Paweł Bobołowicz: Gdyby nie rodzina pani Lucyny Kawałko, Kościół Świętego Michała Archanioła przestałby istnieć

Po 1944 r. Kościół w Kamieńcu Koszyrskim został rozgrabiony i przekształcony w całkowicie inny obiekt. Wtedy na tych terenach przestało bić polskie serce.

Paweł Bobołowicz w ramach Ukraińskiego Zwiadu WNET wizytuje dziś w Kamieniu Koszyrskim, w którym znajduje się wybudowany w XVII wieku przez Adama Aleksandra Sanguszkę kościół i klasztor dominikanów:

Co ciekawe ojciec Adama – Grzegorz Sanguszko, był wielkim orędownikiem prawosławia i na tym terenie fundował cerkwie prawosławne

Historia budynków była mocno zawiła, najpierw Moskalski zaborca zlikwidował klasztor, a później kościół jeszcze długo służył długo wiernym. W 1944 roku przez wydarzenia, które na tych terenach spowodowały, że przestało bić polskie serce, kościół w Kamieniu Koszyrskim przestał pełnić swoją funkcję. Kościół Świętego Michała Archanioła został zmieniony na całkowicie inny obiekt:

Dzisiaj dobrym aniołem tej świątyni jest pani  Lucyna Kawałko

Pani Lucyna wspomina czasy, kiedy Kościół został rozgrabiony, a następie przerobiony na cukiernię i piekarnię:

Pieczono tam chleb, a później go sprzedawano.

Przez około 2,5 roku Msze Święte odbywały się w domu pani Lucyny. Później, po 1993 r. zdecydowano, że obok starej świątyni zostanie wybudowany nowy Kościół. Odbudowano również dawną kaplicę:

To zasługa pani Lucyny i jej męża.

Niestety, jak dodaje Paweł Bobołowicz, dziś nowy kościół wciąż pozostaje pusty. Na Mszy Świętej nigdy nie ma zbyt wielu wiernych. Jeżeli chodzi o stary kościół, został on oddany w ręce regionalnego muzeum:

Dziś jest szansa, że będzie to obiekt muzealny, do którego powróci wiele przedmiotów. Dziś jest szansa,że ten piękny obiekt przetrwa, ale w postaci zmienionej. Miejmy nadzieje, że uda cię przywrócić choć część jego dawnego blasku.

Paweł Bobołowicz przyznaje, że te tereny są dla niego bardzo ważne, gdyż stąd pochodzi jego rodzina. W tym kościele chrzczony był jego ojciec:

Gdy patrze na te miejsca, myślę też o historii rodzinnej.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K./M.K.

Ks. prof. Dariusz Oko: Genderyzm – musimy obronić się przed tym neobolszewizmem z Brukseli

Dziś, gdy ktoś skrytykuje genderyzm, zarzuca mu się, że jest chuliganem, faszystą i nazistą. To właśnie jest metoda komunistów.

Ksiądz prof. Dariusz Oko wypowiada się na temat przejawów agresji wobec uczestników marszu równości w Białymstoku. Jak podkreśla, Kościół zajął już jasne stanowisko przeciwko przemocy:

Kościół oczywiście potępia wszystkie akty chuligaństwa.

Musimy jednak pamiętać, że wszystkie akcje organizowane przez genderystów to pewnego rodzaju prowokacja. Sam Janusz Palikot zachęca do uczestnictwa w marszach, a nawet namawia do stania się ofiarą przemocy.

Profesor Oko studiuje „genderyzm” od 15 lat. Jak sam zaznacza, dostrzega wiele podobieństw w tej ideologii do ideologii komunizmu. Co więcej, ci sami ludzie, którzy organizowali pochody 1-majowe, organizują marsze równości  i są ich  wielkimi zwolennikami.

Chodzi o to, by sprowokować chuligańskie zachowanie, a potem zarzucić, że każdy, kto powie słowo przeciwko genderyzmowi, to faszysta i nazista.

W podobny sposób działali właśnie bolszewicy w Polsce. Tym, którzy krytykowali komunizm, zarzucali, że są hitlerowcami i skazywali ich na śmierć.

Genderyści chcą w ten sposób uniemożliwić mówienie prawdy o tym czym jest „homoideologia”.

W dzisiejszych czasach, szczególnie młodzi ludzie ulegają wpływom tych środowisk. Często wynika to z braku doświadczenia życiowego młodzieży.

Młodzi ludzie są bardziej podatni na malipulacje.

Jak zaznacza ksiądz, w czasie, gdy Europa Zachodnia popełnia „zbiorowe samobójstwo”, Europa Wschodnia, a szczególnie Polska ma duże szanse, by obronić się przed tą ideologią.

Jeśli udało się obronić przed bolszewizmem z Moskwy, tak też możemy obronić się przed neobolszewizmem z Brukseli. Bóg i Maryja są po naszej stronie.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

M.K.

Unita Maksym Kosyk – wyjątkowy człowiek, który bohatersko walczył z carską Rosją

Nieznane karty z dziejów Włodawy jako wydarzenia budujące świadomość znaczenie tego miejsca dla przyszłych pokoleń – o historii Maksyma Kosyka opowiada Ojciec Dariusz Cichor.

 

 

Ojciec Dariusz Cichor opowiada o uroczystym pogrzebie  Maksyma Kosyka. Był to unita, który wraz ze swoją rodziną był człowiekiem stawiającym opór zarówno rusifikacji terenów, jak i próby dotknięcia kościoła grekokatolickiego, podejmowanej przez  Rosjan. Pogrzeb  odbył się po ekshumacji szczątków przed dwoma laty. Jak dodaje gość „Poranka WNET, Kosyk był wielkim bohaterem ziemi włodawsko-olchóweckiej. Jak wynika z opowieści Ojca Dariusza Cichora, Maksym Kosyk był człowiekiem niezwykłym o bardzo silnej moralności, głębokiej wierze, który darzył Polskę niezwykłą miłością.

 Maksym Kosyk organizował sekretne msze święte, które odprawiane były w jego domu. Był to człowiek, który do końca zachował twarz, nigdy  nie był wrogiem swoich własnych wrogów, zawsze przebaczał. Był człowiekiem, który kochał Boga, kochał ojczyznę i radował się, gdy mógł cierpieć za Boga i za ojczyznę. Całą swoją rodzinę wychował właśnie w tym duchu.

M.N.

 

 

Jezusa można w Mozambiku spotkaĉ wszędzie. Również na wysypisku ŝmieci, między dzieĉmi i bezdomnymi

Minionego lata większość ludzi odpoczywała. Nie odpoczywały Asia i Ola ze wspólnoty Przymierze Miłosierdzia, które pojechały na misję do Mozambiku. Co robiły?

Ola i Asia spotkały Jezusa w ubogich. Kiedy pojechały do Mozambiku zajęły się tym, od czego zwykle uciekają przyjzdni w tym afrykańskim kraju. Bawiły się z dziećmi, rozmawiały z ubogimi.  Rozmawiały z nimi również na wielkim wysypisku śmieci w stolicy kraju.

– Pamiętam moment, kiedy poszłyśmy na to wysypisko ŝmieci i bawiłyśmy się z dziećmi – wspominają. – To była właśnie ta okrutna, wymykająca się opisowi bieda. Ci ludzie naprawdę nie mieli nic. Oni tak żyli na co dzień, a mimo wszystko mieli w sobie tyle wolności i tyle w sobie takiej niesamowitej prawdy. Zobaczyłyŝmy, że można nie posiadać nic, a być naprawdę szczęśliwym. Szczęŝliwym na ile tylko może byĉ człowiek. Ci ludzie są bardzo relacyjni, są otwarci na drugą osobę. I to nas też tego nauczyło, że to nie jest tak, że musimy zrobić dużo rzeczy, bo ważniejsi są ludzie. Ci, których masz przed sobą tu i teraz.

Po powrocie ich patrzenie na życie się przewartościowało, patrzą na nie z innej perspektywy. Mówią, że lepiej jest dawać niż brać.

Abp Hoser: Ukazywanie Kościoła do cna skorumpowanego, jak w „Klerze”, to przykład tsunami laicyzacji

Abp Henryk Hoser opowiada w Poranku WNET o przygotowaniach chrześcijan w Medjugorie do świąt Bożego Narodzenia. Komentuje również postępującą w Polsce laicyzację.

Bobołowicz: Sobór zjednoczeniowy cerkwi prawosławnej obędzie się 15 grudnia. To pierwszy sobór z autokefalią Kijowa

Datę soboru zjednoczeniowego ogłosił wczoraj publicznie prezydent Ukrainy Petro Poroszenko powołując się na informację przekazaną mu przez przez Patriarchę Konstantynopola Bartłomieja.

Patriarcha poinformował ukraińskiego prezydenta, że już podpisał odpowiednie zaproszenia do hierarchów cerkwi funkcjonujących na Ukrainie. W tym cerkwi patriarchatu kijowskiego, ukraińskiej cerkwi autokefalicznej i hierarchów patriarchatu moskiewskiego

Ogłoszenie terminu soboru zjednoczeniowego właśnie przez prezydenta Ukrainy wywołało wczoraj spore zaskoczenie. Z ostrą krytyką wystąpili przedstawiciele patriarchatu moskiewskiego nazywając nową zjednoczoną cerkiew projektem politycznym, a Poroszenkę szyderczo porównano do pierwszego chrześcijańskiego władcy cesarza Konstantego

Oficjalnie ta data nie została potwierdzona w źródłach cerkiewnych, ale nieoficjalnie mówi się, że jest ona bardzo prawdopodobna.

Poroszenko wczoraj też podał miejsce, w którym ma się zebrać synod zjednoczeniowy. Ma być nim Sobów Sofijski (Mądrości Bożej) jedna z najstarszych, najważniejszych i najpiękniejszych świątyń Kijowa, która dziś jest we władaniu państwa i głównie pełni funkcje muzealne.

Niewiadomą kwestia pozostaje kto będzie zwierzchnikiem zjednoczonej cerkwi prawosławnej na Ukrainie. To co było przez długi czas oczywiste – że powinien nim być patriarcha Filaret (Mychajło Denysenko), który przecież jest głównym kreatorem procesu zjednoczeniowego, teraz coraz częściej jest poddawane w wątpliwość, a jako główną, oficjalną przeszkodę podaje się wiek patriarchy kijowskiego, który w przyszłym roku skończy 90 lat.

O tym, że Filaret nie będzie ubiegać się o funkcję zwierzchnika nowej cerkwi wczoraj poinformował były rzecznik Filareta Andrij Kowaljow. Zaznaczył jednak, że sądzi, że osoba, która stanie na czele zjednoczonej cerkwi będzie pochodzić ze środowiska patriarchatu kijowskiego i zasugerował, ze wskaże go właśnie Filaret

11 października br. Synod Ekumenicznego Patriarchatu Konstantynopola postanowił nadać ukraińskiej cerkwi Tomos, a 29 listopada ogłoszono, że został już przygotowany statut nowej cerkwi.

Dzisiaj w Kijowie rozpoczyna się synod patriarchatu kijowskiego, jego decyzje mogą być kluczowe dla procesu zjednoczenia cerkwi i wyboru nowego zwierzchnika.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy.

JN

Tożsamość europejska jest zagrożona. W Parlamencie Europejskim odbyła się konferencja pt.„Otwórzcie drzwi Chrystusowi”

Europa znajduje się w wielkim kryzysie wartości, zatraca swoją tożsamości i misję cywilizacyjną. Unia Europejska zerwała z ideami, które były u jej początków.

Symbol Maryjnych gwiazd na fladze, którego twórcą był Arsène Heitz został zapomniany. Inspiracją dla tego projektu był dla rysownika znany w sztuce chrześcijańskiej motyw wieńca gwiazd nad głową Maryi Panny, będący odniesieniem do Niewiasty obleczonej w słońce z Apokalipsy św. Jana. Dzisiaj mówi się, że dwanaście gwiazd oznacza babiloński symbol wolności. Europejska tożsamość ma chrześcijańskie korzenie, jednak dzisiejsi decydenci nie widzą prawdy a unijne prawodawstwo zmierza w kierunku laicyzacji i ateizacji Europy. Celem Ruchu Europa Christi jest troska o to, aby Europa wróciła do kultury chrześcijańskiej, przywracając tym samym należne miejsce Jezusowi Chrystusowi. Główną misją Ruchu  jest zwrócenie uwagi mieszkańcom Europy, że Stary Kontynent był, jest i musi być chrześcijański, ponieważ, co warto podkreślić, istnieje bardzo ścisły związek między wiarą a kulturą europejską. Ponadto Ruch chce pokazać Europie, że chrześcijan na Starym Kontynencie są setki milionów i w dobie napływu imigrantów muzułmańskich z Bliskiego Wschodu i Afryki, krucjata w obronie krzyża w Europie musi być skuteczna.

Mając na względzie konieczność powrotu do budowania Europy na fundamentach Ewangelii moderator Ruchu Europa Christi ks. Infułat dr Ireneusz Skubiś oraz Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy: europoseł prof. Mirosław Piotrowski, europoseł Waldemar Tomaszewski, europoseł dr Urszula Krupa wraz z prelegentami: ks. dr Jarosławem Krzewickim, publicystą Włodzimierzem Rędziochem, dr Bogusławem Rogalskim, redaktorem Mariuszem Książkiem, ks. dr hab. Mirosławem Sitarzem zorganizowali w Parlamencie Europejskim w Brukseli wyjątkową konferencję pt.„Otwórzcie drzwi Chrystusowi”.

Chrześcijańskie korzenie są dla Europy, jak pokarm i tlen – przypomniał słowa wypowiedziane 6 lat temu przez papieża Benedykta XVI europoseł prof. Mirosław Piotrowski, tłumacząc, że Europa potrzebuje wielkiej reformy.

Wiemy, że od wielu lat Unia Europejska przeżywa kryzys i to w zakresie tożsamościowym, jak i funkcjonalnym. Odpowiedzialność za aktywność społeczno-polityczną bierzemy wyłącznie na siebie. My chcemy wysłuchać opinii duchownych, ale także osób świeckich – dodał prof. Piotrowski.

Prawdziwa Europa to „Europa Christi” – Europa Chrystusa – akcentował ks. infułat dr Ireneusz Skubiś.

Chciałbym, żeby Chrystus wrócił do Europy i żeby otrzymał paszport, bo ten paszport mu się należy. Dzisiaj w Europie Chrystus także ma często wstęp wzbroniony i musimy sobie to uświadomić. Ruch Europa Christi chce uświadomić Europie, że ma chrześcijańskie korzenie oraz jest ona oparta o kulturę grecką, prawo rzymskie, a przed wszystkim Ewangelie – powiedział ks. Skubiś.

Przykładem udziału chrześcijan w życiu politycznym jest Litwa, o czym mówił podczas referatu europoseł Waldemar Tomaszewski.

Przedstawiłem właśnie te ważne aspekty naszej działalności, składania ustaw, dbania o wartości chrześcijańskie również w życiu politycznym, jak też kierowanie ludzi na odpowiedzialne stanowiska, z myślą o tym, żeby byli mocni swoją wiarą. I my to na Litwie czynimy. Nam się udało– zaznaczył europoseł Tomaszewski.

Dr Uruszla Krupa w swoim wystąpieniu podkreśliła, że Chrześcijaństwo i Ewangelia powinny stać się kontynuacją nowej i nowoczesnej Europy; odejście od korzeni chrześcijańskich Europy uderza w wiele sfer, ale najbardziej w rodzinę, niszczy osobowość i normalność w życiu.

Jak zauważył ks. dr Jarosław Krzewicki, Ruch Europa Christi ma do spełnienia dziejową rolę. Nadszedł czas, by chrześcijanie zjednoczyli się w Europie, która odeszła od korzeni chrześcijaństwa. My tego w Polsce tak nie odczuwamy, ale gdy jedziemy na zachód, widzimy jak bardzo zagubieni czujemy się w tym społeczeństwie, które przestaje żyć wartościami chrześcijańskimi, przestaje odnosić się do Chrystusa.

 Korzenie chrześcijańskie możemy odnaleźć w sumieniu człowieka, ale w tym sumieniu, które jest w jakiś sposób ukształtowane w relacji człowieka do jego kultury, historii i tradycji. Dzisiaj należy stoczyć walkę o sumienie – podkreślił ks. Krzewicki.

Redaktor Włodzimierz Rędzioch poruszył temat „Europa – korzenie chrześcijańskie czy laickie”. Publicysta odniósł się do dokumentu, który jest podstawą Unii Europejskiej, a jest nim ideowy testament Altiero Spinellego, czyli „Manifest” z Ventotene, który mówi o likwidowaniu granic i suwerennych państw w Europie, czyli stworzeniu federalnej Europy; o charakterze socjalistycznym rewolucji europejskiej; o własności prywatnej, która ma być ograniczona, skorygowana lub zniesiona, w zależności od okoliczności; o rewolucyjnej partii europejskiej, która powinna wciągać do współpracy tylko tych, którzy europejską rewolucję uczynili głównym celem swojego życia.

Dziennikarz stwierdził, iż idee Spinellego żyją w Unii Europejskiej. Kiedy zainicjowano proces przygotowania konstytucji europejskiej, Spinelli był jedną z osób, która wywierała wielki wpływ na pracę nad konsytuacją. Musimy zdać sobie sprawę, że Spinelli i „Manifest” z Ventotene były impulsem do budowania struktur Unii Europejskiej. Dla wielu osób są to korzenie wspólnej Europy. Rzymski korespondent „Niedzieli” wspomniał również o Prawie separacji Kościołów i Państwa z 9 grudnia 1905 roku, które ustanawia zasadę absolutnej niezależności między Państwem a Kościołem: Proces laicyzacji nie zaczął się z „Manifestem” z Ventotene, ma korzenie oświeceniowe i zaczyna się z rewolucją francuską. Wyrazem sekularyzacji społeczeństwa i państwa było słynne prawo «La loi de séparation des Églises et de l’État» to prawo obowiązuję do dzisiaj we Francji.

Publicysta akcentował, że we Francji, która promuje skrajną laickość pojawiają się opinie bardziej wyważone. Były prezydent Francji Nicolas Sarkozy w swoim przemówieniu wygłoszonym w Rzymie w 2007 r. otwarcie mówił o chrześcijańskich korzeniach Francji oraz o pozytywnej laickości, która nie uważa religii za zagrożenie, lecz jako bogactwo. Oto słowa Nicolasa Sarkozy’ego:

«Laickość nie może być negowaniem przeszłości. Nie ma ona prawa do odcinania Francji od swoich chrześcijańskich korzeni. Próbowała to zrobić, a nie powinna. Tak jak Benedykt XVI, uważam, że naród, który ignoruje dziedzictwo etyczne, duchowe, religijne swojej historii popełnia przestępstwo przeciwko kulturze, przeciwko mieszance historii, dziedzictwa, sztuki i tradycji ludowych, która głęboko przenika nasz sposób życia i myślenia. Wyrwać korzenie, to znaczy stracić sens, osłabić spoiwo narodowej tożsamość i jeszcze bardziej wyjałowić stosunki społeczne, które tak bardzo potrzebują  symboli pamięci». A następnie dodał: «Musimy zaakceptować chrześcijańskie korzenie Francji, a nawet dowartościować je, nadal broniąc laickości, która nareszcie stała się dojrzała». W swoim przemówieniu prezydent wypowiedział pamiętne słowa: «Przez długi czas Republika laicka nie doceniała znaczenia duchowych aspiracji”, ale teraz „Francja potrzebuje przekonanych katolików, którzy nie boją się powiedzieć, kim są i w co wierzą» .

Następną prelekcję wygłosił dr Bogusław Rogalski. Wspomniał o spotkaniu z kard. Robertem Sarahem, w którym uczestniczył również europoseł Waldemar Tomaszewski oraz europoseł Mirosław Piotrowski: Kardynał Robert Sarah powiedział o czterech filarach, którymi powinniśmy się kierować:

  • bezkompromisowa obrona życia,
  • bezkompromisowa obrona rodziny i małżeństwa,
  • bezkompromisowe przeciwstawianie się ideologii gender,
  • bezkompromisowe przeciwstawienie się islamizacji Europy.

Dzisiaj mamy do czynienia z terroryzmem religijnym. Współczesna islamizacja jest to rodzaj hybrydowej islamizacji. W przeszłości do połowy wieku XX mieliśmy do czynienia z rodzajem podboju, natomiast teraz jest to wojna hybrydowa, ponieważ do tej islamizacji używa się terroryzmu i demografii. Kraje Europy zachodniej borykają się z tym problemem najbardziej, ponieważ otworzyły drzwi na oścież emigrantom muzułmańskim. Arabia Saudyjska dysponując swoimi rezerwami budżetowymi około 800 mld. dolarów mogłaby spokojnie przyjąć uchodźców muzułmańskich. Odpowiedź na emigracje znajdziemy w Koranie, w którym jest zapisana niechęć do chrześcijan. Żeby nie być gołosłownym zacytuję rewolucjonistę, prezydenta Algierii Muhammada ibn Ibrahima Abu Charube « Pewnego dnia miliony ludzi opuszczą półkulę południową, aby wedrzeć się na półkulę północną i z pewnością nie jako przyjaciele, ponieważ wedrą się aby dokonać podboju i podbiją ją, zaludniając swoimi dziećmi. Brzuchy naszych kobiet dadzą nam zwycięstwo».

Politolog zwrócił również uwagę, że obecna Unia Europejska nie ma nic wspólnego ze wspólnotą europejską założoną przez Roberta Schumana, Konrada Adenauera oraz Alcide de Gasperiego – wizjonerskich liderów, którzy zainspirowali powstanie Unii. Wspólnota Europejska odeszła od głoszonych przez nich idei; wykorzystuje ich dzisiaj, ale tylko wizerunkowo. Politycy, odwołujący się do świata chrześcijańskiego, proponują aby Unia powróciła do korzeni, bo tylko w taki sposób będzie mogła przetrwać. Przejęcie przez lewicę europejską, nie tylko Parlamentu Europejskiego sprawiło, że Europa stała się niewydolna i otwarta na wszystkie zagrożenia związane przede wszystkim z islamizacją. Jeśli ten stan będzie trwał dłużej to Europa jaką znamy zniknie – podkreślił dr Bogusław Rogalski.

W następnym wystąpieniu dziennikarz Mariusz Książek poruszył temat „Odniesienia do chrześcijaństwa w karcie podstawowych praw Unii Europejskiej”. To dokument szczególny, ponieważ jest symbolem, który stanowi przeciwwagę dla wszystkich tematów, którymi żyje Unia Europejska. Karta praw podstawowych jest wkładem w rozumienie Europy jako wspólnoty wartości. Członkowie konwentu, zastawiali się czy odnieść się w preambule do chrześcijaństwa i niestety kompromisem, który de facto był kapitulacją, okazał się tylko zapis o dziedzictwie duchowym i moralnym Europy. Głównym argumentem w konwencie była ideologiczna konieczność zachowania laickości w europejskiej przestrzeni publicznej. Istnieje fałszywe przeświadczenie, że państwo jest neutralne. Nie gódźmy się na laickość, bo ona jets sprzeciwem dla dziedzictwa chrześcijańskiego, a na pewno nie jest neutralnością – podkreślił redaktor Mariusz Książek.

Ks. prof. dr hab. Mirosław Sitarz przedstawiając swój temat „Prawo fundamentem ładu społecznego”, przywołuje słowa papieża Jana Pawła II, który promulgując w 1983 r. Kodeks Prawa Kanonicznego w kan. 748 stwierdził: «Wszyscy ludzie obowiązani są szukać prawdy (…), poznaną mają obowiązek i prawo z mocy Prawa Bożego przyjąć i zachowywać». Stąd każdy, dlatego, że jest człowiekiem, bez względu na wyznanie, narodowość, światopogląd, status społeczny czy inne atrybuty ma następujące obowiązki, od których nie może zdezerterowaćszukać prawdy i demaskować zło, poznaną prawdę przyjąć, w każdych okolicznościach według poznanej prawdy żyć i postępować.

Jak mówił ks. dr Mirosław Sitarz:  Trzeba nieustannie powracać do podstawy wszelkich praw stanowionych, takich jak prawo miłości, miłości Boga i człowieka.  Zgodnie z zasadą: widzę, oceniam, działam, mamy – bez względu na koniunkturę polityczną – stanąć w prawdzie, ocenić powagę chwili i „przejść przez morze błędów dni i czasów współczesnych” do arcytrudnej pracy stanowienia takiego prawa, które będzie chroniło człowieka i fundamentalne wartości ładu społecznego. Do takiego myślenia o rzeczywistości przekonuje ks. dr Mirosław Sitarz.

W omawianym temacie wypowiadał się również europoseł Jacek Saryusz-Wolski. Zwrócił on uwagę, że potrzeba dzisiaj odważnych polityków, którzy będą chcieli przywrócić do życia dzieło ojców założycieli. To bardzo ważne zwłaszcza, że – jak wskazuje – dzisiejsza Europa została porwana przez liberalno-lewicowe ideologie. Mamy kryzys wartości, z czym bardzo wielu się zgadza, ale dodaje, że ten kryzys wartości możemy tylko wtedy przezwyciężyć, jeżeli powrócimy do korzeni, czyli do chrześcijaństwa i do kultury chrześcijańskiej.

Główną misją Ruchu Europa Christi jest troska o to, aby Europa i jej obywatele powrócili do kultury chrześcijańskiej. « Jeśli Syn Boży jest na pierwszym miejscu, to wszystko inne jest wówczas na właściwym». Z konferencji „Otwózcie drzwi Chrystusowi” popłynął bardzo wyraźny głos, że Unia Europejska nie ma przyszłości bez chrześcijańskich wartości. Bycie na straży tych wartości jest dziś dla mieszkańców Starego Kontynentu poważnym wyzwaniem i zarazem zadaniem.

Jako młoda dziewczyna nie miała relacji z Bogiem. Nie rozmawiała z Nim, nie wiedziała, że jest blisko

Trafiła do oazy, tam zaczęła przybliżać się do Boga. Po jakiś czasie weszła do wspólnoty złożonej z wolontariuszy pomagających na rekolekcjach Jezus na stadionie.

W pewnym momencie przeżyła rozstanie z chłopakiem. Zaczęła chodzić do kościoła na adorację, żeby wyrzucać Bogu swoje żale. Któregoś dnia usłyszała słowa ,,uwierz dziecko”. ,,Po raz pierwszy usłyszałam, że Bóg mówi do mnie osobiście. Od razu przestałam płakać i spojrzałam na Najświętszy Sakrament. Chociaż było mi nadal smutno, to zaczęłam się do niego uśmiechać. Byłam pewna, że to Pan Bóg powiedział do mnie te słowa. Od tamtego momentu było zupełnie inaczej”.

 

Ksiądz Jerzy Jurkiewicz z bazyliki na nowosądeckiej Górze Przemienienia. Ewidentny cud Jezusa Przemienionego

Często spotykam młodych ludzi, którzy uważają, że przyprowadzali ich na odpust do św. Małgorzaty ich rodzice i oni również będą przyprowadzać tu swoje dzieci – powiedział opiekun cudownego obrazu.

-W Bazylice św. Małgorzaty zaczynamy o 6.00 rano odsłonięciem cudownego obrazu – powiedział ks. dr Jerzy Jurkiewicz, proboszcz parafii pw. św. Małgorzaty w Nowym Sączu, który w tym roku w czerwcu obchodził 25-lecie swej kapłańskiej posługi.

– To jest taka pobożność, jaką się wynosi z domu […], to jest wiara, jaką się przekazuje w rodzinach – powiedział proboszcz, pytany, czym się różnią wierni w Nowym Sączu od wiernych z innych stron Polski. Zwrócił uwagę, że Nowy Sącz i jego okolice były pod zaborem austriackim, w którym nie tępiono katolicyzmu, dlatego „mógł on się rozwijać w sposób naturalny”,.

Przyznał, że Sądecczyzna jest pozytywnie konserwatywna. To, co było dla niego wielkim zaskoczeniem, gdy tu przybył, to fakt pozdrawiania duchownych i zakonnic słowami chwalącymi Pana Boga nawet przez „zakapturzonych młodych ludzi”.

– To jest takie specyficzne dla Nowego Sącza, że młodzi ludzie, widząc sutannę, chwalą Pana Boga. W innych rejonach Polski nie spotkałem się z tym – powiedział ksiądz Jurkiewicz. Również przed przyjęciem Najświętszego Sakramentu zachowała się tu dawna obrzędowość – przyjmowany jest na klęcząco zawsze w tygodniu, a niekiedy w niedzielę.

– Często spotykam młodych ludzi, którzy uważają, że przyprowadzali ich na odpust do św. Małgorzaty ich rodzice i oni również będą przyprowadzać tu swoje dzieci – powiedział ksiądz. W Bazylice Św. Małgorzaty co roku odbywa się tygodniowy odpust ku czci Przemienienia Pańskiego. W tym roku od 30 lipca do 5 sierpnia wierni gromadzili się na uroczystych celebracjach mszy świętych, a również na występach zespołów ewangelizujących na sądeckiej górze Tabor.

W trakcie tego odpustu do księdza Jurkiewicza podeszło kilka osób, wręczając duchownemu spisane świadectwo cudu, który wydarzył się w 2014 roku w ich rodzinie, a dotyczył młodej kobiety w ciąży.

W trakcie USG okazało się, że obok dziecka (2 cm) pojawił się duży krwiak (5 cm). Lekarze wówczas nie dawali żadnych szans na to, aby dziecko przeżyło, a jeśli – to będzie to niebezpieczne dla życia matki. W tym czasie trwał odpust na Górze Przemienienia w Nowym Sączu, „na który zawsze od lat uczęszczałam” – pisała przyszła matka. „Pamiętam doskonale, że był to ostatni dzień odpustu. Ze względu na poważny stan zagrożenia ciąży miałam zalecenia, aby leżeć. Jednocześnie miałam przekonanie, że powinnam udać się na sądecką Górę Przemienienia do innego lekarza niż ten ziemski.”

– Ta pani przyszła, wyspowiadała się, wzięła obrazek z Jezusem Przemienionym, odprawiła dziewięciodniowa nowennę i ten obrazek zawsze nosiła przy dziecku. Przyjęła potem sakrament namaszczenia chorych i w tym czasie, co parę tygodni, chodziła na badania i zawsze lekarz mówił, że jest źle – relacjonował ksiądz Jurkiewicz. – Tym razem lekarz powiedział „jest lepiej” i dziecko urodziło się zdrowe. Nadano mu imię Szymon.

„W styczniu 2015 roku lekarz, który mnie prowadził, powiedział po porodzie, że medycyna nie dawała szans na utrzymanie tej ciąży i że jest to cud. Dodam jeszcze, że niedawno się dowiedziałam, że imię Szymon oznacza – Bóg wysłuchał”.

– Dla tej rodziny to jest ewidentnie cud. Taka jest nasza Sądecczyzna – zakończył ksiądz Jurkiewicz.

Historie i legendy

Obraz przedstawiający prawdziwy wizerunek Jezusa Chrystusa (veraicon), jak głosi tradycja namalowany przez nieznanego autora na trzech deskach grubości dwóch centymetrów, wisi od 1785 roku w kościele św. Małgorzaty w Nowym Sączu. Jego autorstwo, jak i sposób dotarcia w Sądeckie, owiany jest tajemnicą, która sprawiła, że narosło wokół tych faktów wiele legend. Podejrzewa się, że pochodzi z drugiej połowy XIV wieku i powstał pod wpływem ikonostasu rzymskiego, laterańskiego. Według legendy miał być jedną z wielu kopii obrazu namalowanego przez św. Łukasza Ewangelistę.

Pierwsze podanie na ten temat pochodzi od ks. Franciszka Brzechfy, który twierdzi, że obraz Przemienienia Pańskiego znajdował się pierwotnie w Jerozolimie, a następnie wskutek układów między Portą Ottomańską a Moskwą dostał się carowi moskiewskiemu, ten z kolei miał go ofiarować królowi czeskiemu Wacławowi, który w tym czasie bawił w Węgrzech.

Gdy posłowie z tym obrazem przyjechali w góry sądeckie i zatrzymali się we wsi Kamienica, to jest w obecnym Nowym Sączu, i na drugi dzień mieli wyruszyć w dalszą drogę na Węgry podróżować, wóz, w którym przewożony był obraz, „stanął jak wryty i żadnym sposobem ruszyć się z miejsca nie dał. Na próżno założono kilka par koni i kilka jarzm wołów, wóz pozostał na miejscu”. Wszyscy byli zdumieni takim rozwojem sytuacji i udano się po radę do pobożnego pustelnika z trzeciego zakonu św. Franciszka, który po krótkiej modlitwie kazał rozpakować wóz, a znalazłszy między rzeczami obraz Przemienienia Pańskiego, rzekł: „Wola boska jest, aby ten obraz nie gdzie indziej, tylko na tym miejscu pozostał” .

Gdy tylko wykonano polecenie pustelnika, natychmiast konie z miejsca ruszyły, a posłowie po dotarciu do Węgier całe wydarzenie królowi Wacławowi opowiedzieli. Król uszanował wolę Bożą i sam na to miejsce przybył, a widząc sposobność do założenia miasta, tamże Nowy Sącz założył i wystawił klasztor i kościół dla oo. franciszkanów w 1297 roku i obraz Przemienienia Pańskiego opiece ich powierzył.

Autorem drugiego podania jest ks. Konstanty Majegowski. Zostało ono spisane w roku 1680. Według tego podania obraz został namalowany przez św. Łukasza i darowany przez cesarza wschodniego Leonowi, księciu ruskiemu. Ten z kolei ofiarował go jednemu pobożnemu pustelnikowi wiodącemu swój spokojny żywot w górach karpackich, a który go znów podarował klasztorowi franciszkańskiemu w Nowym Sączu, co wydaje się bardziej prawdopodobne.

Świadectwa cudownych uzdrowień dzięki mocy Chrystusa Przemienionego

Podziwiany przez  turystów i miłośników sztuki, dla wiernych często jest szansą na  pomoc w sytuacjach beznadziejnych. Ponad 50 świadectw spisanych w „Księdze Łask” przechowywanej na plebanii parafii św. Małgorzaty w latach od 1977 do 2005 dowodzi cudownej mocy Chrystusa Przemienionego. Oto kilka z nich, opublikowanych w „Gazecie Krakowskiej”:

„12 sierpnia 1989 r. matka 16-letniego chłopca porażonego przez prąd wspomina w księdze dramatyczną walkę lekarzy o życie jej syna. Gdy już tylko medyczna aparatura podtrzymywała życie syna, usłyszała słowa, które zabrzmiały jak wyrok: „Tu się nic nie da zrobić. Dajcie na mszę za chłopca”. Mszę pod obrazem Przemienienia Pańskiego odprawiono o godz. 8, a dwie godziny później 16-latek zaczął samodzielnie oddychać. Po trzech dniach odzyskał świadomość. Kiedy wychodził ze szpitala, lekarze prosili go: „Powiedz nam, co widziałeś po drugiej stronie, bo ty tam byłeś obiema nogami”. Podczas badania kontrolnego w Krakowie zdumiony medyk stwierdził, że nastolatek przeżył coś w rodzaju uderzenia pioruna. – Z tego się nie wychodzi – dodał”.

Pod datą 5 sierpnia 1977 r. widnienie wpis o rocznym chłopcu, który zachorował na ciężką biegunkę połączoną z ropnym zapaleniem węzłów chłonnych i płuc. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Matka czuwająca przy dziecku powiedziała do męża: „Idź do fary i daj na mszę do Przemienienia Pańskiego”. Nabożeństwo odprawiono o godz. 6, a już o 9 chłopiec zaczął domagać się jedzenia. Po kilku dniach opuścił szpital, co ordynator oddziału zakaźnego skwitował słowami: – To dziecko cudownie przez Boga jest uratowane, nie przez nas”.

8 listopada 1990 r. zapisano świadectwo kobiety, której mąż otarł się o śmierć. Zachorował na zapalenie opon mózgowych, które nie poddawało się żadnym lekom. Po sześciu dniach jego stan był krytyczny. Lekarze mówili, że jest w agonii, i dawali kilka godzin życia. Zrozpaczona żona nie dała za wygraną. Pobiegła do bazyliki i gorąco modliła się przed obrazem. Gdy wróciła do szpitala, zobaczyła zdumiony personel oddziału zakaźnego. Stan pacjenta nieoczekiwanie się poprawił i wkrótce mógł wrócić do domu. – To cud – mówili lekarze, choć takie pojęcie nie mieści się w ramach racjonalnej nauki, jaką jest medycyna”.

Monika Rotulska

 

Wielkopolski Kurier Wnet 37/2017, Joseph Ratzinger: Czy panująca cywilizacja techniki i handlu jest europejską kulturą?

Zachód chwalebnie próbuje otworzyć się, pełen zrozumienia, na zewnętrzne wartości, ale nie kocha już siebie; w swojej własnej historii widzi obecnie tylko to, co jest godne ubolewania i destrukcyjne.

Kard. Joseph Ratzinger

W naszym współczesnym społeczeństwie, dzięki Bogu, ktokolwiek zhańbi wiarę Izraela, jego obraz Boga lub jego wielkie osobowości, zostaje ukarany. Kto gardzi Koranem i podstawowymi przekonaniami islamu, zostanie również ukarany. Tymczasem w odniesieniu do Chrystusa i tego, co jest święte dla chrześcijan, wolność opinii wydaje się być dobrem najwyższym, a jej ograniczanie wydaje się zagrażać lub nawet niszczyć tolerancję i wolność w ogóle.

Optymizm dotyczący zwycięstwa europejskiego żywiołu, który Arnold Toynbee był w stanie jeszcze utrzymywać na początku lat sześćdziesiątych XX wieku, wygląda dziś na dziwnie przestarzały. „Z 28 kultur, które zidentyfikowaliśmy… 18 jest martwych, a dziewięć z dziesięciu pozostałych – w zasadzie wszystkie z wyjątkiem naszej – pokazują, że już zostały śmiertelnie poranione”. Kto powtórzyłby te słowa dzisiaj?

A w zasadzie jaka jest nasza kultura, co z niej pozostało? Czy cywilizacja techniki i handlu, rozprzestrzeniona zwycięsko na cały świat, jest rzeczywiście europejską kulturą? Czy raczej nie narodziła się ona w sposób posteuropejski, wraz z końcem starożytnych kultur europejskich? Widzę tutaj paradoksalną współbieżność.

Zwycięstwo techno-świeckiego posteuropejskiego świata: z upowszechnieniem tego modelu życia i sposobu myślenia związał się cały świat, a szczególnie zupełnie nieeuropejskie światy Azji i Afryki. Pozostaje wrażenie, że świat wartości Europy, jej kultury i wiary, na których opiera się jej tożsamość, dobiegł końca i w zasadzie zszedł już ze sceny, gdyż nadeszła teraz godzina wartości innych światów, Ameryki sprzed Kolumba, Islamu, mistycyzmu Azji.

Europa, dokładnie w tej swojej godzinie maksymalnego sukcesu, zdaje się być opustoszała wewnętrznie, w pewnym sensie sparaliżowana przez kryzys w swoim układzie krążenia, kryzys, który naraża jej życie na niebezpieczeństwo; szukająca ratunku w przeszczepach, które nie pomagają, lecz niszczą jej tożsamość. Do tego wewnętrznego braku podstawowych sił duchowych przystaje fakt, że – nawet etnicznie – Europa wydaje się zmierzać ku końcowi.

Istnieje zadziwiający brak pragnienia przyszłości. Dzieci, które są przyszłością, postrzegane są jako zagrożenie dla teraźniejszości. Myśli się, że zabierają one coś z naszego życia. Nie są one postrzegane jako nadzieja, lecz raczej jako ograniczanie teraźniejszości.

Jesteśmy zmuszeni do dokonywania porównań z Imperium Rzymskim w czasach jego upadku: ciągle jeszcze trwało jako wspaniała historyczna struktura, ale w praktyce było to egzystowanie tych, którzy je rozwiązali, ponieważ nie miało już życiowej energii.

W tym momencie doszliśmy do problemów dnia dzisiejszego. Jeśli chodzi o możliwą przyszłość Europy, istnieją dwie przeciwstawne diagnozy. Z jednej strony jest teza Oswalda Spenglera, który wierzył, że można określić pewien rodzaj prawa naturalnego dla wielkich zwrotów kulturowych: jest moment narodzin, stopniowego wzrostu, rozkwitu kultury, następnie nadejście zmęczenia, starość i śmierć. Spengler imponująco upiększa swój pogląd dokumentacją zaczerpniętą z historii kultur, w których można dostrzec prawo naturalnej ewolucji. Według niego Zachód osiągnął już swoją finalną epokę, która prowadzi nieubłaganie do śmierci tego kulturowego kontynentu, mimo wszelkich starań, aby ją oddalić.

Teza ta, nazwana biologistyczną, znalazła gorliwych przeciwników w okresie między I a II wojną światową, szczególnie w kręgach katolickich. Gwałtownie sprzeciwił się jej Arnold Toynbee, występując z postulatami, które dzisiaj znajdują oczywiście niewielki posłuch. Toynbee podkreśla różnicę między postępem materialno-technicznym a postępem realnym, który definiuje jako uduchowienie. Przyznaje on, że Zachód – świat zachodni – jest w kryzysie, którego przyczyny leżą w upadku religii na rzecz ubóstwienia techniki, narodu, militaryzmu. Ostatecznie dla niego kryzys oznacza sekularyzm.

Jeżeli znamy przyczyny kryzysu, możemy znaleźć sposób wyjścia z niego: czynnik religijny musi zostać przywrócony. Zdaniem Toynbee’ego częścią tego jest „dziedzictwo religijne wszystkich kultur, a zwłaszcza to, co pozostało z zachodniego chrześcijaństwa”. Biologistycznej wizji przeciwstawia on wizję woluntarystyczną, która spoczywa na sile twórczych mniejszości oraz na wyjątkowych, indywidualnych osobowościach.

Pytanie brzmi: czy ta diagnoza jest poprawna? A jeśli tak, to czy jest w naszej mocy przywrócenie religijnego znaczenia syntezie pozostałości chrześcijaństwa i dziedzictwa religijnego ludzkości? W końcu spór pomiędzy Spenglerem i Toynbeem pozostaje otwarty, ponieważ nie możemy przewidzieć przyszłości. Niezależnie od tego musimy zmierzyć się z pytaniem, co może nam zagwarantować przyszłość i przenieść żywą wewnętrzną tożsamość Europy przez wszystkie historyczne metamorfozy? Albo nawet jeszcze prościej – co zapewni, na dzisiaj i na jutro, przekazywanie ludzkiej godności i egzystencję odpowiadającą takiej godności?

W ten sposób stajemy przed pytaniem: czego potrzeba, aby iść dalej? Czy gwałtowne zawieruchy naszego czasu przetrwała tożsamość europejska, która ma przyszłość i w którą możemy się zaangażować całym swoim jestestwem? Nie jestem przygotowany, aby wejść w szczegółową dyskusję na temat przyszłej Konstytucji Europejskiej. Chciałbym jedynie krótko wskazać podstawowe moralne zasady, których, moim zdaniem, nie powinno zabraknąć.

Pierwszą zasadą jest bezwarunkowość, z jaką godność i prawa człowieka muszą być przedstawiane jako wartości, które poprzedzają jakąkolwiek jurysdykcję ze strony państwa. Te podstawowe prawa nie są stworzone przez prawodawcę ani przyznawane obywatelom, „ale raczej istnieją same w sobie, zawsze mają być przestrzegane przez prawodawcę, zostały mu uprzednio dane jako wartości nadrzędnego porządku”.

Ta ważność godności człowieka, poprzedzająca każde działanie i decyzję polityczną, odsyła ostatecznie do Stwórcy: tylko On może ustalić wartości oparte na istocie człowieka, i to takie, które są nienaruszalne. Istnienie wartości, którymi nikt nie może manipulować, stanowi rzeczywistą i prawdziwą gwarancję wolności i wielkości człowieka. Wiara chrześcijańska widzi w tym tajemnicę Stwórcy i przesłankę dla obrazu Boga, na którego podobieństwo zostaliśmy uczynieni.

Prawie nikt w dzisiejszych czasach nie zaprzeczyłby bezpośrednio pierwszeństwu ludzkiej godności i podstawowych praw człowieka nad wszystkimi politycznymi decyzjami. Okropności nazizmu i jego rasistowskie teorie są wciąż zbyt świeże. Ale w konkretnym obszarze tzw. postępu medycyny istnieją bardzo realne zagrożenia dla tych wartości: czy to gdy pomyślimy o klonowaniu, czy o konserwacji ludzkich płodów w celach transplantacji, czy o całej dziedzinie manipulacji genetycznej. Nikt nie może ignorować stopniowej erozji ludzkiej godności, która nam tu zagraża.

Do tego należy dodać wzrost migracji ludności, nowych form niewolnictwa, handlu ludzkimi organami. Zawsze obiera się dobre cele, aby usprawiedliwiać to, co jest nie do usprawiedliwienia. Istnieje kilka stałych i trwałych zasad w Karcie Praw Podstawowych, z których możemy być zadowoleni, ale kilka spraw zostało ujętych zbyt ogólnikowo. I to właśnie naraża na niebezpieczeństwo powagę zasady, o której mówimy.

Drugim elementem, w którym pojawia się tożsamość europejska, jest małżeństwo i rodzina. Monogamiczne małżeństwo jako podstawowa struktura relacji między mężczyzną a kobietą i jednocześnie jako komórka tworząca wspólnotę państwową, wywodzi się z wiary biblijnej. Dało to zarówno Europie Zachodniej, jak i Europie Wschodniej własne, szczególne oblicze i własne, szczególne człowieczeństwo.

I dokładnie dlatego ta forma wierności i wyrzeczenia musiała być w kółko zdobywana, z ogromnym wysiłkiem i cierpieniem. Europa nie byłaby dłużej Europą, jeśli ta podstawowa komórka jej struktury społecznej miałaby zniknąć albo zostać zasadniczo zmieniona.

Karta Praw Podstawowych mówi o prawie do małżeństwa, ale nie określa żadnej szczególnej ochrony małżeństwa – ani prawnej, ani moralnej – nie nadaje mu też bardziej precyzyjnej definicji. A wszyscy wiemy, jak zagrożone są dzisiaj małżeństwo i rodzina: z jednej strony poprzez niszczenie jego nierozerwalności na skutek coraz łatwiejszego rozwodu, z drugiej strony za pomocą nowego i coraz bardziej rozpowszechnionego stylu życia – kohabitacji mężczyzny z kobietą bez prawnej formy małżeństwa.

Silnie kontrastujące z tym wszystkim jest żądanie wspólnego życia dla homoseksualistów, którzy, paradoksalnie, obecnie domagają się prawnej formy związku o takiej samej wartości jak małżeństwo. Ta tendencja zaznacza odejście od systemu moralnej historii ludzkości, która – nie zważając na wszystkie różnorodne formy prawne małżeństwa – zawsze uznawała, że małżeństwo jest w swojej istocie szczególną komunią mężczyzny i kobiety, która jest otwarta na dzieci, a tym samym na rodzinę.

To nie jest kwestia dyskryminacji, ale raczej pytania, kim jest istota ludzka jako mężczyzna i kobieta i jak wspólnocie mężczyzny i kobiety można nadać formę prawną. Jeśli z jednej strony ich wspólnota jest coraz bardziej odrywana od form prawnych, a z drugiej strony związek homoseksualny jest postrzegany coraz bardziej jako posiadający taką samą wartość jak małżeństwo, to jesteśmy przed rozpadem wizerunku człowieka, który może mieć wyłącznie niezwykle poważne konsekwencje.

Ostatni punkt dotyka kwestii religijnej. Nie chcę wchodzić w złożone dyskusje ostatnich lat, a skupić się tylko na jednym aspekcie, który jest podstawowy dla wszystkich kultur: szacunek dla tego, co drugi uważa za święte, a w szczególności poszanowanie sacrum w najwyższym tego słowa znaczeniu: dla Boga, dla czegoś, co słusznie możemy przyjmować, że możemy odnaleźć nawet w tym, kto nie jest skłonny wierzyć w Boga.

Gdziekolwiek tego szacunku się odmawia, coś podstawowego w społeczeństwie zostaje utracone. W naszym współczesnym społeczeństwie, dzięki Bogu, ktokolwiek zhańbi wiarę Izraela, jego obraz Boga lub jego wielkie osobowości, zostaje ukarany. Kto gardzi Koranem i podstawowymi przekonaniami islamu, zostanie również ukarany. Tymczasem w odniesieniu do Chrystusa i tego, co jest święte dla chrześcijan, wolność opinii wydaje się być dobrem najwyższym, a jej ograniczanie wydaje się zagrażać lub nawet niszczyć tolerancję i wolność w ogóle.

Wolność opinii jednak ma znajdować swoją granicę w tym, że nie może ona zniszczyć honoru i godność innych. Nie jest wolnością kłamstwo lub niszczenie praw człowieka.

Zachód ujawnia tutaj nienawiść do siebie, co jest dziwne i może być postrzegane jedynie jako patologia. Zachód chwalebnie próbuje otworzyć się, pełen zrozumienia, na zewnętrzne wartości, ale nie kocha już siebie; w swojej własnej historii widzi obecnie tylko to, co jest godne ubolewania i destrukcyjne, natomiast nie jest już w stanie dostrzec tego, co jest wielkie i czyste.

Przełożył Adam Domaradzki

Artykuł Josepha Ratzingera pt. „Europa nienawidzi siebie” znajduje się na ss. 2 i 8 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier Wnet”, „Śląski Kurier Wnet” i „Wielkopolski Kurier Wnet” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach Wnet w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera Wnet” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera Wnet” wraz z regionalnymi dodatkami, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Josepha Ratzingera pt. „Europa nienawidzi siebie” na s. 2 lipcowego „Wielkopolskiego Kuriera Wnet” nr 37/2017, wnet.webbook.pl