Pokaz nacjonalizmu po Birmańsku. 64 ofiary dzisiejszych protestów. Sen Mjanmy o demokracji pryska

Wojsko zastrzeliło w sobotę co najmniej 64 osoby protestujące w Mjanmie – przekazała agencja Reuters, powołując się na portal Myanmar oraz na relacje świadków.

Dziś w Mjanmie obchodzony jest Dzień Sił Zbrojnych. Głównodowodzący Sił Zbrojnych Mjanmy, czyli przywódca junty Min Aung Hlaing powiedział podczas parady w stolicy, że wojsko będzie dziś chronić ludzi i dążyć do demokracji. Efekt tej “ochrony” to na ten moment co najmniej 64 ofiary śmiertelne, wśród nich młody chłopiec. Niektóre źródła podają nawet 90 ofiar. [related id=”139833″]Dzisiejszy dzień należy do jednego z najkrwawszych od wybuchu zamachu stanu, jaki miał miejsce w Republice Związku Mjanmy 1 lutego.

Mieszkańcy Birmy giną z rąk birmańskich sił bezpieczeństwa. Możemy niestety spodziewać się, że liczba ofiar będzie rosła. Jak podkreślił w rozmowie z Radiem WNET ekspert ds. Bliskiego i Dalekiego Wschodu, dr Michał Lubina:

To, co dziś wydarzyło się w Birmie, było do przewidzenia. Dziś obchodzony jest Dzień Armii Birmańskiej – To święto upamiętnia powstanie antyjapońskie w Birmie. To, co jest ważne – armię birmańską stworzyli Japończycy i duch japońskiego militaryzmu jest tam widoczny po dziś dzień.

Tego faszystowskiego ducha na pewno czuli mieszkańcy Birmy, oglądając w piątkowy wieczór komunikat na swoich telewizorach, który pojawił się na tle delikatnej muzyki, informujący, że wojsko będzie strzelało do nieposłusznych obywateli w głowę. To, co ciekawe, groźba nie trafiła do serc Birmańczyków. Wezwali oni swoich zwolenników do wyjścia na ulicę.

Jest to w pewnym sensie porażka polityczna przywódcy wojska. Szef junty chciał zakończyć prosty do dzisiejszego dnia – obchodów święta armii, aby pokazać, że kontroluje sytuację.
Protestujący pokazali, że się nie poddają. Społeczeństwo zapłaciło daninę krwi, ale popsuło plany wojska oraz ich święto – powiedział dr Lubina.

Jak dodał, teraz mamy leninowską grę “kto kogo”.  Armia chce przeczekać protesty, ma nadzieję na znudzenie się nimi społeczeństwa. Ludzie zaś, chociaż mają świadomość siły i przewagi wojska – wiedzą, że jeśli dziś ustąpią, to będą skazani na wojsko jeszcze przez najbliższe dziesięciolecia i do tego nie chcą dopuścić. Jedno jest pewne – wydarzenia z ostatnich dni pokazały, że przemoc nie wystarczy, aby powstrzymać mieszkańców Birmy. Poza demonstracjami mają cały wachlarz narzędzi i sposobów, którymi mogą i będą walczyć z wojskiem.

Komentarze