Wicedyrektor Caritas Polska: Będziemy prowadzili duży projekt dla wenezuelskich migrantów w Kolumbii. Są ich 3-4 miliony

Jarosław Bitel o działaniach Caritas Polska w świecie dotkniętym przez koronawirusa- na Bliskim Wschodzie, wyspie Lesbos, Ameryce Południowej i Polsce oraz o tym, kto im w nich pomaga.

 

Wielu seniorów to są nasi wolontariusze.

Jarosław Bitel przedstawia inicjatywy „Pomoc dla seniora” i „Wdzięczni medykom”. Spotkały się one ze wsparciem firm i poszczególnych Polaków. Wolontariat realizowany był ze wsparciem Wojsk Obrony Terytorialnej. Opowiada o działaniach Caritasu w regionach świata szczególnie narażonych w obliczu epidemii.

Działamy w Strefie Gazy, w Jemenie.

Zastępca dyrektora Caritas Polska wyjaśnia, że akcję pomocy w tym ostatnim prowadzi Polska Akcja Humanitarna, w której to partycypują.

Podobnie jest w strefie Gazy, w której również pomagać i pomagamy rodzinom pewnego rozwoju naszej akcji programu „Rodzina Rodzinie”.

Działają także na Lesbos, na której stłoczeni w obozach i wokół nich są „w większości migranci ekonomiczni”.

Mieszkańcy obozów mają utrudnioną możliwość poruszania się.

Zauważa, że w Grecji „reżim sanitarny jest dużo bardziej rygorystyczny niż w Polsce”. Obecnie „nie dopływają nowi imigranci przez morze”, które w przypadki drogi na Lesbos jest łatwe do przepłynięcia.

Reżim sanitarny w Kolumbii jest bardzo ścisły.

Nasz gość opowiada także o pomocy wolontariuszy polskiego i kolumbijskiego Caritasu uchodźcom z Wenezueli. Projekt ten realizowany jest przy wsparciu korporacji Jeronimo Martins, która prowadzi interesy zarówno w Polsce, jak i w Kolumbii.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Wyprawa z kamerą śladami polskich misjonarzy pracujących w trudno dostępnych miejscowościach w peruwiańskich Andach

Na tle majestatycznych Andów występy dziewcząt w kolorowych strojach wyglądają imponująco. To dzięki takim chwilom, a szczególnie tym, które ukazują efekty pracy misyjnej, zapomina się o troskach.

Ryszard Piasek

Fot. R. Piasek

Kolejna wyprawa śladem polskich misjonarzy. Peru jest krajem czterokrotnie większym od Polski. Znaczną część jego powierzchni zajmują góry. Andy osiągają szerokość 700 km. Jesteśmy w ich centralnej części. Najwyższy szczyt Huatapallana (czyt. Łajtapajana – w języku keczua: „miejsce, gdzie zbiera się kwiaty”) wznosi się na wysokość ponad 5500 m. Do odległych górskich wiosek docierają polscy misjonarze. Dojazdy nie należą do łatwych. Czekają tam jednak ludzie spragnieni Słowa Bożego i posługi misjonarza. W małej wiosce CCot CCoy (Hot-Hoj) jest podobnie. Ksiądz z posługą duszpasterską zagląda tu rzadko, jednak uroczystość pierwszokomunijna jest czymś wyjątkowym; jest świętem całej wioski. (…)

Fot. Ryszard Piasek

Jest 28 października. W tym dniu, podobnie jak 18 i 19 dnia tego miesiąca, odbywają się największe uroczystości religijne w Peru, zwane Senior de los Milagros – Pan Cudów. Domy są przystrojone kwiatami i obrazami. Z płatków kwiatów i farbowanych trocin układa się kolorowe dywany. Obraz Cristo Moreno, Pana od Cudów, niesie kilkudziesięciu mężczyzn na zmianę. Są oni zorganizowani w bractwie. W Pampas w procesji uczestniczy całe miasteczko: przedszkolaki, uczniowie szkół podstawowych i średnich wraz z nauczycielami, a także lokalne władze. Każdy chce zaistnieć i wykorzystać tę jedyną w roku okazję, aby przed Panem od Cudów wyrecytować modlitwę, wiersz albo zaśpiewać. Uroczystą procesję kończy błogosławieństwo ks. Henryka, podczas gdy zgromadzony tłum, zwłaszcza dzieci, obsypuje figurę kolorowymi płatkami kwiatów.

Procesja Senior de los Milagros | Fot. R. Piasek

Życie polskich misjonarzy w wysokich Andach nie jest łatwe. Dojazdy do odległych wiosek; niebezpieczne, kręte drogi; brak kontaktu z szerszym światem; konieczność posługiwania się przynajmniej dwoma językami – hiszpańskim i keczua; do tego dochodzą problemy zdrowotne związane z wysokością i brakiem tlenu. Wszystko to powoduje ogólne zmęczenie. Są jednak chwile radości. Z okazji święta i odwiedzin z dalekiej Polski młodzież i dzieci przedstawiają peruwiańskie ludowe tańce. Odtwarzane są również śpiewy i tańce innych krajów. Na tle majestatycznych Andów piękne występy dziewcząt w kolorowych strojach wyglądają imponująco. To dzięki takim chwilom, a szczególnie tym, które ukazują efekty pracy misyjnej, zapomina się o troskach dnia codziennego, o dalekich wyjazdach po niebezpiecznych drogach, o tęsknocie do rodzinnego kraju, o różnego rodzaju niebezpieczeństwach trudnej posługi misjonarskiej w wysokich górach.

Na krańcach miasta, na stoku wzgórza, rozlokowany jest miejscowy cmentarz. Nie ma tu grobowców ani marmurowych pomników; co najwyżej widać gdzieniegdzie betonowe płyty. Groby są proste, kopane tak jak pozwala skaliste ukształtowanie terenu. Misjonarze bywają tu, kiedy wierni proszą o msze św. w rocznice śmierci czy w dzień zaduszny. Niejednokrotnie zdarza się, że wierni przynoszą na mszę czaszkę zmarłego. (…)

Fot. R. Piasek

Machu Picchu jest jednym z najsłynniejszych miejsc na kontynencie południowoamerykańskim. Odkrycie tego miasta, zbudowanego w górach, zawdzięczamy Hiramowi Binghamowi. W 1911 roku, poszukując Vilcabamby – ostatniej stolicy Inków – znalazł to właśnie miejsce, dokąd przyprowadził go za całe 2 $ indiański przewodnik.

Miasto zbudowane jest wzdłuż granitowej skały. Zabudowania bez okien wznoszono na tarasach. Były tu domy mieszkalne, spichlerze, świątynie. Najwyższy punkt miasta stanowiła tzw. Intiwatana – czworoboczny filar skalny, przypominający wierzchołek pobliskiej góry. Oglądane stąd okoliczne szczyty pokrywają się z kierunkami geograficznymi oraz ruchami słońca i gwiazd.

Miasto jest bardzo zagadkowe. W odkrytych grobach znaleziono jedynie szkielety kobiet. Mężczyźni bądź to poszli na wojnę, bądź ich wcale nie było, a kobiety pełniły funkcje kapłanek w tym świętym i pielgrzymkowym mieście Inków. Do dziś tego nie wyjaśniono! Dla potomków andyjskich cywilizacji Machu Picchu jest źródłem dumy i poczucia tożsamości, hołdem dla historii, kultury i wspaniale rozwiniętej cywilizacji.

Cały artykuł Ryszarda Piaska pt. „Z kamerą w peruwiańskich Andach (II)” znajduje się na s. 7 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


Od 4 kwietnia aż do odwołania ograniczeń w kontaktach, związanych z obowiązującym w Polsce stanem epidemii, 70 numer „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi naszej Gazety Niecodziennej będzie dostępny jedynie w wersji elektronicznej, pod adresem gumroad.com, w cenie 4,5 zł.

O wszelkich zmianach będziemy Państwa informować na naszym portalu i na antenie naszego radia wnet.fm.

Artykuł Ryszarda pt. „Z kamerą w peruwiańskich Andach (II)” na s. 7 marcowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ekwadorska przyroda jest żywa. Inkowie i ich potomkowie nazywają ją Pachamama i czczą ją od setek lat

W porze suchej strumień płynie sobie szeroko po drodze, a autobusy i samochody bez problemu przez niego przejeżdżają. Gdy silne deszcze zasilą potok, staje się niebezpieczny i skutecznie tamuje ruch.

Piotr M. Bobołowicz

W styczniu tego roku największy wodospad Ekwadoru San Rafael przestał istnieć. A właściwie po prostu zmienił swój bieg – w wyniku wypłukiwania koryta przez wodę doszło do implozji, która skryła kaskadę wody w tunelu. Z jednego strumienia wody zrobiły się dwa, wpadające pod ziemię. Całkowicie naturalny proces (co w rabunkowo eksploatowanej Ameryce Południowej wcale nie jest oczywiste) pozbawił z pewnością wielu turystów możliwości oglądania stupięćdziesięciometrowego wodospadu na rzece Coca. Pozbawił też potencjalnego zarobku wiele indiańskich wiosek, które z tych turystów uzyskują większość swojego dochodu. A przynajmniej do czasu zakończenia badań geologicznych, które mają ustalić, czy można będzie znowu otworzyć szlaki – podłoże w tej okolicy jest bardziej piaszczyste niż skaliste, co wywołuje pewne obawy, że powstaną kolejne leje.

Podczas gdy na półkuli północnej trwa zima – przynajmniej ta kalendarzowa – w Ekwadorze szaleją ulewy pory deszczowej. Właściwie tak było do tej pory, bo zmiany klimatyczne sprawiły, że pora deszczowa wydłużyła się nawet do czerwca. Niebo skryte jest za chmurami przez długie miesiące, a potężne strumienie wody zalewają świat każdego popołudnia. Ulice i górskie ścieżki zmieniają się w potoki, ze zboczy gór schodzą błotne lawiny, nierzadko zrywając drogi, a czasem porywając ludzkie domostwa, a nawet całe wioski.

Pailón del Diablo, Diabelski Kocioł | Fot. Piotr Mateusz Bobołowicz

Służący w mieście Valladolid polski misjonarz ks. Łukasz często w porze deszczowej jest odcięty od świata zewnętrznego. Droga, która łączy nieduże Valladolid z pobliskim miastem Loja, gdzie znajdują się chociażby supermarkety czy różne instytucje, regularnie jest zasypywana przez osuwającą się ziemię. Jeszcze częściej staje się nieprzejezdna tam, gdzie przepływa przez nią strumień – w porze suchej płynie sobie szeroko po drodze, a autobusy i samochody bez problemu przez niego przejeżdżają. Gdy silne deszcze zasilą potok, staje się on jednak niebezpieczną przeszkodą, skutecznie tamując ruch.

Do osłabienia górskich zboczy przyczynia się znacznie rabunkowa gospodarka. W wielu miejscach prosperują nielegalne kopalnie złota, ale nawet te legalne stanowią spore zagrożenie dla ekosystemu. Niedawno otwarta przez spółkę Ecuacorriente z dużym udziałem chińskiego kapitału kopalnia miedzi Mirador wywołuje sprzeciw rdzennej ludności. Indianie obawiają się zwłaszcza obróbki miedzi, niosącej ze sobą duże ryzyko zanieczyszczenia rzek, które pełnią kluczową rolę w tradycyjnej gospodarce rdzennych mieszkańców Andów, ale zwłaszcza Amazonii. Ekwadorski rząd zapewnia jednak, że inwestycja jest opłacalna – ma przynieść budżetowi ponad dwa miliardy dolarów przez cały okres koncesji. Ogółem Ekwador planuje zwiększyć udział wydobycia metali (głównie złota, miedzi i srebra) w PKB z 1,6% w połowie 2019 r. do 4% w 2021 roku, powołując się na przykład Chile i Peru.

Podczas gdy legalne wydobycie metali pociąga za sobą głównie zagrożenia związane z wpływem na środowisko naturalne, nielegalne i niekontrolowane pozyskiwanie cennych kruszców stanowi dużo poważniejszy i bardziej złożony problem.

Częstą techniką jest szybkie rozkopywanie koryt rzek na wschodnich stokach Andów za pomocą ciężkiego sprzętu i przepłukiwanie na przemysłową skalę wydobytego z dna materiału. Cierpi na tym fauna i flora, a na krajobrazie pozostają skazy.

Jednocześnie przyczynia się to do znacznego zanieczyszczenia rzeki – oprócz olbrzymich ilości mułu, do wody trafia ropa czy smary. Dodatkowo nielegalność tego procederu powoduje wytwarzanie się wokół takich kopalni całych stref, gdzie kwitnie przestępczość.

W lipcu 2019 roku głośno zrobiło się o miejscowości La Merced de Buenos Aires. Po serii zabójstw rząd zdecydował się w końcu wysłać do miasteczka tysiąc dwustu policjantów, drugie tyle żołnierzy i dwudziestu prokuratorów, by rozprawić się z panującym tam bezprawiem. Obok nielegalnego wydobycia złota dochodziło tam do porwań, morderstw, gwałtów, sutenerstwa, uprawiano hazard, prano brudne pieniądze. Grupy przestępcze wymuszały haracze, zastraszały mieszkańców, handlowały nielegalnie bronią. A to tylko część z postawionych zarzutów. Ogółem szacuje się, że różnymi nielegalnymi biznesami skupionymi wokół wydobycia złota w La Merced de Buenos Aires zajmowało się około dziesięciu tysięcy osób.

Prawdopodobnie niemożliwe byłoby zliczenie wszystkich ekwadorskich wodospadów. Są te bardziej i mniej znane, te położone na stokach zachodnich i te amazońskie. W okolicach leżącego na zboczu aktywnego wulkanu Tungurahua miasta Baños de Agua Santa ciągnie się szlak wodospadów. Niektórzy decydują się na przebycie go rowerami, chociaż wiele osób wybiera zdecydowanie mniej spokojną opcję – tzw. chivę. Chiva (hiszp. koza) to stan pośredni między autobusem a ciężarówką. Na konstrukcji ciężarówki umieszczone są odsłonięte po bokach, ale zadaszone rzędy siedzeń lub częściej po prostu ławek. W niektórych miejscach chivy wciąż wykorzystuje się do regularnego transportu pasażerów. W miejscowościach turystycznych służą jako atrakcja – obwieszone są sznurami różnokolorowych ledów, a z głośników ryczy cumbia, salsa i reggatton, skutecznie zagłuszając wszelkie próby rozmów między pasażerami i burząc nieco nastrój obcowania z naturą.

Chiva chwieje się na zakrętach wąskiej drogi. Najpierw pierwszy wodospad. Trudny do oglądania, bo przejeżdżamy pod nim – na dach kapią krople wody niczym rzęsisty deszcz. Potem kolejny – ten po drugiej stronie doliny, przez którą można przejechać tzw. tarabitą, czyli kolejką linową. Manto de la Novia, Welon Panny Młodej. Obfita, biała kaskada sperlonej wody. Ale clou wycieczki jest na końcu. Do tego wodospadu trzeba dojść.

Pailón del Diablo, Diabelski Kocioł. Woda leje się tam huczącym strumieniem – najwyższy jednorazowy uskok kaskady ma aż osiemdziesiąt metrów. W dole woda kotłuje się – od razu dając odpowiedź na pytanie o pochodzenie nazwy. Tam jedyne złoto to dolary, które turyści zostawiają przy każdej atrakcji i w hotelach.

Wodospad San Rafael nie przestał istnieć, zmienił tylko swój bieg. Niewykluczone, że w kolejnych latach zmieni go jeszcze nie raz. Ekwadorska przyroda jest żywa. Inkowie i ich potomkowie nazywają ją Pachamama i czczą ją od setek lat – a ona czasem daje, a czasem okrutnie zabiera, porywając drogi, domy, wioski i ludzi.

Artykuł Piotra M. Bobołowicza pt. „Złoto i wodospady” znajduje się na s. 20 marcowego „Kuriera WNET” nr 69/2020, gumroad.com.

 


Od 4 kwietnia aż do odwołania ograniczeń w kontaktach, związanych z obowiązującym w Polsce stanem epidemii, 70 numer „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi naszej Gazety Niecodziennej będzie dostępny jedynie w wersji elektronicznej, pod adresem gumroad.com, w cenie 4,5 zł.

O wszelkich zmianach będziemy Państwa informować na naszym portalu i na antenie naszego radia wnet.fm.

Artykuł Piotra M. Bobołowicza pt. „Złoto i wodospady” na s. 20 marcowego „Kuriera WNET”, nr 69/2020, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Na wodach Karaibów, oraz latynoski jam session po warszawsku

Marynistycznie i muzycznie: tak będzie w najbliższym wydaniu. Nie tylko dzięki szantom i muzyce karaibskiej, ale i za sprawą ciekawego muzycznego wydarzenia, które pojawi się za kilka dni w Warszawie.

Choć czasy odważnych śmiałków nieustraszenie przemierzających morza i oceany odeszły już do świata fikcji, wcale to nie znaczy, że nie doczekali się swoich następców. I nie mówimy tu o piratach z Morza Czerwonego, ale o współczesnych poszukiwaczach przygód. I choć nowego lądu zapewne nie nikt już nie odkryje, to jednak życie na żaglowcu potrafi być świetną lekcją życia i pokory.

Czy w dzisiejszych czasach żyją jeszcze ludzie, którzy spędzają swe życie na statku, przemieszczając się od portu do portu? Jak najbardziej. Nawet jeśli morska przygoda trwa tylko jakiś czas. I to właśnie oni, współczesne wilczki morskie, będą gośćmi w pierwszej części naszej audycji.

Poznamy Karaiby widziane oczami załogi jednego z najwspanialszych współczesnych polskich okrętów żaglowych, żaglowca „Fryderyk Chopin”. Czekać na nas będą wyspy duże i małe, zatoki przyjazne żeglarzom, spotkania z mieszkańcami, wyzwania językowe, oszałamiająca przyroda, majestatyczne wulkany, doświadczenia kulinarne, oraz wrażenia kulturalne, takie jak karnawał na Martynice, czy tradycyjne mordobicie w nabrzeżnych tawernach. Naszymi gośćmi będą Maja Rubaszek (która podczas rejsu uczy załogę tajemnic języka angielskiego nie tylko w wersji karaibskiej) oraz uczniowie – uczestnicy Niebieskiej Szkoły i jednocześnie załoga „Fryderyka Chopina”.

Ale to nie koniec wrażeń i atrakcji: w drugiej części dowiemy się, czym jest latynoski jam session w wersji nadwiślańskiej. Odwiedzą nas Weronika Mietelska – wokalistka, pasjonatka latynoskich rytmów, w szczególności tych brazylijskiej samby, bossanovy i MPB oraz Ricky Lion – niezwykle utalentowany wokalista i multiinstrumentalista z Konga mieszkający od lat w Polsce. Towarzyszyć im będzie brazylijski gitarzysta Robson Soarez da Silva. Wizyta naszych gości będzie jednocześnie zaproszeniem na bardzo ciekawe wydarzenie, którego szczegóły znaleźć można tutaj.

Audycję poprowadzi Karolina Sawicka przy dyskretnym współudziale Zbyszka Dąbrowskiego. Zapraszamy najbliższy poniedziałek, 9-go marca, jak zwykle o 21H00! Tym razem tylko po polsku.

Wołczyk: Maduro ma materiały, dzięki którym może szantażować hiszpański rząd [VIDEO]

Małgorzata Wołczyk o „równouprawnieniu” po hiszpańsku, sojuszu socjalistów z komunistami i powiązaniach tych ostatnich z Wenezuelą, Baskach i Katalończykach i o tym, czego nie wolno mówić w Hiszpanii.


Małgorzata Wołczyk omawia zmiany na hiszpańskiej scenie politycznej. Wbrew zapewnieniom, jakie składał przed wyborami Pedro Sánchez Hiszpanią rządzi koalicja PSOE i Podemos, czyli jak mówi dziennikarka, „socjalistów z komunistami”. Bowiem „Podemos nigdy się nie odżegnywało od komunizmu”, a lider partii, Pablo Iglesias Turrión wyrażał żal z powodu upadku muru berlińskiego, który jego zdaniem upadł, gdyż „świat kapitalistyczny pozazdrościł blokowi wschodniemu równości”. Podemos sympatyzuje z separatystycznymi ruchami baskijskimi i katalońskimi, które także są, jak mówi nasz gość „komunizujące, bardzo postępowe”. Stronnictwa te „nie ukrywają, że dążą do rozbicia Hiszpanii, pogardzają królem i monarchią”.

Pablo Islesias nie ukrywa, że dąży do ustanowienia republiki wielonarodowej.

Wołczyk zauważa, że „Katalonia i Kraj Basków są najbogatszymi regionami”, jednak rządy dalej wspierają je funduszami, żeby uciszyć ich żądania polityczne. Tłumaczy jak w Hiszpanii rozumiane jest „równouprawnienie” kobiet i mężczyzn:

Hiszpania jest jedynym krajem na świecie, w którym istnieje domniemanie winy mężczyzny.

W razie jakiegokolwiek zajścia między kobietą a mężczyzną, ten ostatni jest z góry winny. Kobieta nie potrzebuje świadków żeby udowodnić winę mężczyźnie, lecz „wystarczy, że złoży dwa niesprzeczne zeznania na policji”. Krytyka feministek skupia się jednak tylko na białych mężczyznach:

Nie wolno mówić, że 70% gwałtów jest ze strony imigrantów […] żeby nie stygmatyzować przybyszów.

Ekspertka ds. Hiszpanii mówi o związkach tejże z Wenezuelą, której wiceprezydent nie ma prawa wstępu na terytorium Unii Europejskiej. Mimo to samolot z  Rodríguez i wenezuelskim ministrem ds. turystyki Félixem Plasencią wylądował na lotnisku w Hiszpanii. Na lotnisko pojechał hiszpański minister transportu Jose Luis Abalos. Opozycja oskarża go o spotkanie się z wenezuelską polityk. Partia Ludowa żąda wyjaśnień, a Vox złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Wołczyk zwraca uwagę, że:

PODEMOS przez wiele lat było finansowane przez tę narkodyktaturę w Wenezueli. […] Maduro ma sposób, żeby szantażować hiszpański rząd.

[related id=86157 side=left] Podczas, gdy według UE p.o. prezydenta Wenezueli jest Juan Guaido, to, jak mówi dziennikarka, hiszpański premier rozmawia telefonicznie z zastępczynią nieuznawanego Nicolasa Maduro, a do Madrytu z Wenezueli przywiezione zostaje, bez poddania jakiejkolwiek kontroli, 40 walizek o nieznanej zawartości.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Ogródek po latynosku / Un huertito a lo latino

Z okazji zbliżającej się wiosny i porządków domowo-ogrodniczych może by warto pomyśleć o uprawie roślin pochodzących z Ameryki Łacińskiej? Są one dostępne w Polsce, a ich uprawa nie jest skomplikowana

Zbliża się wiosna, a wraz z nią również intensywne prace w naszych ogródkach. I tych przydomowych i tych działkowych ale i tych na balkonach. Z pewnością sporo czasu zajmą prace porządkowe związane ze sprzątaniem, nawożeniem roślin oraz ich ochroną przed rozmaitymi szkodnikami.

A może warto jednak rozejrzeć się za nowymi gatunkami roślin? Również i tymi, które przywiezione zostały z Nowego Świata. Wbrew pozorom w sklepach ogrodniczych dostępnych jest wiele gatunków roślin pochodzenia latynoamerykańskiego, które od wielu lat zdobią polskie ogródki. Inne z kolei zamówić można przez internet. Wiele z tych gatunków ozdobi nasze ogródki od wiosny do późnej jesieni, a po odpowiednim ich przechowaniu na okres zimowy, mogą one służyć przez kolejne lata.

O tym, jakie to rośliny i jak je uprawiać opowie nasz dzisiejszy gość – Mayra Martínez Mota. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość przedstawi, jakie rośliny pochodzące z Ameryki Łacińskiej warto mieć w swoich przydomowych ogródkach, na działkach, a które z nich ozdobią nasze balkony, tarasy, czy mieszkania. Opowiemy również o pielęgnacji tych roślin, aby jak najdłużej mieć z nich pożytek. Nasz gość wspomni również o tym, które z roślin z naszej strefy klimatycznej miałyby szansę podbić jej rodzinny Meksyk.

Na polsko – latynoskie rozmowy o roślinach zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 2-go marca, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!

¡República Latina – na zielono!

Resumen en castellano: la primavera está llegando y están llegando las obras relacionadas con nuestros jardines y huertitos. Tal relacionados con limpieza, como con cuidar nuestras plantas. Y porque no pensar de plantar nuevas especies de plantas del origen latinoamericano? Unas de ellas podemos ya comprar en las tiendas en Polonia. Otras podemos importar por internet. Muchas de las plantas van a florecer hasta el otoño. Las plantas va a presentar nuestra amiga mexicana Mayra Martínez Mota. Vams a presentar las plantas, que se puede plantar en los jardines, huertos, per también en las terrazas, o nuestros departamentos. Vamos tambien a platicar de las plantas de origen centroeuropeoo, que se puede cultivar en América Latina. Les invitamos para escucharnos el lunes 2 de marzo, como siempre a las 21H00UTC+1! Vamos a hablar polaco y castellano!

Rock Latino – korzenie

Muzyka latynoska to nie tylko taneczne brzmienia cumbii, salsy, merengue czy bachaty. To także znacznie cięższe, choć równie ciekawe brzmienia muzyki rockowej. Zapraszamy na nowy cykl muzyczny!

Wydawać by się mogło, że muzyka latynoska to niemal wyłącznie lekka i przyjemna muzyka, przy której świetnie się tańczy. Na pierwszy rzut oka, rzeczywiście tak się może wydawać. Ale tylko na pierwszy rzut oka.

Jednak jeśli odrzucimy powłoczkę tradycyjnych latynoskich gatunków muzycznych, jak merengue, czy son, czy salsa, tudzież cumbia, okaże się, że drzemią bogate pokłady znacznie innej muzyki. Muzyki cięższej, muzyki ostrzejszej i muzyki wcale nie tak grzecznej. A zarazem muzyki bardzo bogatej: od klasycznych rockandrollowych brzmień, poprzez zakręcone dźwięki eksperymentalnego rocka, bunt punk rocka, bo ciężkie brzmienia death  metalowe. Bo latynoska muzyka rockowa to bogactwo dźwięków i podgatunków: w zależności od epoki i kraju, w którym ją grają. O wszystkich tych podgatunkach postaramy się porozmawiać w kolejnych audycjach nowego cyklu: w kolejnych tygodniach, miesiącach i latach.

Przewodnikiem po rockowej scenie latynoskiej będzie nasz gość Marek Świrkowicz. W najbliższej audycji wraz z prowadzącym Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość postara się wprowadzić naszych słuchaczy w świat latynoskiego rocka. Tym razem będziemy rozmawiać tylko po polsku.

¡República Latina – lekkie rozmowy i ciężkie brzmienia!

Skąd pochodzą (nie tylko latynoscy) Indianie?

Skąd wzięła się ludność autochtoniczna obydwu Ameryk? Teorii na ten temat jest kilka i często są one bardzo zaskakujące. Co więcej, stanowiska archeologiczne stawiają jeszcze więcej pytań.

Patrząc na skład etniczny, mieszkańców obydwu Ameryk podzielić możemy na dwie grupy: ludność napływową oraz indiańskich autochtonów. Ludność napływowa to przede wszystkim potomkowie białych konkwistadorów i osadników z Europy, czarnoskórych, afrykańskich niewolników oraz w znacznie mniejszym stopniu potomkowie bliskowschodnich i dalekowschodnich imigrantów.

Kim jest jednak ludność tubylcza, znana w języku polskim jako Indianie i jakie są jej korzenie?

Przez dziesiątki lat pokutowała teoria, według której dziesiątki tysięcy lat temu przodkowie dzisiejszych Indian przybyli do obydwu Ameryk z terenów północnej Azji. Ludzie ci pochodzić mieli najprawdopodobniej z Syberii lub Mongolii i poprzez zamarzniętą Cieśninę Beringa przedostać się na tereny Ameryki. Przez tysiąclecia przodkowie współczesnych Indian mieli zasiedlać cały kontynent amerykański z północy na południe i z zachodu na wschód.  Tak przynajmniej przez dziesięciolecia twierdzili archeologowie i antropolodzy zajmujący się tym tematem.

Czy jednak słusznie? Badania archeologiczne z ostatnich lat pokazują, że teoria równomiernego zasiedlenia obydwu Ameryk z jednego tylko źródła mija się z prawdą. Niektóre stanowiska archeologiczne są bowiem znacznie starsze, niż być powinny. Mówi się zatem, że Ameryki skolonizować mogła ludność pochodzenia azjatyckiego, ale która niekoniecznie przybyła tu przez Cieśninę Beringa. Co więcej, pojawiają się również i teorie mówiące o tym, że w czasach prekolumbijskich Amerykę odwiedzać i zasiedlać mogły osoby pochodzenia europejskiego (poza Wikingami), czy afrykańskiego. Teorie te jednak nie potrafią wygrać z badaniami struktur DNA ludności autochtonicznej.

Jak było w rzeczywistości, tego wciąż nie wiemy. Wiemy za to, że wszystkie teorie – łącznie z tymi spiskowymi i fantastycznymi zostaną przedstawione w najbliższym wydaniu República Latina. W rozmowie z samym sobą Zbyszek Dąbrowski opowie o pochodzeniu ludności indiańskiej. Przedstawi również badania archeologiczne, które stawiają pod znakiem zapytania dotychczasowe teorie antropologiczne. Zarówno badania z archeologii oficjalnej, jak i tej „zakazanej”. Powiemy również dlaczego w języku hiszpańskim ludności autochtonicznej obydwu Ameryk nie należy nazywać Indianami.

Na rozmowę o korzeniach ludności amerykańskiej zapraszamy w najbliższą środę, 19-go lutego! Tym razem o 19H00 i tym razem tylko po polsku.

¡República Latina – nie ważne skąd pochodzimy, ważne kim jesteśmy!

Kolumbia: historia spisana muzyką / Colombia: su historia escrita con música

Współczesna historia Kolumbii jest niezwykle bogata w wydarzenia. Podobnie muzyka, która czyni ten kraj liderem światowego rynku muzycznego. Spróbujmy zatem połączyć historię kraju z jego muzyką!

Kolumbia i jej mieszkańcy z jednej strony mają wielkiego pecha, z drugiej jednak i wielkie szczęście.

Pecha do wydarzeń, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich kilku dekad. Wystarczy je wymienić. Zamachy i zabójstwa polityczne, wojna domowa i walki z lewicową partyzantką oraz prawicowymi oddziałami paramilitarnymi, porwania i morderstwa mieszkańców, wojny karteli narkotykowych i wiele, wiele innych przykrych wydarzeń, które można by rozdzielić na wszystkie kraje Ameryki Łacińskiej. I jeszcze by zostało.

Z drugiej strony Kolumbia i Kolumbijczycy mają olbrzymie szczęście. Jest nim niezwykle bogata kolumbijska scena muzyczna. Kolumbia jest ojczyzną kilku gatunków muzycznych, z czego dwa: salsa kolumbijska oraz cumbia podbijają świat. Kolumbia jest także ojczyzną wielu uzdolnionych artystów, również znanych na praktycznie całym świecie.

A jeśli by tak połączyć tragiczną historię Kolumbii z muzyką kolumbijską? O tym, co wyszło z takiego połączenia opowie nasz gość, Hermes Llain. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość przedstawi utwory kolumbijskich muzyków opisujących różne wydarzenia. Miały one miejsce w Kolumbii na przestrzeni kilku ostatnich dekad. Opowie on również o samych utworach i o tym, że chociaż brzmią one wspaniale dla niewprawionego ucha, to warto ich posłuchać kilkukrotnie i zagłębić się w treść tychże utworów.

Na muzyczno – polityczno – społeczną rozmowę o Kolumbii a także jej współczesnej historii zapraszamy tym razem wyjątkowo w czwartek, 6 lutego, jak zwykle o 21H00! Będziemy rozmawiać po polsku i hiszpańsku!

¡República Latina – przypominamy historię!

Resumen en castellano: hablando sobre Colombia y los Colombianos hay que decir que tienen mucha suerte: mala suerte y buena suerte.

Mala suerte, porque es un país con la historia muy brutal: llena de asesinatos políticos, guerra civil y la lucha con la guerrillera izquierdista y los paramilitares derechistas, secuestros y asesinatos de los inhabitantes del país, guerras de los cartees de narcos etc.

Pero también hay que mencionar de buena suerte. El país es la patria de varios géneros musicales, de que unos, como la salsa colombiana y la cumbia, han conquistado el mundo. Colombia también es la patria de varios cantantes, también conocidos por todo el mundo.

Y ¿si probamos conectar la trágica historia del país con su música? Sobre los resultos de este experimento va a contar nuestro invitado – Hermes Llain. Junto con él vamos a hablar sobre las canciones que han descrito varios momentos en la historia de Colombiae n las úlltimas decadas. No sólo sobre la parte musical, sino también sobre sus letras.

Les invitamos paraescucharnos el jueves, 6 de febrero, a las 21H00UTC+1! Vamos a hablar polaco y castellano!