4 po pierwszej – 23.06.2021 r. – Magdalena Uchaniuk

W programie red. Magdaleny Uchaniuk jak zwykle różnorodnie! Usłyszymy o królewskich ogrodach, Festiwalu Inne Brzmienia, muzycznym debiucie góralskim czy Krzysztofie Kieślowskim

W programie wzięli udział:

Beata Kańska – kierownik działu Ogrodu Muzeum Łazienki Królewskie w Warszawie – mówiła o Nagrodzie Polskiego Towarzystwa Różanego „Królewski Ogród Doskonałości”. Nagroda przyznana została ogrodom w Łazienkach Królewskich, gdzie od lat kontynuowana jest tradycja pielęgnowania królewskich ogrodów.

Agnieszka Wojciechowska – Dyrektor Festiwalu Inne Brzmienia – przybliżała idee Festiwalu i to co czeka wszystkich, którzy wybierają się na Festiwal Inne Brzmienia do Lublina.

Agnieszka Mędrzecka – artystka, zajmująca się krawiectwem artystycznym – mówiła o swoim świecie pełnym kolorów i walorach tkanin naturalnych.

Ania Gąsienica-Byrcyn – piosenkarka, góralka – opowiadała o góralskich korzeniach, swoim muzycznym debiucie, Kanadzie i Beatlesach

Agata Kuźnicka – managerka Ani Byrcyn – wspominała początki współpracy z Anią Byrcyn.

Liber o „Mieście smoka”: To jest coś, czego jeszcze nie robiłem nigdy. Sam siebie nie znałem z tej strony

Liber o współpracy z grupą InoRos, jej początkach i efektach oraz o tym, co robi w czasie wolnym.

Liber w dniu premiery singla, jaki nagrał wraz z  zespołem InoRos przybliża kulisy jego powstania. Wyjaśnia, że początki idei połączenie rapowania z muzyką folkową sięgają Euro 2012, kiedy artyści poznali się na jednej z imprez, gdzie razem występowali.

Nawiązaliśmy szybką znajomość akurat produkowała utwór na z myślą o Euro 2012 jak i całą płytę MAGIA futbol. Górale długo nie kazali czekać kilka dni już mieliśmy gotowy szkielet utworu czyste szaleństwo który na tamtą chwilę był wielkim przebojem.

Muzycy ponownie spotkali się w zeszłym roku by nagrać utwory „Piękne życie” i „Piątunio”. W tym roku nagrali razem „Miasto smoka”. O tym ostatnim mówi:

To jest coś, czego jeszcze nie robiłem nigdy. Każdy kawałek to jest jakaś nowa historia i na pewno jestem do poznania z innej strony. Sam siebie nie znałem z tej strony.

Liber mówi, że współczuje muzykom i wszystkim technikom, którzy teraz są bezrobotni wobec epidemii. Zdradza co robi w tym czasie:

Ja sam jestem zapamiętałym wędkarzem […] częściej jeżdżę na rybki i zacząłem też majsterkować.

Opowiada o teledysku do utworu „Miasto smoka”, który jest animowany.  Zrobienie klasycznego wideo było utrudnione przez epidemię, a poza tym forma animowana, jak mówi Liber, lepiej pozwala na opowiedzenie tego, czego dotyczy piosenka.

Takim pierwotnym przesłaniem miał być problem smogu w tym utworze.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Joanna Staszak: Międzynarodowy Festiwal Folkloru Ziem Górskich – Na to wydarzenie przybędą nawet górale z Afryki.

Przed Wydziałem Kultury w mieście Zakopane stoi bardzo ważne zadanie. „Kultura Zakopiańska musi pozostać w nienaruszonym stanie”.

Joanna Staszak, naczelnik wydziału kultury w mieście Zakopane mówi o tym, jak ważne dla mieszkańców Podhala jest kultywowanie tradycji. W ciągu całego roku, w Zakopanem, organizowanych jest wiele wydarzeń kulturalnych.

To jest dla nas wspólne spotkanie.

Kultura ludowa Podhala jest kulturą bardzo wysublimowaną, pełną gestów i znaków. Wydział kultury stara się zarazić nią przyjeżdżających w te rejony turystów, którzy podczas swojego pobytu w Zakopanem, często skupiają się jedynie na kupowaniu ciekawych pamiątek:

Mówimy o strojach, tańcach ludowych i wszystkich obrzędach.

Największym zadaniem, które stoi przed wydziałem kultury, jest zachowanie oryginalnej kultury Zakopiańskiej, aby ta przetrwała w stanie nienaruszonym:

W Zakopanym jest wiele takich miejsc, gdzie można spotkać tę kulturę tradycyjną w czystej postaci.

Niecały rok temu, 16 sierpnia, otwarta została Willa Czerwony Dwór, dedykowana twórcom rodzimym. Odbywają się w niej warsztaty rękodzieła ludowego np. warsztaty z haftu białego, haftu kolorowego, malarstwa na szkle i wiele innych:

Co ciekawe, tradycyjnie właściwie każda wieś na Podhalu, a nawet niegdyś każdy ród, miał swoje wzory na strojach naszywane na ubrania góralskie i ta tradycja przetrwała do dzisiaj. Jak dodaje Joanna Staszak, starania o zachowanie oryginalności regionalnych tradycji widać nie tylko w strojach ludowych, ale również w zwyczajach muzykanckich np. podczas konkursów kapel instrumentalistów i śpiewaków ludowych odbywających się przy Międzynarodowym Festiwalu Folkloru Ziem Górskich. Ponadto zapytana o zagrożenia dla kultury, płynące z procesu globalizacji, odpowiada:

Ta nasza góralska kultura zawieziona do globalnej wioski, jest wciąż z nami i jest kultywowana.

Na koniec Joanna Staszak zaprasza na 51 Festiwal Folkloru Ziem Górskich, organizowany od 16 do 24 sierpnia, w Zakopanem. Na to wydarzenie przybędą górale z całego świata:

To największe święto górali.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./M.K.

Węglasz: Szczawniccy górale potrafią wyprowadzić swoje rodowody nawet do średniowiecza

Barbara Węglasz, Kustosz Muzeum Pienińskiego o góralskich haftach, góralskim poczuciu wolności i o tym, kto udzielał w Szczawnicy schronienia powstańcom styczniowym.

Barbara Węglasz mówi różnicach między góralami szczawnickimi i pienińskimi. Nie jest łatwo rozróżnić różne grupy górali na pierwszy rzut oka. Jednak różnią się oni strojem: spodniami, suknią, gorsetem, czy haftami.

Tutejsi hafciarze prześcigali się w przepięknych haftach.

W tej okolicy mieszkało wielu utalentowanych szwaczy, do których przyjeżdżali ludzie z okolicznych wsi.

Niektóre rody szczawnickie mogą wyciągnąć swoje rodowody z czasów nawet średniowiecznych.

Jak mówi Kustosz Muzeum Pienińskiego, miejscowi kultywują pamięć o przodkach, posiadając często bardzo rozbudowane drzewa genealogiczne. Choć żyją oni w okolicy od wielu pokoleń, to przybyli tutaj z różnych stron. Obecne tu pustkowia zasiedlane były za panowania Bolesława V Wstydliwego i św. Kingi. Później przyszła fala przybyszy z Wołoszczyzny i Rusi. Z tego powodu na tych terytoriach poza góralami mieszkali także Rusini Szlachtowscy, podgrupa Łemków. Zostały po nich budynki cerkwi grekokatolickich.

To są tereny, które zawsze należały do królewszczyzn. […] Górale podlegali pod starostę czorsztyńskiego, […] i zawsze uważali się za tych wolnych chłopów.

Kontynuując opowieść o dziejach tych ziem, Węglasz mówi o sytuacji ludności w czasach RON. Jako podlegający po władzę urzędnika królewskiego, a nie pod poddaństwo prywatne, mieli prawo odwoływać się do króla i z niego korzystali.

W XIX w. w Szczawnicy rodzi się wyjątkowa sytuacja.

Rozmówczyni Łukasza Jankowskiego powraca do dziejów uzdrowiska. Jego właściciel, Węgier Józef Szalej przyjmował weteranów powstania styczniowego, którym pozwalał mieszkać w swoim ośrodku. Pod koniec życia zapisał on uzdrowisko Polskiej Akademii Umiejętności.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

 

Tomasz Hamerski: Sezonowość to nasz największy problem [WIDEO]

„My jesteśmy góralami, dla nas tożsamość regionalna jest rzeczą bardzo ważną”. Lokalna grupa działania „Gorce-Pieniny” stawia na rozwój partnerstwa terytorialnego.

Tomasz Hamerski mówi o partnerstwie terytorialnym, jakie rozwija Lokalna grupa działania „Gorce-Pieniny”. Jest ona stowarzyszeniem, które korzysta ze środków Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Jak mówi, „skupiamy przedstawicieli samorządu terytorialnego, przedsiębiorców, biznesmenów, organizacje pozarządowe oraz zwykłych mieszkańców, którzy starają się dbać o rozwój lokalny”. Organy te otrzymują środki finansowe na jak najlepszy rozwój regionu.

Grupa funkcjonuje na terenie 4 gmin: na terenie miasta i gminy Szczawnica, Krościenko nad Dunajcem, Ochotnica Dolna i gminy Czorsztyn.  Hamerski podkreśla, że na tych terenach żyje się głównie z turystyki, a największym problemem jest sezonowość.

Sezonowość turystów pociąga za sobą sezonowość dochodów.

Jak mówi, „staramy się zrobić wszystko, by ta sezonowość była jak najkrótsza. Najwięcej turystów przybywa do okolicy latem. Pojawiają się oni również zimą, kiedy jest śnieg, ale w mniejszej ilości. Właśnie w tych okresach, brakuje „rąk do pracy”, co jest kolejnym poważnym problemem tego regionu.

Podczas rozmowy, poruszony został również temat dotyczący upaństwowienia kolei linowych. Nasz gość podkreśla, że istotne jest, aby wróciły one w polskie „ręce”.

My jesteśmy góralami, dla nas tożsamość jest bardzo ważna.

Tomasz Hamerski przyznaje, że miały miejsce próby budowy wyciągu narciarskiego na terenie gminy Szczawnica, jednak „barierą nie do przeskoczenia”okazała się bliskość programu Natura 2000 i Pienińskiego Parku Narodowego.

Na koniec Hamerski ocenia rządowy program 500+. Jak sam przyznaje na podstawie własnych obserwacji, inicjatywa ta w zauważalny sposób, poprawiła standard życia Polskich rodzin.

Coraz więcej rodzin z dziećmi jeździ na wakacje.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P/M.K.

Orzeł: W Nowym Sączu widoczna jest nowa dynamika. Mamy kapitał ludzki do zagospodarowania [WIDEO]

O tym, czemu premier Cyrankiewicz zgodził się na specjalne warunki dla Nowosądecczyzny, jak wpłynęły one na rozwój regionu i jakie obecnie ma on przed sobą perspektywy? Odpowiada Bartłomiej Orzeł.

Bartłomiej Orzeł, twórca Ośrodka Studiów o Mieście Nowym Sączu opowiada o specyfice Nowosądecczyzny, w której mieszka najwięcej milionerów na kilometr kwadratowy w Polsce. Jak dodaje, wszystko przez klimat przedsiębiorczości, który czuje się w tych stronach. Powstały tu duże firmy w skali Polski, takie jak choćby Fakro, Konspol, Koral, Wiśniowski, czy też Newag – producent taborów kolejowych.

Sądecki upór to cecha, która charakteryzuje nas jako Lachów, bo my jesteśmy taką grupą przejściową między góralami a nizinnymi. […] Jest współpraca między przedsiębiorcami, którzy często wskazują, że wolą pożyczyć pieniądze od kolegi-przedsiębiorcy niż od banku.

Ekonomista podkreśla, iż mieszkańców tych terenów charakteryzuje silny patriotyzm gospodarczy, nie tylko na poziomie konsumenckim dążącym do kupowania sądeckich produktów, ale także B2B, gdzie przedsiębiorcy zlecają pracę innym lokalnym przedsiębiorcom.

Eksperyment nowosądecki to specjalna uchwała ówczesnej rady ministrów z roku ‘58, która dawała całkiem sporu jak na te czasy autonomię ziemi sądeckiej, ale też tworzyła fundusz sądecki. Tutaj panuje trochę mitologizacja, jakoby fundusz pochodził ze środków centralnych – w dużej mierze fundusz pochodził z naszych własnych środków. Premier Cyrankiewicz upijany śliwowicą niejednokrotnie zgodził się w końcu kwestię tego eksperymentu sądeckiego podnieść.

Orzeł opowiada o specjalnych warunkach, jakie temu regionowi zapewniono jeszcze w czasach Gomułki, na długo, zanim Gierek zaczął swoje inwestycje.  W ciągu trzech lat „obroty sądeckiej gastronomii skoczyły z 1 miliona do 180 mln zł”.  W rezultacie Nowosądecczyzna zyskała infrastrukturę, która przełożyła się na jej sukces w latach 90.

To tutaj w roku 1990 powstała sądecka sfera usług publicznych i pilotażowy powiat. Jeszcze przed powstaniem powiatów, reformą samorządową, samorząd powiatowy był testowany na żywym ciele nowosądeckim.

Również w latach 90. region ten stał się sferą eksperymentów społecznych, gdyż tutaj testowano działanie powiatów, przed ich wprowadzeniem w 1997 r. Obecnie zaś, jak mówi, „pojawiają się nowe inicjatywy”. Gość „Poranka WNET” podkreśla, że w Nowym Sączu jest kapitał ludzki, który trzeba wykorzystać.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./A.P.

Tomasz Krzyżanowski, tatrzański dramaturg: Janosik to może kierpce czyścić naszemu Staszkowi Kubinowi

Dzień 45. z 80 / Zakopane/ „W Pana Boga wierz, ale Panu Bogu nie wierz”. (…) To jest góralska mentalność i nie ma jeszcze takiego etnologa, naukowca, który potrafiłby to dokładnie wytłumaczyć.

Grafika, która zainspirowała Krzyżanowskiego przy tworzeniu dramatu „Gombica Staska Kubina”

„Bez smreki wyziero słońce, a ja se patrze na góre, na której wyziero krzyż…” – tymi słowami rozpoczął dzisiejszy Poranek Wnet redaktor Witold Gadowski, z pochodzenia góral z Zakopanego, patrząc na Giewont. Zakopane to miejsce szczególne, zimowa stolicy Polski położona w kotlinie u stóp Tatr.

„Zabiłem leśnego i rodzine jego, bo mi nie dał zabić capu rogatego” – to cytat ze sztuki Tomasza Krzyżanowskiego pt. „Gombica Staska Kubina”, dramat w trzech aktach, którego premiera odbyła się w grudniu ubiegłego roku w Teatrze im. St.I. Witkiewicza w Zakopanem. A dzisiaj kolejne przedstawienie. 

– Chodzenie po lesie jest bardzo pouczające i czasami przynosi niesamowite rezultaty, bo daje mi dużo czasu do przebywania z przyrodą, dużo czasu do przemyśleń – powiedział „leśny” z Tatrzańskiego Parku Narodowego Tomasz Krzyżanowski, który pochodzi z Krakowa. Inspiracją do napisania dramatu była grafika odnaleziona w 2004 roku w Krakowie w remontowanym mieszkaniu słynnego krakowskiego malarza profesora Eugeniusz Wańka. Niepozorna szara teczka zawierała 56 rycin wykonanych około 1789 roku przez rzeczywistego świadka tamtych zdarzeń – Ignatza Goertlera de Blumenfelda, leśniczego na terenach tatrzańskich pod panowaniem Habsburgów. Są to rysunki piórkiem i węglem.

– Jest to zbiór bezcenny, bo tam pierwszy raz w historii zobrazowano Morskie Oko, Dolinę Pięciu Stawów (widzianych z Kołowej Turni), Siklawę – największy polski wodospad – powiedział Krzyżanowski. Dla niego największe znaczenie miał jednak jeden rysunek, przedstawiający bandę zbójników i dezerterów, którzy 15 lipca 1809 roku biesiadowali na polanie pod Siwą Skałą (dzisiaj Siwiańskie Turnie).

– Narysowana banda zbójników to: Wincek Bachleda, Józef Łuszczek, Matias Szentiwani, luptok (mieszkaniec regionu Liptowa na dzisiejszej Słowacji. A dowodził nimi harnaś Stanisław Kubin – mówił Tomasz Krzyżanowski. – Leśniczy ścigający dezerterów i zbójników otoczył ich ze swoją grupą. Najpierw ich narysował, a potem, o 4 rano, ich zaatakował.

[related id=34238]Potyczka miała tragiczne skutki, bo zginął jeden służący leśniczego i jeden zbójnik, Józef Łuszczek, którego krzyż do tej pory możemy spotkać w Dolinie Chochołowskiej. Prawdopodobnie jest to krzyż postawiony na jego pamiątkę przez rodzinę. Rysunek, jak sam autor mówi, „sprowokował go do uwiecznienia Staszka Kubina”. To jedyny zachowany do naszych czasów autentyczny dokument traktujący o tej szczególnej grupie rdzennych mieszkańców Podhala, Spiszu i Liptowa, jakimi byli wyjęci spod prawa rozbójnicy.

– Wszyscy wiedzą, kto to był Janosik – powiedział dramaturg. Jego zdaniem „Janosik był Orawiakiem, bo Kierchowa, skąd na pewno pochodził, jest na Orawie”. – Jego mit jest niezasłużony, bo zbójował tylko 18 miesięcy i był popularnym zbójnikiem, rzezimieszkiem, donosicielem, żeby nie określać bardziej dosadnie jego roli… i jeszcze, co ciekawe, wszystko, co zarobił, oddawał swojemu panu, Berżewiczowi, który pozycję magnata zbudował na krzywdzie ludzkiej – podkreślił. Uważa, że tak naprawdę to „Janosik był koncesjonowanym zbójem, który biednych i bogatych rabował”.

– Janosik zginął nie dlatego, że go wydała jakaś piękna Maria czy Helena, ale z powodu zakażenia rany zadanej butelką podczas pijatyki – powiedział Krzyżanowski. – Janosik zmarł po sześciu tygodniach na zakażenie i to jego zwłoki dopiero powieszono za ziebro.

Zdaniem dramaturga mit Janosika częściowo oparto na historii Sztaszka Kubina i to jego postać go zafascynowała.

– Ten chłop z Zakopanego zbójował 11 lat na obszarze między Górami Dynowskimi na Słowacji a Gorcami. Uciekał i wymigiwał się wszelkim regimentom i obławom wojsk nawet, co jest ewenementem, jeśli chodzi o zbójnictwo – opowiadał.

– Janosik to może kierpce czyścić naszemu Staszkowi Kubinowi – podsumował Tomasz Krzyżanowski, dodając, że ze względu na historię góralszczyzny, tradycję góralską, a także uczciwość historyczną powinno się propagować Staska Kubina, a nie jakiegoś Juraja Janosika.

Niestety, jak skończył Kubin, nie wiadomo. Dramaturg ma nadzieję, że kiedyś odnajdą się jakieś materiały na ten temat. Losy reszty kompanów ze zbójeckiej gromady są lepiej znane, wiadomo, że jeden został zastrzelony, drugi powieszony, trzeci zgnił w wiśnickim lochu, czwarty – zmarł od uderzenia siekierą w głowę.

„Żywot góralskich chłopców krótki – dziś wesele, jutro pogrzeb” – zacytował fragment swego dramatu o zbójnikach, których żywot jest twardy, krótki i ślebodny, czyli wolny.

– Śleboda to najwyższa forma wolności wśród górali, to jest jeszcze coś większego niż wolność, którą my mamy w głowach – powiedział Krzyżanowski. – Śleboda to jest to, że możesz se mieć każdą kobietę, każde dutki ukraść, ale musisz zachowywać się po bożemu, czyli „w Pana Boga wierz, ale Panu Bogu nie wierz”. […] To jest góralska mentalność i nie ma jeszcze takiego etnologa, naukowca, który potrafiłby to dokładnie wytłumaczyć.

W wywiadzie również o historii zapinki góralskiej, pochodzącej od Gąbicy, której przypisywano magiczne moce ochronne, o Stanisławie Staszicu i jego spotkaniu z Juhasami, których mylnie nazywał Joasami.

MoRo

Chcesz wysłuchać całego Poranka Wnet, kliknij tutaj

Wywiad z Tomaszem Krzyżanowskim w części pierwszej Poranka Wnet.

 

Czy Nowy Targ to jedyne miasto na Podhalu? Co groziło kupcom, którzy nie zatrzymali się na Rynku w tym mieście?

Dzień 43. z 80 / Nowy Targ / Poranek WNET – O pomniku Władysława Orkana, o miejskich tradycjach Nowego Targu, jego historii i teraźniejszości oraz… o słynnych lodach na nowotarskim Rynku.

W Poranku WNET nadawanym z Nowego Targu Witold Gadowski rozmawiał z panem Robertem Kowalskim z Muzeum Podhalańskiego im. Czesława Pajerskiego. Gość radia opowiadał o dawnych dziejach i współczesności tego – jak twierdzi – jedynego podhalańskiego miasta, a także o przeniesieniu pomnika Władysława Orkana po rewitalizacji Rynku. Pomnik obecnie stoi na placu Słowackiego, czyli na miejscu, w którym znajdował się pierwotnie, po jego ufundowaniu. Na Rynku znalazł się po wojnie, gdy ówczesne władze uznały, że pomnik piewcy Podhala powinien być w centralnym miejscu miasta. O to, czy pomnik powinien wrócić na plac Słowackiego, toczył się spór; sprzeciwiał się temu m.in. Związek Podhalan. Pan Robert Kowalski uważa, że jednak dobrze się stało, iż pomnik stanął w tym miejscu, które wybrali jego fundatorzy.

Mieszkańcami Nowego Targu, miasta o siedmiowiekowej tradycji, są nie tylko górale, ale też nowotarscy mieszczanie. O miejskim charakterze Nowego Targu świadczy choćby drugi co do wielkości w Małopolsce, po krakowskim, Rynek oraz ratusz stojący w jego centrum. Właśnie w budynku ratusza siedzibę ma Muzeum Podhalańskie im. Czesława Pajerskiego, którym kieruje Robert Kowalski.

Mieszczanie nowotarscy oprócz rolnictwem zajmowali się także kupiectwem. W Nowym Targu, dzięki przywilejowi królewskiemu, odbywały się jarmarki. Z całej okolicy zjeżdżano się, żeby sprzedawać własne produkty oraz nabywać towary na własny użytek. Dzięki temu w Nowym Targu swoje siedziby miało wielu rzemieślników, którzy znajdowali tu zbyt na swoje towary. Ponadto rozwojowi miasta  sprzyjało to, że leżało ono na ważnym szlaku handlowym do Budy (dzisiejszego Budapesztu), którym z Polski do Węgier przewożona była m.in. sól z Bochni i Wieliczki, a z Węgier do Polski głównie wino. Nowy Targ miał też prawo składu polegające na tym, że każdy przejeżdżający kupiec miał obowiązek zatrzymać się na Rynku i wyłożyć swój towar na sprzedaż. Gdyby tego nie uczynił, zostałby napadnięty przez słynnych miejscowych zbójców.

Gość Poranka opowiedział także o sytuacji w Nowym Targu w czasach PRL-u. Miasto było wtedy stolicą polskiego kuśnierstwa, w dużej mierze czarnorynkowego. Dzięki wytwarzaniu kożuchów sprawdzało się powiedzenie: „Kto ma owce, ten ma, co chce”.

[related id=33956]Miasto wówczas rozwijało się także dzięki kombinatowi przemysłu skórzanego – Nowotarskim Zakładom Przemysłu Skórzanego, w których pracę znajdowali ludzie z całego regionu. W latach 90. zakład upadł, ale pozostało bardzo wiele małych firm i spółek kontynuujących tradycję przemysłu skórzanego. Największą i najsłynniejszą jest spółka giełdowa Wojas. Inną wielką firmą z regionu był producent sprzętu sportowego, głównie narciarskiego – Polsport. Ten także nie wytrzymał konkurencji i upadł.

Dzisiaj nowotarżanie żyją głównie z turystyki, choć są tu też zakłady przemysłowe. Całe miasto nastawione jest na usługi turystyczne, które rozwijają się dzięki atrakcyjnemu położeniu miasta, z którego można organizować wycieczki piesze i rowerowe w okoliczne góry. Turystów przyciągają też miejscowe zabytki i piękny nowotarski Rynek. O tym, że turystyka się rozwija, świadczy między innymi to, że z roku na rok Muzeum Podhalańskie odwiedza coraz więcej gości. Tym, co zachęca do odwiedzenia Nowego Targu, są też produkty regionalne ze słynnymi lodami na Rynku na czele. Podobno z powodu tych lodów dawniej autobusy miały zaplanowany dłuższy postój na przystanku przy Rynku.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy w części pierwszej Poranka WNET.

JS