Wybory do KRS, które miały być próbą wyjścia z wieloletniego kryzysu, coraz częściej są przedstawiane jako jego pogłębienie. W środowisku sędziowskim padają ostre zarzuty, że przyjęta procedura „prawyborów”, które mają poprzedzać oparty na przepisach wybór Sejmu, faworyzuje jedną grupę i może doprowadzić do poważnych konsekwencji dla całego wymiaru sprawiedliwości.
Krótko mówiąc: zamiast naprawy systemu może być jeszcze większy chaos.
System, który „wybiera wszystkich swoich”
Największe kontrowersje budzi sposób głosowania. Każdy sędzia ma wskazać aż 15 kandydatów do KRS. W praktyce – jak podkreślają krytycy – oznacza to, że decydująca staje się liczebność jednej grupy, a nie realny pluralizm.
– Jeżeli każdy sędzia ma mieć piętnaście głosów, to wygrywają ci, których jest najwięcej – mówi Kinga Śliwińska-Buśkiewicz z Sądu Apelacyjnego w Poznaniu. – Czyli na przykład największe stowarzyszenie wybiera cały skład Krajowej Rady Sądownictwa – dodaje, pijąc oczywiście do słynnej Iustitii.






