Wbrew traktatom przystąpiono do budowy Stanów Zjednoczonych Europy / Jadwiga Chmielowska, „Śląski Kurier WNET” 83/2021

Niebezpiecznym krokiem jest zgoda na zaciągnięcie wspólnej pożyczki przez UE. Będziemy spłacać pieniądze nawet przez nas niewykorzystane. Niestety obowiązuje nas uwarunkowanie od tzw. praworządności.

Jadwiga Chmielowska

Maj, słońce wysoko, dzień coraz dłuższy, zazieleniły się drzewa i krzewy. 100 lat temu, w nocy z 2 na 3 maja wybuchło zwycięskie III Powstanie Śląskie. Przemysłowa część Górnego Śląska znalazła się w granicach RP i pozwoliła na szybką industrializację całego kraju.

Aktywiści ruchu ślązakowskiego – czytaj śląskich Niemców – chcą zablokować budowę Pomnika Powstań Śląskich w Gliwicach.

„Gazeta Wyborcza” informuje o zbieraniu podpisów pod protestem: „Od poniedziałku gliwiczanie mogą się podpisywać pod petycją w sprawie zablokowania budowy Pomnika Powstań Polskich, który już powstaje na placu Krakowskim”. W 2017 r. radni wyrazili zgodę na budowę pomnika przez oddział Stowarzyszenia Pamięci Armii Krajowej. Miało to być miejsce patriotycznych uroczystości. „Radna Agnieszka Filipkowska z klubu radnych Koalicji Obywatelskiej twierdzi: (…) znów mamy na Górnym Śląsku próby ukazywania jednej części historii tego regionu” – czytamy w GW. I tak po 100 latach, dzięki Schlesierom, spór o polskość Górnego Śląska zdaje się znów żywy.

Liberalne rządy III RP doprowadziły do zamknięcia wielu śląskich hut i prywatyzacji największej Huty Katowice. Cena stali teraz poszybowała w górę. Można oczekiwać wzrostu kosztów branży budowlanej – budowy dróg, mostów, szlaków kolejowych i domów mieszkalnych, a także cen maszyn rolniczych i samochodów.

Dyskusje o dekarbonizacji toczą się niestety głównie wokół bezpieczeństwa socjalnego osób zatrudnionych w górnictwie, a mniej – bezpieczeństwa energetycznego kraju.

Błędem jest godzenie się na dyktat religii klimatycznej. Niemcy budują kopalnie węgla brunatnego na potrzeby elektrowni, a my likwidujemy jedyne bezpieczne pozyskiwanie energii. Ostatnia zima pozbawiła Szwecję i Teksas energii elektrycznej – zasypane śniegiem fotowoltaiki i oblodzone skrzydła wiatraków. O budowie elektrowni atomowej mówiono już w PRL pod koniec lat 70. Jak dotąd nie widać żadnych nowych, nieopartych na węglu, pewnych źródeł energii elektrycznej.

Niebezpiecznym krokiem jest też, moim zdaniem, zgoda na zaciągnięcie wspólnej pożyczki przez UE. Będziemy spłacać pieniądze nawet przez nas niewykorzystane. Niestety obowiązuje nas uwarunkowanie od tzw. praworządności. Wiele wskazuje na to, że przystąpiono wbrew traktatom do budowy federacyjnego państwa europejskiego – Stanów Zjednoczonych Europy. Obawiam się też, że pandemia i powszechny strach przed nią posłużą do budowania Nowego Ładu – współczesnej formy totalitaryzmu.

Niestety technika daje narzędzia do pełnej kontroli obywateli. Światowy lockdown uderzył w klasę średnią, gwaranta wolności obywatelskich.

Blokowane są informacje o starych lekach antywirusowych skutecznych w leczeniu covid-19, takich jak amantadyna. Media straszą obywateli, a nie informują, co wiemy o szerzącej się chorobie.

„Chińska restauracja w Vancouver zainstalowała kamery, które przekazują obraz do systemu oceny punktowej obywateli działającego w Chinach. Przed taką sytuacją ostrzegał już kanadyjski wywiad. Takie rozwiązania mają zostać zakazane w UE” – podał „The Epoch Times”. Menedżer Haidilao Hot Pot Ryan Pan przyznał, że w restauracji są kamery, wymóg chińskiej korporacji. „Obraz przesyłany jest do Chin w celu obserwowania i karania pracowników, którzy nie przestrzegają korporacyjnych standardów” (PAP).

Dziwią ciągłe nadzieje na zyski ze współpracy z Chinami, zamiast żądania odszkodowań za rozsianie po świecie wirusa.

Senat Teksasu jednogłośnie przyjął rezolucję potępiającą „straszliwą praktykę chińskiego komunistycznego reżimu grabieży od więźniów sumienia organów na przeszczepy”.

Walka z Kościołem ma na celu osamotnienie człowieka. Pozbawienie go wiary w Boga sprawia, że staje się bezbronny. Maj to miesiąc Maryi. Gromadźmy się przy kapliczkach na nabożeństwach majowych i nie zapominajmy o różańcu.

Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, znajduje się na s. 1 majowego „Kuriera WNET” nr 83/2021.

 


  • Majowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł wstępny Jadwigi Chmielowskiej, Redaktor Naczelnej „Śląskiego Kuriera WNET”, na s. 1 majowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 83/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Ks. Paś: liczne internetowe publikacje Państwa Islamskiego opisywały pandemię jako karę boską za to, jaki jest Zachód

Jak co wtorek, w „Kurierze w Samo Południe” przedstawiciele „Pomocy Kościołowi w Potrzebie” przybliżają słuchaczom najnowsze informacje związane m.in. ze światową społecznością Chrześcijan.

W najnowszym „Kurierze w Samo Południe” ks. dr Andrzej Paś opowiada m.in. o bieżącej działalności Papieskiego Stowarzyszenia „Pomoc Kościołowi w Potrzebie”. Rozmówca Jaśminy Nowak wskazuje, że trwająca pandemia koronawirusa odcisnęła swoje piętno na wielu lokalnych społecznościach chrześcijańskich na świecie:

Żadne wydarzenie we współczesnej historii nie wpłynęło tak na ludność świata jak pandemia Covid-19. Bez względu na rasę, kolor skóry czy wyznanie – pandemia dosłownie zdewastowała strukturę zdrowia publicznego i wstrząsnęła tradycyjnymi kanałami w gospodarce światowej i zarządzaniu. Często z głębokimi konsekwencjami dla Praw Człowieka, w tym prawa do wolności religijnej.

Ks. dr Andrzej Paś porusza temat coraz bardziej aktywnych w dobie pandemii organizacji terrorystycznych. Członkowie ugrupowań przestępczych wykorzystują m.in. spowodowane pandemią problemy władz centralnych do wzmożenia swoich działań w różnych regionach:

Kilka rządów afrykańskich, przytłoczonych pandemicznymi wyzwaniami, przesunęło siły wojskowe i siły bezpieczeństwa aby wesprzeć potrzeby opieki zdrowotnej. Szczególnie w pierwszych miesiącach grupy terrorystyczne, czyli dżihadyści wykorzystali rozproszoną uwagę rządów do nasilenia swoich ataków i umocnienia zdobyczy terytorialnych – relacjonuje gość Radia WNET.

Jak dodaje przedstawiciel „Pomocy Kościołowi w Potrzebie” organizacje terrorystyczne wykorzystują również strach przed pandemią, do manipulacji opinią publiczną i poszerzania swoich szeregów:

Pandemia została również wykorzystana przez ekstremistów do rekrutacji nowych członków. Liczne internetowe publikacje Al-Ka’idy i tzw. Państwa Islamskiego czy Boko Haram opisywało Covid-19 jako karę boską za to jaki jest Zachód, nazywając go „dekadenckim Zachodem”. Obiecywały odporność na wirusa, zapewniały dżihadystom miejsce w Raju.

Gość „Kuriera w Samo Południe” dotyka również tematu pandemicznych teorii spiskowych, które stanowią jedno ze źródeł dyskryminacji wielu mniejszości religijnych, nie tylko Chrtześcijan:

W Internecie mnożyły się teorie spiskowe twierdzące, że to Żydzi spowodowali pandemię. W Indiach takie same zarzuty kierowano do mniejszości muzułmańskiej. A w takich państwach jak Chiny, Niger, Turcja czy Egipt winą za Covid-19 obarczono Chrześcijan – mówi ks. dr Paś.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Jarosław Szczepankiewicz: Filipiny są dla Polski atrakcyjne nie tylko jako obszar turystyczny / „Kurier WNET” nr 82/2021

Najbardziej spektakularnym polskim produktem eksportowym okazał się śmigłowiec wielozadaniowy S-70i Black Hawk, wyprodukowanych przez Polskie Zakłady Lotnicze „Mielec”. Filipińczycy zakupili 16 sztuk.

Trzysta lat klasztoru i pięćdziesiąt Hollywood

Z Jarosławem Szczepankiewiczem, Chargé d’affaires ad interim Rzeczpospolitej Polski na Filipinach, rozmawia Krzysztof M. Załuski.

Krzysztof M. Załuski: Filipiny z prawie 106 mln mieszkańców, to duży rynek, chociaż mocno egzotyczny i chyba przez wiele lat przez Polskę niedoceniany. Rozumiem, że przywrócenie pełnych stosunków dyplomatycznych, świadczy o istotnym wzroście znaczenia polsko-filipińskich relacji., Jak obecnie przedstawiają się te relacje?

Jarosław Szczepankiewicz: Cieszę się, że mogę udzielić „Kurierowi WNET” tego wywiadu w nowo wybudowanym, bo ukończonym w 2020 r. biurze Ambasady RP w Manili. To dla mnie źródło ogromnej, osobistej satysfakcji. Zwłaszcza że po raz pierwszy w historii stosunków polsko-filipińskich Polska ustanowiła siedzibę przedstawicielstwa dyplomatycznego na Filipinach w pełnym wymiarze. Jako gospodarz tej placówki mogę śmiało powiedzieć, że biura są nie tylko funkcjonalne, nowoczesne i przestronne, lecz również reprezentacyjne i na swój sposób wysmakowane – wystrój wnętrz, nawiązujący do tradycji polskiego ruchu artystycznego zwanego unizmem, dodaje mu egzotycznego i estetycznego smaku.

Ponieważ na Filipinach od momentu uzyskania niepodległości w 1946 r. panowały bardzo silne antykomunistyczne nastroje, stosunki z Polską Ludową były ograniczone do minimum. Stan ten trwał do marca 1972 r., kiedy to prezydent Ferdynand Marcos wydał dekret zezwalający na bezpośrednie stosunki handlowe z państwami bloku komunistycznego. W kolejnym roku nastąpiło nawiązanie relacji dyplomatycznych ze wszystkimi państwami zdominowanymi przez ZSRR.

Przełomowy dla rozwoju polsko-filipińskich kontaktów był upadek komunizmu w 1989 r. Obecnie staramy się poprzez kompleksową promocję Polski szybko wypełnić lukę wizerunkową spowodowaną przez „żelazną kurtynę”, która przez prawie 45 lat uniemożliwiała nam wymianę dyplomatyczną, turystyczną i kulturową.

Nie mam wątpliwości, że budowanie pozytywnego wizerunku Polski i Polaków, naszych firm i produktów już w najbliższej przyszłości da obu naszym państwom znakomite efekty zarówno gospodarcze, jak i polityczne.

Wracając do Pańskiego pytania… Od momentu otwarcia Ambasady RP rozszerzamy dotychczasową bazę traktatową z Filipinami – finalizujemy umowę o współpracy w sektorze rolnictwa oraz umowę implementacyjną w sprawie zakupów uzbrojenia i sprzętu wojskowego, kontynuujemy także prace nad zawarciem umowy międzyrządowej o transferze osób skazanych. W toku jest również przeorganizowywanie i powiększanie sieci polskich konsulatów honorowych na Filipinach, co ma poprawić naszą skuteczność w udzielaniu pomocy Polakom w tym kraju. Przenieśliśmy już konsulat generalny honorowy z Manili do San Fernando (z jurysdykcją na Luzonie z wyłączeniem aglomeracji Metro Manila), organizujemy przeprowadzkę siedziby konsulatu honorowego na Mindanao z General Santos do Davao City, pracujemy też nad otwarciem konsulatu honorowego w Puerto Princesa na Palawanie. Bez zmian jurysdykcyjnych i siedziby funkcjonuje jedynie konsulat honorowy w Cebu City.

Całkowity produkt krajowy brutto naszego kraju jest niemal dwukrotnie wyższy od filipińskiego. Jeszcze większe dysproporcje widać przy porównywaniu PKB w ujęciu na osobę – różnica ta jest prawie pięciokrotna. Co Filipiny mogą nam zaproponować?

W Polsce rośnie zapotrzebowanie na filipińskich pracowników. Dzieje się tak przede wszystkim w związku z negatywnymi trendami demograficznymi, jakie obserwujemy w naszym kraju. Aby podtrzymać wysoki wzrost gospodarczy, polskie firmy potrzebują zagranicznej siły roboczej. I Filipiny mogą ją Polsce zapewnić.

Nawet w trakcie pandemii covid-19 obserwuję znaczący wzrost podań o wizy pracownicze, które Filipińczycy składają w naszym Wydziale Konsularnym i Polonii w Manili…

Ale przecież nie tylko o tanią siłę roboczą Polsce chodzi…

Oczywiście; zakres współpracy pomiędzy naszymi krajami jest o wiele szerszy…

Siłą polskiej gospodarki są małe i średnie przedsiębiorstwa. Trzy najbardziej perspektywiczne branże, którym w roku 2021 – wraz z Zagranicznym Biurem Handlowym PAIH w Manili – chcemy poświęcić najwięcej uwagi, to branża spożywcza, kosmetyczna i technologie IT. Branża spożywcza jest ważna, gdyż jedna czwarta żywności na Filipinach pochodzi z importu. Nie bez znaczenia jest też fakt, że tutejsza, w szybkim tempie rozwijająca się klasa średnia, ma coraz większe aspiracje co do jakości i bezpieczeństwa produktów spożywczych. Filipińczycy chcą odżywiać się zdrowo, dlatego też gwałtownie rozwija się import zachodnich artykułów żywnościowych. Ponadto ostatnio eksplodowała wręcz sprzedaż internetowa.

Kolejną dziedziną, w której Polska staje się dla Filipin znaczącym partnerem, jest branża kosmetyczna. Dochody w tym sektorze rosną w tempie 3,5 do 6% rocznie – w 2019 wyniosły 765 mln USD. Zwłaszcza kosmetyki z segmentu „premium” zyskują z roku na rok coraz poważniejszy udział w rynku.

W roku 2015 mieliśmy do czynienia ze wzrostem o 20%, a na rok 2023 przewidywany jest skok rzędu 30%. Pozytywne trendy utrzymują się także w zakresie sprzedaży produktów o właściwościach wybielających, kosmetyków „anti-aging” oraz preparatów opartych na naturalnych składnikach. Rosną też perspektywy sprzedaży w kanałach e-commerce – szacowana liczba użytkowników tej platformy w 2024 r. wyniesie aż 53,6 mln osób.

Z internetu korzysta obecnie 58 mln Filipińczyków. Co istotne, w powszechnym użyciu jest tutaj język angielski, co oczywiście ułatwia transakcje. Szacunkowa wartość filipińskiej branży IT to 4 mld USD. Szanse dla branży IT tkwią w Data/Analytics, Software, Mobility, Foodtech, Travel, Proptech, Health i Education, a możliwości dla Fintech – w bankowości, bezgotówkowych transakcjach, pożyczkach, ubezpieczeniach i inwestycjach. Wszystko to znakomicie rokuje polskiej branży IT. Zresztą już obecnie na Filipinach działa w tym sektorze parę polskich firm – m.in. Lingaro, Nextbank, PeraJet, TendoPay.

Na jakich jeszcze polach odbywa się wymiana handlowa?

Podstawowymi obszarami naszego strategicznego działania w 2021 r. są misje handlowe i webinaria, dzięki którym chcemy promować polskie branże priorytetowe na Filipinach, a także Filipiny jako destynację eksportową dla naszych firm, w oparciu o zidentyfikowane branże kluczowe.

Ważnym obszarem, na którym staramy się promować polskie technologie, są krajowe rozwiązania z zakresu poprawy jakości wody pitnej i zmniejszenia zagrożeń powodziowych, z którymi Filipiny mają poważne problemy. Następną, niezwykle istotną dziedziną, są obustronne inwestycje zagraniczne. W tym zakresie bardzo konsekwentnie promujemy Polskę jako destynację produkcji i usług w Europie Środkowo-Wschodniej – szczególny nacisk kładziemy na duże, polskie projekty infrastrukturalne.

Kolejna domena naszych zainteresowań to wymiana handlowa w sektorze rolno-spożywczym. Filipińscy konsumenci już dawno docenili walory jakościowe naszych przetworów mlecznych i mięsa.

Obecnie, wraz z Zagranicznym Biurem Handlowym PAIH w Manili oraz Głównym Inspektorem Weterynarii i filipińskimi partnerami, pracujemy nad poszerzeniem dostępu do rynku filipińskiego polskich produktów mięsnych, szczególnie drobiowych i wieprzowiny. Właśnie finalizujemy dwustronną umowę o współpracy w dziedzinie rolnictwa, która otworzy nasze państwa na bardziej konkretny i kompleksowy wymiar współpracy w tym sektorze.

W ostatnich latach obserwuję wyraźną ekspansję naszego eksportu na Filipiny. O skali tego zjawiska świadczy wzrost obrotów z 80 mln euro w 2018 r. do 106 mln euro w roku 2019, podczas gdy nasz import zmalał w tym okresie z 460 mln euro w 2018 r. do 446 mln euro w 2019, co przełożyło się na zmniejszenie salda obrotów Polski z Filipinami z 380 mln euro w roku 2018 do 340 mln w roku 2019. Te zjawiska zbiegają się z reaktywacją naszej dyplomatycznej obecności na Filipinach, co świadczy o dobrym wyczuciu momentu przez kierownictwo Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.

W tej chwili nasze trzy najważniejsze produkty eksportowe na Filipiny to mleko i śmietana – zagęszczone lub dosłodzone (obroty rzędu 15 mln euro, co stanowi 14% polskiego eksportu), turbiny na parę wodną i inne rodzaje pary (7,9 mln euro/7,3%) oraz części do szybowców i samolotów (6,7 mln euro/6,3%). Wartość naszego eksportu w 2019 r. wyniosła 106 mln euro, czyli 0,19% udziału w polskim eksporcie ogółem.

Z kolei „topowa” trójka w polskim imporcie z Filipin to taśmy i dyski magnetyczne do zapisu dźwięku i innych sygnałów (108 mln euro/24,3%), maszyny i urządzenia do automatycznego przetwarzania danych (73,1 mln euro/16,5%), elektroniczne układy scalone i mikroasemblery (64,9 mln euro/14,6%). Wartość naszego importu wyniosła 446 mln euro, czyli 0,19% udziału w polskim imporcie ogółem.

Jednak chyba najbardziej spektakularnym produktem eksportowym okazał się śmigłowiec wielozadaniowy S-70i Black Hawk, wyprodukowanych przez Polskie Zakłady Lotnicze „Mielec”. Filipińczykcy zakupili 16 sztuk tych śmigłowców. W roku 2020, w ramach bilateralnego kontraktu podpisanego w 2019 r., strona polska przekazała Filipińskim Siłom Powietrznym (PAF) pierwsze sześć śmigłowców Black Hawk. Dostawa dziesięciu pozostałych zaplanowana jest na rok bieżący. Transakcja jest doskonałym przykładem praktycznej współpracy między naszymi krajami, w którą Ambasada RP była silnie zaangażowana na etapie handlowych negocjacji.

Jak Pan widzi perspektywy wzajemnych inwestycji i stosunków gospodarczych na najbliższe lata?

Dotychczasowa współpraca ograniczona była głównie do wymiany handlowej, chociaż od 2014 r. sukcesywnie wzrasta zainteresowanie polskich przedsiębiorców obecnością na Filipinach. Oprócz inwestycji w outsourcing procesów biznesowych, coraz częściej pojawiają się inwestycje w produkcję przemysłową (materiały budowlane, opakowania). Rośnie również wartość usług w zakresie serwisowania floty handlowej Filipin. Polscy przedsiębiorcy – co już wspominałem – zainteresowani są coraz bardziej pozyskiwaniem z Filipin siły roboczej (hotelarstwo, ogrodnictwo, sektor motoryzacyjny). Ważnymi polskimi inwestycjami są także działania firm Pietrucha Group (produkcja) i Lingaro (usługi IT). Na tutejszym rynku z powodzeniem działa też polska marka Inglot, która posiada cztery sklepy franczyzowe w centrach handlowych w Manili. Również marka polskiego przemysłu obronnego ceniona jest coraz bardziej za konkurencyjność zarówno oferty jakościowej, jak i cenowej, co w warunkach zaostrzającej się walki o rynki jest ważnym czynnikiem.

Jeżeli natomiast chodzi o filipiński biznes w Polsce, to najstarszym przykładem naszej współpracy jest inwestycja w International Container Terminal Services w Bałtyckim Terminalu Kontenerowym w Gdyni, ukończona w 2006 r. – szacunkowa wartość, to ok. 100 mln USD. Filipińskie firmy zainwestowały również około 275 mln USD w nieruchomości komercyjne w Katowicach, Gdańsku i Wrocławiu. W trakcie realizacji jest – prowadzona obecnie przez fundusz kapitałowy ISOC Holdings – warta około 275 mln USD budowa powierzchni biurowych w Katowicach, Gdańsku, Wrocławiu i Krakowie.

Przejdźmy do politycznych relacji między Polską a Filipinami. Czy na nasze bilateralne stosunki ma wpływ specyficzny sposób uprawiania polityki, z jakiego znany jest prezydent Filipin, Rodrigo Duterte? Przypomnijmy, w ramach kampanii antynarkotykowej państwo miało wypłacać nagrody za zabijanie narkomanów i dilerów, w wyniku czego prawie 2000 osób ponoć straciło życie – w tym większość w efekcie samosądów.

Zwycięstwo szeroko pojętego obozu prezydenckiego w wyborach do Senatu, Kongresu i władz lokalnych w roku 2020 jest potwierdzeniem wysokiego społecznego poparcia dla polityki i przywództwa prezydenta Dutertego – według badań opinii publicznej wyniosło ono aż 81%.

Obóz prezydencki swój sukces wyborczy zawdzięcza umiejętnościom trafnego odczytywania społecznych nastrojów. Prezydent Duterte potrafił nie tylko zdiagnozować problem, lecz również wyjść naprzeciw niezadowoleniu Filipińczyków. Wytoczył wojnę biedzie, terroryzmowi, narkobiznesowi i korupcji, co przyniosło mu ogromną popularność.

Medialne oskarżenia ze strony obrońców praw człowieka – nie oceniam, czy uzasadnione, czy też nie, bo to odrębna kwestia – o pozasądowe zabójstwa i osłabianie demokracji w trakcie trwającej od początku kadencji prezydenta kampanii antynarkotykowej, a zwłaszcza o sposób jej prowadzenia, wzbudziły niepokój zarówno wewnętrznej, jak i międzynarodowej opinii publicznej. Doniesienia te kładą się oczywiście cieniem na politycznych relacjach Filipin z całą Unią Europejską, a więc i na nasze stosunki z Filipinami. Jednak nie należy zapominać, że administracja prezydenta Dutertego wprowadziła i nadal wprowadza szereg reform naprawiających działanie państwa – dziesięciu usprawniających warunki prowadzenia działalności gospodarczej, pięciu w sektorze pozyskiwania pozwoleń budowlanych, czterech w pozyskiwaniu prądu dla nowych działek budowlanych, jedenastu ułatwiających proces rejestracji nieruchomości, dwóch w handlu międzynarodowym, trzech w zakresie ochrony udziałowców mniejszościowych, również trzech dotyczących egzekwowania kontraktów, czterech w pozyskiwaniu kredytów i trzech porządkujących system podatkowy. Ten ambitny plan, którego realizację spowolnił wybuch pandemii, powinien przyczynić się znacząco do usunięcia istniejących barier w eksporcie, imporcie i inwestycjach. Jest dla mnie oczywiste, że jego realizacja będzie korzystna również dla polskiego biznesu.

Stoimy wobec perspektywy poważnych zmian w zakresie równowagi sił w regionie Azji Południowo-Wschodniej i Pacyfiku. Wygląda na to, że obecni sojusznicy USA zaczynają rozglądać się za nowymi, strategicznymi obrońcami swoich interesów. Czy ten proces, Pańskim zdaniem, może znacząco wpłynąć na nasze interesy z Filipinami?

Rosnąca potęga Chińskiej Republiki Ludowej i jej coraz bardziej agresywna polityka wobec państw Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej widoczna jest od lat gołym okiem. Chiny chcą zacieśnienia relacji z sąsiadami – oczywiście na swoich warunkach, podczas gdy Stany Zjednoczone dążą do utrzymania w regionie własnej zbrojnej i gospodarczej supremacji.

Niespójność w polityce zagranicznej Filipin można przypisać właśnie tym niestabilnym relacjom pomiędzy USA i Chinami.

Z perspektywy USA Filipiny stanowią część wyspiarskiego łańcucha politycznych sojuszników na Zachodnim Pacyfiku, którego zadaniem jest powstrzymanie chińskiej ekspansji morskiej w Azji Południowo-Wschodniej. Sojusz z Filipinami jest więc bardzo istotny dla utrzymania obecności USA w regionie i dla amerykańskich interesów narodowych. Ma także kluczowe znaczenie w rywalizacji pomiędzy USA a ChRL. Ewolucja filipińskiej polityki zagranicznej jest funkcją zmian zarówno w krajowych kalkulacjach politycznych frakcji rządzących – mam na myśli zaplanowane na rok 2022 wybory prezydenckie i parlamentarne – jak i zmian układu sił USA-Chiny w regionalnym środowisku bezpieczeństwa.

Ostatnio jednak coraz bardziej zauważalny jest proamerykański trend w polityce Manili. Jego powodem jest wspomniany już przeze mnie wzrost agresywnych działań ChRL – Chińczycy poszukują w regionie złóż ropy naftowej, formułują roszczenia terytorialne, militaryzują sztuczne wyspy oraz nękają filipińskich rybaków. To wszystko naruszyło poczucie suwerenności Filipin nad spornym akwenem Morza Południowochińskiego i nasiliło dążenia Manili do zabezpieczenia praw do wyłącznej strefy ekonomicznej w tym akwenie.

Z pewnością początek działania nowej amerykańskiej administracji i końcowy okres prezydentury Rodriga Dutertego będzie tym czasem, w którym Pekin skrupulatnie przetestuje zarówno determinację Filipin do obrony swojego terytorium, jak i do praw na Morzu Południowochińskim.

Chiny będą także bacznie przyglądać się amerykańskiemu zaangażowaniu wojskowemu na Filipinach oraz możliwościom USA do zabezpieczenia wolności żeglugi w tym regionie świata. Moim zdaniem oznacza to, że nie ma bezpośredniego związku między perspektywami rozwoju polsko-filipińskich stosunków gospodarczych a możliwymi dla nas negatywnymi efektami prowadzenia przez Manilę „dwutorowej polityki” wobec ChRL i USA.

Kilka pytań dotyczących turystyki… Manila oddalona jest od Warszawy o około 16 godzin lotu. Ceny biletów lotniczych zaczynają się od kilku tysięcy złotych. Pięć-sześć tysięcy złotych kosztują dwutygodniowe wczasy. To dużo… Na jakim poziomie kształtowała się przed pandemią liczba polskich turystów podróżujących na Filipiny?

Według danych Urzędu Imigracyjnego, w roku 2019 na Filipiny przyjechało blisko 16 000 polskich obywateli, głównie turystów. Jednak w marcu zeszłego roku, ze względu na epidemię covid-19, miejscowe władze zdecydowały się całkowicie zawiesić ruch turystyczny i tym samym trendy wzrostowe zostały zatrzymane.

W 2017 r. polscy turyści wydali na Filipinach około 16 mln złotych. Liczba naszych rodaków odpoczywających w tym kraju w roku 2018 wzrosła w stosunku do 2017 o 25%. Trend zwyżkowy utrzymywał się także w roku 2019.

Turystyka z Polski na Filipiny stanowiła wtedy około 0,16% filipińskiego rynku – Polska przynosiła Filipinom większy zysk niż wszystkie państwa Europy Środkowej i Wschodniej razem wzięte.

Według danych filipińskiego Biura Imigracyjnego, w roku 2020 na terytorium Filipin wjechało łącznie 5968 obywateli RP, z czego 5375 zadeklarowało cel turystyczny. Najintensywniejszy ruch miał miejsce w styczniu (2612 osób), w lutym (2006) i marcu (696). W okresie największych ograniczeń pandemicznych liczba wjazdów oscylowała między jedną a sześcioma osobami miesięcznie. W ostatnim kwartale ubiegłego roku na terytorium Filipin wjechało zaledwie 48 Polaków.

Jakie regiony Filipin nasi rodacy odwiedzali przed pandemią najczęściej? Czy jest tutaj bezpiecznie?

Największym powodzeniem do chwili ogłoszenia pandemii cieszyły się wyspy w rejonie Visayas – Cebu, Bohol, Boracay, rejon Palawan i stolica kraju Manila. Północna i środkowa część Filipin są dla turystów względnie bezpieczne. W niektórych regionach występuje jednak zagrożenie terroryzmem islamistycznym, w tym zamachami bombowymi. Najmniej stabilnie jest w południowej części kraju, szczególnie w regionie Zamboanga, Mindanao i archipelagu Sulu. Lepiej zatem unikać tych miejsc.

Przy tej okazji chciałbym przypomnieć, że Filipiny dla Polaków to coś więcej niż atrakcyjna destynacja turystyczna. Jesteśmy tu obecni od 500 lat. W poprzednich stuleciach na wyspy Archipelagu Filipińskiego przybywali polscy misjonarze, podróżnicy, badacze, awanturnicy, muzycy i żołnierze.

Najbardziej znanymi, choć o niektórych mało kto dziś pamięta, byli o. Wojciech Męciński (1598–1643) – jezuita, duszpasterz Japonii i męczennik; o. Jan Chryzostom Bąkowski (1672–1732) – jezuita, duszpasterz Chin; Paweł Strzelecki (1797–1873) – badacz Australii; Jan Kubary (1846–1896) – badacz Oceanii; Aleksander Tansman (1897–1986) – kompozytor, autor utworu Les Iles Philippines; Władysław Sielski (1890–1970) – działacz polonijny, dziennikarz, fotograf i biznesmen; Artur Rubinstein (1887–1982) – pianista-wirtuoz; Zygmunt Dunikowski (1889–1964) – zwany w Europie „ostatnim alchemikiem XX wieku”; sierżant Walter Kwieciński (1914–1988) – dowódca ostatniego sprawnego moździerza na wyspie Corregidor, gdzie w 1942 r. Amerykanie stoczyli heroiczny, zakończony klęską bój z Japończykami; o. Cantius Kobak (1930–2004) – franciszkanin, etnograf, archeolog, historyk i duszpasterz…

Na zakończenie chciałbym zapytać, czym dla Pana, nie tylko jako ambasadora, lecz jako doskonale zorientowanego w filipińskich klimatach Polaka, jest ten kraj? Czy znalazł Pan tutaj coś wyjątkowego, co poleciłby szczególnie naszym rodakom?

W Filipińczykach urzeka mnie wyjątkowo pozytywne nastawienie do życia, uśmiech na ulicy, śpiew w pracy, grzeczność w restauracji, roztańczenie… Dziwi natomiast słaba znajomość własnej historii i, co się z tym wiąże, trudności w określeniu swojej tożsamości narodowej.

Filipiny to egzotyczny, kolorowy i ciekawy kraj szczególnie dla polskich biznesmenów i turystów. Kontakty z Filipińczykami, mówiącymi powszechnie po angielsku, nie stwarzają Polakom większych problemów. Jednakże powinniśmy pamiętać o różnicach kulturowych pomiędzy nami a Filipińczykami.

Filipińczycy są społeczeństwem wspólnotowym, rodzinnym. Jednym z jego fundamentów jest potrzeba solidarności i współpracy. Rola rodziny, klanu, społeczności jest widoczna zarówno w codziennym życiu społecznym, jak też przy specjalnych okazjach. Nie twierdzę, że w filipińskim społeczeństwie nie ma miejsca na indywidualizm, wręcz przeciwnie – jest. Ale chciałbym tu podkreślić wagę pojęcia „wspólnota”. Mieszkańcy tych wysp przestrzegają hierarchiczności. W przeciwieństwie do nas, mówienie tego, co się myśli, „stawianie się” i rzucanie wyzwań autorytetom nie jest mile widziane, szczególnie w konfrontacji z kimś, kogo uważają za wyżej postawionego w hierarchii. Mają też większą niż my tolerancję wobec niepewności i niejasności, a więc nie dążą do ich zminimalizowania poprzez prawo i reguły albo środki bezpieczeństwa, jak robią to Europejczycy. Tu bardziej liczy się praktyka niż zasady, a odstępstwa od pewnych norm są tolerowane.

Popularne na Filipinach powiedzenie, że historia Filipin to „trzysta lat klasztoru i pięćdziesiąt lat Hollywood” dobrze ilustruje różnice kulturowe pomiędzy Filipińczykami a resztą Azjatów. Filipińczycy posiedli niezwykłą umiejętność asymilacji narzucanych przez zamorskich przybyszów kultur, pozostając przy tym sobą.

Przykładowo, mało kto wie, że popularne na Filipinach świąteczne danie zwane „chicken galantina”, czyli kurczak faszerowany, przywędrowało tu dzięki Hiszpanom z Polski w XIX wieku – nie ma prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia na Filipinach bez galantiny! Słabo znanym faktem jest też to, że nasz narodowy taniec mazurek stał się również narodowym tańcem na Filipinach i że poznano go także za pośrednictwem Hiszpanów.

Obce kultury stają się z czasem częścią rodzimej, azjatyckiej tożsamości Filipińczyków. W ten sposób zakorzeniło się tutaj chrześcijaństwo, którego forpocztą był Ferdynand Magellan. Ten portugalski żeglarz w służbie Hiszpanów postawił stopę na filipińskiej ziemi 17 marca 1521 r. Na pamiątkę tego wydarzenia w tym roku uroczyście obchodzimy na Filipinach rocznicę 500-lecia chrześcijaństwa. I właśnie dzięki chrześcijaństwu, szczególnie silnie łączącemu oba nasze kraje, nadal bardzo popularna jest tutaj postać Jana Pawła II, którego imię i ojczyznę zna każdy Filipińczyk.

Panie Ambasadorze, bardzo dziękuję za rozmowę.

Ja również dziękuję Panu Redaktorowi i serdecznie pozdrawiam wszystkich czytelników „Kuriera WNET”.

Wywiad Krzysztofa M. Załuskiego z Jarosławem Szczepankiewiczem, Charge d’affairs Chargé d’affaires ad interim Rzeczpospolitej Polski na Filipinach pt. „Trzysta lat klasztoru i pięćdziesiąt Hollywood”, znajduje się na s. 6 i 7 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021.

 


  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Wywiad Krzysztofa M. Załuskiego z Jarosławem Szczepankiewiczem, Charge d’affairs Chargé d’affaires ad interim Rzeczpospolitej Polski na Filipinach pt. „Trzysta lat klasztoru i pięćdziesiąt Hollywood” na s. 6 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Bogdan Feręc: W Irlandii katolicy są traktowani jak obywatele drugiej kategorii

W najnowszej dublińskiej audycji m.in. o systemowej dyskryminacji katolików przez irlandzką policję.

W najnowszym dublińskim Studio 37  Bogdan Feręc przybliża słuchaczom rozmaite perspektywy codziennego życia w Irlandii. Rozmówca Tomasza Wybranowskiego porusza m.in. temat ostatnich, dających się we znaki niektórym Katolikom, działań irlandzkiej policji – tzw. Gardy Síochána (z irl. „straż pokoju”, potocznie Gardaí):

W jednym z irlandzkich miast doszło do takiego przypadku kiedy podczas mszy „Strażnicy Pokoju” wtargnęli do kościoła. Policjanci rozpędzili znajdujących się tam modlących. Trzeba powiedzieć, że było tam wówczas jedynie kilkanaście osób starszych.

Gość dublińskiej audycji zwraca uwagę na powtarzającą się, systemową dyskryminację Katolików przez irlandzką policję. Jak podkreśla dziennikarz, zachowania te nie dotykają wyznawców innych religii:

Garda najwyraźniej chciała tak zareagować i tłumaczyła, że jedynie wypełnia swoje obowiązki. Prawdą jest, że garda najczęściej „czepia się” Katolików uczestniczących w swoich nabożeństwach, ale nie robi tego w stosunku do innych wyznań.

Bogdan Feręc powołuje się na przykład pobliskiego meczetu, gdzie pomimo braku przestrzegania obostrzeń sanitarnych

policja nie reaguje. Co więcej, nawet się tam nie pojawia:

Nieopodal mojego domu znajduje się meczet i codziennie obserwuję to, co się tam dzieje. Kilkunastu mężczyzn zjawia się tu prawdopodobnie na modlitwy ze swoimi dywanikami modlitewnymi. Ubrani w swoje tradycyjne stroje, wchodzą do meczetu i opuszczają go po kilkudziesięciu minutach.

Gość „Studia 37” opisuje, które normy sanitarne nie są przestrzegane przez niektórych przedstawicieli społeczności muzułmańskiej w jego okolicy:

Nie tylko lokalna społeczność muzułmańska przebywa w pobliskim meczecie. Zjawiają się tu m.in. muzułmańscy taksówkarze z całego miasta. Te osoby nie mają nigdy założonych maseczek – zaznacza gość Studia 37.

Na podstawie obserwacji i własnych doświadczeń Bogdan Feręc wysnuwa następujące wnioski na temat dyskryminacji Katolików w Irlandii:

W okolicach meczetu nigdy nie było Gardy, która mogłaby obserwować to, co się tam dzieje. Niestety, tak to wygląda w Irlandii, że Katolicy są obywatelami drugiej kategorii, a przynajmniej tak są traktowani lub takie mają odczucie.

Zapraszamy do wysłuchania całej rozmowy!

N.N.

Indyjski wariant koronawirusa w Polsce? Sanepid bada przypadki u zakonnic na Śląsku

Misjonarki Miłości Matki Teresy z Kalkuty posługujące w Katowicach mogą być zarażone indyjską odmianą Covid-19. Sprawę bada śląski sanepid.

Jak donoszą media, istnieje ryzyko, że posługujące w Katowicach siostry Misjonarki Miłości Matki Teresy mogą być zakażone indyjskim wariantem koronawirusa. Jak powiadomiła w środę rzeczniczka wojewody śląskiego Alina Kucharzewska:

Trwa weryfikacja tych informacji ze strony sanepidu.

Na chwilę obecną kilkanaście sióstr zakonnych przebywa na kwarantannie, którą objęto także 10 osób bezdomnych, którymi się opiekowały. Wiadomo, że jedna siostra jest już w szpitalu.

W ostatnim czasie Śląsku obserwuje się spadek liczby zakażeń Covid-19. Skutkiem tego, szpitalne łóżka zarezerwowane dla cierpiących na koronawirusa są uwalniane na potrzeby innych chorych. Co więcej, w środę wojewoda śląski Jarosław Wieczorek zapowiedział „zredefiniowanie” pojęcia szpitala covidowego. Zgodnie z jego relacją, jesienią szpitale covidowe będą wciąż funkcjonować – ale za to w zmienionej formule.

Jak wynika z ostatnich danych, w szpitalu tymczasowym w Katowicach w środę przebywało 110 chorych na COVID-19, w tym 24 na respiratorach. Z kolei placówce w Pyrzowicach leczyło się 98 zakażonych Covid-19, w tym 9 na respiratorach.

N.N.

Źródło: Onet.pl

Czy katolików w Polsce obchodzi postęp sekularyzacji?/ Małgorzata Szewczyk, „Wielkopolski Kurier WNET” 82/2021

Jeśli nie będziemy autentycznymi świadkami Jezusa, nie będziemy o Nim świadczyć swoimi słowami, a przede wszystkim czynami, to „międzypokoleniowy przekaz wiary” zostanie bardzo szybko zatrzymany.

Małgorzata Szewczyk

Na początku marca został opublikowany raport Katolickiej Agencji Informacyjnej „Kościół w Polsce”. Wnioski, które z niego płyną, mówiąc dość eufemistycznie, są niepokojące. Sprawa jest jednak znacznie bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać. Na początku garść danych:

„W ciągu ostatnich 25 lat spadek deklaracji wiary w Boga u młodzieży wyniósł ok. 20 proc., a spadek praktyk religijnych aż o 50 proc. Jest to zjawisko nowe, które możemy nazwać zaburzeniem międzypokoleniowego przekazu wiary” – czytamy w raporcie, a w innym miejscu: „Według danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego procent osób deklarujących się jako głęboko wierzące wynosi jednak tylko ok. 11 proc”. „Wśród studentów za wierzących i praktykujących uważa się 30,1 proc., a za niepraktykujących – 18,5 proc. Aż 50,7 proc. studentów deklaruje, że Kościół nie jest dla nich żadnym autorytetem”. (…)

Są parafie, gdzie na kilka tysięcy mieszkańców do służby liturgicznej zapisanych jest ok. 10–15 ministrantów, a okolicznościowe Msze św. dla dzieci są likwidowane, bo po prostu nikt na nie nie przychodzi.

(…) Jeśli nie pokażemy młodym Polakom, że Ewangelia Jezusa jest aktualna, pociągająca i żywa, nie minie dekada, a polskie kościoły będą zamykane, a parafie łączone. Jeśli nie będziemy autentycznymi świadkami Jezusa, nie będziemy o Nim świadczyć swoimi słowami, a przede wszystkim czynami, to „międzypokoleniowy przekaz wiary” zostanie bardzo szybko zatrzymany. Grozi nam nieznana dotąd sekularyzacja. I nie łudźmy się: przełoży się to na coraz głośniejsze wołanie już nie tylko o prawo do aborcji, postulat zalegalizowania „małżeństw” homoseksualnych i adopcji przez nie dzieci, ale i eutanazji…

Nie ma już czasu na rozeznawanie czy rozważania, na diagnozy czy prognozy. Ci, którzy podejmują decyzje, są obarczeni odpowiedzialnością za przyszłość Polski i Kościoła. Nawet jeśli brzmi to pompatycznie.

Cały artykuł Małgorzaty Szewczyk pt. „Nie ma już czasu!” znajduje się na s. 2 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 82/2021.

 


  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Małgorzaty Szewczyk pt. „Nie ma już czasu!” na s. 2 kwietniowego „Wielkopolskiego Kuriera WNET” nr 82/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Akt wybaczenia ma większe znaczenie dla człowieka wybaczającego niż dla winowajcy / Felieton sobotni Jana A. Kowalskiego

Już w dzieciństwie rodzice powinni nauczyć swoją pociechę prostego słowa ‘przepraszam’. Gdy dorośnie, łatwiej jej będzie przyznać się do błędu, przeprosić i prosić o wybaczenie, a także wybaczać.

I odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Powtarzamy te słowa, słowa modlitwy Ojcze nasz, którą nam pozostawił Pan Jezus, niekiedy codziennie. I pomimo to mamy ogromny problem z odpuszczaniem, z wybaczaniem. My, chrześcijanie – innemu chrześcijaninowi. Tym innym chrześcijaninem jest najczęściej osoba nam bliska, czasem najbliższa. Co więcej, potrafimy w stanie niewybaczenia przeżyć kilka, kilkanaście lat, a nawet całe życie. Potrafimy klęczeć w konfesjonale, przyjmować Komunię Świętą i dalej nie przebaczyć. I podążać drogą do wiecznego potępienia.

Jak chcemy uzyskać przebaczenie naszych grzechów od Boga Ojca, jeżeli sami nie potrafimy wybaczyć naszym bliźnim?

Wiem, przebaczylibyśmy każdemu, ale po spełnieniu specjalnej procedury nas satysfakcjonującej. Po przyznaniu się do winy i ukorzeniu się przed nami. I po przyznaniu nam 100% racji. Tak jednak stawiając sprawę, zapędzamy się w kozi róg. Ani ten, co zawinił, nie ukorzy się przed nami, ani my nie będziemy mogli mu przebaczyć. I tu właśnie zaczyna się nasz osobisty problem. Rezygnując z aktu bezwarunkowego wybaczenia, pozbawiamy się łaski bożej za nasze winy. Ale nie tylko. Przejmujemy również winę tego, kto dopuścił się przestępstwa wobec nas. Bierzemy na swoje barki dodatkowy ciężar, ciężar grzechu naszego winowajcy. Ten ciężar jest nie do uniesienia, ponieważ każdy ma siły przewidziane tylko do dźwigania własnego krzyża.

Kto bardziej zawinił i pierwszy powinien przeprosić? To wcale nie jest proste. Żyjąc z kimś blisko, nie jesteśmy w stanie dociec, kto zaczął. Choć każdy chce myśleć, że to druga strona: matka, ojciec, dziecko, mąż, żona, teściowa lub zięć. W takich wypadkach nie ma pierwszej strony. Każdy z nas popełnia swój grzech i ma swoją przewinę, i za to powinien przeprosić i wybaczyć, i prosić o wybaczenie bliską osobę. Moja mama powtarzała często, że mądrzejszy przeprasza pierwszy.

Gdy po wielu latach odmawiania Modlitwy zrozumiałem sens wypowiadanych słów, to aż popłakałem się nad swoją wcześniejszą głupotą. Pełną wymagań i warunków do spełnienia przez innych.

Od tego czasu wybaczam natychmiast. No prawie natychmiast, jak tylko mi minie chwilowa emocja. I tak nie zdążę wybaczyć każdemu 77 razy ☺

Ale dosyć wymądrzania się. Proponuję teraz każdemu najprostszy sposób, jaki już przedstawiłem w tekście: Czy Pan Jezus był osobą kulturalną?

Po pierwsze, uznajemy wszystkie prawdy Dekalogu i Ewangelii; bez majstrowania przy nich i podważania naszym małym rozumkiem.

Po drugie, oddzielamy dzieło (=dziecko) boże w każdym człowieku od jego skłonności do grzechu.

Przyjmując taką optykę, nie będziemy już potępiać drugiego człowieka – choćby zawinił w stosunku do nas – ale mu współczuć. I modlić się o to, żeby zdołał wygrać z chcącym nim zawładnąć i unicestwić go grzechem. Jeżeli nawet się to nie uda, to przynajmniej nie zarażamy się złem. I powstrzymujemy jego reemisję.

Rzecz jasna, musimy się wtedy liczyć z wściekłością szatana, który szaleje z radości, gdy złu przeciwstawiamy zło. Bo próba zwalczenia zła złem to iście szatański wybór.

Mój tegoroczny patron, błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko, przedstawił sprawę najprościej jak można: Nie daj się zwyciężyć złu, lecz zło dobrem zwyciężaj. I właśnie za taką postawę, najbardziej niszczącą zło i mnożącą dobro na tym świecie, został bestialsko zamordowany.

Problem rodzi się najczęściej w dzieciństwie. To rodzice powinni nauczyć swoją pociechę prostego słowa ‘przepraszam’. To od wypowiedzenia słowa ‘przepraszam’ wszystko się zaczyna. Gdy dorośnie, łatwiej jej będzie przyznać się do błędu, przeprosić i prosić o wybaczenie, a także wybaczać. Przy tej nauce rodzice powinni pamiętać, że najważniejszym adresatem skruchy dziecka nie są oni sami, ale Pan Bóg. To Jego obrażamy, źle postępując w stosunku do bliźnich. Odwołując się do Instancji Najwyższej, unikamy budowania egoizmu w naszych dzieciach i w sobie. I stawiania siebie w roli nieomylnego bałwana.

Żyję już na tyle długo, żeby dostrzec, jakie spustoszenie czyni w człowieku długotrwały brak wybaczenia. Jak niszczy sumienie i umiejętność patrzenia na świat oczami dziecka bożego. Jak zaburza umiejętność oceny zjawisk i intencji innych ludzi. Ktoś uśmiecha się do nas, a my myślimy, że się z nas śmieje. Ktoś chce nam pomóc, a my myślimy, że chce nas wykorzystać i na pewno oszukać.

Zatem zaapeluję na koniec: jeżeli jeszcze komuś nie przebaczyliście, zróbcie to natychmiast! I nie dąsajcie się zbyt długo, gdy usłyszycie: przepraszam, ale razem z bliźnim ucieszcie się z pokonania zła i zwycięstwa dobra.

Jeżeli ktoś odrzuci Waszą wyciągniętą do zgody rękę, bo grzech zmieszał mu umysł, „strzepnijcie pył z sandałów”. I idźcie dalej drogą do zbawienia, zamiast schodzić na manowce po to, żeby zagłaskać czyjś występek. Nasze postępowanie ma podobać się Panu Bogu, a nie przestępcy. Amen.

Jan Azja Kowalski

PS Sam stosuję zasadę 5%. Zawsze gdy uważam, że mam w 100% rację, z automatu zakładam, że w 5% mogę się mylić ☺

Youtube blokuje transmisję adoracji Najświętszego Sakramentu. Ks. Wiśniowski: zrobiono to na podstawie błędnych zarzutów

Dyrektor Telewizji Wiekuistego Słowa EWTN Polska komentuje zdarzenie, do którego doszło w przeddzień Niedzieli Miłosierdzia Bożego.

Ks. Piotr Wiśniowski o zablokowaniu przez YouTube telewizji EWTN Polska podczas transmisji materiału o charakterze religijnym. Przerwano nieustającą od 1 września 2018 r. adorację Najświętszego Sakramentu.

Stało się to w przeddzień Niedzieli Miłosierdzia. Tłumaczenia Youtube’a były bardzo enigmatyczne.

Próby odwołania się od decyzji skończyły się jedynie automatyczną, negatywną odpowiedzią. Duchowny podkreśla, że udostępniane adoracje spotykają się z ogromnym zainteresowaniem widzów.

Niemożliwe jest, żebyśmy złamali jakiekolwiek wytyczne społeczności.

Po kilkunastu godzinach udało się nawiązać dialog z przedstawicielami Youtube’a. Poinformowali oni, że jeden z wykorzystanych podczas transmisji utworów wybrzmiał pomimo braku licencji.

To była fałszywa informacja. Od razu przedstawiliśmy dokument potwierdzający, że wszysctko co puszczamy jest albo naszą własnością, albo mamy na to licencje.

W związku z tym kanał powrócił do normalnego funkcjonowania trzy minuty przed początkiem Niedzieli Miłoserdzia. Zdaniem duchownego stało się tak dzięki naciskom całej globalnej sieci EWTN.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.W.K.

Dr Halina Bogusz: Wszystkie szczepionki przeciwko Covid-19 w Polsce korzystają z linii komórkowych nienarodzonych dzieci

Dr Halina Bogusz o petycji ws. umożliwienia Polakom dostępu do etycznie wyprodukowanych szczepionek przeciwko Covid-19.

Dr Halina Bogusz wyjaśnia, że powodem, dla którego została skierowana petycja jest nauczanie Kościoła Katolickiego. Zachęca on do wywierania nacisku, aby dostępne były szczepionki uzyskane w bardziej etyczny sposób. Wskazuje, że

[related id=”139702″ side=”right”] Szczególnie szczepionki AstraZeneca i Johnson&Johnson z nich korzystają, co jest powodem deklaracji części amerykańskich Kościołów, które uznały, że katolicy nie powinni takich szczepionek przyjmować. [Głos w tej sprawie zabrał także bp Józef Wróbel SCJ, przewodniczący Zespołu Ekspertów Konferencji Episkopatu Polski ds. Bioetycznych, wyjaśniając się, że katolicy powinni w miarę możliwości korzystać z innych szczepionek- przyp. red.]

W przypadku Pfizera i Moderny linie komórkowe używane były jedynie do badań kontrolnych.

Petycja porusza także problem dyskryminacji ludzi nieszczepiących się na Covid-19.

Petycja została wysłana 25 marca, w Dzień Świętości Życia. Otrzymali potwierdzenie jej otrzymania.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

Kristi Noem – najbardziej charyzmatyczny polityk od czasów prezydenta Trumpa / Adam Becker, „Kurier WNET” nr 82/2021

Pomimo wszystkich swoich dokonań Kristi Noem twierdzi, że jej największym osiągnięciem jest wychowanie wspólnie z mężem dzieci. Są niezwykle kochającą się, konserwatywną i głęboko wierząca rodziną.

Adam Becker

Kristi Noem

Od czasu, kiedy Donald J. Trump zdecydował się kandydować na urząd prezydenta, nie pojawił się w US tak charyzmatyczny polityk, jak Kristi Noem – 33 Gubernator Dakoty Południowej. Jestem przekonany, że Południowa Dakota – stan znany w Polsce dotąd głównie z powodu Mount Rushmore, czyli góry, w której wykuto głowy czterech prezydentów amerykańskich – przez najbliższe lata będzie kojarzony głównie z Kristi Noem.

Kim jest Kristi Lynn Noem, oprócz tego, że rządzi od dwóch lat stanem, który będąc większy niż połowa Polski (prawie 200 tys. km2) ma niewiele więcej ludności niż Kraków (niecałe 900 tys.)?

Fizycznie jest bardzo atrakcyjną brunetką w wieku 50 lat, o idealnej sylwetce (172 cm/58 kg), urodzoną 30 listopada 1971 r. w Watertown jako córka Rona i Corinne Arnoldów. Wychowała się z rodzeństwem na rodzinnym ranczo i farmie w wiejskim hrabstwie Hamlin. Od 30 lat jest żoną Bryona Noema, którego poznała jeszcze na pierwszym roku studiów, matką trojga dzieci (dwie córki: Kassidy i Kennedy oraz syn Booker). Jest politykiem, farmerem-rolnikiem i właścicielem małej firmy.

Przy posiadłości rodzinnej, odziedziczonej po dziadku i ojcu, z jej inicjatywy powstał domek myśliwski i restauracja, prowadzone przez nią i rodzeństwo. Jest nieźle wykształcona, ukończyła Hamlin High School, a później rozpoczęła naukę na Northern State University, a którą – z powodów, o których piszę poniżej – musiała przerwać.

Dokończyła edukację już po rozpoczęciu kariery politycznej, studiując eksternistycznie nauki polityczne na Uniwersytecie Południowej Dakoty w 2012 r. „The Washington Post” nazwał ją wtedy „najpotężniejszą stażystką w Kongresie stanowym” z uwagi na ilość punktów, które zapewniała jej na studiach kariera polityczna. Pomimo wszystkich swoich osiągnięć życiowych i zawodowych Kristi twierdzi, że jej największym osiągnięciem jest wychowanie wspólnie z mężem dzieci. Są niezwykle kochającą się, konserwatywną i głęboko wierząca rodziną.

Kristi Noem jest przede wszystkim jednym z najbardziej skutecznych, niezależnych i twardych polityków GOP, czyli Partii Republikańskiej. Miłośniczką i kolekcjonerką broni, którą świetnie się posługuje.

Przed ostatnią Gwiazdką opublikowała na Instagramie zdjęcie, na którym używa z wprawą miotacza płomieni, z podpisem: „Czy jest już zbyt późno, żeby dopisać coś do listy życzeń gwiazdkowych?”. Można też znaleźć filmik, w którym Noem, strzelając ze strzelby, mówi, że to jest sposób na praktykowanie/wymuszanie „social distancingu” w Południowej Dakocie. Cokolwiek by mówić, nie da się koło niej przejść obojętnie.

Nietypowa była jej droga do stanowiska gubernatora, zaznaczona tragedią rodzinną, która według jej słów zmusiła ją brutalnie do zetknięcia się z polityką.

Kristi miała 21 lat, studiowała z dala od domu rodzinnego i właśnie oczekiwała z mężem na narodziny ich pierwszego dziecka, kiedy zadzwoniono do niej z rodzinnego domu z informacją, że jej ukochany ojciec, Ron Arnold, został przysypany ziarnem w silosie na zboże. Jako dziewczyna wychowana na farmie wiedziała, co to znaczy. Natychmiast rzuciła wszystko i pojechała do domu, gdzie w międzyczasie sąsiedzi spychaczami rozbili silos, wydobyli zasypanego ojca i rozpoczęli reanimację. Cała rodzina pojechała za karetką do szpitala, w którym lekarze przez kilka godzin walczyli o jego życie – niestety bezskutecznie. Jak powiedziała, tej nocy straciła człowieka, który wydawał się jej niezwyciężony!

Wkrótce po śmierci ojca, kiedy rodzina próbowała się dopiero pozbierać po nieszczęściu, otrzymali list z urzędu skarbowego. Tragedia podkopała ich poczucie bezpieczeństwa, a należny „podatek od śmierci” miał teraz dodatkowo zachwiać ich bezpieczeństwem finansowym.

Byli właścicielami ziemi, którą ich dziadek kupił wiele lat wcześniej i ziemi, którą ojciec Kristi dokupił, kiedy już była w szkole średniej. Mieli bydło i maszyny potrzebne do uprawy roli i hodowli, czyli coś, co mogli stracić. Mogli – ponieważ z powodu inwestycji nie dysponowali pieniędzmi, które musieli oddać za NIC urzędowi skarbowemu!

Nie mogła zrozumieć bezwzględności systemu podatkowego, który kazał rodzinie pogrążonej w żałobie (na farmie oprócz niej i matki żyły jeszcze dwie siostry: Kassidy i Cindy), pozbawionej oparcia głowy rodziny, w chwili kryzysu, płacić podwójny podatek. Przecież zapłacili podatek wcześniej, kupując sprzęt, ziemię i inne aktywa – teraz musieli płacić za to wszystko jeszcze raz – DLATEGO, ŻE NIESPODZIEWANIE ZGINĄŁ TRAGICZNIE JEJ TATA! To nie było w porządku. Nie mogła sobie nawet wyobrazić utraty farmy, którą latami budowała jej rodzina. Farmy, którą jej dziadek i tata stworzyli i rozbudowali tylko po to, żeby przekazać ją następnym pokoleniom, dzieciom i wnukom. To dlatego ojciec wstawał o świcie – żeby zostawić w jak najlepszym stanie coś, co będzie łączyło jego dzieci!

Kiedy kilka lat wcześniej potrzebowali maszyn niezbędnych w gospodarstwie i padł pomysł sprzedaży w tym celu kawałka ziemi, właśnie ojciec stwierdził, iż to w ogóle nie wchodzi w grę. Zawsze powtarzał – „Nigdy nie sprzedawaj ziemi. Bóg już jej nie robi!”.

W końcu udało im się załatwić pożyczkę, która pozwoliła spłacić podatek – była tak duża, że przez dekadę miała wpływ na każdą ich życiową decyzję!

Kristi Noem po raz pierwszy opowiedziała tę historię, komentując w trakcie kampanii prezydenckiej 2016 r. propozycję Hillary Clinton, która zaaprobowała postulat czołowego marksistowskiego polityka Partii Demokratycznej Berniego Sandersa drastycznego podwyższenia podatku od spadku do 65%, twierdząc, że dotknie to tylko 1% społeczeństwa! Noem skomentowała ten projekt mówiąc, że Hillary chce doprowadzić do tragedii i rzeczywistego pozbawienia majątku oraz wywłaszczenia tysięcy rodzin amerykańskich po to, żeby móc zdobyć dodatkowe środki finansowe na pokrycie kilkudniowych wydatków rządowych! Wcześniej, jesienią 2016 r., w bardzo ważnej komisji Kongresu – „House Was and Means Committee”, zajmującej się całością przychodów podatkowych i wydatków społecznych, w której zasiadała Noem, Republikanie przedstawili plan reformy podatkowej mającej na celu zwiększenie przychodów rodzin, pracowników i wzmocnienia gospodarki amerykańskiej. Jak powiedziała Noem, miało to zmniejszyć obciążenia podatkowe każdej rodziny i uprościć system podatkowy m.in. przez wyeliminowanie szkodliwych podatków dodatkowych – w szczególności podatku od śmierci/spadku, który tak bardzo dwie dekady wcześniej dotknął ją i jej rodzinę. „Żadna rodzina nie powinna przechodzić przez to, co nasza! Pracowici Amerykanie zasługują na lepszy los” – stwierdziła w jednym z wywiadów.

Właśnie takie sytuacje zadecydowały o tym, że Kristi Noem postanowiła wejść do świata polityki – po to, żeby go zmienić! To chyba właśnie łączy ją najbardziej z do niedawna najpotężniejszym człowiekiem w USA, czyli Donaldem J. Trumpem, z którym ma znakomite zresztą relacje.

Karierę polityczną rozpoczęła w 2006 r. w legislaturze stanowej Izby Niższej Kongresu stanu Południowa Dakota, jako przedstawicielka 6 Okręgu zdobywając 39% głosów. W 2008 r. została wybrana ponownie na to stanowisko, uzyskując 41% głosów. W 2010 r. została wybrana do Izby Niższej Kongresu US jako przedstawiciel Dakoty Południowej. Było to jej pierwsze poważne zwycięstwo polityczne, ponieważ pokonała wtedy uchodzącą za wschodzącą gwiazdę Partii Demokratycznej i pochodzącą z bardzo wpływowej w Dakocie Południowej rodziny Stephanie Herseth Sandlin, pierwszą kobietę wybraną do Kongresu z tego stanu, najmłodszą swojego czasu kongresmenkę US, wybieraną dotąd trzykrotnie. W kampanii wyborczej Herseth Sandlin podkreślała swoją niezależność od klubu partii demokratycznej, kiedy głosowała wbrew swojej partii przeciwko reformie służby zdrowia, ratowaniu Wall Street i ustawie o ograniczeniu handlu energią. Noem wykorzystywała jako główny argument przeciwko niej to, że głosowała na ogólnie nielubianą ze względu na swoją arogancję Nancy Pelosi jako przewodniczącą Izby Niższej. Jak pisał wtedy „The Washington Post”: „39-letnia Herseth Sandlin, uważana w skali kraju za wschodzącą gwiazdę swej partii, stanęła wobec najpoważniejszego jak dotąd w jej karierze wyzwania, czyli 38-letniej Kristi Noem, samorodnej gwiazdy Fox News”. Stanęła i została pokonana.

Noem dostała się do Kongresu US, pokonując Herseth Sandlin 48:46. Rywalka Noem najwyraźniej źle zniosła porażkę, ponieważ pozostając prominentnym politykiem Demokratów, nigdy więcej nie poddała się ocenie wyborców.

Kariera Noem, przeciwnie – zaczęła rozkwitać. W marcu 2011 r. została jednym z 12 regionalnych dyrektorów Narodowego Komitetu Republikańskiego ds. wyborów w 2012 r.

W 2012 r. wybrano ją na drugą kadencję; zyskała bardzo wyraźną przewagę nad kandydatem Demokratów Matthew Varilekiem 57:43, a w 2014 na trzecią, już po prostu deklasując Demokratkę Corinnę Robinson 67:33! Podobnie było 2016, kiedy to po raz czwarty wygrała wybory do Kongresu, pokonując Demokratkę Paulę Hawks 64:36.

Noem była czwartą kobietą reprezentująca Dakotę Południową w Kongresie. Razem z senatorem Timem Scottem z Karoliny Południowej, zostali wyznaczeni przez aklamację spośród 87-osobowej grupy wybranych po raz pierwszy republikańskich członków Kongresu na łączników z przywództwem Republikanów w Kongresie, co uczyniło z Noem drugą kobietę na czele Izby Republikańskiej w Kongresie.

Jest niewątpliwie politykiem bardzo konserwatywnym. Jako kongresmen w kongresie stanowym pomogła m.in. uchwalić ustawę o cięciach podatkowych i zatrudnieniu, która pozwoliła przeciętnej rodzinie z Dakoty Południowej zwiększyć dochód o 2400 dolarów.

W Kongresie US zwalczała nadmierne opodatkowanie. Popierała dyscyplinę budżetową uniemożliwiającą rządowi doprowadzanie do deficytu budżetowego, czyli wydatkowanie przekraczające wpływy budżetowe. Była i jest zwolenniczką cięć budżetowych, likwidacji podatku od nieruchomości, obniżenia stawki podatku od osób prawnych i uproszczenia kodeksu podatkowego. Sprzeciwia się podniesieniu podatków w celu zrównoważenia budżetu. Promowała ustawodawstwo zwalczające handel ludźmi i niewolnictwo seksualne. Sprzeciwiała się Obamacare i głosowała za jej uchyleniem. Chciała dodać do prawa nowe przepisy ograniczające wysokości odszkodowań za błędy medyczne i umożliwiające kupowanie planów ubezpieczenia zdrowotnego w innych stanach. Poparła cięcia w finansowaniu Medicaid, zaproponowane przez Paula Ryana.

Noem jest przeciwniczką aborcji i małżeństw osób tej samej płci; jeszcze w 2015 r. stwierdziła, że nie zgadza się z orzeczeniem Sądu Najwyższego, iż zakazy małżeństw osób tej samej płci są niezgodne z konstytucją.

Wykazuje się niepopularnym myśleniem zdroworozsądkowym. Głosowała m.in. w 2010 r. za poparciem przepisów, które nakazywałyby szkołom nauczać o tzw. zmianach klimatycznych jako „teorii naukowej, a nie udowodnionego faktu” i nakazu informowania uczniów, że „istnieje wiele różnych zagadnień klimatologicznych, meteorologicznych, astronomicznych, termologicznych oraz kosmologiczna i ekologiczna dynamika, która może wpływać na światowe zjawiska pogodowe, a znaczenie i wzajemne powiązania tych czynników są w dużej mierze spekulatywne”. Ściągnęło to na nią opinię osoby zaprzeczającej zmianom klimatycznym. Już samo to wystarczyłoby, żeby ją lubić.

Noem była i jest zwolenniczką zakończenia przez US importu ropy naftowej i uzależnienia od jej zagranicznych dostawców oraz zachęcania do ochrony istniejących zasobów. Popiera dotacje do produkcji paliw i sprzeciwia się zniesieniu federalnych dotacji dla firm naftowych. Poparła budowę rurociągu Keystone XL. Wspierała wiercenia przybrzeżne i zniesienie moratorium na wiercenia głębinowe w Zatoce Meksykańskiej oraz zezwolenia na ponowne jej wydobywanie w tym rejonie. Opowiada się za zablokowaniem działań Agencji Ochrony Środowiska na rzecz zaostrzenia norm zanieczyszczenia powietrza.

Mimo że poparła interwencję NATO w Libii w 2011 r., zastanawiała się, czy US interweniowały w celu ochrony ludności cywilnej, czy raczej w celu usunięcia ówczesnego przywódcy Libii Muammara Kadafiego, i wezwała prezydenta Obamę do podania dodatkowych informacji na temat roli US w konflikcie, uznając jego dotychczasowe wypowiedzi na ten temat za niejasne i niejednoznaczne.

Noem jest bardzo skuteczna także w dziedzinie pozyskiwania funduszy, co w polityce jest niezwykle ważne. Jeszcze na początku pierwszej kadencji w Kongresie US utworzyła „Kristi Pac”, czyli komitet przywódczy ds. działań politycznych i wykorzystywała go także do wspierania innych republikańskich kandydatów.

14 listopada 2016 ogłosiła, że nie będzie ubiegać się o reelekcję do Kongresu, ale zamiast tego będzie w 2018 r. kandydować na urząd gubernatora swojego rodzinnego stanu, czyli Dakoty Południowej. Dzięki swojemu programowi ochrony stanu przed podwyżkami podatku, walki ze wzrostem ingerencji rządu federalnego i jego nadużyciami – pokonała w prawyborach 56%:44% urzędującego prokuratora generalnego DP, Marty’ego Jackleya, a w wyborach powszechnych – kandydata Demokratów, byłego jeźdźca rodeo, Billy’ego Suttona 51%:47,6%. W styczniu 2019 r. złożyła przysięgę i została pierwszą kobietą gubernatorem w historii Dakoty Południowej.

Pierwszą ustawą, jaką podpisała jako urzędujący gubernator 31 stycznia 2018 r., było zniesienie konieczności posiadania pozwolenia na noszenie przy sobie ukrytej broni. W ramach swojej inicjatywy „Family First” obiecała chronić wolność religijną i tradycyjne małżeństwo jako „dany przez Boga związek między jednym mężczyzną i jedną kobietą”

oraz skrytykowała decyzję Sądu Najwyższego US (Obergefell v. Hodges) uznającego taką definicję małżeństwa za dyskryminującą mniejszości seksualne, jako próbę uciszenia tych, którzy wyznają tradycyjne wartości.

Podpisała także kilka ustaw ograniczających aborcję w sposób, który jej zdaniem powinien pomóc rozprawić się definitywnie z handlarzami aborcji w Dakocie Południowej, wymagając m.in. od aborcjonistów korzystania z oficjalnego stanowego formularza, który kobiety muszą podpisać przed aborcją. Jak powiedziała: „Coraz więcej znaczących badań medycznych dostarcza dowodów na to, że nienarodzone dzieci czują, myślą i rozpoznają dźwięki w łonie matki. Są to ludzie, którym należy dać te same prawa, co wszystkim innym”. Jest zdecydowaną przeciwniczką legalizacji narkotyków, także tzw. rekreacyjnej marihuany. Pod jej rządami Dakota Południowa stała się stanem o chyba najniższych podatkach w US, bardzo liberalnych przepisach i szeroko otwartym na inwestycje.

Ale tak naprawdę Kristi Noem wykazała się zarówno konserwatywnym podejściem, jak niezależnością polityczną w trakcie tzw. pandemii covid-19, przyjmując zasadę pełnego zaufania do obywateli swojego stanu i dając im swobodę reagowania na wydarzenia z tym związane. Jako JEDYNY GUBERNATOR US nie nakazała lockdownu, obowiązkowego noszenia masek ani zachowywania tzw. dystansu społecznego.

Nie nakazywała, ale też nie zabraniała. Rekomendowała rodzicom pozostawienie dzieci w szkołach i zachęcała ludzi do turystyki na otwartych terenach stanu w celu pobudzenia gospodarki w okresie spowolnienia. Często wyrażała swój sceptycyzm co do skuteczności noszenia masek oraz zachęcała do zgromadzeń bez stosowania zasady zachowania dystansu społecznego. Nie uległa też presji głównego doradcy medycznego prezydenta US i dyrektora Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych zarazem, dr. Anthony’ego Fauciego, gorącego zwolennika pełnego zamknięcia gospodarki i życia społecznego, maseczkowania (który w swoim szaleństwie ostatnio nawet zaleca noszenie dwóch albo i trzech masek nakładanych jedna na drugą) i powszechnego nieustannego szczepienia. Podczas swojego wystąpienia na corocznej konferencji konserwatystów, która odbyła się w lutym tego roku w Orlando na Florydzie, a na której była – obok Donalda Trumpa i gubernatora Florydy DeSantisa – gwiazdą, Noem opowiedziała związana z tym anegdotę, bo trudno to właściwie inaczej nazwać.

Otóż Fauci, próbując przekonać ją do konieczności wprowadzenia lockdownu w Dakocie Południowej, argumentował, że w przeciwnym razie przewiduje, iż w szczycie chorobowym Dakota będzie miała jednocześnie ok. 10 tys. hospitalizowanych chorych. Noem z uśmiechem powiedziała, że: „Chyba się trochę pomylił – w najgorszym momencie mieliśmy niewiele ponad 600 chorych!”. Odpowiedzią był wybuch śmiechu i aplauz widowni.

W ogóle jej tegoroczne wystąpienie na CPAC było chyba przełomowe w jej karierze politycznej i pokazało, że ambicje Noem sięgają znacznie wyżej niż stanowisko gubernatora stanu. Przypomniała, że kiedy po raz pierwszy pojawiła się na CPAC rok wcześniej, była praktycznie nieznana i chyba jedyne, co o niej wiedziano, to to, że jest gubernatorem jednej z dwóch Dakot – cieplejszej! Teraz tłumaczyła, dlaczego Ameryka powinna być konserwatywna – co, jej zdaniem, pokazał właśnie rok 2020. Administracja prezydenta Trumpa doprowadziła do utworzenia 7 mln nowych miejsc pracy, do najniższego historycznie bezrobocia wśród zarówno czarnej, jak latynoskiej i azjatyckiej społeczności, a prawie 10 mln ludzi wydźwignięto z ubóstwa. Teraz, z powodu lockdownu, gubernatorzy zamykają stany, szkoły, firmy i doprowadzają do rekordowego bezrobocia i ubóstwa, a gospodarkę amerykańską do stanu zastoju. To za jej przykładem po kongresie 16 innych rządzonych przez republikanów stanów zniosło nieomal całkowicie lockdown. Dzisiaj, na 50 stanów USA, tylko w 4 obowiązuje lockdown porównywalny z tym, co mamy teraz w Polsce.

„Powiedzmy to sobie jasno: covid nie niszczy gospodarki – to rząd niszczy gospodarkę!” – te słowa wypowiedziane przez Kristi Noem powinny pojawić się na plakatach i banerach na wszystkich protestach i manifestacjach organizowanych na całym świecie przeciw restrykcjom wprowadzanym pod pozorem tzw. pandemii.

Artykuł Adama Bodnara pt. „Kristi Noem” znajduje się na s. 5 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021.

 


  • Kwietniowy numer „Kuriera WNET” (wydanie ogólnopolskie, śląskie i wielkopolskie wspólnie) można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Adama Bodnara pt. „Kristi Noem” na s. 5 kwietniowego „Kuriera WNET” nr 82/2021

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego