Wolę mieć swoje państwo narodowe, które pewnie powinno być dalej reformowane, ale z centrum w Warszawie, nie w Brukseli

Federalizm w połączeniu z brakiem otwartości na przyjmowanie nowych członków oznacza, że Polska stanie się obszarem peryferyjnym takiej Unii Europejskiej. Polacy mają większe aspiracje i możliwości.

Mariusz Patey

Prezydent Macron upatruje w integracji, budowie europejskiej armii odpowiedzi na zagrożenia nie tylko ze strony Rosji i Chin, ale i USA. Przypomnijmy: sojuszniczego USA, którego wkład w budżet NATO to 80% środków, które z powodzeniem współbroniło właśnie Europy przed ekspansją komunizmu.

Kolejne pytanie: czy współcześni „ojcowie założyciele” Stanów Zjednoczonych Europy zechcą swym parasolem obronnym objąć także kraje Europy Wschodniej, którym nie udało się do tej pory dostać do struktur obronnych NATO czy stać się członkami UE, ale aspirują do tego? Mam na myśli Ukrainę, Gruzję, Mołdawię. I co w takim razie z obecnością w Unii Turcji? Obawiam się, że odpowiedzi na te pytania dla społeczeństw Europy Wschodniej nie byłyby powodem do optymizmu. Centralnie zarządzana struktura biurokratyczna potrzebuje bowiem więcej czasu i środków, by przyjąć kolejne, zwłaszcza biedniejsze, gorzej zorganizowane i zarządzane państwa. Nie wiadomo zatem, czy bogatsza Federacja Europejska będzie chciała przyjmować kolejne państwa, których aktywa stanowią wątpliwą wartość zwłaszcza dla dużych państw Unii.

Przypomnijmy, że poziom życia Francuzów, Holendrów, Belgów i Niemców był satysfakcjonujący nawet, kiedy granica między zachodem a wschodem przebiegała na Łabie. Wydaje się także, że styl życia zachodnich społeczeństw, różniący się od wyobrażeń dużej części mieszkańców Europy Środkowo-Wschodniej może rodzić napięcia. Konsumpcja i zewnętrzne atrybuty bogactwa są pożądane, ale już progresywne propozycje obyczajowe mniej.

Europę mają łączyć europejskie wartości, tyle, że obecnie raczej to „wartości” Altiera Spinellego i Antonia Gramsciego, a nie Roberta Schumana i Jeana Monneta. Trzeba tu jasno powiedzieć, że takie „wartości” wykluczają z projektu europejskiego na przykład miliony katolików.

Polscy zwolennicy Federacji Europejskiej zdają się ten problem rozumieć, stąd uderzanie w chrześcijański fundament wartości coraz mniej kompatybilny z – jak im się wydaje – „europejskim jądrem”. Wieszczenie laickich elit o śmierci Kościoła jest na szczęście przedwczesne.

Osobom o mentalności gorliwego służącego może się wydawać, że strategia wypełniania oczekiwań i potakiwania może przynieść kolejne subwencje i utrzymanie poziomu życia na akceptowalnym dla nich poziomie. Federalizm w połączeniu z brakiem otwartości na przyjmowanie nowych członków oznacza jednak, że w takiej strukturze europejskiej Polska stanie się obszarem peryferyjnym. Zgoda na imitacyjny model rozwoju może tylko utrwalić różnice w bogactwie między zachodem Europy i biedniejszą Polską. Będziemy podążać biernie w dryfie rozwojowym niemieckich landów. Polacy mają większe aspiracje i możliwości. (…)

Także ledwo skrywana chęć wypchnięcia USA z Europy może budzić niepokój. Przecież jedną z przyczyn ośmielających państwa zbójeckie, czyli III Rzeszę i Sowiety, do zburzenia ładu wersalskiego, był izolacjonizm USA i jego wycofanie się z Europy po I wojnie światowej.

Niektórzy krytycy formatu NATO z Francji czy Niemiec z jednej strony podważają sens istnienia sojuszu po zakończeniu zimnej wojny, podnosząc pacyfizm Europejczyków, a z drugiej (te głosy szczególnie słyszalne są we Francji) przyznają, że obecny system obronny, oparty na własnym arsenale jądrowym, ma wystarczający efekt odstraszający. Osoby te starają się zaklinać rzeczywistość. Zimna wojna nigdy bowiem się nie skończyła dla byłych funkcjonariuszy struktur siłowych ZSRS; zmieniła jedynie swoje oblicze. Toczy się ona dziś głównie na obszarze byłych republik sowieckich i w przestrzeni medialnej. Celem jest co najmniej odbudowa wpływów w przestrzeni postsowieckiej, a może i w dawnych krajach bloku wschodniego. (…)

Jeśli przyjrzeć się funkcjonowaniu państw rozległych terytorialnie, o zróżnicowanych historycznie i kulturowo obszarach, w centrum zwykle dochodziły do głosu grupy silniejsze, lepiej osadzone w strukturach władzy i biurokracji. W Bizancjum najbiedniejsze były prowincje peryferyjne. Taki sam los spotkał wschodnie landy zjednoczonych przez Bismarcka Niemiec. Także w USA po zmonopolizowaniu emisji pieniądza przez FED ustalił się i trwa nieprzerwanie podział na stany biedniejsze i bogatsze, korygowany odkryciami cennych kopalin (Alaska, Dakota). Zmiany w rankingu, jeśli oczyścić amerykański PKB z dochodów pochodzących z wydobycia surowców, prawie się nie zdarzają, a przecież poszczególne stany mają autonomię w przyjmowaniu rozwiązań w zakresie organizacji i prawa stanowego (w naliczaniu podatków, prowadzeniu polityki edukacyjnej, socjalnej itp.), może większą niż obecnie poszczególne państwa w ramach UE.

Twierdzę zatem, wbrew tezie polskich zwolenników federalizmu, że „więcej Brukseli” wcale nie oznacza, że na przykład lobbujące za NS2 koncerny nie będą bardziej skuteczne w warunkach „silniejszej Brukseli” niż w realiach Europy opierającej współpracę na międzypaństwowych umowach i uzgodnieniach. Postawię nawet hipotezę że, zbyt silna Bruksela może inicjatywy chroniące nasze interesy skuteczniej utrącać.

Większe prawdopodobieństwo bowiem, że w silnym brukselskim centrum będą ludzie pokroju Gerharda Schroedera niż broniący polskich interesów w Europie. Ja, któremu sprawy polskie są bliższe niż europejskie, wolę mieć swoje państwo narodowe, które pewnie powinno być dalej reformowane, ale z centrum w Warszawie, nie w Brukseli.

Cały artykuł Mariusza Pateya „Co dalej z UE?” znajduje się na s. 4 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 60/2019, gumroad.com.

 


„Kurier WNET”, „Śląski Kurier WNET” i „Wielkopolski Kurier WNET” są dostępne w jednym wydaniu w całej Polsce w kioskach sieci RUCH, Kolporter i Garmond Press oraz w Empikach, a także co sobota na Jarmarkach WNET w Warszawie przy ul. Emilii Plater 29 (na tyłach hotelu Marriott), w godzinach 9–15.

Wersja elektroniczna aktualnego numeru „Kuriera WNET” jest do nabycia pod adresem gumroad.com. W cenie 4,5 zł otrzymujemy ogólnopolskie wydanie „Kuriera WNET” wraz z wydaniami regionalnymi, czyli 40 stron dobrego czytania dużego (pod każdym względem) formatu. Tyle samo stron w prenumeracie na www.kurierwnet.pl.

Artykuł Mariusza Pateya „Co dalej z UE?” na s. 4 czerwcowego „Śląskiego Kuriera WNET” nr 60/2019, gumroad.com

Dofinansowany ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego

Cejrowski: Pomysł prezydenta na wpisanie obecności Polski w UE do Konstytucji przypomina mi dawny zapis o sojuszu z ZSRR

– Konstytucja reguluje sprawy wewnętrzne państwa, pomyślanego jako byt wieczny. Sojusze z kolei są tymczasowe. Pomysł wpisania do Konstytucji członkostwa Polski w UE to błąd – mówi Wojciech Cejrowski.

W poniedziałkowej audycji „Studio Dziki Zachód” Wojciech Cejrowski krytykuje dzisiejszą atmosferę i klimat Warszawy. Stwierdza, że część jej dzielnic wygląda sztucznie, a cała stolica powinna być odbudowana tak, jak wyglądała ona przed II wojną światową. W związku z tym należałoby zlikwidować także Pałac Kultury i Nauki.

Podróżnik zaznacza, że wspomniana restauracja nie stoi w sprzeczności z budową obiektów podyktowanych postępem technicznym. Zdaniem gospodarza audycji nie powinny to być jednak wieżowce. Sądzi, że Warszawa nie powinna konkurować z resztą świata poprzez tego rodzaju budowle. Po pierwsze, za późno rozpoczęła ona ich konstruowanie, a po drugie w porównaniu do Dubaju czy Hong Kongu nie ma wystarczającego zaplecza finansowego. Nie bez znaczenia pozostaje również fakt, że polska stolica, w przeciwieństwie do m.in. Manhattanu, ma wystarczająco dużo przestrzeni do zagospodarowania, więc nie musi piąć się w górę.

Cejrowski odnosi się ponadto do przedstawionej 3 maja propozycji prezydenta Andrzeja Dudy, by członkostwo Polski w Unii Europejskiej zapisane zostało w Konstytucji. Podróżnik oświadcza, że pomysł ten przypomina mu gwarantowany w ustawie zasadniczej od 1976 r. sojusz Polski ze Związkiem Radzieckim. Zwraca także uwagę na fakt, że najważniejszy państwowy dokument reguluje sprawy wewnętrzne kraju, pomyślanego jako byt wieczny. Sojusze natomiast zawsze są tymczasowe.

Gospodarz „Studio Dziki Zachód” ubolewa również nad brakiem postępów w śledztwie dotyczącym zamachu z 13 stycznia bieżącego roku na prezydencie Gdańska Pawle Adamowiczu.

Wysłuchaj całej audycji już teraz!

A.K.