Opinia świata o rusofobii Polaków przeszkadza w korzystaniu z naszych doświadczeń / Jan Martini, „Kurier WNET” 93/2022

Minęło 50 lat i znowu „wygraliśmy zimną wojnę”. Imperium zła się zmniejszyło, ale nie zostało pokonane. Komu zależało na stabilnej Rosji? Czy Rosjanie mieli jakiś „parasol” w kręgach decyzyjnych USA?

Jan Martini

Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?

Często słyszy się opinię, że nie wiadomo co zrobi Putin, bo to gracz kompletnie nieprzewidywalny. Bywali jednak ludzie, którzy z dużą akuratnością potrafili przewidywać działania Rosji i jej przywódców, ale ich prognoz nikt nie chciał słuchać.

W Polsce do takich ludzi należał niedawno zmarły dr Jerzy Targalski. Właśnie wśród Polaków najłatwiej jest znaleźć specjalistów „od przewidywania” Rosji, bo mamy kilkuwiekowe doświadczenia w obcowaniu z imperializmem rosyjskim. Niestety powszechna w świecie opinia o rusofobii Polaków w zasadzie uniemożliwia korzystanie z naszych doświadczeń i dlatego nikt nie traktował poważnie także ostrzeżeń prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Rzadkim przykładem anglosaskiego „rusofoba”, czy raczej realisty, był amerykański generał George Patton, który kierował ciężkie zarzuty pod adresem ówczesnych polityków. Dopiero z dzisiejszej perspektywy widać, jak trafne były jego przewidywania:

„Pozwolili nam wykopać w cholerę jednego gnoja, a jednocześnie zmusili, żebyśmy pomogli usadowić się następnemu, równie złemu albo jeszcze gorszemu niż tamten. (…) Wygraliśmy tylko szereg bitew, nie wojnę o pokój. (…) Będziemy potrzebowali nieustającej pomocy Wszechmogącego, jeśli mamy żyć na jednym świecie ze Stalinem i jego morderczymi zbirami”. „Po raz pierwszy od stuleci pozwoliliśmy siłom Czyngis-chana wejść do Europy Środkowej i Zachodniej (…) w naszych czasach nie będzie pokoju, a Amerykanie, także ci, którzy się dopiero urodzą, będą musieli walczyć z Rosjanami jutro, albo za piętnaście, czy dwadzieścia lat. Dzisiaj powinniśmy powiedzieć Rosjanom, że mają iść w cholerę, zamiast ich słuchać, kiedy nam mówią, że mamy się cofnąć”.

Pattonowi nie pozwolono wyzwolić Pragi i został zmuszony do wycofania się z Czechosłowacji, która mocą uzgodnień alianckich została przeznaczona do „wyzwolenia” przez Sowietów. Musiał także wstrzymać się przed wkroczeniem do Berlina, choć jego patrole dotarły już do przedmieść miasta 13 kwietnia 1945 roku. Pierwszą „samowolkę” generał wykonał w marcu 1945 roku, forsując Ren, choć naczelny dowódca Dwight Eisenhower zamierzał przekroczyć Ren dopiero w maju, „kiedy wody opadną”. Na obawy ludzi zaniepokojonych o przyszłość Europy naczelny wódz odpowiadał w żołnierskich słowach: „Mam w dupie polityczną przyszłość Europy. Chcę tylko bezpiecznie doprowadzić swoich chłopców do domu”.

3 Armia amerykańska dowodzona przez Pattona wyzwalała Francję, spotykając się z wielkim entuzjazmem ludności, ale ze względów politycznych nie mogła wkroczyć do Paryża, bo trzeba było poczekać na zorganizowanie trzydniowego powstania i dowiezienie Armii Wolnych Francuzów…

Patton nie zdawał sobie sprawy ze stopnia infiltracji agentury komunistycznej w rządzie Stanów Zjednoczonych. Dziś szacuje się, że w administracji federalnej USA działało około 400 agentów komunistycznych – wśród nich byli też najbliżsi współpracownicy prezydenta Roosevelta.

W tamtym czasie komunizm wydawał się niezwykle atrakcyjną ideą („świat bez wyzysku człowieka przez człowieka”), nie istniały jeszcze efektywne służby kontrwywiadowcze, a prawdziwe oblicze bolszewizmu nie było powszechnie znane.

Co do natury komunizmu, żadnych wątpliwości nie miał premier Churchill, który podobnie jak generał Patton, zdawał sobie sprawę, że II wojna światowa zostanie przegrana, jeśli nie doprowadzi się do zwycięstwa demokracji. Dlatego ci dwaj ludzie myśleli o kontynuowaniu wojny, w której alianci zachodni mieli konkretną przewagę.

Pomijając fakt, że broń atomową wówczas mieli tylko Amerykanie, alianci zachodni dysponowali sprawnym zaopatrzeniem i przewagą w powietrzu. Sowieckie masy wojska i sprzętu (8 tysięcy czołgów, ciężarówki przeważnie produkcji amerykańskiej) przy przerwaniu zaopatrzenia – dostaw paliwa, amunicji i żywności – byłyby w zasadzie bezużyteczne.

Patton spotykał się z entuzjazmem na wyzwalanych przez Amerykanów terenach – masy uwolnionych robotników przymusowych i jeńców wręcz błagały generała o przyjęcie w szeregi jego armii. W Polsce istniał wielki i dobrze zorganizowany ruch oporu, gotowy wesprzeć działania amerykańskie. Z tego oczywiście zdawali sobie sprawę Sowieci, dlatego postanowili Pattona „zneutralizować”. Naprzód dzięki ich intrygom pozbawiono generała dowództwa 3 Armii, a następnie po kilku próbach zamachu, zamordowano.

Szczególnie perfidna była jedna z tych prób – klasyczna operacja „pod fałszywą flagą”. Gdy generał leciał samolotem z Niemiec do Anglii, nad Francją jego samolot został ostrzelany przez angielski myśliwiec Spitfire z polskimi (!) znakami rozpoznawczymi.

Pilotowi Pattona udało się uniknąć ataku, ale generał był przekonany, że Polacy usiłowali go zamordować. Później okazało się, że polskie lotnictwo stacjonowało poza zasięgiem zdarzenia, na północy Szkocji, a tego dnia żaden samolot nie wykonywał lotu. W końcu generał Patton „zginął w niejasnych okolicznościach”, jak piszą we wszelkich materiałach na jego temat. Został on zamordowany sposobem szeroko stosowanym w III RP w czasie, gdy sowieckie służby budowały w Polsce „demokrację” – samochód generała zderzył się z ciężarówką…

Po wojnie zapanowała euforia i cały świat uważał, że wraz klęską państw Osi wygrały siły „dobra”, a dzięki powołaniu ONZ konflikty zbrojne będą po prostu niemożliwe. Tylko nieliczni, jak Churchill i Patton, sądzili, że wojna została przegrana.

Minęło 50 lat i historia się powtórzyła – „wygraliśmy zimną wojnę”. Wprawdzie „imperium zła” się zmniejszyło, ale bynajmniej nie zostało pokonane. Pierestrojka, do której przygotowywano się 20 lat, nie przebiegła według przygotowanego scenariusza, zmiany poszły dalej niż zakładano, ale zdołano opanować sytuację. Podczas wielkiego bałaganu w Rosji „jastrzębie” z Pentagonu proponowały raz na zawsze rozwiązać problem zagrożenia rosyjskiego, lecz zajmujący się polityką zagraniczną Sekretariat Stanu sprzeciwił się temu, posługując się argumentem rzekomego „niebezpieczeństwa destabilizacji”. Komu tak zależało na stabilnej Rosji? Czy Rosjanie, przeprowadzając ryzykowne przeobrażenia, mieli jakiś „parasol” w kręgach decyzyjnych USA?

Sowietologiem, który nie wierzył w „koniec historii” i uważał, że to Zachód przegrał zimną wojnę, był Christopher Story. W wywiadzie z roku 2005 powiedział:

„Związek Radziecki nie istnieje, więc Zachód może się rozluźnić, nie musi być czujny i teraz jest kuszony obietnicą współpracy. Ze strony sowieckiej jest to szantaż kolaboracji. Jest to równanie, w którym jednym elementem jest współpraca, a drugim szantaż. My współpracujemy, zapominając o elemencie szantażu, ale jest to sytuacja bardzo, bardzo niebezpieczna”.

Na pytanie, co robić i jak przeciwdziałać, Story odpowiedział:

„Powinniśmy zostawić ich, by kisili się we własnym sosie i wycofać się z kooperacji. Obecnie jesteśmy głęboko zaangażowani we współpracę. Nie musimy tego ogłaszać, tylko po prostu wyplątać się. Przestać pomagać, wycofać się z kooperacji gdziekolwiek nadarzy się okazja, okopać się, a także zacząć się ponownie zbroić jak szaleni, ponieważ jedyną rzeczą, jaką oni powinni zrozumieć, jest to, że jesteśmy zdeterminowani bronić się i nie dopuścić do ich zwycięstwa”.

Christopher Story, którego prawdziwe nazwisko brzmiało Edward Harle, był prominentnym dziennikarzem i ekspertem specjalizującym się w zagadnieniach ekonomicznych. Był także znawcą komunizmu i problematyki rosyjskiej. Gdy zaczął wydawać magazyn „The Soviet Analyst”, zmienił nazwisko ze względów bezpieczeństwa. Zmarł w lipcu 2010 roku na tajemniczą chorobę wątroby.

Story sądził, że został otruty podczas wizyty w USA w marcu 2010 roku za pomocą wirusa wytworzonego przez ośrodek broni biologicznej w Fort Meade (operacja pod fałszywą flagą?).

Artykuł Jana Martiniego pt. „Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?” znajduje się na s. 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 93/2022.

 


  • Marcowy numer „Kuriera WNET” można nabyć kioskach sieci RUCH, Garmond Press i Kolporter oraz w Empikach w cenie 9 zł.
  • Wydanie elektroniczne jest dostępne w cenie 7,9 zł pod adresami: egazety.pl, nexto.pl lub e-kiosk.pl. Prenumerata 12-miesięczna wersji elektronicznej: 87,8 zł.
  • Czytelnicy gazety za granicą mogą zapłacić za nią PayPalem lub kartą kredytową na serwisie gumroad.com.
  • Wydania archiwalne „Kuriera WNET” udostępniamy gratis na www.issuu.com/radiownet.
Artykuł Jana Martiniego pt. „Rosja przewidywalna czy nieprzewidywalna?” na s. 2 marcowego „Kuriera WNET” nr 93/2022

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Wiceminister finansów: Nie są planowane podwyżki podatków. Estoński CIT to w praktyce obniżka CIT

Jakie są prognozy gospodarcze? Czym różni się obecna sytuacja od tej z lat 90.? W jakim kierunku idzie świat? Co musi towarzyszyć niewidzialnej ręce rynku? Odpowiada Piotr Patkowski.

Prognozy są optymistyczne. […] nauczyliśmy się żyć z wirusem- wiemy, jakie niesie ryzyko i jak sobie z nim jako państwo poradzić pod względem zdrowotnym i finansowym.

Piotr Patkowski mówi o kondycji gospodarczej Polski po lockdownie. Pozytywnie ocenia sytuację, wskazując, że druga połowa bieżącego roku i przez cały rok 2021 będzie towarzyszyć nam „dynamiczne odbicie i odbudowywanie tego co straciliśmy”. Zaznacza, że sytuacja jest nieporównywalna do lat 90.

Wiceminister finansów niemniej jednak podkreśla, że najbardziej ucierpiały branże takie jak sektor kulturalny, czy lotniczy. Rząd skupia szczególną na nich uwagę. Nasz gość na pytanie w co inwestować, zachęca do inwestowania w obligacje Skarbu Państwa. Informuje, że rząd Prawa i Sprawiedliwości zamierza uprościć podatki oraz skrócić łańcuch dostaw. To ostatnie jest częścią międzynarodowej tendencji. Dodaje, że nie planowane są podwyżki podatków. Wskazuje, że

Estoński CIT to w praktyce obniżka CIT.

Patkowski odpowiada na pytanie, jak wyobraża sobie Polskę za dziesięć lat. Ocenia, iż

Świat idzie nieuchronnie w kierunku cyfryzacji, robotyzacji. W tym kierunku powinna i będzie podążać Polska.

Polityk odpowiada na pytanie o to, jakich współczesnych ministrów finansów najbardziej ceni. Wskazuje, że niektórzy politycy, jak Winston Churchill byli dobrymi premierami, ale złymi ministrami finansów.

Niewidzialna ręka rynku jest immanentną cechą gospodarki wolnorynkowej. […] Obok niewidzialnej ręki rynku może istnieć widzialna ręka państwa.

Podkreśla, że „zawsze obok niewidzialnej ręki rynku musi być stabilna ręka państwa”.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.

Wróbel: Te wybory przekształcono w ponowne referendum brexitowe. Klasa pracująca bardziej od torysów nienawidzi Brukseli

Sławomir Wróbel o zwycięstwie Partii Konserwatywnej w wyborach do Izby Gmin i jego związku z Brexitem, stosunku klasy pracującej do imigrantów z Europy Śr-Wsch i o szkockim separatyzmie.

Sławomir Wróbel o relacjach brytyjskich mediów dotyczących wyborów parlamentarnych w ich kraju. Podkreślają wielką wygraną Partii Konserwatywnej, ponieważ to największe zwycięstwo tego ugrupowania od ostatniego zwycięstwa Margaret Thatcher w 1987 r. Torysi posiadają prawie 40-osobową większość w Izbie Gmin. Kurs funta po wygranej skoczył w górę. Wróbel nie dziwi się, że Boris Johnson zwyciężył, gdyż politycy Partii Pracy bagatelizowali wolę narodu ws. brexitu.

Te wybory zostały przekształcone w ponowne referendum brexitowe – jeśli w jednym referendum powiedzieliśmy, że chcemy opuścić Unię Europejską tzn., że taka jest wola suwerena.

Boris Johnson zapowiedział, że będzie chciał „tworzyć rząd jednego narodu”. Wróbel stwierdza, że Johnson „może chcieć wejść w buty swoich poprzedników- Winstona Churchilla i Margaret Thatcher” i trwale zapisać się w brytyjskiej historii.

Klasa pracująca zdecydowała, że tak jak wcześniej z dziada pradziada nienawidziła konserwatystów, tak jeszcze bardziej nienawidzi Brukseli.

Nasz gość tłumaczy powody słabego wyniku laburzystów. Zauważa, że nastroje brytyjskiego salariatu nie są dobrą wiadomością dla nas, gdyż brytyjski pracownicy są niechętni imigrantom z Europy Środkowej i Wschodniej. Zwraca też uwagę na bardzo dobry wynik Szkockiej Partii Narodowej, która zdobyła 48 mandatów na 59 przypadających Szkocji [w 2017 zdobyła 34, a w 2015 56- przyp. red.]. Oznacza to, że „szkockie dążenia niepodległościowe będą podsycone”.

Wysłuchaj całej rozmowy już teraz!

K.T./A.P.