Komenda: Yamaha proponowała szeroką współpracę w zakresie produkcji motocykli. Była nadzieją na produkcję na całą Europę

Co się stało na wystawie w Moskwie? Czemu zamknięto fabrykę w Świdniku? Krzysztof Komenda o niedoszłej współpracy między koncernem Yamaha a zakładami w Świdniku.

Krzysztof Komenda przyznaje, że z przemysłem świdnickim związany jest od wielu lat. Przypomina historię z 1975 r., kiedy to:

Firma Yamaha zaproponowała bardzo szeroką współpracę w zakresie produkcji motocykli śnieżnych i przesłała tutaj wiele egzemplarzy jako propozycji do produkcji.

Był to motocykl WSK. Nasz gość wspomina jak śmigłowiec Kania został wysłany wraz z saniami śnieżnymi oraz motocyklami z napisami Yamaha WSK do Moskwy na organizowaną w państwie rad wystawę.

Była wielka nadzieja, że to będzie produkcja na całą Europę.

Jednak okazało się, że „po powrocie ze Związku Radzieckiego wszystko było zniszczone”. Rosjanie łby śrub przycinali, tak jak im się podobało. Tymczasem wszystko było już gotowane do dalszego rozwoju.

Za czasem, jak mówi, „sprawa zaczęła przycichać”. Komenda wspomina zamknięcie fabryki w Świdniku.

To było wszystko niszczone i rozmontowywane.

A.P.

Szopa (Defence24.PL): Zaniedbania w zakupie sprzętu wojskowego sięgają 30 lat wstecz

Maciej Szopa z portalu defence24.pl wypowiada się na temat zakupów śmigłowców AW101, uznając ten zakup za niezbędny.

Omawiane przez Szopę poradzieckie Mi-14 są już mocno przestarzałe technologicznie, wymagając bardzo pilnej wymiany.

Wspomniał również, że Polska nie może zrezygnować z posiadania tego typu sprzętu, gdyż utraciłaby wtedy możliwość większości działań bojowych i ratunkowych na morzu, w tym zwalczania okrętów podwodnych:

Ten zakup na pewno nie był tani (412 mln zł za jedną maszynę – przyp. red), ale cena obejmuje oprócz samych śmigłowców również bardzo drogi sprzęt do zwalczania okrętów podwodnych […] do tego dochodzą szkolenia, infrastruktura, części zamienne. Gdyby Polska kupiła za kilka lat na przykład kolejne cztery śmigłowce tego typu, to cena byłaby już odpowiednio niższa, gdyż choćby infrastruktura byłaby już gotowa.

Gość Poranka WNET wspomniał także o samej produkcji zakupionego sprzętu, która w większości będzie miała miejsce w Wielkiej Brytanii. Polski Świdnik będzie produkował tylko niektóre z elementów, tak jak ma to miejsce do tej pory:

Trudno się spodziewać, aby przy zakupie czterech maszyn miała zostać nagle przeniesiona cała produkcja do Polski. Zakłady w Łodzi dostaną zastrzyk technologii pod postacią kompetencji serwisowych i remontowych do tych śmigłowców.

Szopa wypowiedział się także na temat możliwości modernizacji innych posiadanych przez Polskę śmigłowców:

20-letnie Sokoły w porównaniu do wspomnianych Mi-14 są sporo młodszą konstrukcją i można je wykorzystać jeszcze przez następne 10-15-20 lat relatywnie niskim kosztem. Polski nie stać na to, żeby dać je na złom i kupić najnowsze śmigłowce jakiegoś zagranicznego producenta.

Gość Poranka WNET rozwiał również wątpliwości co do stanu Polskiej Armii, wymieniając strategiczne zakupy, które powinny być dokonane w najbliższym czasie, aby ta nie była zacofana w stosunku do swoich sąsiadów:

Zaniedbania w tej dziedzinie to są dziesięciolecia. Obrona przeciwlotnicza rakietowa średniego (Patriot) i krótkiego zasięgu (Narew), czołgi, wozy piechoty, śmigłowce bojowe, myśliwce.

Szopa dodał także, że ciężko tu mówić o zaniedbaniach konkretnej partii. Według jego słów, w zasadzie wszystkie rządy przyłożyły do tego rękę.

Słuchaj całej audycji już teraz!

W PZL-Świdnik zaprezentowano wielozadaniowy śmigłowiec AW101, który włoski producent chce zaoferowć polskiej armii

Gdyby MON zamówiło te śmigłowce, pracę przy ich produkcji znalazłoby kilkaset osób. Są na tyle duże, że wiąże się z nim równie duże zapotrzebowanie na pracę – zapewniali przedstawiciele producenta.

Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters, grupy, do której należy PZL-Świdnik, podkreślił, że jest to bardzo zaawansowany technicznie śmigłowiec.

Wnosi do Polski nie tylko dużo nowej wiedzy, ale też jest na tyle duży, że jest z nim związane duże zapotrzebowanie na pracę. Mamy głębokie przekonanie, że to jest śmigłowiec, jakiego z pewnością potrzebuje Marynarka Wojenna, która w poprzednim przetargu nie otrzymała maszyny, na którą czekała – zapewnił.

Krystowski zaznaczył, że zgłoszenie AW101 do postępowania na zakup 16 śmigłowców dla wojska ogłoszonego przez MON nie jest jeszcze oficjalnie potwierdzone. – Pokazujemy ten śmigłowiec, ponieważ jesteśmy przekonani, że on doskonale wypełnia oczekiwania zmawiającego. Natomiast analizujemy cały czas dokumentację – dodał. Zaznaczył, że koncern Leonardo jest producentem całej gamy śmigłowców tworzonych w Polsce bądź za granicą z udziałem zakładów w Świdniku.

W Świdniku pokazano AW101 należący do włoskiej armii, przeznaczony do misji poszukiwawczych i ratowniczych w warunkach bojowych oraz wsparcia misji specjalnych. Krystowski wskazał, że specjalnie pokazywana jest taka wersja maszyny, bo jest ona mniej znana.

To jest przede wszystkim śmigłowiec słynny ze zwalczania okrętów podwodnych, misji poszukiwawczo-ratowniczych na polu walki, przede wszystkim na morzu. Używa tego śmigłowca ogromna marynarka wojenna Wielkiej Brytanii, a także armie Włoch, Portugalii, Kanady, Japonii, Norwegii – powiedział.

To jest śmigłowiec specjalistyczny, idealnie w naszym przekonaniu spełniający oczekiwania i polskiej marynarki wojennej, i polskich wojsk specjalnych. Natomiast my będziemy w dalszym ciągu oferowali śmigłowiec AW149 jako śmigłowiec mniejszy i do innych potrzeb doskonale się sprawdzający, a mniejszy, czyli tańszy w zakupie i w eksploatacji – dodał.

PZL-Świdnik obecnie dostarcza podzespoły do budowy AW101. Gdyby te śmigłowce zostały zamówione przez MON, wkład polskich zakładów zostanie zwiększony – zapewnili przedstawiciele producenta.

W przypadku odpowiedniej skali zamówienia i uzgodnień offsetowych z Ministerstwem Obrony Narodowej jesteśmy w stanie w Świdniku robić cały kadłub takiego śmigłowca, nie mówiąc o tym, że na koniec on będzie dostarczany przez Świdnik i będzie tutaj finalnie wykonywany. To jest ogromna szansa dla zakładu – powiedział Krystowski.

A prezes PZL-Świdnik Mieczysław Majewski dodał: – W tej chwili robimy elementy struktury kadłuba i części przy silnikach, pracuje przy tym około stu osób. Gdybyśmy wygrali przetarg na dostawę, to w zależności od liczby sztuk, można liczyć na pracę dla kilkuset osób w produkcji i procesach związanych z oblotami, finalną konfiguracją i innymi. [related id=”4074″ side=”left”]

Zaprezentowany w Świdniku śmigłowiec to jeden z najnowszych wariantów AW101, zdolny do transportu do pięciu członków załogi i dwudziestu w pełni wyposażonych żołnierzy lub sześciu członków załogi i ośmiu żołnierzy realizujących misje specjalne. Ten wariant śmigłowca uzbrojony jest w trzy karabiny maszynowe kalibru 7,62 mm, zamontowane po obu stronach kadłuba oraz na tylnej rampie. Ma opancerzone fotele w kabinie załogi, osłonę stanowisk operatorów broni pokładowej oraz krytycznych systemów śmigłowca. Śmigłowiec posiada też zintegrowany system walki elektronicznej.

20 lutego Inspektorat Uzbrojenia MON ogłosił rozpoczęcie negocjacji z trzema wykonawcami, którzy złożyli wstępne oferty na dostawę 16 śmigłowców dla sił specjalnych i morskich. Tego dnia przekazano producentom zaproszenia do składania ofert.

O zamówienie ubiegają się te same trzy podmioty, które konkurowały w postępowaniu prowadzonym przez poprzednie kierownictwo MON. Są to: konsorcjum PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporation (należące do amerykańskiego koncernu Lockheed Martin), PZL-Świdnik (należące do włoskiej grupy Leonardo) oraz konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest.

Jak poinformował minister obrony narodowej Antoni Macierewicz, wszystkie spółki mają czas na składanie ofert do 13 marca.

MON zapowiedziało, że w pierwszym etapie zostaną podjęte negocjacje dotyczące pozyskania śmigłowców dla Wojsk Specjalnych, uznając ich pozyskanie za najpilniejsze. Informując o wystosowaniu zaproszeń do oferentów MON, zwróciło też uwagę, ze resursy śmigłowców dyżurujących nad Bałtykiem kończą się w 2019 r.

PAP/lk