Piotr Mateusz Bobołowicz / Spod Kapelusza / Machu Picchu – Inkaska placówka badawcza na szczytach Andów

Miasto zbudowano od szczytu, najpierw umacniając zbocze tarasami, potem dopiero stawiając budynki. Hiszpanie nie odkryli Machu Picchu, gdyż zostało ono porzucone – specjalnie po to, by je ukryć.

No to wracam do wyprawy po Peru. Do Cuzco dojechałem z przygodami. Dość powiedzieć, że na Machu Picchu wybrałem się, mając tylko tyle ubrań, ile na sobie. Na dwudniową wyprawę w dosyć chłodnych górach. Życie ratowało mi poncho, nieodłączny towarzysz podróży autobusem.

Opcje wycieczki do Machu Picchu

Wycieczki z Cuzco można kupić… cóż, od stu dolarów. Właściwie wszystko powyżej, do tysiąca, jest możliwą opcją. Wersja podstawowa to około 100-200$. W cenie sześciogodzinna (w jedną stronę) podróż busikiem, nocleg, trochę jedzenia i bilet na Machu Picchu z przewodnikiem. No i dwie godziny marszu po torach w jedną stronę, kolejnego dnia podobny powrót. Nie żałuję ani centa.

Jeśli masz większy budżet, za 300-600 dolarów możesz kupić wycieczkę luksusowym pociągiem. Wygląda komfortowo i podobno dobrze karmią. I nie musisz maszerować po torach. Wszystko ma swoją cenę.

Istnieje też opcja organizacji wycieczki samemu. Bilet na busa do hydroelektrowni, z której idzie się do Aguas Calientes, kosztuje w dwie strony ok. 50 soli, hotel podobnie. Do tego 120 soli za wejście do Machu Picchu. Nie znam kosztu przewodnika, ale zapewne mieści się w kwocie 50-100 soli. Do tego jedzenie. Kolejne 50 soli. Czyli wychodzi około stu dolarów. Można zorganizować tanią wycieczkę. Ale w sumie sporo z tym zabawy w porównaniu do tych oferowanych przez dziesiątki biur w Cuzco.

Współtowarzysze

Na busa czekałem w hostelu w Cuzco razem z Hectorem i Valery, dziadkiem i wnuczką. Hector urodził się i wychował w Cuzco, ale od wielu lat mieszka w Limie. Chciał pokazać wnuczce dziedzictwo kulturowe Peru, bardzo często nieznane jego mieszkańcom.

Na pokładzie wspaniałego środka transportu, w którym przyszło mi męczyć się przez jakieś sześć godzin, zaprzyjaźniłem się z Rodrigiem, Hiszpanem. Potem szliśmy razem od elektrowni wodnej wzdłuż torów do Aguas Calientes. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Francuza, którego imienia żaden z nas nie zapamiętał. Francuz podróżuje po Ameryce Południowej na rowerze, chociaż tutaj akurat był pieszo. Tak więc poszliśmy do miasteczka.

 

Most kolejowy na szlaku z hydroelektrowni

Na andyjskich Krupówkach

Aguas Calientes to miasteczko położone u stóp góry, na której znajduje się Machu Picchu. Ściśle turystyczne. Całe wygląda jak Krupówki w Zakopanem w szczycie sezonu. Składa się z restauracji, hoteli i sklepów z pamiątkami. Są tam też, jak wskazuje nazwa, gorące źródła i baseny, ale miałem napięty harmonogram, więc nie skorzystałem.

 

Aguas Calientes wita turystów

Wieczorem spotkałem znowu Hectora i Valery na kolacji. Zaprosili mnie, żebym z nimi usiadł. Hector opowiedział mi trochę o swoim życiu, był też ciekawy mojego. Pochwalił się, że zna język keczua – ten, którym posługiwali się Inkowie. Indianie mówią nim do dziś. Hector stwierdził, że w brzmieniu przypomina mu rosyjski – ten miał zaś okazję usłyszeć, gdy pracował w Stanach Zjednoczonych w mocno międzynarodowym towarzystwie.

Tysiące stopni

Następnego dnia nie miałem szansy skorzystać z uroków hotelu, mimo że był to najwyższy standard, w jakim spałem od początku mojego pobytu w Ameryce Południowej. Bardzo czysty, ciepły, z wygodnym łóżkiem i ciepłą wodą w prysznicu. O piątej byłem już na szlaku – przewodnik miał czekać na nas o szóstej trzydzieści, jak to sam ujął „czasu inkaskiego, nie latynoskiego”. Znaczy punktualnie.

 

Godzina piąta rano

Ja nie byłem punktualny. Pokonały mnie schody. Część z nich oryginalna, inkaska. Nie liczyłem stopni, ale ciągną się przez ok 1,2 km, a czas ich przejścia to godzina. Tyle mi to zajęło, spóźniłem się jakieś trzy minuty. Dogoniłem grupę zaraz po wejściu. Ale nie byłem ostatni. Hector i Valery przyszli jeszcze później i ostatecznie nie spotkałem ich aż do popołudniowego powrotu do Cuzco.

Inkaski uniwersytet

Machu Picchu… Cóż, co ja mam o tym gadać. Najpierw krótka synteza ciekawostek, potem zdjęcia – niech mówią za siebie.

Miasto nie było zasiedlone w regularny sposób. Stanowiło rodzaj placówki badawczej, w której mieszkańcy przebywali po pół roku. Król odwiedzał je raz, dwa razy do roku. Kobiety i mężczyźni mieszkali oddzielnie, w innych częściach miasta i zajmowali się różnymi rzeczami – tworzyli nowe odmiany kukurydzy i ziemniaków, badali ruch ciał niebieskich, hodowali lamy i alpaki, zioła. Miasto zbudowano od szczytu, najpierw umacniając zbocze tarasami, potem dopiero stawiając budynki. Hiszpanie nie odkryli Machu Picchu, gdyż zostało ono porzucone – specjalnie po to, by je ukryć.

 

Machu Picchu z rana tonęło we mgle. Potem w sumie też, ale trochę się przejaśniło
„Rób zdjęcia mnie, nie tym kamieniom”
Miasto we mgle
Domy
Na tę górę można wejść. Mnie się nie chciało. I tak pogoda nie obiecywała widoków
Widok z Machu Picchu
Główny plac
To jest forma kalendarza – określa datę na podstawie długości cienia
Ta druga strona zbocza – rzadziej pokazywana

Po więcej wpisów z Ameryki Południowej zapraszam na mojego bloga Spod kapeluszastronę na Facebooku o tej samej nazwie.

Komentarze