Ekologia Ameryki Łacińskiej: rośliny, które leczą

Doris i Marek Witkowscy

Rdzenni mieszkańcy Ameryki Łacińskiej z szacunkiem odnoszą się do przyrody. Bowiem ona odżywia, ubiera i służy za budulec. Dzisiaj w República Latina opowiemy zaś o roślinach, które leczą.

Istnieją rośliny, które żywią, „ubierają”, czy które służą za materiał do budowy domów. Ale istnieją również rośliny które leczą.

Rdzenni mieszkańcy Ameryki Łacińskiej od wieków żyją w zgodzie z przyrodą. Ponieważ to od niej otrzymują wszelkie potrzebne do życia surowce. I to właśnie rdzenna ludność wielu krajów Ameryki Łacińskiej należy do najgorliwszych obrońców środowiska naturalnego.

W dzisiejszym wydaniu República Latina opowiemy sobie o tym, jak rdzenna ludność radziła sobie ze wszelkimi chorobami. Przedstawimy rośliny, które leczą. Jednym słowem rośliny, które pomagały i pomagają Indianom na rozmaite przypadłości. Co więcej, są to rośliny, które niejednokrotnie pomagają w leczeniu chorób będących problemem dla współczesnego świata.

Nasi dzisiejsi goście: polsko – peruwiańskie małżeństwo: Doris López de Witkowski oraz Marek Witkowski od wielu lat promują kulturę regionu państw andyjskich. Jednym z ich ostatnich projektów jest Incapharma: firma zajmująca się produkcją preparatów opartych na wyciągach z roślin południowoamerykańskich.

Razem z naszymi gośćmi porozmawiamy o historii ich zainteresowania medycyną ludową Ameryki Łacińskiej. Zapytamy też o to, jak ludy rdzenne Ameryki Łacińskiej dowiedziały się o leczniczych właściwościach poszczególnych roślin. Nasi goście opowiedzą też na jakie choroby pomagają promowane przez nich preparaty. I wreszcie spróbujemy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy suplementacja za pomocą preparatów z roślin może zastąpić leczenie oficjalnie zarejestrowanymi lekami, czy też czy jest ona uzupełnieniem tradycyjnego leczenia. Dotkniemy również problemu ekologii i ochrony przyrody: czy niszczycielska działalność człowieka może mieć wpływ na przyszłość medycyny?

Na medyczno – ekologiczne rozważania zapraszamy już dziś o godz. 22H00!

Argentyna: znana i nieznana (cz. II)

W najbliższej audycji powracamy do Argentyny: tym razem opowiemy sobie o jej północnej i środkowej części. Opowiemy również o uhonorowaniu tego kraju nagrodą turystyczną World Travel Awards

Argentyna z pewnością jest jednym z najciekawszych turystycznie krajów Ameryki Południowej.

Jej walory turystyczne doceniono jedną z tegorocznych nagród World Travel Awards, w branży turystycznej znanych jako „turystyczne Oscary”. Argentyna zdobyła tę nagrodę w kategorii „wiodącej destynacji turystycznej”. Warto również wspomnieć, że i zachodniego sąsiada Argentyny, Chile, uhonorowano nagrodą WTA. Kraj ten został laureatem w kategorii „wiodącymi kierunek turystyki wyprawowej”. Zaś o samym wydarzeniu więcej informacji znaleźć można pod tym adresem.

W najbliższym wydaniu República Latina powrócimy do Argentyny, o której rozmawialiśmy dwa tygodnie temu. Razem z naszymi gośćmi: Pawłem Hammerem oraz Tomkiem Bombą opowiemy sobie o tegorocznym laureacie nagrody World Travel Awards. Odpowiemy również na pytanie, dlaczego to właśnie Argentyna zasłużyła na tę nagrodę. Przeniesiemy się także na północ i do centrum Argentyny. Choć jest to fragment kraju nieco mniej znany podróżnikom, niż Patagonia, czy Buenos Aires, nie można jednak powiedzieć, by nie warto było się do niego wybrać. W naszej audycji przedstawimy najciekawsze miejsca tej części Argentyny.

A ponieważ Wszystkich Świętych i Dzień Zmarłych już za pasem, odpowiemy sobie na pytanie, czy Argentyńczycy świętują Día de los Muertos, a jeśli tak, to w jakim sposób. Razem z naszymi gośćmi spróbujemy również oprowadzić Słuchaczy po najpiękniejszym cmentarzu obydwu Ameryk.

Na drugą część radiowej podróży po Argentynie zapraszamy w niedzielę, 31 października, jak zwykle o godz. 22H00!

Argentyna: znana i nieznana (cz. I)

Czy warto wybrać się do Argentyny? Z pewnością tak! Zapraszamy na pierwszą część subiektywnego przewodnika po tym interesującym południowoamerykańskim państwie!

Na krótkie szare jesienne i zimowe dni dobrze zmienić otoczenie. Na przykład na latynoamerykańskie.

Ciekawą propozycją może być Argentyna, która już 1-go listopada otwiera swoje granice dla zagranicznych turystów. Argentyna bowiem to nie tylko Buenos Aires oraz imponujące lodowce Patagonii. To również ogrom innych wspaniałych atrakcji.

Jakich?

O tym opowiedzą nam nasi dwaj goście, specjalizujący się w wyprawach do tego wspaniałego kraju: Tomek Bomba, od kilkunastu lat mieszkający na terenach między ujściem La Platy i Andami oraz Paweł Hammer organizujący wyjazdy „szyte na miarę” w najbardziej egzotyczne zakątki świata.

Zapraszamy już dziś o godz. 22H00!

Kiedy topnieją lodowce: ocieplenie klimatu w Perú / Cuando se deshielan los glaciales: el calentamiento global en Perú

Ocieplenie klimatu powoduje szybki proces topnienia andyjskich lodowców. O samym procesie i jego tragicznych skutkach dla środowiska naturalnego i społeczeństwa Perú opowiemy w dzisiejszej audycji

Globalne ocieplenie klimatu przeciętnemu zjadaczowi chleba między Bugiem a Odrą niewiele mówi. Wspomina się jedynie o tym, że być może kiedyś  nad Bałtykiem zaczną rosnąć palmy, a Polska stanie się turystyczną mekką.

A jednak są i takie miejsca na Ziemi, gdzie ocieplenie klimatu stało się przekleństwem. Do takich miejsc z pewnością należy wiele rejonów Ameryki Łacińskiej, gdzie zmiany klimatu oddziałują na środowisko naturalne i życie człowieka. Jednym z nich są Andy, będące jednym z najwyższych łańcuchów górskich na Ziemi. Jednym ze skutków, jakie niesie ocieplenie klimatu jest gwałtowne topnienie lodowców wysokogórskich. Szacuje się, że od lat 70-tych XX wieku ubyć mogła aż połowa lodu pokrywającego andyjskie szczyty.

Przede wszystkim andyjskie lodowce są żródłem wody setek dla milionów ludzi. I to nie tylko osób zamieszkujących andyjskie doliny, zasilane wodą płynącą z górskich szczytów. Andy są też źródłem Amazonki – jednej z najważniejszych rzek na całej kuli ziemskiej. Na jej wodach opiera się środowisko naturalne olbrzymiej części Ameryki Południowej. Choć początkowo szybko topniejący lód oznaczał lepsze zaopatrzenie w wodę w górskich strumieniach. Z czasem jednak jego skutkiem stało się wyschnięcie koryt rzecznych. Jego konsekwencją jest zaburzenie gospodarki rolniczej człowieka: przede wszystkim brak możliwości nawodnienia pól uprawnych. Oznacza to głód i konieczność migracji w inne miejsca, a co za tym idzie również porzucenie dotychczasowych tradycji i kultury.

Krajem w ogromnej mierze dotkniętym procesem topnienia wysokogórskich lodowców jest Perú. Na pierwszy rzut oka skutki tego procesu ekologicznego nie są widoczne w tym kraju. Mimo to ocieplenie klimatu stało się początkiem życiowego dramatu tysięcy ludzi. Ludzi, którzy musieli porzucić swoje dotychczasowe ziemie i przenieść się przede wszystkim do większych miast, gdzie zasilają szeregi wielkomiejskiej biedoty.

O skutkach, ocieplenia klimatu oraz topnienia lodowców na życie Peruwiańczyków opowie nasz dzisiejszy gość, pochodzący z Perú Diego Amado Olivas. W rozmowie ze Zbyszkiem Dąbrowskim nasz gość opowie również, jak zmieniło się środowisko naturalne jego kraju na skutek zmian klimatu. Nie omieszkamy zapytać naszego gościa również i o to, czy rząd Perú oraz społeczność międzynarodowa robią cokolwiek, aby zapobiec temu zjawisku, czy też czy bezsilnie przyglądają się topniejącym lodowcom na andyjskich szczytach, smaganych skrzydłem kondora.

Na peruwiańsko – ekologiczne rozmowy zapraszamy w najbliższy poniedziałek, 19 listopada, o godz. 20H00!

¡República Latina – pozytywnie ocieplamy klimat!

Resumen en castellano:

El calentamiento global es un proceso activo en todo el Mundo. También en América Latina se nota muchos de sus efectos. Uno de ellos es el deshielo de los glaciales en los Andes. Se estima que dentro de los últimos 40 años se ha podido desaparecer casi la mitad de la superficie de los glaciales andinos. Los glaciales andinos que son la fuente del agua para millones de personas. No sólo las que viven en las montañas, sino también en las cuencas de varios Ríos: entre otros Amazonas. El deshielo de los glaciales significa también la falta del agua en los arroyos. El mismo agua, que la población de los pueblos de las montañas usa para irrigar la tierra. Falta del agua significa el hambre y la necesidad de dejar las tierras patrias y migrar para otros lugares.

Uno de los países afectados por el calentamiento y deshielo de los glaciales es Perú. Todo este proceso significa una tragedia para miles de personas, que tenían que dejar sus tierras y moverse para las ciudades grandes (e.g. a Lima), donde se metieron en los grupos de la pobreza urbana.

Sobre el calentamiento global, el deshielo de glaciales y sus efectos en el pueblo peruano vamos a hablar con Diego Amado Olivas. Con nuestro invitado vamos a hablar también sobre los cambios del ambiente natural de Perú y le preguntamos de que hace el gobierno peruano y la comunidad internacional para parar este fenómeno negativo.

Les invitamos para escucharnos el lunes, 19 de noviembre, ahora a las 20H00!

Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Machu Picchu – Inkaska placówka badawcza na szczytach Andów

Miasto zbudowano od szczytu, najpierw umacniając zbocze tarasami, potem dopiero stawiając budynki. Hiszpanie nie odkryli Machu Picchu, gdyż zostało ono porzucone – specjalnie po to, by je ukryć.

No to wracam do wyprawy po Peru. Do Cuzco dojechałem z przygodami. Dość powiedzieć, że na Machu Picchu wybrałem się, mając tylko tyle ubrań, ile na sobie. Na dwudniową wyprawę w dosyć chłodnych górach. Życie ratowało mi poncho, nieodłączny towarzysz podróży autobusem.

Opcje wycieczki do Machu Picchu

Wycieczki z Cuzco można kupić… cóż, od stu dolarów. Właściwie wszystko powyżej, do tysiąca, jest możliwą opcją. Wersja podstawowa to około 100-200$. W cenie sześciogodzinna (w jedną stronę) podróż busikiem, nocleg, trochę jedzenia i bilet na Machu Picchu z przewodnikiem. No i dwie godziny marszu po torach w jedną stronę, kolejnego dnia podobny powrót. Nie żałuję ani centa.

Jeśli masz większy budżet, za 300-600 dolarów możesz kupić wycieczkę luksusowym pociągiem. Wygląda komfortowo i podobno dobrze karmią. I nie musisz maszerować po torach. Wszystko ma swoją cenę.

Istnieje też opcja organizacji wycieczki samemu. Bilet na busa do hydroelektrowni, z której idzie się do Aguas Calientes, kosztuje w dwie strony ok. 50 soli, hotel podobnie. Do tego 120 soli za wejście do Machu Picchu. Nie znam kosztu przewodnika, ale zapewne mieści się w kwocie 50-100 soli. Do tego jedzenie. Kolejne 50 soli. Czyli wychodzi około stu dolarów. Można zorganizować tanią wycieczkę. Ale w sumie sporo z tym zabawy w porównaniu do tych oferowanych przez dziesiątki biur w Cuzco.

Współtowarzysze

Na busa czekałem w hostelu w Cuzco razem z Hectorem i Valery, dziadkiem i wnuczką. Hector urodził się i wychował w Cuzco, ale od wielu lat mieszka w Limie. Chciał pokazać wnuczce dziedzictwo kulturowe Peru, bardzo często nieznane jego mieszkańcom.

Na pokładzie wspaniałego środka transportu, w którym przyszło mi męczyć się przez jakieś sześć godzin, zaprzyjaźniłem się z Rodrigiem, Hiszpanem. Potem szliśmy razem od elektrowni wodnej wzdłuż torów do Aguas Calientes. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Francuza, którego imienia żaden z nas nie zapamiętał. Francuz podróżuje po Ameryce Południowej na rowerze, chociaż tutaj akurat był pieszo. Tak więc poszliśmy do miasteczka.

 

Most kolejowy na szlaku z hydroelektrowni

Na andyjskich Krupówkach

Aguas Calientes to miasteczko położone u stóp góry, na której znajduje się Machu Picchu. Ściśle turystyczne. Całe wygląda jak Krupówki w Zakopanem w szczycie sezonu. Składa się z restauracji, hoteli i sklepów z pamiątkami. Są tam też, jak wskazuje nazwa, gorące źródła i baseny, ale miałem napięty harmonogram, więc nie skorzystałem.

 

Aguas Calientes wita turystów

Wieczorem spotkałem znowu Hectora i Valery na kolacji. Zaprosili mnie, żebym z nimi usiadł. Hector opowiedział mi trochę o swoim życiu, był też ciekawy mojego. Pochwalił się, że zna język keczua – ten, którym posługiwali się Inkowie. Indianie mówią nim do dziś. Hector stwierdził, że w brzmieniu przypomina mu rosyjski – ten miał zaś okazję usłyszeć, gdy pracował w Stanach Zjednoczonych w mocno międzynarodowym towarzystwie.

Tysiące stopni

Następnego dnia nie miałem szansy skorzystać z uroków hotelu, mimo że był to najwyższy standard, w jakim spałem od początku mojego pobytu w Ameryce Południowej. Bardzo czysty, ciepły, z wygodnym łóżkiem i ciepłą wodą w prysznicu. O piątej byłem już na szlaku – przewodnik miał czekać na nas o szóstej trzydzieści, jak to sam ujął „czasu inkaskiego, nie latynoskiego”. Znaczy punktualnie.

 

Godzina piąta rano

Ja nie byłem punktualny. Pokonały mnie schody. Część z nich oryginalna, inkaska. Nie liczyłem stopni, ale ciągną się przez ok 1,2 km, a czas ich przejścia to godzina. Tyle mi to zajęło, spóźniłem się jakieś trzy minuty. Dogoniłem grupę zaraz po wejściu. Ale nie byłem ostatni. Hector i Valery przyszli jeszcze później i ostatecznie nie spotkałem ich aż do popołudniowego powrotu do Cuzco.

Inkaski uniwersytet

Machu Picchu… Cóż, co ja mam o tym gadać. Najpierw krótka synteza ciekawostek, potem zdjęcia – niech mówią za siebie.

Miasto nie było zasiedlone w regularny sposób. Stanowiło rodzaj placówki badawczej, w której mieszkańcy przebywali po pół roku. Król odwiedzał je raz, dwa razy do roku. Kobiety i mężczyźni mieszkali oddzielnie, w innych częściach miasta i zajmowali się różnymi rzeczami – tworzyli nowe odmiany kukurydzy i ziemniaków, badali ruch ciał niebieskich, hodowali lamy i alpaki, zioła. Miasto zbudowano od szczytu, najpierw umacniając zbocze tarasami, potem dopiero stawiając budynki. Hiszpanie nie odkryli Machu Picchu, gdyż zostało ono porzucone – specjalnie po to, by je ukryć.

 

Machu Picchu z rana tonęło we mgle. Potem w sumie też, ale trochę się przejaśniło
„Rób zdjęcia mnie, nie tym kamieniom”
Miasto we mgle
Domy
Na tę górę można wejść. Mnie się nie chciało. I tak pogoda nie obiecywała widoków
Widok z Machu Picchu
Główny plac
To jest forma kalendarza – określa datę na podstawie długości cienia
Ta druga strona zbocza – rzadziej pokazywana

Po więcej wpisów z Ameryki Południowej zapraszam na mojego bloga Spod kapeluszastronę na Facebooku o tej samej nazwie.