Dr Sommer o śledztwie ws. Jedwabnego: nie dziwię się, że prokurator nie chciał ujawniać okoliczności prac ekshumacyjnych

Redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy Czas” o wyroku nakazującym ujawnienie akt śledztwa ws. mordu w Jedwabnem i kulisach postępowania.

Dr Tomasz Sommer mówi o manipulacjach podczas śledztwa ws. mordu w Jedwabnem, które opisał w książce „Jedwabne. Historia prawdziwa”. Komentuje też wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego, który nakazał Instytutowi Pamięci Narodowej udostępnienie akt śledztwa w trybie informacji publicznej.

Gość „Popołudnia WNET” wskazuje, że śledztwo ws. zbrodni formalnie nie zostało zamknięte, jednak w jego ramach nie odbywają się żadne czynności.  Jak dodaje:

Nie dziwię się, że prokurator nie chciał ujawniać wszystkich tych kompromitujących rzeczy, jakie działy się w trakcie śledztwa.

Zdaniem dr Sommera postępowanie odbywało się pod kuratelą naczelnego rabina Polski Michaela Schudricha. Stało się tak bez żadnych podstaw prawnych.

Pierwotnie istniała wola dokończenia prac ekshumacyjnych. Potem rabin Schudrich nakazał je wstrzymać, powołując się na nieformalne ustalenia z Lechem Kaczyńskim.

Jak mówi redaktor Sommer, informacje o działaniach innych rabinów podczas ekshumacji są zadziwiające.

Mamy zdjęcia, na których widać, jak ci rabini sobie kopią.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dr Kurek: Jak to się dzieje, że gmina żydowska ma możliwość zmobilizować kardynała? Można zadać pytanie: Kto tu rządzi?

Jak to się dzieje, że gmina żydowska ma możliwość zmobilizować kardynała? Czemu drżą przed nią różne instytucje? Dr Ewa Kurek o książce „Powrót do Jedwabnego” i próbie zablokowania jej promocji.


Dr Ewa Kurek mówi o problemach z promocją książki „Powrót do Jedwabnego”. W czterech miejscach właściciele lokali mówili, że nie mogą tego zrobić. W jednym przypadku była to decyzja kardynała Nycza. Ostatecznie sytuację uratował Witold Gadowski. Stwierdza, że trzeba podziękować gminie żydowskiej, że zrobiła taką aferę, bo przyciągnęło to wiele osób. Zamiast stu-dwustu osób na spotkanie przyszło ponad tysiąc osób. Ludzie aż stali na ulicach.

Jak to się dzieje, że gmina żydowska ma możliwość zmobilizować kardynała? Jak to jest, że inne instytucje drżą przed gminą żydowską w Warszawie? Można zadać pytanie: Kto tu rządzi?.

Mówi, że blokującymi spotkanie kieruje strach przed tym, iż konstrukcja zbudowana wokół Jedwabnego się rozpadnie. Badaczka odnosi się do umorzenia postępowania przeciwko Janowi Tomaszowi Grossowi. Nie dopatrzono się w jego pracach zniesławienia narodu polskiego. Stwierdza, że „sądy dla mnie nie są żadnym miernikiem w ocenie historii. Mam nadzieję, że sądy odczepią się w końcu od historyków”.

Nie możemy wartościować ludzi ze względu na narodowość, gdyż są porządni Żydzi, którzy z nami współpracują i którym też zależy na prawdzie.

Odnosi się do wypowiedzi jednego z uczestników spotkania, pochodzenia żydowskiego. Pan Remigiusz zgodził się z tym, co o Jedwabnym mówi nasza rozmówczyni. Rabin Michael Schudrich zaczyna się bać, jak mówi nasza rozmówczyni. On bowiem odpowiada za wstrzymanie ekshumacji, choć teraz zasłania się decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości, Lecha Kaczyńskiego. Dr Kurek podkreśla, że ekshumacja wcale nie byłaby wtedy sprzeczna z prawem judaistycznym.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Dr Ewa Kurek: Musimy wiedzieć ile osób naprawdę zostało zamordowanych w Jedwabnem. Trzeba wznowić ekshumacje [VIDEO]

Dr Ewa Kurek o potrzebie nowych badań w sprawie mordu w Jedwabnem, starej ideologii nowej lewicy, pozytywach bycia za Żelazną Kurtyną i o obronie dobrego imienia Polski za granicą.

Badaczka stosunków polsko-żydowskich mówi o zbrodni w Jedwabnem. Sądzi, że prawda się obroni i nie zostanie ostatecznie zadany kłam przeciwko polskiej historii. Przedstawia treść swojej książki dotyczącej mordu w Jedwabnym.

Musimy wiedzieć, czy tam rzeczywiście 1600 osób zostało zamordowanych, czy 16. To jest baza, na podstawie której można odtworzyć, co się rzeczywiście zdarzyło.

Podkreśla potrzebę przeprowadzenia ekshumacji pomordowanych [którą w 2001 r. wstrzymał ówczesny minister sprawiedliwości Lech Kaczyński ze względu na żydowskie przepisy religijne -przyp. red.], aby ustalić, ile ofiar było naprawdę. Inaczej ludzie tacy jak socjolog Jan Tomasz Gross będą mogli „wypisywać głupoty”, twierdząc, że w jednej stodole zmieściło się 1600 osób (co dawałoby, jak podkreśla dr Kurek, 12 osób na metr kwadratowy). [Według ustaleń IPN w Jedwabnem zostało zamordowanych ponad 300 osób-przyp. red.] Dodaje, że jeśli nie pozwoli się historykom na swobodne badania nad Holocaustem, to będzie trwać przesuwanie Polaków z kategorii ofiar II wś. do kategorii sprawców.

Dr Ewa Kurek mówi o ideologii gender, która wkroczyła do społeczeństw zachodnich. Określa ja jako neobolszewizm.

Redaktor Wildstein powiedział, że to jest bunt nowych prądów, to nie jest bunt, to jest propagowanie starych idei w nowym opakowaniu.

Odnosząc się do wywiadu Bronisława Wildsteina dla Radia WNET, polemizuje z przedmówcą, stwierdzając, że gender to nie są nowe prądy, ale powrót do tego, co było głoszone już stulecie temu. Wtedy komunizm szerzono siłą, a teraz robi się to miękkimi metodami. Zwraca uwagę na pisma polskiego komunisty żydowskiego pochodzenia Maksymiliana Horwitza, który wymieniał trzy cele komunizmu: zniszczenie państwa narodowego, Kościoła i rodziny. Rezultatem miałoby być „zbudowanie nowego człowieka”.

Nasza rozmówczyni odnosi się do słów lidera hiszpańskiej partii Podemos, który stwierdził, że upadek muru berlińskiego był smutnym wydarzeniem. Stwierdza, że to przewrotne myślenie, ale przyznaje, iż pozostawanie Polski za Żelazną Kurtyną miało pewne plusy.

Być może Opatrzność dała nam 50 lat komunizmu, żebyśmy się uodpornili na to wszystko.

Polacy w przeciwieństwie do mieszkańców Zachodu doświadczyli, czym jest komunizm, a lewicowa rewolucja kulturalna przyszła do Polski 20 lat później niż na Zachodzie.

Dr Kurek mówi także o konferencji „Polska hekatomba i walka z polonofobią. Jak skutecznie bronić polskiej pamięci”. Chwali się, że jako pierwsza napisała o tym, co się działo z Polakami w ZSRR w latach 1936-37, w książce „Ucieczka z zesłania”, wydanej za granicą w 1985 r. i podziemnie wznawiana w latach 1986-1989 r.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

 

K.T./A.P.

Dr Ewa Kurek: Tokarczuk dostała od MKiDN setki tys. złotych. Na książki o prawdzie historycznej nikt nie dał ani grosza

Dr Ewa Kurek o zaniedbaniach III RP w kwestii polityki historycznej oraz konferencji „Polska hekatomba i walka z polonofobią”. „Źródła mówią same za siebie i bronią nas absolutnie” – zaznacza.

 


Głównym tematem konferencji „Polska hekatomba i walka z polonofobią” było szukanie odpowiedzi jak to odkłamać, jak zastąpić mit prawdą historyczną i pokazać polską perspektywę z czasów II wojny światowej. Jak mówi gość „Popołudnia WNET”: Trzeba jedynie tłumaczyć istniejące opracowania, badać kolejne tematy i poprzestać na dawaniu pieniędzy ludziom, którzy szkalują Polskę. 

Musimy nadrabiać lata komunizmu i 30 lat zaniedbań RP, które serwowała nam pedagogika wstydu. Mamy całą masę książek i opracowań, na podstawie których powinniśmy tłumaczyć i pokazywać światu prawdę – twierdzi rozmówca Łukasza Jankowskiego.

Co świat wie o Zamojszczyźnie? – pyta. „Nic nie wie, więc tu niestety Ministerstwo Kultury i nasze podatkowe pieniądze idą w złym kierunku. Takich autorów, historyków, jakim jestem, jest mnóstwo. Zamiast dawać pieniądze Engelkingowi i Grabowskiemu, trzeba tłumaczyć dorobek historyków polskich” – dodaje.

Premier Mateusz Morawiecki jako jedyny mówi normalnie. Reszta polityków boi się nie wiadomo czego. Nie mamy powodów bać się kogokolwiek ani Żydów, ani innych narodowości. Prawda jest po naszej stronie – zaznacza.

Mój film o dzieciach żydowskich pt. „Kto ratuje jedno życie” trwa 53 minuty. To Żydzi mówią, że trzeba pamiętać o tym, że Polacy byli jedynym narodem w Europie, który za ratowanie Żydów płacił śmiercią. To jest ta prawda, która nas broni. Są jednak jakieś siły w naszej telewizji i w naszym rządzie, które zabraniają mówić Żydom o Polakach, jak byli ratowani i w jakich warunkach to się odbywało. Żydzi są ludźmi, którzy chcą prawdy – mówi gość „Popołudnia WNET”.

Historycy mają nad sobą nadzór właśnie ministra Zbigniewa Ziobry. Żadne badania historyczne nie mogą być przeprowadzone, jeśli nie zezwoli na nie minister. Nie pozwala on między innymi na ekshumację w Jedwabnem. Ponad 80 tys. Polaków walczy o prawo do badań historycznych w tym miasteczku. Bez skutku. Jak podkreśla rozmówca: Okrągłe słowa polityków mają się nijak do rzeczywistości historycznej. Historycy to jeden z najbardziej prześladowanych zawodów w Polsce. 

Jak dodaje: Paranoją jest to, że za nasze polskie podatkowe pieniądze, ludzie szkalują nas na świecie. Politycy obudźcie się! Źródła mówią same za siebie i bronią nas absolutnie. 

M.N.

78. rocznica mordu w Jedwabnem

Dzisiaj mija 78 rocznica mordu w Jedwabnem, w którym grupa ok. 40-50 polskich mieszkańców wsi zamordowała co najmniej 340 Żydów.

Dokładny przebieg wydarzeń z 10 lipca 1941 r., liczba ofiar i sprawców oraz motywacja tych ostatnich pozostaje kwestią sporną. Nieustalona do końca pozostaje rola obecnych na miejscu wydarzenia Niemców.

Badania wskazują, że w pierwszym okresie powodem mordów na Żydach była chęć odwetu za krzywdy – zarówno te rzeczywiste, jak i urojone – jakich polska społeczność doznała ze strony Żydów w okresie okupacji sowieckiej. W następnej kolejności pogromy były inspirowane przez stronę niemiecką. Jednocześnie w obu przypadkach do ekscesów przeciwko Żydom przyłączały się elementy kryminalne, dla których była to głównie okazja do rabunku, grabieży, a nawet załatwienia porachunków, nierzadko jeszcze sprzed wojny.

Tak mówiła Anna Pyżewska z białostockiego Instytutu Pamięci Narodowej w rozmowie z PAP, przytoczonej przez serwis polskieradio24. Zgodnie z rozkazem szefa RSHA (Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) pogromy Żydów miały być dokonywane rękami miejscowej ludności.

Żydów najpierw zgromadzono na miejskim rynku. Grupę mężczyzn ok. 40-50 zmuszono do rozbicia pomnika Lenina, który stał poza rynkiem na skwerku. Fragment rozbitego popiersia kazano im zanieść na rynek, a następnie do stodoły. Mężczyźni ci zostali następni w nie ustalonych okolicznościach zabici, a ich ciała wrzucono do grobu wykopanego wewnątrz stodoły razem z częściami rozbitego pomnika. Może to wskazywać na to, że sprawcy postrzegali swoją akcję jako zemstę za postawę Żydów w czasie okupacji sowieckiej. Następnie (jak podaje IPN w swoich ustaleniach) grupę co najmniej 300 osób, kobiet i mężczyzn w różnym wieku, po zamknięciu w stodole, spalono żywcem.

W ramach śledztwa prowadzonego przez IPN nie doszło do pełnej ekshumacji ofiar, ale nawet to, co zrobiono, pozwala potwierdzić to, co wiemy ze źródeł pisanych.

Tak w wywiadzie dla Muzeum Historii Polski wypowiadał się Krzysztof Persak z IPN. Po wojnie w procesie z 1949 r. skazano na surowe kary 12 z 22 oskarżonych. Sąd Okręgowy w Łomży oparł się na założeniu, że Żydów w Jedwabnem zamordowali Niemcy, a miejscową ludność do współudziału zmuszono przemocą. W 2001 r. IPN rozpoczął śledztwo, którego najważniejszym elementem miała być ekshumacja ciał zamordowanych. Jednak decyzją ówczesnego ministra sprawiedliwości Lecha Kaczyńskiego ekshumacje przerwano, honorując prośbę strony żydowskiej, która podnosiła argumenty natury religijnej. 30 czerwca 2003 roku śledztwo Instytutu Pamięci Narodowej w tej sprawie zostało umorzone.

A.P.

O Jedwabne, O Jedwabne – reportaż z uroczystości rocznicowych niemieckich mordów Żydów w Jedwabnem na Podlasiu

Ciepłe lipcowe popołudnie. Wychodzę z automobilu po żmudnej trasie z Warszawy przez Łomżę do Jedwabnego i napełniam płuca zdrowym wiejskim powietrzem. –

Przepraszam, że tu tak śmierdzi, ale Duńczycy postawili tutaj wielką fermę świń i nie da się oddychać – tłumaczyła gospodyni, skąd wziął się zwierzęcy odór, nie mający nic wspólnego ze „wsią spokojną, wsią wesołą”. No cóż, mieszczucha można łatwo oszukać, a nietutejszy z marszu nie wejdzie w sieć lokalnych układów, relacji i miejscową nieufną duszę. Tym bardziej, że ta ziemia od wieków jest zasiedziała przez dumną szlachtę zagrodową, która nie szczędziła swych synów i ofiar dla Ojczyzny. Tak było za cara, który próbował zredukować polską szlachtę, lecz w Łomżyńskiem okazało się to niewykonalne inaczej niż przez stryczek czy kibitkę.

We Wrześniu drugiego dnia kampanii Niemcy zajęli miasteczko, które w październiku przekazali Sowietom w ramach korekty paktu Ribbentrop-Mołotow, i nad Jedwabnem zawisło jarzmo czerwonej niewoli. Jednak już wiosną 1940 roku w okolicy powstał oddział polskiej partyzantki zmagającej się w beznadziejnej sytuacji (wszak oficjalnej wojny z Sowietem nie było) z okupantem, co NKWD wykorzystało do eliminacji lokalnej elity – która, zdaniem Grossa, mogłaby powstrzymać motłoch przed pogromem. Oczywiście Gross marginalizuje drażliwy temat okupacji sowieckiej w Łomżyńskiem, jak i na terenach wschodniej Polski. Dlaczego? Czyżby jawna kolaboracja części Żydów z najeźdźcą była przyczyną pogromów latem 1941 roku w pasie od Bałtyku do Morza Czarnego zajętym przez Sowietów w latach 1939–1940? Sławetny reportaż telewizyjny Agnieszki Arnold wskazywał jednak inne źródło zła – była to endecja, a przecież w nieodległym Drozdowie w styczniu 1939 roku umarł Roman Dmowski – przypominał narrator programu. Wiadomo, że są środowiska żydowskie, które nigdy nie darują Dmowskiemu tego, że ich przechytrzył i zdobył bardzo wiele dla Polski na salonach światowych. Dodatkowo myśl Dmowskiego – mniej romantyzmu, więcej pozytywizmu i niech Polacy zdominują przestrzeń gospodarczą w swoim kraju – była sprzeczna z żywotnymi żydowskimi interesami, które przedwojenni otwarcie nazywali jako „pasożytnicze” na polskim organizmie narodowym. A jak Żydzi przyjęli powstawanie Polski i jej wojny o granicę? Zdecydowanie wrogo! Zarówno w Wilnie, Białymstoku, jak i we Lwowie miejscowi Żydzi przyłączali się do oddziałów bolszewickich/litewskich/ukraińskich, ponieważ wiedzieli, że w tych młodych organizmach pozbawionych rodzimej inteligencji to oni będą tą niezbędną warstwą kierowniczą, co byłoby utrudnione w Polsce. I to właśnie sympatie narodowe, a nie jawna kolaboracja Żydów z bolszewikami miała doprowadzić do pogromu 10 lipca, powtarzają zgodnie Gross i Arnold.
Po zakwaterowaniu w pokoju nad jedynym okolicznym barem, poznaję autora książki „O Jedwabne, Jedwabne”, Tadeusza Mocarskiego. Mocarski, syn tej ziemi, urodził się już po zagładzie miejscowych Żydów, ale zebrał relacje rodzinne i miał talent oraz odwagę cywilną, żeby to opublikować, a o jego pracy prof. Chodakiewicz wyraził się, że jest najlepszą pozycją nienaukową o Jedwabnem. – Kluczową postacią dla wydarzeń z 10 lipca jest Karol Badroń, żandarm za okupacji niemieckiej. Badroń, co ciekawe, przyjechał w te okolice w 1935 roku ze Śląska Cieszyńskiego za pracą. I to już jest poważny znak zapytania, albowiem kto przyjeżdża z bogatego i uprzemysłowionego Śląska na biedę podlaską z żoną i pięciorgiem dzieci – zastanawia się pisarz. – Przed wojną on tu się kręcił po okolicy i naprawiał różne rzeczy – głównie zegarki, ponieważ nie było tu wiele mechaniki, praca była raczej oparta na sile mięśni a nie technologii. No i Badroń tak się kręcił po okolicy, ale dopiero wojna zweryfikowała, dlaczego on tu się sprowadził i dlaczego kursował na linii Jedwabne–Wizna, pod którą wiosną 1939 zaczęto robić fortyfikacje. Proszę pamiętać, że to była okolica nadgraniczna, do Prus tu jest kilka wiorst, a przez Wizne prowadzi trasa na Brześć – kluczowy punkt strategiczny. Czy informacje zebrane przez Badronia przydały się Guderianowi, który początkowo bezskutecznie, z furią szturmował Wizne we Wrześniu? Nie wiem, ale historia przypisała Badroniowi inną rolę.

(…)
Najsłynniejsze w świecie podlaskie miasteczko budzi się w niedzielny poranek do życia. Mieszkańcy, świątecznie odziani, bez zainteresowania obserwują przejeżdżające przez rynek samochody ekip największych telewizji w kraju, udając się do kościoła na mszę. Do tego kościoła, który za okupacji sowieckiej miejscowy żydowski komunistyczny element chciał przerobić na publiczny wychodek i wypróżniali się nań.Jak wspominali świadkowie tych czasów, Żydzi na ulicach krzyczeli, drwiąc: „wasza Polska zdechła i nigdy jej nie będzie!”, albo: „chcieliście Polski bez Żydów, to macie Żydów bez Polski!”. Feralnego 10 lipca, zdaniem duetu Gross i Arnold, drzwi kościoła były zamknięte dla Żydów, a i interwencje u biskupa łomżyńskiego okazały się nieskuteczne. Jerzy Robert Nowak w swojej książce „100 kłamstw Grossa o żydowskich Sąsiadach i Jedwabnem” z oburzeniem nazywa kłamstwem rzekomą bezczynność hierarchii kościelnej. Zachowały się listy biskupa z apelami do władz niemieckich o zostawienie Żydów, a miejscowy proboszcz Kebliński wstawiał się u Niemców za Żydami, aż rozwścieczeni najeźdźcy zagrozili mu śmiercią. Byłby to drugi z rzędu jedwabieński proboszcz zamordowany przez okupantów, albowiem poprzedni, ks. Marian Szumowski, został rozstrzelany przez NKWD w Mińsku – przypomina publicysta w swojej książce, która wyszła w niskim nakładzie, bez promocji i bez tłumaczeń na języki obce.
Po drugiej mszy porannej ksiądz proboszcz Jerzy Dembiński zatrzymał wiernych. Jest petycja o ponowną ekshumację ofiar pogromu niemieckiego. – Apeluję do was, abyście ją podpisywali. Jest mi wstyd za was, że do tej pory nie podpisaliście i że ktoś spoza naszej gminy bardziej dba o nasz interes niż my sami. A przecież bycie Polakiem to obowiązki, tym bardziej należy wymagać od katolika, aby żył w prawdzie – mocne słowa proboszcza zmobilizowały wiernych do składania podpisów, a ja, słysząc je, oniemiałem z zachwytu. Szkoda, że ambona jest tak rzadko wykorzystywana do przekazów prostych, wyrazistych i tak pożytecznych. Następnie okrążyłem raz jeszcze placyk, już zagospodarowywany przez miejscowy element. – No bo co tu robić? Pracy nie ma, jak jest, to za grosze, a i tak wolą posprowadzać Ukraińców – marudzą moi rozmówcy na placyku.

(…)
Kręciłem się wokół miejsca, które niby ma odgradzać obelisk, ale w potocznej narracji ma oddawać wielkość stodoły, w której rzekomo Polacy spalili 1600 Żydów. Oczywiście gołym okiem widać absurd tego oskarżenia – stodoła tej wielkości nie mogła należeć do zwykłego chłopa, a ile benzyny trzeba by było zużyć, żeby to podpalić. Poza tym 1600 osób zostało zagnanych na śmierć przez… 20 (skazanych przez władzę ludową, z tego tylko 1 wyrok śmierci) nieuzbrojonych w broń palną zbirów? Główny odpowiedzialny, Karol Bardoń, volksdeutsch, agent niemiecki, choć ułaskawiony przez Bieruta, zmarł w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach w łomżyńskim więzieniu.
Pod jednym z narożników usiadł świadek historii. – My uciekalim z Wizny, bo całe miasto Niemcy spalili w trakcie walki z Sowietami – mówi opalony starszy jegomość z mocnym hebrajskim akcentem. – Na drodze tu, do Jedwabnego, powiedzieli nam, żebyśmy tam nie szli, bo tam palą Żydów. Kto ich palił, czy Polacy czy Niemcy ? – rozkłada ręce z niewiedzy. – Kiedy pierwszy raz tutaj wróciłem? Kiedyście przegnali komunistów – mówi z nieukrywaną radością wesoły staruszek. Opowieść tłumaczyła dla szwedzkich reportażystów z hebrajskiego na angielski córka jegomościa. – Tutaj jest miejsce, w którym Polacy zamordowali 1600 Żydów. Oczywiście byli też dobrzy Polacy, którzy ratowali nas – relacjonowała, jej zdaniem prawdę, przed kamerą.