Top bar
Reklama
Włącz radio Aktualny Poranek Wspieraj WNET Szukaj

Historia Wigilii Paschalnej w skrócie – czyli jak kształtowała się matka wszystkich wigilii

Fragment okładki "Święte Triduum Paschalne", Fot. Radio WNET

Okres oktawy świąt Zmartwychwstania Pańskiego już za nami, ale temat niedzielnej liturgii, która zaczyna się jeszcze w sobotę, budzi emocje. Skąd więc pomysł odprawiania mszy jeszcze przed niedzielą?

Na początku pozwolę sobie zauważyć, że spory teologiczne są czymś normalnym, a pierwszy udokumentowany spór o datę świętowania zmartwychwstania został odnotowany już w II wieku. Wówczas biskup Polikarp z Efezu postulował świętowanie Paschy 14 Nizan niezależnie od dnia tygodnia. Co więcej powoływał się w tym na tradycję pochodzącą od Jana Ewangelisty. Kościół w Rzymie (i nie tylko ten) świętowały Paschę w pierwszą niedzielę po 14 Nizan. Również robił to zgodnie z przekazaną mu tradycją. Biskupi nie doszli do porozumienia. Stopniowo coraz więcej wspólnot świętowało ten niezwykły dzień w niedzielę po 14 Nizan. Tak oto, aż do dzisiaj, dzień świętowania zmartwychwstania jest zbliżony do faktycznej rocznicy paschy Jezusa.

Pan Jan Kowalski, w swoich dwóch felietonach, świadomie bądź nie, poruszył wiele tematów i aby je wyjaśnić, potrzebny byłby cykl publikacji z zakresu teologii, historii, symboliki, a nawet biblistyki. Dlatego pozwolę sobie ograniczyć się do Tradycji odprawiania Wigilii Paschalnej nocą. Jak zaznaczyłem w tytule, będzie to skrót.

Zacznijmy od niedzieli

To ona była pierwszym świętem Chrześcijan opisanym na łamach Pisma Świętego, a także w pismach pierwszych Chrześcijan. Warto pamiętać, że pierwsi Chrześcijanie byli Żydami i żyli zgodnie z żydowskim pojmowaniem czasu. To oznacza, że dzień zaczynał się z zachodem słońca. W tegoroczny Wielki Piątek, na antenie naszego radia mówił o tym ks. dr Rafał Goliński. W naszą sobotę, gdy słońce już zaszło, chrześcijanie spotykali się na modlitwie i „łamaniu chleba”. Choć w kontekście listu Pliniusza Młodszego (wielkorządcy Pontu i Bitynii, który był nieprzychylny chrześcijanom) pojawia się pytanie, czy pod koniec I wieku gromadzenie się chrześcijan miało miejsce w niedzielę rano, to nie mamy na to bezpośrednich dowodów.

Jeżeli zaś chodzi o sam sposób świętowania Wielkiej Nocy, to obfitych informacji dostarczają nam źródła ze wspólnot w Azji Mniejszej i Syrii. Świętowanie obejmowało liturgię w nocy zakończoną sprawowaniem Eucharystii. Była ona poprzedzona rygorystycznym postem. W zależności od regionu trwał on od jednego, do sześciu dni. Nas oczywiście najbardziej interesuje zwyczaj rzymski – post opisał Hipolit i trwał w piątek i sobotę. W skład liturgii, oprócz postu, wchodziła modlitwa za Żydów i wszystkich grzeszników, czytania, przepowiadanie uwieńczone liturgią eucharystyczną, a następnie braterska uczta. Tak oto, od pokuty i smutku (postu) przechodzono do wspólnej radości ze spotkania z Chrystusem zmartwychwstałym. Różnicy w stawianiu akcentów na poszczególne wydarzeniach Paschy w pismach Hipolita, Ireneusza i Orygenesa nie będę teraz podejmować, ponieważ artykuł byłby zbyt długi.

Wprowadzenie obrzędów światła oraz obrzędów związanych z sakramentami inicjacji chrześcijańskiej (chrzest, bierzmowanie, eucharystia), powstanie Triduum Paschalnego i Wielkiego Tygodnia, to przełom IV i V wieku. Podobnie jak historyzacja oraz utworzenie okresu Wielkiego Postu.

Również w IV wieku, św. Augustyn nazwał tę liturgię mater omnium vigilia – matką wszystkich wigilii. W zależności od regionu, towarzyszyło jej od 5 do 15 czytań.

Fragment Exultetu

Już z VII wieku pochodzi dokumentacja o śpiewaniu w Rzymie Exultetu – pieśń radości opowiadająca o zwycięstwie Światła nad ciemnością, Życia nad śmiercią. Samo powstanie tego pięknego hymnu jest datowane na koniec IV wieku. Do liturgii papieskiej został dodany w wieku XI. Gdy spojrzymy poza Rzym, widzimy, że ta część liturgii wyglądała jeszcze inaczej. Np. w liturgii galijsko-frankońskiej świeca była pozdrawiana słowami „Światło Chrystusa, Bogu niech będą dzięki” – o „benedictiones cerei” pisał św. Augustyn w Państwie Bożym. W VIII wieku papieskiej liturgii zapalenia Paschału towarzyszyła cisza. Trzecią formułą było zapalenie innych świec (od 2 do 7) oprócz paschału – została ona przyjęta w mszale z 1570 roku.

Sporo tych dat, ale lecimy dalej. W XII wieku spotykamy się ze zwyczajem kreślenia znaku krzyża oraz pierwszej i ostatniej litery alfabetu greckiego, a także umieszczenia w paschale ziaren kadzidła. Jeżeli chodzi o błogosławieństwo ognia, to ten zwyczaj rozpowszechnił się w liturgii od X wieku.

Gdy już skrótowo omówiliśmy paschał, przejdźmy do tego, co jest nim błogosławione, czyli wody. Błogosławieństwu wody towarzyszyły gesty – kreślenie znaku krzyża, zanurzenie paschału, czy później dodane rozdzielenie wody w czterech kierunkach, dotykanie dłonią, czy pokropienie zgromadzenia. Wszystkie znalazły się w Mszale z 1570 roku. Od VIII wieku rozwinęło się błogosławienie pokarmów.

Warto oczywiście pamiętać o tym, o co chyba najbardziej chodziło Janowi Kowalskiemu, czyli wypaczeniom. Już na przełomie IV i V wieku spotykamy się z tendencją skracania wigilii przed czym upominał św. Hieronim. W XIV wieku dochodziło do przesunięcia celebracji na godziny ranne.

W Polsce liturgia Wigilii Paschalnej kończy się uroczystym ogłoszeniem zwycięstwa Chrystusa poprzez procesję rezurekcyjną. Tradycja jest faktycznie wiekowa, a ks. prof. Bogusław Nadolski stwierdza, że jej ślady mamy w wieku XIV.

Kolejne wyraźne zmiany wiążą się z ruchem liturgicznym (XIX/XX w.), a ich owoc zaczął być widoczny choćby w reformach przedsoborowych oraz w Soborze Watykańskim II. Problem z soborem nie leży w tym, że wszystko zmienił, ale z tym, że ludzie pomyśleli, że Kościół wszystko zmienił.

Hulaj dusza

Faktycznym problemem naszych czasów jest coś w rodzaju samowoli liturgicznej. Trzeba pamiętać, że tworzeniem ksiąg liturgicznych – doborem tekstów oraz ustalaniem przepisów – zajmują się osoby, które się w tym specjalizują. Znają teologię, przepisy, historię, symbolikę oraz łacinę. Każda liturgia jest dialogiem Boga z człowiekiem. Używanie słowa „dialog” nie jest metaforą. Mówimy tu o prawdziwej rozmowie z Bogiem, o stanięciu wśród świętych i aniołów. Pamiętając o tym magisterium Kościoła uczy nas, że liturgia składa się na element boski, który jest niezmienny i element ludzki, który w naturalny sposób wynika ze społeczeństwa. Przykładowo w kulturze europejskiej kapłani całują ołtarz na znak oddania mu czci. Gdybyśmy uczestniczyli w takiej samej mszy świętej w kulturze japońskiej, to kapłan nie pocałowałby ołtarza, tylko dotknął go czołem.

Z moich obserwacji, rozmów zarówno z pokoleniem młodszym ode mnie, jak i pokoleniem moich dziadków, widzę tutaj kilka problemów. Zanim je wymienię zaznaczę, że wymieniam je w celu refleksji, a nie oceniania kogokolwiek. Jednym z błędów jest brak pokory wśród części wiernych i kapłanów. Choć może intencje mają dobre, to wprowadzają do kościoła elementy nie do końca przemyślane. Innym problemem jest myślenie magiczne. Jest też grono osób, które po prostu nie lubią zmian.

Jeszcze innym problemem jest brak właściwego kształcenia uczestników liturgii. Tu oczywiście największą odpowiedzialność ponoszą kapłani, katecheci. Nie wymieniam tutaj rodziców, ponieważ oni mają przekazać dzieciom wiarę, ale z reguły nie ukończyli studiów teologicznych i mogą przekazać jedynie to, czego sami dowiedzieli się od kapłanów i katechetów. Ze smutkiem przyznam, że pomijając specjalne rekolekcje, byłem tylko na kilku mszach, na których kapłan w ramach kazania poruszał teologię i symbolikę liturgii sakramentów czy elementów mszy. Nawet gdy Polak jedzie do Czech musi znać elementy tego języka w celu uniknięcia nieporozumień. W drugą stronę to też działa. Legendarne są opowieści o szukaniu kogoś, czy kobiecie chcącej kupić czerstwy chleb. A przecież nasze języki są takie podobne. Tak samo jest z liturgią. Być może czasem myślimy, że coś wiemy, nie wiedząc jeszcze jak wiedzieć należy. Warto poznawać symbolikę w celu uniknięcia nieporozumień między osobami, które przecież chcą dobra.

Znaczenie rozproszenia ciemności nocy

Gdy już jesteśmy przy symbolice, to postaram się wyjaśnić o co chodziło panu Andrzejowi Słoniowskiemu, gdy pisał o rozproszeniu ciemności przez światło paschału. Już święty Justyn opisując niedzielną liturgię tłumaczy, że „Zgromadzenie wiernych odbywa się w niedzielę, ponieważ jest to pierwszy dzień, w którym Bóg oddzielił ciemności od chaosu i stworzył świat, a Jezus Chrystus nasz Zbawiciel tego samego dnia zmartwychwstał”. Porównanie Chrystusa do światła jest powszechne wśród apologetów dawnych i współczesnych. Pięknie wyraża to kantyk Zachariasza, który po narodzinach Jana Chrzciciela opisuje swojego syna jako proroka Najwyższego, Boga, któremu będziemy służyć bez lęku. W tej pieśni Jezus jest określony jako Wschodzące Słońce, które „nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają, aby nasze kroki zwrócić na drogę pokoju”. Co więcej sam Jezus powiedział „Ja Jestem Światłością świata”. Ognisko przez wieki dawało poczucie bezpieczeństwa. Paschał, świeca symbolizująca Chrystusa jest tą, która daje światło, a zapalone od niej świece wiernych sprawiają, że Kościół staje się jasny. Osobiście oprócz symboliki Chrystusa zwyciężającego szatana, Boga, przy którym mogę czuć się bezpieczny, ten prosty gest jest dla mnie pokazaniem siły Jednego, Świętego, Powszechnego i Apostolskiego Kościoła.

Na zakończenie kilka słów o sobie

Jestem zwolennikiem rozumienia tego co słyszę, ale w kościele brakuje mi łaciny. Jej brak szczególnie widzę, gdy msza jest celebrowana przez papieża lub nuncjusza apostolskiego. Przy takich okazjach przynajmniej niektóre elementy są wypowiadane lub wyśpiewywane w tym pięknym języku Kościoła i jest mi przykro, gdy nie mogę ich wypowiadać chóralne razem z innymi wiernymi. Unikam mszy celebrowanej przez kapłanów, którym nie chce się przerzucić kartek w mszale i co tydzień stosują te same modlitwy. Unikam mszy, w czasie których ludzie tupią, tańczą i klaszczą. Unikam mszy podczas których czytają osoby do tego nieprzygotowane. Unikam spowiedników, którzy odklepują spowiedź.

A przecież wystarczyłaby jedna msza w miesiącu, abym raz nauczony uczestnictwa w mszy po łacinie, używał formuł bez ryzyka, że nie będę ich pamiętać gdy np. wyjadę za granicę. Wystarczyłoby dbać o dobór modlitw na mszy. Wystarczyłoby potupać, klaskać i tańczyć poza kościołem (wtedy chętnie bym się dołączył). Wystarczyłoby solidnie szkolić ministrantów, lektorów, scholę czy chór. Krótko mówiąc wystarczyłoby przestrzegać nakazów Soboru Watykańskiego II i dokumentów, które powstały wraz z rozwojem liturgii po soborze – jednego z etapów rozwoju Kościoła. Rozwoju który trwa już dwa tysiące lat.

 

P.S.

Dziękuję tutaj szczególnie kapłanom, którzy pilnują Ducha Liturgii. Polecam was w modlitwie zarazem prosząc w niej, aby było jak najwięcej powołań. A szczególnie w tych dniach nie zapominajmy o tym, co najważniejsze, że Chrystus zmartwychwstał! Alleluja!

Zobacz także:


 

Republikanie komentują


Facebook