Jan Martini: stan wojenny był przeprowadzony dość kulturalnie jak na zwyczaje komunistów

Publicysta „Wielkopolskiego Kuriera WNET” o stanie wojennym: swojej działalności opozycyjnej, procesie i o związku służb z pierestrojką.

Jan Martini wspomina stan wojenny. Jak stwierdza,

Zawdzięczam generałowi Jaruzelskiemu fakt, że nie umarłem z przepracowania.

Zauważa, że pracując w regionalnej „Solidarności” nie zrezygnował z etatów w teatrze. Dzień dzielił między pracę w Regionie i w teatrze. Po mowie na zebraniu Regionu niektórzy chcieli go wybrać na przewodniczącego. On jednak nie chciał zostać przewodniczącym związku stwierdzając, że powinien być nim ktoś mający kontakt z robotnikami. Tak też się stało- został nim inżynier z największej fabryki w Koszalinie. Martini został przewodniczącym komisji informacji, oświaty i kultury.

Wydawaliśmy gazetkę. To było nawet dobrze zorganizowane.

Członek opozycji antykomunistycznej wyjaśnia, że nie został internowany od razu. Wynikało to z tego, że

Listy proskrypcyjne zostały przygotowane po porozumieniach sierpniowych.

On zaś zaczął działać w maju 1981 r. Po wprowadzeniu stanu wojennego, 17 grudnia przyszli do niego do domu na rozmowę. Zobowiązał się do przestrzegania prawa w czasie stanu wojennego.

Miałem rozmowę profilaktyczną.

Rozmówca Krzysztofa Skowrońskiego  podkreśla, że wbrew temu, co się czasami sądzi, podpisanie tzw. lojalki nie było równoznaczne z podpisaniem zgody na współpracę. Dodaje, że

Część ludzi, która podpisała lojalki została internowana, a część którzy nie podpisali nie została.

W ten sposób komuniści dezorientowali swych przeciwników. Martini zaangażował się w wydawanie od lutego w wydawanie gazety „Grudzień 1981”. W maju w czasie rewizji znaleźli u niego bibułę. Nasz gość siedział 11 miesięcy, z czego trzy w areszcie śledczym. Wskazuje, że

Nie udowodniono mi, że komukolwiek przekazywałem te materiały.

Dziwi się, że śledztwo było tak łagodne. Nie naciskali na niego w sprawie tego skąd się wzięły u niego gazety.

Stan wojenny był przeprowadzony dość kulturalnie jak na zwyczaje komunistów.

Zauważa, że był to fragment pierestrojki. Komuniści nie mogli sobie pozwolić na zbytnią brutalność. Martini wskazuje na pracę Jerzego Targalskiego „Służby specjalne i pieriestrojka”.

To był bardzo długi proces uwiarygadniania dysydenta.

Posłuchaj całej rozmowy już teraz!

A.P.

  • Avatar

    Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia – taka znajoma „skądś” dialektyka. Trudno się dziwić pułkownikowi Mazgule, ale…!!! Roku 1981 w Polsce nie można, na Boga , odnosić do czasów stalinowskich. Polewanie zimną wodą na trzaskającym mrozie, wojskowe powołania pod namioty dla inwalidów, bicie, a nawet katowanie ludzi na komisariatach, w końcu śmiertelne ofiary od 14 (Jaruzelski) , przez 40(wersja oficjalna) po grubo ponad 100 (!?) – dość kulturalne zabiegi ??? Może było przejawem głupoty nie podpisywanie nawet „półlojalki”, może to wtedy właśnie ujawniała się „kultura” sowiecka ??? Pierestrojka, pierestrojką, ale aparat ubecki został zwiększony do 180 000 i całymi jeszcze latami represjonowano nim opozycję, szczególnie zaciekle tych szeregowych młodych ludzi bez nazwisk pojawiających się w Wolnej Europie. Ponad milion „dość kulturalnie” wygnano z kraju – no cóż kara banicji była znana w całej cywilizowanej Europie. Sybir i karna kolonia jedynie w Rosji.

Komentarze