Teraz na antenie:
Radio Wnet

Polka z Southampton: „To już nie jest ta sama Anglia”

Ilona Piwowar do Southampton trafiła nie z chłodnego planu emigracyjnego, lecz „z miłości”. Tak sama mówi o swojej historii Polka, która od 10 lat mieszka na południu Anglii. Przyjechała tu zaraz po studiach, a decyzja o przeprowadzce zapadła szybko i bez wielkiej strategii. Dziś pracuje w payrollu, jej mąż jest kierowcą zawodowym, wychowują córkę i prowadzą zwyczajne życie rodzinne. Z jednej strony mówi o Southampton jak o swoim domu, z drugiej nie ukrywa, że przez ostatnią dekadę Wielka Brytania bardzo się zmieniła — także w sposób, który budzi w niej niepokój.

Rozmowa zaczyna się lekko, niemal codziennie. Jest spokojna dzielnica Woolston, jest spacer, jest opowieść o tym, jak po obronie w Polsce dzień później był już lot z Krakowa do Anglii. Ale szybko staje się jasne, że ta historia nie będzie wyłącznie pocztówką z emigracyjnego życia. Rozmówczyni mówi o zakorzenieniu i wdzięczności, ale też o Brexicie, o bezpieczeństwie kobiet, o nielegalnej migracji i o tym, jak bardzo sprawa Henry’ego Nowaka poruszyła mieszkańców Southampton.

Southampton oczami Polki: „Po 20 nie wychodzę sama”
08.06.2026
27 min
Southampton oczami Polki: „Po 20 nie wychodzę sama”

Prowadzący:

Życie w Southampton. „To jest moja idylla”

Początek tej historii jest prosty. Rozmówczyni pochodzi z Krynicy-Zdroju, a do Anglii przyjechała razem z planem wspólnego życia z mężem, którego poznała jeszcze bardzo młodo. Jak mówi, Southampton nie było wcześniej wymarzoną destynacją ani celem długo przygotowywanej emigracji. Wybór miasta był spontaniczny i wynikał z oferty pracy, którą otrzymał jej przyszły mąż. „Nie była to przemyślana decyzja, było to bardzo spontaniczne” — podkreśla.

Dziś, po dekadzie, potrafi o tym miejscu mówić z czułością. Podkreśla, że Woolston to „duża, spokojna dzielnica”, jedna z najspokojniejszych w Southampton. O samym mieście mówi bez przesadnego idealizowania, ale jednak z poczuciem oswojenia. „Tutaj jest mój dom. To jest moja taka idylla, bym powiedziała” — mówi. Ta deklaracja jest ważna, bo pokazuje, że nawet jeśli Wielka Brytania nie jest dla niej miejscem docelowym na całe życie, to na dziś Southampton pozostaje przestrzenią codzienności, pracy i rodziny.

Emigracja z miłości i codzienność po angielsku

Polka mieszkająca w Southampton nie buduje opowieści o emigracji w kategoriach spektakularnego sukcesu czy wielkiego awansu. Mówi raczej o zwyczajności. Pracuje w zawodzie zbliżonym do polskiej kadrowej, mąż prowadzi samochody zawodowo, razem wychowują córkę. To codzienność wielu polskich rodzin na Wyspach — zwyczajna, osadzona w pracy i obowiązkach, ale jednocześnie pełna decyzji o tym, jak łączyć polskość z życiem za granicą.

Podkreśla, że największą różnicą między życiem w Southampton, a życiem w Krynicy-Zdroju nie są wcale kultura czy język, ale brak najbliższej rodziny na miejscu. „Cała nasza rodzina jest jakby w Polsce. To jest tylko jedyna różnica” — mówi. Zaraz jednak dodaje, że i ta różnica nie jest dziś aż tak dotkliwa, bo bliskość lotnicza między południem Anglii a Krakowem sprawia, że w ciągu dwóch i pół godziny można znów być blisko swoich.

„Nie mamy zaufania do policji”. Polonia protestuje po śmierci Henry’ego Nowaka
„Nie mamy zaufania do policji”. Polonia protestuje po śmierci Henry’ego Nowaka

Wszyscy mówią o walce z rasizmem, ale nikt nie chce dostrzec, że rasizm może dotykać także białych – mówili uczestnicy m…

Polacy w Southampton. „Mamy swoją mini Polskę”

W rozmowie mocno wybrzmiewa też wątek polskiej wspólnoty. Ilona Piwowar mówi, że w Southampton mieszka wielu Polaków, którzy nie zamykają się tylko we własnym gronie, ale potrafią integrować się zarówno ze sobą, jak i z Brytyjczykami. „Nie, integrujemy się, to nie jest tak, że zamykamy się każdy sobie” — podkreśla. Mówi też o polskich imprezach, spotkaniach i grupach wsparcia, które tworzą lokalną tkankę społeczną.

To ważny fragment tej opowieści, bo pokazuje emigrację nie jako wyłącznie indywidualny los, ale jako część większej wspólnoty. W jej ocenie Polacy w Southampton nie tylko pracują i wychowują dzieci, ale budują też swoje środowisko, w którym da się pielęgnować język, tradycje i relacje. „Mamy swoją tutaj taką mini Polskę” — mówi. Jednocześnie zaznacza, że nie było trudno wpasować się również w lokalne społeczeństwo brytyjskie, bo różnice kulturowe nie są jej zdaniem aż tak duże, jak czasem się zakłada.

Czy to miejsce na całe życie? „Będziemy planować powrót”

Mimo przywiązania do Southampton rozmówczyni nie mówi o Anglii jako o miejscu ostatecznym. Wręcz przeciwnie — wyraźnie zaznacza, że to nie jest przestrzeń, w której chciałaby spędzić całe życie. „Definitywnie to nie jest coś na całe życie” — przyznaje. Zaraz potem dopowiada jednak, że dom rozumie przede wszystkim przez ludzi, a nie przez geografię. „Dom jest tam, gdzie twoja rodzina” — tłumaczy.

Ta wypowiedź dobrze pokazuje wewnętrzne napięcie obecne w całej rozmowie. Z jednej strony Southampton daje jej poczucie codziennej stabilizacji. Z drugiej — pełnia szczęścia w jej rozumieniu nadal wiąże się z bliskością rodziców, dziadków i rodzeństwa w Polsce. Dlatego mówi, że w dłuższej perspektywie ona i jej mąż będą myśleć o powrocie do kraju. Nie mówi o tym jednak w tonie ucieczki, lecz raczej jako o naturalnym planie rodzinnym na dalszą przyszłość.

Brexit i zmiany w Wielkiej Brytanii. „To duże utrudnienie”

Pytana o ostatnie 10 lat życia w Wielkiej Brytanii, nie odpowiada zero-jedynkowo. Kilka razy zaznacza, że nie wszystko da się ocenić jako wyłącznie dobre albo wyłącznie złe. Ale gdy rozmowa schodzi na Brexit, ton staje się już dużo bardziej jednoznaczny. „To jest duże utrudnienie” — mówi. W jej ocenie decyzje podjęte po wyjściu z Unii Europejskiej skomplikowały życie ludziom z krajów europejskich, podczas gdy równocześnie państwo brytyjskie zbyt szeroko otworzyło się na nielegalną migrację.

Sama nie musiała starać się o wizę, bo mieszkała na Wyspach jeszcze przed Brexitem i uzyskała status osiedleńca. Ma więc prawo mieszkać tam dożywotnio. Ale patrzy na ten proces szerzej i uważa, że po Brexicie Wielka Brytania wysłała sprzeczny sygnał — utrudniając życie ludziom, którzy przyjeżdżają legalnie, pracują i płacą podatki, a jednocześnie nie rozwiązując problemów związanych z nielegalnym napływem migrantów.

Papież Leon XIV w Hiszpanii. Jabłonka: kultura wyrasta z wiary
Papież Leon XIV w Hiszpanii. Jabłonka: kultura wyrasta z wiary

– Spodziewam się przede wszystkim orędzia do Europy, żeby przypomnieć Europejczykom, na czym polega ich chrześcijańskie …

Southampton i bezpieczeństwo. „Po 20 nie wychodzę”

Najmocniejsza część rozmowy dotyczy jednak bezpieczeństwa. Rozmówczyni przyznaje, że nie porusza się pieszo po mieście po godzinie 20. Jeśli musi gdzieś pojechać, wybiera samochód. „To nie jest po prostu moja osobowość, że po 20 nie wychodzę, tylko po prostu moje zachowanie warunkuje strach o swoje bezpieczeństwo” — mówi. I dodaje, że podobne odczucia mają także jej znajome kobiety.

Jej zdaniem skala niebezpiecznych zachowań wobec kobiet rośnie, a część rodziców coraz częściej woli zawozić dzieci „od drzwi do drzwi”, niż pozwalać im samodzielnie wracać wieczorem.

Migracja i temat tabu. „Brytyjczycy boją się mówić wprost”

Ilona Piwowar twierdzi, że skutki nielegalnej migracji są w Southampton widoczne. Mówi o ludziach śpiących w namiotach, o ulicach, które jej zdaniem nie tętnią już życiem tak jak kilka lat temu, i o poczuciu strachu obecnym wśród mieszkańców. Podkreśla też ekonomiczny wymiar problemu, zaznaczając, że jako osoba pracująca i płacąca podatki widzi, iż z tych środków finansowane są między innymi hotele czy wyżywienie dla migrantów.

Pytana o nastawienie Brytyjczyków, odpowiada jednak, że jest to temat bardzo trudny i w dużej mierze tabu. W jej ocenie wielu mieszkańców nie chce wypowiadać się otwarcie, bo boi się naruszyć granice poprawności politycznej. „Oni się nie wypowiadają, bardzo starają się nie wypowiedzieć” — mówi. Jej zdaniem Brytyjczycy „zbyt mocno zasłaniają się poprawnością polityczną” i nie chcą nazwać problemu wprost, choć — jak sugeruje — prywatnie dostrzegają, że sytuacja się pogarsza.

Dr Przemysław Biskup: sprawa Henry’ego Novaka obnażyła podwójne standardy brytyjskich służb
Dr Przemysław Biskup: sprawa Henry’ego Novaka obnażyła podwójne standardy brytyjskich służb

Ujawnione nagrania z interwencji po zabójstwie 18-letniego Henry’ego Novaka wywołały oburzenie w Wielkiej Brytanii i poz…

Henry Nowak i Southampton. „To nie jest sytuacja, to jest tragedia”

W drugiej części rozmowy pojawia się temat, który był bezpośrednim powodem obecności Radia Wnet w Southampton — sprawa Henry’ego Nowaka. Rozmówczyni przyznaje, że od grudnia lokalne media pisały o tej tragedii, ale zainteresowanie wyraźnie wzrosło wraz ze zbliżającym się procesem i ogłoszeniem wyroku. Sama pracuje w payrollu dużej gazety, więc — jak mówi — z artykułami i prasowym obiegiem tej sprawy stykała się na co dzień.

Jednocześnie zastrzega, że nie chce do tej tragedii dopisywać dodatkowej ideologii. „To nie jest nawet sytuacja, bo to jest, ciężko powiedzieć, sytuacja, to jest tragedia” — mówi. Podkreśla, że nic nie dopowie lepiej niż oświadczenie ojca Henry’ego, a wszelkie polityczne próby podpinania się pod tę historię uważa za niestosowne. Z jednej strony widzi więc ogromny wymiar rodzinnego bólu, z drugiej — wyraźnie dostrzega, że sprawa dotknęła też społeczeństwa i państwa jako całości.

„To olbrzymia porażka dla tego kraju”

Najmocniejsze słowa padają wtedy, gdy rozmówczyni próbuje opisać, czym sprawa Henry’ego Nowaka jest dla Wielkiej Brytanii. „Dla rodziny Henryka jest to olbrzymia tragedia. Dla społeczeństwa? Olbrzymia strata, stracić tak młodego, utalentowanego, młodego mężczyznę. No a dla kraju, dla Wielkiej Brytanii? No jest to porażka” — mówi.

W jej ocenie państwo brytyjskie ponosi część odpowiedzialności za to, że polityka migracyjna i sposób reagowania instytucji doprowadziły do utraty zaufania przez zwykłych obywateli. Pada bardzo emocjonalna wypowiedź o tym, jak „milion osób, które wstaje rano do pracy, może od tak stracić zaufanie, poczucie bezpieczeństwa do kraju”.

WSPIERAJ NAS NA PATRONITE!

Czy sprawa Henry’ego Nowaka coś zmieni?

Polka nie ukrywa, że chciałaby wierzyć, iż tragedia Henry’ego Nowaka stanie się dla brytyjskich polityków momentem przełomowym. Mówi wprost, że „łudzi się”, iż doprowadzi ona do zaostrzenia polityki migracyjnej i do realnych zmian, które zwiększą bezpieczeństwo mieszkańców. Nie formułuje przy tym chłodnej prognozy politycznej, tylko raczej wyraża nadzieję, że społeczeństwo nie pozwoli tej sprawie ucichnąć.

W jej słowach szczególnie mocno brzmi potrzeba tego, by śmierć Henry’ego nie została zapomniana i nie zakończyła się jedynie medialnym cyklem komentarzy. „Mam nadzieję, że społeczeństwo też nie pozwoli, żeby ta śmierć poszła na marne” — mówi.

„Miejsce nie oznacza domu, tylko ludzie”

Mimo wszystkich tych niepokojów rozmowa nie kończy się w tonie całkowicie ciemnym. W ostatnich minutach wraca pytanie o dom i o to, dlaczego mimo wszystko Southampton jest dla niej ważnym miejscem. Odpowiedź jest prosta i bardzo ludzka: „miejsce nie oznacza domu, tylko ludzie, z którymi jesteśmy, oznaczają dom”. To zdanie dobrze podsumowuje całą opowieść.

Pani Ilona nie ma poczucia, że zatraciła polską tożsamość. Przeciwnie — uważa, że może ją w Wielkiej Brytanii pokazywać i pielęgnować, mówiąc po polsku, żyjąc swoimi wartościami i wychowując dziecko w duchu wyniesionym z domu. Dlatego Southampton pozostaje dla niej miejscem ważnym, nawet jeśli nie ostatecznym. To miasto, w którym dziś żyje jej rodzina, czyli — jak sama mówi — jej aktualny dom.

Autorzy:

Przeczytaj więcej

Zełenski ostentacyjnie omija lotnisko w Jasionce
Zełenski ostentacyjnie omija lotnisko w Jasionce
Polski Klub Biznesu w Berlinie. Kontrowersje wokół nowej platformy, która ma wspierać rodzimą ekspansję
Polski Klub Biznesu w Berlinie. Kontrowersje wokół nowej platformy, która ma wspierać rodzimą ekspansję
„Wszystko porusza się jak w slow motion” – jak drony zmieniły wojnę
„Wszystko porusza się jak w slow motion” – jak drony zmieniły wojnę