Protesty we Włoszech przeciwko otwarciu centrów handlowych w czasie świąt Wielkiej Nocy: „Świąt się nie sprzedaje”

Centrale i branżowe związki zawodowe we Włoszech protestują przeciwko decyzji o otwarciu centrów handlowych w Święta Wielkanocne. Swój sprzeciw manifestowało w sobotę kilkuset pracowników outletu.

„Świąt się nie sprzedaje”- takie jest hasło protestów działaczy włoskich central związkowych i mniejszych związków zawodowych przeciwko prowadzeniu działalności handlowej w wielkanocną niedzielę i poniedziałek.

Największą falę dyskusji wywołała decyzja o tym, że po raz pierwszy w święta w miejscowości Serravalle koło Alessandrii będzie czynny outlet, w którym jest 250 sklepów. W odpowiedzi na apele trzech największych central związkowych w kraju, w wiecu przed wjazdem do tego centrum handlowego uczestniczyło kilkuset jego pracowników.

Lokalne media informują, że akcja protestacyjna nie zniechęciła klientów, którzy – nie mogąc wjechać samochodami z powodu zablokowania drogi przez manifestantów – dotarli tam na piechotę, skuszeni oferowanymi w okresie świątecznym dużymi obniżkami cen.

Podobny protest zapowiedziano tam na niedzielę.

Strajki i pikiety przeciwko otwarciu sklepów odbędą się w Niedzielę Wielkanocną także w Apulii, Toskanii i Wenecji Euganejskiej.

źródło:pap

Czytaj więcej: Prof. Andrzej Waśko: Strajk ZNP objął jedynie 11% szkół. Uchwały w sprawie nowej sieci szkół zakończone pełnym sukcesem

Prezydent Hassan Rouhani: Iran nie potrzebuje niczyjego pozwolenia na budowanie rakiet, dronów i samolotów bojowych

Doświadczyliśmy wielu zbrodni i agresji. Nawet jeśli nasz region byłby całkowicie bezpieczny i pozbawiony wpływu obcych mocarstw, nasz kraj potrzebuje siły militarnej dla niezbędnej równowagi.

Regionalna równowaga sił wymaga od Iranu wielkiego wysiłku obronnego w związku z zainteresowaniem wielkich mocarstw i przez to nasz kraj może upominać się o sprawiedliwość i wolność na świecie. W naszym regionie doświadczyliśmy wielu zbrodni i agresji dokonywanych przez naszych sąsiadów oraz wielkie mocarstwa z USA na czele – oświadczył prezydent Iranu.

Czytaj więcej: Ambasador Iranu: Mój kraj zwalcza terroryzm i dąży do stabilizacji regionu. To Amerykanie podsycają niepokoje – VIDEO

Irański prezydent przypomniał, że interwencje mocarstw i awanturnicza polityka Izraela były zawsze źródłem trosk i zagrożeń na Bliskim Wschodzie. – Wielkie mocarstwa zawsze służyły swoim interesom w regionie – zaznaczył.

Następnie Rouhani stwierdził: – Nawet jeśli nasz region byłby całkowicie bezpieczny i pozbawiony wpływu obcych mocarstw, nasz kraj potrzebuje siły militarnej dla niezbędnej równowagi .

[related id=”12745″ side=”left”]Irańska generalicja zaprezentowała prezydentowi najnowsze wynalazki perskiego arsenału wojennego. Rouhani obejrzał nowoczesną broń produkcji irańskiej – dron taktyczny Mahajer 6, rakiety ziemia-morze Nasir, pociski powietrze-powietrze Faku, samoloty Qaher F-313 i Kawsar. Minister Obrony gen. Hosseini Dehqan przyznał, że produkcja samolotów Qaher F-313 i Kowsar są zaczątkiem do budowy nowoczesnego lotnictwa.

A jeszcze 40 lat temu szach Reza Pahlawi wojował z wielbłądami i osłami grasującymi na irańskich ulicach.

źródło/presstv

Czytaj więcej:Dotychczasowy prezydent Iranu Hasan Rowhani będzie walczył o reelekcję. Wybory prezydenckie w Iranie odbędą się 19 maja

Na Zachodzie bez zmian. Niemcy domagają się większego socjalu, krytykują politykę NATO, bronią Rosji przed imperializmem

Rozbrojenie zamiast cięć w sferze socjalnej – tak brzmiało hasło przewodnie tegorocznych marszów pokojowych, które odbyły się w Wielką Sobotę w kilku miastach Niemiec.

W centrum krytyki znalazła się polityka NATO wobec Rosji. Uczestnicy apelowali do polityków o działanie na rzecz pokoju oraz o budowanie porozumienia pomiędzy narodami Europy. Wśród kluczowych żądań znalazły się między innymi: wystąpienie Niemiec ze struktur militarnych NATO oraz zwiększenie wydatków budżetu państwa na bezpieczeństwo socjalne.

[related id=”12982″ side=”left”]Protestujący odnieśli się krytycznie do działań państw członkowskich NATO, którym zarzucają „wrogą politykę” wobec Rosji. Rozmieszczenie sił zbrojnych sojuszników na wschodniej flance sojuszu uznali za „wymachiwanie szabelką”. Wypowiedzieli się ponadto przeciwko elementom tarczy antyrakietowej na terenie Europy Wschodniej.

Nie brakowało także krytycznych słów pod adresem Niemiec, które nazwano „centrum dowodzenia” natowskiej polityki „obalania rządów”. Skrytykowano produkcję dronów bojowych, rozmieszczenie amerykańskich głowic nuklearnych w bazach w Niemczech oraz wymagane przez Sojusz podwyższenie wydatków państw na obronność do 2 proc. PKB.

Po raz kolejny organizatorzy marszów zażądali zakończenia deportacji uchodźców z krajów europejskich.

Marsze odbyły się w kilkunastu miastach kraju. Do większych demonstracji doszło w Berlinie (600 uczestników), w Bremie (400) i w Monachium (200).

źródło/pap

Czytaj więcej: Niemcy realizują swój projekt Mitteleuropy – gospodarczej i politycznej dominacji nad naszą częścią kontynentu

Erdogan: ci którzy nie chcą zmian w konstytucji, wygadują głupoty. Opozycja nawet nie wie, dlaczego się sprzeciwia

Prezydent Turcji Erdogan oświadczył, że docenia przeciwników zmian konstytucji, ale nie może im przyznać racji. Jutro 55 mln uprawnionych do głosowania Turków zdecyduje o kształcie ustawy zasadniczej.

– Doceniam tych, którzy opowiedzą się przeciwko zmianom w konstytucji, ale nie mogę zrównać opinii na „tak” i na „nie”. Jak one miałyby być równoważne? Doceniamy przeciwników zmian, ponieważ to jest demokracja – mówił turecki prezydent na wiecu w istambulskiej dzielnicy Tuzla.

W referendum Turcy mają wyrazić opinię w sprawie wzmocnienia władzy prezydenckiej oraz wydłużenia kadencji prezydenta. Jeśli opowiedzą się za zmianami, Erdogan może rządzić krajem kolejne 12 lat. Turecki prezydent przyznaje też otwarcie, że po wygranym referendum ponownie zostanie wprowadzona kara śmierci,m.in. za zdradę stanu. Do dziś kilku tysiącom aresztowanych w związku z lipcowym „puczem” nie przedstawiono zarzutów. Zdaniem części ekspertów, Erdogan wyczekuje, aż kara śmierci wróci do tureckiego prawodawstwa i wtedy będzie mógł rozliczyć się z opozycją wedle prawa i swojego oczekiwania.

Turecki prezydent skrytykował również opozycję, że nie wie, dlaczego sprzeciwia się proponowanym zmianom w konstytucji:

Proponujemy sposób zarządzania dla przyszłości naszego narodu i naszych dzieci. Zauważcie, że opozycja nic nie proponuje. Oni wszystko negują, krytykują i wygadują bzdury o rzeczach, na których się nie znają, i zawsze na wszystko jest „nie, nie, nie” – irytował się nowy „sułtan” turecki.

Sondaże przed referendalne wskazują, że wynik będzie korzystny dla postulatów Erdogana.

źródło/hurriyet

Czytaj więcej:Turcja grozi, że umowa z UE ws. imigrantów może być zawieszona. Czy Erdogan wyśle kolejne miliony uchodźców do Europy?

Bawarski dziennik napisał o „polskim obozie zagłady”. Czy to tylko pomyłka? Polski konsulat zapowiada interwencję

Bawarski dziennik „Mittelbayerische Zeitung” z Regensburga na swoich stronach internetowych napisał o „polskim obozie zagłady” – poinformowało w sobotę Polskie Radio.

Niemiecki dziennik, opisując historię mieszkającego w północnej Bawarii Izraela Hoffmana, napisał, że jego starszą siostrę naziści zamordowali w „polskim obozie zagłady” w Treblince.

W rozmowie z Polskim Radiem konsul Robert Zadura z Konsulatu Generalnego w Monachium zapewnił, że jego placówka będzie interweniowała w tej sprawie i natychmiast wystosuje odpowiednie pismo do redakcji „Mittelbayerische Zeitung”.

To kolejny w ostatnim czasie przypadek użycia przez niemieckie media niezgodnego z prawdą historyczną określenia „polskie obozy zagłady”. W marcu znalazło się ono na portalu niemieckiej telewizji SWR w materiale o 75. rocznicy pierwszych deportacji Żydów z Moguncji. Telewizja poprawiła błąd i za niego przeprosiła.

Sformułowania takiego użyła również na stronie internetowej stacja radiowa „B5 aktuell”. Artykuł, w którym znalazło się wprowadzające w błąd określenie, dotyczył książki historyka Stephana Lehnstaedta „Der Kern des Holocaust” (rdzeń Holokaustu), poświęconej Akcji Reinhardt – zaplanowanej przez nazistów operacji zagłady Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa. Po interwencji konsulatu generalnego RP, niemieckie radio B5 Aktuell usunęło ze strony internetowej użyte w artykule określenie „polskie obozy zagłady”, zastępując je słowami „niemieckie narodowosocjalistyczne obozy zagłady (…) w okupowanej wówczas Polsce”.

źródło/pap

Czytaj więcej:Bogatko: Przebieg zamachu w Dortmundzie ukazuje, że pojawiła się nowa forma terroryzmu. Dla Niemców to hiobowa wieść

Szefowie MSZ Wielkiej Brytanii i Francji grożą władzom Syrii karą za użycie broni chemicznej przeciw własnym obywatelom

Ministrowie spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii i Francji: Boris Johnson i Jean-Marc Ayrault we wspólnym artykule zapowiedzieli, że reżim Syrii poniesie karę za niedawny atak chemiczny.

„Nie będzie bezkarności” – podkreślili szefowie dyplomacji brytyjskiej i francuskiej.

[related id=”10925″]4 kwietnia w syryjskim mieście Chan Szajchun w prowincji Idlib doszło do ataku chemicznego, w którym zginęło 87 osób. O jego przeprowadzenie Zachód oskarżył wojska reżimu prezydenta Syrii Baszara el-Asada. Śledztwo w sprawie tego wydarzenia prowadzi zespół ekspertów z Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW).

W reakcji na atak chemiczny USA przeprowadziły w nocy z 6 na 7 kwietnia uderzenie rakietowe na syryjską bazę lotniczą Szajrat w prowincji Hims; to z niej według USA wystartowały samoloty, które zaatakowały Chan Szajchun.

„Brytyjscy naukowcy przeanalizowali próbki pobrane od ofiar ataku. Dały one pozytywny wynik w badaniach na obecność sarinu lub substancji podobnej do sarinu. Nasza analiza wskazuje, że dwa syryjskie odrzutowce znajdowały się w pobliżu Chan Szajchun i w zasięgu prawdopodobnych miejsc przeprowadzenia ataku” – oświadczyli ministrowie.

[related id=”9682″]Ocenili jako „wysoce prawdopodobne”, że ataku dokonał syryjski reżim, oraz podkreślili, że „twierdzenia Rosjan, jakoby chodziło o trafienie arsenału chemicznego należącego do (zbrojnej) opozycji, nie znajdują pokrycia w faktach”.

Johnson i Ayrault wskazują na konieczność zbadania okoliczności ataku na Chan Szajchun i ustalenia sprawców: „Misja rozpoznawcza OPCW zbada ten atak, a (…) niezależne (połączone) gremium ONZ i OPCW orzeknie, kto za niego odpowiada. Jesteśmy przekonani do takiej procedury i w pełni ją popieramy”.

Apelują o monitorowany przez społeczność międzynarodową rozejm w Syrii, by „nie dochodziło już do takich ataków”, oraz o wzmożenie wysiłków na rzecz rozwiązania politycznego, które rozpoczęłoby proces przejściowy w Syrii.

Władze syryjskie zadeklarowały poparcie dla dochodzenia OPCW, jednocześnie jednak zakwestionowały jego wiarygodność. Rosja i Iran – którym Johnson i Ayrault zarzucają w swoim tekście tuszowanie zbrodni Damaszku – skrytykowały fakt, że śledztwo prowadzone jest w Turcji, a nie w Syrii.

źródło/pap

Czytaj więcej:Atak gazowy na cywilów nie zmieni losów wojny domowej w Syrii. Trump obwinia Baracka Obamę o wieloletnią nieudolność

Rosja mobilizuje armię na Dalekim Wschodzie. Media społecznościowe zarejestrowały mobilizację we Władywostoku

We Władywostoku, oddalonym o 12 km od granicy północnokoreańskiej, mieszkańcy zauważyli kolumny wojskowe i niespotykaną wcześniej mobilizację personelu wojennego. Kreml zaprzecza tym doniesieniom.

źródło: Twitter

Czytaj więcej: Donald Trump złagodził swoją ocenę NATO, natomiast stosunki z Rosją określił jako „być może najgorsze w historii”

Afganistan: Plotki o tym, że nam, mudżahedinom, pomagają Rosjanie, są kłamstwem. Talibowie dementują doniesienia mediów

W Internecie pojawiły się plotki, że Islamski Emirat, znany wcześniej jako Taliban, jest wspierany przez Moskwę. Talibowie postanowili zaprzeczyć tym, ich zdaniem kłamliwym, doniesieniom.

W różnych kręgach i mediach pojawiły się informacje, że Rosjanie wspierają materialnie Taliban. Islamski Emirat stanowczo temu zaprzecza – czytamy w oświadczeniu zamieszczonym na Twitterze.

Islamski Emirat nie otrzymał jakiejkolwiek pomocy wojskowej ni logistycznej od Rosjan. Islamski Emirat przez 16 lat z pomocą Allaha i poparciem całego narodu z powodzeniem walczy z obcą okupacją – dodają.

Następnie przedstawiciele Emiratu zaznaczają:

– Islamski Emirat jako reprezentant i gwarant narodu szuka porozumienia i kontaktu z ościennymi i regionalnymi mocarstwami, o ile to nie szkodzi islamskim lub narodowym interesom – przypominają.

Islamiści dodali również, że Mudżahedini nigdy nie dadzą się oszukać przez kłamliwą propagandę.

Jak głosi przytaczana przez Grzegorza Brauna mądrość rosyjskich służb: „nie interesują ich informacje nie zdementowane”.

źródło/Twitter

Czytaj więcej: Władze afgańskie podały, że w wyniku zrzucenia przy granicy z Pakistanem superbomby zginęło co najmniej 90 dżihadystów

Bernard Lewis – „Co się właściwie stało?” – książka o przyczynach kryzysu w islamie, który spowodował m.in. Sobieski

Bernard Lewis, amerykański arabista i prawdziwy ekspert ds. bliskowschodnich, napisał ongiś ciekawą broszurkę pt. „Co się właściwie stało? O kontaktach Zachodu ze światem islamu”.

Czytaj więcej: Arabia Saudyjska: Teologowie islamscy potępiają ataki na koptyjskie kościoły. Jest to zakazane przez prawo muzułmańskie

Lewis jest posądzany przez wielu o nikczemne kontakty z amerykańską „razwiedką”, która jakoby zlecała mu analizy i propagandowe publikacje. No cóż, chyba jeszcze nie urodził się akademik lub dziennikarz, który odmówiłby sowitego grantu za czynności, które i tak lubi. Niemniej prace Bernarda Lewisa wypada znać i chwała Niebiosom, że na polskim rynku niektóre z nich są dostępne.
Islam w Europie jest faktem. I z tym faktem należy się pogodzić. Miast jałowych dywagacji, wynikających raczej z szoku, że ten świat jest wielobiegunowy i wielokolorowy, należy wziąć się za gruntowną edukację, która i tak jest po czasie. Właśnie do takowej edukacji idealnie nadaje się książka amerykańskiego arabisty.

Lewis bada, jak „Orient” patrzył na Zachód przez wieki. Świat islamu podbił Lewant i Afrykę Północną, wdarł się do Europy – i co myślał o swoich adwersarzach?

Ano, że są brudni, prymitywni, nieciekawi, zacofani i ogółem niewarci zainteresowania. I miał rację! W czasach, kiedy korzystanie z bieżącej wody w Europie wieków średnich i późniejszych było uważane za aberrację, każdy muzułmanin mył się 5 razy dziennie – zgodnie z nakazem religii. Armie muzułmańskie biły chrześcijan, jak chciały i kiedy chciały, i tylko kwestią czasu oraz woli Allaha było, kiedy zgarną wszystko. Rozwój nauki, medycyny (m.in. destylacji spirytusu – stąd słowo al-kuhl czyli alkohol), inżynierii, poezji, filozofii wyprzedzał Stary Kontynent o stulecia. Muzułmanie znali chrześcijan jako zhimmi – naród księgi, który ma prawo do istnienia, ale musi się im opłacać i jest dyskryminowany politycznie. Dodatkowe interakcje zachodziły na wojnach, które armie muzułmańskie w większości wygrywały. Więc w oczach muzułmanów Europa nie stanowiła żadnej wartości.

Jednak w pewnym momencie doszło do kryzysu… I co się właściwie stało? – zapytuje autor.
Lewis przygląda się zapasom militarnym w średniowieczu oraz krucjatom. Szczytem potęgi muzułmańskiej było zajęcie Konstantynopola w 1453 roku.

Miasto pozostało osamotnione, Europa nic nie zrobiła, żeby obronić resztki prawdziwego Imperium Romanum. Dla muzułmanów było to niedorzecznością i objawem prymitywizmu politycznego Starego Kontynentu. Od zajęcia miasta Konstantyna sułtan osmański, kalif muzułmanów, nosił też tytuł „cesarza Rzymu”.

[related id=”1267″]Szok wywołany upadkiem Bizancjum ocucił Europę. Skoro nie możemy pokonać Saracenów masą, której nie mamy, zrobimy to za pomocą technologii – pomyśleli Europejczycy. Z czasem renesans wybuchł na Starym Kontynencie i dla prochu, chińskiego wynalazku, znaleziono inne, skuteczniejsze zastosowanie. Do broni palnej doszła artyleria, inżynieria i taktyka. Europa, odkrywając naukę i świat, zdaniem Lewisa, przeskoczyła z czasem świat islamu. Europa chciała się uczyć i zadawała pytania, a świat islamu, będąc w swoich oczach doskonałym, znał wszystkie odpowiedzi. Ponieważ – co mogło przyjść ciekawego od prymitywów? Nic. I zdaniem Lewisa, ta arogancja wepchnęła muzułmanów w kryzys.

Kryzys, który dopiero ujawnił się w na przedpolach Wiednia 1683 roku. Turcy wykorzystali dogodną koniunkturę. Europa była wyniszczona wojnami, Rzeczpospolita powalona przez nawałnicę kozacko-moskiewsko-szwedzką; do tego Kozacy z Prawobrzeża tradycyjnie zdradzili Warszawę, w wyniku czego straciliśmy nawet Kamieniec Podolski. Tatarzy, co należy przypomnieć, wielokrotnie bawili pod Lwowem, ale i też uratowali nasz kraj, kiedy Chmielnicki poddał się carowi i wojska moskiewskie ruszyły na Wilno i Lublin.

Klęska muzułmanów pod Wiedniem i wynikający z niej traktat w Karłowicach spowodowały, że Turcja musiała ustąpić z wcześniej zajętych ziem (m.in. Prawobrzeża) i uznała po raz pierwszy w historii wyższość Europy nad sobą.

To było wbrew islamowi, który jednoznacznie uznaje, że jego wyznawcy są awangardą myśli i cywilizacji. Tam, gdzie wybudowano meczet i gdzie dotarł miecz wyznawcy Mahometa, tam już jest kraina islamu, aż do Sądu Ostatecznego.

Jednak bitwa pod Wiedniem wykazała, że tak nie było. Co więcej, do wojen włączyła się słabiutka wcześniej Moskwa, wzmocniona reformami Piotra Wielkiego, z jasnym i klarownym programem politycznym – odbicie Bałkanów i wszystkich ziem słowiańskich i prawosławnych.

[related id=”10624″ side=”left”]Muzułmanie byli w defensywie na wszystkich frontach. Europa w XVIII i XIX wieku robiła, co chciała. Na Bliskim Wschodzie Francuzi objęli ochroną kościoły podłączone pod Rzym, a Moskwa wszystkie schizmatyckie. Istambuł próbował reagować. W latach 1839-76 w Imperium Ottomańskim nastał okres tanzimat, czyli wielkich reform społecznych i cywilizacyjnych, które miały „uzdrowić chorego człowieka” Europy. Te reformy w gruncie rzeczy ograniczyły się m.in. do stawiania wież zegarowych czy umundurowania armii, która i tak była nieskuteczna poprzez brak znajomości taktyki i inżynierii. Tanzimat, jak przypominał Lewis, miał wielu przeciwników. Co prawda skończyły się czasy, kiedy armie muzułmańskie gromiły wojska europejskie, ale wciąż na przeszkodzie stała idea doskonałości – arab. kemal: jako muzułmanie, jesteśmy doskonali i wszelkie innowacje zewnętrzne nie są zgodne z islamem.

Czytaj więcej:W Jerozolimie palestyńscy chrześcijanie mają problemy nie tylko z islamistami, ale też z żydowskimi radykałami

Władze afgańskie podały, że w wyniku zrzucenia przy granicy z Pakistanem superbomby zginęło co najmniej 90 dżihadystów

Co najmniej 90 dżihadystów z Państwa Islamskiego zginęło wskutek zrzucenia w czwartek przez USA w Afganistanie najpotężniejszej konwencjonalnej bomby lotniczej. Poprzedni bilans mówił o 36 zabitych.

Bomba została zrzucona z samolotu MC-130 na system tuneli i bunkrów, wykorzystywanych przez bojowników IS w powiecie Achin, w prowincji Nangarhar we wschodnim Afganistanie, przy granicy z Pakistanem.

Rzecznik gubernatora prowincji Nangarhar, Attaullah Chogjani powiedział agencji AFP, że w ataku „zginęło 90 bojowników Daesz (arabski akronim IS)” oraz, że kontynuowana w sobotę „operacja oczyszczania terenu z dżihadystów przebiega z powodzeniem”.

„Co najmniej 92 bojowników Daesz zostało zabitych” w wyniku zrzucenia bomby – oświadczył z kolei przedstawiciel władz w powiecie Achin, Esmail Szinwar. „Trzy tunele, w których bojownicy zajęli stanowiska w momencie ataku, zostały zniszczone” – powiedział AFP, zastrzegając, że nie ma ofiar wśród ludności cywilnej i afgańskich żołnierzy. „Cywile zostali poinformowani wcześniej (o ataku) i uciekli (…). W tej chwili afgańscy komandosi i zagraniczni żołnierze przeprowadzają operację oczyszczania w tej strefie” – dodał.

Użyta przez USA w czwartek w Afganistanie bomba lotnicza GBU-43/B stanowi najpotężniejszy element amerykańskiego arsenału konwencjonalnych środków ataku z powietrza. Klasyfikuje się ją oficjalnie jako masywną bombę detonująca w powietrzu (Massive Ordnance Air Blast – MOAB). Jedynym jej nosicielem jest taktyczny samolot transportowy C-130 Hercules.

Według wydanego przez urząd prezydenta Afganistanu Aszrafa Ghaniego komunikatu, bomby użyto w ramach wspólnej operacji sił afgańskich i międzynarodowych, które „ściśle koordynowały tę operację i zachowały największą ostrożność, by uniknąć jakichkolwiek ofiar cywilnych”.

Związana z dżihadystami agencja prasowa Amaq podała w piątek, że żaden z bojowników IS nie zginął, ani też nie został ranny w wyniku amerykańskiego bombardowania.

źródło/pap

Czytaj więcej:Turcja ostrzega, że na jej granicy z Iranem czeka 3 mln imigrantów, głównie z Afganistanu, których celem jest Europa