O. Cebula: Człowiek będący przez całą wojnę przeciw nazistom został skazany w Czechosłowacji za współpracę z nazistami

Zbrodniarz wojenny i kolaborant, czy męczennik i obrońca prześladowanych? O. Paweł Cebula o kontrowersjach wokół postaci Jánosa Esterházy’ego i jego procesie beatyfikacyjnym.

O. Paweł Cebula wyjaśnia czemu został postulatem w procesie beatyfikacyjnym Jánosa Esterházy’ego, który ratował Żydów na Węgrzech podczas drugiej wojny światowej. Duchownemu rola taka została przydzielona przez abp Marka Jędraszewskiego. [Informując o procesie beatyfikacyjnym karmelici bosy zwracają uwagę na związek Sługi Bożego z Polską przez jego matkę Elżbietę, córkę Stanisława hr. Tarnowskiego- przyp. red.] Nasz gość mówi, iż bohatera należy zrehabilitować, ponieważ wiele środowisk dziś nazywa go paradoksalnie nazistą lub faszystą:

Człowiek, który przez całą wojnę był przeciw nazistom, faszystom i bolszewikom, jak przyszli bolszewicy został skazany w Czechosłowacji  za współpracę z nazistami i faszystami.

János Esterházy był, działaczem mniejszości węgierskiej najpierw w Czechosłowacji, a później w kolaboracyjnej I Republice Słowackiej. W faszystowskim państwie marionetkowym ks. Tiso, podkreślał on, że „naszym znakiem jest krzyż, a nie swastyka”. [Jako jedyny ze słowackich parlamentarzystów głosował przeciwko wydaleniu Żydów do Rzeszy- przyp. red.] Na Słowacji przewodniczący Zjednoczonej Partii Węgierskiej oceniany jest przez pryzmat swojej działalności politycznej. Jednak, jak zauważa o. Cebula:

János jest kandydatem na ołtarze nie jako polityk, ale jako męczennik.

Esterházy po wkroczeniu Armii Czerwonej do Słowacji  wstawił się za słowackimi Węgrami. Został wydany NKWD i przewieziony na Łubiankę. W 1949 r. dokonano jego ekstradycji do Czechosłowacji, gdzie wcześniej skazano go zaocznie na karę śmierci. Tą ostatnią zamieniono w mu na karę dożywocia. Rozmówca Katarzyny Adamiak-Sroczyńskiej podkreśla, że Węgier przebaczył swoim oprawcom, a nawet ofiarował swoje cierpienia w ich intencji. W gułagu nabawił się gruźlicy. Zmarł 8 marca 1957 r. w szpitalu więziennym.

Kapłan posługujący na Węgrzech informuje, że po upadku komunizmu

Prezydent Havel próbował doprowadzić do uchwalenia osobnej ustawy, która rehabilitowałaby go.

Obecnie Esterházy nadal jest uznawany na Słowacji i w Czechach za zbrodniarza wojennego.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

W okresie zaborów Rosjanie walczyli nawet z przydrożnymi katolickimi krzyżami. Walka o krzyż trwa po dziś dzień

Odwiedzam groby na miejscowym cmentarzu. Myślę o tych, co polegli, umarli w wierze i o tych, o których Chrystus mówi, że są „jak groby pobielane” (Łk 11,44). Co znaczy krzyż dla jednych i dla drugich?

Katarzyna Purska USJK

Kilka lat temu w liceum, w którym pracowałam, młodzież zwróciła się do mnie z prośbą, abym dała im poświęcony krzyż, gdyż chcieliby go zawiesić na ścianie w swojej sali lekcyjnej. Ucieszyła mnie niezmiernie ich prośba, bo sama nie mogłam tego zainicjować. Dlaczego? Krzyże do szkolnych klas zakupiła niegdyś parafia, ale po wakacjach zniknęły i nikt nie potrafił mi powiedzieć, co się z nimi stało. Podczas spotkania katechetów z ks. proboszczem poruszyłam ten temat jako pilnie wymagający wyjaśnienia. Niestety ks. proboszcz nie zgodził się na podjęcie dalszych działań w tej sprawie, aby – jak uzasadnił – nie zadrażniać niełatwych stosunków ze szkołą… Podporządkowałam się tej decyzji, ale gdy uczniowie sami zwrócili się do mnie, z radością dałam im poświęcony krzyż, który przybili na ścianie klasy. Następnego dnia został zdjęty. Wysłałam ich z tym do dyrekcji. Otrzymali przyzwolenie pod warunkiem, że wszyscy koledzy w klasie zgodzą się na to, aby w pomieszczeniu wisiał krzyż. Zgodzili się wszyscy z wyjątkiem jednego i jednej nauczycielki, która miała lekcje w tej sali.

Młodzież przez szereg miesięcy codziennie podejmowała modlitwę w intencji, aby krzyż mógł zostać w ich klasie powieszony. Na koniec udało się. Niestety, nie na długo. Nieznani sprawcy wyrwali krzyż, zostawiając w ścianie głęboką dziurę. „Nie będziemy przecież, siostro, prowadzić wojny krzyżowej” – orzekła pani dyrektor.

„Walka z Krzyżem, jego symboliką i wymową jest tak dawna, jak samo chrześcijaństwo” – napisał ks. kard. prof. Stanisław Nagy („Wpis” nr 9, 24.09 –22.10.2019, s. 25–31) i przypomniał z najnowszej historii polskie batalie o krzyż. Wspomniał m.in. o wydarzeniach w Nowej Hucie.

W zamyśle władz komunistycznych Nowa Huta miała być miastem robotniczym, bez kościołów i krzyży. Toteż gdy 27.04.1960 r. w miejscu, gdzie miała być wzniesiona świątynia, na placu budowy postawiono krzyż, władze komunistyczne chciały go usunąć. W jego obronie stanęły najpierw mieszkające obok nowohuckie kobiety, a potem i mężczyźni. Wobec tysięcy manifestujących milicja użyła broni palnej, polała się krew.

W tym roku mija 40 lat od I pielgrzymki papieża Jana Pawła II do ojczyzny. Na pl. Zwycięstwa w Warszawie stanął wówczas ogromny krzyż, a obok niego on – polski Papież. Zaczęło się od Mszy św. sprawowanej pod krzyżem i modlitewnego wołania papieża na zakończenie homilii: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi!”. A potem cała pielgrzymka przerodziła się w wielką manifestacją Krzyża i Kościoła. „A potem był 13.05.1981 r. JP II padł od kuli zamachowca. Czyje to były kule?” – pytał kardynał („Wpis”, nr 9, 24.09 –22.10.2019, s. 25 –31). Czymże były te słowa i ten krzyż? Działalnością polityczną, instrumentalnym wykorzystaniem krzyża przez jego obrońców?

Kiedy doszło do katastrofy smoleńskiej w 2010 r., mieszkałam niedaleko Pałacu Prezydenckiego. Pamiętam nieprzebrane, coraz liczniejsze tłumy żałobników gromadzące się pod Pałacem Prezydenckim. Panowała niesamowita, przygnębiająca cisza. Wróciłam tam raz jeszcze wieczorem, gdy było już całkiem ciemno. Ludzi wcale nie ubywało. Jedni odchodzili, lecz przychodzili następni. Teraz jednak nie gromadzili się tak licznie przed pałacem, lecz – na placu Piłsudskiego (dawnym placu Zwycięstwa) – tam, gdzie kiedyś stał krzyż, pod którym Jan Paweł II celebrował pamiętną Mszę św. Dziś w tym miejscu stoi krzyż z betonu – pomnik pamiętnych wydarzeń z 1979 r. Właśnie wokół tego krzyża zebrali się ludzie. Dookoła stawiali płonące znicze – tak, że cały krzyż był jakby w ogniu – i odmawiali różaniec. Wzruszające, niezapomniane dla mnie przeżycie. Te płonące światełka i ten krzyż przypomniały mi jeszcze inny – układany z kwiatów na placu przy kościele św. Anny.

Ten „zakazany krzyż”, który opiewał Jan Pietrzak w swej pieśni z czasów stanu wojennego, był co chwila niszczony przez milicję i ZOMO, ale zaraz potem przybywali kolejni ludzie i tworzyli nowy… Dlaczego właśnie krzyż? Czy to była tylko manifestacja polityczna, czy coś więcej?

(…) Walka o krzyż trwa po dziś dzień. Szczególnie dramatycznie rozgrywała się w szkołach. Co jakiś czas wyrzucano go z klas, by znowu go przywrócić. Na fali solidarnościowych przemian uczniowie w Miętnem pod Garwolinem zawiesili krzyże we wszystkich pracowniach. W stanie wojennym władze zaczęły je usuwać. Na przełomie 1983 i 1984 roku uczniowie odważyli się wystosować w tej sprawie petycję do władz oraz podjęli liczne akcje protestacyjne. Poparli ich nauczyciele, rodzice, garwolińscy księża. Zastraszani, osaczani przez milicję, pozbawieni praw uczniowskich, niektórzy relegowani ze szkoły, nie poddali się i dalej walczyli o krzyż w Miętnem, a potem we Włoszczowej. Represje za obronę krzyży spotkały ich nauczycieli, a także bp Mariana Jaworskiego. Zagrożeni utratą pracy i środków utrzymania, niezłomni, związani z Solidarnością nauczyciele tworzyli tajne komisje, przed którymi wyrzuceni ze szkoły maturzyści mogli zdać maturę. Potem ci młodzi ludzie zostawali studentami Katolickiego Uniwersytetu w Lublinie (znam taki przypadek z autopsji). Za kierowanie strajkiem zostali skazani dwaj księża katecheci – Andrzej Wilczyński i Marek Labuda. Dopiero w 1990 r. Sąd Najwyższy ich uniewinnił.

Przypomniałam sobie te fakty, gdy obejrzałam w internecie wideoklip, na którym młodzież zebrana w klasie, pod wodzą solisty śpiewała „Song o krzyżu”: „Nie chcemy krzyża, ten totem nam ubliża”. Na koniec podniesiony przez kolegów solista zdejmuje ze ściany drewniany krucyfiks.

Sprawdziłam. Autorem tego teledysku jest kabareciarz amator Maciej Kaczka vel Maciej Zimowski. „Przypadkiem” jest to klasa krakowskiego gimnazjum im. ks. kard. Karola Wojtyły. Salę klasową wynajął – jak twierdził – od dyrektora szkoły w zamian za zestaw książek do biblioteki. Podobno teledysk został nagrany w grudniu 2009 r. Pretekstem do tego miał być incydent, jaki miał miejsce w 2009 r. we Wrocławiu. Trójka licealistów z Zespołu Szkół nr 14 w specjalnym liście zwróciła się do dyrektora szkoły, aby usunął z niej symbole religijne. Być może ów teledysk zostałby zapomniany, gdyby nie sprawa krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego. „Brońcie krzyża!” – wołał papież do zgromadzonych pod Giewontem. Czym był ten krzyż dla ludzi, którzy byli przed nami? (…)

Odwiedzam groby na miejscowym cmentarzu. Na każdym wieńce, kwiaty i mnóstwo zniczy. Szczególnie dużo ich na grobach powstańców styczniowych i żołnierzy poległych za ojczyznę podczas kampanii wrześniowej w 1939 r. Myślę o tych, co polegli, umarli w wierze i o tych, o których Chrystus mówi, że są „jak groby pobielane” (Łk 11,44). Co znaczy krzyż dla jednych i dla drugich?

Artykuł s. Katarzyny Purskiej USJK pt. „Polskie krzyże” znajduje się na s. 7 i 8 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Następny numer naszej Gazety Niecodziennej znajdzie się w sprzedaży 16 stycznia 2020 roku!

Artykuł s. Katarzyny Purskiej USJK pt. „Polskie krzyże” na s. 7 i 8 grudniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 66/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Witt: Pierwsza od pożaru msza w katedrze Notre Dame odbędzie się 15 czerwca

Ołów zawarty w murach katedry pod wpływem wysokich temperatur zmienił się w parę, skażając kościół i okolice. Trzeba było czekać dwa miesiące, aby niebezpieczeństwo minęło.

 

 

Piotr Witt opowiada o charakterze Francuzów, których znamienną cechą jest zainteresowanie tylko swoimi sprawami oraz beztroska wobec problemów:

Francuzi często mówią »nie ma powodów do zmartwienia«. Podobno gdzieś daleko trwają jakieś wojny na Krymie czy też w Sudanie, nikt nie wie, gdzie to jest. Od kiedy skutkiem rozpadu imperium kolonialnego, terytorium Francji zmniejszyło się 25-krotnie, Francuzi nie mają głowy do geografii.

Ponadto nasz korespondent mówi także o pierwszej mszy w katedrze Notre-Dame od momentu wielkiego pożaru. Odbędzie się ona 15 czerwca. Poinformował o tym biskup Patrick Chauvet, rektor katedry:

Na terytorium Francji nie ma kościołów chrześcijańskich oznaczanych symbolem krzyża. Są jakieś dwie rączki, które mają symbolizować dom modlitwy. Kościół jest tylko użytkownikiem przybytków, a właścicielem jest państwo. […] Co do katedry Notre-Dame, to na szczęście wielkie rozety witrażowe ocalały, kaplice boczne i galeria stoją nienaruszone, jednak istnieje inne niebezpieczeństwo — ołów. Pod wpływem wysokich temperatur metal zamieniony w parę skaził kościół i okolice. Trzeba było czekać dwa miesiące, aby niebezpieczeństwo minęło. Data 15 czerwca jest symboliczna. Upamiętnia konsekrację ołtarza sprzed 750 lat. To sprawa najwyższej wagi i przypomnienie, że rolą katedry jest głosić chwałę jedynego boga. Celebrowanie eucharystii będzie znakiem tej chwały i łaski, nie rączki – ale krzyż.

Posłuchaj całej wypowiedzi już teraz!

K.T. / A.M.K.

Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje!

Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?

[related id=”4969″ side=”left”]

Jezus powiedział do swoich uczniów: Syn Człowieczy musi wiele wycierpieć: będzie odrzucony przez starszyznę, arcykapłanów i uczonych w Piśmie; będzie zabity, a trzeciego dnia zmartwychwstanie. Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje! Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, ten je zachowa. Bo cóż za korzyść ma człowiek, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci lub szkodę poniesie?

Łk 9,22-25

Także dla nas jest ważne, byśmy nie ograniczali się jedynie do powierzchownych opinii wielu, którzy zaledwie coś słyszeli o Jezusie – że był wielką osobowością, itd. – lecz byśmy weszli z Nim w osobistą relację i znali Go w sposób rzeczywisty. I tego wymaga od nas znajomość Pisma, przede wszystkim Ewangelii, w których Pan mówi do nas. Jego słowa nie zawsze są łatwe, lecz wchodząc w nie, wchodząc w dialog, pukając do drzwi tych słów, wołając do Pana: „otwórz mi!”, odnajdujemy w sposób rzeczywisty słowa życia wiecznego, słowa żywe aż po dziś dzień, aktualne tak samo jak wtedy, gdy były wypowiadane i jak będą aktualne także w przyszłości.
Benedykt XVI
Przemówienie 18.05.2008r.

Cytat z Pisma Świętego za Biblią Tysiąclecia

Fragment z przemówienia Benedykta XVI za „Benedykt XVI. Myśli o Słowie Bożym. Rozmawiając z Bogiem” wyd. eSPe