Międzymorze za komuny i postkomuny

Seria felietonów Klaudiusza Wesołka, dotycząca historii idei Międzymorza na portalu wnet.fm w każdy wtorek

Jak już wcześniej pisałem, najważniejszą do niedawna koncepcją, nawiązującą do idei Międzymorza, była doktryna „ULB” Mieroszewskiego, spopularyzowana przez Giedroycia i jego „Kulturę”, najpierw wśród emigracji a potem w kraju. Jerzy Targalski („Józef Darski”) – członek podziemnej Liberalno-Demokratycznej Partii „Niepodległość” i współpracownik „Kultury” popularyzował ją w Polsce. Inny członek LDP „Niepodległość”, Marcin Dybowski wydawał miesięcznik „ABC”, poświęcony w dużej mierze idei Międzymorza. Marcin Dybowski szkolił też ukraińskich drukarzy i pomagał wydawać ukraińskie pismo emigracyjne „Zustriczi”. Ukraińskich drukarzy szkolił też Piotr Hlebowicz z Solidarności Walczącej Kornela Morawieckiego. Hlebowicz zaczął też propagować ideę Międzymorza i robi to do dziś. Zwolennikiem Międzymorza był także działacz podziemnego ruchu nacjonalistycznego Tomasz Szczepański „Barnim”. W latach 90-tych, inny narodowiec Mariusz Urban, chyba jako pierwszy, zaproponował połączenie koncepcji Międzymorza z orientacją proamerykańską. Generalnie jednak polski ruch narodowy był nastawiony raczej niechętnie do idei Międzymorza.

Klaudiusz Wesołek: od umowy warszawskiej do ryskiej zdrady

Międzymorze propagowała także Konfederacja Polski Niepodległej. W latach 90-tych KPN oficjalnie przyjął Międzymorze za swoją oficjalną doktrynę geopolityczną. O Międzymorzu mówiły też inne środowiska opozycyjne. Przepraszam, jeśli nie wymieniłem kogoś istotnego dla rozwoju tej idei. Jednak doktryna Międzymorza nie znalazła wtedy szerokiego oddźwięku w polskim społeczeństwie, nie mówiąc już o naszych sąsiadach. Za komuny środowiska opozycyjne skupiały się na walce z nią a w latach 90-tych prawie wszyscy byli oczarowani perspektywą wejścia do Unii Europejskiej. Ja po raz pierwszy pisałem o Międzymorzu w piśmie „Prawica Polska” Mariusza Romana w roku 1994. Czytelnicy uznali ją za raczej „księżycową ideę”. W roku 2002 założyłem „Gdańską Grupę INTERMARUM” w formie stowarzyszenia zwykłego. Próbowaliśmy też budować międzynarodowy ruch o nazwie Konfederacja Międzymorza (Confederacy of Intermarium), oparty na luźnej współpracy, bez żadnych formalnych struktur. Pomysł nasz poparła Anna Walentynowicz. Udało nam się wciągnąć do współpracy kilka grup i indywidualnie działających osób na Ukrainy i na Słowacji. Po wejściu Polski do UE ruch ten jakby umarł śmiercią naturalną. Prawdopodobnie naszym błędem było ukazywanie Międzymorza jako alternatywy dla UE a nie koncepcji równoległej.

Czytaj także:

Międzymorze między wojnami – Prometeizm i III Europa

Idea Międzymorza odrodziła się i to z wielkim hukiem, kilkanaście lat temu. Po części z powodu rozczarowania Unią Europejską. Istotną rolę odegrały też publikacje Marka Jana Chodakiewicza, polonijnego historyka z USA. W Polsce popularne jest to co przychodzi z zachodu i nawet polskie pomysły muszą przejść przez zachód by być zaakceptowane w Polsce. Pewne elementy koncepcji Międzymorza zaczął też wykorzystywać PIS w swojej polityce zagranicznej.

Klaudiusz Wesołek

Opinia świata o rusofobii Polaków przeszkadza w korzystaniu z naszych doświadczeń / Jan Martini, „Kurier WNET” 93/2022

Minęło 50 lat i znowu „wygraliśmy zimną wojnę”. Imperium zła się zmniejszyło, ale nie zostało pokonane. Komu zależało na stabilnej Rosji? Czy Rosjanie mieli jakiś „parasol” w kręgach decyzyjnych USA?

Jan Martini

Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?

Często słyszy się opinię, że nie wiadomo co zrobi Putin, bo to gracz kompletnie nieprzewidywalny. Bywali jednak ludzie, którzy z dużą akuratnością potrafili przewidywać działania Rosji i jej przywódców, ale ich prognoz nikt nie chciał słuchać.

W Polsce do takich ludzi należał niedawno zmarły dr Jerzy Targalski. Właśnie wśród Polaków najłatwiej jest znaleźć specjalistów „od przewidywania” Rosji, bo mamy kilkuwiekowe doświadczenia w obcowaniu z imperializmem rosyjskim. Niestety powszechna w świecie opinia o rusofobii Polaków w zasadzie uniemożliwia korzystanie z naszych doświadczeń i dlatego nikt nie traktował poważnie także ostrzeżeń prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Rzadkim przykładem anglosaskiego „rusofoba”, czy raczej realisty, był amerykański generał George Patton, który kierował ciężkie zarzuty pod adresem ówczesnych polityków. Dopiero z dzisiejszej perspektywy widać, jak trafne były jego przewidywania:

„Pozwolili nam wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żebyśmy pomogli usadowić się następnemu, równie złemu albo jeszcze gorszemu niż tamten. (…) Wygraliśmy tylko szereg bitew, nie wojnę o pokój. (…) Będziemy potrzebowali nieustającej pomocy Wszechmogącego, jeśli mamy żyć na jednym świecie ze Stalinem i jego morderczymi zbirami”. „Po raz pierwszy od stuleci pozwoliliśmy siłom Czyngis-chana wejść do Europy Środkowej i Zachodniej (…) w naszych czasach nie będzie pokoju, a Amerykanie, także ci, którzy się dopiero urodzą, będą musieli walczyć z Rosjanami jutro, albo za piętnaście, czy dwadzieścia lat. Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchać, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć”.

Pattonowi nie pozwolono wyzwolić Pragi i został zmuszony do wycofania się z Czechosłowacji, która mocą uzgodnień alianckich została przeznaczona do „wyzwolenia” przez Sowietów. Musiał także wstrzymać się przed wkroczeniem do Berlina, choć jego patrole dotarły już do przedmieść miasta 13 kwietnia 1945 roku. Pierwszą „samowolkę” generał wykonał w marcu 1945 roku, forsując Ren, choć naczelny dowódca Dwight Eisenhower zamierzał przekroczyć Ren dopiero w maju, „kiedy wody opadną”. Na obawy ludzi zaniepokojonych o przyszłość Europy naczelny wódz odpowiadał w żołnierskich słowach: „Mam w dupie polityczną przyszłość Europy. Chcę tylko bezpiecznie doprowadzić swoich chłopców do domu”.

3 Armia amerykańska dowodzona przez Pattona wyzwalała Francję, spotykając się z wielkim entuzjazmem ludności, ale ze względów politycznych nie mogła wkroczyć do Paryża, bo trzeba było poczekać na zorganizowanie trzydniowego powstania i dowiezienie Armii Wolnych Francuzów…

Patton nie zdawał sobie sprawy ze stopnia infiltracji agentury komunistycznej w rządzie Stanów Zjednoczonych. Dziś szacuje się, że w administracji federalnej USA działało około 400 agentów komunistycznych – wśród nich byli też najbliżsi współpracownicy prezydenta Roosevelta.

W tamtym czasie komunizm wydawał się niezwykle atrakcyjną ideą („świat bez wyzysku człowieka przez człowieka”), nie istniały jeszcze efektywne służby kontrwywiadowcze, a prawdziwe oblicze bolszewizmu nie było powszechnie znane.

Co do natury komunizmu, żadnych wątpliwości nie miał premier Churchill, który podobnie jak generał Patton, zdawał sobie sprawę, że II wojna światowa zostanie przegrana, jeśli nie doprowadzi się do zwycięstwa demokracji. Dlatego ci dwaj ludzie myśleli o kontynuowaniu wojny, w której alianci zachodni mieli konkretną przewagę.

Pomijając fakt, że broń atomową wówczas mieli tylko Amerykanie, alianci zachodni dysponowali sprawnym zaopatrzeniem i przewagą w powietrzu. Sowieckie masy wojska i sprzętu (8 tysięcy czołgów, ciężarówki przeważnie produkcji amerykańskiej) przy przerwaniu zaopatrzenia – dostaw paliwa, amunicji i żywności – byłyby w zasadzie bezużyteczne.

Patton spotykał się z entuzjazmem na wyzwalanych przez Amerykanów terenach – masy uwolnionych robotników przymusowych i jeńców wręcz błagały generała o przyjęcie w szeregi jego armii. W Polsce istniał wielki i dobrze zorganizowany ruch oporu, gotowy wesprzeć działania amerykańskie. Z tego oczywiście zdawali sobie sprawę Sowieci, dlatego postanowili Pattona „zneutralizować”. Naprzód dzięki ich intrygom pozbawiono generała dowództwa 3 Armii, a następnie po kilku próbach zamachu, zamordowano.

Szczególnie perfidna była jedna z tych prób – klasyczna operacja „pod fałszywą flagą”. Gdy generał leciał samolotem z Niemiec do Anglii, nad Francją jego samolot został ostrzelany przez angielski myśliwiec Spitfire z polskimi (!) znakami rozpoznawczymi.

Pilotowi Pattona udało się uniknąć ataku, ale generał był przekonany, że Polacy usiłowali go zamordować. Później okazało się, że polskie lotnictwo stacjonowało poza zasięgiem zdarzenia, na północy Szkocji, a tego dnia żaden samolot nie wykonywał lotu. W końcu generał Patton „zginął w niejasnych okolicznościach”, jak piszą we wszelkich materiałach na jego temat. Został on zamordowany sposobem szeroko stosowanym w III RP w czasie, gdy sowieckie służby budowały w Polsce „demokrację” – samochód generała zderzył się z ciężarówką…

Po wojnie zapanowała euforia i cały świat uważał, że wraz klęską państw Osi wygrały siły „dobra”, a dzięki powołaniu ONZ konflikty zbrojne będą po prostu niemożliwe. Tylko nieliczni, jak Churchill i Patton, sądzili, że wojna została przegrana.

Minęło 50 lat i historia się powtórzyła – „wygraliśmy zimną wojnę”. Wprawdzie „imperium zła” się zmniejszyło, ale bynajmniej nie zostało pokonane. Pierestrojka, do której przygotowywano się 20 lat, nie przebiegła według przygotowanego scenariusza, zmiany poszły dalej niż zakładano, ale zdołano opanować sytuację. Podczas wielkiego bałaganu w Rosji „jastrzębie” z Pentagonu proponowały raz na zawsze rozwiązać problem zagrożenia rosyjskiego, lecz zajmujący się polityką zagraniczną Sekretariat Stanu sprzeciwił się temu, posługując się argumentem rzekomego „niebezpieczeństwa destabilizacji”. Komu tak zależało na stabilnej Rosji? Czy Rosjanie, przeprowadzając ryzykowne przeobrażenia, mieli jakiś „parasol” w kręgach decyzyjnych USA?

Sowietologiem, który nie wierzył w „koniec historii” i uważał, że to Zachód przegrał zimną wojnę, był Christopher Story. W wywiadzie z roku 2005 powiedział:

„Związek Radziecki nie istnieje, więc Zachód może się rozluźnić, nie musi być czujny i teraz jest kuszony obietnicą współpracy. Ze strony sowieckiej jest to szantaż kolaboracji. Jest to równanie, w którym jednym elementem jest współpraca, a drugim szantaż. My współpracujemy, zapominając o elemencie szantażu, ale jest to sytuacja bardzo, bardzo niebezpieczna”.

Na pytanie, co robić i jak przeciwdziałać, Story odpowiedział:

„Powinniśmy zostawić ich, by kisili się we własnym sosie i wycofać się z kooperacji. Obecnie jesteśmy głęboko zaangażowani we współpracę. Nie musimy tego ogłaszać, tylko po prostu wyplątać się. Przestać pomagać, wycofać się z kooperacji gdziekolwiek nadarzy się okazja, okopać się, a także zacząć się ponownie zbroić jak szaleni, ponieważ jedyną rzeczą, jaką oni powinni zrozumieć, jest to, że jesteśmy zdeterminowani bronić się i nie dopuścić do ich zwycięstwa”.

Christopher Story, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Edward Harle, był prominentnym dziennikarzem i ekspertem specjalizującym się w zagadnieniach ekonomicznych. Był także znawcą komunizmu i problematyki rosyjskiej. Gdy zaczął wydawać magazyn „The Soviet Analyst”, zmienił nazwisko ze względów bezpieczeństwa. Zmarł w lipcu 2010 roku na tajemniczą chorobę wątroby.

Story sądził, że został otruty podczas wizyty w USA w marcu 2010 roku za pomocą wirusa wytworzonego przez ośrodek broni biologicznej w Fort Meade (operacja pod fałszywą flagą?).

Artykuł Jana Martiniego pt. „Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?” znajduje się na s. 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 93/2022.

 


  • Marcowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?” na s. 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 93/2022

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Rok 2022 rokiem Józefa Mackiewicza. Prof. Bolecki: był nie tylko twórcą antykomunistycznym, ale i antypolitycznym

Józef Mackiewicz (pośrodku) wśród redaktorów wileńskiego "Słowa" | Fot. Wacław Żyliński (domena publiczna, Wikimedia.com)

Historyk literatury o twórczości i postawie życiowej autora m.in. „Drogi donikąd”, „Kontry” czy „Nie trzeba głośno mówić.”

Prof. Włodzimierz Bolecki wspomina zmarłego Jacka Trznadla oraz mówi o Józefie Mackiewiczu. Rok 2022 jest poświęcony temu wybitnemu pisarzowi.

Krajowa myśl literacka w ogóle nie chciała go przyjąć, gdy zajął stanowisko poza modelem ustrojowym politycznym i światopoglądowych PRL.

Badacz wskazuje, że negatywny stosunek Mackiewicza do komunizmu zrodził się w okresie wojny polsko-bolszewickiej; twórca już wtedy odkrył zagrożenia, jakie niesie ten nurt myślenia; na czele z destrukcją języka.

Komunizm oznaczał dla niego zniszczenie kultury i ludobójstwo.

Jak mówi gość „Kuriera w samo południe”, publicystyka Mackiewicza ma ogromne walory poznawcze.  Dodaje, że był on twórcą „antypolitycznym”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Likwidacja Stowarzyszenia Memoriał przez Putina. Prof. Legucka: to ogromny cios i wielka hańba dla współczesnej Rosji

Featured Video Play Icon

Analityczka ds. Rosji w programie „Europa Wschodnia”, przedstawicielka PISM komentuje likwidację Stowarzyszenia Memoriał przez Władimira Putina.

Prof. Agnieszka Legucka wypowiada się na temat likwidacji Stowarzyszenia Memoriał przez prezydenta Federacji Rosyjskiej – organizacja zajmowała się badaniem zbrodni stalinowskich. Analityczka uważa, że jest to dowód nieumiejętność rozliczania się Rosji ze swoją przeszłością.

To ogromny cios i wielka hańba dla współczesnej Rosji. Przybito niemalże ostatni gwóźdź do tego, jak współczesna Rosja rozlicza się ze swoja przeszłością.

Zadaniem Stowarzyszenia było ustalenie – na bazie dostępnych dokumentów – czy dane wydarzenie można było zaliczyć jako zbrodnię stalinowską. Jak twierdzi gość „Kuriera w samo południe”, na chwilę obecną mamy do czynienia z idealizacją Związku Sowieckiego.

Związek Sowiecki postrzega się tylko w kontekście wielkiego państwa, industrializacji i skoku cywilizacyjnego.

Zdaniem Profesor cały proceder jest próbą politycznego zdyskredytowania całego Memoriału – oraz jego działacza, Jurija Dmitrijewa –  w procesie karnym.

Ta organizacja została uznana za tzw. zagranicznego agenta. Będąc „agentem” jest obowiązek podawania tej informacji. Stowarzyszenie podobno nie robiło tego regularnie.

Dodaje, że – mimo ogólnokrajowego charakteru działalności organizacji oraz wszystkich kontrowersji wokół tematu, wielu Rosjan jest świadomych istnienia Stowarzyszenia.

Niepozytywne jest to, że 70% Rosjan nie wie i nie słyszało nigdy o Stowarzyszeniu Memoriał. Rosjanie nie interesują się tym, co jest związane z polityką.

Gość „Kuriera w samo południe” komentuje również bieżącą, napiętą sytuację międzynarodową. Jej zdaniem konflikt zbrojny na skalę międzynarodową nie leży w interesie prezydenta Federacji Rosyjskiej.

Pełnoskalowa wojna nie jest Putinowi na rękę.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Ryszard Czarnecki: przestrzegałbym przed nadmiernym optymizmem, jeżeli chodzi o nowy rząd Niemiec

Europoseł PiS o pierwszej wizycie Olafa Scholza jako kanclerza Niemiec w Polsce oraz o obawach i nadziejach w związku z nowym niemieckim rządem.


Ryszard Czarnecki komentuje debatę w Parlamencie Europejskim w 40. rocznicę stanu wojennego. Ocenia, że

Sam fakt potępienia komunizmu był czymś znaczącym.

Odnosi się do wizyty nowego niemieckiego kanclerza w Polsce. Wskazuje, że choć Angela Merkel odchodzi to SPD pozostaje w rządzie. Istnieje więc kontynuacja w niemieckim rządzie. Obecny kanclerz wcześniej był wicekanclerzem.

 Eurodeputowany byłby ostrożny z twierdzeniem, iż mamy nowe otwarcie w relacjach polsko-niemieckich. Przestrzega przed myśleniem, że

Merkel była najlepsza, a teraz będzie tylko gorzej.

Nie należy jednak być też zbyt optymistycznym. Nasz gość obawia się pójścia w lewo nowego niemieckiego rządu.

Nową koalicję współtworzą Zieloni, więc można się spodziewać mocnego podkreślania nowej polityki klimatycznej i energetycznej. Nie jest to, jak mówi, dobra wiadomości dla Polski.

  Czarnecki nie sądzi, aby Niemcy były skłonne „szybkich negocjacji, czy rekompensa”. Wskazuje na pieniądze, jakie RFN zaczął wypłacać Namibii, czyli dawnej Niemieckiej Afryce Wschodniej.

Chwalę Narodowy Bank Polski, Prezydenta, rząd… i zapraszam do budowania V Rzeczpospolitej/ Felieton Jana A. Kowalskiego

Pierwsza Rzeczpospolita była państwem zbudowanym na chrześcijańskich wartościach. A upadła, ponieważ o nich zapomniała. Czas najwyższy te wartości przypomnieć, odwołać się do nich i wdrożyć w życie.

Chwalę NBP nie tylko za czekoladki, które po wielkiej gali trochę przypadkowo trafiły w moje ręce. Ale już za kubek trochę tak. Dlaczego? Bo na kubku uwieczniono twórców polskiej gospodarki, odrodzonej po roku 1918. Rybarskiego i Grabskiego – wybitnych działaczy gospodarczych i zarazem działaczy Narodowej Demokracji. Nie byli oni wybitnymi dowódcami wojskowymi, nawet nie napadali na pociągi J, a zostali tak pięknie uhonorowani przez obóz patriotycznej polskiej lewicy. I samego prezesa NBP, Adama Glapińskiego. Tylko przyklasnąć.

Ale czekoladki i kubek to byłoby trochę za mało, żeby zasłużyć na pochwałę ze strony człowieka krytycznego, a czasem złośliwego.

Chwalę NBP za politykę finansową ostatnich lat. Za to, że w odróżnieniu do rządów Patologii Obywatelskiej, nie wystawił nas wszystkich na żer międzynarodowych spekulantów.

Za to, że wzorem innych banków centralnych obniżył stopy procentowe, zapobiegając tym samym zorganizowanej kradzieży naszych pieniędzy. Chwalę nawet za to, że w czasie pandemii Covid-19 (rzeczywistej lub wyimaginowanej) dodrukował całą masę pustego pieniądza. Tak, jak zrobiły to banki innych państw. Chroniąc nas tym samym od spekulacyjnej huśtawki na polskim złotym.

Chwalę polski rząd za wszelkie działania, jakie w ostatnich latach podejmuje. I jeszcze podejmie. Zwłaszcza za skuteczną ochronę polskiej granicy. Jednoznaczne stanowisko polskiego prezydenta bardzo tę obronę ułatwiło. Chwalę zatem również prezydenta Andrzeja Dudę. Chwalę również tych wszystkich, którzy na to zasługują, a z braku miejsca nie mogę ich wymienić. Wpiszcie tu ……. swoje nazwisko.

Wszyscy przeze mnie wymienieni i wykropkowani zdecydowanie zasługują na wszelkie pochwały, nawet na czekoladki i kubeczek. I nie mam do nich najmniejszych pretensji. W ramach obecnego systemu zarządzania Polską zrobili wszystko, co mogli.

W ramach obecnego systemu, zaprojektowanego przez komunistów i przyjętego przez ich opozycyjnych agentów, nic więcej w Polsce nie było i nie będzie można zrobić. W dawnych komunistycznych czasach zostało to zdefiniowane jako samoobsługa systemu. Aktywność mnóstwa ludzi, chcących zmienić komunizm na socjalizm z ludzką twarzą lub podobny, poszła na marne. Komunizmu nie dało się zmienić. Należało go obalić. Do tego namawiała moja od dziecka Liberalno-Demokratyczna Partia „Niepodległość”. To głosił nasz śp. kolega Jerzy Targalski (Józef Darski).

Podobnie należy obalić postkomunizm, w którym od 30 lat tkwimy. Który deprawuje i niszczy ludzi chcących go zmieniać. I trwa w najlepsze, nic sobie nie robiąc z kolejnych prób reform. Szkoda ludzi, często prawdziwych patriotów, i ich energii.

Zatem powtórzmy raz jeszcze. Tego systemu nie da się zreformować. Nie da się go przeżyć, bo zasilają go kolejne roczniki, deprawowane od chwili wejścia weń. To przez ten system jesteśmy państwem słabym i niezdolnym do samodzielnego funkcjonowania.

Chcemy zaproponować Polakom inny system zorganizowania państwa i zarządzania nim. Nasze myślenie o państwie zakorzenione jest wprost w tradycji I Rzeczpospolitej. Orzeł Jagiellonów, z krzyżem na koronie, nie bez przyczyny zdobił winietę pisma „Niepodległość”. Pierwsza Rzeczpospolita była państwem zbudowanym na chrześcijańskich wartościach. A upadła, ponieważ o nich zapomniała. Czas najwyższy te wartości przypomnieć, odwołać się do nich i wdrożyć w życie indywidualne i społeczne.

Chcemy państwa zarządzanego oddolnie przez wolnych i odpowiedzialnych obywateli. Projekt tak zorganizowanego państwa przedstawiłem w projekcie nowej Konstytucji (V Rzeczpospolitej).

Biurokracja jako metoda zarządzania naszym wspólnym dobrem, przejęta bezrefleksyjnie od zaborców, nie sprawdza się w naszym narodzie miłującym wolność i spontaniczność. Jej skutkiem jest wyłącznie korupcja przeżerająca nasze państwo, partyjna patologia zawłaszczająca wspólne dobro i ogromne marnotrawstwo.

Jeżeli chcemy, żeby naród polski przetrwał dziejowe burze, a nasza Ojczyzna rosła w siłę, musimy wrócić do źródeł. Do źródeł wielkości I Rzeczpospolitej. To drobni i średni przedsiębiorcy gospodarujący we własnych folwarkach, polscy szlachcice, zbudowali jej wielkość. Czas wrócić do takiego myślenia i takiej koncepcji politycznej. Do chrześcijańskiej idei wolnej woli i wolności działania na niej opartej.

Nie jesteśmy zarazem wyspą. Bez współdziałania ideowego, kulturowego i gospodarczego z narodami i państwami Międzymorza (ABC), położonymi pomiędzy Niemcami i Rosją, nie obronimy naszego nawet najlepiej zarządzanego państwa.

Zapraszam do współpracy wszystkich, którzy myślą podobnie. I zamiast narzekać, chcą zmieniać na lepsze siebie i naszą Ojczyznę.

Na koniec, dziękuję Krzysztofowi Skowrońskiemu za zaproszenie mnie do współpracy. Mija właśnie 5 lat mojej obecności w „Kurierze Wnet” i na portalu wnet.fm. Swój czas chcę teraz poświęcić wyłącznie na tworzenie portalu poświęconego budowie V Rzeczpospolitej. Na nic więcej nie będę miał czasu.

Mediom Wnet życzę dalszego rozwoju. Do zobaczenia w wolnej od biurokracji, niepodległej V Rzeczpospolitej!

Jan Azja Kowalski

PS I oczywiście dziękuję Magdzie Słoniowskiej. Bez jej adiustacji moje felietony byłyby dużo słabsze 😊

Miesiąc „Solidarności” w Radiu Wnet. Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski: do dziś odczuwamy skutki komunizmu

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski, dawny działacz antykomunistyczny oraz przewodniczący Fundacji im. Brata Alberta, w rozmowie z Krzysztofem Skowrońskim w ramach Miesiąca „Solidarności” w Radiu Wnet.

Ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski opowiada o historii i dziedzictwie „Solidarności” oraz o prowadzonej przez siebie Fundacji im. Brata Alberta, założonej w 1987 roku.

Ideał solidarności, oparta o katolicką naukę społeczna mówi, że trzeba wzajemnie się wspierać i to wspieranie realizuje nasza fundacja – Fundacja im. Brata Alberta.

Fundacja ma na celu pomoc osobom z niepełnosprawnością intelektualną oraz problemami natury psychicznej.

Prowadzimy w tej chwili 35 ośrodków dla osób z niepełnosprawnością intelektualną oraz problemami psychicznymi.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego uważa, że mimo upływu ponad 3 dekad w dalszym ciągu odczuwamy wpływ dawnych rządów komunistycznych.

To się nie skończyło w 89 roku, do dziś mamy skutki komunizmu oraz innych negatywnych zjawisk.

Dawny działacz antykomunistyczny podkreśla także znaczenie nauk św. Jana Pawła II, które jest jego zdaniem aktualne po dziś dzień, lecz trzeba czynić je przystępnymi dla młodego pokolenia.

Myślę, że nauczanie Jana Pawła II jest aktualne, ale trzeba je przypominać młodemu pokoleniu. Ważne jest, żeby mówić do niego językiem, który jest zrozumiały.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

P.K.

Prof. Grzegorz Kucharczyk: Prymas Wyszyński żył według wartości, które głosił

Co łączy króla Jana III Sobieskiego z kard. Stefanem Wyszyńskim? Co powiedziałby współczesnym Prymas Tysiąclecia? Historyk o przesłaniu nowego polskiego błogosławionego.

 

Tutaj do wysłuchania radiowy spektakl „Duch miłości i roztropności z „Zapisków więziennych” Prymasa Wyszyńskiego” Tomasza Wybranowskiego:

 

Co zrobiłyby Prymas Tysiąclecia, gdyby żył we współczesnej Polsce?  Prof. Grzegorz Kucharczyk sądzi, że:

Być może spytałby się, co zrobiliśmy z naszym sumieniem indywidualnym, rodzinnym i narodowym.

Przypomina, że kard.  Stefan Wyszyński apelował o odnowę sumień.  Historyk zaznacza, że żył według wartości które głosił. Obecnie zaś widzimy erozję autorytetów, zawinioną niejednokrotnie przez samych hierarchów kościelnych.

Wykładowca IH PAN zwraca uwagę na zbieżność daty beatyfikacji z rocznicą odsieczy wiedeńskiej. Zaznacza, że obrona Wiednia w 1683 roku :

To jest powstrzymanie naporu agresywnej fali zbrojnego islamu, która zmierzała do zniszczenia cywilizacji chrześcijańskiej.

Fot. Fragment portretu kard. Stefana Wyszyńskiego autorstwa Zbigniewa Kotyłło. Źródło: Wikimedia Commons CC BY-SA 4.0

Prymas Wyszyński bronił zaś naszego kraju przed falą komunizmu. Historyk wskazuje, że zarówno król Jan III Sobieski, jak i kardynał Stefan Wyszyński szukali pomocy na Jasnej Górze.

Niektórzy zarzucają prymasowi, że był zbyt maryjny. Gość Tomasza Wybranowskiego zauważa jednak, że

Jego kult maryjny był poparty głęboką mariologią.

Prymas Tysiąclecia podkreślał, że chodzi nie tylko o to, aby wierzyć, ale także o to, żeby rozumieć. Jego nauczanie było podbudowane zdrową teologią. W czasie Soboru Watykańskiego II i w okresie reform posoborowych istniało

Przekonanie, że istnieje ktoś taki jak typowy człowiek współczesny, który ontologicznie się różni od ludzi wszystkich innych epok, chociaż zdrowy rozsądek podpowiada, że w każdej epoce żyli ludzie współcześni.

Współczesność zaczęto wartościować pozytywnie uznając, że w imię potrzeb człowieka współczesnego należy zmieniać Kościół.

Prymas był zupełnie odporny na jakiekolwiek uleganie herezji współcześniactwa.

Kard. Wyszyński podkreślał, że słowa Chrystusa owszem są twarde, lecz prowadzą do zbawienia. Nie uważał, żeby należało rozluźniać naukę Kościoła ws. nierozerwalności małżeństwa ze względu na plagę rozwodów.

Tutaj do wysłuchania rozmowa z prof. Grzegorzem Kucharczykiem:


 

Odsiecz z nieba. Prymas Wyszyński wobec rewolucji

Najnowsza książka Grzegorza Kucharczyka

 

 

 

 


Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P/A.N.

Mieszkaniec Jassy: Jeśli zajrzeć ludziom do domów to wciąż widać wystrój i mentalność z czasów komunizmu

Muzyk zespołu Szukar Nation o wydarzeniach kulturalnych w Jassach, i różnicy między stylem życie w Rumunii i na Zachodzie.

Marian wyjaśnia, że Rumuni podobnie jak Polacy wyjeżdżają na Zachód za pracą. Później wracają, aby popisywać się wielkimi samochodami. Jest to jednak tylko na pokaz.

Jeśli zajrzeć ludziom do domów to wciąż zobaczysz  wystrój z czasów komunizmu, tę mentalność i wciąż w garach są te same stare ziemniaki.

Muzyk opowiada o festiwalach odbywających się w Jassach. Wspomina o swoich zagranicznych wyjazdach. Koncertował w Niemczech, Francji i Grecji. Rozmówca Jana Olendzkiego ocenia, że za granicą życie jest mniej na pokaz niż w Rumunii. Ludzie żyją tam prostotą życia.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dr Sadłowski: Jeżdżąc do Rosji możemy często spotkać się z opinią, że część ludzi nieco tęskni za ZSRR

Jak podkreśla ekspert: Elity Rosji zwracają uwagę, że upadek ZSRR miał bardzo pozytywne skutki. Obywatele Rosji uczą się żyć w rzeczywistości, w w której muszą wziąć za siebie odpowiedzialność.

[related id=73114 side=right] W 2021 roku wypada 30. rocznica rozpadu Związku Radzieckiego oraz 90. urodziny Michaiła Gorbaczowa. W najnowszym „Kurierze w Samo Południe” ekspert ds. obszarów postradzieckich, dr Patryk Michał Sadłowski, opowiada o tym, jak Rosjanie celebrują obie rocznice:

Mamy 30. rocznicę upadku ZSRR, ale również 90. rocznicę urodzin Michaiła Gorbaczowa, czyli autora zmiany i próby liberalizacji polityki, która zaowocowała rozpadem ZSRR. Rosjanie, co ciekawe, podjęli tę dyskusję. Z racji pandemii, oczywiście jakiś większych imprez czy konferencji nie ma, ale na łamach prasy czy w mediach ta dyskusja ma miejsce – komentuje dr Patryk Michał Sadłowski.

Rozmówca Jasminy Nowak mówi również jak wspomnianym tematem zajęła się prasa rosyjska. Ekspert przybliża dwa ciekawe projekty rosyjskich dzienników:

Szczególnie interesującą z punktu widzenia Europy Środkowo-Wschodniej i Polski są takie dwie dyskusje, prowadzone na łamach gazety „Kommiersant”, która przeprowadziła projekt „30 lat bez ZSRR”. Dziennikarz prowadzący prowadzi wywiady z dziennikarzami, politykami, którzy uczestniczyli w okresie pierestrojki – przytacza dr Patryk Michał Sadłowski.

Ponadto, gość „Kuriera w Samo Południe” odnosi się również do opinii zgodnie, z którą część społeczeństwa rosyjskiego tęskni za czasami Związku Radzieckiego. Jak wskazuje dr Patryk Michał Sadłowski, jest to mniej wykwalifikowana i starsza część Rosjan:

Jeżdżąc do Rosji możemy często spotkać się z opinią, że część ludzi – mniej wykwalifikowana oraz część osób starszych – nieco tęskni za ZSRR – zaznacza dr Patryk Michał Sadłowski.

Ekspert dotyka również tematu recepcji czasów ZSRR przez różne elity polityczne Federacji Rosyjskiej. Zdaniem dra Patryka Michała Sadłowskiego, nawet starsza część z nich nie trwa w tęsknocie za czasami Związku Radzieckiego:

Co ciekawe, w dyskusjach, w których uczestniczy elita (…), która brała udział w tych wydarzeniach – zwraca ona uwagę, że nie tęskni za czasami ZSRR, choć były to dla nich czasy młodości i kariery podkreśla dr Patryk Michał Sadłowski.

Co więcej, według rozmówcy Jaśminy Nowak młode elity polityczne, artystyczne, dziennikarskie i naukowe Rosji zwracają uwagę na bardzo dobre strony upadku ZSRR. Jedną z nich jest w ich opinii nauka odpowiedzialności za własne życie:

Dyskusja pokazuje, że obecne elity Rosji (…) zwracają uwagę na to, że upadek ZSRR miał bardzo pozytywne skutki. Zwłaszcza z takiego powodu, że obywatele Rosji uczą się żyć w rzeczywistości, w której muszą wziąć za siebie odpowiedzialność.

Zapraszamy do wysłuchania całej audycji!

N.N.