648 tys. zł zniknęło z kasy Newagu. Były członek zarządu kasy znaleziony martwy

Z Pracowniczej Kasy Zapomogowo-Pożyczkowej Newagu w Nowym Sączu zniknęło 650 tys. zł. Po ujawnieniu tego zaginął także na tydzień były członek zarządu Kasy. Jego ciało zostało znalezione w lesie.

W Newagu, w Nowym Sączu nowy zarząd Pracowniczej Kasy Zapomogowo-Pożyczkowej odkrył, że „wyparowało” . Jako winnych tej waporyzacji podejrzewano członków poprzedniego zarządu.  Ci wobec pytań swych następców nabrali wody w usta. W rezultacie zgłoszono do prokuratury podejrzenie popełnienia przestępstwa.

Jeden z członków poprzedniego zarządu, Kazimierz K. opuścił 24 listopada swój dom, zostawiając list w którym wypierał się wszelkich związków z tą sprawą. Od wtorku wiadomo, jak podał portal RFM.FM, że po tygodniu poszukiwań mężczyzna został znaleziony przez policję martwy w lesie pod Białymstokiem.

Na razie nie wiadomo, co było przyczyną śmierci mężczyzny. Przeprowadzono sekcję zwłok byłego członka zarządu kasy zapomogowo-pożyczkowej Newag, ale nie podano jej wyników. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich.

A.P.

Wypadek autokaru z dziećmi koło Nowego Sącza. Jedna osoba nie żyje, ponad 30 poszkodowanych

– Po poniedziałkowym wypadku w Świniarsku zmarła jedna dorosła osoba, a liczba poszkodowanych wzrosła do 33 osób — powiedziała rzeczniczka wojewody Małopolskiego Joanna Paździo.

W wyniku czołowego zderzenia autobusu z samochodem ciężarowym ucierpiały m.in. dzieci wracające autobusem z uroczystości rozpoczęcia roku szkolnego. Według pierwszych szacunków ucierpiało 26 osób, w tym 20 dzieci.

Liczba poszkodowanych wzrosła, ponieważ część osób dotarła do szpitala swoim transportem. W tej chwili trwają operacje, diagnozy. To najtrudniejszy moment dla szpitali – powiedziała Paździo.

Spośród poszkodowanych osób, po przebadaniu, 10 opuściło szpital.

Ten widok, który się wyłonił, do momentu jak przyjechały pierwsze służby, był naprawdę tragiczny. Osoby wokół autobusu poszkodowane, a w autobusie trzy osoby zakleszczone. Bardzo szybka reakcja strażaków, służb medycznych, wsparli nas również ochotnicy pogotowia — przekazał dowodzący akcją ratunkową str. bryg. Paweł Motyka ze straży pożarnej w Nowym Sączu.

Droga prowadząca przez Świniarsko jest zablokowana. Policja kieruje ruch na obwodnicę tej miejscowości.

A.P.

 

Orzeł: W Nowym Sączu widoczna jest nowa dynamika. Mamy kapitał ludzki do zagospodarowania [WIDEO]

O tym, czemu premier Cyrankiewicz zgodził się na specjalne warunki dla Nowosądecczyzny, jak wpłynęły one na rozwój regionu i jakie obecnie ma on przed sobą perspektywy? Odpowiada Bartłomiej Orzeł.

Bartłomiej Orzeł, twórca Ośrodka Studiów o Mieście Nowym Sączu opowiada o specyfice Nowosądecczyzny, w której mieszka najwięcej milionerów na kilometr kwadratowy w Polsce. Jak dodaje, wszystko przez klimat przedsiębiorczości, który czuje się w tych stronach. Powstały tu duże firmy w skali Polski, takie jak choćby Fakro, Konspol, Koral, Wiśniowski, czy też Newag – producent taborów kolejowych.

Sądecki upór to cecha, która charakteryzuje nas jako Lachów, bo my jesteśmy taką grupą przejściową między góralami a nizinnymi. […] Jest współpraca między przedsiębiorcami, którzy często wskazują, że wolą pożyczyć pieniądze od kolegi-przedsiębiorcy niż od banku.

Ekonomista podkreśla, iż mieszkańców tych terenów charakteryzuje silny patriotyzm gospodarczy, nie tylko na poziomie konsumenckim dążącym do kupowania sądeckich produktów, ale także B2B, gdzie przedsiębiorcy zlecają pracę innym lokalnym przedsiębiorcom.

Eksperyment nowosądecki to specjalna uchwała ówczesnej rady ministrów z roku ‘58, która dawała całkiem sporu jak na te czasy autonomię ziemi sądeckiej, ale też tworzyła fundusz sądecki. Tutaj panuje trochę mitologizacja, jakoby fundusz pochodził ze środków centralnych – w dużej mierze fundusz pochodził z naszych własnych środków. Premier Cyrankiewicz upijany śliwowicą niejednokrotnie zgodził się w końcu kwestię tego eksperymentu sądeckiego podnieść.

Orzeł opowiada o specjalnych warunkach, jakie temu regionowi zapewniono jeszcze w czasach Gomułki, na długo, zanim Gierek zaczął swoje inwestycje.  W ciągu trzech lat „obroty sądeckiej gastronomii skoczyły z 1 miliona do 180 mln zł”.  W rezultacie Nowosądecczyzna zyskała infrastrukturę, która przełożyła się na jej sukces w latach 90.

To tutaj w roku 1990 powstała sądecka sfera usług publicznych i pilotażowy powiat. Jeszcze przed powstaniem powiatów, reformą samorządową, samorząd powiatowy był testowany na żywym ciele nowosądeckim.

Również w latach 90. region ten stał się sferą eksperymentów społecznych, gdyż tutaj testowano działanie powiatów, przed ich wprowadzeniem w 1997 r. Obecnie zaś, jak mówi, „pojawiają się nowe inicjatywy”. Gość „Poranka WNET” podkreśla, że w Nowym Sączu jest kapitał ludzki, który trzeba wykorzystać.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Kupczak: Nowy Sącz chce zainwestować w elektrownię geotermalną, naszym celem jest dywersyfikacja źródeł energii

Paweł Kupczak opowiada o rządowym programie „Czyste powietrze”, planach modernizacji przedsiębiorstwa oraz istotnej roli węgla w energetyce.

Paweł Kupczak, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej w Nowym Sączu, mówi o rządowym programie czyste powietrze, który jest odpowiedzią na dyrektywy unijne, które nakazują jak największą eliminację węgla po przez ograniczanie emisji CO2.

Paweł Kupczak podkreśla również, że do Miejskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej wciąż przyłączają się nowe firmy:

Przedsiębiorcy chcą mieć ten komfort ogrzewania związany z możliwością wykorzystania ciepła syntetycznego.

Gość „Poranka WNET „odnosi się także do zapowiedzi Platformy Obywatelskiej, która do 2035 roku chce zupełnie odejść od węgla. Jak mówi, aby do tego doprowadzić, musi mieć odpowiednie narzędzia, a na to jest zwyczajnie za wcześnie, a sama zmiana byłaby bardzo kosztowna:

Ciepłownictwa nie stać samego z siebie, żeby zrobić tak dużą metamorfozę, żeby przejść w 100% z węgla w inne obszary, to są bardzo kosztowne rzeczy.

Aktualnie Miejskie Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej realizuje inwestycje w kocioł biomasowy, który zaspokoi 20% potrzeb. Sama inwestycja opiewa na kwotę 11,5 mln złotych i powstaje we wsparciu z Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, z dotacją  na poziomie 38%.

Paweł Kupczak, jako ekspert zaznacza również, że całkowita eliminacja węgla nie jest dobrym rozwiązaniem i konieczny jest „zdrowy” podział:

Podstawą jest, żeby było to zdywersyfikowane. Taki jest nasz cel.

Gość poranka opowiada także o planach modernizacji. Już niedługo na terenie przedsiębiorstwa, oprócz kotła węglowego, powstanie kocioł na biomasę. Firma wykonawcza ma czas do końca przyszłego roku na zrealizowanie projektu.

Paweł Kupczak odnosi się również do energii geotermalnej, która jest wykorzystywana szczególnie na Podhalu, ale również w Gorlicach, jednak zaznacza, że jest to kolejna bardzo kosztowna inwestycja i wymaga przeprowadzenia odpowiednich badań, by Nowy Sącz mógł się nią zainteresować.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./M.K.

Bochenek: Nowy Sącz posiada potencjał, który będzie można uwolnić dzięki poprawie dojazdu do miasta [WIDEO]

Artur Bochenek wiceprezydent Nowego Sącza o problemach miasta, jego perspektywach i nadziejach, jakie wiąże z jego przyszłością.

Artur Bochenek wiceprezydent Nowego Sącza mówi, że od momentu, w którym zlikwidowano miasta wojewódzkie, Nowy Sącz zszedł na drugi plan i przestał wykorzystywać swoje szanse rozwojowe.

Wyludnianie problemem nie tylko mniejszych miast, ale też dużych miast. następuje też proces urbanizacji miast i rozwijania ich, jeśli uda nam się tę dostępność komunikacyjną powiększyć, polepszyć, to, to miasto będzie miastem przyciągającym młodych, bo w tym mieście jest potencjał.

Szansę na odwrócenie tej tendencji wiceprezydent widzi w nowych inwestycjach w infrastrukturę drogową i kolejową. Jak zaznacza gość „Poranka WNET”, najważniejszą inwestycją, która poprawiłaby jakość życia mieszkańców, byłoby zapowiadane od lat ekspresowe połączenie z Krakowem. Podobnie w przypadku połączenia kolejowego Kraków – Podłęże – Piekiełko, dzięki któremu w ciągu 40 minut moglibyśmy znaleźć się w Krakowie.

Nowy Sącz mógłby się w przyszłości stać bazą turystyczną.

Jednym z największych plusów miasta jest turystyka, która prężnie się rozwija i w przyszłości może stać się bazą wypadową i hotelowo-gastronomiczną oraz zapleczem turystycznym całego regionu nowosądeckiego.

Zupełnie nie czuję się człowiekiem lewicy. Nigdy nie byłem związany z żadnymi partiami politycznymi. Reprezentujemy ruch miejski, oddolny, skupiający tak naprawdę mieszkańców reprezentujących różne poglądy polityczne od nawet skrajnej prawicy po bardziej liberalne. Natomiast nas nie interesuje polityka i poglądy polityczne, nas interesuje spojrzenie na miasto.

W ten sposób Bochenek charakteryzuje ruch miejski, z którym jest związany. Jak dodaje, Nowy Sącz jest miastem wyjątkowo religijnym i przywiązanym do wartości narodowych.

Chciałbym zobaczyć za 5 lat młode, dynamiczne, coraz młodsze miasto, które posiada ożywioną starówkę i dostępność komunikacyjną w regionie.

W powyższych słowach rozmówca Łukasza Jankowskiego odpowiada na pytanie, co chciałby po sobie pozostawić w Nowym Sączu.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Dekomunizacja w Nowym Sączu. Józef Piłsudski stanie w miejscu pomnika wdzięczności Armii Czerwonej

Budowa pomnika Józefa Piłsudskiego to bezspornie sukces lokalnych patriotów. Dali oni doskonały przykład skuteczności w oczyszczaniu przestrzeni publicznej ze stempli komunistycznego zniewolenia.

Józef Wieczorek

Przez 70 lat w centrum Nowego Sącza, w prestiżowym miejscu stał pomnik wdzięczności Armii Czerwonej zbudowany pod przymusem okupanta sowieckiego. Pierwszy pomnik, postawiony w grudniu 1945 r., już w styczniu 1946 r. został wysadzony w powietrze przez podziemie niepodległościowe, silne po wojnie w Beskidzie Sądeckim. Kolejny pomnik, mimo pewnych modyfikacji – już bez gwiazdy czerwonej, ale z sowieckimi napisami – przetrwał aż do roku 2015, bo władze Nowego Sącza nie zdołały przez lata, już w wolnej Polsce, wykonać uchwały rady miasta z 1992 roku (!) o usunięciu tej pozostałości sowietyzacji Polski. Po rozbiciu podziemia niepodległościowego w pierwszych latach po wojnie dążenia niepodległościowe w Nowym Sączu wyraźnie opadły. Nowy Sącz tak naprawdę w czasach III RP żył nadal w stanie zniewolenia z jego symbolem w reprezentacyjnym centrum miasta. (…)

Prezydent Nowego Sącza Ryszard Nowak (PiS) do końca stał twardo na straży pomnika chwały Armii Czerwonej, za co zbierał pochwały od konsula rosyjskiego.

Siły policyjne broniły nielegalnie stojącego pomnika, który dawno już winien być usunięty w ramach prawa o dekomunizacji przestrzeni publicznej, a sądy przez lata „grillowały”

Pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego w budowie | Fot. J. Wieczorek

uczestników manifestacji za ich patriotyczną, niezłomną postawę. Co prawda sprawy – także młodocianych uczestników manifestacji – umorzono, ale skarb państwa został uszczuplony z powodu tępienia antykomunistycznych demonstrantów i wykazano, że patriotyzm w III RP jest bardzo źle widziany. (…)

Ale jak to bywa przed kolejnymi wyborami, mamy jednak pomnikową „dobrą zmianę”. Po rozbiórce pomnika chwały Armii Czerwonej na jego miejscu ma być postawiony pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego na Kasztance. Powstał Społeczny Komitet Budowy Pomnika Marszałka Józefa Piłsudskiego, który zbiera fundusze, i prace budowlane już ruszyły. Pomnik ma być odsłonięty 11 listopada na 100-lecie niepodległości Polski, którą i Nowy Sącz po latach okupacji powoli ponownie odzyskuje.

Prezydent Miasta Ryszard Nowak, tak zasłużony dla pomnika Armii Czerwonej, został członkiem honorowym tego komitetu, uznanym za osobę, która poprzez swój autorytet obrońcy „zasług” Armii Czerwonej może wnieść wybitny wkład w budowę pomnika pogromcy Armii Czerwonej [sic!]. (…)

Nikt z nas – działających na rzecz likwidacji pomnika chwały Armii Czerwonej – nie został zaproszony do komitetu budowy pomnika Marszałka.

Cały artykuł Józefa Wieczorka pt. „Pomnikowa dobra zmiana w Nowym Sączu” znajduje się na s. 12 październikowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem wnet.webbook.pl. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Józefa Wieczorka pt. „Pomnikowa dobra zmiana w Nowym Sączu” na s. 12 październikowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 52/2018, wnet.webbook.pl

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

GALERIA „W 80 dni dookoła Polski – powrót do źródeł” z redakcją Wnet. W krainie góralskiej ślebody i Lachów Sądeckich

Media Wnet w ubiegłym tygodniu były na Podhalu odwiedzając: Żywiec, Wadowice, Nowy Targ, zimową stolicę Polski Zakopane, a także lacki Nowy Sącz. Odwiedziny te uwieczniła w obiektywie Luiza Komorowska

Żywiec – miasto browarników i polskich Habsburgów

fot. Luiza Komorowska
Rynek w Żywcu

Żywiec – miejsce piękne i czarowne, z bogatą historią i kulturą, piękną przyrodą i własnymi górami, „spokojniejszymi”, jak zaznaczają mieszkańcy. Mimo że dziś przypisany administracyjnie do województwa śląskiego, nigdy Śląskiem nie był. Od wieków związany z ziemią krakowską jest najdalej na zachód położoną częścią Małopolski.

Występ podczas ostatniego koncertu zespołów folklorystycznych w ramach trwającego dziewięć dni Tygodnia
Kultury Beskidzkiej w Żywcu. Wspaniały występ gruzińskich górali z Borjomi – miasta partnerskiego Żywca – ponoć porwał zgromadzoną publiczność.

Renesansowe krużganki Starego Zamku w Żywcu powstały nieco później niż te na Wawelu, ale są równie piękne i stylowe. Siedziba polskich Habsburgów, ostatnich pretendentów do polskiej korony, swoją świetność odzyskała dopiero w 1989 roku.

– Stary Zamek w Żywcu z naszą Małą Kaplicą Zygmuntowską przy kościele farnym jest zwany Małym Wawelem – powiedziała Dorota Firlej (na zdjęciu poniżej), kustosz, historyk sztuki Muzeum Miejskiego w Żywcu, gość Witolda Gadowskiego w Poranku Wnet.

– Najbardziej znani właściciele Starego Zamku to rodzina Habsburgów, polskich Habsburgów – powiedziała pani kustosz. Przypomniała, że w Pałacu Habsburgów jeszcze do niedawna mieszkała Maria Krystyna Habsburg, „wnuczka pretendenta do polskiego tronu Karola Stefana Habsburga.

 

Na tarasie wadowickich franciszkanów. W głębi nasz realizator dźwięku Karol Smyk.
Redaktor Witold Gadowski z ojcem Ryszardem Stolarczykiem z miejscowego klasztoru oo. franciszkanów.
Na Rynku w Nowym Targu

Redaktor Witold Gadowski na Rynku w Nowym Targu podczas Poranka Wnet.

Ratusz w Nowym Targu i nasza ekipa z mobilnym studiem za kurtyną wody miejscowej fontanny.

Baca Jan Kubik w tradycyjnym stroju górali pienińskich, m.in. w charakterystycznej dla niego niebieskiej kamizelce.

Na uliczkach Nowego Sącza – miasta św. Kingi, wielu milionerów, największej liczby bentleyów (kupionych za gotówkę) przypadających na jednego mieszkańca, a także jednego z najstarszych miast Małopolski.

Nowy Sącz – przed Ratuszem nasze mobilne studio w trakcie audycji.

 

 

Na Krupówkach w Zakopanem

„Bez smreki wyziero słońce, a ja se patrze na góre, na której wyziero krzyż…” – tymi słowami rozpoczął piątkowy Poranek Wnet redaktor Witold Gadowski, z pochodzenia góral z Zakopanego, patrząc na Giewont. Zakopane to miejsce szczególne, zimowa stolicy Polski położona w kotlinie u stóp Tatr.

Górale w strojach góralskich w Zakopanem.

Oprac. MoRo

Ksiądz Jerzy Jurkiewicz z bazyliki na nowosądeckiej Górze Przemienienia. Ewidentny cud Jezusa Przemienionego

Często spotykam młodych ludzi, którzy uważają, że przyprowadzali ich na odpust do św. Małgorzaty ich rodzice i oni również będą przyprowadzać tu swoje dzieci – powiedział opiekun cudownego obrazu.

-W Bazylice św. Małgorzaty zaczynamy o 6.00 rano odsłonięciem cudownego obrazu – powiedział ks. dr Jerzy Jurkiewicz, proboszcz parafii pw. św. Małgorzaty w Nowym Sączu, który w tym roku w czerwcu obchodził 25-lecie swej kapłańskiej posługi.

– To jest taka pobożność, jaką się wynosi z domu […], to jest wiara, jaką się przekazuje w rodzinach – powiedział proboszcz, pytany, czym się różnią wierni w Nowym Sączu od wiernych z innych stron Polski. Zwrócił uwagę, że Nowy Sącz i jego okolice były pod zaborem austriackim, w którym nie tępiono katolicyzmu, dlatego „mógł on się rozwijać w sposób naturalny”,.

Przyznał, że Sądecczyzna jest pozytywnie konserwatywna. To, co było dla niego wielkim zaskoczeniem, gdy tu przybył, to fakt pozdrawiania duchownych i zakonnic słowami chwalącymi Pana Boga nawet przez „zakapturzonych młodych ludzi”.

– To jest takie specyficzne dla Nowego Sącza, że młodzi ludzie, widząc sutannę, chwalą Pana Boga. W innych rejonach Polski nie spotkałem się z tym – powiedział ksiądz Jurkiewicz. Również przed przyjęciem Najświętszego Sakramentu zachowała się tu dawna obrzędowość – przyjmowany jest na klęcząco zawsze w tygodniu, a niekiedy w niedzielę.

– Często spotykam młodych ludzi, którzy uważają, że przyprowadzali ich na odpust do św. Małgorzaty ich rodzice i oni również będą przyprowadzać tu swoje dzieci – powiedział ksiądz. W Bazylice Św. Małgorzaty co roku odbywa się tygodniowy odpust ku czci Przemienienia Pańskiego. W tym roku od 30 lipca do 5 sierpnia wierni gromadzili się na uroczystych celebracjach mszy świętych, a również na występach zespołów ewangelizujących na sądeckiej górze Tabor.

W trakcie tego odpustu do księdza Jurkiewicza podeszło kilka osób, wręczając duchownemu spisane świadectwo cudu, który wydarzył się w 2014 roku w ich rodzinie, a dotyczył młodej kobiety w ciąży.

W trakcie USG okazało się, że obok dziecka (2 cm) pojawił się duży krwiak (5 cm). Lekarze wówczas nie dawali żadnych szans na to, aby dziecko przeżyło, a jeśli – to będzie to niebezpieczne dla życia matki. W tym czasie trwał odpust na Górze Przemienienia w Nowym Sączu, „na który zawsze od lat uczęszczałam” – pisała przyszła matka. „Pamiętam doskonale, że był to ostatni dzień odpustu. Ze względu na poważny stan zagrożenia ciąży miałam zalecenia, aby leżeć. Jednocześnie miałam przekonanie, że powinnam udać się na sądecką Górę Przemienienia do innego lekarza niż ten ziemski.”

– Ta pani przyszła, wyspowiadała się, wzięła obrazek z Jezusem Przemienionym, odprawiła dziewięciodniowa nowennę i ten obrazek zawsze nosiła przy dziecku. Przyjęła potem sakrament namaszczenia chorych i w tym czasie, co parę tygodni, chodziła na badania i zawsze lekarz mówił, że jest źle – relacjonował ksiądz Jurkiewicz. – Tym razem lekarz powiedział „jest lepiej” i dziecko urodziło się zdrowe. Nadano mu imię Szymon.

„W styczniu 2015 roku lekarz, który mnie prowadził, powiedział po porodzie, że medycyna nie dawała szans na utrzymanie tej ciąży i że jest to cud. Dodam jeszcze, że niedawno się dowiedziałam, że imię Szymon oznacza – Bóg wysłuchał”.

– Dla tej rodziny to jest ewidentnie cud. Taka jest nasza Sądecczyzna – zakończył ksiądz Jurkiewicz.

Historie i legendy

Obraz przedstawiający prawdziwy wizerunek Jezusa Chrystusa (veraicon), jak głosi tradycja namalowany przez nieznanego autora na trzech deskach grubości dwóch centymetrów, wisi od 1785 roku w kościele św. Małgorzaty w Nowym Sączu. Jego autorstwo, jak i sposób dotarcia w Sądeckie, owiany jest tajemnicą, która sprawiła, że narosło wokół tych faktów wiele legend. Podejrzewa się, że pochodzi z drugiej połowy XIV wieku i powstał pod wpływem ikonostasu rzymskiego, laterańskiego. Według legendy miał być jedną z wielu kopii obrazu namalowanego przez św. Łukasza Ewangelistę.

Pierwsze podanie na ten temat pochodzi od ks. Franciszka Brzechfy, który twierdzi, że obraz Przemienienia Pańskiego znajdował się pierwotnie w Jerozolimie, a następnie wskutek układów między Portą Ottomańską a Moskwą dostał się carowi moskiewskiemu, ten z kolei miał go ofiarować królowi czeskiemu Wacławowi, który w tym czasie bawił w Węgrzech.

Gdy posłowie z tym obrazem przyjechali w góry sądeckie i zatrzymali się we wsi Kamienica, to jest w obecnym Nowym Sączu, i na drugi dzień mieli wyruszyć w dalszą drogę na Węgry podróżować, wóz, w którym przewożony był obraz, „stanął jak wryty i żadnym sposobem ruszyć się z miejsca nie dał. Na próżno założono kilka par koni i kilka jarzm wołów, wóz pozostał na miejscu”. Wszyscy byli zdumieni takim rozwojem sytuacji i udano się po radę do pobożnego pustelnika z trzeciego zakonu św. Franciszka, który po krótkiej modlitwie kazał rozpakować wóz, a znalazłszy między rzeczami obraz Przemienienia Pańskiego, rzekł: „Wola boska jest, aby ten obraz nie gdzie indziej, tylko na tym miejscu pozostał” .

Gdy tylko wykonano polecenie pustelnika, natychmiast konie z miejsca ruszyły, a posłowie po dotarciu do Węgier całe wydarzenie królowi Wacławowi opowiedzieli. Król uszanował wolę Bożą i sam na to miejsce przybył, a widząc sposobność do założenia miasta, tamże Nowy Sącz założył i wystawił klasztor i kościół dla oo. franciszkanów w 1297 roku i obraz Przemienienia Pańskiego opiece ich powierzył.

Autorem drugiego podania jest ks. Konstanty Majegowski. Zostało ono spisane w roku 1680. Według tego podania obraz został namalowany przez św. Łukasza i darowany przez cesarza wschodniego Leonowi, księciu ruskiemu. Ten z kolei ofiarował go jednemu pobożnemu pustelnikowi wiodącemu swój spokojny żywot w górach karpackich, a który go znów podarował klasztorowi franciszkańskiemu w Nowym Sączu, co wydaje się bardziej prawdopodobne.

Świadectwa cudownych uzdrowień dzięki mocy Chrystusa Przemienionego

Podziwiany przez  turystów i miłośników sztuki, dla wiernych często jest szansą na  pomoc w sytuacjach beznadziejnych. Ponad 50 świadectw spisanych w „Księdze Łask” przechowywanej na plebanii parafii św. Małgorzaty w latach od 1977 do 2005 dowodzi cudownej mocy Chrystusa Przemienionego. Oto kilka z nich, opublikowanych w „Gazecie Krakowskiej”:

„12 sierpnia 1989 r. matka 16-letniego chłopca porażonego przez prąd wspomina w księdze dramatyczną walkę lekarzy o życie jej syna. Gdy już tylko medyczna aparatura podtrzymywała życie syna, usłyszała słowa, które zabrzmiały jak wyrok: „Tu się nic nie da zrobić. Dajcie na mszę za chłopca”. Mszę pod obrazem Przemienienia Pańskiego odprawiono o godz. 8, a dwie godziny później 16-latek zaczął samodzielnie oddychać. Po trzech dniach odzyskał świadomość. Kiedy wychodził ze szpitala, lekarze prosili go: „Powiedz nam, co widziałeś po drugiej stronie, bo ty tam byłeś obiema nogami”. Podczas badania kontrolnego w Krakowie zdumiony medyk stwierdził, że nastolatek przeżył coś w rodzaju uderzenia pioruna. – Z tego się nie wychodzi – dodał”.

Pod datą 5 sierpnia 1977 r. widnienie wpis o rocznym chłopcu, który zachorował na ciężką biegunkę połączoną z ropnym zapaleniem węzłów chłonnych i płuc. Lekarze nie dawali mu szans na przeżycie. Matka czuwająca przy dziecku powiedziała do męża: „Idź do fary i daj na mszę do Przemienienia Pańskiego”. Nabożeństwo odprawiono o godz. 6, a już o 9 chłopiec zaczął domagać się jedzenia. Po kilku dniach opuścił szpital, co ordynator oddziału zakaźnego skwitował słowami: – To dziecko cudownie przez Boga jest uratowane, nie przez nas”.

8 listopada 1990 r. zapisano świadectwo kobiety, której mąż otarł się o śmierć. Zachorował na zapalenie opon mózgowych, które nie poddawało się żadnym lekom. Po sześciu dniach jego stan był krytyczny. Lekarze mówili, że jest w agonii, i dawali kilka godzin życia. Zrozpaczona żona nie dała za wygraną. Pobiegła do bazyliki i gorąco modliła się przed obrazem. Gdy wróciła do szpitala, zobaczyła zdumiony personel oddziału zakaźnego. Stan pacjenta nieoczekiwanie się poprawił i wkrótce mógł wrócić do domu. – To cud – mówili lekarze, choć takie pojęcie nie mieści się w ramach racjonalnej nauki, jaką jest medycyna”.

Monika Rotulska

 

Mieczysław Witowski z Nowego Sącza, miasta polskich milionerów: Pielgrzymka św. Kingi idzie, jedzie i płynie

Dzień 44. z 80 / Nowy Sącz / – Pielgrzymka św. Kingi jest jedyną w Polsce, która idzie, jedzie i płynie. Drugiej takiej nie ma, w ciągu trzech dni trzeba pokonać 80 kilometrów – powiedział Witowski.

Nowy Sącz, miasto Św. Kingi i wielu milionerów, największej liczby bentleyów (kupionych za gotówkę) przypadających na jednego mieszkańca, ale także jedno z najstarszych miast Małopolski, zostało lokowane  jako Nova Sandecz w widłach rzek Dunajca i Kamienicy Nawojowskiej w 1292 roku, tym samym, w którym umarła patronka tej ziemi.

– Mamy to szczęście, że mieszka u nas kilku milionerów i co najważniejsze, panowie inwestują w Nowym Sączu, zatrudniają sądeczan, dają nam pracę i nigdzie stąd nie wyjeżdżają, co jest piękną sprawą – powiedział Mieczysław Witowski ze stowarzyszenia św. Kingi w Nowym Sączu, dopytywany, czy rzeczywiście tak jest, jak głosi fama.

Na Nowosądecczyźnie ma swoją siedzibę wytwórnia lodów Koral, tutaj też mieszkają pan Józef i Marian Koralowie, twórcy tej firmy, którzy ufundowali pomnik Jana Pawła II stojący na nowosądeckim Rynku. W tym regionie znajduje się największy producent okien w Europie, firma Fakro, której prezesem i właścicielem jest Ryszard Florek; tu mieszka Kazimierz Pazgan, właściciel holdingu Konspol – największego w Polsce producenta przetworów z drobiu; także Roman Kluska, kiedyś największy producent komputerów Optimus, pierwszy właściciel Onetu; wreszcie Andrzej Wiśniowski, którego firma jest największym producentem bram garażowych, przemysłowych i systemów ogrodzeniowych w Polsce, sponsor reprezentacji Polski w piłce nożnej.

Pani Sądecka Św. Kinga

– Szlak św. Kingi to inicjatywa zapoczątkowana w 1990 roku przez grupę pielgrzymów pod wodzą nieżyjącego już ojca Bronisława Jelenia, aby uprosić kanonizację Pani Sądeckiej św. Kingi, która tutaj siedem wieków temu zagościła – powiedział Witowski. Dodał, że była to idea nieżyjącego już wówczas biskupa Piotra Bednarczyka.

Patronka Sądecczyzny otrzymała tę ziemię od swego męża Bolesława Wstydliwego jako wynagrodzenie za posag, który ofiarowała na potrzeby zrujnowanego po najeździe tatarskim księstwa. W 1279 r., po 40 latach wspólnego życia, zmarł książę Bolesław Wstydliwy i Kinga opuściła dwór, udając się do Sącza, gdzie oddała się sprawom całego regionu, zakładając nowe osady, organizując parafie, doprowadzając do budowy kościołów. Szczególną troską otoczyła budowę klasztoru sióstr klarysek. Zresztą sama święta złożyła tam dwa lata  przed śmiercią śluby zakonne. W przekonaniu o jej świętości pochowano Kingę w kaplicy ufundowanego przez nią klasztoru. Łaski i cuda dokonujące się przy jej grobie, jak też nieustanny napływ pielgrzymów, spowodowały, że Kościół uznał jej świętość, potwierdzając spontaniczny kult, którym otaczano ją po śmierci, i ogłosił ją błogosławioną w 1690 roku.

Pierwszą siedzibą Stowarzyszenia św. Kingi powstałego w 1990 roku była parafia Najświętszego Serca Pana Jezusa w Nowym Sączu. 16 czerwca 1999 roku w Starym Sączu, w sanktuarium bł. Kingi, Ojciec Święty Jan Paweł II wyniósł ją do chwały świętych Pańskich. Tam też powstał Dom Pielgrzyma OPOKA im. Jana Pawła II, gdzie przeniesiono siedzibę stowarzyszenia.

– Pielgrzymka św. Kingi jest jedyną w Polsce, która idzie, jedzie i płynie. Drugiej takiej nie ma; w ciągu trzech dni trzeba pokonać 80 kilometrów – powiedział Mieczysław Witowski. Przebiega ona szlakami Beskidu Sądeckiego i Pienin. – Trzeba 36 km non stop iść pod górę, przepłynąć Dunajec.

– Co roku martwimy się o to, by można było przyjąć wszystkich chętnych – powiedział Witowski, bowiem organizatorzy nie są w stanie wziąć na szlak więcej niż 400 osób. W tym roku XXVIII Pielgrzymka Szlakiem św. Kingi odbędzie się w dniach od 22-24 września. Mają już na nią ponad 300 zgłoszeń i  zostało tylko jeszcze kilkanaście miejsc. Do udziału zgłaszają się ludzie z całej Polski, między innymi z Suwałk, Poznania, Gdańska.

Sandecja i Lachowie

Górale na mieszkańców Sądecczyzny często mówią Lachowie, bo też etnicznie wywodzą się od Lachów. Witowski wyjaśnił, że często mieszkańcy tego regionu mylnie nazywani są góralami, którzy przybyli z Wołoszczyzny. Etymologia określenia Lachy w odniesieniu do grupy etnicznej prawdopodobnie ma związek z podstawowym znaczeniem słowa Lach, czyli Polak, w języku ludów zamieszkujących niegdyś obszary położone na wschód i południe od granic Polski. Lachy Sądeckie to określenie mające wskazać polskie pochodzenie tej grupy etnicznej wśród innych grup, które występowały na terenie Ziemi Sądeckiej, chociaż sami sądeczanie widzą to często inaczej.

– Lachowie przyszli tutaj ponad 1000 lat temu i pozostali do dziś na tych terenach – powiedział pan Witowski.

[related id=34086]- Jeszcze jako młody chłopak chodziłem z tatą na dzisiejsze błonia, na aleję Wolności. Tam grała Sandecja ze słynnym Szabeckim, no a później stadion przy Kilińskiego, gdzie doczekaliśmy się I ligi, a teraz ekstraklasy – cieszy się pan Mieczysław. Przypomniał, że Sandecja ma już ponad 100 lat. Nowy Sącz to jedyne miasto w tym rejonie, które może pochwalić się prężnie działającym klubem piłkarskim grającym w ekstraklasie. Dlatego sądeczanie cenią go, jest dla nich chlubą i wizytówką miasta, która promuje Nowy Sącz.

Gdy będziemy w Nowym Sączu, nie możemy zapomnieć o odwiedzeniu Rynku, który jest drugim co do wielkości po krakowskim, i bazyliki św. Małgorzaty z Górą Przemienienia i obrazem Pana Jezusa Przemienionego. Warto też pamiętać o odpustach w Nowym Sączu i o ruinach Zamku Królewskiego, który wybudował Kazimierz Wielki. Jeśli ktoś ma czas, to powinien również zajrzeć do sali ratuszowej przy Rynku, gdzie mamy przedstawioną historię Nowego Sącza.

– Jadwiga, jadąc z Węgier na koronację do Krakowa, właśnie tu, w Nowym Sączu, się zatrzymała – powiedział Mieczysław Witowski.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z Mieczysławem Witowskim w części pierwszej Poranka Wnet.

Michał Tokarczyk z Karpackiej Straży Granicznej: Polska dla nielegalnych imigrantów z południa to kraj tranzytowy

Dzień 44. z 80 / Nowy Sącz – Kierunki traffickingu nielegalnych imigrantów są różne, najbardziej rozpoznawalny jest ten przez basen Morza Śródziemnego i to są główne szlaki – powiedział Tokarczyk.

– W tej chwili na terenie naszego oddziału nie mamy już granic zewnętrznych Schengen – powiedział gość Witolda Gadowskiego, starszy sierżant sztabowy Michał Tokarczyk z karpackiego oddziału Straży Granicznej, obejmującego swoim zasięgiem całe województwo małopolskie i granicę państwową ze Słowacją na odcinku ponad 400 kilometrów. Działania Straży Granicznej są więc w dużej mierze mobilne i skupiają się głównie na walce z nielegalnymi imigrantami, pracą na czarno podejmowaną przez imigrantów i handlu towarami pochodzącymi z przemytu.

– Mieliśmy przypadki wykrycia w ostatnim czasie przybyłych w naczepach TIR-ów Afgańczyków z południa Europy – powiedział Michał Tokarczyk, pytany o to, czy imigranci przybywają do nas i czy z perspektywy Karpackiego Oddziału Straży Granicznej przemyt ludzi jest zauważalny. – Natomiast w ostatnich dniach na lotnisku w Krakowie-Balicach zatrzymaliśmy obywatela Syrii, który przybył na teren Polski nielegalnie.

– Ten obywatel przedstawił do kontroli podczas odprawy w Grecji polski dowód osobisty sporządzony na wzór oryginalnego – powiedział. Tę typową historię imigranta z południa przytacza portal podkarpackiego oddziału Straży Granicznej, która wyjaśnia, że cudzoziemiec przyleciał do Polski lotem czarterowym z Grecji, „a następnie, gdy tylko znalazł się na terminalu lotniska, został wytypowany przez funkcjonariuszy SG do kontroli legalności pobytu”.

W trakcie kontroli Syryjczyk okazał nieważną już kartę osoby aplikującej o przyznanie ochrony międzynarodowej (International Protection Applicant Card), wydaną przez władze Grecji. Następnie okazało się, że karta należy do innej osoby, a Syryjczyk ma przy sobie własny, syryjski paszport i dowód osobisty. Gdy go przeszukano, znaleziono ukryty w bieliźnie osobistej podrobiony na wzór oryginalnego polski dowód osobisty, „na podstawie którego odprawił się na lotnisku w Grecji”. W końcu zatrzymany przyznał, że ojczyznę opuścił rok temu, udając się do Turcji. Stamtąd nielegalnie autobusem przekroczył granicę z Grecją, a następnie udał się do portu morskiego Pireus w Atenach, skąd dopłynął na wyspę Rodos. Tam właśnie wsiadł do samolotu, którym przyleciał do Polski, a miejscem docelowym jego podróży miały być Niemcy.

– Za zorganizowanie podróży zapłacił w Turcji 8500 euro nieznanym osobom, które pomagały mu w dostaniu się na teren Niemiec – relacjonował Tokarczyk. Dopytywany przez redaktora Gadowskiego przyznał, że tego typu zjawiska są nowe, ponieważ konflikt na południu Europy nie trwa długo. W dodatku ludzie, którzy zajmują się procederem przemytu imigrantów, wymyślają wciąż nowe sposoby.

– Dlatego też chronimy nasze granice nie tylko w województwie małopolskim, ale wysyłamy swoich funkcjonariuszy na granice macedońską bądź grecką, żeby wspierać tamtejsze służby, zapobiegać konfliktom – mówił.

– Kierunki traffickingu tych nielegalnych imigrantów są różne, najbardziej rozpoznawalny jest ten przez basen Morza Śródziemnego i to są główne szlaki – powiedział funkcjonariusz, pytany, czy Straż Graniczna jest przygotowana na to, że przez Polskę może ruszyć szlak przemytu ludzi. Straż jednak stara się być o krok przed przemytnikami, „cały czas kontroluje te kierunki i, póki co, nie zauważono żadnej zmiany kierunków”.

Redaktor Gadowski zwrócił uwagę, że ci, którzy przenikają do Europy przez Włochy i Grecję, swobodnie mogą poruszać się w jej obrębie i także zjawiają się w Polsce.

– Tak, tylko Polska najczęściej dla tych osób jest krajem tranzytowym i oni tak naprawdę nie chcą u nas zamieszkać ani spędzić reszty życia, bo wybierają kraje o wyższych socjalach – powiedział Tokarczyk.

[related id=34086]- Jeśli chodzi o przemyt, Straż Graniczna skupia się na wykrywaniu nielegalnych towarów akcyzowych – powiedział pan Tokarczyk. Przyznał, że wiele grup przestępczych specjalizuje się w produkcji tego typu towarów już na terenie Polski, chociaż są i takie, które je przemycają do Polski. Zwrócił uwagę, że jest to problem, który dotyczy całej Polski, a nie tylko strefy przygranicznej, bo towary te są rozprowadzane na terenie całego kraju. Polska jest też krajem tranzytowym dla przemytu ze Wschodu najczęściej na zachód Europy.

– Staramy się rozpracowywać te grupy przestępcze i przeciwdziałać temu procederowi – mówił gość radia WNET.

W komendzie karpackiego oddziału Straży Granicznej pracuje około 200 osób, a następne 200 jest zatrudnionych w placówce SG w Krakowie-Balicach. Kolejne placówki karpackiej SG to Zakopane, Tarnów, Rabka-Zdrój i Gorlice.

MoRo

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w dzisiejszym Poranku WNET w części drugiej.