Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Rachunek zysków i strat, czyli podstawowa matematyka rachunku wyników / „Czy fortuna kołem się toczy?”

Fot. geralt, CC0, Pixabay

Czy działalność gospodarcza przynosi zyski czy generuje straty? Na to pytanie odpowiada rachunek zysków i strat (inaczej rachunek wyników), który jest obowiązkowym elementem sprawozdania finansowego.

 

Rachunek zysków i strat, obok bilansu, czyli obrazu składników majątkowych biznesu i źródeł ich finansowania, oraz rachunku przepływów pieniężnych, czyli dokumentu koncentrującego się na przepływach gotówkowych, to najważniejszy dokument finansowy przedsiębiorstwa. Jest obowiązkowym elementem sprawozdania finansowego dla wielu podmiotów (np. spółek akcyjnych i spółek z ograniczoną odpowiedzialnością).

Wprawdzie rachunek zysków i strat jest przede wszystkim wykorzystywany do interpretacji wyników finansowych osiągniętego przez firmę, ale w tej audycji jego konstrukcję przestawimy w sytuacji planowania działalności gospodarczej. Czy nasz pomysł biznesowy ma szansę na powodzenie, jakich zysków możemy się spodziewać i w jakim okresie możemy się ich spodziewać.

Najczęściej planujemy działalność w okresie 3-5 lat w odstępach miesięcznych lub kwartalnych. Zwykle pierwsze miesiące będą zamykać się stratą, a rachunek wyników pozwoli nam oszacować jaki kapitał będzie potrzebny, żeby rozkręcić nasz biznes i przekroczyć próg rentowności.

Tworząc rachunek zysków i strat musimy oszacować przychody ze sprzedaży naszych produktów lub usług. W rachunku uwzględniamy ceny netto, czyli ceny bez podatku VAT. Od tych przychodów odejmujemy koszty wytworzenia sprzedanych wyrobów. Uwzględniamy w nich zużycie materiałów i energii; wynagrodzenia, ale tylko tych pracowników, którzy są bezpośrednio związani z produkcją lub realizacją usług; amortyzację oraz usługi obce. Po odjęciu od przychodów ze sprzedaży związanych z nią kosztów otrzymujemy zysk lub stratę na sprzedaży brutto.

Następnie szacujemy koszty administracyjne – wynagrodzenia pracowników, koszty reklamy, materiałów biurowych, itp. Kolejna pozycja kosztowa to koszty związane ze sprzedażą produktów lub usług, np. rozładunek i załadunek, transport i jego ubezpieczenie. Odejmując koszty administracyjne i koszty sprzedaży od wyniku na sprzedaży brutto, otrzymujemy zysk lub stratę na sprzedaży netto, czyli wynik naszej podstawowej działalności gospodarczej. Ale to jeszcze nie koniec…

Firma może otrzymywać przychody i ponosić koszty niezwiązane z główną działalnością: możemy uzyskać dofinansowanie ze środków budżetu państwa lub zapłacić mandat po kontroli warunków bezpieczeństwa i higieny pracy. Po dodaniu wszystkich takich przychodów do wyniku na sprzedaży netto i odjęciu wszystkich takich kosztów otrzymujemy zysk lub stratę na działalności gospodarczej. Ten wynik w żargonie finansistów jest nazywany angielskim akronimem EBIT, czyli zysk przed odliczeniem podatków i odsetek.

W kolejnym kroku uwzględniamy przychody i koszt finansowe. Doliczamy np. odsetki zarobione na lokatach terminowych, a odliczamy np. odsetki za nieterminowe płatności. W ten sposób z angielskiego akronimu znika „I” i otrzymujemy zysku lub stratę brutto, czyli EBT.

Teraz już tylko musimy uwzględnić podatek dochodowy. Jeżeli w danym okresie otrzymujemy zysk brutto, pomniejszamy go o wartość podatku dochodowego i otrzymujemy zysk netto. W przeciwnym przypadku, strata netto jest równa stracie brutto. Nie ma dochodu, więc nie płacimy podatku.

Zysk lub strata netto to ostatnia pozycja rachunku zysków i strat, także możemy tą liczbę nazwać końcowym wynikiem. I oczywiście chcielibyśmy, żeby była to jak największa liczba dodatnia, a na to są tylko dwie metody: możemy szukać sposobów na zwiększenie przychodów lub wprowadzać oszczędności, które obniżą nam koszty. Właściwie jest jeszcze trzecia metoda – zawsze można liczyć na mniejsze podatki.


Projekt „Pieniądz – historia i teraźniejszość. Zarządzanie finansami – zagrożenia i szanse” – realizowany z Narodowym Bankiem Polskim w ramach programu edukacji ekonomicznej.

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook