Dr Wojciech Szewko: Rosja do nowej ofensywy może przystąpić z podobnymi siłami, jakie miała na początku inwazji

Featured Video Play Icon

Ekspert ds. międzynarodowych o spodziewanej ofensywie rosyjskiej na Donbasie, posiłkach z Rosji, dostawach zachodniego sprzętu na Ukrainę i braku pomysłu Kremla na wojnę i okupację Ukrainy.

Dr Wojciech Szewko komentuje aktualną sytuację na Ukrainie.

Rosjanie praktycznie wycofali się z północy, czyli przyczółków, które mieli wokół Kijowa. Natomiast koncentrują wojska nie tylko te które do tej pory stacjonowały już na terenie Ukrainy, ale również przerzucają nowe grupy ze wschodu Rosji.

Na Ukrainę, jak się mówi, ma zostać skierowane 20 nowych batalionów.

To by  oznaczało, że Rosja do tej nowej ofensywy przystąpi mniej więcej z takimi siłami jakie miała na początku tej inwazji.

Paweł Bobołowicz: udało nam się zebrać ponad 30 tys. zł na samochód dla ukraińskiej armii

Ekspert ds. międzynarodowych przewiduje, że bitwa o Donbas będzie krwawa. Nie wiadomo, czy Ukraińcom uda się obronić przed nową rosyjską ofensywą.

Wskazuje, że Ukraina otrzymuje nowoczesną broń od państw zachodnich. Dużo sprzętu ma jeszcze Rosja.

Dr Szewko zauważa, że okupowane przez Rosjan terytorium nie są wcale traktowane jako przyjazne, lecz jako wrogie. Okupanci nie próbują pozyskać miejscowej ludności. Pokazuje to, że cała „operacja specjalna” jest nieprzemyślana.

Nie było ani dobrego pomysłu na przejęcie władzy na Ukrainie ani nie było dobrego pomysłu tak naprawdę nawet na poprowadzenie tej wojny.

 Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

A.P.

100. rocznica urodzin Jana Bytnara „Rudego”. Premier Mateusz Morawiecki: Dla mnie był symbolem niezłomnego patrioty

6 maja Jan Bytnar, harcerz i członek „Szarych Szeregów”, kończyłby sto lat. Z tej okazji przypominamy sylwetkę polskiego patrioty i bohatera popularnej lektury „Kamienie na Szaniec”.

6 maja obchodzimy setną rocznicę urodzin jednego z głównych bohaterów „Kamieni na Szaniec”, Jana Bytnara „Rudego”. Jak pisał dziś na Facebooku premier Mateusz Morawiecki:

Dla mnie był symbolem niezłomnego patrioty, głębokiej wiary w słuszność prowadzonej walki o wyzwolenie Polski – komentował szef rządu.

W swoim wpisie premier przypomniał również sylwetkę i działania zmarłego w wieku 22 lat polskiego bohatera:

Dzisiaj mija setna rocznica urodzin Jana Bytnara, ps. „Rudy”, harcerza, członka Szarych Szeregów, jednego z bohaterów książki „Kamienie na szaniec” Aleksandra Kamińskiego. Uczestniczył w kilkudziesięciu akcjach tzw „małego sabotażu” – m. in. zerwaniu flagi hitlerowskiej z gmachu „Zachęty”, malowaniu kotwicy, symbolu Polski Walczącej na pomniku Lotnika, „gazowaniu” kin itd.

Jak podkreślił w swojej relacji premier Mateusz Morawiecki – po aresztowaniu przez Hitlerowców „Rudy” zniósł tortury, nie wydając przy tym żadnego ze swoich towarzyszy broni:

Aresztowany przez Niemców wytrzymał wielogodzinne bicie podczas przesłuchań, nie wydał nikogo ze swoich współtowarzyszy z konspiracji.

Premier wspomina również tragiczną śmierć Jana Bytnara, który na krótko po jego odbiciu przez członków „Szarych Szeregów” zmarł w szpitalu:

Odbity przez specjalną grupę harcerską Szarych Szeregów na krótko trafił do szpitala w stanie skrajnego wycieńczenia. Zmarł 30 marca 1943 r. Jego krótkie życie stało się wzorem do naśladowania wielu młodych Polaków. Dla mnie był symbolem niezłomnego patrioty, głębokiej wiary w słuszność prowadzonej walki o wyzwolenie Polski.

Jak podsumowuje Mateusz Morawiecki:

Czytając książkę Aleksandra Kamińskiego, jedno zdanie szczególnie zapadło w mojej pamięci: „Posłuchajcie opowiadania o ludziach, którzy w niesamowitych latach potrafili żyć pełnią życia, których czyny i rozmach wycisnęły piętno na stolicy oraz rozeszły się echem po kraju, którzy w życie wcielić potrafili dwa wspaniałe ideały: BRATERSTWO I DUSZĘ.”

N.N.

Źródło: Facebook/media

Atak rosyjskich formacji na wschodzie Ukrainy. Zginął jeden ukraiński żołnierz, pięciu ciężko rannych [AKTUALIZACJA]

Nastąpiło wstrzymanie ognia. Ukraińska strona nie straciła kontroli nad żadnym z terenów. Sytuacja jest pod kontrolą. Paweł Bobołowicz o politycznych skutkach ataku dla prezydenta Zełenskiego.


Paweł Bobołowicz, korespondent Radia WNET na Ukrainie przytacza informacje płynące z dowództwa operacji sił połączonych, mających bronić Ukrainy przed Rosyjskim atakiem:

Dzisiaj od rana formacje Federacji Rosyjskiej zaatakowały w pobliżu miejscowości Nowotoszkowskie, Orichowe, Krymskie i Chutor Wilnyj. Atak prowadzony jest pod przykryciem artylerii.

W komunikacie mowa jest o używaniu moździerzy o średnicy 120 mm zakazanych przez tzw. porozumienia Mińskie. Jeden z Ukraińskich ekspertów wojskowych mówi, że nie tylko te moździerze, ale używana jest także ciężka artyleria – haubice 156 mm:

Mieszkańcy terenów, na których słychać wystrzały wrzucają do sieci materiały wideo. Według informacji połączonych sił, przeciwnik uderzył w celu przerwania linii rozdzielenia, czyli dokonał akcji ataku, który ma za zadanie przejęcie części terenów o statusie neutralnym.

Dzieje się to w czasie, kiedy Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski poinformował, że Ukraina zgadza się na wspólną kontrolę okupowanych terenów obwodów Donieckiego i Ugańskiego razem z przedstawicielami okupowanych terenów:

Później propozycja została uszczegółowiona, że taka kontrola miałaby objąć nie cały teren, lecz granicę i w skład kontrolujących mieliby wejść przedstawiciele lokalnej milicji i obserwatorów OBWE Jest to jeden z warunków do przeprowadzenia wyborów samorządowych na tych terenach.

Według Zełenskiego powinno następować wycofywanie sprzętu wojskowego z poszczególnych sektorów Donbasu na nowych zasadach, które jednak nie zostały konkretnie określone. Mówi się o „sektorowym wycofywaniu sprzętu”.

Wczoraj Minister Spraw Wewnętrznych Arsen Awakow poinformował, że na czas przejściowy w okresie wyborów będzie możliwe wspólne patrolowanie terenów przez przedstawicieli Ukraińskiej policji, misji pokojowej i przedstawicieli lokalnych społeczności. Minister uważa, że wśród patrolujących nie mogą być bojownicy, którzy dokonali zbrodni:

Siły te miałyby kontrolować porządek publiczny do czasu pracy organów władzy Ukraińskiej na tym terenie. Według ministra, na podstawie porozumień mińskich i tak wszystkie nielegalne formacje, tzw. milicja ludowa działająca na tym terenie powinna zostać rozwiązana i nie będzie mogła brać udziału we wspólnych patrolach.

Awakow uważa, że bojownicy opuszczą Donbas razem z wojskami okupacyjnymi. Według ministra powinna być też przyjęta ustawa „o kolaborantach”, która będzie dotyczyć osób, które pełniły funkcje socjalne (nauczyciele, lekarze), a oddzielną kategorią będą osoby, które wykonywały funkcje w aparacie represji.

Na propozycję prezydenta Zełenskiego zareagowano na Kremlu. Sekretarz prezydenta Rosji Dmitrij Pieskow wyraził wdzięczność, iż Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski zgodził się na patrolowanie kordonu Federacji Rosyjskiej w Donbasie.

A.M.K.

W drugiej rozmowie nasz korespondent raz jeszcze mówi o ataku prorosyjskich separatystów na pozycje ukraińskie. Od zwykłych codziennych ataków różni go jego skala. O godz. 5 rano nastąpił atak z zamiarem przejęcia ukraińskich pozycji wspierany przez ostrzał z moździerzy dwudziestomilimetrowych. Tych ostatnich, jak zauważa korespondent, w ogóle nie powinno tam być zgodnie z porozumieniami mińskimi. Wystrzały artyleryjskie były słyszane w miejscowościach w których ze względu na oddalenie od linii frontu ich zwykle nie słychać. Bobołowicz zauważa, że prezydent Zełenski „jeszcze wczoraj mówił o konieczności rozmowy z Rosją”. Próba znalezienia pokojowego rozwiązania konfliktu na wschodzie kraju była tematem jego kampanii wyborczej.

Opozycja nie będzie chciała tego Zełenskiemu odpuścić, wskazując, że to porażka jego planu pokojowego.

Jak ogłosiło ukraińskie dowództwo, w wyniku ataku podległych Federacji Rosyjskiej sił „nie zmieniła się linia rozgraniczenia”. Dziennikarz przypomina, że „wielokrotnie w przeszłości tak było, że regularna armia rosyjska brała udział” w tej wojnie hybrydowej. Sama Rosja konsekwentnie odcina się od odpowiedzialności za działania sil republik ludowych.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

 

Pietrzak: W Warszawie nie ma żadnych pomników polskich zwycięstw, bo przez trzy wieki rządzili nią nasi okupanci

Jan Pietrzak o znaczeniu upamiętnienia Bitwy Warszawskiej dla Polski i Polaków, trudnościach w zrobieniu tego, walce kulturowej w Polsce i wpływach okupantów.

Jan Pietrzak o postawieniu pomnika upamiętniającego stulecie zwycięstwa w bitwie warszawskiej. Rozmowy w tej sprawie były prowadzone przez kilka lat z warszawskim Ratuszem. Przewodniczący Towarzystwa Patriotycznego podkreśla, że ze strony władz miasta były to „rozmowy pozorowane”. Nie chciały dać miejsca na budowę pomnika, podczas gdy „w międzyczasie sprzedawali swe działki swym znajomym”.

Na każdym koncercie, na każdej imprezie cały czas mówiłem o tym z uporem maniaka. Bardzo się cieszę, że władze państwowe się za to zabrały.  Władze samorządowe, co pokazuje Westerplatte, często nie mają zrozumienia dla polskiej historii.

Pietrzak mówi o swoich staraniach na rzecz promocji idei postawienia pomnika upamiętniającego Bitwę Warszawską. Wobec braku współpracy ze strony warszawskiego magistratu powstała idea, by zlokalizować go na obszarze Wisły, która podlega nie miastu, a ministrowi środowiska. Rozmowy na temat zlokalizowania łuku triumfalnego na kładce lub bezpośrednio w rzece zostały zakłócone przez zmianę na stanowisku szefa Ministerstwa Środowiska.

20 lat trwała niepodległość. […] Niemcy nie mogli wytrzymać, że Polska była niepodległa.

Twórca kabaretu „Pod Egidą” podkreśla, że w stolicy Polski nie ma pomników upamiętniających polskie zwycięstwa, gdyż „Warszawą przez blisko trzy stulecia rządzili okupanci”, a do dzisiaj w instytucjach władzy i kultury są ich przedstawiciele. Ci zaś wolą, by Polacy płakali nad pomnikami swej martyrologii, wstydzili się swej historii, byli pokorni i pracowali spokojnie. Tymczasem upamiętnienie Bitwy Warszawskiej jest ważne, zarówno po to, by pokazać polskim dzieciom, jakie zwycięstwa Polacy odnosili, jak i po to, żeby uświadomić zagranicznych turystów i polityków, którzy o tak ważnej dla Europy batalii jak Bitwa Warszawska nawet nie słyszeli. Dodaje, iż „Pałac Kultury jest obelgą dla Polaków”, jednak nie powinniśmy mówić o jego rozbieraniu, skoro nie jesteśmy w stanie postawić pomnika. Trwa, jak mówi, wojna kulturowa między „kulturą tradycji i miłości dla bohaterów” a kulturą te wartości odrzucającą.

Krwi nie wołamy, zdobyczy nie chcemy,

Nie chcemy mordów, do łupiestw niezdolni,

Tylko odzyskać Ojczyznę pragniemy,

Tylko być wolni!

Walka o niepodległość Polski trwa już 250 lat, od czasów konfederatów barskich. Pietrzak przywołuje ich pieśń [właściwie utwór „Do Boga” St. Witwickiego i F. Lessela z 1830 r.-przyp. red.], w której śpiewają, że chcą „Tylko być wolni!”. Podkreśla, że to żądanie by „tylko” Polska była Polską, przewija się przez nasze dzieje i choć to tak skromny postulat to jego realizacja jest nad wyraz trudna. Jesteśmy bowiem wyzyskiwani przez sąsiadów od trzech stuleci.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Makowski: Według raportu ADL, aż 48% Polaków ma wykazywać uprzedzenia wobec żydów. Badanie sponsorował Volkswagen

– Wyszło na to, że jakieś 2 miliardy ludzi ma przekonania natury antysemickiej. W Polsce prawie połowa i można wynieść wrażenie, że co druga osoba spotkana na ulicy to antysemita – dodaje Makowski.


Marcin Makowski, dziennikarz tygodnika „Do Rzeczy”, odnosi się do słów byłego izraelskiego dyplomaty Gideona Meira, który powiedział, iż „Niemcy nie zbudowaliby obozów koncentracyjnych w Polsce bez współpracy z polskim narodem”:

Niemcy w ówczesnej okupowanej europie mieli taką władzę, że w pewnym momencie mogli zrobić właściwie to, co im się podobało […] ze względu na taki klasyczny dla III Rzeszy pragmatyzm i paradoksalnie nie ze względu na jakiś zwierzęcy antysemityzm w społeczeństwie polskim i ułatwianie w budowaniu obozów, tylko ze względu na to, że logistycznie było to wielkie przedsięwzięcie […] Była to metoda industrialna. Dlatego też nie można powiedzieć, że Polacy brali udział w holocauście, ponieważ jest on jedynym na świecie pomysłem, aby w sposób przemysłowy zlikwidować cały naród. Nikt poza niemcami w historii świata nie wpadł na taki pomysł.

Jak zauważa, zdarzały się także jednostkowe przypadki, w których Polacy w ograniczonym zakresie pomagali Niemcom, ale były one na tyle marginalne, iż powiedzenie, że to mieszkańcy Polski umożliwili Niemcom holocaust, jest ogromnym nadużyciem:

Polacy co najwyżej mogli brać i brali haniebnie dla naszego narodu jednostkowo w mordach na Żydach, ale nigdy nie byli współuczestnikami holocaustu. […] Takie słowa powinny się spotykać za każdym razem z ostrą kontrą, bo prawda w tym przypadku jest po naszej stronie.

Marcin Makowski skomentował także niedawno opublikowany przez Ligę Przeciw Zniesławieniom (ADL) raport, wg którego aż 48% badanych Polaków ma wykazywać uprzedzenia wobec Żydów. Gość „Poranka WNET” zauważa, że badanie początkowo finansowała firma, która w udokumentowany sposób miała bliskie związki z III Rzeszą:

Ten raport to jest kuriozum, jakich mało. Najpierw finansowanie po części ze strony grupy Volkswagen to jakaś ironia losu […].

Dziennikarz zauważa, że badania nie można nazwać obiektywnym ze względu na wadliwą metodologię, w tym tendencyjność pytań:

Sama metodologia, to patrząc na jakiś obiektywizm, nawet obok niego nie stała. To były wywiady telefoniczne, kilkanaście pytań było sformułowanych w taki sposób, że często zgadzając się z nimi, nie można tego w żaden sposób nazwać antysemityzmem […] Na przykład – czy jesteś przekonany o tym, że Żydzi mają zbyt duży wpływ na politykę amerykańską – tutaj odpowiedź tak oznaczała antysemityzm. Tego typu pytania składały się na całą ankietę.

Badania przeprowadzano telefonicznie w 100 państwach. Według twórców ankiety, przy jej użyciu przebadano 4 miliardy osób, czyli praktycznie wszystkich dorosłych ludzi na świecie:

Wyszło na to, że jakieś 2 miliardy ludzi ma przekonania natury antysemickiej. W Polsce prawie połowa i można wynieść takie wrażenie, że co druga osoba spotkana na ulicy to antysemita. […] Trzeba rozprawiać się z takimi rzeczami od strony faktograficznej i wskazywać na te przekłamania, bo inaczej przegramy z kretesem narrację historyczną.

A.M.K.

Serhij Tomilenko, Żanna Bezpiatczuk, Stanisław Kozluk – Program Wschodni z 9 listopada 2019 r.

W Programie Wschodnim: O polskiej ambasadzie w Kijowie i polskiej pomocy dla więźniów Kremla, a także sprawie Burisma Holdings.

Goście Programu Wschodniego:

Frumin Halajdiuk – zespół muzyczny;

Stanisław Kozluk – „Ukrianski Tyzden”;

Serhij Tomilenko – Stowarzyszenie Dziennikarzy Ukrainy;

Żanna Bezpiatczuk – dziennikarka BBC Ukraina;

Bartosz Cichocki – ambasador RP na Ukrainie;

Edem Bekirow – działacz krymsko-tatarski;

Małgorzata Gosiewska – wicemarszałek Sejmu.


Prowadzący: Paweł Bobołowicz

Realizator: Jan Dudziński


Część pierwsza: 

Frumin Halajdiuk to ukraiński zespół grający na ulicy. Zawiera w sobie różne gatunki muzyczne. W ich repertuarze można usłyszeć m.in. „Summertime”, „The shadow of your smile”, „Yellow leaves” oraz „Fly me to the moon 5-le petit pleur”.

W Polskiej ambasadzie w Kijowie odbyło się spotkanie z uwolnionymi więźniami Kremla – obywatelami Ukrainy bezprawnie przetrzymywanymi na terenie Federacji Rosyjskiej. Część więźniów zostało wymienionych we wrześniu tego roku.

Bartosz Cichocki – mówi, że w wielu wypowiedziach brzmiał apel o solidarność i słychać było dużo słów wdzięczności.

Nadal co najmniej 100 osób jest nielegalnie przetrzymywanych na terytorium Rosji. Obradowaliśmy decyzje jednostronnie. To spotkanie pomaga nagłaśniać na arenie międzynarodowej sprawę przetrzymywanych obywateli ukraińskich na terenie Federacji Rosyjskiej – mówi gość „Programu Wschodniego”.

Rozmowy dotyczą osób dotkniętych przez wojnę, które formalnie są na wolności, ale stracili pracę bądź mają stany depresyjne. To spotkanie ma na celu koordynacje działań różnych ambasad. Jak dodaje: Chodziło nam o skontaktowanie ogniw pozytywnej walki dla Ukrainy. Takimi problemami nie można zajmować się raz na jakiś czas, ale przynajmniej raz na miesiąc. 

Małgorzata Gosiewska  – twierdzi ,że chodzi o to, aby świat nie zadowolił się tym, że część jeńców udało się oswobodzić. „Trzeba pamiętać, że okupacja Krymu wciąż trwa. Spotkanie ma przypominać światu, że w tym kraju toczy się wojna i należy się jej wsparcie” – podkreśla.

Jak dodaje: To musi dziać się równolegle, a politycy europejscy muszą pomyśleć o zasadach, na podstawie których Europa powinna funkcjonować. Jeśli trzymamy się zasad, to pokazujmy to również na przykładzie Ukrainy.

Pomagamy dzieciom, które żyją na Donbasie. Pomagamy szkoląc psychologów i przygotowując służby ukraińskie w zakresie psychologicznych i psychiatrycznym. Będziemy się mocno angażować w dalszą walkę uwolnienia jeńców – mówi wicemarszałek Sejmu.

W spotkaniu wzięli udział m.in. zwolnieni ukraińscy marynarze i skazany na 12 lat więzienia ukraiński korespondent Roman Suszczenko, a także działacz krymsko-tatarski Edem Bekirow oskarżony o przewożenie 12 kilogramów trotylu i 190 naboi. Dziewięć miesięcy w kremlowskich wiezieniach pogorszyło dodatkowo stan zdrowia Bekirowa, już po uwolnieniu przeszedł on kolejną operację na serce.

Edem Bekirow przypomina, że olbrzymią grupę wciąż uwięzionych w Rosji stanowią Krymscy Tatarzy, a polska inicjatywa przypomina o wciąż uwięzionych.

Jak zaznacza: Po pierwsze szczególne znaczenie ma to dla tych, którzy pozostali tam. To miejsce płaszczyzna, gdzie możemy mówić, jakie mamy problemy, co nas martwi. Możemy zwracać się z prośbami do społeczeństwa. Byłoby bardzo dobrze, jakby takie spotkania odbywały się częściej.

Stanisław Kozluk opowiada o dwóch kategoriach więźniów, którzy znajdują się na terytorium Rosji i okupowanego Krymu oraz Donbasu.

Pierwsza kategoria to więźniowie polityczni jest ich ok. 80-110, druga zaś grupa to więźniowie, jeńcy, którzy znajdują się na terenie okupowanego Donbasu, jest to liczba ok. 200 osób – mówi gość Pawła Bobołowicza.

Jak dodaje: Przede wszystkim najwięcej sprawa Rosja wszczynała przeciwko tatarom krymskim, ale niedawno powróciły też sprawy z zarzutem prowadzenia wojny agresywnej. Szczególnie zagrożeni są Ukraińcy, którzy mają obywatelstwo innych krajów. Ministerstwo Sprawiedliwości probuje znaleźć jakieś rozwiązanie, ale twierdzi, że na Federacje Rosyjską nie ma gotowych recept.

Serhij Tomilenko mówi o spotkaniu w Parlamencie, którego tematem było bezpieczeństwo dziennikarzy. Jak mówi: To spotkanie odbyło się po 2-letnim okresie walki. 

Sergiej Tomilenko podkreśla, że dziennikarze chcą, aby widoczne były postępy w obszarze dziennikarskim.

„Tutaj akcent stawiamy na te sprawy, które nadal nie zostały rozstrzygnięte. Domagamy się sprawiedliwości. Wielkim plusem było to, że powołano funkcjonariuszy wysokiego szczebla, którzy będą składali raporty z postępów tej sprawy” – opowiada.

Dziennikarze dostają wielkie wsparcie od organizacji międzynarodowych, współdziała z nami misja monitoringowa ONZ, dostaje wsparcie od międzynarodowej rady dziennikarz.

Donald Trump / Fot. Sgt. Amber Smith / CC 3.0

Żanna Bezpiatczuk przygląda się sprawie kolejnych wątków sprawy Trump-Załenski. Gość opowiada o kongresie, w którym padły słowa o pomocy wojskowej i wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Stanach Zjednoczonych.

„Jeśli Ukraina chciała otrzymać pomoc wojskową to musiała wszczynać śledztwo przeciwko firmie Burisma Holdings. Jest to nieporozumienie, gdyż śledztwo prowadzone było jedynie przeciwko jej właścicieli” – mówi gość „Programu Wschodniego”.

Kijów i Ukraina nie posiadają żadnej odpowiedzi. Zdecydowały się milczeć, gdyż nie chcą zostać narzędziem polityki Stanów Zjednoczonych, a także nie chcą zostać wykorzystane przez Donalda Trumpa.


Posłuchaj całego „Programu Wschodniego” już teraz!


 

W. Jankowski o obchodach rocznicy Rzezi wołyńskiej: Żądamy prawdy, gdy mówimy o przeszłości [WIDEO]

Relacja Wojciecha Jankowskiego z 76 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu. Czy uda się uzyskać zgodę na ekshumację ofiar?

Wojciech Jankowski obecny niedawno na Polsko-Ukraińskich obchodach 76 rocznicy ludobójstwa na Wołyniu, nawiązuje do krwawej niedzieli 11 lipca 1943 roku, która była, punktem kulminacyjnym rzezi wołyńskiej.  Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów Stepana Bandery dokonała wtedy masowej eksterminacji polskiej ludności cywilnej. Wczoraj w Łucku odbyła się uroczysta msza święta, po której uczestnicy przejechali do Janowej Doliny, w której w ramach akcji UPA wymordowano ponad 600 polaków.

O randze samej uroczystości może, opowiedzieć nam lista gości, na której znalazła się wicemarszałek sejmu Małgorzata Gosiewska, wicemarszałek senatu, wiceminister MSZ, ambasador Rzeczypospolitej w Kijowie i wielu, wielu innych. Natomiast ze strony Ukraińskiej obecni byli przedstawiciele władz lokalnych oraz część miejscowej ludności.

Podczas uroczystości zaakcentowano wszystkie ważne kwestie tj. pamięć o pomordowanych, kto i z jakich przyczyn jest odpowiedzialny za to ludobójstwo oraz podkreślono odwagę  uczciwych mieszkańców Ukrainy, którzy narażając swoje życie, ratowali  polskich sąsiadów. W przemówieniach wielu najważniejszych polityków mogliśmy usłyszeć apel o zezwolenie na ekshumację i prace poszukiwawcze ofiar rzezi, które od dwóch lat jest blokowane.

Wojciech Jankowski udostępnia również słuchaczom fragment przemówienia Małgorzaty Gosiewskiej:

I tak miejsce, które mogło być symbolem rozwoju, stało się jedną z setek mogił.

M. Gosiewska zaznacza, że podczas tych okrutnych mordów nie zważano na wiek i płeć ofiar, część z nich została żywcem spalona, a zbrodni dokonano przy bezczynności niemieckiego garnizonu:

Po latach powracamy pamięcią do tych dni z niezmiennie wielkim bólem, bo wiemy, że ofiary wciąż pogrzebane są w bezimiennych mogiłach, a wiele miejsc pochówku pozostaje nieodnalezionych.

Wicemarszałek sejmu podkreśla, że nikt dziś nie obarcza winą współczesnego Państwa Ukraińskiego, z którym Polska chętnie współpracuje na arenie międzynarodowej i wzajemnie się wspiera, szczególne w walce przeciwko rosyjskiej agresji:

Tak jak i w bieżącej polityce, tak i w relacjach historychnych fundamentem naszego postępowania musi być prawda.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.M.K./M.K.

O Jedwabne, O Jedwabne – reportaż z uroczystości rocznicowych niemieckich mordów Żydów w Jedwabnem na Podlasiu

Ciepłe lipcowe popołudnie. Wychodzę z automobilu po żmudnej trasie z Warszawy przez Łomżę do Jedwabnego i napełniam płuca zdrowym wiejskim powietrzem. –

Przepraszam, że tu tak śmierdzi, ale Duńczycy postawili tutaj wielką fermę świń i nie da się oddychać – tłumaczyła gospodyni, skąd wziął się zwierzęcy odór, nie mający nic wspólnego ze „wsią spokojną, wsią wesołą”. No cóż, mieszczucha można łatwo oszukać, a nietutejszy z marszu nie wejdzie w sieć lokalnych układów, relacji i miejscową nieufną duszę. Tym bardziej, że ta ziemia od wieków jest zasiedziała przez dumną szlachtę zagrodową, która nie szczędziła swych synów i ofiar dla Ojczyzny. Tak było za cara, który próbował zredukować polską szlachtę, lecz w Łomżyńskiem okazało się to niewykonalne inaczej niż przez stryczek czy kibitkę.

We Wrześniu drugiego dnia kampanii Niemcy zajęli miasteczko, które w październiku przekazali Sowietom w ramach korekty paktu Ribbentrop-Mołotow, i nad Jedwabnem zawisło jarzmo czerwonej niewoli. Jednak już wiosną 1940 roku w okolicy powstał oddział polskiej partyzantki zmagającej się w beznadziejnej sytuacji (wszak oficjalnej wojny z Sowietem nie było) z okupantem, co NKWD wykorzystało do eliminacji lokalnej elity – która, zdaniem Grossa, mogłaby powstrzymać motłoch przed pogromem. Oczywiście Gross marginalizuje drażliwy temat okupacji sowieckiej w Łomżyńskiem, jak i na terenach wschodniej Polski. Dlaczego? Czyżby jawna kolaboracja części Żydów z najeźdźcą była przyczyną pogromów latem 1941 roku w pasie od Bałtyku do Morza Czarnego zajętym przez Sowietów w latach 1939–1940? Sławetny reportaż telewizyjny Agnieszki Arnold wskazywał jednak inne źródło zła – była to endecja, a przecież w nieodległym Drozdowie w styczniu 1939 roku umarł Roman Dmowski – przypominał narrator programu. Wiadomo, że są środowiska żydowskie, które nigdy nie darują Dmowskiemu tego, że ich przechytrzył i zdobył bardzo wiele dla Polski na salonach światowych. Dodatkowo myśl Dmowskiego – mniej romantyzmu, więcej pozytywizmu i niech Polacy zdominują przestrzeń gospodarczą w swoim kraju – była sprzeczna z żywotnymi żydowskimi interesami, które przedwojenni otwarcie nazywali jako „pasożytnicze” na polskim organizmie narodowym. A jak Żydzi przyjęli powstawanie Polski i jej wojny o granicę? Zdecydowanie wrogo! Zarówno w Wilnie, Białymstoku, jak i we Lwowie miejscowi Żydzi przyłączali się do oddziałów bolszewickich/litewskich/ukraińskich, ponieważ wiedzieli, że w tych młodych organizmach pozbawionych rodzimej inteligencji to oni będą tą niezbędną warstwą kierowniczą, co byłoby utrudnione w Polsce. I to właśnie sympatie narodowe, a nie jawna kolaboracja Żydów z bolszewikami miała doprowadzić do pogromu 10 lipca, powtarzają zgodnie Gross i Arnold.
Po zakwaterowaniu w pokoju nad jedynym okolicznym barem, poznaję autora książki „O Jedwabne, Jedwabne”, Tadeusza Mocarskiego. Mocarski, syn tej ziemi, urodził się już po zagładzie miejscowych Żydów, ale zebrał relacje rodzinne i miał talent oraz odwagę cywilną, żeby to opublikować, a o jego pracy prof. Chodakiewicz wyraził się, że jest najlepszą pozycją nienaukową o Jedwabnem. – Kluczową postacią dla wydarzeń z 10 lipca jest Karol Badroń, żandarm za okupacji niemieckiej. Badroń, co ciekawe, przyjechał w te okolice w 1935 roku ze Śląska Cieszyńskiego za pracą. I to już jest poważny znak zapytania, albowiem kto przyjeżdża z bogatego i uprzemysłowionego Śląska na biedę podlaską z żoną i pięciorgiem dzieci – zastanawia się pisarz. – Przed wojną on tu się kręcił po okolicy i naprawiał różne rzeczy – głównie zegarki, ponieważ nie było tu wiele mechaniki, praca była raczej oparta na sile mięśni a nie technologii. No i Badroń tak się kręcił po okolicy, ale dopiero wojna zweryfikowała, dlaczego on tu się sprowadził i dlaczego kursował na linii Jedwabne–Wizna, pod którą wiosną 1939 zaczęto robić fortyfikacje. Proszę pamiętać, że to była okolica nadgraniczna, do Prus tu jest kilka wiorst, a przez Wizne prowadzi trasa na Brześć – kluczowy punkt strategiczny. Czy informacje zebrane przez Badronia przydały się Guderianowi, który początkowo bezskutecznie, z furią szturmował Wizne we Wrześniu? Nie wiem, ale historia przypisała Badroniowi inną rolę.

(…)
Najsłynniejsze w świecie podlaskie miasteczko budzi się w niedzielny poranek do życia. Mieszkańcy, świątecznie odziani, bez zainteresowania obserwują przejeżdżające przez rynek samochody ekip największych telewizji w kraju, udając się do kościoła na mszę. Do tego kościoła, który za okupacji sowieckiej miejscowy żydowski komunistyczny element chciał przerobić na publiczny wychodek i wypróżniali się nań.Jak wspominali świadkowie tych czasów, Żydzi na ulicach krzyczeli, drwiąc: „wasza Polska zdechła i nigdy jej nie będzie!”, albo: „chcieliście Polski bez Żydów, to macie Żydów bez Polski!”. Feralnego 10 lipca, zdaniem duetu Gross i Arnold, drzwi kościoła były zamknięte dla Żydów, a i interwencje u biskupa łomżyńskiego okazały się nieskuteczne. Jerzy Robert Nowak w swojej książce „100 kłamstw Grossa o żydowskich Sąsiadach i Jedwabnem” z oburzeniem nazywa kłamstwem rzekomą bezczynność hierarchii kościelnej. Zachowały się listy biskupa z apelami do władz niemieckich o zostawienie Żydów, a miejscowy proboszcz Kebliński wstawiał się u Niemców za Żydami, aż rozwścieczeni najeźdźcy zagrozili mu śmiercią. Byłby to drugi z rzędu jedwabieński proboszcz zamordowany przez okupantów, albowiem poprzedni, ks. Marian Szumowski, został rozstrzelany przez NKWD w Mińsku – przypomina publicysta w swojej książce, która wyszła w niskim nakładzie, bez promocji i bez tłumaczeń na języki obce.
Po drugiej mszy porannej ksiądz proboszcz Jerzy Dembiński zatrzymał wiernych. Jest petycja o ponowną ekshumację ofiar pogromu niemieckiego. – Apeluję do was, abyście ją podpisywali. Jest mi wstyd za was, że do tej pory nie podpisaliście i że ktoś spoza naszej gminy bardziej dba o nasz interes niż my sami. A przecież bycie Polakiem to obowiązki, tym bardziej należy wymagać od katolika, aby żył w prawdzie – mocne słowa proboszcza zmobilizowały wiernych do składania podpisów, a ja, słysząc je, oniemiałem z zachwytu. Szkoda, że ambona jest tak rzadko wykorzystywana do przekazów prostych, wyrazistych i tak pożytecznych. Następnie okrążyłem raz jeszcze placyk, już zagospodarowywany przez miejscowy element. – No bo co tu robić? Pracy nie ma, jak jest, to za grosze, a i tak wolą posprowadzać Ukraińców – marudzą moi rozmówcy na placyku.

(…)
Kręciłem się wokół miejsca, które niby ma odgradzać obelisk, ale w potocznej narracji ma oddawać wielkość stodoły, w której rzekomo Polacy spalili 1600 Żydów. Oczywiście gołym okiem widać absurd tego oskarżenia – stodoła tej wielkości nie mogła należeć do zwykłego chłopa, a ile benzyny trzeba by było zużyć, żeby to podpalić. Poza tym 1600 osób zostało zagnanych na śmierć przez… 20 (skazanych przez władzę ludową, z tego tylko 1 wyrok śmierci) nieuzbrojonych w broń palną zbirów? Główny odpowiedzialny, Karol Bardoń, volksdeutsch, agent niemiecki, choć ułaskawiony przez Bieruta, zmarł w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach w łomżyńskim więzieniu.
Pod jednym z narożników usiadł świadek historii. – My uciekalim z Wizny, bo całe miasto Niemcy spalili w trakcie walki z Sowietami – mówi opalony starszy jegomość z mocnym hebrajskim akcentem. – Na drodze tu, do Jedwabnego, powiedzieli nam, żebyśmy tam nie szli, bo tam palą Żydów. Kto ich palił, czy Polacy czy Niemcy ? – rozkłada ręce z niewiedzy. – Kiedy pierwszy raz tutaj wróciłem? Kiedyście przegnali komunistów – mówi z nieukrywaną radością wesoły staruszek. Opowieść tłumaczyła dla szwedzkich reportażystów z hebrajskiego na angielski córka jegomościa. – Tutaj jest miejsce, w którym Polacy zamordowali 1600 Żydów. Oczywiście byli też dobrzy Polacy, którzy ratowali nas – relacjonowała, jej zdaniem prawdę, przed kamerą.