Budzisz: Bardzo możliwe, że to jednak Iran zaatakował saudyjskie rafinerie i chce dzięki temu renegocjować sankcje z USA

– Poprzez eskalację konfliktu Irańczycy doprowadzili już raz administrację Obamy do kompromisu w sprawie swojego programu nuklearnego. Czy Trump też się przed nimi ugnie? – pyta Marek Budzisz.

Marek Budzisz, ekspert od spraw wschodnich, odnosi się do słów, które podczas konferencji prasowej wypowiedział rzecznik ministerstwa obrony Arabii Saudyjskiej Turki al-Malki. W trakcie dzisiejszego briefingu stwierdził on, że za atakiem na dwie rafinerie w Arabii Saudyjskiej z soboty stoi Iran. Na dowód zaprezentował kawałki dronów i pocisków oraz zdjęcia. Przekazał ponadto, że 18 dronów i siedem pocisków manewrujących zostało wystrzelonych z kierunku wykluczającego Jemen. Fakty te mogą wykluczyć z grona potencjalnych odpowiedzialnych za wywołanie pożaru sprzymierzonych z Iranem jemeńskich rebeliantów Huti.

Gość Kuriera w samo południe jest zdania, że w najbliższym czasie konflikt może jeszcze bardziej zyskać na intensywności. Dzisiejszej nocy bowiem saudyjskie lotnictwo zbombardowało miasteczko zbrojne utworzone przez Iran na terytorium Iraku. Przeprowadzenie ataku motywowano podejrzeniami, że miejsce to może służyć do przemytu broni na teren Libanu.

Należy zakładać, że były zaangażowane w to regularne jednostki wojskowe irańskie, tym bardziej że dowódca wojsk rakietowych irańskich zaraz po tym ataku sformułował publicznie deklarację, że amerykańskie cele w postaci baz – chodzi o bazę w Zjednoczonych Emiratach Arabskich i bazę w Katarze – też są na celowniku irańskich rakiet (…). To jest pewna eskalacja napięcia, żeby wymusić jakiś nowy kompromis [dotyczący sankcji gospodarczych za wycofałanie się Iranu w 2018 r. z porozumienia nuklearnego – przyp. red.]. To jest ten lepszy scenariusz (…). Irańczycy już raz w ten sposób (…) doprowadzili administrację Obamy do kompromisu w zakresie ich programu nuklearnego.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Rakowski: Bliski Wschód chce, by po wyborach Netanjahu był premierem. Odpowiada mu, że ten polityk dużo gada i mało robi

– Bliski Wschód głowi się, jakim premierem byłby lider Niebiesko-Białych. To człowiek niedoświadczony politycznie, więc region ten woli, by szefem rządu pozostał Netanjahu – mówi Paweł Rakowski.

 

 

Paweł Rakowski, ekspert bliskowschodni, odnosi się do wyników wyborów parlamentarnych w Izraelu, które przeprowadzone zostały 17 września. Liczenie głosów jeszcze się nie skończyło – obecnie analizie poddano preferencje 95% okręgów wyborczych. Od wczoraj wynik głosowania nie zmienił się – partia Niebiesko-Białych pod wodzą Beniego Ganca może liczyć na 33 mandaty w 120-osobowym Knesecie, natomiast Likud premiera Benjamina Netanjahu ma zapewnione 32 miejsca. By uzyskać wymaganą większość 61 miejsc, któreś z ugrupowań będzie musiało utworzyć koalicję. Obecna głowa rządu nawołuje, by z negocjacji w tej sprawie wykluczyć partie arabskie, które w wyborach uzyskały 12 mandatów. Gość Poranka stwierdza, że wezwanie to świadczy o dalszym agresywnym kursie polityki Izraela.

Wszyscy zastanawiają się, kim może być Beni Ganc na fotelu premiera. Jest to człowiek niedoświadczony politycznie, były generał, szef sztabu armii izraelskiej, więc Bliski Wschód generalnie oczekuje, że Benjamin Netanjahu w jakiś tam sposób pozostanie na swoim stanowisku. (…) Jest to człowiek sprawdzony, przez prawie 10 lat swojego urzędowania nie wywołał żadnej (…) większej wojny, dużo gada, mało robi, co jest niezwykle istotne.

Gość Poranka opowiada również o najnowszych działaniach podjętych w sprawie sobotniego ataku pochodzących z Jemenu Huti na rafinerie w Arabii Saudyjskiej. Wczoraj bowiem saudyjskie ministerstwo obrony przedstawiło pozostałości po rakietach i dronach, za pomocą których doprowadzono do pożaru dwóch instalacji.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.

Repetowicz: To USA wygrały na ataku Hutich na rafinerie. Interwencja nie jest w ich interesie, zwłaszcza przed wyborami

– Po ataku Hutich z soboty na rafinerie w Arabii Saudyjskiej cena ropy wzrosła o 20%. Najwięcej ugrały więc na nim USA – największy eksporter tego surowca – mówi Witold Repetowicz.

 

 

Witold Repetowicz, dziennikarz zajmujący się tematyką Bliskiego Wschodu, odnosi się do ataku szyickiego ruchu Huti na rafinerie w Arabii Saudyjskiej. Doszło do niego w sobotę rano, kiedy to dwa drony wywołały pożar dwóch instalacji koncernu Aramco. Jedna z nich znajdowała się w Abqaiq, natomiast druga w Khurais. Sprawa jest niebagatelna – Aramco określa pierwszą ze wspomnianych rafinerii jako największą instalację do przerobu ropy na świecie. Szacuje się, że produkuje się tu dziennie do 7 milionów baryłek tego surowca.

Atak pochodzących z Jemenu Huti wyłączył 5% światowego przerobu ropy naftowej oraz podniósł cenę tego surowca o 20%. Tak gwałtowny skok wartości ropy niewidzialny był od początku lat 70., kiedy to miał miejsce kryzys naftowy. Był on efektem sankcji państw członkowskich Organizacji Arabskich Krajów Eksportujących Ropę Naftową nałożonych na Stany Zjednoczone po wybuchu wojny izraelsko-arabskiej w październiku 1973 roku.

Sam ruch Huti wspierany jest przez Iran, a pragnący zachować anonimowość wysoki rangą urzędnik amerykański uważa wręcz, że ataku dokonano z terytorium tego kraju, a nie z Jemenu. Gość Poranka wyjaśnia, co motywuje Iran do wspierania jemeńskich szyitów.

Iran został mocno uderzony ekonomicznie sankcjami nałożonymi, które doprowadziły do ograniczenia możliwości sprzedaży ropy przez Iran (…). Iran tutaj pokazuje, że jest w stanie odpowiedzieć na to (…), więc również nie pozwoli innym sprzedawać ropę. (…) W pewnym sensie jest to ostrzeżenie ze strony Iranu, ponieważ Iran zdecydowanie ma możliwości znacznie większego ograniczenia sprzedaży ropy z Bliskiego Wschodu. (…) Jeżeli będzie ta atmosfera konfrontacji narastać (…), a póki co niewiele wskazuje (…), żeby strony chciały zrobić krok w tył, no to znacznie więcej procent ropy może zostać wyłączonych z rynku.

Repetowicz zaznacza jednak, że na ataku najwięcej zyskał nie Iran, a Stany Zjednoczone. Jako największy eksporter ropy naftowej nie widzą zatem interesu w interwencji w konflikcie, szczególnie przed wyborami prezydenckimi w 2020 r.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.K.