Polak Moskwy się nie boi. 4 lipca 1610 roku odnieśliśmy wielkie zwycięstwo pod Kłuszynem

Bitwa pod Kłuszynem/Źródło: niezlomni.com

220 lat temu niewielka armia Polska pokonała połączone siły rosyjsko – szwedzkie. Odniesione zwycięstwo otworzyło wojskom dowodzonym przez Stanisława Żółkiewskiego drogę do Moskwy.

Od XVI Państwo Moskiewskie stanowiło dla Wielkiego Księstwa Litewskiego coraz poważniejsze zagrożenie. Litwini utracili na wschodzie znaczne terytoria, w tym bardzo ważną twierdzę w Smoleńsku. Jej posiadaczowi dawała ona olbrzymie możliwości strategiczne. Z jednej strony umożliwiała prowadzenie ekspansji na centralne ziemie litewskie, z drugiej otwierała drogę do Moskwy. Odzyskanie Smoleńska stało się więc celem Zygmunta III Wazy. Kiedy na domiar złego Moskwa postanowiła sprzymierzyć się ze Szwedami (traktat w Wyborgu z 1609 roku), polski monarcha nie miał już wyboru. Postanowił uderzyć na wschód.

Początek działań wojennych

21 września 1609 roku Zygmunt III Waza przekroczył moskiewską granicę, a 1 października stanął pod Smoleńskiem. Jego wojska były jednak za słabo wyposażone, by zdobyć dobrze ufortyfikowaną twierdzę. Oblężenie przedłużało się. W maju 1610 roku wojska rosyjsko – szwedzkie zaczęły koncentrować się pod Kaługą (około 300 km na wschód od Smoleńska). Postanowiono, że przeciw nim wyruszy Stanisław Żółkiewski. W nocy z 3 na 4 lipca dotarł pod Kłuszyn, gdzie stacjonowały już siły przeciwnika.

Bitwa

Siły polskie nie były zbyt liczne, przedstawiały jednak bardzo dużą wartość bojową. Według szacunków Żółkiewskiemu udało się zgromadzić ok. 2.5 tys. jazdy (husaria), 200 piechoty i dwa działa. Przeciwko sobie Polacy mieli co najmniej 4 tys. żołnierzy Szwedzkich i co najmniej 15 tys. moskiewskich.

Pole bitwy było szerokie jedynie na półtora kilometra. Dodatkowo z dwóch stron otaczały je rzeki i las. Rosjanie i Szwedzie mieli więc ograniczone pole manewru. Zdołali jednak przygotować płoty i kobylice, które miały ranić polskich kawalerzystów. W nocy z 3 na 4 lipca Polakom udało się zniszczyć część przygotowanych przez wroga barier. Wyrwy w umocnieniach wciąż nie przekraczały jednak kilkunastu metrów.

Polacy musieli więc bardzo umiejętnie manewrować. Husaria wielokrotnie ponawiała szarżę chcąc rozbić siły przeciwnika. Udało się to dopiero polskiej piechocie. Po jej ataku siły szwedzkie rozpoczęły odwrót. W pogoń za nimi ruszyła polska kawaleria, które rozbiła zarówno szwedzką rajtarię jak i rosyjską konnicę. Szala zwycięstwa zaczęła przechylać się na polską stronę, wciąż należało jednak zdobyć szwedzki obóz. Kilkukrotne szarże husarii złamały opór przeciwnika. Około 2.5 tys. Szwedów przeszło na stronę polską. Widząc to dowodzący siłami moskiewskimi Dymitr Szujski zbiegł z pola bitwy. Walka była skończona.

Skutki bitwy

Zwycięstwo Żółkiewskiego spowodowało panikę w państwie Moskiewskim. Polskiemu hetmanowi poddawały się kolejne miasta. W końcu polskie oddziały dotarły pod Moskwę. Moskiewscy bojarowie poddali stolicę i zgodzili się na koronację Władysława IV Wazy na cara. Polska załoga stacjonowała na Kremlu do końca 1612 roku. Rocznica wypędzenia Polaków z Moskwy do dziś jest w Rosji świętem narodowym.

K.B.

Źródło: histmag.org

 

Bobołowicz: Polacy są na Żytomierszczyźnie od wieków

Z czego słynie Korosteń i jak działa tutaj rzymskokatolicka parafia? Paweł Bobołowicz kontynuuje ukraiński zwiad WNET.

Paweł Bobołowicz jest obecnie w Korosteniu na Ukrainie. W „Poranku WNET” rozmawia z Wołodymyrem Wyhiwskim, zastępcą mera miasta. Mieszkańcy Korostenia żyją głównie dzięki wydobywaniu granitu i przetwarzaniu drewna. Miasto od 15 lat współpracuje z Polską. Partnerami miasta są Kraśnik i Police.  Mer przekazuje pozdrowienia dla polskich partnerów, a także przypomina, że prawo magdeburskie nadał miastu król Polski Zygmunt III Waza. W Korosteniu, od 11 lat odbywa się coroczny międzynarodowy festiwal placków ziemniaczanych, który przyciąga turystów z zagranicy. Ta ukraińska miejscowość słynie z tej kartoflanej potrawy, której jakość potwierdza nasz ukraiński korespondent.

Ciekawostką jest, że w Korosteniu nigdy nie było kościoła rzymskokatolickiego.

Dziennikarz rozmawia także z proboszczem parafii bł. Honorata Koźmińskiego w Korosteniu ks. Witalijem Kwapiszem. Jak mówi kapłan, pierwszą rzymskokatolicką świątynię wybudowano w mieście dopiero w latach 90., ale wspólnota rozwija się dynamicznie. Działają kółka różańcowe, franciszkanie świeccy, organizowane są pielgrzymki. Wśród wiernych są zarówno starsi mieszkańcy polskiego pochodzenia, jak i młodzi, którzy przybyli tutaj do pracy. Jak mówi proboszcz, „myślę, że uda się tutaj coś zrobić”. Paweł Bobołowicz dodaje, że Polacy są na Żytomierszczyźnie od wieków.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Sus: Takiej rezydencji jak w Krasiczynie nie było nigdzie indziej w Europie

O pięknie, niestety w znacznej mierze utraconym, Zamku w Krasiczynie opowiada Marek Sus, przewodnik po zamku.

Marek Sus opowiada arcyciekawą historię Zamku w Krasiczynie, która co ciekawe, jest historią nieograniczoną do podręczników historii, ale również przekazem ustnym, który usłyszał od starszych mieszkańców Krasiczyna. Gość „Poranka WNET” skupia się także na szczególnie trudnych chwilach dla zamku, które nastały w momencie wkroczenia Sowietów 20 września 1939 roku, którzy zaczęli plądrować i niszczyć wszystkie komnaty.

Popadają w taki amok niszczycielski […]. Tutaj na dziedzińcu zamkowym […] rozpalają ognisko i przez półtora tygodnia, wyrzucając wszystko, co zostało w tym zamku z wyposażenia, można powiedzieć, że do końca września 1939 Sowieci spalili dorobek czterech pokoleń Sapiehów.

Książę Leon z żoną Katarzyną uciekli z zamku dzień wcześniej, wywożąc to, co mogli zabrać — zbiory biblioteki, dzieła sztuki czy drobne kosztowności. Jednak całe  wyposażenie wnętrz, w tym zabytkowe meble padło ofiarą czerwonoarmistów, sfrustrowanych, że nie udało im się pojmać właścicieli. Żołnierze zniszczyli nawet rodowe krypty, szukając w nich złota.

Marcin Krasicki wybudował sobie rezydencję taką, że w Europie takiej nie było i chcąc się pochwalić tą rezydencją, zaprosił sobie tutaj w gościnę, swego przyjaciela, Zygmunta III Wazę.

Przewodnik przypomina także lata świetności zamku, w których gościł on pierwszego z Wazów na polskim tronie, który do zamku przybył z orszakiem 600 osób. Na władcy wielkie wrażenie zrobiła włoska, renesansowa architektura rezydencji.

W drugiej części rozmowy Sus mówi o technice dekoracyjnej sgraffito, którą w Polsce zastosowano po raz pierwszy właśnie na tym zamku. Rezydencję pokrywają 7 tys. metrów kwadratowych sgraffito zawierających przedstawienia postaci biblijnych i królów Polski. Dodatkowo można podziwiać kolekcję medali cesarzy rzymskich i bizantyjskich.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Prof. Andrzej Gil o unii lubelskiej: Okoliczności jej zawarcia były bardzo dramatyczne i nie wszyscy ją popierali

Czy możemy jeszcze zobaczyć Lublin z czasów unii lubelskiej? Czym była unia lubelska i kogo możemy zobaczyć na poświęconym jej obrazie Jana Matejki? Odpowiada prof. Andrzej Gil.

Andrzej Gil zabiera nas w historyczną podróż po najstarszych częściach Lublina. Jak mówi, kilka lat po zawarciu unii lubelskiej pożar strawił Lublin. Budynek dawnego Trybunału Koronnego liczy sobie ponad 400 lat, ale nie jest tym samym budynkiem, który wybrał król Stefan Batory. Dodaje, że Lublin ze swoimi zabytkami potrzebuje rewitalizacji. Choć działania wojenne (niemieckie bombardowania w 1939 r., a później sowieckie) mocno nie zniszczyły tego miasta, to jednak, jak stwierdza prof. Gil – czas zrobił swoje.

W rozmowie na temat obraza Jana Matejki namalowanego w trzechsetlecie unii historyk zauważa, że jest on produktem wyobraźni malarza. Z namalowanych na obrazie osób na pewno na sejmie byli król Zygmunt August i kardynał Stanisław Hozjusz. Poza nimi ukazani są: Anna Jagiellonka- siostra króla, a później żona Stefana Batorego i ciotka Zygmunta III Wazy, która ukazuje trwałość dziedzictwa Jagiellonów; Albrecht Hohenzollern i Mikołaj Radziwiłł „Rudy”, postacie nie do końca pozytywne oraz ahistorycznie ks. Roman Sanguszko zapowiadający przyszłą chwałę husarii.

Okoliczności były bardzo dramatyczne. Polska przejęła na siebie ciężar utrzymania tego państwa. […] Litwini scedowali na nas Polaków szereg problemów, z którymi musieliśmy sobie poradzić. Akt lubelski był logicznym zakończeniem pewnej fazy i logicznym otworzeniem kolejnej fazy, która skończyła, jak się skończyła w XVIII w.

Gość „Poranka WNET” podkreśla, że zawarcie unii nie było takie łatwe, ani tak radosne, jak możemy sobie wyobrażać. W tle toczyła się wojna z Moskwą, a z jej zawarcia nie wszyscy byli zadowoleni. Jak stwierdza, dwa pokolenia po tym, jak przeciwko unii opowiadał się Mikołaj „Rudy” Radziwiłł, Janusz Radziwiłł zawarł ze Szwedami umowę kiejdańską, która ją zrywała. Prof. Gil dodaje, że mimo tego, że mimo wszystko z historii zawsze można coś pozytywnego wyciągnąć na przyszłość.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.