego spotkania wszystkich będzie obowiązywała zasada zachowania 2-metrowych odstępów od siebie.

Na Islandii od poniedziałku 16 marca obowiązuje zakaz zgromadzeń (samkomubann). Nie ma oficjalnego komunikatu o zamknięciu przedszkoli (zamknięto szkoły średnie i uniwersytety) jednak rodziców którzy mogą pracować zdalnie poproszono o pozostawienie dzieci w wieku przedszkolnym w domu. Taką samą prośbę wystosowało też nasze przedszkole. W związku z ograniczeniami przedszkole mojego syna Vincenta podzielono na dwie grupy. Każda z grup uczęszcza do przedszkola w wyznaczonych dniach i według określonych reguł. – mówi Olga Knasiak

Olga Knasiak z synem Vincentem w zimowej aurze bajkowej Islandii. Fot. Holograph Studio Reykjavik.

 

Jak donosi serwis Iceland News Poland icelandnews.is od 4 maja na Islandii także szkoły podstawowe i przedszkola będą mogły rozpocząć pracę na takich samych zasadach, zaś uniwersytety i licea będą musiały dostosować się do nowo obowiązujących zasad z zachowaniem zasady 2 metrów odległości pomiędzy uczniami i studentami.

Otwarte zostaną salony piękności, zakłady fryzjerskie, gabiety masażu i fizjoterapii, podobnie muzea, gdzie będzie musiała być zachowana zasada 2 metrów. Do odwołania pozostaną zamknięte baseny i siłownie oraz kluby fitness. Nie zmienią się także zasady dotyczące barów, miejsc rozrywki, lokali z grami itp.

Zgodnie z informacjami departamentu zdrowia na dzień 20 kwietnia 2020 na Islandii jest zarażonych 1 771 osób. Zmarło 9 osób, zaś zostało wyleczonych 1 291. 

 Islandzki sen Olgi Knasiak

Olga pochodzi z Pleszewa, małej miejscowości w województwie wielkopolskim. Choć w Pleszewie się urodziła i wychowała , to równie mocno związana jest z Poznaniem. Los i 0patrzność tak sprawiły, że cała jej najbliższa rodzina jest na Islandii:

Pierwszym i jedynym krajem mojej emigracji jest Islandia. Pierwszy przyjechał tu mój brat, który później wspierał mnie w szukaniu mieszkania, pracy i pomógł się zadomowić. Zdecydowałam się na wyjazd, gdyż w Polsce nie dostałam się na wymarzone studia dziennie, a studia zaoczne i na prywatnych uczelniach mnie nie satysfakcjonowały. – powiedziała w wywiadzie dla witryny Gone to Texas.

Olga Knasiak. Fot. Holograph Studio Reykjavik.

W 2005 roku Olga wyjechała na Islandię do swojego taty, który wspierał ją i pomagał. Po roku pobytu na wyspie usamodzielniła się. Przez cały czas pracowała, a po pięciu latach pobytu na Islandii równolegle z pracą uczęszczała na trzyletnie studia, podczas których nauczyła się języka islandzkiego na Uniwersytecie Islandzkim.

Olga Knasiak jest bardziej niż rodzinną osobą. Często powtarza, że jest dumna ze swojego syna Vincenta. Wspomina brata, który bardziej niż pomagał podczas pierwszych tygodni na śnieżnej i lodowej wyspie. Kolejnym jej powodem do dumy jest fakt, że nauczyła się języka islandzkiego na poziomie komunikatywnym.

Jest skromna i życzliwa. Kiedy stwierdziłem podczas rozmowy, że „stała się pierwszym oknem dla pań i panów na Islandię, z serią porad, podpowiedzi i spostrzeżeń”, odpowiedziała:

Wiesz, znam już dosyć dobrze islandzką rzeczywistość i dzięki temu potrafię pomagać kolejnym nowoprzybyłym tutaj Polkom i Polakom w odnalezieniu się i postawieniu pierwszych pewnych kroków. I nigdy nie lubię chodzć na łatwiznę i staram się zawsze sama do wszystkiego dojść. – powiedziała Olga Knasiak.

Muzycznie opowiadała w „Niedzielnym podsumowaniu tygodnia WNET” o twórczości Júníusa Meyvanta (gorąco polecam słuchaczom radio jego drugi album „Across the Border”) i Friðrika Dór, który – jak twierdzi Olga – skomponował i wyśpiewał jedną z najpiękniejszych piosenek o Reykjaviku „Fröken Reykjavík”. 

Zapraszam i gorąco polecam bloga Olgi Knasiak www.polkanaislandii.is

Tomasz Wybranowski

Polska w czołówce krajów z najwyższym odsetkiem pracujących imigrantów spoza UE

Zgodnie z danymi opublikowanymi przez Europejski Urząd Statystyczny Polska jest na piątym miejscu, jeśli chodzi, o poziom zatrudnienia imigrantów spoza UE.

W Polsce zgodnie z badaniami Eurostatu pracuje aż 76% imigrantów z krajów spoza Unii. W rankingu wyprzedzają nas jedynie Malta (77,3 proc.), Rumunia (77,9 proc.), Czechy (81,8 proc.) oraz Islandia (82,7 proc.). Gorszy wynik mają za to m.in. Włochy (63,4 proc.), Niemcy (57,5 proc.) czy Holandia (54,8 proc.).

Znacznie gorzej radzą sobie kraje tzw. starej Unii, gdzie nawet połowa imigrantów nie pracuje, pozostając na utrzymaniu państwa .

Tak wyniki badań oceniał w rozmowie z portalem tvp.info Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców. Faktycznie w Szwecji, Finlandii i Francji zatrudniony jest zaledwie co drugi przybysz spoza UE. Najmniejszą stopę zatrudnienia imigrantów ma Belgia, gdzie pracuje ich jedynie 43,4 proc.

Wysoka stopa zatrudnienia imigrantów spoza UE w Polsce, w kontekście znacznie niższych wskaźników na zachodzie Europy, ewidentnie pokazuje nam, że dotychczasowi imigranci stanowią dla polskiej gospodarki istotną wartość dodaną.

Tak uzupełniał swoją wypowiedź Cezary Kaźmierczak.

Nie jest niespodzianką, że najliczniejszą grupę imigrantów spoza UE stanowią w Polsce Ukraińcy. […]struktura etniczna i kulturowa imigrantów w naszym kraju to czynniki wspierające ich aklimatyzację.

Ekspert dodał, że rośnie imigracja z krajów azjatyckich. Zatrudnienie imigrantów jest jego zdaniem sposobem na zaradzenie brakowi rąk do pracy, który będzie się pogłębiać ze względów demograficznych.

Jak podaje TVP. Info, zgodnie z danymi Narodowego Banku Polskiego w Polsce jest zatrudnionych ok. 1,2 mln Ukraińców. Badania Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej pokazują, że 70 proc. z nich pozytywnie ocenia doświadczenia pracy w naszym kraju, a ponad 60 proc. chce mieszkać w Polsce na stałe.

Jednocześnie nie należy zapominać, że wzrost zatrudnienia imigrantów w Polsce ma także swoje ciemne strony związane z wyzyskiem przybyszy i pracą na czarno. Zdarzają się tragedie takie jak śmierć Wasyla Czorneja nielegalnie zatrudnionego w zakładzie produkującym trumny pod Nowym Tomyślem. Kiedy w zakładzie dostał drgawek, jego szefowa nie wezwała pogotowia, tylko wywiozła go do lasu (jak twierdzi, mężczyzna już wtedy nie żył) i tam zostawiła.

A.P.