"Szczęście przychodzi do mnie coraz częściej" Z mieszkającym we Wrocławiu lubelskim raperem Arshee rozmawia Sławek Orwat - WNET.fm
Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

„Szczęście przychodzi do mnie coraz częściej” Z mieszkającym we Wrocławiu lubelskim raperem Arshee rozmawia Sławek Orwat

Chciałbym zachować jak najdłużej umysł ostry jak brzytwa. Być otwartym na ludzi i sytuacje, oraz pamiętać i akceptować fakt, że wszystko co w danej chwili mamy, może w następnej sekundzie przeminąć.

Jak wspominasz swoje dzieciństwo? 

Przez długi czas byłem przekonany, że było ono tragiczne. W szkole byłem outsiderem, w domu czarną owcą. Malutki chłopak w swoim zamkniętym świecie. Niemniej, jakiś czas temu wybrałem się po prostu na spacer po mojej rodzinnej okolicy i szczerze…? Odkrywając kolejne miejscówki z dzieciństwa i wspomnienia, dziś jestem w stanie stwierdzić, że mimo wszystko moje dzieciństwo było po prostu zajebiste! Szkoda, że dopiero niedawno to odkryłem, ale podobno lepiej późno niż później.

Dlaczego Pamiętnik Samobójcy?

Właściwie… Oglądam uważnie tą otoczkę, która stworzyła się pod kątem mojej płyty w naszym skromnym środowisku. Wizja mnie jako chłopaka, który chciał się zabić i robił z siebie ofiarę losu mimo wszystko do mnie nie przemawia. Skąd zatem Pamiętnik Samobójcy? Po rozstaniu z A. moje wszystkie niepozałatwiane sprawy tak bardzo się nawarstwiły, że postanowiłem coś z tym zrobić, zamknąć w życiu ten etap, zabić moją drugą, mroczną stronę. Jak to jednak wyglądało z tym samobójstwem? Moje najgorsze stany emocjonalne objawiały się w liceum (4 lata przed wydaniem płyty). Już wtedy miałem dużo doświadczeń związanych z wglądem w świat paranormalnych doznań. Był to okres, w którym prosiłem śmierć o to, by przyszła po mnie i mnie zabrała. Dlaczego sam Jej nie pomogłem? Tłumaczyłem to sobie szacunkiem do Niej i faktem, że jeśli ma po mnie przyjść to przyjdzie. W rzeczywistości ponad tym szacunkiem odnoszę wrażenie, że był również strach przed tym, co będzie po drugiej stronie.

Kiedy w twoim życiu pojawiła się muzyka?

Muzyką zainteresowałem się już w 4 klasie podstawówki. Był to okres, w którym natknąłem się na beatbox i poświęcałem mu DOSŁOWNIE każdą wolną chwilę. Co to oznacza? Dla mnie każda wolna chwila znajdowała się w pracy, w szkole, w kościele nawet za czasów jak jeszcze do niego uczęszczałem (śmiech). Do dzisiaj pamiętam spojrzenia ludzi, gdy raz się zagalopowałem podczas odprawiania mszy. Jeden z beatboxerów, którego poznałem przez internet (Domix) pokazał mi, że ja dzieciak z małej wioski również mogę robić hip hop. Napisałem wtedy pierwsze wersy, znalazłem pierwsze bity na YouTube i… wchłonęło mnie. Nareszcie mogłem powiedzieć coś na głos i nie bać się tego, że znów dostanę wpier… od matki lub, że zablokują mi dostęp do komputera (od którego byłem niezmiernie uzależniony). To był mój świat, świat do którego mogłem uciekać i do którego mogłem mówić. Pierwszy raz w życiu czułem się wysłuchany. I mógłbym tak naprawdę z godzinę opowiadać o emocjach, które mi towarzyszyły przy pisaniu kolejnych i kolejnych tekstów. W pewnym momencie postanowiłem sobie, że pokażę wszystkim, a przede wszystkim moim rodzicom jak bardzo się mylili mówiąc, że nic ze mnie nie wyrośnie. „Czarna owca? Proszę bardzo, wywołaliście pandorę” I wtedy pojawił się Breaking.

 Cóż to takiego?

Rodzaj tańca raperskiego. W listopadzie 2014 roku poszedłem na swoje pierwsze zajęcia do MDK w Biłgoraju. Było to dla mnie magiczne, coś co oglądałem wyłącznie w internecie z zapartym tchem stanęło przede mną na wyciągnięcie ręki. Oczywiście… chwyciłem tą dłoń i zacząłem poświęcać coraz więcej i więcej czasu na break`a. Po 3ch miesiącach kolejny raz wyskoczyła mi rzepka. Usiadłem wtedy w szatni, popatrzyłem na swoje kolano i powiedziałem sobie w duchu ” I to już koniec? To wszystko?….Nie!” Po pięciu minutach wróciłem na salę i tańczyłem do końca treningu mimo bólu i dyskomfortu. Po tamtej sytuacji wiedziałem, że już nic mnie w życiu nie złamie. Zajawka taneczna się rozwijała, powstała w międzyczasie moja ekipa „Siła Stylu”, którą założyłem przy współpracy z DDK Bronowice w Lublinie już jako student. Wszystko się rozwijało, kolejne pokazy, zawody, wyjazdy jako instruktor w góry, nad morze. Zaczęło być o mnie głośno w Lublinie.

 Co zatrzymało tę passę?

Wszystko przerwał moment w którym… moje serce znów zostało złamane. Ponadto, był to okres , w którym miałem podejrzenie nowotworu w głowie. Kolejny okres stagnacji, przez który nie ukończyłem studiów w ostatnim semestrze. Wtedy właśnie powstał pomysł napisania płyty i… pisałem, ponownie pozwoliłem sobie wyzwolić się. Niejednokrotnie zastanawiałem się. czy powinienem nawinąć na głos daną rzecz ale… mówiłem sobie, że tylko będąc w 100% szczery mogę w tej muzyce cokolwiek osiągnąć. I z każdym utworem przekraczałem kolejną i kolejną granicę. Z każdą kolejną granicą czułem się coraz lżej, jakbym zdejmował kolejne ciężary z moich pleców, które zaczęły się prostować. Wraz z płytą w moim życiu zaczęło pojawiać się MMA, które z czasem zastąpiło mi taniec również pomagając się pozbierać. Mimo wielu kontuzji nie zamierzam porzucać tego sportu. Kocham go i czuję, że jest on częścią mnie, mojej wojowniczej strony.

Co pomogło ci odnaleźć w sobie duszę fajtera? 

Skąd wiem, że jestem Wojownikiem? No właśnie… W maju rozpoczęła się moja kolejna wędrówka, zacząłem poznawać braci Słowian oraz hipisów, z którymi spędziłem większość moich wakacji. Zacząłem wglądać w siebie i poznawać w pełni moją mroczną stronę. Zobaczyłem również możliwości jakie posiadam oraz jakich nie dostrzegałem do tej pory. Obcowałem z wieloma substancjami i zabiegami, które ostatecznie pomagają otwierać mi się w coraz to większym stopniu. Dzięki temu m in. zobaczyłem, iż wiele rzeczy spotykało mnie przez moją próżność i zapatrzenie w siebie. Zebrałem się dzięki temu na odwagę by zabrać moją matkę do restauracji i wyjaśnić z Nią wszystko od A do Z. I… poczułem się przez Nią zrozumiany. Chyba pierwszy raz w życiu.

Częściej słyszy się o nie najlepszych relacjach na linii syn – ojciec. Co leżało u podstaw twoich złych relacji z mamą?

Myślę, że przede wszystkim fakt, iż nie spełniałem Jej oczekiwań grzecznego chłopaka. Miałem mnóstwo marzeń i celów. Od zawsze mierzyłem wysoko, co często było przez ludzi nierozumiane i szykanowane. Wychowałem się na wiosce, na której mieszka ok 2500 osób. Jak myślisz, trudno w takim otoczeniu dostrzec jednego chłopaka, który się wyróżnia? Ludzie źle o mnie mówili, matka nie potrafiła tego znieść i przyjąć do świadomości, że można mieć własną ścieżkę bez dostosowywania się do ogółu. Niemniej wiem, że wielu z tych, którzy we mnie nie wierzyło bacznie obserwuje moje aktualne poczynania. Od niejednej z tych osób słyszałem również szczere gratulacje i wyrazy podziwu wobec moich osiągnięć. Myślę, że z czasem ci , którzy mi źle życzyli, dojrzeli w jakimś stopniu do tego, kim jestem.

Nie sądzisz, że to właśnie brak autorytetu matki mógł wpłynąć na twoje relacje z kobietami?

Nie rozumiem do czego zmierza to pytanie. Aktualnie mam u boku kobietę, która widzi we mnie ogrom światła mimo dostrzegania również tej mrocznej strony. Ona jest dla mnie moją oazą zrozumienia i akceptacji, ja z kolei pozwalam Jej rozkwitać każdego dnia jeszcze bardziej widząc jak spełnia się przy moim boku. Oczywiście mógłbym się tutaj odwoływać do Freuda i jego teorii mówiącej o tym, że podświadomie szukamy w kobietach swojej matki. Niemniej z tym również było u mnie dokładnie na odwrót (śmiech).

Wierzysz w Boga? 

Każdy postrzega definicję Boga na swój osobisty sposób. Ja wierzę w światło jako najwyższą formę boskości. W końcu nawet nasz wszechświat powstał z bardzo silnej wiązki światła. Niemniej, zapewne pytasz o moje wyznanie… Wierzę w reinkarnację, ale inną niż ta powszechnie znana. Według moich wierzeń to my sami po śmierci decydujemy o tym, jak będzie wyglądało nasze następne życie. Tworzymy sobie swoje przeznaczenie na następne kilkadziesiąt lat, a fakt, że przychodząc tu, mamy wolną wolę i możemy to przeznaczenie zmieniać, jest dla nas bardzo dużą wygodą. Sam osobiście mam świadomość, że na tej planecie żyję już po raz ostatni i jestem tu aktualnie po to, by dopełnić swoich nauk zdobytych przez wiele milionów lat wstecz.

Jesteś szczęśliwy?

Odnoszę wrażenie, że to zbyt duże słowo. Szczęście przychodzi do mnie coraz częściej, nie mniej opiera się na stanach chwilowych. Na pewno mogę śmiało stwierdzić, że w coraz większym stopniu się spełniam i poznaję swoją wartość jako człowieka. Człowieka silnego, zdolnego do „przenoszenia gór”, Powiązanego z duchowością i wszechwiedzą, która zaczyna mnie wypełniać dając wiele odpowiedzi na moje pytania oraz ukojenie. Chcę to rozsyłać dalej. Powiedzieć ludziom, że można żyć inaczej i czasami powstać z samego dna. A najlepsze w byciu na dnie jest to, że mamy twardy grunt do tego by się odbić w przestworza nieba i tego wszystkim życzę.

A czego życzysz sobie? 

Życzę sobie otwartości i wiary w siebie. Chciałbym zachować jak najdłużej umysł ostry jak brzytwa. Być otwartym na ludzi i sytuacje, oraz pamiętać i akceptować fakt, że wszystko co w danej chwili mamy, może w następnej sekundzie przeminąć i to też jest jak najbardziej w porządku. Jeśli uda mi się zachować te czynniki , to wiem, że cała reszta sama do mnie przyjdzie w odpowiedniej chwili.

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook