Iza Smolarek: wizerunek i ikonografia Elżbiety II mocno weszły do tkanki życia narodowego

Cyfra królewska Elżbiety II

Alex Sławiński i Iza Smolarek o zmianach w harmonogramie w uroczystościach po śmierci królowej i o tym, co zrobić z symbolami zmarłej królowej.

Iza Smolarek zauważa, że śmierć królowej w Szkocji zamiast w Anglii wymusza korektę planu Operacji London Bridge. Zgodnie z nim ciało królowej miało się znaleźć w ciągu 24 godzin w Opactwie Westminsterskim.

Przez następne kilka dni w katedrze w Edynburgu będzie można oglądać ciało królowej, zanim dotrze z powrotem do Londynu. A wtedy będzie jej ciało można odwiedzać w Westminster, zanim zostanie w dniu pogrzebu przetransportowane do Westminster Abbey z parlamentu.

Co zrobić z wizerunkami i odwołaniami do zmarłej królowej w przestrzeni publicznej? Cyfrą królowej oznaczone są skrzynki pocztowe. Sławiński sądzi, że cyfry królewskie Elżbiety II pozostaną na starych skrzynkach, podobnie jak wciąż istnieją skrzynki z epoki wiktoriańskiej.

Czytaj także:

Dr Rafał Brzeski: Elżbieta II potrafiła rozładowywać wszystkie niebezpieczne konflikty polityczne i społeczne

Na pewno znaczki będą miały podobiznę nowego króla.

Na nowych monetach i banknotach znajdzie się wizerunek Karola III. Alex Sławiński zauważa, że w Szkocji są zupełnie inne banknoty, na których nie ma wizerunku królowej.

Biznes rojalistyczny to są miliardy funtów rocznie.

Związkowcy zapowiadali wielkie strajki na kolei. W związku ze śmiercią królowej odwołali je.

A.P.

Wielka Brytania: strajkują pracownicy największego portu kontenerowego

W niedzielny poranek pracownicy Felixtowe w hrabstwie Suffolk rozpoczęli największą od 30 lat akcję protestacyjną. W strajku bierze udział około dwóch tysięcy osób.

Domagają się podwyżek płac na zasadach zasugerowanych przez związki zawodowe. Akcja zaplanowana jest na osiem kolejnych dni. Biorą w niej głównie operatorzy dźwigów oraz innych maszyn, a także dokerzy. Większość z nich zrzeszona jest w związku Unite, jednej z największych central w UK.

Port kontenerowy Felixtowe obsługuje około 48 procent brytyjskiego handlu i jest jednym z największych w Europie. The Guardian podaje, że przez port przewija się około 2000 statków rocznie, co przekłada się na około cztery miliony kontenerów. Rzecznik największego portu mówi, że w oczach firmy strajk jest „wielkim rozczarowaniem”, ponieważ zrobiono wszystko, aby zadowolić wymagania pracowników dotyczące podwyżki płac. Oferowano im siedmioprocentowy wzrost wynagrodzenia oraz 500 funtów jednorazowej wypłaty. Tymczasem związkowcy domagają się ponad ośmiu procent podwyżki.
Władze Felixtowe Dock&Railway Company nieoficjalnie mówią, że są przygotowane na akcję protestacyjną, która nie powinna zakłócić ciągu dostaw. Strajki określają raczej jako niedogodność, a nie katastrofę. Przedstawiciele związku twierdzą jednak, że strajk może zachwiać i tak borykającą się z trudnościami oraz sporą inflacją gospodarką brytyjską.

Czytaj także:

Wiech: Kryzys energetyczny nie zaczął się po nałożeniu sankcji, lecz już w 2021 r., gdy Rosja ograniczyła przesył gazu

 

Michał Kołodziejczak: przed nami jest czas apokalipsy jeśli chodzi o produkcję żywności

Featured Video Play Icon

Michał Kołodziejczak / Fot. Konrad Tomaszewski, Radio WNET

Słowa zamiast działań. Lider AgroUnii krytykuje postawę rządu wobec rolników i ich problemów.

Michał Kołodziejczak zauważa, że AgroUnia nie została zaproszona na ostatnie posiedzenie Komisji Rolnictwa. Podkreśla, że chcą równych zasad sprzedaży produktów. Jednak rolnicy są bezsilni, kiedy wielkie holdingi i monopole dyktują ceny na rynkach. Polska w rządowej propagandzie przedstawiana jest jako kraj mlekiem i miodem płynący. Tymczasem, jak zaznacza, Kołodziejczak

Przed nami jest czas apokalipsy jeśli chodzi o produkcję żywności.

Lider AgroUnii podkreśla, że wiele firm nie poradzi sobie ze zmianami Zielonego Ładu. Zauważa, że kredyty nie będą dane przedsiębiorstwom, które nie będą się podobały Komisji Europejskiej. Rozmówca Anny Nartowskiej zauważa, że nie widać zapowiadanego przez rząd nowego systemu ubezpieczeniowego.

Kołodziejczak stwierdza, że mają przygotowany pakiet rozwiązań do wprowadzenia. Dziwi się, że rząd nie ma własnego. Wskazuje na poselski projekt ustawy dot. zmiany w ustawie o związkach zawodowych. Zgodnie z nim tylko te związki zawodowe będą mogły liczyć na pieniądze z podatki rolnego, które mają przynajmniej 10 lat.

Państwo stało się bardzo liberalne, wręcz neoliberalne dla tych małych i słabych.

Podkreśla, że tysiące rolników wyszło w protestach na drogi. Odnosi się do krytyki pod swoim adresem ze strony rządu.

Dla mnie to jest bardzo przykre, że w kraju „Solidarności” krytykuje się strajki.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Ks. Mąka o sytuacji w Kolumbii: W tym momencie wiele osób zastanawia się o co tak naprawdę chodzi

Mieszkający w Kolumbii polski ksiądz opowiada o mających tam miejsce brutalnych protestach przeciwko podwyższeniu podatków, które przerodziły się w falę przemocy.

W porannej audycji Ks. Mąka opowiada o bieżącej sytuacji w Kolumbii. Jak podkreśla duchowny, od trzech miesięcy trwają tam intensywne protesty, które zagrażają bezpieczeństwu mieszkańców:

Mieliśmy w ostatnim czasie dość trudną sytuację społeczną i nadal jest oczywiści dość trudno. Zamieszki, które pojawiły się trzy miesiące temu i trwają nadal w różnych częściach Kolumbii sprawiły, że sytuacja stała się dość trudna dla wielu osób jeśli chodzi o bezpieczeństwo na ulicy, (…) powstanie z lockdownu – komentuje duchowny.

Ksiądz mówi również o genezie strajków. Było nimi podwyższenie podatków przez rząd w czasie pandemii:

Niezadowolenie powstało na podstawie jasnych przesłanek, ponieważ rząd przedstawił wzrost podatków właśnie w tym czasie pandemii, co oczywiście wzburzyło głównie studentów i osoby z niższej sfery społecznej – wspomina ks. Mąka.

Według ks. Mąki protesty doczekały się ogromnej eskalacji przemocy, w wyniku której niszczone są mienie i sklepy. Zdaniem duchownego, trudno przewidzieć do czego to doprowadzi:

To jest oczywiście zrozumiałe, ale niestety te protesty, które nastąpiły potem (…) w tym momencie nie mają już żadnego sensu, bo kończą się zniszczeniem mienia wielu osób, sklepów. W tym momencie wiele osób zastanawia się o co tak naprawdę chodzi – mówi kaznodzieja.

N.N.

Piotr Witt: Francuscy lekarze wystąpili z otwartą frondą wobec rządu. Są zastraszani przez władze

Piotr Witt w ramach korespondencji z Paryża mówi o sytuacji epidemicznej we Francji, nieudolnych działaniach tamtejszego rządu oraz strajkach lekarzy.


Piotr Witt relacjonuje sytuację we Francji. Mówi o strajkach lekarzy, którzy postanowili sprzeciwić się rządowej polityce walki z pandemią.

Pracownicy służby zdrowia wystąpili z otwartą frondą przeciwko władzy. 9 stycznia zawiązali własny Niezależny Komitet Naukowy. W chwili powstania kolektyw zrzeszał 30 tys lekarzy, 30 tys pielęgniarek i pielęgniarzy i 100 tys  obywateli. To rezultat połączenia się licznych komitetów lokalnych – wskazuje Witt.

Członkowie zarządu złożyli jasną deklarację, że żaden z nich nie jest zależny od firm farmaceutycznych – dodaje.

Co skłoniło ich do wyrażenia sprzeciwu?

Według oficjalnych komunikatów liczba zgonów zbliża się do 80 tys. (…) Komunikaty są przyjmowane z rezerwą przez tych, którzy najlepiej znają prawdę, czyli właśnie przez lekarzy.

Lekarze żądają weryfikacji dotychczasowej strategii walki rządu w pandemią. Dołączyła do nich Narodowa Akademia Medyczna.

Ze wszystkich stron słyszy sie o przypadkach wyolbrzymiana choroby i naciągania statystyk. Fałszywe testy, puste łóżka szpitalne, starcy u kresu życia chorzy na inne choroby. (…) W wyniku krętactw, afer Lanceta, Remdesiviru, a obecnie szczepionek, Komitet Naukowy przy prezydencie utracił resztkę wiarygodności.

Rząd nadużywa swojej władzy i wchodzi w kompetencje lekarzy, reglamentując część leków.

W kraju, gdzie słowo wolność widnieje na budynku każdego merostwa, lekarzom zabroniono leczyć. Nie wolno im stosować hydroksychlorochininy z anzytromycyną, nie wolno przepisywać inwermektyny i innych skutecznych lekarstw. Mają stosować się do zaleceń władzy. Lekarzem jest rząd. (…) Lekarze są zastraszeni. Można być ukaranym zakazem wykonywania zawodu.

Jednocześnie Francja zmaga się z deficytem szczepionek.

Nawet najbardziej nadgorliwi nie mogą się zaszczepić z powodu braku szczepionek. UE jeszcze raz wykazała swoją bezsilność i z powodu biurokratycznej nieudolności pozwoliła się ubiec Anglikom.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.N.

50 lat od Grudnia’70. Wspomnienie tamtych dni w Muzycznej Polskiej Tygodniówce

Marianna Fijewska opowiada o swoim reportażu „Rykoszet. O Marianie, ojcu Wioli. Trzecim, który padł”, poświęconym pamięci jednej z elbląskich ofiar Grudnia’70.

14 grudnia 1970 r. w Stoczni Gdańskiej wybuchł strajk wywołany ogłoszonymi dwa dni wcześniej podwyżkami na artykuły pierwszej potrzeby, zwłaszcza na żywność. Rozpoczął on falę strajków i manifestacji ulicznych, które objęły większość Wybrzeża.

Najtragiczniejsze zdarzenia miały miejsce w Gdyni, gdzie 17 grudnia wojsko bez ostrzeżenia otworzyło ogień do idących do pracy robotników.

Pomnik ofiar Grudnia’70 w Gdyni / Fot. Krzysztof, Wikipedia 

14 grudnia 1970 roku na Wybrzeżu głównie w Gdyni, Gdańsku, Szczecinie i Elblągu wybuchł bunt robotników. Demonstracje, protesty, strajki, wiece i zamieszki, których erupcja miała miejsce w kolejnych dniach zostały krwawo stłumione przez milicję. ZOMO i wojsko, nazywane wtedy „ludowym wojskiem”.

Według oficjalnych danych i historycznych badań, w grudniu 1970 roku na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od kul milicjantów i „ludowego” wojska zginęło 45 osób (tylko 18 osób straciło życie w Gdyni) a ponad 1 160 zostało rannych.

 

Reportaż Marianny Fijewskiej „Rykoszet. O Marianie, ojcu Wioli. Trzecim, który padł” to opowieść o historii sprzed pięćdziesięciu lat, która została przefiltrowana przez wiele szyb i szybek.

Nie mówię tutaj tylko o pryzmacie ludzkiej bezsilności z zetknięciu z machiną świata i zdarzeń. Piszę także o polskiej bezduszności machiny biurokratycznej i nieempatyczności. A przecież Polska to kraj, który ciągle na owych anonimowych bohaterów się powołuje. Kolejnym poziomem i pryzmatem jest wreszcie miłość i jej utrata przez niedoszłą żonę, córkę…

„Rykoszet. O Marianie, ojcu Wioli. Trzecim, który padł” to absolutny kawał znakomitego reportażu a Marianna Fijewska chwalebnie wyróżnia się na młodej polskiej mapie medialnej dziennikarskopodobnych wytworów.

Marianna jest absolwentką dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Wiedzie życie reporterki i pisarki, bardziej niż wnikliwej. Na co dzień jest współpracowniczką Magazynu Wirtualnej Polski i portalu HelloZdrowie.pl. Mimo młodego wieku ma już na swoim koncie dwie książki: „Tajemnice pielęgniarek. Prawda i uprzedzenia” – 58 rozmów z przedstawicielkami tego zawodu” i „Trudny przypadek. Prawdziwe historie polskich lekarzy”. W planach kolejne.

 

Elbląg / Fot. Janusz Jurzyk (CC BY-SA 3.0), Wikimedia Commons

Marianna Fijewska opowiada w Muzycznej Polskiej Tygodnióce WNET o tym, co skłoniło ją konkretnie do pochylenia się nad krwawymi wydarzeniami Grudnia ’70: Zainspirowała mnie historia córki mężczyzny, Mariana Sawicza, który zginął w tamtych dniach. W procesie wytoczonym przez nią państwu polskiemu nie uczestniczył żaden jego przedstawiciel.

Do tej pory próbowano zrzucić winę za tę zbrodnię jedynie na milicję. Mam nadzieję, że po moim reportażu komuś zrobi się głupio. Ktoś przecież wydawał tej milicji rozkazy.

Marianna Fijewska, odwiedzając Elbląg podczas przygotowywania reportażu, dostrzegła, że tragedia Grudnia ’70 praktycznie nie jest obecna (podobnie jak świadomość rangi tamtych zdarzeń) w pamięci zbiorowej tego miasta.

Przypomniała, że oprócz Mariana Sawicza (główny bohater jej reportażu), na skutek pacyfikacji strajków na Wybrzeżu zginęło jeszcze kilku elblążan – Waldemar Rebinin i Zbigniew Godlewski.

Marianna Fijewska zapewnia, że młode pokolenie wykazuje zainteresowanie najnowszą historię Polski i nie zgadza się do końca z opinią, że „młodych praktycznie czasy najnowsze Polski nie interesują”:

To nie jest tak, że nie chcemy o tamtych czasach słuchać, czy dowiedzieć się więcej. Problem jest w tym, że raczej nikt nie potrafi nam tego opowiedzieć i przekazać. – mówi Marianna Fijewska.

 

Tutaj do wysłuchania rozmowa Tomasza Wybranowskiego z Marianną Fijewską:

 

By przeczytać reportaż Marianny Fijewskiej „Rykoszet. O Marianie, ojcu Wioli. Trzecim, który padł” odsyłam na strony serwisu Magazyn WP. Warto zatopić się w lekturze, tak jak warto zapamiętać nazwisko autorki.

Tomasz Wybranowski

współpraca: Andrzej Karaś

Wiadrowska o protestach w Albanii: Policja zabiła człowieka łamiącego restrykcje. Ludzie tracą życie przez panikę rządu

Prowadząca „Studia Bałkany” mówi, że antyepidemiczne restrykcje obowiązujące w Albanii wywołują silne napięcia społeczne w tym kraju. Omawia również sytuację mniejszości albańskiej w Słowenii.

 

Liliana Wiadrowska relacjonuje sytuację społeczną w Albanii, gdzie mieszkańcy wielu miast wyszli na ulice:

Ludzie zaczęli protestować, gdyż policja zastrzeliła człowieka, który złamał zakaz wychodzenia z domu nocą. Manifestanci w Tiranie rzucali kamieniami w budynki rządowe, próbowali się również do nich złamać.

Służby tłumaczą, że 25-latek był uzbrojony. Z kolei rodzina twierdzi, że wyszedł po papierosy do znajomego. Demonstranci wysunęli żądanie dymisji ministra spraw wewnętrznych. Urzędnik zrezygnował z pełnienia swojej funkcji.

Wydaje się, że więcej osób traci w wyniku panicznych działań w związku z epidemią, niż z powodu samego koronawirusa – komentuje prowadząca „Studia Bałkany”.

Rozmówczyni Jaśminy Nowak ocenia, że jest za wcześnie, by prognozować szybkie załagodzenie społecznych nastrojów w Albanii. Mówi również o tym, jak wygląda sytuacja mniejszości albańskiej w Słowenii. Stwierdza, że ta grupa narodowościowa jest dobrze zasymilowana z pozostałą częścią społeczeństwa słoweńskiego.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Witt: Ostatnim krzykiem mody we Francji było plucie w twarz policjantom

Spada popularność prezydenta Emmanuela Macrona wśród francuzów, jednak większe protesty przeciwko reformie emerytalnej już się zakończyły. Paryska komunikacja miejska działa normalnie – to znaczy źle.


Piotr Witt, korespondent Radia WNET we Francji mówi o obrazie Paryża po strajkach i protestach, które od tygodni paraliżowały to miasto:

To jest pejzaż miejski po bitwie, człowiek czuje się nieswojo. W sobotę i niedzielę nikt nie wybija szyb, nie wybija samochodów, nawet na Polach Elizejskich […] Radio państwowe przemówiło po 60 dniach strajkowego milczenia […]

Jak zaznacza, pod koniec strajku dochodziło już do daleko idących starć manifestantów z policją, które kończyły się złamanymi kończynami oraz uszkodzonymi gałkami ocznymi protestujących. Popularne również stało się opluwanie stróżów prawa:

Ostatnim krzykiem mody manifestantów było plucie w twarz policjantowi. Przez ostatnie 40. lat pobytu we Francji nie słyszałem tylu wymyślań na prezydenta co obecnie.

Jednym z symboli sprzeciwu wobec polityki prezydenta Macrona było wdarcie się do teatru, w którym przebywała para prezydencka:

Goryle musieli ewakuować Emmanuela i Brigitte tylnymi drzwiami w obawie o ich zdrowie i życie. Następnej nocy demonstranci zdemolowali biura fundacji Brigitte Macron. Jestem z gruntu przeciwny wszelkim formom gwałtu, ale biura poświęcone jasnej przyszłości bezrobotnych w kraju notorycznego bezrobocia, zakrawały na prawdę na prowokacje.

Popularność Prezydenta Macrona spada, według oficjalnych danych na 30%, a według nieoficjalnych nawet na 9% wśród tzw. klas popularnych:

W klasach niepopularnych, czyli inteligencji, zawsze skłonnej do marzeń, notowania są nieco wyższe, ale jak wiadomo demokracja, to są klasy popularne – czyli lud.

Na ulicach świeci pustkami, w stolicy Francji nie widać turystów, którzy jak twierdzi Piotr Witt – wystraszyli się zamieszkami oraz przypadkami koronawirusa:

Anglicy wrócili na wyspy po brexit, metro jeździ, reszta komunikacji wznowiła działalność normalnie – to znaczy źle. […] W porównaniu z Paryżem, Warszawski transport miejski dostarcza doznań luksusu. polskie biura turystyczne powinny sprzedawać francuzom przejazd warszawskim tramwajem albo autobusem […] tak jak się obecnie sprzedaje rejsy po Morzu Śródziemnym i Wyspach Bahama.

A.M.K.

Witt: Francuscy pracownicy boją się, że zostaną oszukani. Niektórzy już wiedzą, że nauczyciele stracą 300-400 euro

Piotr Witt o tym czemu Francuzi uważają Polaków za faszystów i antysemitów i jak rząd de facto wspiera taki przekaz. Także o tym czemu Francuzi protestują i jak przebiegają negocjacje ws. reformy.

Piotr Witt o stosunku Francuzów do Polaków. Tak jak kiedyś tamten naród nas lubił za upór wobec komunizmu i za wielkie postacie (np. Jan Paweł II), tak teraz nas nienawidzi.

Czy mamy się kryć ze swoją polskością?

Francuzi sądzą, że jesteśmy antysemitami i faszystami. Nie jest to ich wina, gdyż skoro, jak zwraca uwagę korespondent, przekonują ich o tym polska noblistka Olga Tokarczuk czy polski naukowiec Jan Tomasz Gross, to czemu mieliby im nie wierzyć. Witt zarzuca Prawu i Sprawiedliwości propagowanie takiego wizerunku Polaka. Wszakże MKiDN dotuje artystów, którzy przypinają Polakom łatkę antysemity, a także patronuje wydarzeniom, gdzie padają fałszywe informacje na temat naszego narodu. Dziennikarz w rozmowie z Piotrem Glińskim, szefem wspomnianego resortu, zapytał się o cel takiej polityki kulturalnej. Ten odpowiedział:

Ja nie jestem ani faszystą, ani antysemitą. W ogóle nie rozumiem pańskiego przesłania.

Wicepremier, co smutne, nie dostrzegł problemu. Ponadto nasz korespondent mówi o złej sytuacji gospodarczej we Francji z powodu strajku generalnego, który trwa już drugi tydzień. Teatry, kina i inne placówki kulturalne są opustoszałe. Metro nie funkcjonuje. Do sklepów nie są dowożone świąteczne towary.

Mamy dosyć siły żeby znieść cudze cierpienie. Zróbcie to, gnębcie lud.

Utrudnienia dla zwykłych Francuzów to poświęcenie na jakie rząd Édouarda Philippe’a jest gotów. Witt tłumaczy, dlaczego we Francji związki zawodowe strajkują. Rząd chce wdrożyć w życie reformę emerytalną; związki jej nie chcą i zaczynają protestować.  Reforma polega na tym, że pracownik przez lata pracy będzie kumulował punkty, które odpowiadają pewnym wartościom pieniężnym. Nikt jednak nie wie, jaka będzie wartość owego punktu (biorąc pod uwagę chociażby inflację):

Pracownicy boją się , że zostaną oszukani. A niektórzy już wiedzą, że nauczyciele stracą 300-400 euro przyszłej emerytury miesięcznie.

Dziennikarz mówi, że w dotychczasowym systemie, „w ciągu 10 lat wartość punktu obniżyła się już trzykrotnie”. Dodaje, że „powoli punkt ciężkości negocjacji przesuwa się na wiek emerytalny”. Tymczasem jak ocenia Witt „sprawa wieku najmniej istotna”, gdy pracodawcy i tak zwalniają starych ludzi pod byle pretekstem, aby pozbyć się kosztów. Przykładem może być zwolnienie pracownika Auchan za zjedzenie dwóch bułeczek z czekoladą (udało mu się skutecznie odwołać od tej decyzji). Zwolnienie to było dziełem ówczesnego personalnego firmy, Laurenta Pietraszewskiego. Francuz w trzecim pokoleniu, wiceprzewodniczący grupy przyjaźni francusko-polskiej, zastąpił Jean-Paula Delevoye’a na stanowisku pełnomocnika rządu do reformy emerytalnej.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

List nauczyciela do Radia Wnet: Strajk nauczycieli jest rozgrywany przez polityków

Przedstawiamy Państwu list, który został wysłany do redakcji Radia Wnet przez anonimowego nauczyciela. Pisownia oryginalna.

Szanowni Państwo,

Strajk nauczycieli wzbudza emocje, jest rozgrywany przez polityków. Rozmawiacie o tym sporo, ale umyka wam, dlaczego nauczyciele go popierają (bo nie popierają ZNP). Można by pójść do paru szkół o tym porozmawiać. Tylko otwarcie wam nie powiedzą, bo mogą być ukarani, albo się zdemaskować.

Typowa szkoła to folwark dyrektora (zwykle kobiety). Zarządza ona pieniędzmi, dodatkami, premiami, nadgodzinami, którymi wcale nie rządzi sprawiedliwie, tylko najczęściej preferuje „swoich” (swoje). Kobiety bardziej emocjonalne od mężczyzn mniej się dopominają o swoje, ale dużo łatwiej kłócą między sobą, ale też dają się zaprząc do pracy ponad siły. Stad duże rozbieżności między średnimi, przeciętnymi, najwyższymi i najniższymi wynagrodzeniami nauczycieli. Dyrektor prowadzi też politykę kadrową (zatrudnia na czas określony, aby łatwo zwolnić młode nauczycielki, albo na zastępstwa). „Swoich” na etat od razu + dodatki.  Nauczyciele reprezentują bardzo różny poziom – delikatnie mówiąc. Mianowania czy dyplomowanie to biurokratyczna bzdura na podstawie bezwartościowych, kopiowanych, pozorowanych dorobków i zbytecznych pseudoaktywności. Są dobrzy i oddani nauczyciele, ale przeciętna raczej jest mizerna. Większość (starsze klasy, liceum) dorabia korepetycjami, nie ucząc w szkole zbyt dobrze, ale już wymagają jak najbardziej. Ale nikt z polityków i redaktorów się nie odważy powiedzieć głośno jaki jest poziom nauczycieli, bo się narazi i zaogni sytuację. Nikt z graczy politycznych tego nie chce, więc wszyscy się podlizują i komplementują nauczycieli. Bo nikt nie zamierza zrobić porządku z jakością nauki – spytajcie nauczycieli akademickich, jaki jest poziom studentów 1 roku (czytanie ze zrozumieniem, podstawy matematyki, samodzielne myślenie, znajomość historii czy kultury). Oczywiście jest trochę ambitnej młodzieży i sporo „douczonej” korepetycjami, ale średnia jest żenująca. Ponadto nauczyciele-przeciążeni absurdalną biurokracją, zebraniami, e-dziennikami, RODO, poprawianiem prac w domu (więcej pał – więcej roboty dla kolegów korepetytorów), durnymi szkoleniami robionymi przez „znajomych królika” (dyrektora, burmistrza) za sporą kasę, która nie trafia do kieszeni nauczycieli, ale kradnie im czas  oraz skłóceni i rozgrywani przez dyrektora (to typowe, choć są przecież wyjątki) – nie są zbyt zainteresowani edukowaniem rozpuszczonej przez roszczeniowych rodziców i współczesne środowisko dzieci i młodzieży. A dyrektor ma zwykle pensję wielokrotnie większą niż jego podwładni, ma też możliwości „dorobienia” (zajęcia dodatkowe na terenie szkoły, fotograf, wycieczki, stołówka itd. itp.) „Współpracuje” z organem założycielskim, który wydaje duże sumy na bazę materialną szkół, ale też decyduje o premiach (w Warszawie, a tym bardziej w Polsce rozbieżności między średnią premią czy wychowawstwem są kilkakrotne !!!)

Więc realne zmiany to prawdziwe wyzwanie, którego nikt nie podejmie, a najmniej ministerstwo. A większość przemęczonych i niedopłaconych nauczycieli nie ma innej możliwości niż odreagować i zastrajkować – bo może trochę pieniędzy dorzucą, a innej okazji nie będzie. Broniarz zna środowisko i potrafił się wstrzelić w sytuację. System jak był chory, tak pozostanie z dominującą pozycja dyrektorów na swoich „folwarkach”, którzy zagospodarują dla siebie i „swoich” każde pieniądze i nie dadzą się łatwo odspawać od stołka.

Pozdrawiam i liczę na trochę więcej dociekliwości niż tylko powtarzania opinii polityków najrozmaitszej maści.

 

Tomek nauczyciel